Dodaj do ulubionych

rozwodzacy się znajomi - niby nic, ale

06.04.09, 20:55
dziewzcyny, zapewne problemik wyda się Wam błahy, ale tak na serio
waham się, jak sie zachowac.

Sprawa wyglada tak: mam dwójke znajomych, dalszych, którzy pracuja w
nazwe to "firmie" z która współpracuje i rozwodzą się własnie.
Najperw poznałam pana- jest bliskim znajomym mojego bardzo bliskiego
kolegi z branzy i prywatnie para się tym, co kolega zawodowo
poniekad. Dłuższy czas nie wieziałam gdzie on pracuje.
Po jakims czasie spotkałam panią - jest kolezanka z pracy mojej
przyjaciółki i raz miałam z nia sprawę zawodową.
Oboje sa mili i sympatyczni. Poniewaz pokojarzyłam nazwiska spytałam
przyjaciółki, czy sa małzeńśtwem - okazało się , ze tak.
Ostatnio spotkałam pana na jakiejś kulturałce i zamienilismy kilka
słow.
Dziś byłam w "zaprzyjaxnionej firmie" zawodowo. Spotkałam tam pana i
pogadalismy o imprezie kultualnej. Zobaczyła nas pani i z ledwoscią
odpowiedziała na moje
"czesc". Potem byłam u mjej przyjaciółki, mówię jej to, a ona mi
opowiada, ze oni sie rozwodzą. No przykre, fakt. Wychodzimy razem i
pani idzie za nami. Zagadalm do niej, a ona naburmuszona.
Rozumiem, ze maja jakies powody, zeby się rozwodzić, ale miałam taie
wrazenie, ze ona jest zła, że ja gadam z jej prawie eksmezem. Moja
przyjaciólka mówiła, ze na nią tez była zła jakby. Wygladało to z
jej strony tak, ze babka oczekuje, iz bedziemy ignorować jej za
chwile byłego meza, bo ... no własnie, bo oni się rozwodzą.
Rzecz w tym, ze ja ich oboje znam mało, z kolesiem MUSZE gadac
zawodowo, a orywatnie ez nue widze przeszkód, bo sympatyczny. Nie
znam powodów ich rozwodu, w ogóle dowiedziałam się o nim dziś. Nie
mam zamiaru traktowac ani jej, ani jego inaczej teraz.
Wykluzam mozliwosc, buy ta kobieta była zazdrosna o moje kontakty z
jej mezem (jescze), bo naprawde znam go b. pobieznie a ona wie, ze
jestem zwiazana z kims innym (poniekad tez go zawodowo zna).
zastanawiam się, czy przy nastepnej okazji, jesli bedzie "fochować"
zwyczajnie zapytac o co biega. Nie mam z nią stycznosci za czesto,
ale nie lubie takich sytuacji. Bede Wam wdzieczna za sugestie.
Obserwuj wątek
    • brak.polskich.liter Re: rozwodzacy się znajomi - niby nic, ale 06.04.09, 21:12
      Sugeruje ewentualnego focha olac, zwlaszcza, ze to nie jest zadna bliska
      kolezanka - ot, kolezanka z pracy Twojej przyjaciolki. Rozwod rzecz przykra i
      rozne emocje - niekoniecznie sprzyjajaace kontaktom towarzyskim - moga
      czlowiekiem miotac, tym niemniej to problem pani i pana, nie Twoj.
      • kora3 Re: rozwodzacy się znajomi - niby nic, ale 06.04.09, 21:17
        brak.polskich.liter napisała:

        > Sugeruje ewentualnego focha olac, zwlaszcza, ze to nie jest zadna
        bliska
        > kolezanka - ot, kolezanka z pracy Twojej przyjaciolki.

        Gwoli ścisłosci - niezupełnie tak - pracuje w tej samej "firmie"
        (cudzysłów, bo to nie jest firma :) co moja przyjaciólka, ale moge
        mieć z nia stycznosc zawodowo, z racji mijego zarobkowego zajęcia:)


        Rozwod rzecz przykra i
        > rozne emocje - niekoniecznie sprzyjajaace kontaktom towarzyskim -
        moga
        > czlowiekiem miotac, tym niemniej to problem pani i pana, nie Twoj.
        >
        no to prawda...
    • marcia79 Re: rozwodzacy się znajomi - niby nic, ale 06.04.09, 21:15
      zostaw kobietę w spokoju, ma ciężkie chwile i może nawet nieświadomie jest
      niemiła dla otoczenia
      • kora3 Re: rozwodzacy się znajomi - niby nic, ale 06.04.09, 21:19
        marcia79 napisała:

        > zostaw kobietę w spokoju, ma ciężkie chwile i może nawet
        nieświadomie jest
        > niemiła dla otoczenia

        ale ja jej nie zamierzam zakłocać spokoju:)
        • marcia79 Re: rozwodzacy się znajomi - niby nic, ale 06.04.09, 21:22
          ale chcesz ją pytać, wyjaśniać coś, jej humory...
          uśmiechnij się tylko do niej życzliwie, to da lepszy skutek
          • kora3 Re: rozwodzacy się znajomi - niby nic, ale 06.04.09, 21:23
            marcia79 napisała:

            > ale chcesz ją pytać, wyjaśniać coś, jej humory...

            nie wiem czy chce, po prostu nie lubie takich sytuacji kiedy ktos
            strzela ewidentnie fochy, a ja nie kumam dlaczego :)

            > uśmiechnij się tylko do niej życzliwie, to da lepszy skutek

            moze masz rację.
          • cus27 Re: rozwodzacy się znajomi - niby nic, ale 07.04.09, 13:10
            Marcia79,ma racje.Ta kobieta ,zapewne zyje teraz... w swiecie troski
            i rozczarowan.
            • kora3 Re: rozwodzacy się znajomi - niby nic, ale 07.04.09, 14:10
              wiem Cus, sama jestem po rowodzie. Dla mnie to nie byl jakiś dramat,
              ale miłego nic.
    • miang Re: rozwodzacy się znajomi - niby nic, ale 07.04.09, 12:51
      wez sie jeszcze do jakiegos szpitala przespaceruj i zapytaj pacjentow dlaczego
      nei sa radosni
      • kora3 a byłam dziś w szpitalu, byłam 07.04.09, 14:08
        bo mam małe problemy zdrowotne.
        Sama sie rozwodzilam, wiec wiem,z e to niekoniecznie miłe
        wydarzenie, choć jak dla mnie to była konsekwencja rozstania i
        separacji, po prostu.
        Ale nie byłam obrazona na ludzi, którzy rozmawiali z moim prawie eks
        mezem.
    • eevita Re: rozwodzacy się znajomi - niby nic, ale 07.04.09, 13:29
      Poniekąd nie ma sie czym przejmować
      • kora3 Re: rozwodzacy się znajomi - niby nic, ale 07.04.09, 14:09
        eevita napisała:

        > Poniekąd nie ma sie czym przejmować

        poniekąd masz rację :)
        • anulla_p75 Re: rozwodzacy się znajomi - niby nic, ale 08.04.09, 01:31
          a ja byłam obrażona na cały świat i pewnie sfochowana tez ale najlepsze co może
          pomóc to odrobina życzliwości dla tej pani, naprawdę i nie branie sobie jej
          fochów do serca bo może to tak wygląda, ale na pewno nie jest to skierowane
          przeciwko Tobie. Jest to na 100% najcięższy dla niej okres i nie zawsze i
          wszyscy potrafią oddzielić sprawy zawodowe od prywatnych, po prostu nie brać do
          siebie
    • n.michal Re: rozwodzacy się znajomi - niby nic, ale 08.04.09, 11:51
      niestety często dzieje się tak, że przy rozwodzie dzielą się również
      znajomi, a nawet "przyjaciele" co dodatkowo dokłada się do
      nieprzyjemnej sytuacji związanej z samym rozwodem. troche empatii
      dla osoby na zakręcie.
      • benit14 Re: rozwodzacy się znajomi - niby nic, ale 08.04.09, 21:24
        co cie obchodzą jej fochy? Po jaką cholerę chcesz to wyjśniać? Jej
        fochy , jej sprawa. Może ma taki chcrakter, ze wyglada na wiecznie
        niezadowoloną, a może ma ciężki okres w zyciu. TO, ZE TY W CZASIE
        ROZWODU NIE STRZELAŁAS FOCH NIE OZNACZA, ZE INNI BEDA ZACHOWYWAC
        SIE TAK SAMO.
        • marguyu Re: rozwodzacy się znajomi - niby nic, ale 08.04.09, 21:32
          A skad kora miala wiedziec, ze ta kobieta sie rozwodzi?
          Na czole miala to wypisane?
          I jak to sie dzieje, ze z taka latwoscia akceptujecie to,
          ze "dorosli" ludzie nie potrafia zapanowac nad swymi emocjami?
          Praca to praca, zycie prywatne to zycie prywatne.
          Tez sie rozwodzilam i od tej pory twierdze, ze udany slub moze miec
          kazdy, udany rozwod jest udzialem niewielu.
          • kora3 dokładnie 08.04.09, 21:40
            wreszcie ktos rozumie - ja nie chce się wdawac w jakies rozgrywki
            miedzy rozwodzącymi się. Znam ja , znam jego - rozwód na pewno nie
            moja sprawa.
        • kora3 benit 08.04.09, 21:39
          czemu to Cie tak irytuje?
          Co do drugiej czesci - masz racje. Nie oczekuję,ze kazdy na swój
          rozwód zareaguje tak, jak ja reagowałam, bo wiem, ze to raczej
          inaczej bywa. Ja się chciałam uwolnić, zadowolona byłam z rozwodu,
          a w jego trakcie z kims się zwizałam, wiec nie było to dla mnie złe
          przeyzcie, raczej obowiazek, jak pójscie do urzedu.

          Wyjasniac z panią niczego poza jedna spraw anie miałam zamaru.
          Zresztą nie wyjaśniałam jak dotad i nawet przypuszczam, ze nie bede.
          Chodzi mi o to, ze nie mam zamiaru ignorowac jej niedługo juz byłego
          meza, bo oni się rozwodzą.
          Nie chce jej sprawiac przykrosci, ale uwazam to za głupie po prostu.
          Nic mi nie wiadomo o powodach rozwodu, dowiadywać się nie mam
          zamiaru o nie, chyba, ze któras ze stron mi powie ( i tak
          potraktowałabym relacje jednej strony z dystansem) i traktowac jak
          dotyhczas. skadinad wiem, ze pani oczekuje czegos innego, bo na moja
          przyjaciółke praiwe nakrzyczaała, jak mze "trozmawiac prywatnie z TĄ
          osoba" - tak jakby zakaz był.
          • 10iwonka10 Re: benit 08.04.09, 21:45
            Kobieta chyba stracila umiejetnosc logicznego,chodnego myslenia.
            Moze on ja zranil i teraz kazdy kto z nim normalnie rozmawia to jej
            wrog bo 'trzyma jego strone'. Ja bym to zignorowala bo jesli nawet
            bedziesz chciala z nia o tym porozmawiac to u niej emocje wezma gore
            i nic z tego nie bedzie.
            • kora3 Re: benit 08.04.09, 21:56
              no tez tak sobie pomyslałam i zezygnowałam z tego pomysłu.
              ponić na moja przyjaciółke strasznie wyskoczyła (zazrosna o ia na
              pewno, jako o obiekt zainteresowania meza nie jest - wykluczone). A
              ona goscia zna dłuej 2 razy niż ja, razem sie przyjmowali do
              tej "firmy" (dosc długa procedura). On o rozwodze nic nie mówił,
              gadali o pie...tach.
              • benit14 Re: benit 08.04.09, 22:22
                mysle, że chciałas usłyszec to
                - kobieta sie rozwodzi a jest nadal zazdrosna o męża, który rozmawia
                z koleżankami itp.
                A pomyslałas , że może ona nadal go kocha, może to on chciał
                rozwodu, i boli ja jak wodzi swojego męża z innymi kobietami? Może
                przez własnie taka "koleżankę" rozpada się to małżeństwo? Powodów
                jej zachowania może byc wiele, a nie znając całej sytuacji nie można
                oceniac jej w żaden sposób, bo ocena ta moze okazać się krzywdząca.
                No ale kora lubi tworzyc portrety psychologiczne osób, których nie
                zna. to jej specjalność. Uwielbia jedno zdanie analizować tysic
                razy i wyciągnie z niego 100000 wniosków, oczywiście każdy jedyny i
                słuszny. I nawet jak ktoś napiszę, że nie to ona i tak, wie, że ktoś
                miał na mysli tak.

                Tak na maginesie, wyluzuj z tymi psychologicznymi zapędami. Każdy
                jest inny, inaczej odbiera jedna sytuację. Każdy ma inny charakter,
                nie można wszystkich przyrównywac do siebie.
                • kora3 Re: benit 09.04.09, 11:54
                  benit14 napisała:

                  > mysle, że chciałas usłyszec to
                  > - kobieta sie rozwodzi a jest nadal zazdrosna o męża, który
                  rozmawia
                  > z koleżankami itp.

                  eeeee ja własnie zzdrosc wykluczyłam przecież:) ty chyba chciałaś to
                  przeczytać:)

                  > A pomyslałas , że może ona nadal go kocha, może to on chciał
                  > rozwodu, i boli ja jak wodzi swojego męża z innymi kobietami?

                  Nie, wiesz przepraszam, ale w ogóle nie przyszło mi do głowuy, ze
                  jakikolwiek zwiazek z tym, ze tak sie ta pani zachowuje ma fakt, że
                  jej jescze maż rozmawia z kolezankami.
                  A iesz dlaczego? Bo w normalnym swiecie, w warunkach koedukacji :)
                  ludzie w pracy, przy okazji załatwiania najrózniejszych spraw,
                  towrzysko rozmawiają z osobami płci odmiennej i własnej i nie ejst
                  to żadne dziwo, ani "podejrzane".
                  Swoją drogą: ta kobieta skoro kocha teraz, to chyba kochała
                  wczesniej tez i jakos scen o to, ze mąż rozmawia z kolezanka z pracy
                  nie robiła. W dodatku pani nie jest głuia i WIE, ze z racji powiazań
                  zawodowych jej maz (no teraz prawie były) MUSI rozmawiac z róznymi
                  osobami, w tym takze z kobietami.
                  Uffff


                  Może
                  > przez własnie taka "koleżankę" rozpada się to małżeństwo?

                  Dziewczyno Ty wszedzie widzisz polujące na faceta laski:) Nie, na
                  pewno nie przez taka kolezanke, bo to dosc zamkniete srodowisko i
                  huczałoby od plotek, nawet nie musiałabym chcieć sie dowiedzieć:)a i
                  ak pewnie by się "obiło o uszy".


                  > No ale kora lubi tworzyc portrety psychologiczne osób, których nie
                  > zna. to jej specjalność. Uwielbia jedno zdanie analizować tysic
                  > razy i wyciągnie z niego 100000 wniosków, oczywiście każdy jedyny
                  i
                  > słuszny.

                  jesli 10 tys. wnisków to wykluczine, by jakikolwiek był jedyny :)
                  • benit14 Re: benit 09.04.09, 13:01
                    odwracasz kota ogonem, jak zawsze. Napisałam, że może to byc
                    przyczyną jej foch. Bo może ale nie musi. Równie dobrze, może miec
                    zespól napięcia, migrenę, fatalny poranek, brzydka pogoda, problemy
                    z szefem itd,itd,
                    Po jaka cholerę analizowac przyczyny foch jakiejs baby? To ty chyba
                    masz problemy ze samą sobą skoro rajcują cie takie tematy. Moze
                    szukając problemów u innych czujesz sie dowartościowana- bo ty
                    postapiłabys w analogicznej sytuacji inaczej, lepiej,? Nie wiem.
                    Nie mam zamiaru tego analizowac. Poprosty smieszy mnie takie
                    generaliowanie, szufladkowanie innych i jednoczesne
                    przeświadczenie, ze jestem naj, super, na wszystko mam najlepszą
                    radę, postepuje najlepiej,nie popełniam błędów itp. Wesołych swiąt
                    • kora3 Re: benit 09.04.09, 13:09
                      Benit KAZDY popełnia błedy, nie ma ludzi bez wad. Po prostu się
                      zastanawiałam nad tym to wszystko. Nie chciałabym, zeby ta kobieta
                      była do mnie wrogo nastawiona z tego powodu, ze pomimo, ich rozwodu
                      rozmawiam z jej mezem, ale nie chciałabym też ignorowac go, bo pani
                      bedzie zła.
                      Wesołych świat !!!!:)
                      • benit14 Re: benit 09.04.09, 16:22
                        kora3 cyt.
                        Benit KAZDY popełnia błedy, nie ma ludzi bez wad.


                        I to jest odpowiedz na wszystkie zakładane przez ciebie wątki.
                        • kora3 całkiem niewykluczone, ze :) 09.04.09, 16:26
                          takze na wszystkie inne watki :)
                  • kitek_maly Re: benit 09.04.09, 16:35

                    > Swoją drogą: ta kobieta skoro kocha teraz, to chyba kochała
                    > wczesniej tez i jakos scen o to, ze mąż rozmawia z kolezanka z pracy
                    > nie robiła. W dodatku pani nie jest głuia i WIE, ze z racji powiazań
                    > zawodowych jej maz (no teraz prawie były) MUSI rozmawiac z róznymi
                    > osobami, w tym takze z kobietami.

                    No ale wiesz, to że być kocha i kochała to jedno...
                    A sama pisałaś o swojej koleżance, która do dziś na słowo 'mąż' reaguje
                    alergicznie. Wyobraź więc sobie co ona by przeżywała, gdyby codziennie miała go
                    spotykać?
                    I niestety takie sprawy są strasznie stresujące. Pamiętam jak kiedyś rozstałam
                    się z chłopakiem i przez długi okres po tym, włosy mi się jeżyły na głowie na
                    samą myśl, że miałabym go minąć na ulicy.
                    • kora3 Re: benit 09.04.09, 16:41
                      kitek_maly napisała:
                      >
                      > No ale wiesz, to że być kocha i kochała to jedno...
                      > A sama pisałaś o swojej koleżance, która do dziś na słowo 'mąż'
                      reaguje
                      > alergicznie. Wyobraź więc sobie co ona by przeżywała, gdyby
                      codziennie miała go
                      > spotykać?

                      Kitku - rozumiem przecież. Sytuacja, kiedy sie pracuje w jednym
                      miejscu z eksmzem, czy ekspartnerem moze byc i na ogół jest
                      stresogenna. No, ale wiesz jak jest nie tak łatwo zaraz zmienic
                      prace.

                      > I niestety takie sprawy są strasznie stresujące. Pamiętam jak
                      kiedyś rozstałam
                      > się z chłopakiem i przez długi okres po tym, włosy mi się jeżyły
                      na głowie na
                      > samą myśl, że miałabym go minąć na ulicy.

                      Rozumem, no, ale wiesz. Mnie w moim podejrzeniu, ze owa pani
                      OCZEKUJE, ze inni bedą ignorowac jej meza utwierdziła realcja wobec
                      mej przyjaciółki. To miła, delikatna osoba, rozmawiała z nim
                      zawodowo poniekąd i kobitka stwierdziła, ze nie wie jak ona moze
                      gadac z taka osobą. No wolne zarty, ma miec w tyłkui swe obowiazki i
                      sorry, ale w tym pzypadku rozkazy bo pani przykro?
                      >
                      • 10iwonka10 Re: benit 09.04.09, 21:32
                        Ja bym powiedzila zignoruj to ale niekoniecznie akceptuj.
                        To ze ktos sie rozwodzi to nie powod do fochow w stosunku do innych
                        osob to objaw zlego wychowania i egocentryzmu.

                        • kora3 akceptacja, a zrozumienie 10.04.09, 09:42
                          10iwonka10 napisała:

                          > Ja bym powiedzila zignoruj to ale niekoniecznie akceptuj.
                          > To ze ktos sie rozwodzi to nie powod do fochow w stosunku do
                          innych
                          > osob to objaw zlego wychowania i egocentryzmu.


                          No własnie Iwonko.
                          Całkowicie ROZUMIEM i AKCEPTUJE to, ze kobitka moze nie miec humoru
                          eraz, nie mieć ochoty z kims gadać, usmiechac sie itd i nie o to mi
                          szło w jej zachowaniu.

                          Nie mogę zaakceptowac sytuacji, w której ktos wymaga ode mnie, zebym
                          nie rozmawiała, zerwała kontakty z kims, bo ta osoba jest z tym kims
                          w konlikcie. Tym bardziej to dla mnie nieakceptowalne, że oboje
                          państwo sa dla mnie zwykłymi znajomymi, poniekad zawodowymi, acz nie
                          tylko, a takze nie znam szczegółów ich konfliktu. Po prostu byłabym
                          burakiem, gdybym nagle zaczeła ignorowac albo ja, albo jego bo się
                          rozwodzą. Wymaganie od kogoś by "stawał" po czyjeśc stronie w tej
                          konkretnej sytuacji i boczenie sie,ze nie chce jest jak dla mnie po
                          prostu przegieciem.
                          • benit14 Re: akceptacja, a zrozumienie 10.04.09, 09:50
                            chwileczkę. to na odeszła i powiedziała do ciebie, żebys nie
                            rozmawiała z jej mężem, zebys dokonała wyboru ona albo mąż? Bo nie
                            doczytałam tego. Jeżelitego nie zrobiła, nie powiedziała ci o
                            przyczynach swojego zachowania to tak naprawde nie znasz powódu
                            jej zachowania, foch - wtedy sa to tylko Twoje domysły. Bo powód
                            foch i takiego zachowania zna tylko ona sama. No ale tobie sie
                            wydaje że pewnie tez znasz.
                            • kora3 Re: akceptacja, a zrozumienie 10.04.09, 10:10
                              benit14 napisała:

                              > chwileczkę. to na odeszła i powiedziała do ciebie, żebys nie
                              > rozmawiała z jej mężem, zebys dokonała wyboru ona albo mąż?

                              Nie Benit, do mnie strzeliła tylko focha. Natomiast takiego samego
                              focha strzeliła do swej kolezanki z "firmy", a mej przyjaciółki, ta
                              zingorowała focha, jak gdyby nigdy nic. Natsepnie sytuacja się
                              powtórzyła, moja przyjaciółka rozmawiała z jej mezem, poniekad
                              zawodowo zreszta i kiedy agadała do pani, ta jej odpaliła "Nie mamy
                              o czym gadac skoro rozmawiasz z TAKĄ OSOBĄ, jak X" - to chyba dosc
                              jasne postawienie sprawy było?

                              Bo nie
                              > doczytałam tego.

                              Nie doczytała nie ze swojej winy, odniosłaś się do początkowego
                              postu, a w nim nie było o tym, tylko o "fochowaniu" do mnie i
                              przyjaciółki. Sytuacja z wyrazeniem wymagania wydarzyła się póxniej,
                              obie panie i pan codziennie widuja się w pracy.


                              Jeżelitego nie zrobiła, nie powiedziała ci o
                              > przyczynach swojego zachowania to tak naprawde nie znasz powódu
                              > jej zachowania, foch - wtedy sa to tylko Twoje domysły. Bo powód
                              > foch i takiego zachowania zna tylko ona sama. No ale tobie sie
                              > wydaje że pewnie tez znasz.

                              No taki miałam domysł na poczatku juz, bo kilka dni przed "fochem"
                              do mnie widziałam sie w przelcie z panią w miescie. "Czesc", "czesc"
                              było - normalnie. Nic nie wspominała o rozwodowej sytuacji,
                              zachowywała się normalnie, sympatycznie, nie wygladała eż na
                              megazałamaną, ale tu sie akurat nie dziwie, onboszenie sie ze
                              smtkami nie jest zbyt sensowne.

                              na podstawie tego co powiedziała do mojej przyjaciółki oraz jej
                              bardzo zmienionego zachowania do mnie po tym, jak widziała ze gadam
                              z jej mezem - wysnuła wnioski, takie jak powyzsze.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka