julie1789
15.07.09, 18:56
Wątek: "Dyskryminacja grubasów" już jest, więc może z drugiej strony :)
Gdyby ktoś zwrócił komuś uwagę, że jest zbyt gruby, że ma nadwagę i musi coś z
tym zrobić, zostałby uznany za chama bez taktu i empatii.
Z kolei uwagi w stosunku do osoby zbyt szczupłej, typu "Mężczyźni wolą
prawdziwe kobiety, nie wieszaki", "Prawdziwa kobieta musi mieć trochę
tłuszczyku" i inne tego typu rewelacje przez nikogo nie zostaną uznane za
niegrzeczne.
Ja jestem osobą szczupłą, może nieco za szczupłą (wg BMI lekka niedowaga) i
często słyszę tego typu "mądrości". Nigdy się nie odchudzałam, nie mam anemii,
anoreksji, bulimii, gotować i jeść lubię. Przytyć nie potrafię i w sumie nie
zamierzam. Figurę mam niezłą, proporcjonalną, ogólnie jestem drobna i niewysoka.
Do szału doprowadzają mnie teksty typu "Zjedz, nie bój się, nie utyjesz" - gdy
ktoś wmusza mi jakieś jedzenie, na które nie mam ochoty, "Bo Ty taka
chudziutka jesteś, o taka: <tu pokazanie dłońmi około 5 cm>", czy odpowiedzi
na moje narzekanie na problemy z kupieniem spódnicy (34 w sklepie nie ma, 36
ze mnie spada) w stylu "Bo wiesz, sklepy szyją raczej na prawdziwe kobiety, to
może sobie uszyjesz?" albo komentarze dotyczące rozmiarówki spodni "Nareszcie
coś dla prawdziwej kobiety, nie tylko dla wieszaków" (koleżanka uradowana, że
zmieściła się w jeansy rozm. 29, gdy normalnie nosi coś koło 32).
Prawdziwe kobiety, taa.. A te szczupłe to jakie, plastikowe?
Ale o takie komentarze nie można się obrazić, bo są politycznie poprawne -
nikt nie widzi nic złego w nazwaniu kogoś "wieszakiem", "anorektyczką" itd.,
tymczasem nazwanie kogoś "grubasem" czy "tłuściochem" byłoby obrazą majestatu
i świadectwem chamstwa i nietolerancji. No to zapytam tak - czym to się różni?
Od razu dodam, nie zwracam nikomu uwagi, że powinien zrzucić parę kilo, bo
fałdy tłuszczu są nieestetyczne, nikomu nie zaglądam do talerza czy garnka,
nie stosuję żadnych przytyków, gdy ktoś nie zmieści się w największy dostępny
w sklepie rozmiar. Oczekiwałabym jednak jakiejś wzajemności - nie życzę sobie
wysłuchiwać, że nie jestem prawdziwą kobietą, bo nie mam rozmiaru 40.