Dodaj do ulubionych

dziecko - tak, ślub - nie??

    • bast3 Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 10.02.09, 13:55
      Ale czemu Ty sie dziwisz. Uważasz że rodziną można być jedynie po
      ślubie?? Może on nie chce takiej szopki jaką jest ślub a chce mieć
      rodzinę. Ja mu się nie dziwię.
      • majaa Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 10.02.09, 14:02
        Co Wy z tą szopką??? 4 osoby + urzędnik to już szopka??? Oj,
        popadacie w paranoję, Szanowne Przeciwniczki Legalizacji Związków.
        • kirke18 Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 10.02.09, 14:31
          Mnie osobiście najbardziej zaniepokoiło zdanie, że jak pani nie chce
          mieć dzieci, to po co pan marnuje z nią czas. Czyli jeśli ona nie
          mogłaby mieć dzieci (własnych, rodzonych) to on już jej nie kocha i
          nie chce z nią być? Ja nie potrafiłabym zaufać takiemu facetowi, a
          bez zaufania nie ma związku.
          Ja miałam (mam) dziecko z facetem bez ślubu, a teraz wyszłam za mąż
          bez perspektywy posiadania wspólnych dzieci.I co dziwne, ten drugi
          związek sprawdził się ( od 10 lat) ponieważ oboje się bezwględnie
          kochamy, ufamy sobie i nie widzimy życia bez siebie.
          • filemona32 Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 10.02.09, 15:00
            Powiem tylko tyle: nie wyobrażam sobie zeby osoba która mnie kocha,
            mogłaby odmówić mi ślubu , nieważne jaki tam ma powód, każdy
            mężczyzna, odpowiedzialny, bezgranicznie zakochany w swojej kobiecie
            nigdy jej tego nie odmówi. Osobiście mam tylko jednych znajomych,
            którzy żyją w konkubinacie i mają dziecko.Moja znajoma również
            nalega na ślub, ale on odkłada to z roku na rok. Kiedyś po piwku
            przyznał mi się że nie jest pewny, czy z nią chce spędzić resztę
            życia (najśmieszniejsze jest to że oni mają już ok 40). Ja gdybym
            miała taki problem , bez mrugnięcia okiem rozstałabym się z kimś
            takim, to strata czasu. Ale to moje zdanie, niektórzy lubią sobie
            komplikować życie. Ja jestem w szczęśliwym małżeństwie 10 lat;-)
    • kachax Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 10.02.09, 16:26
      Nie czytałam wszystkich postów...
      ale optuję za tym aby pary miały wspólne cele życiowe, podobne
      upodobania i spojrzenie na ważne sprawy. Jak tego nie ma - to
      właśnie stąd się biorą problemy.
      Małżeństwo czy nie- nie istotne - wspólnota tego do czego się dąży
      jest kluczem.
      Mam krótki staż małżeński (5 lat) i żadnych gwarancji że jego
      trwałość wytrzyma wszystko. Ale mamy też wspólne cele i zasadę że
      ważnych decyzji nie podejmujemy w pojedynkę, a tylko i wyłącznie w
      duecie, nawet po zażartych bojach. Ustępstwa też powinny być
      przemyślane.
      My mamy świadomość że jesteśmy swoimi najlepszymi przyjaciółmi i
      warto poznać zdanie połowy na zadany temat, bo może się przydać.
      Dzieci jeszcze nie mamy, ale i do tego dojrzeliśmy - OBOJE.

      Gdzie kończy się szaleńcze zakochanie może zacząć się uważna i
      cerpliwa miłość. Ale lepiej nie mylić jednego z drugim, jak też nie
      mieszać do tego przyzwyczajenia do status quo.

      Szcuneczek
    • beata152n Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 10.02.09, 17:04
      Nie musisz mnie posłuchać w tej sprawie jeśli nie chcesz ale powiem ci że jeśli
      facet kogoś kocha na prawdę to zależeć mu też powinno na zalegalizowaniu
      związku,ślub to nie tylko kawałek papierka tym bardziej jeśli chodzi o dzieci w
      razie czego jeśli facet odejdzie zawsze jesteś spostrzegana jako żona a nie
      panna nikt zarówno w sądzie jak i dla ludzi a także państwa,masz jakieś prawa
      bez ślubu nie masz tak naprawdę żadnych praw,nawet na sprawie alimentacyjnej
      chociaż nikt ci tego nie powie biorą pod wzgląd czy dzieci pochodzą ze związku
      małużeńskiego,jeśli ktoś daje ci rady że dziecko możesz mnieć bez ślubu to daje
      ci złe rady.Ja mam troję dzieci teraz są już prawie dorosłe,żyłam z ich ojcem 12
      lat,pewnego dnia odszedł bo znudziło mu się być ojcem,zostałam sama z 3 wtedy
      jeszcze małych dzieci poważnie chorych,dostałam na nich 520zł alimentów i do
      dziś taką kwotę dostaję pomimo że prosiłam sąd o podwyższenie alimentów,nikt mi
      nie współczuł że zostałam sama z dziećmi bo nie mieliśmy ślubu i że sama także
      się rozchorowałam przez to wszystko,lepiej zabezpieczyć się na przyszłość,bo
      głupie rady każdy umi dawać ale potem w razie czego ty będziesz musiała walczyć
      o przetrwanie ze swoimi dziećmi.Pozdrawiam
    • monika_staroscice Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 10.02.09, 21:02
      A ja myślę, że jeśli dla Ciebie jest coś ważne to Twój mężczyzna
      powinien to uszanować z miłości do Ciebie. Myślę, że cała ta
      dyskusja nad tym czy warto brac ślub czy nie i kiedy mieć dziecko
      jest nie potrzebna. Chodzi o to, że Ty tak sobie wyobrażasz Wasze
      przyszłe życie i to nie jest jakaś tam zachcianka czy fanaberia.
      Masz do tego prawo i to jest jak najbardziej w porządku. Myślę, że
      powinniście poważnie porozmawiać o całej sytuacji, bo Twoje obawy, o
      których wspomniałaś na pewno mają jakąś przyczynę. Spróbuj
      zaproponować kompromis, bo nie warto stawiać tylko na swoim jeśli
      chce się spędzić całe życie z drugą osobą. Jeśli ustąpi tylko jedno
      to drugie będzie miało żal, który potem może zniszczyć związek.
      Nie podobało mi się stwierdzenie Twojego partnera kiedy powiedział,
      że marnuje tylko czas jeśli Ty nie chcesz dziecka. Pomyśl jeszcze o
      tym wszystkim i koniecznie porozmawiajcie. Życzę powodzenia!!!
      • koalaa Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 11.02.09, 08:14
        znam ławnika z sądu rodzinnego w Warszawie. Tak więc z pierwszej
        reki wiem ile spraw w sądzie jest z powództwa panów, którzy najpierw
        chcieli dziecko z konkretna panią, a później się tego wypierali i
        jakie triki stosują by uniknąć odpowiedzialności.
        1/gdy jesteś po slubie, to nawet jak pan sie rozmyśli, dziecko ma
        automatycznie ojca. to pan musi wnieść sprawę do sądu o zaprzeczenie
        ojcostwa i na nim spoczywa obowiązek dowodowy.
        2/gdy nie masz ślubu i pan się rozmyśli, to Ty musisz wnieśc sprawę
        do sądu o ustalenie ojcostwa i na Tobie spoczywa ciężar dowodowy
        • netka6666 Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 11.02.09, 14:16
          Gdy nie ma ślubu a dziecko jeszcze się nie urodziło można pójść z
          Panem do USC i podpisac uznanie dziecka poczętego. Nic to nie
          kosztuje, załatwia się od ręki. Ja tak zrobiłam ale to akurat aby
          oszczędzic sobie biegania z kilkudniowym bajtlem po USC aby go
          zarejestrować. gdy nie ma slubu rodzice musza sie niestety w tym
          celu stawic jedniczesnie a kolejki ogromne. z tym uznaniem tata
          poszedł sam i sam stał w kolejce.
    • madzi-a710 Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 11.02.09, 08:43
      Jestem katoliczką praktykującą i dla mnie ślub kościelny ma
      największe znaczenie, natomiast cywilnego w ogóle mogłoby nie być -
      dla mnie nic nie znaczy, to tylko świstek papieru...
      Nie rozumiem dlaczego tak upierasz się przy tym cywilnym...o majątek
      Ci chodzi czy co?
    • zosia_sa_mosia Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 11.02.09, 09:33
      hmm, nie mogę powiedzieć, że mam podobną sytuację, ale moja połowa, z którą
      jestem zaręczona, weszła z etap rozmawiania z moim brzuchem i wypytywania o
      dziecko. Na pytanie o formalizację związku mówi, że jeszcze nad tym się nie
      zastanawiał. To prawda, mamy teraz sporo spraw na głowie, wykańczamy dla nas
      dom, i ślub i mnie po głowie tak bardzo nie chodzi.
      Ostatnio doszłam do wniosku, że właściwie i mnie już przestało na tym zależeć.
      Żyjemy właściwie jak bezdzietne małżeństwo. Tylko denerwujące jest to, że
      polskie prawo nie daje takim samych praw związkom partnerskim jak małżeństwom.
      • koalaa Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 11.02.09, 09:47
        zosia_sa_mosia napisała:
        Tylko denerwujące jest to, że
        > polskie prawo nie daje takim samych praw związkom partnerskim jak
        małżeństwom.
        a obowiązki sa takie same ???
        jak ktoś chce miec prawa małżeńskie to niech bierze ślub a nie żyje
        w konkubinacie i biadoli, że nie traktuja go jak małżonka

        >Kury wam szcz... prowadzać!!! - J.Piłsudski<
        • majaa Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 11.02.09, 10:05
          Słuszna uwaga. Trudno pojąć to dziwne rozumowanie niektórych. To
          zupełnie tak, jakby chcieć np. korzystać z praw kobiet w ciąży, ale
          zupełnie nie chcieć w nią zajść.
          • animka25 Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 11.02.09, 10:39
            majaa napisała:

            > Słuszna uwaga. Trudno pojąć to dziwne rozumowanie niektórych. To
            > zupełnie tak, jakby chcieć np. korzystać z praw kobiet w ciąży,
            ale
            > zupełnie nie chcieć w nią zajść.
            No ale jest chyba znaczaca różnica między kobietą ciężarną, a
            kobietą nie będącą w ciąży. Większa, niż między małżeństwem, a parą
            żyjącą z dziećmi bez ślubu, bo tych różni właściwie tylko papierek.
            • majaa Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 11.02.09, 11:05
              Daj spokój, tu przecież chodzi o zasadę - nie należysz do jakiejś
              grupy, to nie domagaj się jej praw i tyle.
              • dorotaniejest Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 11.02.09, 11:59
                aftreglow usiłuje mnie przekonać, używając "argumentów": "a może on...". co on,
                to wiemy od autorki - reszta jest spekulacją i nigdzie nie napisała, że facet
                deklaruje cokolwiek, oprócz radosnej chęci posiadania dziecka. co więcej, jak go
                szybko nie dostanie, to zmarnuje czas, ergo - mógłby już sobie teraz poszukać
                innej, chętniejszej.
                fajny podkład pod związek, co nie?
                i przestańcie z tym określaniem ślubu mianem "papierka". papierki to są od
                cukierków, a formalne zawarcie związku małżeńskiego poważnym, oficjalnym
                zobowiązaniem, z którego nie da się wymiksować prostym: "kochanie, rozmyśliłem
                się, jakby co, oddzwonię".
                • ida_listopadowa Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 11.02.09, 17:41
                  Dorotaniejest, dobrze powiedziane!

                  Ten facet to fantasta. On sobie tak fantazjuje, jak Brigdet Jones, o tym, jak to pięknie jest mieć dziecko i biegać z nim po plaży w rozwianej koszuli. Ach!

                  On ma piękne wyobrażenia i mnóstwo pięknych słów.
                  Ale o ludziach świadczą nie słowa, a CZYNY!

                  Jeżeli jest poważnie zainteresowany, to będzie inwestował w ten związek. Wyremontuje mieszkanie, nawet jeżeli jest Twoje - bo przecież służy wam, a nie tylko tobie. Kupi kanapę i lampkę. Nagnie się, zrezygnuje z czegoś.

                  W istocie miłości leży dążność do siebie. W istocie związku leży wspólnota. Czy on tylko mówi, czy również coś robi?

                  Słowa są bardzo tanie.

                  Osoba dorosła nie boi się zobowiązań. Ani kupienia telewizora na raty, ani zawarcia ślubu, ani wzięcia do domu kota, ani wreszcie posiadania dziecka.

                  Warto spróbować zweryfikować tę jego "opowieść fantastyczną".

                  Mnie się też podobny elegant trafił. Oświadczał mi się na trzeciej randce, na pierwszej mówił, że chce dzieci. A czyny? przez rok jakoś się wymigiwał od dokładania się do mieszkania. Kiedy mówiłam o remoncie, albo o jakimś zakupie, to zawsze znalazł sposób, aby się wymigać.

                  Od rozmów o dzieciach dostawał wzruszenia, aż płakał. Ale przemożnie się zdziwił, kiedy okazało się, że dziecku zmienia się pieluchy nie przez miesiąc, a przez i 3 lata. Dziecko to takie śliczne, ale pieluchy to coś strasznego...



                  • afterglow Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 12.02.09, 10:53
                    ida_listopadowa napisała:

                    > Jeżeli jest poważnie zainteresowany, to będzie inwestował w ten związek. Wyremo
                    > ntuje mieszkanie, nawet jeżeli jest Twoje - bo przecież służy wam, a nie tylko
                    > tobie. Kupi kanapę i lampkę. Nagnie się, zrezygnuje z czegoś.

                    Ale dlaczego zakładasz, że skoro nie chce ślubu, to nie chce też kupować rzeczy
                    do mieszkania (LOL!)

                    > W istocie miłości leży dążność do siebie. W istocie związku leży wspólnota. Czy
                    > on tylko mówi, czy również coś robi?

                    No więc właśnie skoro nie wiesz co robi, to nie zakładaj że nie robi nic!!

                    > Słowa są bardzo tanie.

                    I dlatego uważam własnie, że przysięga małżeńska jest tak samo tania, jak słowo
                    składane na co dzień. Jeśli jego czyny potwierdzają jego miłość i zobowiązania,
                    to wystarczy.

                    > Osoba dorosła nie boi się zobowiązań. Ani kupienia telewizora na raty, ani zawa
                    > rcia ślubu, ani wzięcia do domu kota, ani wreszcie posiadania dziecka.

                    Czyli jeśli mój partner np. nie chce zobowiązać się, że nigdy w życiu nie
                    spojrzy na inną kobietę, to znaczy że jest niedorosły? Zobowiązanie to bardzo
                    ogólne słowo i dla każdego znaczy co innego.
                  • silic Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 16.02.09, 10:05
                    >Osoba dorosła nie boi się zobowiązań. Ani kupienia telewizora na raty, ani
                    zawarcia ślubu, ani wzięcia
                    >do domu kota, ani wreszcie posiadania dziecka.

                    Widzisz, nie trzeba się bać kota w domu. Wystarczy go nie chcieć. Podobnie ze
                    ślubem. Nie czyni to nikogo mniej dorosłym. Ktoś zwyczajnie czegoś nie chce.
                • afterglow Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 12.02.09, 10:49
                  dorotaniejest napisała:

                  > aftreglow usiłuje mnie przekonać, używając "argumentów": "a może on...". co on,
                  > to wiemy od autorki - reszta jest spekulacją i nigdzie nie napisała, że facet
                  > deklaruje cokolwiek, oprócz radosnej chęci posiadania dziecka.

                  NO ale to właśnie Wy - odradzające autorce związek z Tym facetem - sugerujecie
                  że on ma złe zamiary i jest nieodpowiedzialny i chce mieć wolną furtkę do
                  zostawienia jej! A ja właśnie polemizuję z tym - bo nie można zakładać z góry,
                  że facet ma złe zamiary.

                  > formalne zawarcie związku małżeńskiego poważnym, oficjalnym
                  > zobowiązaniem, z którego nie da się wymiksować prostym: "kochanie, rozmyśliłem
                  > się, jakby co, oddzwonię".

                  Jak to się nie da, jak tak się właśnie dzieje? Małżonkowie się zdradzają,
                  oszukują, zostawiają dla innych itp. (nie mówię że wszyscy, ale z tego co widzę
                  w koło to połowa na pewno).

                  Idealistycznie patrząc, przysięga zobowiązuje, ale w rzeczywistości nic nie
                  znaczy, bo ludzie się zmieniają i im się "odwiduje"
                  • majaa Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 12.02.09, 11:04
                    afterglow napisała:

                    > dorotaniejest napisała:
                    > > formalne zawarcie związku małżeńskiego poważnym, oficjalnym
                    > > zobowiązaniem, z którego nie da się wymiksować
                    prostym: "kochanie, rozmyś
                    > liłem
                    > > się, jakby co, oddzwonię".
                    >
                    > Jak to się nie da, jak tak się właśnie dzieje? Małżonkowie się
                    zdradzają,
                    > oszukują, zostawiają dla innych itp. (nie mówię że wszyscy, ale z
                    tego co widzę
                    > w koło to połowa na pewno).
                    >
                    > Idealistycznie patrząc, przysięga zobowiązuje, ale w
                    rzeczywistości nic nie
                    > znaczy, bo ludzie się zmieniają i im się "odwiduje"

                    Nie widzisz różnicy? To spróbuję Ci ją uświadomić: jak mu się
                    odwidzi w małżeństwie, to ona i dzieci będą zabezpieczone
                    materialnie, a jak mu się odwidzi w konkubinacie, to ona i dzieci
                    zostaną "gołe i wesołe".
                    • silic Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 16.02.09, 10:09
                      > Nie widzisz różnicy? To spróbuję Ci ją uświadomić: jak mu się
                      > odwidzi w małżeństwie, to ona i dzieci będą zabezpieczone
                      > materialnie, a jak mu się odwidzi w konkubinacie, to ona i dzieci
                      > zostaną "gołe i wesołe".

                      To może ja cię uświadomię. Alimenty dla dzieci są niezależne od tego czy rodzice
                      byli małżeństwem. Dzieci będą tak samo zabezpieczone.
                      Co do niej - jeśli teraz nie jest goła i wesoła to po jego ewentualnym odejściu
                      też nie będzie. Niczego nie straci. Będzie miała dokładnie tak jak sama sobie to
                      zapewni.
                      Nie wypisuj więc łzawych "argumentów" bo nie mają one racji bytu.
                      • majaa Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 19.02.09, 15:55
                        silic napisał:


                        > To może ja cię uświadomię. Alimenty dla dzieci są niezależne od
                        tego czy rodzic
                        > e
                        > byli małżeństwem. Dzieci będą tak samo zabezpieczone.

                        Otóż nie tak samo. Dzieci z małżeństwa dostaną alimenty zawsze,
                        natomiast w konkubinacie ojciec musi po urodzeniu dziecka formalnie
                        uznać swoje ojcostwo. Jeśli tego nie zrobi, to potem guzik mu można
                        zasądzić, jak się uprze.


                        > Co do niej - jeśli teraz nie jest goła i wesoła to po jego
                        ewentualnym odejściu
                        > też nie będzie. Niczego nie straci. Będzie miała dokładnie tak jak
                        sama sobie t
                        > o
                        > zapewni.

                        Jeśli...ma własne mieszkanie, jeśli...ma swoje niemałe dochody,
                        jeśli...on uznał dziecko..., jeśli...
                        A co, jeśli nie jest tak różowo?

                        > Nie wypisuj więc łzawych "argumentów" bo nie mają one racji bytu.

                        To nie są "łzawe argumenty", tylko trzeźwe spojrzenie na życie. W
                        jednym się zgadzamy: jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz... Lubisz
                        ryzyko - Twoja wola :)

      • storczykova Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 12.02.09, 07:59
        zosia_sa_mosia napisała:
        polskie prawo nie daje takim samych praw związkom partnerskim jak
        małżeństwom.
        >


        ha ha ha haaa - czyli jednak jest różnica ze wzgledu właśnie na ten
        niby nic nie dający "papierek".
    • little-red Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 12.02.09, 03:45
      Ma_galo, myślę, że doskonale Cię rozumiem.
      Ja Ci napisze, o co ja myślę, że chodzi, a Ty napisz, czy miałam racje :)
      Dla Ciebie ślub jest wyróżnikiem, tak jak np. mieszkanie ze sobą tylko o wiele wyższego stopnia, że to co was łączy jest wyjątkowe i większe, niż prawdopodobnie we wcześniejszych związkach. Że po tym jak już pospotykaliście sie z innymi, żyjecie ze sobą i nadal nie macie siebie dość, dobrze by było to podkreślić i uczcić, że to coś więcej niż seks i spędzanie wspólne czasu, z powodu braku lepszych opcji.
      Nie dla Boga, rodziny, tylko dla siebie nawzajem.

      Ty nie siedzisz w jego głowie i nie wiesz czy Ty jesteś dla niego tym samym czym on dla Ciebie.
      A znakiem, że Twój mężczyzna myśli tak samo, byłaby właśnie jego chęć pobrania się.

      To nie ma nic wspólnego z Bogiem, nazwiskiem, z papierkiem, faktem posiadania nieślubnego dziecka, opinią rodziny, etc....

      Po prostu dobrze jest mieć dzieci własnie z taką wyjątkową osobą, z którą się jest w takich relacjach wyższego stopnia, niż tylko wspólny zdres i obiad w weekendy, bo to zwiększa szanse (nie gwarantuje) na to, że dziecko będzie się wychowywało w pełnej-szczęśliwej rodzinie. A przecież chcemy dobra dziecka :)

      (ważne jest tutaj zaznaczenie, że dobrem dziecka nie jest trwanie w nieudanym związku, z którego ono czerpie wzorce, a dodatkowo kobieta poświęca swoją szanse na szczęście z innym mężczyzną i przez to jest sfrustrowana co też rzutuje na dziecko).

      Jeśli ślub jest dla Ciebie właśnie tym, to powiedz mu o tym. Jeśli facet jest rozumny i pojmujący i zależy mu na Tobie,to uczyni ten krok. Jeśli nie, na co Ci facet nierozumny i kiepskopojmujący?
      I na co Ci taki, któremu niby zależy, ale nie chce dla Ciebie zrobić takiej małej, niby niczego niezmieniającej rzeczy?

      Jedno jest pewne, ślub nie jest dla niego obojętny, bo gdyby tak było to wziąłby go z Toba tylko po to, aby ciebie zadowolić. Po takim czasie związku masz praw wiedzieć konkretnie, dlaczego jest mu taki przeciwny, bez odpowiadania pytaniem na pytanie.
      • baba67 Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 12.02.09, 07:35
        Chodzi o to zeby jak sie panna i zwiazek znudza moc sie wykpic smiesznymi
        alimentami i kilkoma godzinami w co drugi weekend i bez zbednych korowodow
        rozwodowych uzywac zycia przy innej pannie.
        Faceci ktorzy nie chca malzenstwa wogole sa co najmniej podejrzani. Z pannami
        to roznie bywa.
        • afterglow Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 12.02.09, 10:55
          baba67 napisała:

          > Chodzi o to zeby jak sie panna i zwiazek znudza moc sie wykpic smiesznymi
          > alimentami i kilkoma godzinami w co drugi weekend i bez zbednych korowodow
          > rozwodowych uzywac zycia przy innej pannie.

          Dokładnie to samo może zrobić po zawarciu ślubu - alimenty są naliczane
          niezależnie od stanu małżeńskiego, dziecko może olać całkowicie, a używać życie
          przy innej pannie wciąż prawnie będąc mężem może w pełnej krasie i tak też się
          często dzieje.
          • majaa Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 12.02.09, 11:10
            Tylko że rodzinie musi mieszkanie zostawić... ale przecież to taki
            drobny szczegół, nie wart uwagi
            • afterglow Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 13.02.09, 12:30
              majaa napisała:

              > Tylko że rodzinie musi mieszkanie zostawić... ale przecież to taki
              > drobny szczegół, nie wart uwagi

              A dlaczego zakładasz że mieszkanie jest jego?

              Ja w ogóle nie bardzo rozumiem kobiety, które po ślubie (lub bez niego) zdają
              się na łaskę / niełaskę męża. To takie dość idealistyczne podejście, za którym
              stoi przekonanie, że jak już jest ślub, to mam dożywotnią gwarancję, że nic się
              nie zmieni. To bardzo krótkowzroczne i dopiero nieodpowiedzialne! Niestety sporo
              kobiet popełnia ten błąd.

              Nigdy nie doprowadziłabym do sytuacji, w której musiałabym jakkolwiek finansowo
              od kogoś zależeć. I mimo że mieszkam teraz u mojego ukochanego, gdyby
              kiedykolwiek cokolwiek się między nami zepsuło, jestem w pewien sposób
              zabezpieczona.

              Gdybym brała ślub, stawiałabym na rozdzielność majątkową.



              • majaa Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 15.02.09, 20:38
                afterglow napisała:

                > Ja w ogóle nie bardzo rozumiem kobiety, które po ślubie (lub bez
                niego) zdają
                > się na łaskę / niełaskę męża. To takie dość idealistyczne
                podejście, za którym
                > stoi przekonanie, że jak już jest ślub, to mam dożywotnią
                gwarancję, że nic się
                > nie zmieni. To bardzo krótkowzroczne i dopiero nieodpowiedzialne!
                Niestety spor
                > o
                > kobiet popełnia ten błąd.

                Nie wiem, czy rzeczywiście sporo kobiet tak robi - nie dysponuję
                obiektywnymi danymi. W każdym razie też nie popieram takiego
                podejścia, ale... po ślubie wszelkie zmiany są jednak utrudnione.
                Dlatego czasem lepiej bardziej się postarać i dojść do porozumienia,
                bo ma się więcej do stracenia. A jak się mimo wszystko nie uda, to
                przynajmniej nie zostaje się z niczym. W konkubinacie jest to tylko
                i wyłącznie uzależnione od dobrej woli partnera, a wiadomo jak
                różnie z tym bywa, kiedy miłość się kończy.

                >
                > Nigdy nie doprowadziłabym do sytuacji, w której musiałabym
                jakkolwiek finansowo
                > od kogoś zależeć. I mimo że mieszkam teraz u mojego ukochanego,
                gdyby
                > kiedykolwiek cokolwiek się między nami zepsuło, jestem w pewien
                sposób
                > zabezpieczona.

                No, to mądra z Ciebie dziewczynka :)

            • silic Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 16.02.09, 10:15
              > Tylko że rodzinie musi mieszkanie zostawić... ale przecież to taki
              > drobny szczegół, nie wart uwagi

              Jego własne, kupione przed ślubem mieszkanie którego jest właścicielem ?? Nie musi.
          • baba67 Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 13.02.09, 09:52
            Nie zauwazylas slow BEZ ZBEDNYCH KOROWODOW
        • silic Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 16.02.09, 10:13
          > Chodzi o to zeby jak sie panna i zwiazek znudza moc sie wykpic smiesznymi
          > alimentami i kilkoma godzinami w co drugi weekend i bez zbednych korowodow
          > rozwodowych uzywac zycia przy innej pannie.

          Taa... bo jak będą małżeństwem to coś go powstrzyma od używania życia przy innej
          pannie... może trójka społeczna ? albo pan dzielnicowy ?
          O ile wiem nie ma w Polsce takiego prawa, które by to uniemożliwiało.
      • afterglow Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 12.02.09, 10:59
        little-red napisała:

        > A znakiem, że Twój mężczyzna myśli tak samo, byłaby właśnie jego chęć pobrania
        > się.

        Ale to że chce się pobrać nie musi być znakiem że myśli tak samo jak ona - może
        chce się pobrać, bo pobierają się inni (więc nie wie że można inaczej), albo
        chce się pobrać, żeby mieć ją na "własność", albo chce się pobrać, bo jej bardzo
        zależy na ślubie itp.

        Nie słyszeliście o ludziach którzy nie pobierają się z miłości?
        • dorotaniejest Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 12.02.09, 11:17
          after, co się tak ekscytujesz ;-)
          spoksik.

          ja jej nie odradzam związku. odradzam dziecko z panem, który nie chce formalnego
          związku, podczas, gdy dla niej to ważne.
          kapujesz? u podstaw mają bardzo poważne różnice w pojmowaniu odpowiedzialnego
          bycia razem, i obojętnie, jak bardzo będziesz bronić chłopca, JEJ to nie odpowiada.

          praktyka wskazuje, że tego rodzaju obawy bywają uzasadnione - bo to wskazuje na
          starcie, ze nie chce brać na siebie FORMALNYCH zobowiązań. w razie kłopotów
          kobitka będzie musiała sądownie udowadniać, że to w ogóle jego dzidzia. prawda,
          że milutka procedura?

          a to, że małżeństwa się rozpadają, nie ma nic do tematu.
          jemu się na pewno nie rozpadnie, bo go nie chce.
          z NIĄ.
        • majaa Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 12.02.09, 11:19
          afterglow napisała:

          > Ale to że chce się pobrać nie musi być znakiem że myśli tak samo
          jak ona - może
          > chce się pobrać, bo pobierają się inni (więc nie wie że można
          inaczej), albo
          > chce się pobrać, żeby mieć ją na "własność", albo chce się pobrać,
          bo jej bardz
          > o
          > zależy na ślubie itp.
          >
          > Nie słyszeliście o ludziach którzy nie pobierają się z miłości?
          >
          Bla, bla, bla...Jasne, że nie musi...najlepiej więc założyć, że
          facet, który chce się żenić robi to z każdego innego powodu, ale nie
          z miłości. Teraz jest Ok?
          • afterglow Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 13.02.09, 12:18
            majaa napisała:

            > Bla, bla, bla...Jasne, że nie musi...najlepiej więc założyć, że
            > facet, który chce się żenić robi to z każdego innego powodu, ale nie
            > z miłości. Teraz jest Ok?

            Nie, nie OK. Nie rozumiesz.

            OK jest tylko wtedy, kiedy założy się, że partner z którym jesteśmy ma wobec nas
            jak najlepsze zamiary, niezależnie od tego, czy jest ślub, czy też go nie ma.

            Bo prawdopodobieńśtwo, że mężczyzna z którym wzięłam ślub okaże się być skur***
            jest takie samo, jak gdy okaże się to w przypadku mężczyzny z którym ślubu nie
            wzięłam.

            To, czy nasz partner w niedalekiej/dalekiej przyszłości kopnie nas w dupę,
            zależy TYLKO I WYŁĄCZNIE od jego indywidualnych cech czy wartości oraz od tego
            jak nasza relacja będzie się rozwijać - czy np. będziemy się szanować, czy nikt
            nikomu nie będzie robił numerów, czy będziemy o siebie na wzajem dbać itp.

            Ani ślub, ani brak ślubu nie mają większego wpływu, na to jak będzie wyglądać
            nasza relacja. Wszystko zależy od kwestii stricte "ludzkich".

            PS. "Bla bla bla" sobie daruj, chyba że nie przeszkadza Ci to, jakie wrażenie to
            robi.
            • majaa Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 13.02.09, 12:43
              Mam wrażenie, że to Ty oraz inne zagorzałe zwolenniczki konkubinatu
              zdajecie się nie rozumieć, że ślub nie jest wyłącznie po to, by
              udowadniać miłość, czy zapewniać dobre relacje w związku. Przecież
              to oczywiste, że tak nie jest i nigdzie tak nie twierdziłam.

              Między małżeństwem a konkubinatem są jednak niezaprzeczalne różnice
              prawne, które powodują, że to właśnie małżeństwo daje ludziom (a w
              praktyce zwłaszcza kobietom, kobietom z dziećmi) większy stopień
              bezpieczeństwa. Celowo już pomijam kwestie społeczne, bo one
              rzeczywiście nie mają istotnego znaczenia - tutaj liczy się to, jak
              sama się z tym czuję, a nie opinie innych.
              A autorka wątku wyraźnie napisała, że czułaby się z tym
              nienajlepiej. Dlatego ciężko mi zrozumieć z czego wynikają te, moim
              zdaniem, obłudne zapewnienia, skierowane do autorki wątku, że
              konkubinat z dzieckiem to najpiękniejsza rzecz, jaka może jej się w
              życiu przytrafić oraz że jej facet jest tak piekielnie
              odpowiedzialny, że nie chce się żenić, bo wie, z czym to się wiąże.
              No proszę Was... ręce opadają.
              Trochę więcej szczerości i życzliwości dla bliźniego by się przydało.
              • baba67 Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 13.02.09, 13:19
                Problem polega na tym, ze dla niej zobowiazanie jest wazne a dla niego nie.
                Ciekawe dlaczego nie chce zrobic jej tej przyjemnosci?
                Ano dlatego ze dla niego sprawa tez jest wazna-gdyby nie byla machnalby reka i
                ustapil. A on nie chce . chce byc wolny. Rozwaza opcje ze ta panna to nie jest
                jeszcze szczyt marzen-na dziecko zawsze mozna placic i sie z nim spotykac, ale
                po co te odkrecania, rozwody-stresujace kosztowne czasochlonne. On ciagle
                jeszcze CZEKA na te wysniona wymarzona. Autorka watku nia nie jest.
                Bo znam pare dzieciata a szczesliwa gdzie zadna ze stron nie przywiazuje wagi
                do legalizacji (tak juz lat 17). jesli komus by bardziej zalezalo to chyba jemu.
                I ja to rozumiem.Nie kazdy facet ktoremu nie zalezy to palant. Postawa wobec
                partnerki sie liczy.
                • afterglow Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 13.02.09, 14:46
                  baba67 napisała:

                  > Rozwaza opcje ze ta panna to nie jest
                  > jeszcze szczyt marzen-na dziecko zawsze mozna placic i sie z nim spotykac, ale
                  > po co te odkrecania, rozwody-stresujace kosztowne czasochlonne. On ciagle
                  > jeszcze CZEKA na te wysniona wymarzona.

                  O! Następna! On chce tego... on nie chce tamtego... ZNASZ GO? Jesteś w stu
                  procentach pewna, że właśnie takie ten konkretny facet ma motywacje? Czy też po
                  prostu tacy są mężczyźni w Twoim kręgu? Jeśli go nie znasz - dlaczego tak
                  kategorycznie stawiasz na jego temat tezy? Może być tak jak mówisz, ale może też
                  nie być!!! I własnie dlatego powinniśmy uważać na to jak formuujemy tezy.

                  Dlatego tak bardzo się w tym temacie burzę (i gdyby chodziło coś kompletnie
                  innego, burzyłabym się tak samo, w sytuacji gdy ktoś stawiałby bezpodstawnie tak
                  kategoryczne tezy). Ludzie! Czasem warto dodać "Moim zdaniem..." albo "Wydaje mi
                  się...".

                  I druga sprawa.

                  > na dziecko zawsze mozna placic i sie z nim spotykac

                  Matko boska! Czy Ty na prawdę myślisz, że największym problemem mężczyzny w
                  sytuacji gdy rozstaje się z matką swojego dziecka jest to czy ma czym płacić na
                  nie i jak się spotkać?

                  Wy na prawdę macie taki obraz mężczyzny - jako kompletnie nieczułego zimnego
                  osobnika, którego poza przyziemnymi sprawami nie interesuje nic więcej?

                  A co z tęsknotą za dzieckiem? Z niemożnością przytulenia go? A co z poczuciem,
                  że się swojemu dziecku zadaje cierpienie? Albo że się tak bardzo temu dziecko
                  zburzyło światopogląd i rozumienie świata? Że nie można dać mu tego wszystkiego
                  co by się chciało?

                  Ja nie mówię że każdy facet mówi to odczuwać! Ale, na Boga, nie zakładajacie że
                  ŻADEN facet takich rzeczy nie przechodzi!

                  Na prawdę twierdzisz, że mężczyzna, który chce mieć dziecko, zazwyczaj nie zdaje
                  sobie sprawy z tego z jakim cierpieniem również dla niego może się wiązać
                  rozstanie z matką dziecka???





                  • baba67 Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 19.02.09, 17:51
                    Wyrazam swoja opinie-facet ktory ucieka od zobowiazan cos najprawdopodobniej
                    kreci. Lepiej na zimne dmuchac.Autorka watku nie moze ode mnie zadac znajomosci
                    telepatycznej swojego mana. A jak Tobie odpowiada sex bez zobowiazan, to
                    przeciez ja Ci nie zabraniam ani nikt inny ale nie musze sie nim zachwycac.
              • dorotaniejest Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 13.02.09, 13:20
                after, jak sama przyznała w innym wątku, sama żyje w konkubinacie.
                no to broni swojego stanu, choć nikt go jej nie wydziera.

                ciekawe dlaczego zamilkła autorka - czyżby czekała na walentynkowe oświadczyny? ;-)

                ps. i wiecie co, więcej luzu przy komentowaniu. bo się ujawniają niechcący
                własne lęki i fobie ;-))
                • baba67 Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 13.02.09, 13:28
                  Co prawda to prawda z tymi fobiami...niektorzy tak sie rzucaja jakby chcieli
                  sami siebie przekonac a nie innych...
                  • majaa Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 13.02.09, 13:47
                    Bo pewnie tak jest w większości przypadków. Jak im się w końcu uda,
                    to się lepiej poczują, a przecież o to chodzi, nieprawdaż? ;)
                • ma_gala Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 16.02.09, 00:40
                  :-) walentynkowych oświadczyn nie było, ale też się ich nie
                  spodziewałam. Na razie nie planujemy NIC. Tak sobie żyjemy z dnia na
                  dzień, po paru rozmowach, w których w dosadnych słowach powiedziałam
                  co myślę o dziecku bez ślubu. On faktycznie boi się, że jak weźmiemy
                  ślub to ja będę zwlekać z zajściem w ciążę (no bo przecież dostanę
                  już to czego chcę) i że nie będę mogła mieć dzieci ze względu an
                  wiek (!!). To też świadczy o tym, jakie przesądy panują, również
                  wśród mężczyzn, że kobieta prawie 30-letnia to już PRZETERMINOWANA
                  gropa, bez szans na urodzenie zdrowego dziecka... Na moje pytanie: a
                  co jak się okaże, ze to Ty nie będziesz mógł mieć dzieci? nie
                  odpowiedział. Aby było trochę milej i cieplej zeszliśmy z poważnych
                  temató i tak sobie żyjemy z dnia na dzień... Nie wiem czy to dobrze
                  czu=y to źle... po prostu jak na razie mam wrażenie, że stoimy w
                  miesju!
                  • bupu Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 10.03.09, 17:21
                    To ja przepraszam, on Ciebie chce, czy mu Twoja macica tylko potrzebna?
                    "Kochanie, nie chcę z Tobą brac slubu na wypadek gdybyś okazala się za stara na
                    dziecko"... znaczy co, jakbyś się okazala za stara to pobieglby cię wymienic na
                    nowszy model, ze sprawnie funkcjonującym ukladem rozrodczym, a po ślubie ta
                    wymiana byłaby trudniejsza?
                    • swinia_i_cham Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 10.03.09, 17:26
                      > To ja przepraszam, on Ciebie chce, czy mu Twoja macica tylko potrzebna?

                      pewnie. Nad lozkiem ja sobie powiesi :D

                      Jak czytam niektore posty, to sie "kobiecy intelekt" mnie poraza :D Pewnie - facet chce dzieciaka a potem go chce samotnie chowac. Bo oczywiscie duzo latwiej mu bedzie znalezc lepsza kobiete majac juz dziecko, niz na odwrot, nie? Wiec ta ma mu urodzic, zeby - dzieki "podrywowi na berbecia" latwo byloby wyrwac nastepna.

                      Ale PIER DZIE LI CIE, laseczki :D
                      • no1teresa akurat w tym pierdzieleniu, to 10.03.09, 17:54
                        im jeszcze do twojego daleeeeko
                        • swinia_i_cham Re: akurat w tym pierdzieleniu, to 10.03.09, 20:25
                          > im jeszcze do twojego daleeeeko

                          od siły Twych argumentów nogi mi się ugieły. Knock out w pierwszym starciu :D
                      • bupu Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 10.03.09, 18:05
                        swinia_i_cham napisał:

                        >> To ja przepraszam, on Ciebie chce, czy mu Twoja macica tylko
                        >> potrzebna?
                        >
                        > pewnie. Nad lozkiem ja sobie powiesi :D
                        >
                        > Jak czytam niektore posty, to sie "kobiecy intelekt" mnie poraza :D > Pewnie -
                        facet chce dzieciaka a potem go chce samotnie chowac.
                        > Bo oczywiscie duzo latwiej mu bedzie znalezc lepsza kobiete majac
                        > juz dziecko, niz na odwrot, nie? Wiec ta
                        > ma mu urodzic, zeby - dzieki "podrywowi na berbecia" latwo byloby
                        > wyrwac nastepna.

                        A to wywnioskowałeś mianowicie skąd? Bo nie z mojej wypowiedzi, to pewne.

                        Nie znam gościa, moge się mylić, ale jego teksty o marnowaniu czasu z obecna
                        wybranką która nie chce się bezślubnie rozmnożyć, oraz obawy że poślubiona
                        moglaby się okazać bezpłodna, sugerują że jego priorytetem jest spłodzenie
                        dziecka, z tą kobietą, albo inną, a uczucie do aktualnej damy pozostaje na
                        drugim planie. Nie mam pojęcia co facet planuje z już spłodzonym dzieckiem
                        zrobić, mówię tylko jak oceniam jego postawę.
                        • swinia_i_cham Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 10.03.09, 20:24
                          > Nie znam gościa, moge się mylić, ale jego teksty o marnowaniu czasu z obecna
                          > wybranką która nie chce się bezślubnie rozmnożyć,

                          Wedle zeznań wątkotwórczyni on powiedział "jak nie chcesz mieć dzieci". A ślubu ogólnie nie chce jak widać.

                          >
                          oraz obawy że poślubiona
                          > moglaby się okazać bezpłodna

                          A z czego wynika podejrzenie, że gość ma takie obawy??

                          A tutaj przykład kobiecej "logiki" w najlepszym wydaniu :D :

                          > sugerują że jego priorytetem jest spłodzenie
                          > dziecka, z tą kobietą, albo inną, a uczucie do aktualnej damy pozostaje na
                          > drugim planie. Nie mam pojęcia co facet planuje z już spłodzonym dzieckiem
                          > zrobić, mówię tylko jak oceniam jego postawę.


                          czyli ukułaś połowę teorii (że zależy mu na dziecku a nie na kobiecie z którą można je również wychowywać), ale dalszej części uzasadnić już nie potrafisz. Więc ignorujesz temat :D

                          Otóż wystaw sobie, że większość facetów MYŚLI. :D Więc on na pewno myśli o tym, co z tym dzieckiem dalej. Są więc dwie opcje:

                          a. albo chce je wychować sam. Prawdopodobieństwo tego jest znikome - jaki facet ma za cel zostać samotnym ojcem??

                          b. chce je wychować z kobietą. Więc po ch..olerę robić zmianę PO urodzeniu dziecka?? Przecież to komplikuje temat po stokroć (ciężej znaleźć partnera mając już dziecko - tak dlatego, żę potencjalni partnerzy mogą mieć uprzedzenia do nieswojego dziecka, jak i dlatego, że trochę ciężej randkować i kombinować, gdy się ma małe dziecko na głowie jako samotny ojciec. Jeżeli więc chce mieć i dziecko i partnerkę, to będzie szukał takiej kobiety, z którą jedno i drugie można załatwić. ŻEBY SOBIE ŻYCIA NIE KOMPLIKOWAĆ:D Tak więc skoro chce mieć dziecko z TĄ kobietą, to znaczy ŻE Z NIĄ RÓWNIEŻ CHCE JE WYCHOWYWAĆ. CO dowodzi bzdurności Twoich cud pomysłów :] CBDO.

              • afterglow Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 13.02.09, 14:29
                majaa napisała:

                > Między małżeństwem a konkubinatem są jednak niezaprzeczalne różnice
                > prawne, które powodują, że to właśnie małżeństwo daje ludziom (a w
                > praktyce zwłaszcza kobietom, kobietom z dziećmi) większy stopień
                > bezpieczeństwa.

                Widzisz - bo ja uważam że on dalej tylko większe POCZUCIE bezpieczeństwa, a nie
                realne bezpieczeństwo - bo realne bezpieczeńśtwo zależy bardziej od innych
                czynników (czyli właśnie tego, co ustaliliśmy z partnerem, jak się sami
                zabezpieczyliśmy itp.). Takie jest moje zdanie.

                > A autorka wątku wyraźnie napisała, że czułaby się z tym
                > nienajlepiej.

                I ten argument jest jedynym akceptowalnym przeze mnie argumentem. Oni (czyli
                autorka i jej mężczyzna) mają po prostu inne wartości i dlatego nie powinni
                planować wspólnej przyszłości (bo jest ryzyko że prędzej czy później coś nie
                wypali), a nie dlatego, że (teraz użyję argumentów przeciwników): FACET JEST
                NIEODPOWIEDZIALNY albo ON CHCE MIEĆ WOLNĄ FURTKĘ DO KOPNIĘCIA CIĘ W DUPĘ albo ON
                CHCE MIEĆ CIASTKO I ZJEŚĆ CIASTKO itp.

                > Dlatego ciężko mi zrozumieć z czego wynikają te, moim
                > zdaniem, obłudne zapewnienia, skierowane do autorki wątku, że
                > konkubinat z dzieckiem to najpiękniejsza rzecz, jaka może jej się w
                > życiu przytrafić oraz że jej facet jest tak piekielnie
                > odpowiedzialny, że nie chce się żenić, bo wie, z czym to się wiąże.
                > No proszę Was... ręce opadają.

                O nie nie nie. Teraz naginasz rzeczywistość do Twojej tezy. Otóż - jeśli o mnie
                chodzi - ja nigdzie nie ZAPEWNIAM że on jest odpowiedzialny. Ja twierdzę że on
                MOŻE BYĆ odpowiedzialny, mimo brak chęci ślubu.

                Niestety wiele kobiet tutaj zaatakowało tego faceta używając bardzo
                kategorycznych tez, jakoby z całą pewnością nie był on odpowiedzialny. Ja po
                prostu nie toleruję tego typu czarno-białych haseł, pochopnego oceniania ludzi
                (tym bardziej nie znając historii osobiście) i zakładania z góry, że facet to z
                natury skur**, który kiedy tylko będzie miał wolną drogę, oleje swoją kobietę i
                swoje upragnione dziecko. A niestety tak tę sytuację wiele kobiet tu przedstawiło.

                > Trochę więcej szczerości i życzliwości dla bliźniego by się przydało.

                Z tym się jak najbardziej zgadzam.
                • majaa Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 13.02.09, 15:50
                  afterglow napisała:

                  > Widzisz - bo ja uważam że on dalej tylko większe POCZUCIE
                  bezpieczeństwa, a nie
                  > realne bezpieczeństwo - bo realne bezpieczeńśtwo zależy bardziej
                  od innych
                  > czynników (czyli właśnie tego, co ustaliliśmy z partnerem, jak się
                  sami
                  > zabezpieczyliśmy itp.). Takie jest moje zdanie.

                  Czyżby? To dość idealistyczne przekonanie, często niestety niemające
                  pokrycia w rzeczywistości. A co w przypadku, gdy partner z jakichś
                  powodów nagle zacznie mieć w nosie wcześniejsze ustalenia?


                  > I ten argument jest jedynym akceptowalnym przeze mnie argumentem.
                  Oni (czyli
                  > autorka i jej mężczyzna) mają po prostu inne wartości i dlatego
                  nie powinni
                  > planować wspólnej przyszłości (bo jest ryzyko że prędzej czy
                  później coś nie
                  > wypali), a nie dlatego, że (teraz użyję argumentów przeciwników):
                  FACET JEST
                  > NIEODPOWIEDZIALNY albo ON CHCE MIEĆ WOLNĄ FURTKĘ DO KOPNIĘCIA CIĘ
                  W DUPĘ albo O
                  > N
                  > CHCE MIEĆ CIASTKO I ZJEŚĆ CIASTKO itp.

                  Tu się zgadzamy - najwyraźniej wyznają inne wartości. Zastanówmy się
                  zatem co to są za wartości, które przeszkadzają facetowi ożenić się
                  z kobietą, z którą chce mieć dzieci. Czy to się kłóci z podejrzeniem
                  go o brak odpowiedzialności czy wygodnictwo? Moim zdaniem nie. Takie
                  podejrzenia po prostu narzucają się same. A czy są słuszne czy nie -
                  to najlepiej można byłoby sprawdzić "w praniu". Tylko uważam, że to
                  zbyt duże ryzyko. Takie jest moje zdanie.


                  > O nie nie nie. Teraz naginasz rzeczywistość do Twojej tezy. Otóż -
                  jeśli o mnie
                  > chodzi - ja nigdzie nie ZAPEWNIAM że on jest odpowiedzialny. Ja
                  twierdzę że on
                  > MOŻE BYĆ odpowiedzialny, mimo brak chęci ślubu.


                  Owszem, może być odpowiedzialny. Tylko jak wyżej napisałam:
                  sprawdzanie tego na własnej skórze uważam za zbyt duże ryzyko.
                  Dlatego właśnie podobną postawę radziłabym zachować autorce wątku.
                  Ale... może ona ma więcej odwagi...


                  >
                  > Niestety wiele kobiet tutaj zaatakowało tego faceta używając bardzo
                  > kategorycznych tez, jakoby z całą pewnością nie był on
                  odpowiedzialny. Ja po
                  > prostu nie toleruję tego typu czarno-białych haseł, pochopnego
                  oceniania ludzi
                  > (tym bardziej nie znając historii osobiście) i zakładania z góry,
                  że facet to z
                  > natury skur**, który kiedy tylko będzie miał wolną drogę, oleje
                  swoją kobietę i
                  > swoje upragnione dziecko. A niestety tak tę sytuację wiele kobiet
                  tu przedstawi
                  > ło.

                  Ja też nie lubię pochopnie oceniać ludzi i staram się tego nie
                  robić. Uważam jednak za nieuczciwe, żeby radzić
                  dziewczynie "rzucanie się na głęboką wodę", kiedy ona czuje, że coś
                  jest nie tak. A spora część Forumowiczek tak właśnie robi.

                  • ma_gala Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 16.02.09, 00:44
                    co do opinii o moim chłopaku czy jest on odpowiedzialny czy nie -
                    trudno jednoznacznie stwierdzić! czasami wydaje mi się, ze bardzo,
                    po czym nagle on zachowuje się jak 5-letnie dziecko... jak każd
                    mężćzyzna??? :-) czy tylko mnie się wydaje, ze każdy z panó ma coś
                    takiego na koncie? dzieckiem na pewno by się zajmował, pytanie jk w
                    tym wszystkim traktowałby mnie - matkę tego dziecka...
                    • elizja Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 16.02.09, 01:42
                      Nie czytałam wszystkiego, więc może coś powtórzę.

                      Zastanawiam się, czy on w ogóle nie chce ślubu, czy też traktuje
                      ślub jako kartę przetargową, żeby cię zmobilizować do podjęcia
                      decyzji o dziecku ("nie bierzemy ślubu, bo przecież nie jesteś w
                      ciąży").
                      Jeżli to drugie, to możesz spokojnie dojrzeć do decyzji o dziecku i
                      z czerwoną kreską weźmiecie ślub. Ponieważ on cię pogania, to
                      powiedz mu, że ty go nie gonisz do ślubu, więc niech on nie goni cię
                      do zajścia w ciążę. I spokojnie dojrzewaj, a jemu powiedz, że już
                      dojrzewasz :)

                      Poza tym, nie rozumiem, dlaczego tak się obawiasz o wasze relacje po
                      urodzeniu dziecka. Jeśli on bardziej chce dziecka, to wydaje się
                      naturalne, że chce przejąć większość obowiązków. Nie chodzi tu o to,
                      że cię odizoluje od dziecka, tylko chce zminimalizować koszty, jakie
                      będziesz musiała ponieść. Jeśli masz pracę, którą lubisz, lecz jest
                      czasochłonna, to pewnie myśli, że chciałabyś tą pracę za wszelką
                      cenę utrzymać i dlatego zwlekasz z zajściem w ciążę. Jeśli zajmie
                      się dzieckiem, twój powrót do pracy będzie możliwy.

                      Myślę, że możecie się umówić, że weźmiecie ślub w pierwszych
                      tygodniach ciąży. Powodzenia!
                      • koalaa Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 16.02.09, 09:33
                        elizja napisała:

                        Myślę, że możecie się umówić, że weźmiecie ślub w pierwszych
                        > tygodniach ciąży. Powodzenia!


                        a ja myślę, że może zajść w ciążę kilka tygodni po slubie.
                        powodzenia :)

                        chociaz ja osobiscie to bym tego pana wystawiła za drzwi z
                        manatkami, po tym, jak mu się wymknęło, że traci czas. dziwne, że
                        autorka wątku jeszcze go toleruje
                      • majaa Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 16.02.09, 11:48
                        elizja napisała:

                        > Poza tym, nie rozumiem, dlaczego tak się obawiasz o wasze relacje
                        po
                        > urodzeniu dziecka. Jeśli on bardziej chce dziecka, to wydaje się
                        > naturalne, że chce przejąć większość obowiązków. Nie chodzi tu o
                        to,
                        > że cię odizoluje od dziecka, tylko chce zminimalizować koszty,
                        jakie
                        > będziesz musiała ponieść. Jeśli masz pracę, którą lubisz, lecz
                        jest
                        > czasochłonna, to pewnie myśli, że chciałabyś tą pracę za wszelką
                        > cenę utrzymać i dlatego zwlekasz z zajściem w ciążę. Jeśli zajmie
                        > się dzieckiem, twój powrót do pracy będzie możliwy.
                        >

                        Zamiast tonąć w domysłach, rozsądniej i prościej jest na ten temat
                        wspólnie porozmawiać. Skoro on ma takie szlachetne intencje, to
                        dlaczego dziewczynie po prostu o nich nie powie???



                    • rosa_de_vratislavia Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 16.02.09, 10:26
                      ma_gala napisała:

                      > co do opinii o moim chłopaku czy jest on odpowiedzialny czy nie -
                      > trudno jednoznacznie stwierdzić! czasami wydaje mi się, ze bardzo,
                      > po czym nagle on zachowuje się jak 5-letnie dziecko... jak każd
                      > mężćzyzna??? :-)

                      Nie każdy facet zachowuje się czasami jak rozkapryszony dzieciak.
                      Uwierz cioci Rosie, mężatce z pewnym stażem.
                      ale znam takich i nie chciałabymz nimi spędzić wiecej niż 2 dni.
      • silic Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 16.02.09, 10:20
        >z którą się jest w takich relacjach wyższego stopnia, niż tylko wspólny zdres i
        obiad w week endy,

        Małżeństwo nie powoduje , że dzieje się cokolwiek więcej niż wspólny adres i
        obiady. Jeśli w ogóle ten adres i obiady są. Można być małżeństwem i żyć
        zupełnie obok siebie.
        Papier niczego nie gwarantuje, to tylko pobożne życzenia.
    • iberia.pl oboje marnujecie czas, n/t 20.02.09, 10:31

    • candy-margaretka Re: dziecko - tak, ślub - nie?? 08.03.09, 16:40
      Coś o tym wiem...
      Jestem ze swoim chłopakiem ponad 3 lata-mamy dwuletniego syna...ale ślub??
      Pozostaje dla mnie wciąż tylko sferą moich marzeń-jak narazie nie do
      spełnienia...Boli mnie to, bo wciąż bywam na ślubach swoich bliskich znajomych,
      a w moim dowodzie wciąż figuruje moje nazwisko panieńskie...chciałabym to
      zmienić ale...

      P.S. Zapraszam na swojego bloga wwwcandymargaretka.blox.pl/html
    • jendza1 co zmienia slub 08.03.09, 18:02
      Wrzucam na koniec, cobys znalazla...:)..

      dziecko potrzebuje do normalnego zycia, do prawidlowego rozwoju i co tylko -
      OBOJGA RODZICOW. Ktorzy to rodzice sa razem, ramie w ramie, sa JEDNYM po prostu.
      Tę JEDNIĘ mozna osiagnac tylko wowczas, gdy obie strony, on i ona, tego chca. A
      wyrazenie tej woli - to wlasnie jest slub - dla osoby wyznajacej jakas religie
      ow slub bedzie zlozony wg rytu tej religii, dla osoby nie wyznajacej zadnej
      religii, bedzie to slub cywilny. ALE ZAWSZE - jest to deklaracja drugiej osobie,
      ze CHCE SIE z nia te wlasnie jednie budowac. Owocem tego zrosniecia sie dwojga
      jest trzecie, czyli dziecko wlasnie, ktore FIZYCZNIE i psychicznie tez -
      pochodzi z tejze dwojki.
      Jesli ta dwojka, sprowadziwszy dziecko na swiat, nastepnie sie rozstaje - dla
      dziecka jest to gwalt, rozdarcie jego swiata, ktorego to rozdarcia konsekwencje
      ciagna sie potem nieraz przez pokolenia.
      TO dlatego ŚLUB jest wazny - nie zaden 'papierek', ani tez welon, zeby ludzie
      widzieli. PRawdziwy slub, czyli decyzja dwojga.
      Zatem - jesli chcemy dobra dla naszego dziecka, nie poczynajmy go bez stworzenia
      mu NAJPIERW normalnych warunkow zycia.
      A tu BEZWZGLEDNIE niezbedni sa DWOJE RODZICE, ktorzy sa JEDNYM.
      Czyli malzenstwem.
      Kropka.
      j
      • posh_emka Bingo 08.03.09, 18:11
        I o to chodzi-bardzo dobrze powiedziane, bo jak niektórzy sprowadzaja zawarcie
        malzenstwa do papierka to czy z papierkiem czy bez niego trwalego zwiazku raczej
        nie stworza-tylko nieliczne wyjatki.
        • bupu Re: Bingo 08.03.09, 18:28
          A może niektórym do stworzenia owej jedni oficjalne deklaracje przed obliczem
          księdza/urzednika nie są wcale potrzebne.
          • milupaa Re: Bingo 08.03.09, 21:23
            Na ślub trzeba spojrzeć jak na pewien rytuał. Rózne rytuały w życiu
            przechodzimy, które pdokreslają różne etapy w naszym życiu. Człowiekowi
            potrzebne sa rytuały, występują one w całej kulturze ludzkiej. Wydaje mi się, że
            planowanie przyszłości bez tego symbolicznego a nie tylko prawnego czy
            religijnego rytuału powoduje, że jesteśmy ciągle w stanie zawieszenia,
            niepewności, nie przeszliśmy do następnego etapu. Nie uważam aby to było dobre
            dla związku i na przyszłość.
            • posh_emka Re: Bingo 09.03.09, 11:39
              Dokładnie-o to mi chodziło. Nie rozumiem tylko wszystkich tych którzy są
              przeciwnikami zalegalizowania związku dlaczego nie potrafią uszanować potrzeb
              innych. Prosta sprawa to tak jakby ktoś kto nie czuje potrzeby jedzenia jednego
              banana dziennie naśmiewał się z kogoś kto taką potrzebę czuje i chce to robić.
              Ludzie nauczcie się tolerować i szanować decyzje innych-trochę obiektywizmu i
              szacunku.
              Nikt mi nie powie,że "papierek" wszystko niszczy- z takich rodzin pochodzicie?
              rodzice się rozstali z powodu "papierka"? Ilu z was jest rodziny gdzie rodzice
              nie zalegalizowali swojego związku?-jednostki zapewne. Prawda jest taka: jest
              potwierdzone,że związku zalegalizowane trwają dłużej niż te niezalegalizowane i
              dzieci ze związków małżeńskich lepiej się rozwijają-kawy na ławę wam nie
              podam-sami sobie poszukajcie. Druga sprawa,czy z papierkiem czy bez jeśli ma się
              w związku na prawdę dwie osoby które dorosły do stworzenia normalnego "układu"
              to czy z papierkiem czy bez to go stworzą-a w tedy większe prawdopodobieństwo,że
              raczej z "papierkiem" bo tak jak ktoś mądrze napisał życie człowieka składa się
              z etapów do których stopniowo dojrzewamy, a wtedy podejmujemy decyzje takie czy
              inne-i chyba wszystko w temacie.
              • ma_gala Re: Bingo 10.03.09, 14:29
                ciężkich rozmów ciąg dalszy - on nie chce ślubu, bo wtedy wszystko
                będzie "po mojemu"! Ręce mi opadły... po mojemu oznacza: bo
                mieszkanie jest Twoje, bo możesz w każdej chwili mnie wywalić
                (jeżeli wszystko będzie w porządku - to dlaczego mam go wywalać? o
                tym już nie pomyślał...), bo jak coś kupujesz to nie liczysz się z
                moimi potrzebami (nie uwzględniłam jego potrzeby posiadania roweru
                treningowego PRZED "swoją" potrzebą" zakupu kanapy do duzego pokoju,
                aby było gdzie posadzić znajomych)itd. itp. Rozmowy (kłótnie!) toczą
                się wokół bzdur, nie zasadniczego tematu, wiec postanowiłam nigdy
                więcej do tego nie wracać, a nad tym związkiem poważnie się
                zastanowić... Na razie mam dość, więc wybrałam się do ginekologa po
                tabeltki anty, aby nie "prowokować wpadki". Powiedziałam mu wprost,
                że dziecko bez ślubu to mogę mieć również bez mieszkania z
                kimkolwiek i wiecznego dostsowywania się do czyichś fochów.
                Zamierzam dobrze się bawić. Nie będę prosić się zadnego faceta o
                slub. Jeżeli ktoś przez założenie rodziny rozumie tylko spłodzenie
                dziecka, tiutianie z nim przez dwie godziny, problemy codziennej
                egzystencji zrzucając na kobietę, to ja dziękuję. Takie mam wrażenie
                po ilku rozmowach na temat jak wyobraża sobie bycie tatą. Słowa, jak
                to on strasznie chce, niestety mnie nie przekonują, bo widzę, ze w
                tym wszystkim nie ma miejsca dla mnie, jako jego partnerki, kobiety,
                matki jego dziecka, żony! Nie mogę oprzeć się wrażeniu, ze dla niego
                najlepiej by było, abym urodziła i odpłynęła w siną dal, oczywiście
                zostawiajac mu dziecko. Ostatnio opowiedział mi historię o koledze,
                który wygrał sprawę w sądzie o całkowitą opiekę nad dzieckiem. Na
                moje pytanie czy kobieta byłą chora, skrajnie nieodpowiedzialna, a
                moze orzuciła dziecko, odpowiedział: nie, po prostu mu się
                ZNUDZIŁA!! Szok! A co będzie jak to samo zrobi ze mną?? :-(((
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka