itamarati
06.06.09, 23:32
moja odpowiedź jest prosta : USUŃCIE... Mylę, że łatwiej jest o tym
zapomnieć, niż potem męczyć się w niechcianej roli
matki...krzywdząc przy tym dziecko, ktoremu potrzebna jest
szczęśliwa, uśmiechnięta matka.
Opiszę swoją sytuacją (pewnie nikt kto mnie zna w życiu nie
przypuściłby, że ja mogę tak myśleć). Obecnie mam skończone24lata.
Odkąd pamiętam czułam, że ja nie chcę dzieci,że bycie matką to nie
dla mnie rola. Wszyscy mówili, spokojnie masz czas, instynkt
nadejdzie w odpowiednim momencie - a ja pytałam ,, a czy każda
kobieta musi być matką?ja nie chce, mam inny pomysł na życie''
miałam, wszystko układalo się po mojej mysli, chciałam dostać się na
Jagielonkę, dostałam się, przez pierwsze lata studiów, mimo ciągłych
imprez, wypraw na stopa po kraju i Europie, wszystkie egzaminy
zaliczałam w pierwszym terminie. Od 17roku życia byłam wciąż z
jednym i tym samym facetem, którego mocno kochałam a teraz?to nie
istotne w tym wątku. On z kolei miał zupełnie inne podejście do roli
ojca. Odkąd poznaliśmy się,marzył mu się brzdąc, jak to mówił ,,taki
mały człowieczek, mój własny, któremu móglbym wpajać swoje wartości
i dla którego byłbym najcudowniejszym tatą na świecie''Oczywiście
znał mój pogląd posiadanie dziecka, jednak był pewny, że po prostu
do tego dorosnę... Na 4 roku, mimo, iż zabezpieczaliśmy sie jak
zawsze, miesiąc jeden nie ma okresu, ja czuję, że coś jest nie tak,
test - 2kreski, mój strumień łez, przerażenie, uczucie drżenia w
każdym calu ciała a ON??Dzika radość, skakanie pod sufit, ściska
mnie tuli, powtarza jaki to jest szczęśliwy, jak bardzo mnie kocha,
jak cudownie, że zostaniemy rodzicami, przecież już kończymy studia
i to po renomowanej uczelni, wiec wszystko będzie dobrze, z pracą
też nie będzie problemu - ogólnie tylko się cieszyć. Ja powiedziałam
tylko : ,,ja nie mogę być matką...'',słowa, które zostały zaraz
zagłuszone. Gdy zapytalam ,,może usunę?'' z jego oczu popłynęły łzy,
potem wściekł się i kazał przepraszać to ,,nionio w brzuszku''jak
mogłam w ogóle to wypowiedzieć. Rodzice i moi i jego byli szczęśliwi
(aczkolwiek zaskoczeni, szczególnie mój tata, który jedynie moje
podejście do niechcenia dzieci, traktował poważnie, może on jedyny
mi wierzył...)Za szybko wszystkim rozpowiedział,już następnego dnia
wszyscy na Wydziale wiedzieli, że będziemy rodzicami...nie miałam
wyjścia..nie wiedziałam...gdzie..?jak?..
Wiecie jak trudno było oswoić się z rosnącym brzuchem i z kimś w
środku kogo nigdy się nie chciało?!na kogo się nie czeka??staralam
się, a A. szalał z zachwytu, chodził ze mn na każdą wizytę,
2miesiące przed rozwiązaniem już czekał gotowy pokoik,A.wszystkim
się zajął, był przy porodzie, który mimo, iż był niesamowicie
traumatycznym dla mnie przeżyciem ze względu na ogrom
cierpienia,bólu to muszę przyznac, że gdy położono mi już dziecko na
piersi - poczułam błogie szczęście, euforię. Poczułam, że pokocham
tą ,niechcianą'' istotę. Wszystko pięknie, tylko, ze ja codziennie
budząc się, żałuję, że JEDNAK jestem matką...wciąz czuje,że nie tak
miało wyglądać moje życie, że nie tego chciałam.A.sprawdza się w
roli ojca cudownie...W zasadzie On jest tez matką. Od początku
wstawal do córci nocami,karmić, przewijać, bo nie karmiłam piersią
rzecz jasna - nie miałam pokarmu...a może nie chcialam mieć...ja co
prawda na vroku niewiele mam już zajęc, ale gdy tylko on jest w domu
wychodzę, z corcią zostaje babcia, dziadek, ciotki, nawet niania, a
ja uciekam z domu, żeby być w nim jak najmniej, bo czuję sie
cholernie niekomfortowo w tej roli. Zasypiam i budzę się
cierpiąc...nocami po kryjomu wylewam łzy, serce mi pęka a w dzień
udaję uśmiechniętą, aktywną szczęśliwą mamę, którą nie jestem
sercem... Ciekawa jest co będzie ze mną dalej...jak długo tak
jeszcze kolokwialnie pisząc ,,pociągnę''........