cich-awoda
05.02.09, 19:50
własnie rozpada się nasz trwający 2lata związek. szybko podjęlismy
decyzje o byciu razem, szybko ze sobą zamieszkaliśmy, szybko też
zaczęły pojawiać się pierwsze konflikty. dość sprawnie je
rozwiązywaliśmy, często polubownie, żeby zakończyć ciche dni i znów
cieszyć się wspólnym życiem. pewne rzeczy przemilczaliśmy i dziś te
nierozwiązane sprawy wychodzą ze zdwojoną siłą. żadne z nas nie
potrafi przyznać się do błędu, a każde potrzebuje czasem
usłyszeć "przepraszam". zaczęłam poruszać temat ślubu (jesteśmy
przed 30tką), on go nie podejmował w konkretach, chciałam wiedzieć
dlaczego. zasłonił się tymi przemilczanymi tematami. nie chcę go
wbrew sobie przepraszać, żeby tylko ze mną był i się ożenił. nie
chcę obiecywać poprawy, bo wiem że nie dam rady zmienić się wbrew
swoim przekonaniom. on też nie jest skory do głębszej analizy moich
potrzeb i do większego wysiłku. bardzo zależy mi na tym związku, ale
wiem, że nie spełnię jego oczekiwań, juz nie umiem być lepsza. chyba
musze odpuścić........on też nie walczy tak jak kiedyś, gdy mieliśmy
problemy, trzyma mnie na dystans, choć definitywnie nie mówi wprost,
że to koniec.
byliście kiedyś w takiej sytuacji?