ruda1.pl
11.03.09, 10:36
Proponuję nowy wątek dla tych, którzy chcieliby pomóc najbliższym, lecz nie
wiedzą jakie mają możliwości - co powinni wiedzieć, kiedy psychiczne dręczenie
staje się przemocą (wiem, że każde, lecz tzw wymiar sprawiedliwości jakby tego
nie wie). Jestem świadkiem przemocy. Moja przyjaciółka (lekarz rodzinny w
małej miejscowości - osoba powszechnie znana i szanowana) po ośmiu latach
gehenny zdecydowała się ratować siebie i swoje dzieci. Doznała od swego
oprawcy wszystkich możliwych form przemocy, jednak najczęstszą była przemoc
psychiczna, którą z reguły trudno udowodnić. Wielokrotne wezwania policji,
przesłuchania, zeznania, umorzenia (np. z powodu braku wystarczających
materiałów dowodowych, czy też błędów proceduralnych lub błędnej kwalifikacji
czynu itp), zażalenia, znowu umorzenia, odwołania do sądu ... koło się zamyka.
Tymczasem oprawca w domowym ciepełku knuje oszczerstwa, kłamliwe pomówienia
(również na świadków, by podważyć ich wiarygodność), zaś ofiara ratując się
ucieczką udowodnić ma wszem i wobec, że "nie jest garbata". Taka jest polska
rzeczywistość. Kiedy czytam na forum a także w różnych publikacjach o
przeciwdziałaniu przemocy, o zadaniach policji czy prokuratury, o
możliwościach uzyskania wsparcia i pomocy w dramatycznych sytuacjach
prawdziwego zagrożenia i konfrontuję to z własnym doświadczeniem, stwierdzam z
pełną odpowiedzialnością, że służby (zwłaszcza policja) nie chroni ofiary
przemocy. Chroni sprawcę - łatwiej jest przecież chronić silniejszego! Czy
jest skuteczny sposób na przełamanie tego obłędu? Chcę tylko dodać, że nigdy
wcześniej nie miałam do czynienia z policją i jak wiele ludzi sądziłam, że jej
wezwanie w sytuacji zagrożenia daje poczucie bezpieczeństwa. Dziś wiem, że
jest to ostatnia rzecz o jakiej pomyślę potrzebując pomocy. Moja przyjaciółka
walczy (jest pod opieką psychologa), ale jak długo można pływać w szambie?