kropidlo5
21.07.09, 22:34
Sytuacja wyglada tak.
Mam przyjaciol, znam ich wiele lat. Tak sie sklada, ze oni sa malzenstwem a ja
sam, wiec wykrystalizowal sie dziwny nieco uklad, ze oni ( a wlasciwie zona
przyjaciela) gotuja i od czasu do czasu mnie zapraszaja na obiad, natomiast ja
ich nie- nie chce sie tlumaczyc, ale nie mam specjalnie warunkow
mieszkaniowych na urzadzanie przyjec (wybajmuje pooj w dzielonym mieszkaniu).
tak czy owak wiem, ze to jest lekko nie fair, wiec pomyslalem kiedys, ze moge
odwdzieczyc sie inaczej. Jako, ze pracuje w osrodku kultury, to mam czasem
mozliwosc zalatwic wejscie na rozne przedstawienia/ koncerty. Dodam, ze nie sa
to lokalne byty ale czesto krajowe slawy (rzecz jest w Anglii).
Jako, ze glupio czulem sie korzystajac z zaproszen na obiady uznalem, ze
odwdziecze sie w ten wlasnie sposob- zalatwiajac wejscia na imprezy. Czasem
mam bilety z pracy, czasem musze isc do manadzera i zalatwic inaczej- tak czy
owak wydawalo mi sie, ze ukla jest ok.
Do czasu. Jakies 2 miesiace temu zona przyjaciela na przyjeciu publicznie ( w
sensie w obecnosci innych gosci) wypomniala mi, ze chociaz przychodze na
proszone obiady to sam nie zapraszam.
Zapytala ( retorycznie) ile razy ja zaprosilem na przyjecie ( dwa czy trzy
razy wobec powiedzmy dwudziestu).
Na to moj przyjaciel- jej maz- zapytal ja, ile razy ona zaprosila mnie na
koncert, przedstawienie- pytanie retoryczne, bo nie zaprosila oczywiscie. Na
to ona odparla, ze skoro ja pracuje w tym osrodku to nie robie laski, ze
zapraszam.
( a nie jest to takie oczywiste zaznacze).
Po tym wydarzeniu uznalem, ze jakkolwiek nadal bede ich zapraszal, nie bede
juz korzystal z obiadow- bo skoro malzonka czuje sie pokrzywdzona moim
przychodzeniem to tak bedzie lepiej.
Nie obrazilem sie nawet jakos- po prostu wyciagnalem wnioski. Skoro moje
bilety i wejscia nie sa wiele warte- wg niej- a obiady jem i nie odpraszam-
lepiej jak nie bede korzystal z zaproszen.
Potm zdarzyo sie, ze mnie zaproszono, ale zgodnie z postaowieniem- postaiwliem
nie korzystac. Nie z zemsty, ale by uniknac w przysclosci podobnych zarzutow.
Przyjaciel zaczal wnikac, czemu nie chce przychodzic, wiec mimo ze pierwotnie
nie chcialem wnikac- powiedzialem, o co chodzi.
No i przyjaciel napisal mi, ze nie mam luzu, ze nie mam dystansu itp- i ze
stwarzam problemy tylko.
Napisalem, ze nie chce tworzyc problemu tylko ze mnie to zaboalo nieco.
Kontakt sie urwal. Nic nie odpisal i od miesiaca jest cisza.
Gdzie popelnilem blad?