Dodaj do ulubionych

Chciałabym pomóc, ale....

15.12.03, 11:14
Ostatnio o 5.00 rano obudził mnie telefon. Dzwoniła do mnie moja
przyjaciółka, która u kresu wytrzymałości psychicznej (już leczy się na
nerwicę lękową) po kolejnej awanturze z mężem chciała się pożalić. Nigdy
wcześniej nie zdobyła się na odwagę żeby głośno o tym opowiedzieć.
Okazało się, że jej mąż od początku małżeństwa wyzywa ją od najgorszych i
jest chorobliwie zazdrosny. Tym razem powodem do wszczęcia 5-cio godzinnej
awantury, w którym słowa k...a należało do najłagodniejszych było to, że była
ona ponoć prowakacyjna względem mojego męża, bo dotykała w sposób dwuznaczny
nóżki kieliszka czy coś takiego. Większej bzdury nie słyszałam, a byłam tam
więc mogę być obiektywna.
Do rzeczy kiedy do mnie zadzwoniła była w takim stanie, że była zdecydowana
go opuścić. Potem w miarę upływu dnia to jej zdecydowanie przechodziło. Ona
dobrze zdaje sobie sprawę, że kiedyś musi nastąpić koniec, zwłaszcza że już
dawno wygasły między nimi uczucia.
Chciałam jej pomóc podjąć tą decyzję, zaproponowałam pomoc finansową,
rozmawiałam z nią, ale... Ona się boi samotności. Ja jej się nawet nie
dziwię, tyle tylko, że na razie jest jeszcze młoda i miałaby szansę (może) na
ułożenie sobie normalnego życia. Ich dziecko też jest jeszcze malutkie więc
nie powinno w nim jeszcze zostać patologicznego wzoru rodziny.
Moja przyjaciółka już się leczy psychologicznie (nerwica lękowa na punkcie
męża) a co będzie za kilka lat.
Ja uważam jednak, że nie mam prawa jej przekonywać. Wiem że do pewnych spraw
trzeba dojrzeć. To jej życie i jej decyzje. tak samo jak konsekwencje tych
decyzji. Boję się jednak, że pewnego dnia może się to skończyć tragicznie.
Jak uważacie czy powinnam siedzieć cicho i w razie potrzeby po prostu być,
czy raczej starać się ją przekonywać, żeby wzieła swoje życie w swoje ręce?
Obserwuj wątek
    • twoj_aniol_stroz Re: Chciałabym pomóc, ale.... 15.12.03, 11:29
      Jeśli jej chcesz pomóc to możesz zaprosić ją gdzieś w spokojne miejsce i
      porozmawiać. Nie przekonywać, tylko jasno, bez ogródek pokazać jej jak wygląda
      to małżeństwo z boku, może obok Was żyje ktoś sam, kto jest pogodny i posłuży
      za przykład, że da się. To jest jedyna rzecz, którą możesz zrobić, a potem
      musisz już tylko być zawsze gotowa, by jej pomóc. Ona sama musi podjąć tę
      ciężką decyzję, tego nie zrobi nikt za Twoją koleżankę. To co jeszcze
      przychodzi mi do głowy to telefon na nuiebieską linię 801 120 002. Jest to
      telefon dla ofiar przemocy w rodzinie. Pracują tam psycholodzy, którzy aż nadto
      dobrze znają problem przemocy (zarówno fizycznej jak i psychicznej) w rodzinie.
    • Gość: Lena Re: Chciałabym pomóc, ale.... IP: 80.48.96.* 15.12.03, 11:35
      Moim zdaniem dziewczyna powinna wziąć sprawy w swoje ręce. Zmusić fmęża do
      wspólnej wizyty u psychologa lub nawet psychiatry. Maniakalna zazdrość jest
      często pierwszym objawem schzofrenii. Mam doświadczenia wśród znajomych i z
      dalekiej rodziny. Przeczekiwanie takich stanów, poddanie się woli osoby chorej
      jest tragiczne. Na miejscu tej kobiety nie ustępowałabym, w razie awantur
      wzywałabym policję i zmusiłabym męża do poddania się leczeniu. Bez leczenia
      będzie coraz gorzej i może dojść do tragedii.
    • lilith76 Re: Chciałabym pomóc, ale.... 15.12.03, 11:49
      ja za to potrafię sobie wyobrazić sytuację po tym, gdy ona opuści męża. w nim
      dokona się cudowna przemiana - stanie sie czuły, pełen winy, będzie ją
      obsypywał kwiatami, dzwonił, prosił aby wróciła. do tego dołączy się rodzina,
      bo trzeba być potworem aby zostawić tak kochającego męża i pozbawić dziecko
      ojca... przyjaciółka złamie się i pełna wiary wróci do męża. po kilku
      tygodniach sytuacja wróci do poprzedniego stanu.
      byc może upokarzanie żony wypełnia jakieś ukryte potrzeby emocjonalne tego
      faceta. bez swojej ofiary jego życie nie będzie miało sensu, będzie
      bezwartościowe jak on sam.

      albo wspólna terapia, albo rozstanie - na co bardziej twoja przyjaciółka jest
      gotowa. ale to dalej tak nie może trwać, bo ile ona jest w stanie wytrzymać.
      matka na lekach, dziecko niedługo na lekach i dumny ojciec rodziny.
    • dr.tapczan Re: Chciałabym pomóc, ale.... 15.12.03, 11:53
      Bossze! 5-cio godzinna awantura? Kłócić się i wyzywac od k...az 300 minut? Tego
      nie moge zrozumiec, ogarnac, ze lek przed samotnoscia moze prowadzic w gruncie
      rzeczy do samounicestwienia (bo jak inaczej nazwac trwanie w takim syfie?).
    • arrte Re: Chciałabym pomóc, ale.... 15.12.03, 12:27
      sądzę, że powinnaś ją przekonywać do odejścia. Ale pomału i delikatnie; może to
      trwać długo, ale w końcu da rezultaty i przyjaciółka przestanie się bać i
      potraktuje to jako rzecz najbardziej naturalną.
      Jeśli nie odejdzie, będzie coraz gorzej ( dla niej i dziecka, mąż będzie się
      zachowywał w coraz bardziej nienormalny sposób - wszak z wiekiem
      wszelkie "schizy" tylko się wzmagają).
      Ważne jest jeszcze, żeby miała do czego odejść; chodzi mi tu o jej zawód. Bez
      tego sprawa jest trudniejsza. Niech znajdzie pracę ( jeśli nie ma lub niech się
      dokształca), ew. kogoś do dziecka, mieszkanie ( o którym połówka nic by nie
      wiedziała), zaś męża niech poinformuje na samym konću.
    • angoba Re: Chciałabym pomóc, ale.... 15.12.03, 12:36
      Pare lat temu byłam w bardzo podobnej sytuacji do ciebie. Obserwowałam
      małżeństwo koleżanki, ktore z mojego punktu widzenia było od początku
      toksyczne.
      Problemy miała bardzo podobne, tez zazdrośc, wyzwiska, nawet rękoczyny, potem
      zdrada. Ona najpierw niewiele opowiadała, wiekszośc tego co wiedziałam
      pochodziło z moich obserwacji. W pewnym momencie wyprowadziła się od niego,
      zreszta na jego wyraźne żadanie.
      Wspierałam ją wtedy, rozmawialysmy wielokrotnie, opowiadała straszne rzeczy.
      Pamietam jedno charakterystyczne zdanie "Nie potrafie od niego odejść bo jestem
      od niego uzależniona" i nie chodziło tu wcale o uzależnienie finansowe.
      Pamietam ze wszystko się we mnie gotowało i miałam ochote powiedzieć jej żeby
      go olała, ale nigdy tego nie powiedziałam, mówiłam że to jej życie i to ona
      poniesie konsekwencje swoich decyzji, wiec zeby się dobrze nad tym zastanowiła.
      Po kilku miesiacach znowu byli razem, ona zaszła w ciąze, urodziła dziecko.
      Kiedy dziecko miało mniej wiecej 2 lata mąz znalazł sobie kochanke na stałe,
      zamieszkali razem w innym mieście, ale do żony przyjeżdzał na weekendy.
      I znowu jej pomagałam, jeżdziłam o kazdej porze dnia i nocy, przegadałysmy
      niejedną godzine.
      Po kilku a moze kilkunastu miesiacach takiego stanu powiedziałam jej że ma od
      niego odejść, uwolnić sie. Powiedziałam też ze zawsze jej pomogę i że nie moge
      juz dłuzej patrzeć jak robi sobie i dziecku krzywde marnując zycie z takim
      facetem. Powiedziałam że dziecku bedzie lepiej kiedy ona bedzie szczęsliwa choć
      sama niz kiedy oni niby beda razem.
      Podziałało. Złożyła wniosek o rozwód i choć nie było to proste i wiele razy
      jeszcze musialam jej pomagać i wiele jeszcze wycierpiała od niego, to teraz
      jest juz wolna. On nie zniknął oczywiscie całkowicie z jej zycia, czasem widuje
      sie z dzieckiem, ona mu tego nie utrudnia, ale on nieczesto odczuwa taka
      potrzebe.
      Jeszcze przed rozwodem powiedziała że bardzo mi dziekuje za to że popchnęłam
      jej do tej decyzji i że własciwie załuje że tak późno jej to powiedziałam. Ale
      zaraz potem dodała, że gdybym jej nawet to radziła wtedy podczas ich pierwszej
      separacji to pewnie by się na to nie zdecydowała, nie była wtedy jeszcze
      gotowa, bo choć świadomie uważała że to nie ma sensu to szale przewazały
      emocje, uczucia i wtedy nie potrafiła od niego odejść. Musiała do tej decyzji
      dojrzec, ale z perspektywy lat wie że to był czas w dużym stopniu zmarnowany.

      Na pewno powinnaś być dla niej wsparciem, tak zeby wiedziała ze kiedy zdecyduje
      sie wziąc sprawy w swoje ręce może na ciebie liczyć. Myśle że ona boi się
      samotności także w takim sensie ze zostanie z tym wszystkim sama, ze nikt jej
      nie pomoze.

      Pozdrawiam

      A

    • Gość: Bilala Re: Chciałabym pomóc, ale.... IP: *.uz.zgora.pl 15.12.03, 13:21
      Chciałabyś pomóc, ale pomóc nie możesz. Tak właśnie jest, że niektóre kobiety
      są zawsze ofiarami i znajdują mężczyzn, którzy potrzebują ofiar. Nie wiem, czy
      to kwestia genów, czy wychowania, ale niektóre kobiety takie właśnie są. Moją
      przyjaciółkę dwadzieścia lat temu, gdy była jeszcze bardzo młodą mężatką, gdy
      nie mieli jeszcze dziecka, przekonywałam, że jej małżeństwo nadaje się tylko do
      złożenia pozwu o rozwód (b. podobna sytuacja do wyżej opisanej). Oczywiście
      groch o ścianę. Dzisiaj ona utrzymuje dom i wspaniałą piętnastoletnią córkę i
      częściowo okropnego męża, chyba chorego psychicznie, a w każdym razie
      alkoholika, a on wyczynia rzeczy nie mieszczące się w normalnej głowie. Życie
      jej i córki jest pasmem udręki i poniewierki, nie wspominając o biedzie. Boi
      się zasnąć w nocy, bo on może ją zabić. Gdy się jej mówi, by wreszcie zrobiła z
      tym porządek, to najwyżej płacze, że to wszystko na nic, rozwód jest trudno
      przeprowadzić (a ma tzw. papiery - wielokrotnie interweniowała tam policja!
      Gość ma za to wyrok w zawieszeniu!), rozwód STRASZNIE drogo kosztuje, zresztą i
      tak nie uda się go wyeksmitować ze wspólnego domku. Już nie warto mówić jej o
      tym, że gdyby zabrała się do tego wszystkiego nawet nie dwadzieścia lat temu,
      ale choćby dwa lata temu - to dziś spałaby spokojnie ("Coś ty, on przyszedłby w
      nocy i podpalił!" - "A może jednak poszedłby siedzieć?" - "Coś ty, to by się
      nigdy nie udało, zresztą kiedyś by wyszedł...") i jej córka miałaby wreszcie
      choć odrobinę normalnego dzieciństwa.
      Mam nadzieję, że następne pokolenia kobiet będą mądrzej wychowywane, a nie na
      domowe cierpiętnice, choć obawiam się, że córka mojej przyjaciółki ma już
      zakodowane: wszystko znosić po cichu, żeby nie rozgniewać pana i władcy...
    • bee_dess Re: Chciałabym pomóc, ale.... 15.12.03, 17:16
      a moim zdaniem, jesli jest to rzeczywiscie historia kolezanki, to nie powinnas
      jej opisywac na forum. Jesli by chciala, sama by to zrobila. Nie jest istotne
      to ze to forum jest anonimowe, ja bym sie strasznie wkurzyla na kogos, kto pod
      pytaniem: jak jej pomoc? dyskutuje na temat mojego malzenstwa i roztrzasa je na
      forum publicznym - pomimo tego, ze przedstawilas to jako swoj problem:
      chcialabym pomoc, ale..., ujawnilas wiele jej "tajemnic".

      Pytanie; bardzo wazne - zgadzam sie; "wtracac sie, czy tez nie" (sama mam
      czasami ten problem)
      mozna jednak zadac bez ujawniania "wnetrznosci". No, chyba ze Cie o to
      prosila.. :-))
      pozdrawiam,

    • anahella Nie przekonasz 15.12.03, 17:55
      Takie decyzje podejmuje sie samodzielnie. Oczywiscie patrzac na to z boku wydaje
      sie ze najlepiej by jej bylo samej, jednak nikt nikogo do niczego nie zmusi. Boje
      sie, ze ucieknie od niego jak jej lub dziecku zrobi krzywde:(
    • oleena Re: Chciałabym pomóc, ale.... 15.12.03, 19:06
      Powinnaś być przy niej. Tylko i aż. Gdy spyta Ciebie o radę- powiedz jej bez
      ogródek, co czujesz i myślisz. Jeśli nie spyta- nie mów, nie pouczaj, słuchaj
      jej, to bardzo wiele.
      Twoja przyjaciółka jest na dobrej drodze- powiedziała Ci pierwszy raz co
      przeżywa, zaczęła się zastanawiać głośno czy odejść od męża. Teraz potrzebuje
      czasu i Twojego wsparcia. Najważniejsze, że nie udaje już przed Tobą, że jej
      małżeństwo jest ok.
    • Gość: sabna Re: Chciałabym pomóc, ale.... IP: *.x-net.gliwice.pl 15.12.03, 19:12
      Ja przede wszystkim poiedziałabym: "Ja zrobiłabym..., ale to twoje zycie i ty
      podejmujesz decyzje. Pamietaj że zawsze mozesz na mnie liczyć, cokolwiek
      postanowisz. Mozesz zawsze do mnie przyjśc i zamieszkac na jakis czas. O 1 w
      nocy, o 4 czy 5 nad ranem nie ma znaczenia. Postaram Ci sie pomóc jak tylko
      będę mogła"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka