Dodaj do ulubionych

jeśli czujecie, że nie chcecie być matkami.długie

06.06.09, 23:32
moja odpowiedź jest prosta : USUŃCIE... Mylę, że łatwiej jest o tym
zapomnieć, niż potem męczyć się w niechcianej roli
matki...krzywdząc przy tym dziecko, ktoremu potrzebna jest
szczęśliwa, uśmiechnięta matka.
Opiszę swoją sytuacją (pewnie nikt kto mnie zna w życiu nie
przypuściłby, że ja mogę tak myśleć). Obecnie mam skończone24lata.
Odkąd pamiętam czułam, że ja nie chcę dzieci,że bycie matką to nie
dla mnie rola. Wszyscy mówili, spokojnie masz czas, instynkt
nadejdzie w odpowiednim momencie - a ja pytałam ,, a czy każda
kobieta musi być matką?ja nie chce, mam inny pomysł na życie''
miałam, wszystko układalo się po mojej mysli, chciałam dostać się na
Jagielonkę, dostałam się, przez pierwsze lata studiów, mimo ciągłych
imprez, wypraw na stopa po kraju i Europie, wszystkie egzaminy
zaliczałam w pierwszym terminie. Od 17roku życia byłam wciąż z
jednym i tym samym facetem, którego mocno kochałam a teraz?to nie
istotne w tym wątku. On z kolei miał zupełnie inne podejście do roli
ojca. Odkąd poznaliśmy się,marzył mu się brzdąc, jak to mówił ,,taki
mały człowieczek, mój własny, któremu móglbym wpajać swoje wartości
i dla którego byłbym najcudowniejszym tatą na świecie''Oczywiście
znał mój pogląd posiadanie dziecka, jednak był pewny, że po prostu
do tego dorosnę... Na 4 roku, mimo, iż zabezpieczaliśmy sie jak
zawsze, miesiąc jeden nie ma okresu, ja czuję, że coś jest nie tak,
test - 2kreski, mój strumień łez, przerażenie, uczucie drżenia w
każdym calu ciała a ON??Dzika radość, skakanie pod sufit, ściska
mnie tuli, powtarza jaki to jest szczęśliwy, jak bardzo mnie kocha,
jak cudownie, że zostaniemy rodzicami, przecież już kończymy studia
i to po renomowanej uczelni, wiec wszystko będzie dobrze, z pracą
też nie będzie problemu - ogólnie tylko się cieszyć. Ja powiedziałam
tylko : ,,ja nie mogę być matką...'',słowa, które zostały zaraz
zagłuszone. Gdy zapytalam ,,może usunę?'' z jego oczu popłynęły łzy,
potem wściekł się i kazał przepraszać to ,,nionio w brzuszku''jak
mogłam w ogóle to wypowiedzieć. Rodzice i moi i jego byli szczęśliwi
(aczkolwiek zaskoczeni, szczególnie mój tata, który jedynie moje
podejście do niechcenia dzieci, traktował poważnie, może on jedyny
mi wierzył...)Za szybko wszystkim rozpowiedział,już następnego dnia
wszyscy na Wydziale wiedzieli, że będziemy rodzicami...nie miałam
wyjścia..nie wiedziałam...gdzie..?jak?..
Wiecie jak trudno było oswoić się z rosnącym brzuchem i z kimś w
środku kogo nigdy się nie chciało?!na kogo się nie czeka??staralam
się, a A. szalał z zachwytu, chodził ze mn na każdą wizytę,
2miesiące przed rozwiązaniem już czekał gotowy pokoik,A.wszystkim
się zajął, był przy porodzie, który mimo, iż był niesamowicie
traumatycznym dla mnie przeżyciem ze względu na ogrom
cierpienia,bólu to muszę przyznac, że gdy położono mi już dziecko na
piersi - poczułam błogie szczęście, euforię. Poczułam, że pokocham
tą ,niechcianą'' istotę. Wszystko pięknie, tylko, ze ja codziennie
budząc się, żałuję, że JEDNAK jestem matką...wciąz czuje,że nie tak
miało wyglądać moje życie, że nie tego chciałam.A.sprawdza się w
roli ojca cudownie...W zasadzie On jest tez matką. Od początku
wstawal do córci nocami,karmić, przewijać, bo nie karmiłam piersią
rzecz jasna - nie miałam pokarmu...a może nie chcialam mieć...ja co
prawda na vroku niewiele mam już zajęc, ale gdy tylko on jest w domu
wychodzę, z corcią zostaje babcia, dziadek, ciotki, nawet niania, a
ja uciekam z domu, żeby być w nim jak najmniej, bo czuję sie
cholernie niekomfortowo w tej roli. Zasypiam i budzę się
cierpiąc...nocami po kryjomu wylewam łzy, serce mi pęka a w dzień
udaję uśmiechniętą, aktywną szczęśliwą mamę, którą nie jestem
sercem... Ciekawa jest co będzie ze mną dalej...jak długo tak
jeszcze kolokwialnie pisząc ,,pociągnę''........
Obserwuj wątek
    • zero_0 Re: jeśli czujecie, że nie chcecie być matkami.d 07.06.09, 21:10
      A jak długo jesteś już matką?
      • itamarati Re: jeśli czujecie, że nie chcecie być matkami.d 08.06.09, 00:38
        18miesięcy...
        • oliwija Re: jeśli czujecie, że nie chcecie być matkami.d 08.06.09, 05:19
          co ci moge powiedziec....
          podjęlas taką a nie inna decyzje............

          Czasmi kobieta podejmuje decyzje o tym ze usunię ciąze bo nie ma
          nikogo kto by z nia potem był tak jak ojcec Twojego dziecka....
          czasami jak u mnie ojciec pierwszego dziecka grzoi ze zabije ciebie
          i to juz narodzone jak nie usuniesz drugiej ciazy... i robisz to
          aby chronic siebie i to narodzone..... czasmi dal ciebie ciaza to
          suniecie piprzyka....
          każda decyzja jest inna......

          kobieta powinna miec prawo wybory.... nie tylko ze wzgledu na swoje
          przekonania ale na ze wzgledu na siebie..... ale zawsze ktos
          powinien jej doradzic i powiedziec , przedstawic mozliwosci i
          ewentualne konsekwencje jej każdego wyboru.

          Zazdroszcze ci ze masz przy sobie kogos kto dba o was obie..... ja
          tak nie miałam. Mimo ze jestem za aborcja.... za prawem do usunięcia
          ciazy kiedy wiadomo człowiek urodzi sie chory i na samym starcie
          bedacy gorszy od inych bo chory bo bez ręki nogi bo z porażeniem
          mózgowym itd,,,,,, to uwazam ze powinno sie karac tych którzy
          powoduja ze my kobiety podejmujemy czasmi wbrew sobie - moze
          nieswaidomie takie decyje.... zrąówno te w jdna jak i w druga
          strone.....


          do miłości nie da sie zmusić.... tak matki jak i ojca dziecka.....

          ale postaraj sie polubic soją córeczkę..... ona na pewno kocha cie
          bezwarunkowo.... bez wzgledu na to jak i co robisz.
          Zdrówka dla ciebie i malej damy:)
          • itamarati Re: jeśli czujecie, że nie chcecie być matkami.d 08.06.09, 11:51
            ale ja ją bardzo kocham, po prostu nie jestem szczęśliwa w roli
            matki...może kiedyś to się zmieni....
            są chwile kiedy gdy wtula sie we mnie,ja płaczę, bo wiem jaka jestem
            niesprawieliwa, że mówie, że jestem nie szczęsliwa...bo teoretycznie
            nie mam do tego powodów... ona jest zdrowa, ja też, kończę studia,
            A. wciąż zapewnia o swojej miłości do mnie, choć własnie dla niej
            stracił głowę i teraz to ona jest jego całym światem, niczego pod
            względem materialnym nam nie brakuje... a jednak ja nie potrafię
            czerpać radości z życia rodzinnego...
            • mama.rozy Re: jeśli czujecie, że nie chcecie być matkami.d 08.06.09, 12:21
              a może jakaś terapia?dla ciebie,tak czytając,może coś,gdzieś,było w twoim życiu
              nie tak,może musisz to dopiero zobaczyć?wydaje mi się,że to juz trochę długo
              trwa jak na zwykłą niechęć.mam koleżankę podobna do ciebie,też nie wyobraza
              sobie posiadania dziecka,tak fizycznie.więc rozumiem(a jak chcesz poznać
              dziewczyny które miały podobne problemy-z zaakceptowaniem dziecka-to zapraszam
              na forum aborcja,bez obiektywnie:).bo obiektywne to na pewno nie jesteśmy:)ale
              na pewno spotkasz się ze zrozumieniem.pozdrawiam serdecznie.
              • itamarati Re: jeśli czujecie, że nie chcecie być matkami.d 08.06.09, 15:37
                a to jest takich więcej?Myślałam, że tylko ja jestem taka wyrodoną
                matką...choć wiem, że są gorsze..nigdy w życiu bym jej nie
                skrzywdzila, chyba nie jestem w stanie ich zostawić, odejsc, wiec
                też nie będzie wychowywac sie bez mamy. Cały mój problem polega
                jedynie na tym , że źle czuję się w tej roli, ot i tyle...kosztem
                szczęścia mojego dziecka nieszczęśliwa będe ja... proste...jednak
                chyba nie tak to wyglądac powinno...
                Wiesz mamo.rozy tez sie zastanawiam co i gdzie było w moim życiu nie
                tak... może zbyt szczęśliwe dzieciństwo?Miałam pełną rodzine,
                kochajcych się rodziców, zawsze miałam co chciałam, nie oszukujmy
                się jako jedynaczkę, rodzice rozpieszczali mnie i może tu tkwił
                błąd... nie wiem... A. przykładowo nie miał ojca, za to teraz sam w
                ej roli jest rewelacyjny. Tyle oddania, czułości. Wraca z pracy i
                mimo, że zmęczony w ogóle tego nie okazuje - zajmuje się mała aż do
                momentu kiedy ją kąpie i utula w ramionach do snu...
                • mama.rozy Re: jeśli czujecie, że nie chcecie być matkami.d 08.06.09, 20:44
                  może cos w tym być.spróbuj porozmawiac z kimś dobrym.jak chcesz,to pisz na
                  gazetowego.dam dziewczynom znać,żeby cię trochę podniosły.ale wejdź też do nas
                  na tamto forum.jak jesteś z okolic Warszawy to możesz wpaść do mnie się podołować.
                • twoj_aniol_stroz Re: jeśli czujecie, że nie chcecie być matkami.d 09.06.09, 09:59
                  Tak sobie rozmyślam nad Twoją sytuacją, przeczytałam Twój wpis na
                  poczatku i cały czas myślę :)
                  Mama róży ma rację, że gdzieś dzieciństwo jest tu problemem, może to
                  jakieś bardzo duże wymagania rodziców, może ich miłość "za coś" (np
                  za powiedziany wierszyk, grzeczne zachowanie, dobre stopnie), a może
                  wręcz przeciwnie brak jakichkolwiek wymagań, jakiejkolwiek pomocy, a
                  może to było "kupowanie" miłości dziecka na zasadzie dziecko z
                  nianią, rodzice do pracy, ale wiem, że tak nie powinno być, więc
                  kupię zabawkę, żeby uciszyć moje wyrzuty sumienia... Sama nie wiem,
                  to Ty musisz tu pogrzebać. Jedno jest pewne: bardzo dobrze, że nie
                  zakładasz maski kochającej mamusi, tylko umiesz sama przed sobą
                  przyznać, że męczysz się w roli mamy. To juz połowa sukcesu, teraz
                  trzeba się dogrzebać do przyczyny takiego stanu rzeczy :) Od razu
                  mówię, że to dogrzebywanie się bardzo boli (sama tego doswiadczyłam,
                  więc wiem o czym mówię), często mity z dzieciństwa sie walą i trzeba
                  odbudować swoją tożsamość na nowo... Ale warto, bo to bardzo
                  wyzwala. Wiem także co znaczy nie kochać własnego dziecka, mało
                  tego, wiem także co znaczy kochać nad życie młodsze, a nie kochac
                  starszego :( Bardzo bolało kiedy sobie to uświadomiłam (całe
                  szczęście dość szybko)... Ble, koszmarne uczucie... Teraz jest
                  dobrze, ale kosztowało mnie to sporo pracy...
                  Podobnie jak Mama.róży napiszę :) (papuguję, hihihi), chcesz możesz
                  pisać na priv... możemy się wspólnie pogimnastykować nad Twoim
                  dzieciństwem, możemy razem popłakać i przejść przez ten trudny
                  czas :)
                  • nowako-wa Re: jeśli czujecie, że nie chcecie być matkami.d 09.06.09, 16:04
                    o ,ile tu trafnych uwag-brak radości z życia zawsze ma jakieś
                    korzenie, a pomyśl wcześniej, bez dziecka byłas szczęśliwa?- czy
                    naprawdę to dziecko zawaliło ci świat, czy może wcześniej coś było
                    nie tak.Bo oprócz prostego osądu- księzniczkę spotkało trochę pracy
                    i obowiązków i jest nieszczęśliwa ( przepraszam za określenie, to
                    tylko przykład)- to powodow może być wiele.Jeśli do nch nie dotrzesz
                    będziesz się męczyć ,zyjąc pomiędzy młotem a kowadłem.
                    Może w tobie jest jeszcze niezgoda na to co się wydarzyło- nie
                    chciałas być mamą ,a cię niejako zmuszono.Na to jest najlepsza rada-
                    zaakceptować ten fakt- bo Twoje macierzyństwo jest faktem .Często
                    nam sie wydaje ,że można okłamywać samych siebie- a to iluzja...
                    Los jest od nas większy i brak jego akceptacji boli- bo jestem za
                    gruba, za niska, biedna itd. w ten sposób ciągle serwujemy sobie
                    depresje.
                    A może warto poszukać dobrego psychologa i opowiedzieć mu całą
                    prawdę - może on poskłada to w całość.
                    Życzę Ci, abyś potrafiła pokonać niechęć do macierzyństwa, bo to ono
                    powinno ci dawać motywację do życia a nie ją odbierać...
                    • itamarati do nowako-wa 09.06.09, 18:41
                      W odpowiedzi na Twojego posta - tak wcześniej byłam cholernie
                      szczęsliwa, zawsze postrzegana przez innych jako niepoprawna
                      optymistka w różowych okularach. Ba!byłoby dziwne gdybym wtedy nie
                      byla : młoda, zdrowa, mająca powodzenia dziewczyna, studiująca na
                      wymarzonym kierunku, jeżdżąca na stopa w chwili ,,zachcianki'',
                      posiadająca świetnego faceta, na którym nigdy się nie zawiodła,
                      który wciąż sprawiał, że się w nim ponownie zakochiwała co rusz na
                      nowo...czego chcieć więcej?
                      Wydaje mi się, że Twój prosty osąd jest słuszny.... to samo
                      usłyszałam od A. któregoś dnia, dokładnie jakbyś Go cytowała...
                      Również masz racje...we mnie wciąż jest niezgoda na to co się
                      wydarzyło, na to, że ja osoba zawsze pewna siebie, asertywna, wtedy
                      (pamiętam ten dzień jak dziś-gdy zobaczyłam te 2 kreski)nie miałam
                      odwagi zawalczyć o to, czego ja chcialam, czyli dalej takiego
                      hedonistycznego życia jakie prowadziłam....
                  • itamarati do ,,mojego anioła stróża'' 09.06.09, 18:31
                    szczerze nie spodziewałam się takiego oddzewu... zrozumienia...bylam
                    przekonana, że zostanę potępiona.
                    Grzebiąc w moim dzieciństwie...wydaję mi się, że rodzicom naprawdę
                    nie mogę z perpsektywu nic zarzucić, żadnego rażącego błędu
                    wychowawczego. Rodzice nigdy nie stawiali przedemną wielkich
                    wymagań, to, że dobrze się uczyłam, wynikało z tego, iż po prostu
                    lubiłam, byłam ciekawa świata, a Oni umożliwiali mi jego poznawanie.
                    Od najmłodszyl lat dużo podróżowałam z rodzicami. Zawsze mialam i
                    nadal mam z nimi świetny kontak. Mama była i poniekąd jest moją
                    prawdziwą przyjaciółka, której o wszystkim mogę powiedzieć,
                    choć...odkąd ja jestem mamą, nasze relacje uległy zmianie..Córka już
                    sie w sumie nie liczy teraz wnusia to jej cały świat, sama
                    przyznaje, że mała wygląda identycznie jak ja kiedy byłam mała. A
                    propo kupowania dziecka, to tak w moim przypadku nie było : mimo, że
                    materialnie niczego mi nie brakowało, rodziców miałam przy sobie -
                    mama większość czasu nie pracowała ( bo nie musiała) za to tata
                    rzadziej był w domu. Nie narzekalam nigdy na brak zainteresowania z
                    ich strony.
                    Nie wiem gdzie grzebać i co mi to da...
                    • twoj_aniol_stroz Re: do ,,mojego anioła stróża'' 09.06.09, 19:46
                      > szczerze nie spodziewałam się takiego oddzewu...
                      zrozumienia...bylam
                      > przekonana, że zostanę potępiona.
                      A za co miałabyś zostać potępiona? Za uczucia, kóre żywisz? Uczucia
                      są i nie ma na to rady... Uczucia są nam dane po to by postarać się
                      zrozumieć coś co dzieje sie w nas znacznie głębiej... Jeśli
                      wypieramy jakieś uczucie to ono nie znika, my tylko zakładamy maskę
                      i spychamy to uczucie głębiej, przyklepujemy i udajemy, że go nie
                      ma. Ale to, że my udajemy, że tego uczucia nie ma, to jeszcze nie
                      oznacza, że go faktycznie nie ma. Ono jest i powoduje, że robimy
                      różne głupie rzeczy nie zdając sobie sprawy co nami fakycznie
                      kieruje... Bardzo dobrze, że umiesz głośno powiedzieć co czujesz, to
                      daje Ci szansę na zasanowienie się co dalej z tym fantem począć :)
                      > Mama była i poniekąd jest moją
                      > prawdziwą przyjaciółka, której o wszystkim mogę powiedzieć,
                      > choć...odkąd ja jestem mamą, nasze relacje uległy zmianie..Córka
                      już
                      > sie w sumie nie liczy teraz wnusia to jej cały świat, sama
                      > przyznaje, że mała wygląda identycznie jak ja kiedy byłam mała.
                      A może to co czujesz teraz to jakiś żal do mamy, że już nie jesteś w
                      centrum jej zainteresowania? Tylko gdybam, ale tak jakoś mi to
                      przyszło do głowy, więc nie przywiązuj się za bardzo do tej myśli :)
                      Po prostu weź ją pod uwagę jako jedną z możliwości :)
                      Na koniec jeszcze jedna uwaga. To, że Cię nie potępiam, nie oznacza,
                      że zgadzam się z Tobą w kwestii rady jakiej udzieliłaś na wstępie.
                      Rozumiem Twoje uczucia, natomiast ja nie udzieliłabym takiej rady,
                      bo tak naprawdę nie możemy miec pewności, że aborcja byłaby w tej
                      sytuacji lepszym wyjściem. Być może chwilowo tak, być może na
                      początku bardzo byłabyś szczęśliwa, ze masz problem z głowy, ale...
                      przecież nie wiesz co byłoby dalej, czy byłabyś nadal z tym samym
                      facetem, czy kiedyś w przyszłości nie zmieniłabyś zdania w kwestii
                      bycia mamą... Tego nie wiemy i nigdy się nie dowiemy. Teraz jesteś
                      nieszczęśliwa w takiej, a nie innej sytuacji i dlatego aborcja jawi
                      Ci się jako wspaniała alternatywa, z której nie skorzystałaś. To
                      jest zupełnie normalne. Człowiek właśnie tak jest stworzony. W
                      ekonomii jest pojęcie kosztu alternatywnego, czyli jeśli wykonuję
                      jakąś pracę (np. będąc szefem działu marketingu prowadzę nabór
                      pracowników) to nie wykonuję jakiejś innej pracy (np. nie opracowuję
                      planu marketingowego). To nieopracowywanie planu marketingowego jest
                      właśnie kosztem alternatywnym mojej pracy. W ekonomii to jest
                      wyliczalne, w życiu nie i jest to powód wielu niepotrzebnych
                      frustracji człowieka.
                      • nowako-wa Re: do ,,mojego anioła stróża'' 09.06.09, 20:36
                        Widzę ,że odzywają się mądre kobity- a mądre to takie co przeszły
                        coś w życiu i wyciągnęły wnioski,a nie co wydaje im się ,że są
                        mądre. Grzebanie w przeszłości to 1 krok do zrozumienia- siebie i
                        sytuacji w której tkwimy.Widzisz ja pomimo iż miałam prawie wszystko
                        czułam się coraz bardziej nieszczęśliwa- okazało się ,że 4 aborcje
                        których dokonałam robiły swoje- nie potrzebowały mojego
                        przyzwolenia - do tego doszedł mąz , który mnie dominowałi...
                        zwariowałam - 9 m-cy leczenia, 2 pobyty w psychiatryku- to skrajny
                        przykład kiedy się żyje wbrew sobie- dlatego jak się "
                        niepoukładasz" może być ci coraz ciężej, bo chyba samo nie
                        przejdzie, jeśli mała ma 18 miesięcy. Nawet nie masz pojęcia jak
                        poukładanie sobie pewnych spraw otwiera nam oczy i wszystko pomału
                        robi się prostsze i oczywiste, dlatego zrozumiene dlaczego tak
                        czujesz jest ważne.Teraz to co napiszę może nie być zbyt miłe, ale
                        chciałabym ci pomóc ,a nie słodzić.
                        Życie to nie bajka- d tej pory wiodło ci się dobrze- szło w/g
                        Twojego planu i mogłaś być panią dla siebie .Dziecko nieodwracalnie
                        to zmieniło. Kiedy myslisz o aborcji jako najlepszym rozwiązaniu-
                        negujesz stan obecny, gdybasz, wzbiera w Tobie żal i niechęć ,
                        uważasz ,że tamto rozwiązanie byłoby lepsze- to tak jak byś kupiła
                        fajną kieckę i zamiast się nią cieszyć wciąż wspominała tę , którą
                        nie kupiłaś. Takie myslenie już cię unieszczęśliwia. A gdybyś
                        dokonała tej aborcji... dziś nie wiesz jak byś się czuła...A napewno
                        już wiesz ,że czasem nie mamy nad naszymi uczuciami kontroli,
                        więc.... Dlatego taak ważne jest nie gdybać -dziecko jest i basta- a
                        teraz od Twojego podejścia zależy szczęście Twoje, jego całej
                        rodziny. A uwierz masz 24 lata- takie luzne życie moze i piękne, ale
                        na dłuzszą metę kompletnie nie wartościowe.... pomyśl , może
                        obudziłabyś się po 40 - znudzona , rozkapryszona, z poczuciem ,że
                        przechulałasś najpiękniejsze lata- zostałby po nich tylko niesmak...
                        I jeszcze jedno: NIE MA NIC ZA DARMO - dzieci to cud natury, ale ile
                        wymagają poświęcenia, wyrzeczenia-na ich miłośc trzeba sobie
                        zapracować- jeśli nie zaangażujesz sie w wychowanie córki- możesz
                        kiedyś z zazdrością patrzeć jak mąz świetnie będzie się z nią
                        dogadywał, a ty będziesz dalej ...gorzknieć.Tylko to co trudne jest
                        w życiu naprawdę wartościowe.Każdy ma jakieś zadanie w życiu do
                        przejścia , u ciebie dopiero teraz zaczęły się schody - inni mają
                        całe życie pod górkę . Czasem warto pomyśleć o cudzej biedzie wtedy
                        nasze problemy wydają się małostkowe...
                        I na koniec jeszcze jeden przykład z mojego życia: mając 16-letniego
                        syna zapragnęłam być jeszcze mamą - teraz z moimi doświadczeniami,
                        kiedy się nacieszyłam życiem... to nie zawsze takie proste- w 6
                        miesiącu przedwczesny poród - mały przeżył 2 tygodnie-straszny
                        ból...jestem dalej po wszystkim radosną osobą , bo... pogodziłam się
                        ze stratą - przyjęłsam od losu to co dał... wtedy dopiero przyszło
                        ukojenie.To dziecko mogło być bardzo niepełnosprawne- dziękuję ,że
                        Bóg go zabrał- ale sprawa wiary to już odrębny temat...
                        Mam nadzeję ,że Cię nie uraziłam moim postem - czasem dobrze po
                        patrzeć na swój problem oczyma innych...
                        www.szkaplerzmaryji.blog.onet.pl
                        • mama.rozy Re: itamarati 10.06.09, 09:30
                          mówiłam że fajne dziewczyny?
                          ja pomyślałam to samo co stróż-może(ale nie gniewaj się za to),tak naprawdę to
                          ty wolałabyś być tym dzieckiem?to taki trochę syndrom Piotrusia Pana i kiedy
                          nagle taka osoba ostaje sprowadzona do pionu-chociażby właśnie przez ciążę(która
                          wtedy jest koszmarem,bo zmienia sie ciało,nad którym się nie
                          panuje),poród(całkowity brak kontroli,a w dodatku boli),a teraz wejście w rolę
                          osoby dorosłej,matki,którą się nie chce być.może to to?pewnie,że przed dzieckiem
                          było fajnie,ja oststnio często wspominam takie czasy...a w dodatku masz
                          facta,który jest supertata,jak tu się nie załamać?
                          muszę lecieć,pozdrawiam.
                • marina111 Re: jeśli czujecie, że nie chcecie być matkami.d 28.08.09, 01:28
                  Ja tez nie chce miec dziecka i baaaarzo sie boje ze moge kiedys czuc
                  cos takiego jak ty.

                  moze odejdz od nich. On jest szczesliwy bo ma dziecko, córka ma
                  super ojca. Twoj duł i poczucie rozczarowane nie bedzie polepszało
                  ich zycia.
                  innym wyjsciem jest terapia, warto sprobowac bo długo w takiej
                  sytuacji sie nie da
                  • itamarati dawno mnie nie było ale jestem i... 19.11.09, 23:04
                    muszę się z Wami tym podzielić. Otóż po napisaniu tego wątku, wtedy
                    w sierpniu, poczułam, że czas coś zmienić, że dłużej tak być nie
                    może. Skoro byłam w stanie wyrzuć z siebie te emocje, odczucia tu na
                    forum, to poczułam, że tymbardziej mogę z nich zwierzyć się tym,
                    którym ufam. Poprosiłam mojego tatę i mojego m. o kilka dni tylko
                    dla Nas, bo chcę z nimi porozmawiać, powiedziałam, że mam problem i
                    potrzebuję pomocy. Jako, że czas wakacji sprzyjał wyjechaliśmy na
                    kilka dni, mama została z małą. Miło zaskoczyło mnie, że oboje i
                    tata i M, nie mieli większych obiekcji, nie zadawali zbędnych pytań,
                    po co?dlaczego nie możemy jechać całą rodziną itp... Drugiego
                    wieczoru, na miejscu wszystko im opowiedziałam, m.poniekąd już dawno
                    widział co się ze mną dzieje, że nie jest mi dobrze w roli mamy itd.
                    płacząc wyrzucałam z siebie wszystkie te złe uczucia,
                    emocje :frustracje, złość, niezadowolenie. Widziałam smutek w oczach
                    taty, chwilową bezradność w oczach m. Jednak jak to faceci, rzeczowi
                    i konkretni stwierdzili, że rzeczywiście coś trzeba z tym zrobić,
                    najważniesze, że zapewnili, iż nie zostawią mnie z tym samymi i że
                    doceniają moją szczerość. Po powrocie przełamałam sie i poszłam do
                    psychologa, do którego tata mnie zapisał. Nie sądziłam, ze taka bądź
                    co bądź romowa może cokolwiek zmienić w moich odczuciach...a jednak.
                    Chodziłam co tydzień i czułam, że to nawet może troche pomaga. Jest
                    co raz lepiej, więcej czasu spędzam z córcią, kiedy w nocy
                    przychodzi do naszego łóżka, wtula się we mnie, całuje mnie - płaczę
                    ale już ze szczęćia...
                    • nowako-wa Re: dawno mnie nie było ale jestem i... 20.11.09, 11:05
                      Bardzo się cieszę itamarati że podjęłaś jakieś kroki...bo ludzie często narzekają a nic nie robią w kierunku zmian.
                      Naprawdę aż miło przeczytać Twój post.
                      Co cię nie zabije to cię wzmocni- mamy w sobie niesamowitą siłę do wciąż powstawania na nowo- trzeba tylko podjąć wysiłek i walkę...
                      Ja zaczynam 22 tc i pomimo dramatycznych przeżyć i problemów z obecną ciązą nie pozwalam sobie na narzekanie- szkoda życia...bo ono jest takie jakie ja będę chciała je zobaczyć.
                      Trzymaj się i pisz...bo aż miło czytać.
                      • mama.rozy Re: dawno mnie nie było ale jestem i... 21.11.09, 21:01
                        i ja się cieszę,że wróciłaś w takiej formie:)
                        trzymaj się ciepło,może nas kiedyś wesprzesz na drugim forum-aborcja?trochę już
                        przeszłaś i może to pomoże komuś się zastanowić i nie popełnić błędu...?
                        pozdrawiam serdecznie,dorota
                    • twoj_aniol_stroz Re: dawno mnie nie było ale jestem i... 22.11.09, 18:24
                      Jak dobrze czytać takie wieści :)
                      Dziękuję, że to napisałaś :*
                    • iktoto Re: dawno mnie nie było ale jestem i... 23.11.09, 12:25
                      dopiero teraz przeczytałam Twoją historię, cieszę się że jest lepiej.
                      Zauważylam, że pojawiają się na forach czasem osoby, które powinny
                      być szczęśliwe, mieli cudowne dzieciństwo, nie można sie do niczego
                      przyczepić, super facet, wielka miłość, dziecko itp ale coś jednak
                      jest nie tak, dostajecie jakąś lekcję do przerobienia. W waszym
                      życiu też musi się coś zawalić, czegoś musicie doświadczyć, aby
                      stanąć na własnych silnych nogach. To też trudne doświadczenia.

                      Cieszę się :)
                      monika
    • lobo3 Re: jeśli czujecie, że nie chcecie być matkami.d 24.01.10, 06:08
      Witam.Twoja historia to tak jakbym czytala o sobie.Za kilka tygodni
      urodze a ja ciagle mam do siebie ogromny zal,ze nie usunelam,ze nie
      ratowalam sama siebie.Jak ja zaluje.Cala ciaze przeplakalam,nie
      akceptuje tego dziecka do teraz.Jestem troche starsza bo mam juz 31
      lat..tylko co z tego?Moj maz byl i jes zachwycony tym,ze bedzie jego
      upragnione dziecko..a ja?To nie byla do konca wpadka,mialam dylemat
      czy miec czy nie dziecko.Przez dlugi czas nie bylo ciazy.W momencie
      kiedy tylko test byl pozytywny zrozumialam co zrobilam.Bylam tak
      przerazona,ze nie bylam w stanie rozmawiac.Po kiku godz sie
      poplakalam.Pragne aby to dziecko odeszlo.Mam mysli
      samobojcze..Chwilami nawet widze jak ja go dusze torebka
      foliowa..Ale po co?Przeciez moge odejsc od nich,zrzec sie praw i
      zapomniec.Ale czy bedzie mi wtedy latwiej?Jak ja mam teraz zyc???
      • wiesia140 Re: jeśli czujecie, że nie chcecie być matkami.d 24.01.10, 15:25
        Zacznij przede wszystkim od terapii. Poszukaj jeszcze teraz masz trochę
        czasu do porodu, później kontynuuj. Powiedz o tym swojemu mężowi nich on
        się zajmie dzieckiem dopóki ty nie będziesz w stanie normalnie funkcjonować
        z dzieckiem Dobrze , ze uświadomiłaś sobie swoje uczucia, masz szansę
        nad nimi zapanować. Spróbuj, bo warto... oddać do adopcji, czy zrzec się
        praw zawsze zdążysz, ale traktuj to jako ostatnią ostateczność.
      • twoj_aniol_stroz Re: jeśli czujecie, że nie chcecie być matkami.d 25.01.10, 11:32
        Poniekąd wiem o czym piszesz... Ja nie kochałam mojej córki, nie
        ułatwiało pokochanie jej także to, że była dzieckiem nadwrażliwym i
        nie pozwalała się przytulać. Wszystko zimne, daleki i ja myśląca
        tylko o tym, że zaraz usnę na stojąco, że jestem sama ze swoim
        problemem, że wszyscy wkoło zachwyceni, że gratulują bycia mamą, że
        oczekują mojego szczęścia, że uważają, że spotkało mnie samo
        dobro... A ja? A ja byłam nieszczęśliwa, pełna żalu, że to nie tak
        miało wyglądać... Bardzo było mi wówczas ciężko. Nie będę opisywać
        co przeszłam, terapia mi pomogła, wylazły rzeczy z mojego
        dzieciństwa, które bardzo bolały, które musiałam przeżyć jeszcze raz
        i tym razem nie zakopać gdzieś głęboko, ale przetrawić je solidnie.
        Dziś córka ma 11 lat i kocham ją bardzo, dziś jest moją małą
        przyjaciółką, która troszczy się o mnie podobnie jak ja teraz o nią.
        Wierzę, że Ty też kiedyś będziesz mogła napisać takie słowa, bardzo
        gorąco Ci tego życzę.
        Też radzę Ci terapię. Wcale nie napiszę, że będzie łatwa, że szybko
        wszystko się wyjaśni, ale wędrówkę ku słońcu i szczęściu warto
        zacząć już teraz. Na razie w Tobie jest ból, żal, ciemność, zimno,
        ale powoli z dobrym terapeutą wyjdziesz na światło :) Jeśłi chcesz
        się wypłakać, wyżalić to zapraszam na priv, jeżeli tylko ma Ci to
        przynieść ulgę to nie wahaj się i pisz.
        • itamarati Re: jeśli czujecie, że nie chcecie być matkami.d 29.01.10, 00:17
          Ja ze swojej strony życzę Ci aby tak jak w moim przypadku, kiedyś
          Twoje łzy bólu i żalu zamieniły się w łzy szczęścia. Bycie matką to
          nie jest łatwy kawałek chleba... o nie... szczególnie gdy nie jest
          się stworzonym do tej roli, jednak WARTO zawalczyć dla siebie, dla
          tej małej istoty. Wiesz teraz kiedy słucham bicia serca małej jak
          się do niej przytulam gdy już śpi, jestem szczęśliwa, że to serce
          zaczęło bić we mnie... ehh... nie sądziłam, ze kiedyś tak pomyślę,
          tak napiszę. Dodam jeszcze, że to wspaniale, że ojciec Twojego
          dziecka cieszy się na jego przyjście, mi to męskie wsparcie wiele
          dało, choć jak wiesz po przeczytaniu moich wcześniejych wątków, nie
          odrazu nie to doceniałam.
    • atowlasnieja A ja nie pójdę na terapię 22.02.10, 12:43
      jestem złą matką. Z wpadkowej ciąży (brak porządnego zabezpieczenia
      bo nigdy bym się nie zdecydowała na dziecko). Zabroniłam sobie źle
      myśleć o ciąży (nie CIESZYŁAM SIĘ tylko ZABRONIŁAM ŹLE myśleć,
      wyparłam na siłę wszystkie argumenty przeciw macierzyństwu).

      Chłop się cieszył szalenie. Co mnie wcale nie dziwi bo jest z
      okolicy gdzie dziecko to babska sprawa. Dla niego to były tylko
      laury że potrafi spłodzić dziecko a dla mnie cała reszta.

      Jak mała miała pół roku i zaczęła się żywić nie tylko moim mlekiem
      zapragnęłam wyjścia z mężem. I tu zaczynają się schody: facet nie
      miał czasu dla mnie za to na wyjścia z kumplami miał czas. Zaczęłam
      się sama urywać… Ale co to za frajda? W końcu miałam męża chciałam z
      nim wyjść. Poza tym równie dobrze mogłam dziecko zostawić samo bo
      facet dupy nie ruszał by małą nakarmić/ przewinąć/ położyć spać jak
      padnie na podłodze…
      Poprosiłam o pomoc, psychologa: „załatw sobie to ci potowarzyszę”…
      Jasne! Tak samo to on mi obiecywał wspólne wyjście do kina!

      Owszem mogłabym pójść na terapię tylko powiedzcie mi dziewczyny: DLA
      KOGO? Dla męża który ma mnie głęboko w poważaniu, a może dla jego
      bachora?
      Ostatnio po chorobie małej powiedziałam „nie wiesz jak się cieszę że
      wreszcie zaczęła mieć apetyt…” „czyli się z niej cieszysz? :D”…. nie
      miałam nawet siły wytłumaczyć mu że nie cieszy mnie dziecko tylko to
      że nie jest upierdliwe, że nie muszę karmić na siłę i się
      zastanawiać czy puści pawia czy nie.


      I uważam że rezygnacja z antykoncepcji była niewybaczalnym błędem.
      • ilonka810303 Re: A ja nie pójdę na terapię 23.02.10, 08:07
        .. rozumiem to co napisałaś i Ciebie w pewnym stopniu....a co do
        tego przestrzegania prawa lub nie to mam to samo zdanie , głupie
        (żeby nie napisać dosadniej) prawo i tyle!!! zaszłaś MASZ
        URODZIĆ...walka o embriony nadal trwa!!! natomiast dzieci
        urodzone,nie koniecznie chciane, niech sobie same radzą!!!
        • atowlasnieja Re: A ja nie pójdę na terapię 23.02.10, 08:33
          oj nie zauważyłam że wkleiła mi się automatyczna stopka. Muszę
          jednak na nią uważąć.
      • twoj_aniol_stroz Re: A ja nie pójdę na terapię 23.02.10, 12:18
        Pytasz dla kogo masz iść na terapię, czy dla męża, czy dla bachora.
        Ani dla jednego, ani dla drugiego. To nie tak :) Ty jesteś
        nieszczęśliwa, to Ty czujesz sie źle i dla siebie powinnaś to
        zrobić. Psychoterapia jest przede wszystkim dla tego, który na nią
        chodzi. Niestety doskonale wiem o czym piszesz. Ja też nie widziałam
        sensu pójscia na terapię, bo z jakiej racji ja mam się zmieniać dla
        faceta?! Aż spotkałam kogoś, kto powiedział: oszalałaś? dla jakiego
        faceta? kobieto, dla siebie a nie dla faceta!
        Ty też zrób to dla siebie, to nie jest tak, że psychoterapia
        spowoduje, że będziesz zmieniać sie wbrew sobie dla faceta. O NIE!
        To absolutnie nie tak, psychoterapia ma pozwolić Ci uwolnić się z
        tego co teraz Cię gniecie, co boli. Psychoterapia pomaga stać się
        szczęśliwym, pomaga zrozumieć siebie, zrozumieć swoje reakcje i uczy
        jak dbać o siebie (w sensie psychicznym), jak być dla siebie dobrym
        i jak siebie pokochać :) Tego Ci właśnie życzę, życzę Ci byś
        pokochała siebie, byś była dla siebie dobra :)
        • wiesia140 Re: A ja nie pójdę na terapię 24.02.10, 15:39
          psychoterapia ma pomóc przede wszystkim tobie, owszem będzie fajnie
          jeśli on naprawdę się w to włączy, ale tu chodzi o ciebie, zrób to dla
          siebie, bo to ty się meczysz
        • atowlasnieja Re: A ja nie pójdę na terapię 28.03.10, 17:45
          dziewczyny!

          Może i mam żal do męża ale wyraźnie napisała: CIEPŁE UCZUCIA DO
          DZIECKA WYWOŁAŁAM SZTUCZNIE. Nigdy nie lubiłam dzieci, pierwsze i
          jedyne dziecko które nie wywoływało u mnie chęci zwiania z pokoju to
          była córka mojej przyjaciółki a to jedynie dlatego że na tyle sobie
          ceniłam jej matkę (a kumpela chciała pogadać ze mną a nie
          oczekiwała, że będę małą niańczyć) by wytrzymać z dzieciakiem w
          jednym pokoju.

          Nie dostałam instynktu macierzyńskiego. Zaglądam do wózków i
          uśmiecham się do dzieci bo tylko one potrafią uśmiechać się całym
          sobą. W stosunku do obcych dzieci jestem pobłażliwa i angażuje im
          zabawę by... nic nie zniszczyły lub nie zrobiły sobie ała pod
          moją "opieką" - może dlatego nikt nie traktuje poważnie moich
          deklaracji awersji do PRZEBYWANIA z dziećmi?
          • itamarati do : atołasnieja 28.03.10, 22:32
            Wiesz... rozumiem Twoje odczucia, ja też nigdy nie lubiłam dzieci i
            teraz mimo, że jestem od ponad 2 lat matką, nic w tej kwestii się nie
            zmieniło...nadal nie lubię dzieci i uważam, że nie ma w tym nic
            złego.
            Ostatnio natomiast znowu dzieje się gorzej...mała bywa nieznośna..
            (niby taki wiek, buntowniczy i awanturniczy) ale ja ciężko sobie z
            tym nie radzę.. Najbardziej dołuje mnie myśl, że ponownie zaczyna
            mnie cholernie męczyć macierzyństwo..w ogóle nie daje mi szczęścia..
            uwielbia czas kiedy mała już śpi a ja w końcu mam chwilę dla siebie..
            Nie mam ochoty bawić się z nią, często mnie irytuję, gdy np. wszczyna
            awantury, że chce baje a ja wyłączam, bo uważam, że dziecko nie
            powinno za długo siedzieć przed telewizorem a gdy ona wtedy płacze
            wniebogłosy po porostu całkowicie ją ignoruje... coraz częściej
            ...nie mam wyrzutów sumienia z powodu swoich negatywnych emocji..
            czuję się jakbym była uwięziona w tej roli...matki, której nie
            znoszę...
            • mama.rozy Re: do itamarati 31.03.10, 22:12
              właśnie niedawno myślałam,jak sobie radzisz.
              a nie mogłabyś gdzieś wyjechać,sama,na klika dni?może to by pomogło.miałabyś
              czas tylko dla siebie,odetchnęłabyś od codziennego kieratu?pomyśl.trzymam za
              Ciebie kciuki:)dorota
              • wiesia140 Re: do itamarati 02.04.10, 02:13
                przydałoby ci się takie wyciszenie
                • atowlasnieja Re: do itamarati 03.04.10, 01:36
                  wyciszenie... dobre sobie... zrozumcie dziewczyny, że nie wszystkie
                  kobiety nadają się na matki!

                  dziecko.onet.pl/43714,0,0,nie_umiem_kochac_swojego_dziecka,artykul.html


                  A u mnie luzik. Od kiedy przestałam sobie wmawiać, że jest ze mną
                  coś nie tak bo nie pieję z zachwytu, że mam dziecko jestem znacznie
                  spokojniejsza. Chociaż dentysta ostatnio mnie spytał czy mam
                  jakiegoś stresa bo po zębach widać, że mocno zaciskam szczęki.
                  • wiesia140 Re: do itamarati 05.04.10, 01:11
                    ale ,żeby podjąć jakąkolwiek decyzję , to warto się trochę wyciszyć i
                    sobie przemyśleć, decyzja podejmowana pod wpływem czynnika stresującego
                    nie zawsze wychodzi na dobre
                    • aamns Re: do itamarati 15.04.10, 19:33
                      czyli itamarati gdybys teraz miala wybor usunełabys to dzieciatko? bo
                      piszesz ze maja usunac kobiety ktore czuja to co ty?
                      • stokrotka13.net Re: do aamns 15.04.10, 22:47
                        dlaczego pytasz?stoisz przed dylematem czy urodzic, czy nie?
                        • aamns Re: do aamns 16.04.10, 13:48
                          nie , nie stoje przed takim dylematem jestem szczescliwa mama dwojki
                          dzieci tylko troche nie moge zrozumiec ze kobiety ktore juz urodzily i
                          widza takie male aniolki zaluja ze je urodzily , jesli chca usunac co
                          innego a jesli urodziily i zaluja tp troche to przykre, biedne te
                          dzieci
                          • atowlasnieja Re: do aamns 17.04.10, 02:13
                            Macierzyństwo było moim błędem. Dałam sobie zmajstrować małe bo
                            widziałam baby które dostawały kota jak nie zachodziły w ciąże
                            gdy "usiadły facetowi na kolanach".

                            Wyciagnęłam z tego błedny wniosek, że każda kobieta = matka
                      • atowlasnieja Re: do itamarati 16.04.10, 00:10
                        Jestem w podobnej sytuacji co itamarati, tzn. jestem podobnie
                        sfrustrowana i odliczam godziny z tych lat które jeszcze muszę
                        użerać się z tym moim przekleństwem. I pomimo, że znam uczucie jak
                        mówi "mama" (najczęściej to uczucie mówi "czego ty znowu szkodniku
                        chcesz!?!") nadal marzę by cofnąć czas by móc to odkręcić.
                        • jatakze Re: do atowlasnieja 03.05.10, 12:33
                          witam..ja tez wrobilam sie w macierzynstwo bo...moj facet zawsze
                          chcial.Glupia bylam myslac,ze moze byc wspaniale.Dopiero teraz wiem
                          co to znaczy SAMOTNOSC!!!!Teraz,gdy mam tzw.rodzine!!!Moj facet
                          ciagle wpatrzony w dziecko a ja widze,ze go nie odzyskam JUZ
                          NIGDY.Jak tylko moge to uciekam z domu,to na silownie,to na
                          zakupy,to na spacer,nieraz placze idac ulica bo po prostu tak mi zle
                          w roli matki.I ciagle mam ta swiadomosc,ze tylko SMIERC MNIE WYZWOLI
                          od tej sytuacji.Cierpie ale nikt mnie nie rozumie.To nie zadna
                          deprecha,ja po prostu dalam sie w to wrobic pomimo braku
                          powolania.Rozumiem Cie doskonale,czasem mam takie mysli,ze moze
                          jakas choroba mnie wyzwoli od macierzynstwa..chore to,ale prawdziwe.
                        • jatakze Re: do itamarati 03.05.10, 12:49
                          i popieram slowa itamarati,ze jesli ma sie watpliwosci po zrobieniu
                          testu ciazowego to jak najszybciej trzeba podjac decyzje.Ja
                          przynajmniej DOPIERO PO ZROBIENIU TESTU zdalam sobie sprawe w co sie
                          wpakowalam.Poczulam sie tak jak przed rozpoczeciem wlasnej drogi
                          krzyzowej,i to poczucie ponizenia..Kiedys myslalam,ze po odczytaniu
                          pozytywnego testu bedzie radosc..A to wlasnie czesto po tzw.fakcie
                          kobieta zrozumie co tak naprawde chce od zycia.Oby inne rozumialy
                          wczesniej ale u mnie tak bylo.Nawet nie wiecie jak ja pragne cofnac
                          czas!!!!
                          • eletronyka itamarati, jatakze 25.07.10, 18:09
                            CZĘSC DZIEWCZYNY!
                            Czuje tak samo jak Wy. Identycznie. urodziłam, bo nikt nie chciał mi
                            pomoc. WsZYSCY mnie olali. Nie chciałam tego dziecka. Ojciec dziecka dostał hopla! Do dziś go ma. Liczy się tylko dziecko. Nawet nie możemy nigdzie bez dziecka wyjechać! To jakiś horror! On go karmił,
                            przewijał, bawił sie. Ciągle to samo. ja nie chce tego dziecka
                            Chce by umarło. Zniknęło. Tez studiowałam jak sie pojawiło!! To bylo
                            i jest nie do opisania.
                            Piszcie Ciec mnie na poczte. Zaraz ja uruchomię
                            • eletronyka Re: itamarati, jatakze 25.07.10, 18:21
                              Wyslslam wiadomość
                              • itamarati do elektronyka 31.07.10, 09:49
                                na jaką pocztę?jak ją odebrać?pozdrawiam
    • jatakze-4 Re: jeśli czujecie, że nie chcecie być matkami.d 01.09.10, 00:25
      dawno tu bylam i musialam zmienic poprzednie haslo.. Itamarati,jesli
      czasem tu jestes napisz prosze czy cos sie zmienilo w Twoich
      relacjach? Eletronyka, w jakim wieku jest Twoje dziecko? Czy mozna
      zaakceptowac niechciane rodzicielstwo??Pozdrawiam.
      • itamarati do jatakaze-4 odpowiedź 28.09.10, 20:01
        Bardzo rzadko tu bywam, owszem wiele się zmieniło, na lepsze na szczęście. Z perspektywy czasu wiem, że można zaakceptować niechciane rodzicielstwo. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, podaj maila, możemy korespondować. Pozdrawiam serdecznie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka