czekoladkaa22
21.05.09, 15:13
Hejka!! Piszę bo muszę to z siebie wyrzucić bo nie mam komu się zwierzyć. Nie
mam przyjaciół przez mojego faceta, bo ich nie akceptował i przez 3 lata
związku niestety przyjaźń się wypaliła.
Zacznę od tego że jestem ze swoim chłopakiem od 3 lat i mamy synka który ma
prawie 2 latka. Mieszkamy u mnie z moją mamą ( nie wtrąca się nam do niczego
). Na początku było idealnie nie kłóciliśmy się, zabiegał o mnie, doceniał i
prawił komplementy. Kiedy zaszłam w ciążę powiedziałam o tym swojej mamie i
razem powiedzieliśmy jego rodzicom. Wszyscy się cieszyli. Doszło do pierwszego
spotkania jego ojca i matki oraz mojej mamy ( mój tata zmarł jak miałam 3
latka ). W ciąży miałam straszne mdłości prawie nie wychodziłam z łóżka.
Wcześniej ustaliliśmy sobie że weźmiemy ślub cywilny i zrobimy obiad w domu
dla najbliższych ze względu na to jak się czuję. Byliśmy szczęśliwi. Jego
matka na tym spotkaniu zaczęła się nade mną wytrząsać że jem pomarańcze i
mandarynki a mi nie wolno. Do tego zaczęła planować mi ślub i powiedziała że
zapłaci za moich gości bo wiadomo że ja i mama nie mamy pieniędzy. I wyszła.
Na następny dzień oświadczyła mi że już wynajęła sale na wesele i
poinformowała o ślubie 120 osób. Ja się rozpłakałam i odpowiedziałam że ślubu
nie będzie. Od tamtej pory do urodzenia synka była dla mnie do rany przyłóż.
Jak Kubuś miał roczek poszliśmy do cioci mojego chłopaka i mi powiedziała co
moja przyszła teściowa o mnie sądzi. Jak do niej zadzwoniłam zaczęła mi mówić
że zmarnowałam życie jej synowi bo miał iść na studia a nie umawiać się z
puszczalską. Zaczęła po całej rodzinie mówić że moja mama jest alkoholiczką
(co jest nie prawdą bo moja mama nie nawidzi alkoholu ) i że mi zabierze
dziecko razem ze swoim synem. I że wkońcu Rafał (mój chłopak) będzie miał
życie na jakie sobie zasłużył. Od tamtej pory nie pozwalam się jej widywać z
dzieckiem bo się boję. Mój chłopak nie ma swojego zdania i wszystko co powie
jego matka jest najważniejsze. Próbowałam z nią rozmawiać ale to na nic dla
niej już zawsze będę puszczalską. Po tej rozmowie Rafał zaczął być normalny
czuły itd. Ale ostatnio coś prysło. Zaczął robić mi awantury że on pracuje a
ja mam zadbać o cały dom. Najgorsze jest to ze jeśli chce z nim porozmawiać on
śmieje mi się w twarz i mówi ze jestem głupia ,jestem idiotka , wariatką.
Zarzuca mi że się źle opiekuje dzieckiem bo na dwór z nim wychodzę, że Jestem
grubą świnią i po co ma mnie brać na spotkania ze znajomymi ( kiedyś chodziłam
z nim prawie wszędzie bo nigdzie sam nie chciał) jak tak wyglądam. Mówi że się
nie może czasami na mnie patrzeć. Ja porostu nie wiem co mam mu odpowiadać,
czasami naprawdę już nie wiem co mam myśleć. Najbardziej mnie denerwuje to że
na następny dzień jest dla niego wszystko ok a nawet nie przeprosi. Teraz
znowu zaczęło się wychodzenie z domu kiedy tylko jest potrzebny mamusi. Np.
byliśmy nad jeziorem (taki wyjazd na zgodę) i zadzwoniła do niego jego matka
wiec zapytał się mnie czy jadę z nim czy zostaje bo on jedzie (a chodziło o to
że jego matka od fryzjera wyszła i trzeba było ja do domu zawieść a ma ojciec
Rafała samochód i był na miejscu). I tak teraz mam codziennie.
Dziewczyny ja już nie wiem ile dam rade, czasami myślę ze naprawdę jestem zła,
głupia i gruba. Już nie mam dnia żebym nie płakała. Nie potrafię się cieszyć
życiem, nie poznaję człowieka w którym się zakochałam. Nie wiem co mam robić.
Boje się że jeśli z nim skończę to będzie małego zabierał do matki. A jak
będzie starszy to jeszcze mu czegoś naopowiada i się synek ode mnie odwróci.
Co mam zrobić żeby tak nie cierpieć. Już czasami sobie myślę żeby wsiąść
Kubusia i uciec ale dlaczego mam uciekać ze swojego domu, przecież ja nic
złego nie zrobiłam. Oczywiście ja też go opierdzielam np. za to że posprzątam
a on w butach wejdzie, albo brudne skarpetki do szafy włoży ale ja mu to mowie
spokojnie i go proszę żeby tak nie robił. Proszę doradźcie mi coś.