Dodaj do ulubionych

przyjaciel sie obrazil

21.07.09, 22:34
Sytuacja wyglada tak.
Mam przyjaciol, znam ich wiele lat. Tak sie sklada, ze oni sa malzenstwem a ja
sam, wiec wykrystalizowal sie dziwny nieco uklad, ze oni ( a wlasciwie zona
przyjaciela) gotuja i od czasu do czasu mnie zapraszaja na obiad, natomiast ja
ich nie- nie chce sie tlumaczyc, ale nie mam specjalnie warunkow
mieszkaniowych na urzadzanie przyjec (wybajmuje pooj w dzielonym mieszkaniu).
tak czy owak wiem, ze to jest lekko nie fair, wiec pomyslalem kiedys, ze moge
odwdzieczyc sie inaczej. Jako, ze pracuje w osrodku kultury, to mam czasem
mozliwosc zalatwic wejscie na rozne przedstawienia/ koncerty. Dodam, ze nie sa
to lokalne byty ale czesto krajowe slawy (rzecz jest w Anglii).
Jako, ze glupio czulem sie korzystajac z zaproszen na obiady uznalem, ze
odwdziecze sie w ten wlasnie sposob- zalatwiajac wejscia na imprezy. Czasem
mam bilety z pracy, czasem musze isc do manadzera i zalatwic inaczej- tak czy
owak wydawalo mi sie, ze ukla jest ok.
Do czasu. Jakies 2 miesiace temu zona przyjaciela na przyjeciu publicznie ( w
sensie w obecnosci innych gosci) wypomniala mi, ze chociaz przychodze na
proszone obiady to sam nie zapraszam.
Zapytala ( retorycznie) ile razy ja zaprosilem na przyjecie ( dwa czy trzy
razy wobec powiedzmy dwudziestu).
Na to moj przyjaciel- jej maz- zapytal ja, ile razy ona zaprosila mnie na
koncert, przedstawienie- pytanie retoryczne, bo nie zaprosila oczywiscie. Na
to ona odparla, ze skoro ja pracuje w tym osrodku to nie robie laski, ze
zapraszam.
( a nie jest to takie oczywiste zaznacze).
Po tym wydarzeniu uznalem, ze jakkolwiek nadal bede ich zapraszal, nie bede
juz korzystal z obiadow- bo skoro malzonka czuje sie pokrzywdzona moim
przychodzeniem to tak bedzie lepiej.
Nie obrazilem sie nawet jakos- po prostu wyciagnalem wnioski. Skoro moje
bilety i wejscia nie sa wiele warte- wg niej- a obiady jem i nie odpraszam-
lepiej jak nie bede korzystal z zaproszen.
Potm zdarzyo sie, ze mnie zaproszono, ale zgodnie z postaowieniem- postaiwliem
nie korzystac. Nie z zemsty, ale by uniknac w przysclosci podobnych zarzutow.
Przyjaciel zaczal wnikac, czemu nie chce przychodzic, wiec mimo ze pierwotnie
nie chcialem wnikac- powiedzialem, o co chodzi.
No i przyjaciel napisal mi, ze nie mam luzu, ze nie mam dystansu itp- i ze
stwarzam problemy tylko.
Napisalem, ze nie chce tworzyc problemu tylko ze mnie to zaboalo nieco.
Kontakt sie urwal. Nic nie odpisal i od miesiaca jest cisza.

Gdzie popelnilem blad?
Obserwuj wątek
    • tytoniowy_dym Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 22:38
      ten wątek już był, chyba na forum mężczyzna i to jakiś czas temu...
      • kropidlo5 Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 22:50
        tak owszem byl, nawet tam go tam powtorzylem, a jest od nowa bo nowe
        okolicznosci sa.
    • mareczekk77 Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 22:45
      Niestety na takich relacjach można się potknąć i nie mam pojęcia jak takich
      sytuacji unikać. Ale ja też tego doswiadczyłem, dowiedzenia się że wykorzystałem
      kogoś bez honoru i że wiszę mu 5 tysięcy za 2h pracy :) no cóż, zostaje szukanie
      ludzi którzy mają poczucie przyzwoitości bo Ci co opisujesz jej na pewno nie
      mają. Nawet samo to co piszesz - bilet na topową imprezę kilka setek jak myślę
      (dobrze myślę?) a obiad w chińczyku na dwa żołądki (moje żołądki bo dla
      niektórych Pań z forum to zakąska ledwie co:) ) 8pln, np moja ulubiona ryba w
      sosie słodko kwasnym.
      • kropidlo5 Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 23:03
        mareczekk77 napisał:

        > ... Nawet samo to co piszesz - bilet na topową imprezę kilka setek jak myślę
        > (dobrze myślę?) a obiad w chińczyku na dwa żołądki (moje żołądki bo dla
        > niektórych Pań z forum to zakąska ledwie co:) ) 8pln, np moja ulubiona ryba w
        > sosie słodko kwasnym.

        Nie chcialem nigdy alkulowac w ten sposob, bo tu jest oczywista rzecz, ze
        wartosciowo ( w pieniadzach) to ja oferuje wiecej- ale nigdy bie uwazalem, ze
        naprawde oferuje wiecej- uwazalem, ze oferuje tyle samo- bez wyliczen, cos biore
        cos daje- doceniam fakt, ze ona gotuje, spedza czas w kuchni, nawet ze wydaje na
        skladniki- ale ja nigdy nie traktowalem tych obiadow jako okazji do
        "zarobienia", ale tak wyszlo jakby...
        • erillzw Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 23:06
          kropidlo5 napisał:

          > ja nigdy nie traktowalem tych obiadow jako okazji do
          > "zarobienia", ale tak wyszlo jakby...

          No widzisz.. problem w tym, ze zona Twojego kumpla to tak traktowala
          bo pewnie sama by tak postapila...
          Takie sadzenie po sobie..
    • lonely.stoner Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 22:47
      twoj przyjaciel to dupek i cham, jego zona nie jest lepsza.
      Znajdz sobie normalnych znajomych a tych na pewno nigdy nie zapraszaj na zadne
      koncerty, jak beda chcieli jakies bilety to podeslij im linka z cenami hehe.
      • erillzw Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 22:50
        No niestety pan stanął po stronie zony a nie przyjaciela. Troche nie
        ma sie co dziwic.. jedynie zastanowiac sie nad tym jaki byl poziom
        zazylosci, ze kolega sie obrazil..
        Widocznie ma takie uklady z zona, ze toleruje jak malozka sie dop**
        do tego, ze tak zle sie jej dzieje, ze przyjezdza do niej darmozjad
        - ktorego sama zaprasza - i daje w zamian jedynie wejsciowki na
        koncert.

        Btw. Czy oni wiedza, ze mieszkasz w pokoju a nie domu? I masz
        wspollokatorow? I nie masz jak zorganizowac tych imprez?
        • kropidlo5 Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 22:55
          Btw. Czy oni wiedza, ze mieszkasz w pokoju a nie domu? I masz
          > wspollokatorow? I nie masz jak zorganizowac tych imprez?

          Tak wiedza bo kilka razy byli u mnie, jak moglem to ugoscilem- ale na pewno nie
          tak jak oni mnie- w sensie kanapki kontra gotowany obiad.
          Dodam, ze zona przyjaciela ma specyficzna nature i lubi obgadac, wiec jest tak,
          ze ja zapraszalem ludzi do nie czasem, ale jej balem sie zaprosci zeby nie
          powiedziala, ze ja przyjmuje w zlych warunkach.
          Raz mnie juz wysmiala, ze ugotowalem obiad z "tego co bylo w lodowce" choc wcale
          tak nie bylo. Niewazne.
          • erillzw Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 23:01
            kropidlo5 napisał:
            > Tak wiedza bo kilka razy byli u mnie, jak moglem to ugoscilem- ale
            na pewno nie
            > tak jak oni mnie- w sensie kanapki kontra gotowany obiad.

            No coz.. widac pani ma ambicje byc przyjmowana na salonach..

            > Dodam, ze zona przyjaciela ma specyficzna nature i lubi obgadac,
            wiec jest tak,
            > ze ja zapraszalem ludzi do nie czasem, ale jej balem sie zaprosci
            zeby nie
            > powiedziala, ze ja przyjmuje w zlych warunkach.

            Widzisz.. a teraz powiedziala, ze nie przyjmujesz jej wcale.. i
            generalnie nic nie daje w zamian...
            Podejrzewam, ze pani na codzien moze miec mine i stan psychike jakby
            jej ktos gowno pod nosem rozsmarowal..

            > Raz mnie juz wysmiala, ze ugotowalem obiad z "tego co bylo w
            lodowce" choc wcal
            > e
            > tak nie bylo. Niewazne.

            Taki poziom. Nie poradzisz. A kolega wiedzial co wybiera i wiedział
            z czym zyje. Widac kakulowalo mu sie obrazic sie na Ciebie niz
            sprzeczac sie z jedza a domu...
            • swinia_i_cham tak bywa jak się wiocha lekko wybije... 23.07.09, 19:45
              ... powtarzam - olej ich. Nie są warci uwagi, a nazwanie tej durnej dupy "przyjaciółką" jest ostrym nadużyciem tego słowa...
    • makova_panenka Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 22:49
      Powieliłeś bajeczkę która gościła na tym forum nie jeden już raz.
      • kropidlo5 Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 22:52
        makova_panenka napisała:

        > Powieliłeś bajeczkę która gościła na tym forum nie jeden już raz.

        jak napisalem, nie bajeczka tylko prawda, a fakt ze byla- przypominam, bo nowe
        okolicznosci sie pojawily. czyli to co w temacie- i o to chodzi.
        Jak zareagowac na zachowanie przyjaciela, zagadac pierwszy?
        (choc zagadalem juz raz ale on nie odpisal).
        • katerina24 Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 23:10
          Smutne. Prawda jest taka, że babka zachowała się nie fair - po pierwsze nie
          miała przymusu Cię zapraszać, jeżeli jej to nie "leżało" mogła kulturalnie/ na
          osobności/ czy tez zjeść z mężem nie powiadamiając Ciebie/ załatwić sprawę.
          Takie wypominanie to niestety nie świadczy dobrze, bo podobno daje się z serca i
          nie liczy się ile razy/kto lepiej etc. Tyle ile możesz - nie musiałeś a
          licytowanie ze strony tej pani nie zbyt dobrze o niej świadczy. Sama tez bym się
          nie pchała gdzie mnie nie chcą, raz uważałabym, że wyskoczą znowu z czymś równie
          miłym po drugie wskutek takiego a nie innego jej zachowania czułabym się
          zapraszana z musu i gdybałabym czy aby intencje są szczere! Niestety nie ma się
          co oszukiwać. Oczywiście Ty ją {ich} znasz lepiej ale sądzę, że człowiekowi
          obrażonemu a obraziła Cię perfidnie wykonując taka voltę w większym
          gronie{sugerując, że ich obżerasz} nie jest łatwo przejść nad tym do porządku
          dziennego. Może jest zazdrosna, że facet nie siedzi z nią non stop {co jest
          chore}, może miała gorszy dzień albo jest taka jędzowata? Jej facet a Twój
          kumpel może być między młotem a kowadłem ale skoro się tak lubicie{albo inaczej
          zawsze miałeś poczucie, że on Cię lubi} to zwykła rozmowa powinna załatwić
          sprawę skoro wg niego to było nic!
          Rozumiem, że Ci ciężko -ale nie dzwoń do niego zobacz czy on wykona ruch, jeśli
          siedzi pod jej pantoflem daj se siana taka kobieta zawsze sprowokuje i
          wykorzysta wszystko co by Ci dowalić, niestety. I to strasznie smutne ja wiem.
          On jej pewno powiedział i ona mogła go podjudzić a on boi/ceni ja bardziej.
          Wychodzi jak być Ty się teraz dopraszał a on Ci pokazuje drzwi - nie warto!
          • katerina24 Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 23:12
            byś Ty sorka
          • mareczekk77 Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 23:16
            No ja też myślę kolego że odetnij się od nich, kolega stanie po stronie żony, a
            ta mówiąc przy ludziach taką rzecz to już nawet nie brak taktu, a wyrafinowana
            złośliwość. Pozostaje poczekać aż zechcą pójść na koncert i będę musieli
            zapłacić równowartość kilkunastu obiadów za jeden bilet, wtedy moze zrozumieją,
            chociaż wątpliwe to jest.
    • bell82 Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 22:56
      Ty nigdzie, a pani chyba Twoja przyjaciółką prawdziwa nie była, przykro mi ;]
    • jane-bond007 Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 23:01
      moze ta zona sobie zazartowala a Ty to wziales jako afront...
      przecie jeszcze kolega ratowal sytuacje pytajac ja o te koncerty

      nie powienienes sie foszyc moim zdaniem tylko przyjac to kolejne
      zaproszenie i jesli temat by sie pojawil to wyjasnic od razu, przy
      wspolnym stole, oko w oko ;)
      • erillzw Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 23:04
        jane-bond007 napisała:

        > moze ta zona sobie zazartowala a Ty to wziales jako afront...

        Cos mi sie zdaje - po dalszej opowiesci - ze pani zona generalnie
        tak ma ze jej wiele nie pasuje w zyciu.

        > przecie jeszcze kolega ratowal sytuacje pytajac ja o te koncerty

        Ale jaka sytuacje ratowal? Chyba z zona...


        > nie powienienes sie foszyc moim zdaniem tylko przyjac to kolejne
        > zaproszenie i jesli temat by sie pojawil to wyjasnic od razu, przy
        > wspolnym stole, oko w oko ;)

        Nie wiem jak Ty ale ja tez bym nie przyjela takiego zaproszenia. Po
        to by z milego wieczoru przy obiedzie zrobila sie chryja gdy pani
        wysyczy "to co kiedy nas w koncu zaprosisz na normlany obiad a nie
        na kanapki?"
        Poza tym.. ten kolega dostal wyjasnienie - autor nie chce prowokowac
        nieprzyjemnych dla niego sytuacji gdy wypomina mu sie bycie
        darmozjadem bo zamiast spraszac do domu zalatwia wejscia na koncerty
        - i sie obrazil..
        Myslisz, ze oko w oko byloby inaczej?
        • jane-bond007 Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 23:24
          Ale jaka sytuacje ratowal? Chyba z zona...
          tak z zona, opisuje sytuacje z zona

          Nie wiem jak Ty ale ja tez bym nie przyjela takiego zaproszenia.

          zalezy wszystko od tej sytuacji na przyjeciu :) no i trzeba sie
          zastanowic czy jak szlam jesc te obiady to czulam ze przeginam czy
          tez czulam ze wszystko gra

          Po
          > to by z milego wieczoru przy obiedzie zrobila sie chryja gdy pani
          > wysyczy "to co kiedy nas w koncu zaprosisz na normlany obiad a nie
          > na kanapki?"


          nie wiadomo czy by syczala czy nie, a gdyby syczala sprawa bylaby
          jasna

          > Poza tym.. ten kolega dostal wyjasnienie - autor nie chce
          prowokowac nieprzyjemnych dla niego sytuacji gdy wypomina mu sie
          bycie darmozjadem bo zamiast spraszac do domu zalatwia wejscia na
          koncerty
          > - i sie obrazil..
          > Myslisz, ze oko w oko byloby inaczej?



          nie mam pojecia - mysle ze
          1 albo nawet by o tym nie spominali i poszloby to w niepamiec
          2 wyjasnione zostalo jako: ok glupio wyszlo, fakt ale postarajmy
          sie zapomniec
          3 lub doszlo by do nieprzyjemnosci po ktorych autor nie mialby
          watpliwosci :)

          a tak ma co ma
      • kropidlo5 Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 23:05
        ane-bond007 napisała:

        > moze ta zona sobie zazartowala a Ty to wziales jako afront...
        > przecie jeszcze kolega ratowal sytuacje pytajac ja o te koncerty
        >
        > nie powienienes sie foszyc moim zdaniem tylko przyjac to kolejne
        > zaproszenie i jesli temat by sie pojawil to wyjasnic od razu, przy
        > wspolnym stole, oko w oko ;)

        No wlasnie, ja napisalem mu- spoko, moze zona tak sobie palnela, zapomijmy o
        sprawie, ale on zamilkl!
        • katerina24 Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 23:17
          Być może ona robi mu takie akcje często a Ty się postawiłeś albo zareagowałeś
          nie tak jak on {uszy po sobie i uśmiech Jokera}i stąd tez problem!
        • jane-bond007 Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 16:56
          zadzwon do niego i porozmawiaj - niekoniecznie o tych nieszczesnych
          obiadach, zapros ich do siebie albo idzcie we dwoch/we troje do
          knajpki, jesli to dobry kolega/przyjaciel szkoda ucinac znajomosc w
          powodu takiej glupoty
      • katerina24 Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 23:19
        Szczerze Jane bond007 myślisz, że ona dowcipkowała, licytując kto /gdzie ile
        razy ją zapraszał?
        • jane-bond007 Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 23:29
          ja tego nie wiem gdyz mnie tam nie bylo... a jesli cos jej nie
          pasowalo to mogla go nie zapraszac, takich spraw nie zalatwia sie na
          przyjeciu... dlatego to mnie dziwi

          1. albo jest idiotka
          2. albo to byla zart wyolbrzymiony przez autora
          3. albo cos palnela bez sensu co zreszta uswiadomil jej maz wiec
          starala sie to naprawic kolejnym zaproszeniem na ktore autor sie
          nafoszyl - a teraz sie dziwi :)
          • chomsterek Re: przyjaciel sie obrazil 23.07.09, 19:30
            Moim zdaniem on się nie nafoszył, a całkowicie racjonalnie zareagował.
            Trudno wierzyć w szczere intencje zapraszającego, jeśli publicznie
            sobie z nas pokpiwa i wypomina brak rewanżu.
            • jane-bond007 Re: przyjaciel sie obrazil 23.07.09, 19:51
              wiec sam zachowalbys sie jak autor :) i co by Ci z tego przyszlo?
              watek na forum?

              ja wole miec kolegow/przyjaciol i dokanczac niewyjasnione sprawy
              • chomsterek Re: przyjaciel sie obrazil 23.07.09, 21:58
                ZachowałAbyś, jeśli łaska.

                jane-bond007 napisała:

                > wiec sam zachowalbys sie jak autor :) i co by Ci z tego przyszlo?
                > watek na forum?

                ZachowałAbyś, jeśli łaska.

                > ja wole miec kolegow/przyjaciol i dokanczac niewyjasnione sprawy

                A ja wolę mieć szczerych i uczciwych kolegów/przyjaciół, którzy
                niewyjaśnione sprawy załatwiają ze mną, zamiast sobie "żartować" w
                obecności postronnych osób. Bogowie raczą wiedzieć, z czym następnym
                razem wyskoczą, zamiast zwrócić się do mnie bezpośrednio.
                • kropidlo5 Re: przyjaciel sie obrazil 23.07.09, 23:12
                  Jesli chodzi o sposob zapraszania, jesli szedlem to na wyrazne zaproszenie, a i
                  nie z kazdego korzystalem.

                  Co do tego, co mi z tego ze to pamietam- to kilka rzeczy, raz ze oczywiscie
                  jakas ambicja i poczucie rownowagi, ale tez racjonalne przewidywanie- zgody
                  osiagniete na fundamencie tego, ze ktos ustapi a ktos nie nigdy nie sa trwale.
                  I musza chciec rozejmu dwie strony, zaangazowac sie tez.
                  Inaczej pojawi sie poczucie krzywdy, a to pozywka do nowego jeszcze gorszego
                  konfliktu.

                  Jesli teraz "przyznam sie" do bledu- ze to ja sie bezpodstawnie obrazilem
                  (chociaz ja sie nawet formalnie nie obrazilem! ja tylko o tym powiedzialem, a
                  skoro rozmawialem to raczej obrazony nie bylem)
                  i ze jej komentarz byl fair, to pomijajac ambicje- ze ona pomysli ze zawsze ma
                  racje- ale juz niewazna racja, nie musze jej miec- ale bedzie we mnie poczucie
                  krzywdy po takim rozejmie a nasze relacje nadal nie beda partnerskie tylko na
                  zasadzie madry- glupi.

                  No bo jak to jest, ze kolezanka jak publicznie mnie osmieszyla (powiedzmy ze "
                  zartujac") to jest ok, a jak ja prywatnie poprosilem o wytlumaczenie bo "robie
                  afere".

                  Czylli mi mozna wszystko a ja nie moge nic.

                  Tak, jak ktos wspomnial, moze i siedzacy pomysleli co pomysleli o niej, chociaz
                  i na mnie to cien rzucilo jednak.



        • chomsterek Re: przyjaciel sie obrazil 23.07.09, 19:23
          Nawet jeżeli to był dowcip, to ewidentnie w złym guście.
          • jane-bond007 Re: przyjaciel sie obrazil 23.07.09, 19:38
            to oczywiste ale czy nie jestesmy tylko ludzmi?
            • chomsterek Re: przyjaciel sie obrazil 23.07.09, 19:42
              Owszem. Autor też się zachował jak "tylko człowiek". Mógł zrobić dobrą
              minę do złej gry, ale nie każdy to potrafi.
              • jane-bond007 Re: przyjaciel sie obrazil 23.07.09, 19:52
                no to ma co ma, czas sie nauczyc
    • majaa Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 23:01
      kropidlo5 napisał:

      > Gdzie popelnilem blad?

      Według mnie nigdzie. To żona przyjaciela wykazała się brakiem taktu,
      a przyjaciel niestety tego nie zauważył albo zbagatelizował.
      Odezwałeś się, nie zareagował, trudno, widać kiepski z niego
      przyjaciel...teraz zdecydowanie jego ruch.
      • lonely.stoner Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 23:45
        a ja bym jednak takich ludzi olala. Co za buractwo w ogole wypominac komus ze
        sie go zapraszalo na obad i ze kiedy to on nas zaprosi?? to juz jest czyste
        wyrachowane chamstwo i nie da sie tego nijak wytlumaczyc.
        na okolicznosc tego zdarzenia przypomniala mi sie akcja podobna, kiedy to do
        jednej mojej kumplei zalecal sie przez 2 miesiace facet - dzwonil prawie
        codziennie, ona byla nie zainteresowana i w koncu definitywnie dala mu kosza. I
        zgadnijcie co zrobil?? Zazadal zeby mu oddala pieniadze za telefony ktore do
        niej wykonal...dla mnie to jest taki sam rodzaj zachowania.
        • katerina24 Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 23:50
          Żartujesz? Ale burak, ło matko!!!
          • mareczekk77 Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 23:55
            Niech ucieka póki może od takich ludzi. Mi się w głowie nie mieści żeby moja
            kobieta tak potraktowała mojego przyjaciela a ja bym uszy położył po sobie. On
            warty jej :)
            • katerina24 Re: przyjaciel sie obrazil 21.07.09, 23:57
              To samo pomyślałam! Nie ma co zabiegać o takie relacje potem masz kwasy a osoby
              jej pokroju traktują to bez wyrzutów względem siebie!
    • volta2 Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 00:03
      pytasz, gdzie jest błąd?
      większość cię uspokaja, że nigdzie ale ja myślę, że:
      te koncerty to wcale nie takie fajne były dla nich/niej, owszem za
      darmo to mogli pójść, ale generalnie to się tam nudzili i tylko
      darmoszka ich tam trzymała, to jakiej wartości są te bilety nie ma
      dla nich większego znaczenia
      - mnie mąż chciał zabrać na koncert gdzie bilety były po 300 zeta w
      latach 90-tych(to była prawie moja pensja) - odmówiłam, bo bym się
      wynudziła, a tej kasy na nudę byłoby mi szkoda... za darmo - może
      bym poszła?

      to że nie dysponujesz lokalem - to nic takiego, po prostu czasem
      mógłbyś odprosić do restauracji i tyle...
      skoro organizują"proszone kolacje" to znaczy, że kulinarne klimaty
      kręcą ich bardziej niż kulturalne, i może właśnie ucieszyliby się z
      zaproszenia na kolację?


      my też mieliśmy kolegę, który był zapraszany do nas zawsze, gdy coś
      organizowaliśmy, impra na działce, w domu, parapetówki, urodziny
      dzieci, jak się pojawiły stopniowo w życiu naszych przyjaciół i
      naszym. tak było przez ostatnie 13 lat. od roku przyjaciela nie
      zapraszamy, bo jakoś w końcu dotarło do nas, że najzwyczajniej w
      świecie jemu nie zależy na kontakcie. bo do diabła - na te 13 lat
      raz mógłby zaprosić do domu(była okazja do parapetówki, urodziny
      jego dziecka itp.), skoro tego nie robi, to przejęliśmy jego sposób
      kontaktowania się z nami-i jest cisza.
      trochę przykro, ale mówi się trudno.
    • drie Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 00:11
      A moze to zona gotuje te obiady, a kumpel Cie zaprasza? Na koncerty
      tez kumpel chetniej chodzi niz zona? Wiec korzysta na tym Twoj
      przyjaciel, a zona wciaz czuje sie w jakis sposob " nie
      odwdzieczona" staniem przy garach. Nie mogles ich raz na jakis czas
      do restauracji zaprosic, by ona tez poczula sie " na obiedzie" u
      kogos. Albo jakis kwiatek czy jej ulubione czekoladki sprezentowac?

      Jesli Ci zalezy na tej znajomosci czy przyjazni, to wez butelke
      dobrego wina czy co tam oni pija czy jedza i idz pogadaj z nia i z
      nim. Powiedz jak sie czujesz, ze te bilety nie spadaja Ci pod nogi,
      ze uwielbiasz jej obiady i towarzystwo, ale glupio ci jak slyszysz
      taki tekst na przyjeciu, nie wiedziales, ze ona sie tak czuje itp
      itd. Rozgadajcie to jak przyjaciele.
      • kropidlo5 Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 00:19
        2 rzeczy
        1. ja zaprosliem kilka razy, poza tym to nie bylo 13 lat i to nie bylo "
        wmuszone koncerty", ja zalatwialem wejscia na koncerty, na ktore chieli wejsc.
        2. ja nie uwazam, ze mi sie "nalezy". zawsze dziekowalem za zaproszenie,
        staralem sie przyniesc swoja droga jakies cisastka, lody itp
    • enith Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 00:24
      Ok, żona przyjaciela zachowała się buracko komentując w towarzystwie twój brak rewanżu za lata, gdy stołowałeś się u nich (na jej wyraźne zaproszenie).
      Ok, przyjaciel też się nie popisał, obrażając się za to, ze napisałeś mu o tym, że zachowanie żony cię uraziło.
      Ok, nie masz za bardzo możliwości zorganizowania obiadu z racji warunków lokalowych. Tak bywa.
      Nie rozumiem natomiast kompletnie, czemu przez te lata nie wpadłeś na pomysł, by zrewanżować się zabraniem tej dwójki np. do jakiejś fajnej restauracji. Nie każdy, naprawdę, jest miłośnikiem koncertów, imprez kulturalnych czy sportowych. Ja wynudziłabym się na śmierć na meczu bejsbola, choćby po bilety trzeba było iść do samego diabła. Pomyślałeś, że tego typu rozrywka, jaką zaproponowałeś, zwyczajnie nie leży w orbicie zainteresowań tych ludzi? I że nie odmówili przyjęcia biletów, bo np. nie chcieli cię urazić? Fakt, zachowanie obojga po całej sprawie jest średnio fajne, ale twoje wymówki, ze nie masz warunków, by ugościć znajomą parę, podczas, gdy na każdym rogu jest restauracja, też są średnio fajne. Ja nie zapraszam ludzi do domu, bo mam bajzel, brakuje mi wciąż masy mebli, ale do restauracji w ramach rewanżu za imprezy domowe zapraszam zawsze. I nikt z moich znajmoych się na ten stan rzeczy nie obraża.
      • kropidlo5 Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 00:29
        enith napisała:

        >
        > Ja wynudziłabym się na śmierć na meczu bejsbola, choćby po bilety trzeba było
        > iść do samego diabła. Pomyślałeś, że tego typu rozrywka, jaką zaproponowałeś, z
        > wyczajnie nie leży w orbicie zainteresowań tych ludzi? I że nie odmówili przyję
        > cia biletów, bo np. nie chcieli cię urazić? Fakt, zachowanie obojga po całej sp
        > rawie jest średnio fajne, ale twoje wymówki, ze nie masz warunków, by ugościć z
        > najomą parę, podczas, gdy na każdym rogu jest restauracja, też są średnio fajne
        > . Ja nie zapraszam ludzi do domu, bo mam bajzel, brakuje mi wciąż masy mebli, a
        > le do restauracji w ramach rewanżu za imprezy domowe zapraszam zawsze. I nikt z
        > moich znajmoych się na ten stan rzeczy nie obraża.

        Tak, zgadzaloby sie, ale ja nie przymyszalem do imprez, ja zalatwialem czasem
        tez to, co ona/ oni chcieli.
        Nie tak ze na byle gowno zalatwilem bilety, nie tak.
        • enith Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 00:35
          Ok, rozumiem, że oni wybierali koncert, ty załatwiałeś bilety, a potem wyszła ta cała sprawa z pretensjami żony przyjaciela. No to faktycznie niefajnie się zachowują. W takim układzie chyba naprawdę rozluźniłabym kontakt i czekała na ruch przyjaciela. Masz rację, że poczułeś się urażony, bo sprawa mogła zostać załatwiona zupełnie inaczej, kulturalnie, bez pretensji i bez świadków. Nie pozostaje ci nic innego, jak czekać, chyba, że pierwszy wyciągniesz rękę. Uważam, mógłbyś zaprosić gdzieś tych dwoje i spróbować wyjaśnić te nieporozumienia, jeśli oczywiście zależy ci na przyjaźni kogoś, kto dość wrednie się wobec ciebie zachował. To już jest twoja decyzja.
          • gabelle Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 00:40
            Tak swoją drogą zapraszanie kogoś na zasadzie "ma sie nam odwdzięczyc"
            to zenada nie sadzicie??
            Albo zapraszasz kogos dla jego osoby albo jestes materialsta. Prosta
            rachuba.
            • ultraviolet6 Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 08:16
              gabelle napisała:

              > Tak swoją drogą zapraszanie kogoś na zasadzie "ma sie nam
              odwdzięczyc"
              > to zenada nie sadzicie??
              > Albo zapraszasz kogos dla jego osoby albo jestes materialsta.
              Prosta
              > rachuba.

              To nie tak. Oni, jak widać, nie zapraszali go tylko po to aby się
              odwdzięczył (bo zapraszanie skończyłoby się już na 2-gim czy nawet
              piątym razie a nie dwudziestym). Chodzi o to, że w kontaktach
              towarzyskich panuje taka niepisana zasada, że zaprasza się na tzw.
              rewizyty. Oczywiście inaczej sprawa wygląda jak ktoś nie ma warunków
              (tu dochodzi kwestia czy aby na pewno tak ciężko autorowi zaprosić 2
              osoby do siebie - ale nie wnikam), ale już padła tutaj propozycja
              rozwiązania tego problemu - zaproszenie do restauracji itp.

              Do autora: moim zdaniem ważny jest kontekst tego co powiedziała
              przyjaciółka (tak nagle z tym wypaliła? może był jakiś powód,
              prowokacja?). I z pewnością należy o tym z nimi porozmawiać, a nie
              obrażać się jak dzieci. Może właśnie teraz zaproś ich Ty i zakopcie
              topór wojenny. Ja zawsze wychodzę z założenia, że lepiej mieć więcej
              przyjaciół niż wrogów. A Ci ludzie, z tego co przeczytałam, byli Ci
              przychylni (nie zapraszaliby tyle razy gdyby było inaczej).
        • skarpetka_szara Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 03:31
          Jeszcze do tej pory nic sie nie wyjasnilo????

      • mareczekk77 Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 10:06
        Z tym odwdzięczaniem się w restauracji to ryzykowny pomysł nieco. Obiad domowy
        ile może kosztować? max 20pln i to wyszukany i bardzo obfity. A ile obiad w
        restauracji? co najmniej 200pln, dawno nie byłem więc mnie poprawcie jeśli się
        mylę. Oczywiście mówimy o restauracji a nie o barze mlecznym. Żona jego
        przyjaciela widać że czuje się wielką Panią więc niech będzie restauracja.

        I co zrobić z taką dysproporcją cenową? czemu przyjaźń ma być taka że jeden
        inwestuje tysiące, drugi dziesiątki i jeszcze przy innych ludziach (!!!)
        wypomina to?
        • yannika Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 16:34
          > Obiad domowy ile może kosztować? max 20pln i to wyszukany i bardzo
          > obfity.

          A Ty co, słoneczko przygrzało czy do sklepów nie chodzisz, że takie bzdury
          wypisujesz? Zobacz sobie ile będzie choćby schab na kotlety na 3 osoby kosztował...
          • mareczekk77 Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 17:43
            A Ty co, słoneczko przygrzało czy do sklepów nie chodzisz, że takie bzdury
            > wypisujesz? Zobacz sobie ile będzie choćby schab na kotlety na 3 osoby kosztowa
            > ł...

            To jakim cudem cała porcja chińczyka pyszna kosztuje 8pln? przecież oni i tak
            obiad robią dla siebie, więc dodatkowo dla trzeciej osoby ile może kosztować?
            nie 20 więc ile? 40? 100? a może 1000?

            schab ok 14pln/kg, ziemniaki nie wiem, 2pln/kg? surówka grosze, buraczki,
            kapustka, ile to do diabła może kosztować? jak się tu ma uzbierać dla trzeciej
            osoby więcej niż 20pln?

            Kropidło, dużo jadłeś tych kotletów? :)
            • jane-bond007 Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 17:53
              gora 20, jak juz sie gotuje to jedna geba w ta czy w tamta mnie
              roznicy nie robi, i tak wiecej sie smazy tychze kotletow - kto smazy
              2 kotlety?
              • mareczekk77 Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 18:06
                No własnie, tak mi się wydawało. Chyba że autor wątku lubi zjeść ze dwa, trzy
                kilo kotletów to bym zrozumiał :)
                • jane-bond007 Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 18:20
                  i jeszcze wynies pare w kieszeni :P
    • laluniaaa Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 00:52
      > Gdzie popelnilem blad?


      w momencie, gdy nazwałeś tych ludzi swoimi przyjaciółmi
    • sommernachtstraum Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 07:26
      przekreśliłeś wieloletnią przyjaźń pod wpływem jednego głupiego komentarza,
      który mogłeś opacznie zrozumieć, który mógł być rezultatem zmęczenia, złego
      humoru, nieumiejętnego wyrażenia się, alkoholu.

      przyjaciel poczuł się urażony swoim i żony zasugerowanym przez ciebie wyrachowaniem.

      błąd? to zależy jaki był cel twoich działań?
    • kaatrin Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 08:45
      Zona przyjaciela zachowala sie buracko wypominajac Ci obiady,
      szczegolnie przy znajomych.

      Moim zdaniem, jesli zalezy Ci na przyjacielu, teraz powinienes
      zrobic pierwszy ruch i zaprosic ich na obiad. Jesli nie masz
      warunkow, to do restauracji. Nastepnym razem, jak bedziesz u nich
      na obiedzie, to przynies butelke wina lub kwiatka dla pani domu. Ja
      czesto mam w domu kolegow meza na obiedzie (wlasnie takich singli
      bez warunkow jak Ty) i zawsze cos przynosza.
    • stinefraexeter Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 11:15
      Pamiętam twoją historię bodajże z forum psychologia czy mężczyzna. Nie pamiętam
      za to, czy coś odpowiedziałam, wiem natomiast jakie były moje odczucia i, po
      tych nowych okolicznościach, ich nie zmieniłam.

      Cały czas skłaniam się ku opinii, że problem leży tak naprawdę w relacjach
      między małżonkami. Wydaje mi się, że motorem napędowym całej sytuacji był twój
      przyjaciel: to on cię zapraszał i to on być może najwięcej korzystał z tych
      koncertów. Kto wie, czy jego żonie uśmiechało się kucharzenie dosyć częste (20
      razy to nie byle co) dla dodatkowej osoby, w zamian dostając zaproszenia na
      koncert, które miały w jej oczach mniejszą wartość. Ty bagatelizujesz jej
      argument, ale wydaje mi się on kluczowy: pracujesz w ośrodku kultury, więc
      załatwienie wejściówek wydaje się (osobie postronnej) być dla ciebie zadaniem
      dosyć łatwym. Ona ci wprost powiedziała, że uważa, iż włożony przez nią wysiłek
      w goszczenie ciebie jest większy niż twój wysiłek włożony w zdobycie wejściówek.
      Dlaczego to zbywasz? Przecież o to chodzi: ona się czuje wykorzystywana
      (słusznie czy nie, to inna sprawa).
      To jest w ogóle ciekawy przypadek tego, jak subiektywna jest ocena "wartości"
      prezentu. Tobie się wydaje, że wejściówki załatwiają sprawę, ona je ceni
      znacznie niżej.

      I teraz tak: zasadnicza sprawa to to, na czym ci zależy.
      Bo wyjaśnienie zagadki już masz i w zasadzie miałeś je cały czas przed oczami.
      Chcesz utrzymywać z nimi kontakt? Na jakich zasadach?

      Tak na marginesie: uwagi i komentarze tej kobiety rzeczywiście brzmią nieco
      obcesowo, ale fakt, że twój przyjaciel wyciągnął miesiąc temu do ciebie rękę, a
      ty, jak nastroszony królewicz, ją odrzuciłeś pozwala mi wierzyć w jego słowa, że
      brakuje ci nieco luzu.

      Już na poprzednim forum ludzie ci sugerowali, żebyś ich dwoje zaprosił gdzieś
      na pizzę (nie musi to być przecież eksluzywna restauracja). No bo wiesz już, że
      te koncerty mają dla nich (niej) mniejszą wartość niż sądziłeś. Zrobiłeś to? Czy
      też wolałeś obrazić się na kumpla i stracić przyjaźń?
      • kropidlo5 Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 12:45
        Niedokladnie jest tak, bo to nie ja sie obrazilem tylko kolega, ja napisalem
        wtedy maila z propozycja "zawieszenia broni" a on sie od tej pory nie odezwal.
        Jesli chodzi o zaproszenie ich to owszem, czemu nie, moge to zrobic i pewnie
        zrobie, ale nie teraz, bo to byloby po pierwsz sztuczne/ wymuszone, oni by sie
        czuli ze ja cos robie na sile i ja bym czul to samo. Musi nieco czasu uplynac.

        Jak tu ktos pisal, ze tez gosci takiego "kawalera"- to owszem od dluzszego czasu
        staralem sie tak wlasnie robic, czyli przyniesc cos "do obiadu", nie przychodzic
        z pustymi rekami- jakies lepsze ciastka itp, z reguly nie jakies wielkie rzeczy
        oczywiscie ale tez nie ze puste rece.

        Co do zaproszenia do domu, to jak mowie mam slabe warunki na impreze, owszem 2-3
        osoby moga przyjsc, i czasem ktos przychodzi i goszcze, ale akurat tej
        dziewczyny- zony mowiac szczerze sie boje, bo wiem ze ona jest nieco "posh" i
        boje sie, ze zle ugotuje, ze nie takie talerze jak trzeba itp- moze nie powie mi
        tego wprost, ale po czasie- kiedys jak pierwszy raz cos ugutowalem i zaprosilem
        to powiedziala, ze bylo ok, a po pol roku skrytykowala, nie jakos agresywnie,
        ale powiedziala, ze moj apotrawa byla bez ladu i skladu, bo namieszalem
        wszystkich przypraw bez pomyslu.

        Co do "kalkulacji" wzajemnych przyslog to oczywiscie mozna jak pisalem kiedys w
        watku roznie na to patrzec- cena biletu to cena 20 obiadow, ale koszt biletu w
        gotowce dla mnie zero a obiady cos tam, ale wysilek, ale co kto by stracil-
        mozna w nieskonczonosc kalkulowac.
        Ja tego nie odbieralem w kategorii wyliczania ile za ile tylko tak generalnie,
        skoro tu biore to tam daje, zjem obiad- postaram sie zalatwic bilet ( co nie
        jest tak latwe wbrew pozorom, bo nie mam w umowie o prace zapisu ze moge za
        darmo wciagac ludzi na koncerty).
        Kalkulacja wynikla z tego kolezanki komentarza.

        Zasadniczo sumujac to chyba problem w tym, ze ja nie moglem sie zdecydowac czy
        ten komentarz jej powinienem byl traktowac serio czy nie.

        Potraktowalem serio, ale bez obrazania sie, fochow itp- ale przyjaciel uznal, ze
        zrobilem afere z glupoty, na co tez nie moge sie zgodzic do konca, bo niech
        sobie kazdy wyobrazi ze ma cos" wypominane" publicznie, nie jest to mile
        uczucie, jakkolwiek byloby to niezamierzone i powiedziane pod wplywem emocji.

        Prawda wiec lezy po srodku, ja troche przesadzilem z reakcja ale tez mialem
        pewne podstawy do niej i kolega nie powinien sie obrazac za to, ze mu o tym
        powiedzialem, bo wychodzi na to ze zona jego moze mnie publicznie osmieszyc a ja
        nie m oge o tym nawet wspomniec, bo robie afere.

        W tej szczegolnej sytuacji czulem sie bezbronnie, to jest naprawde ciezkie
        uczucie- bo nie moglem nic powiedziec albo moglem zaatakowac- a nie chcialem.
        Bo jakby nie bylo padla prawda, ale prawda bez kontekstu. A kontekst jest wazny,
        niestety postronne osoby go nie znaja i nawet sama kolezanka chyba tez nie jest
        swiadoma.

        To jakbym powiedzial do swojego ojca publicznie " jak bylem na studiach to tylko
        raz mnie odwiedziles" a nie wspomnial, ze np.ojciec nie mial pieniedzy na bilet
        bo klepal biede.


        • stinefraexeter Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 14:29
          > Zasadniczo sumujac to chyba problem w tym, ze ja nie moglem sie zdecydowac czy
          > ten komentarz jej powinienem byl traktowac serio czy nie.

          Wydaje mi się, że ująłeś sedno sprawy.
          To co niżej piszesz też ma sens: w tej historii nie ma strony całkowicie bez
          winy. Wydaje mi się, że z twojej strony doszło do błędnego założenia, że
          wszystko jest ok, z ich strony zaś padły te dziwne komentarze. Wiem, że są tacy
          ludzie. Czasem nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że swoimi ciętymi uwagami
          sprawiają przykrość. Czasem zdają, ale nic ich to nie obchodzi..
          Wiesz, chyba najważniejsza jest kwestia, czy chcesz odnowić znajomość z tym
          kolegą. Jeśli tak, to może warto odezwać się raz jeszcze i puscić tamtą sprawę w
          niepamięć?
    • kropidlo5 wyjasniam 22.07.09, 12:59
      Wiem, ze watek byl juz na forum i porady byly-
      opisalem sprawe od nowa pod katem tych, ktorzy
      jej nie znali-
      natomiast napisalem znowu, bo okolicznosci nowe pjawily sie
      wlasnie takie, ze
      przyjaciel zamilkl wtedy i nie odezwal sie pierwszy do mnie, czyli jakby wyszlo
      ze ja zle postapilem a po drugiej stronie bylo wszystko ok, co niekoniecznie
      musi byc optyka przyjaciela wynikajaca ze zlosliwosci ale subiektywizm czysty.
      Ja jednak tez jestem subiektywny, stad zapytanie:)
    • kadfael Ale to już było! n/t 22.07.09, 13:06
      • kropidlo5 Re: Ale to już było! n/t 22.07.09, 13:09
        No wlasnie juz bylo- stad wyjasnienie, za pozne powinienem byl wyjasnic w
        pierwszym poscie o co chodzi, a nie dopeiro teraz.
        • kadfael Re: Ale to już było! n/t 22.07.09, 13:16
          OK, docztałam:)
          Wiesz co, chyba nic nie poradzisz. Mąz uznał - nie wiem z tego
          powodu, że uważa iż należy być lojalnym w stosunku do żony zawsze,
          czy może tak mu było wygodniej - że powinnien stanąć po stronie
          żony. Raczej nic na to nie poradzisz...
    • sweet_pink rachunek zysków i strat - nie prowadzę 22.07.09, 13:56
      Mi wydaje się chore w ogóle rozmyślanie o tym czy ktoś mnie odprasza, czy nie
      odprasza i czy rachunek dałam/dostałam bilansuje się w okolicy zera. Dla mnie
      nie do pojęcia jest jak małostkowym trzeba być żeby na to zwracać uwagę.
      Ja swoją paczkę kumpli (i wolnych i nie wolnych) karmię często i do głowy mi nie
      przyszło zastanawiać się czy mi się jakoś odwdzięczają. Mam chęć to zapraszam,
      jak wpadają grać to jak mam chęć to gotuje, a jak nie to razem zamawiamy pizzę.
      Jakbym się nie komfortowo czuła z tym, że często są u mnie na żarciu, a ja u
      nich nie to bym przestała gotować lub zamiast zapraszać umawiała się w knajpie.
      Jak dla mnie ta sytuacja to zwykła dulszczyzna.
      Autor zachował się poprawnie, kumpel strzelił focha...o co? o to, że jak się coś
      powie przykrego to albo trzeba umieć przepraszam powiedzieć (czy choćby
      żartowałam, nie mówiłam serio, nie chciałam sprawić Ci przykrości), albo ponieść
      konsekwencje urazy zostawionej samej sobie (spotykać się w knajpie nie licząc na
      autora jako gościa na obiedzie).
      • kropidlo5 Re: rachunek zysków i strat - nie prowadzę 22.07.09, 14:14
        Coz, sprawa z mojej strony byla prosta, usllyszalem to, uznalem ze nie bede sie
        boczyl, ale nie bede tez korzystal, jakis czas przynajmniej, z zaproszen- aby
        uniknac nieprzyjemnych uczuc, nie nakrecac sie itp.
        I chcialem nie wyjasniac, bojac sie ze to pogorszy sprawe.

        Zarazem gdy juz rzecz wyszla to chyba pojawila sie moja ambicja, bo jak mowie
        kolega po swojej i zony stronie nie widzial niczego nie wlasciwego- wiec wyszlo
        ze jestem paranokiem ktory sobie cos ubzdural i sie czepia.

        A mi nie chodzilo o bicie poklonow i wory pokutne ze strony tej dziewczyny tylko
        zwykle wyjasnienie- oj stary, zartowalam/ tak palnelam/ nie bierz tego do
        siebie- i to wydaje mi sie by zalatwilo sprawe- a ze nie padlo nic takiego tylko
        uznano mnie ze to ja tworze problem- to sie unioslem.

        Wlasnie tego chyba nie rozumiem- dlaczego tej kolezance tak trudno jest przyznac
        sie do- zeby nie uzywac wielkich slow- wpadki, do niezrecznosci- i powiedziec?
        Dlaczego sie zamiast tego napiela i postanowila mi udowodnic, ze jej slowa byly
        100% OK a ja sie sadze?
        To tak trudno wyjsc poza ambicje?

        Ja mowiac szczerze tez bylem niesiony ambicjami, ale je powstrzymalem szukajac
        kompromisu. Moglem przeciez powiedziec koledze tak- "sluchaj, twoja zona to
        burak i cham, zrobila ze mnie publicznie pasozyta, zachowala sie jak swinia i ma
        u mnie przesrane".
        Ja tak nie powiedzialem ( a nawet tak nie myslalem), ja od razu napisalem- ja
        wiem, ze moze palnela, ja wiem ze moze tak nie mysli- a w odpowiedzi atak: Paranoik!
        • sweet_pink Re: rachunek zysków i strat - nie prowadzę 22.07.09, 14:28
          W moim odczuciu normalny człowiek jak coś co on zrobi/powie co urazi drugą osobę
          to przeprasza. Nawet jeśli według niego sprawa była błaha/żartem...zwyczajnie
          różni ludzie różnie odbierają różne żarty czy przytyki i co dla mnie jest żartem
          dla innego może być obelgą. Nawet jeśli jesteś przewrażliwionym paranoikiem
          (choć nie sadzę), to jeśli coś cię uraziło i to zasygnalizowałeś to po ludzku
          jest żebyś usłyszał zwykłe sorry. Przepraszam nie boli, wiem z doświadczenia, bo
          sama jestem osoba, której zdarza sie coś palnąć bez pomyślunku.
          Co do rozwiązania.
          Ja bym zrobiła wszystko by puścić sytuację w zapomnienie. Zadzwoniłabym do
          kumpla i powiedziała, że nie chce z nim żyć w niezgodzie z powodu takiego nie
          porozumienia i zaproponowała zapomnienie o sprawie - tzn. ty zapomnisz o tekście
          jego żony, a on zapomni o swoim obrażaniu się. Niech sytuacja wróci do stanu
          sprzed tego feralnego tekstu. Na obiadki pamiętaj przynosić wino i kwiatki.
          A żonkę dulską traktuj z przymrużeniem oka, niech sobie narzeka i dulszczy ile
          chce.
      • arbuzunia sweet_pink 22.07.09, 14:21
        sweet_pink napisała:
        > Mi wydaje się chore w ogóle rozmyślanie o tym czy ktoś mnie odprasza

        Serio?

        Założmy, że masz znajomą parę, mają własne mieszkanie, ty & twój partner
        również. Zapraszasz ich co kilka tygodni na kolację, gotujesz jakieś fajne
        danie, sporo na to czasu poświęcasz, kupujesz wino itp. A oni nic. Naprawdę,
        uważasz że to w porządku?
        • sweet_pink Re: sweet_pink 22.07.09, 14:35
          Tak, serio.
          Nie każdy ma obowiązek lubić robić kolacyjki/obiadziki. Co jak ktoś nie lubi i
          nie ma ochoty robić to ma się zmuszać w imię "odpraszania" albo żadnych
          zaproszeń nie przyjmować i w domu siedzieć? Ze znajomymi/przyjaciółmi czas się
          spędza dla przyjemności, w przyjemny dla obu stron sposób.
          Jak bym się zaczęła czuć niekomfortowo z taką parą co nie odprasza to bym
          zamiast zapraszać umawiała się w knajpie i cześć (zamiast robić z siebie
          cierpiętnicę).

          • arbuzunia Re: sweet_pink 22.07.09, 15:32
            > Tak, serio.
            > Nie każdy ma obowiązek lubić robić kolacyjki/obiadziki.

            > Ze znajomymi/przyjaciółmi czas się spędza dla przyjemności, w
            > przyjemny dla obu stron sposób.

            No to żałuje, że nie mam tak ofiarnych znajomych jak ty :) Mi się wydaje, że
            każdy wolałby pójść na gotową imprezę/kolację niż za każdym razem wszystko
            szykować & sprzątać. Jeżeli dana grupa znajomych lubi zjeść razem kolację lub
            urządzić domówkę to przyjemniejszą "stroną" jak to ujęłaś, jest chyba bycie
            gościem? Zgodnie z Twoją logiką, każdy byłby gościem i zabrakłoby gospodarzy.
            • sweet_pink Re: sweet_pink 22.07.09, 16:55
              Jak każdy jest towarzystwo, że każdy chce być gościem to się baluje w klubie lub
              knajpie i tyle ;) Są towarzystwa gdzie ludzie robią na przemian, bo lubią, albo
              kilka osób bo lubi. Uważam, że taka róbta co chceta jest najzdrowsza. Mam chęć
              to robię i nie liczę tego jako zasługi. Jak przez zrobienie się będę czuła
              wykorzystana, to nie robię. Proste jak konstrukcja cepa. Przyjaźń jest do frajdy
              a nie dumania nad etykietą jak bym była hrabina bale wydającą.

              Ja akurat lubię gotować dla mojej hałastry, no i ogólnie to ja jestem mistrzynią
              potraw szybkich, niekłopotliwych, ale efektownych, więc nie odbieram kolacji
              jako katorżniczej pracy. Fakt, gotuje/szykuje imprezy tylko i wyłącznie dla
              ludzi, którzy względem mnie są w porządku, których jak zapraszam to jest mi
              miło, a wizyta jest czystą przyjemnością.

              Gorzej z rodziną, tą starszą zwłaszcza...już takiej swobody nie ma bo zaraz są
              obrazy i fochy...ale przed nimi gram pie... co przypala herbatę i mam z głowy.
            • kropidlo5 Re: sweet_pink 23.07.09, 00:44
              To jest wielopozimowe, tak wg mnie swiat jest skonstruowany- tu dajesz tam
              dostajesz, a nie ze wszystko doslownie.
              Jesli ja zapraszalem na koncerty, to wiedzac, ze dla nich to problem nigdy bym
              nie oczekiwal odwzajemnienia na tym polu- normalne, mam taka mozliwosc to
              zalatwie. Z kolei nie mam specjalnie mozliwosci robienia przyjec, wiec tutaj
              jestem "bioracym".

              Moznaby powiedziec, ze mnie niby bilety nie kosztuja- ale to jest element mojej
              pracy, kolega na przyklad zarabia 3 razy wiecej niz ja, wiec jego "profitem"
              jest wiecej pieniedzy, ktore niby moglby wydac na te cale obiady bez zbednej
              procedury wyliczen.
              On moze mi powiedziec- to znajdz prace za 3 razy wieksza sume i wynajmij
              mieszkanie i zapraszaj na obiady ( mowie tu gdyby chodzilo o finanse, ale ja
              naprawde nie chodzilem na obiady dla zarobku- w Anglii zywnosc wobec zarobkow
              jest naprawde tania), a ja moglbym powiedziec- to znajdz prace z darmowymi
              wejsciowkami- ale nie oto przeciez chodzi.
              Przyjazn nie polega chyba na takich kalkulacjach?
              Najgorsze, ze ta kolezanka chyba w ogole nie mysli ze popelnila jakikolwiek blad.
              Ja przyznaje, popelnilem- przesadnie reagujac, ale ona moglaby przyznac, ze
              niechcacy (zakladajac) walnela kiepski komantarz- ale dlaczeo nie?

              Swoja droga, mogla mi to powieziec w cztery oczy jak ma zal, po co robic
              widowisko, to jest kolejna rzecz- po co publicznie?


              • chomsterek Re: sweet_pink 23.07.09, 19:12
                kropidlo5 napisał:
                >
                > Swoja droga, mogla mi to powieziec w cztery oczy jak ma zal, po co
                robic
                > widowisko, to jest kolejna rzecz- po co publicznie?

                Ja również zwróciłam uwagę na tę kwestię i szczerze mówiąc, dość mocno
                mnie to zastanowiło.
        • kropidlo5 Re: sweet_pink 22.07.09, 14:38
          arbuzunia napisała:

          > sweet_pink napisała:
          > > Mi wydaje się chore w ogóle rozmyślanie o tym czy ktoś mnie odprasza
          >
          > Serio?
          >
          > Założmy, że masz znajomą parę, mają własne mieszkanie, ty & twój partner
          > również. Zapraszasz ich co kilka tygodni na kolację, gotujesz jakieś fajne
          > danie, sporo na to czasu poświęcasz, kupujesz wino itp. A oni nic. Naprawdę,
          > uważasz że to w porządku?

          Oczywiscie, ze kazdy ma jakis wewnetrzny kompas co do sprawiedliwosci.
          Sa sytuacje, gdy ktos jawnie robi cos dla korzysci, wykorzystuje, jak w podanym
          przez Ciebie przykladzie.

          Tak np moj ojciec- zreszta z natury lekki "frajer" codziennie podwozil do pracy
          sasiada, bo ta sama praca wiec razem dojazd, sasiad nie mial samochodu a ojciec
          mial wiec go wozil.

          I teraz 2 rzeczy- wyrachowana kalkulacja byloby oczekiwac od sasiada, ze kupi
          sobie specjalnie samochod zeby bylo fifty- fifty.
          Wiec co prawda podwozenie jest przysluga, ale w tym wypadku bez koniecznosci
          rewanzu ( no chyba ze sasiad bezpiecznie swoje auto garazuje).

          Jest jednak 2 strona medalu- przyzwoitosc drugiej strony. Otoz sasiad ojca nie
          pomyslal o tym, ze paliwo kosztuje i ze jak sie razem jedzie, pal licho czyim
          samochodem, to wypadaloby sie dorzucic?

          Ojciec go tak wozil az sie matka dowiedziala i porzadek zrobila:)
          Koles za to ze przeginal wypadl w ogole, matka powiedziala stop- nie chce juz od
          niego zadnych skladek teraz, niech spada jak nie pomyslal wczesniej- i tutaj
          kalkulacja jest wg mnie calkowicie uzasadniona, bo jest jawna niesprawiedliwosc.

          W moim przypadku jest natomiast nieco inaczej, bo cos przynosze, zalatwie jakis
          bilet, dodatkowo nie wspomnalem ale kupuje i prenumeruje gazety ktore regularnie
          po przeczytaniu oddaje- wiec oni nie musza prenumerowac ( bo i po co mamy miec 2
          prenumeraty na 2 osoby).
          Wiec powtarzam, czulem sie niekomfortowo chodzac na nieodwzajemnione obiady, ale
          zarazem staralem sie tego dyskomfortu (mojego i potencjalnego ich) pozbyc
          dzialajac na innych polach.

          bo inne wyjscie byloby nie przychodzic albo odpraszac- co byloby dla mnie
          trudne, bo jakkolwiek lubie gotowac, to nie lubie byc krytykowany za swoje
          gotowanie, owszem mam swoj unikatowy moze styl, ale jak komus nie pasuje to nie
          bede specjalnie zmienial swoich zasad- ja jak chodze na obiad to nie marudze ze
          za slone czy za kwasne.
          Wiec takie zapraszanie na sile do malego pokoju kilku osob, okupuione stresem ze
          zle wypadnie i zle zasmakuje to nie warta zachodu.
          Ale jak mowie, czasem ktos inny u mnie sporadycznie zje.

          p.s. zapomnialem dodac, ze ilekroc ten kumpel u mnie byl zawsze mu proponowalem
          jedzenie- ale on niemal nigdy nie chcial.
    • arbuzunia Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 14:17
      Ja niestety mam wśród swoich znajomych pary które często lubią wpadać do nas a z kolei nigdy nie zapraszają do siebie. Lubię być gospodynią spotkań ale już mnie to mocno zaczęło irytować, czuję się wykorzystana i zamierzam coś z tym zrobić.

      Wiem również, że w towarzystwie moich rodziców jest taka zasada, że pary które tylko bywają a nie zapraszają w pewnym momencie "wypadają" z towarzystwa.

      ALE nie mam takich oczekiwań wobec osób samotnych. Mam znajomego który często wpada, zawsze przynosi coś do obiadu np. jakieś dobre wino (nawet jeśli sam jest samochodem!) i uważam, że to wystarczy, nie oczekuję że się zrewanżuje obiadem czy imprezą u siebie.

      Reasumując- bilety są napewno miłym gestem ale trochę z innej beczki. Myślę, że jeśli się zdecydujesz ich jeszcze odwiedzić (gospodyni brzmi jak straszna zołza!) to lepiej przynieś dobre wino albo ciasto z dobrej piekarni.
      • kropidlo5 Re: przyjaciel sie obrazil 22.07.09, 14:28
        racja, jak wiele osob radzilo, musze po prostu wiecej wkladac od siebie, tzn
        zaprosic do knajpy czy przyniesc dobre ciasto, a inne przyslugi wyswiadczac
        swoja droga, przynajmniejbede sie czul pewnie, ze jestem fair przy kazdej, nawet
        najbardziej dla mnie zlosliwej, interpretacji. Takie wykupienie polisy:)
        Smutne tylko, ze z przyjaznia to bedziemialo juz niewiele wspolnego.

        p.s. w historii mego zycia zdarzalo sie juz wiele razy, ze z pewnymi osobami
        bylem strona glownie bioraca a z innymi dajaca.
        mam np kolege, u ktorego zawsze w mlodosci robolismy "imprezy" w sensie litr
        wodki na trzech i di dyskoteki- zawsze u niego, bi mial dom jednorodzinny i
        tolerancyjna matke, i jakos nigdy ie mial pretensji- a przynajniej ich nie ujawnial.
        Z kolei ja mieszkalem w Warszawie i wiele razy goscilem i nocowalem i karmilem
        roznych znajomych- i tez to bylo jednostronne i nigdy nie pomyslalem, ze mnie
        wykorzystuja.

        Swoja droga z tymi calymi biletami- ja oprocz tych przyjaciol, ktorym glownie
        zalatwiam, czasem zalatwiam tez innym osobom, bez zadnej mysli o rewanzu. nawet
        nie umiem sie zmusic do myslenia- aha tej dalem bilet to niech mi chociaz
        postawi lody (bez podtekstow:))
    • posh_emka Re: przyjaciel sie obrazil 23.07.09, 19:17
      Moim zdaniem nigdzie. Ja z reguły od przyjaciół nie oczekuję rekompensaty. No
      nieźli ci przyjaciele.
      Pewnie na twoim miejscu postąpiła bym tak samo.
      Tak z ciekawości zapytam- czy przyjaciele to Polacy?
    • white-lizette Re: przyjaciel sie obrazil 23.07.09, 19:42
      W sumie pewnie tak bylo, ze zona twojego przyjaciela nie byla do konca
      zadowolona z tego ukladu. Czy jak sie z nimi umawiales to dzwoniles do niej i
      mowiles, ze wpadniesz na obiad czy moze gadales ze swoim przyjacielem, a on
      stawial swoja zone przed faktem dokonanym?
      Ciezko tutaj dyskutowac nad pobudkami, ale zastanawia mnie jedna rzecz. Jezeli
      ich oboje nazywas swoimi przyjaciolmi to dalczego poprostu nie pogadasz z nia,
      tylko smsujes z nim?
      • kropidlo5 Re: przyjaciel sie obrazil 23.07.09, 23:24
        Od dluzszego czasu juz zastanawiam sie nad sensem tej przyjazni.
        Nazwyam to przyjaznia chyba z przyzwyczajenia, znamy sie z kolega prawie 20 lat
        i tak to jakos wyszlo.
        Mam wrazenie, ze on nie bardzo szanuje nasza przyjazn, zawsze tez mialas
        sklonnosc do umoralniania mnie i poczuania, karcenia- na co kiedys przystawalem,
        bo pochodze z rodziny tzw dysfunkcyjnej i cale zycie pozwalalem sobie po plecach
        jezdzic az do czasu.
        Powiedzialem mu o tym i chyba zrozumial, natomiast w tle jest zawsze jego zona,
        ktora jest niestety osoba strasznie swarliwa i krytyczna wobec ludzi, a takze
        mam wrazenie lubi knuc intrygi.
        Niby jest fajna, mozna z nia pogadac i tak dalej, a tu nagle sie dowiaduje ze
        cos typu te obiady- bo to nie pierwszy taki przypadek.

        Kiedys byla wielka afera, bo ja i inny kolega nie pomoglismy przy przeprowadzce-
        co prawda oferowalismy swoja pomoc, mowiac ze czekamy na telefon- no i w dzien
        przeprowadzki zadnego telefonu nie bylo, dzien nastepny nic to trzeciego ja w
        koncu zadzwonilem co sie stalo, czy odwolane, a ten kolega z wielka pretensja,
        ze inni im pomogli a my nie.
        Ja odparlem, ze jak to, ze przeciez mial zadzwonic, na to on odrzekl, ze " to az
        trzeba po ciebie dzwonic", nie wiem, uznal chyba ze powinienem sam zadzwonic
        zapytac o ktorej przyjsc, co jest nieco nielogiczne bo raz umawialismy sie ze
        cekam na telefon, dwa zawsze jest tak, ze dzwoni ten kto organizuje sprawe- jak
        on sie przenosi to on wie kiedy i o ktorej, niezbyt rozsadne jest bym ja dzwonil
        i dopytywal.
        Potem dowiedzialem sie od brata tej dziewczyny, ze ona ostro jatrzyla- ze
        wyzywala mnie i tego kolege, ze " jak na obiad to droge znaja a jak pomoc to
        zapomnieli" i ze jestesmy starymi ch... itp
        A ten kolega jak wracal z UK do Polski to zorganizowal przyjecie pozegnalne, a
        ona nie pojawila sie, przywiozla pod knajpe meza i brata- i nawet nie weszla
        powiedziec do widzenie- a maz napuszony siedzial, jedynie brat zachowywal sie
        normalnie.

        Potem z kolei miala kolejny wielki zal. Otoz kolega jak wyjezdzal to sprzedawal/
        rozdawal rzeczy. Mial m.in atlas do cwiczen- kupil go za 50 funtow i cwiczyl ale
        nie bedzie wlokl do Polski- no i kolega ten od zony zaoferowal ze go odkupi od
        niego- wiec mu odprzedal a jakies tam 20 funtow.
        Potem ta zona powiedziala, ze tamten to swinia bo sprzedal im atlas, skoro
        wyjezdzal to i tak by go nie wzial ze soba tylko wyrzucil, wiec bezpodstawnie na
        nich zarobil i zachowal sie po swinsku.

        Nie wiem, ja nie wyobrazam sobie, zeby moj kumpel wyjezdzal i oddal mi rzeczy a
        ja bym mu chociaz polowe ceny nie dal- wiadomo ze ze soba nie wezmie, ale z
        drugiej strony zaplacil za to wiec czemu ma oddwac za darmo?
        To dla mnie taka mentalnosc jak ci co jak widza rannych na wojnie to zdzieraja z
        nich buty i ubrania, bo " itak mu sie juz nie przyda"


    • swinia_i_cham nigdzie nie popełniłeś błędui 23.07.09, 19:43
      a ci ludzie to nie są twoi przyjeciele. Żona kumpla pierd.ęła jak łysy grzywką, "przyjaciel" niby zaprotestował, ale bez przekonania. Jeżeli ktos publicznie taki zarzut ci postawił, a kumpel (bo na nazwanie przyjacielem nie zasługuje) teraz sie dziwi, że czujesz się niekomfortowo korzystając z ich zaproszeń, to jest to bryndza, nie przyjaźń. Laska jest dnem, kumpel niewiele lepszy.

      Od przyjaciół wymaga się WIELE więcej. Można zrozumieć, że przyjaciel na jakąś wojnę z żoną iść nie chce, ale brak zrozumienia dla Twojego braku komfortu teraz jest dowodem maksymalnego prostactwa....

      Co zrobić? Nie wiem jak tam z Twoją samotnościa na obczyźnie. Ja bym szukał lepszych przyjaciół...
    • amuga Re: przyjaciel sie obrazil 23.07.09, 21:23
      Cokolwiek teraz bys nie zrobil to i tak nie poprawi juz zepsutej
      atmosfery.
      Wedlug mnie zachowales sie prawidlowo. Przypuszczalnie nikt ich nie
      zmuszal do zapraszania cie na obiady i byla to bardziej ich
      inicjatywa anizeli twoje wpraszanie sie. Prawda? A jej komentarz
      zwlaszcza w towarzystwie innych ludzi byl bardzo nie w porzadku. To
      bylby glowny powod dlaczego ja bym sie czula urazona. Uwazam ze
      powinienes byl byc przeproszony przez nia a nie zbagatelizowanie
      sprawy przez kolege przez telefon. Jak oni by sie czuli jakbys w tym
      samym towarzystwie powiedzial glosno ile zaoszczedzili na biletach
      na koncerty. Wierz mi ze ludzie to widza i chociaz nikt nie
      komentuje to tylko ona i wylacznie ona sie osmieszyla w tamtym
      momencie. Pewnie to zrozumiala dlatego odcieli sie od ciebie. To
      jest sposob zalatwiania problemow przez tchorzy.
      Przypuszczam ze szkoda ci tej znajomosci i jak potrafisz przejsc z
      tym do porzadku dziennego to powinienes. Biletow bym juz im nie
      oferowala, na obiad do nich tez nie chodzila chyba ze zaprosza i ona
      jakos by sie wytlumaczyla.
      Co powinienes byl robic to idac na obiad do nich zabrac wino ze soba
      albo jakies ciasto i wtedy mialbys jakis udzial w obiedzie i by sie
      wyrownalo. Ale przeciez to robiles.
      Cena wina czy ciasta pokrywa wartosc produktow i zrobienia obiadu i
      laski nie robia a obiad robi sie wtedy bardziej spotkaniem
      towarzystkim w ktorym kazdy ma podobny udzial.
      Dziewczyna dala plame, nie miala nic ciekawego do powiedzenia to
      palnela glupote i przypuszczalnie jej maz tez ma za swoje codziennie!
      Postaraj sie zapomniec o tym bo trudno zebys sobie obrzydzal kazdy
      dzien dlatego ze ktos nie ma manier. Zawsze mozesz ta historie
      traktowac jako zart nastepnym razem jak gdzies pojdziesz na obiad do
      znajomych.
      Musisz chyba byc mlody. Zobaczysz jeszcze ze bedziesz mial do
      czynienia z nie jednymi mlotami w swoim zyciu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka