Dodaj do ulubionych

Toksyczna koleżanka

17.12.03, 10:28
Obserwuje pewną dziwną sytuację wśród moich znajomych i nie bardzo wiem, jak
zareagować. Chodzi o to, że mam koleżankę, mężatkę z małym dzieckiem. Siedzi
w domu już od kilku lat, bo nie potrafi znaleźć sobie pracy (tak naprawdę to
chyba nie bardzo się stara, ale nie o tym mowa). W domu też się nie
przemęcza, bo dziecko już w przedszkolu (czytaj: nudzi się). Bardzo ją kiedyś
lubiłam, ale od ponad pół roku obserwuję u niej bardzo dziwne zachowanie
(inni znajomi zauważyli to już rok temu, jak się okazało). Poczuła się nagle
chyba jak jakaś femme fatale - bez żenady przyznaje się nam, swoim
koleżankom, że szuka sobie kogoś na boku. Nie jestem akurat żadną serdeczną
przyjaciółką jej męża, ale mimo wszystko czuję straszny niesmak, jak widzę
jak ona się zachowuje. Kokietuje w dość bezceremonialny sposób każdego
faceta, który jej sie nawinie, włączając w to facetów i mężów jej koleżanek.
To jakaś paranoja - z facetem swojej najbliższej koleżanki umawia się np. na
wycieczki za miasto. W jakiś sposób "zagarnia" tych facetów, włazi z butami w
życie tych dziewczyn. Tu należy nadmienić, że na pewno to nie jest na tej
zasadzie, że chce dziewczynom tych facetów odebrać, bo po co jej oni ? Moim
zdaniem chodzi raczej o to, żeby się dowartościować, udowodnić sobie, że
każdy facet może być jej. Nie wpływa to jednak zbyt dobrze na związki jej
koleżanek z facetami.
Ma bardzo dużo wolnego czasu i bardzo się nudzi, więc świetnie jej to
wychodzi. Żal mi tych dziewczyn, bo chyba je omotała, jest chyba
klasyczną "toksyczną" osobowością. Ja nie mam z tym problemu, po tym jak
przeraźliwie chamsko i nachalnie rwała mojego faceta, którego widziała drugi
raz w życiu (łącznie z wymuszaniem od niego numeru komórki) stwierdziłam, że
nie będę się już więcej starała przebywać w jej towarzystwie. Nie po to
spotykam się ze znajomymi, żeby się wkurzać, tylko po to, żeby miło spędzać
czas. Poza tym mam inne grona znajomych, więc nie muszę być do niej
przyklejona. Gorzej z tamtymi dziewczynami - wygląda na to, że ta "toksyczna"
jest ich jedyną koleżanką. Z nią spędzają czas (z nią bez jej męża rzecz
jasna), ją zabierają jak wyjeżdżają na dłuższe wyjazdy ze swoimi facetami.
Nie mają też za bardzo oparcia w swoich mężczyznach - związki są niezbyt
udane, zresztą częściej przebywają z nią, niż z nimi.

Zuepłenie nie wiem, jak się zachować w tej sytuacji. Mogę oczywiście zupełnie
to zignorować, nie spotykać sie więcej z tym towarzytstwem, ale już słyszałam
opinię innej osoby (która zna sytuację i zna wszystkie wyżej wymienione osoby
i zauważyła to co ja), że być może powinnam uświadomić koleżanki "toksycznej"
o tym co wszyscy widzą oprócz nich, bo potem może je spotkać znienacka
podwójny cios - ze strony faceta i przyjaciółki.
Nie bardzo jednak sobie wyobrażam wzięcie na stronę koleżanki i powiedzenie
jej o tym. Ostatnio jak gdyby nigdy nic zadzwoniła, że jedzie z "toksyczną" w
góry i czy nie chciałabym się z nimi zabrać. Czyli dalej nic nie widzi, nic
kompletnie...

Strasznie głupia sytuacja. Nie mogę pojąć, jak osoba dojrzała,
trzydziestoletnia może się nagle tak zmienić ??? Mam wrażenie, jakby
przylecieli obcy i ją podmienili... To nie ta sama osoba, którą kiedyś znałam
i lubiłam.

Z góry przepraszam za chaos w mojej wypowiedzi, ale sytuacja jest dość
skomplikowana i z trudem streściłam ją w tym kilku akapitach.
Obserwuj wątek
    • lyche1 Re: Toksyczna koleżanka 17.12.03, 13:16
      Straszne co piszesz. Jest to typ kobiety, który pasjami nie cierpię.
      A tak nota bene - może podrzuciłabym jej część mojego zajęcia ??
      • charade Re: Toksyczna koleżanka 17.12.03, 14:09
        Lyche, takich kobiet to raczej nikt nie lubi, może z wyjątkiem głupich facetów
        (ale tylko głupich, bo dla wielu z nich hałaśliwa i nachalna mężatka z dziećmi
        nie jest tym, o czym marzą).

        Odnośnie tego zajęcia, to osobiście wątpię, żeby Cię odciążyła. Ostatnio
        rzuciła studia, bo nie chciało jej się...
        • lyche1 Re: Toksyczna koleżanka 17.12.03, 14:39
          Pisałaś( a może tylko ja tak zrozumiałam), że ją lubiłaś, zresztą nie tylko
          Ty, stąd mój wniosek.
          Moim zdaniem to typowa kobieta, która nie potrafi docenić tego co ma. Dopiero
          prawdziwe nieszczęście MOŻE da jej coś do myślenia.
          • charade Re: Toksyczna koleżanka 17.12.03, 15:20
            Właśnie, użyłam czasu przeszłego. Lubiłam ją przed tym "przeobrażeniem".

            Nieszczęście może i jej da coś do myślenia, tylko żeby to nie było nieszczęście
            jej przyjaciółek.
            • lyche1 Re: Toksyczna koleżanka 17.12.03, 15:43
              > Nieszczęście może i jej da coś do myślenia, tylko żeby to nie było
              nieszczęście jej przyjaciółek.

              Najprawdopodobniej tak będzie a co najlepsze - ona nie będzie upatrywać w tym
              zadnego nieszczęścia
              • Gość: Kobieta Re: Toksyczna koleżanka IP: *.one.pl / *.ns.net.pl 17.12.03, 23:00
                Znam taką, a nawet dwie. Strasznie kokietowały mojego i dwóch facetów moich
                koleżanek. Za jednym zamachem wszystkich trzech. Ale nasi mężczyźni sa madrzy,
                zwęszyli sprawę i zaczęli sie z idiotek bezczelnie zbijać. Mnie przy tym nie
                było, znam to tylko z opowiadań barmanki, kolegów i mojego mężczyzny. Jedna z
                nic rzuciła się na kumpla z pięściami za to, że ją nazwał pustą chamicą i
                labadziarą.

                Następnego dnia spotkałam ją na ulicy. Podeszła do mnie i zarządała, abym
                przekonała swojego chłopa i jego kumpli by ją przeprosili. Za co? "Za to, ze
                nie pozwolili Ci się kleić i włazić im na kolana?". Też nie utrzymuję już z tą
                kobietą znajomości, a w liceum byłysmy dobrymi kolezankami. Wszędzie są takie
                kretynki, to chyba normalne, trzeba je tylko omijać szerokim łukiem.
                • cafee Re: Toksyczna koleżanka 18.12.03, 09:10
                  Gość portalu: Kobieta napisał(a):

                  > Znam taką, a nawet dwie. Strasznie kokietowały mojego i dwóch facetów moich
                  > koleżanek. Za jednym zamachem wszystkich trzech. Ale nasi mężczyźni sa
                  madrzy,
                  > zwęszyli sprawę i zaczęli sie z idiotek bezczelnie zbijać. Mnie przy tym nie
                  > było, znam to tylko z opowiadań barmanki, kolegów i mojego mężczyzny. Jedna z
                  > nic rzuciła się na kumpla z pięściami za to, że ją nazwał pustą chamicą i
                  > labadziarą.
                  >
                  > Następnego dnia spotkałam ją na ulicy. Podeszła do mnie i zarządała, abym
                  > przekonała swojego chłopa i jego kumpli by ją przeprosili. Za co? "Za to, ze
                  > nie pozwolili Ci się kleić i włazić im na kolana?". Też nie utrzymuję już z

                  > kobietą znajomości, a w liceum byłysmy dobrymi kolezankami. Wszędzie są takie
                  > kretynki, to chyba normalne, trzeba je tylko omijać szerokim łukiem
                  • charade Re: Toksyczna koleżanka 18.12.03, 10:45
                    No właśnie, problemem jest to, że facet i mąż tych moich koleżanek-ofiar
                    (przyjmę taką terminologię) reagują pozytywnie na kokieteryjne zachowanie
                    Toksycznej. Tylko, że tutaj jest jeszcze gorsza sytuacja, bo Toksyczna robi to
                    jak gdyby nigdy nic - wszyscy są w końcu bliskimi znajomymi/przyjaciółmi i jest
                    to jak najbardziej naturalne, że facet umawia się na wycieczki z koleżanką
                    swojej dziewczyny, no niby co w tym złego ? (khy, khy :>).

                    Myślę, że te dziewczyny chciałyby, żeby ich faceci zareagowali obojętnością na
                    końskie zaloty Toksycznej, ale tak nie jest. Z drugiej strony dziewczyny nic
                    nie powiedzą na ten temat Toksycznej, bo chyba obawiają się kwasu... Sprawa by
                    wtedy przecież była na ostrzu noża.

                    To jest właśnie drugie dno tej sytuacji. Bo gdyby chodziło o jakąś chamską i
                    bliżej nie znaną idiotkę, co wsiada facetowi na kolana w knajpie, to wszystko
                    byłoby proste - odgonić i już. A jak tu odgonić koleżankę jeszcze z liceum i
                    to serdeczną koleżankę ?
    • facetciacho Re: Toksyczna koleżanka 18.12.03, 12:02
      czyli jednak a po ile lat maja ci faceci co??
      • charade do facetciacho 18.12.03, 12:05
        Pod trzydziestkę, a co ?
        • facetciacho do charady 18.12.03, 12:26
          wiesz 23latek tez moze sie podpiac pod trzydziestke wystrczy sobie brudke
          zapuscic (skarbie)
          • Gość: dorota Re: do charady IP: 195.177.196.* 18.12.03, 12:33
            Charade, chyba jesteś ZAZDROSNA.
            Dopóki koleżanka nie rwie Twojego faceta, to nie Twoja sprawa.
            W ogóle skieruj pretensje do facetów, którym się ta pani podoba. Chyba jednak
            coś w sobie ma...
            To nie Twoja rodzina, tylko koleżanka, która wcale nie musi być koleżanką.
            Po co się tak przejmujesz?
          • charade do facetciacho 18.12.03, 14:36
            Skarbie, moje koleżanki wiedzą ile lat mają faceci, do których uderzają. To
            pierwsze. A po drugie, jesli 23-latek wygląda na trzydziestolatka, to świadczy
            to o tym, że babki nie lecą na niego dlatego, że to smarkacz, tylko widocznie z
            innych powodów.
            Cmok :)
    • penelopa.pitstop Re: Toksyczna koleżanka 18.12.03, 12:12
      A nie mozesz olac tego wszystkiego? Jesli wtracisz sie do tego i zaczniesz
      mowic zle o tej jednej lasce innym to TY wyjdziesz na ta zla i do Ciebie beda
      mieli wszyscy pretensje.
      Najlepsza metoda to zapomniec o sprawie. Obojetnosc jest dosc dobra, bo
      zaoszczedza wielu zmartwien i zbednych problemow. Po co samemu ladowac sie w
      problemy i cudze zycie?
      Skoro wszyscy sa dorosli to chyba powinni myslec za siebie. Jak nie sa zdolni
      myslec to ich problem a nie Twoj. Kazdy ma wlasne zycie i to juz jego sprawa
      jak je przezyje, czy je zmarnuje, czy traci czas itp.

      Penelopa.
      • Gość: dorota Re: Toksyczna koleżanka IP: 195.177.196.* 18.12.03, 12:36
        Droga Penelopo!
        To najmądrzejszy wpis na tej stronie.
        Gdybym go wcześniej nie przeoczyła, to sama nie musiałabym już pisać.
        Zgadzam się we wszystkim, co napisałaś.
        • charade Re: Toksyczna koleżanka 18.12.03, 14:32
          Zgadza się, Penelopa napisała po części to, co sama myślę. Bo z jednej strony
          szkoda mi tych dziewczyn - to są moje koleżanki z liceum, które bardzo lubię.
          Szkoda mi na to patrzeć, po prostu. Z drugiej strony jednak nie mam zamiaru
          robić z siebie posłańca ze złą wiadomością, osoby która bedzie im na siłę
          otwierała oczy. Tego się właśnie obawiam, - że dziewczyny i tak nie przejrzą na
          oczy, a jeszcze będą myśleć, że może jestem zazdrosna i chcę rozwalić ich
          przyjaźń (sic!) Czasem ludzie wymyślają niestworzone rzeczy, byle tylko nie
          przyjąć czegoś do wiadomości.

          Do Doroty - no hmm, ale ja napisałam, że mi rwała faceta, czyż nie tak ?
          Zazdrosna nie jestem, bo o co... mam powodzenie u facetów bez użycia
          nachalności i zawsze miałam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka