len-torek
05.08.09, 15:14
Dzieci do przedszkola a mama wraca do pracy. pomimo wielu obaw jak
to wszystko będzie, na myśl o powrocie uśmiecham się sama do siebie
a to dlatego, że mam wszystkiego dość, dość siedzenia w domu, bycia
kurą domową, sprzątaczką, praczką, kucharką i zmęczoną mamą i żoną.
wiem, że jak wrócę do pracy łatwo nie będzie pogodzić i dom i pracę,
ale trudno, znów zacznę być sobą i znów zacznę żyć. odkąd mamy
drugie dziecko małżeństwo można powiedzieć prawie nie istnieje,
łączą nas dzieci i problemy z nimi związane, rozmawiamy tylko o
nich, ciągle się kłócimy, nie potrafimy już ze sobą rozmawiać, o
seksie ... jezu a co to takiego? już nie pamiętam kiedy to robiliśmy
ostatni raz, chyba przy poczęciu drugiego dziecka. Ogólnie rzecz
ujmując jest do bani, ona nie może patrzeć na mnie ja na niego, nie
szczędzimy sobie przykrości i jest beznadziejnie, on mówi, że to ja
jestem winna, ja obwiniam jego sposób bycia i życia, pewnie wina
leży jak zwykle po środku. czy ma kogoś, być może ale jakoś mi to
wisi, nie wierzę żeby jakaś go chciała bo jest pusty jak dzwon, nie
ma pracy i generalnie groszem nie śmierdzi a i chęci do pracy żadne,
przystojny jest i zawsze powodzenie miał, ale dziś niestety liczą
się tylko pieniądze. Być moze jakbym się dowiedziała, ze ma jakąś na
boku to by mnie coś strzeliło, ale póki nie wiem to mi to lata.
Marzę o tym by wyrwać się z domu, wyjść do ludzi, kupić sobie fajne
ciuchy, wyjechać w jakąś delegację (choć nie wiem jakbym wytrzymała
rozłąkę z dziećmi, byłoby bardzo ciężko). Chciałabym chyba poznać
kogoś, umawiać się tak bez zobowiązań, tylko dla seksu, wypadu do
kina, wspólnej kawy i jakiejś kolacji, tak by miło spędzić wspólny
czas, bez deklaracji, zobowiązań, przyrzeczeń, wymagań itp. Z moim
mężem to chyba będzie już koniec, nawet nie mam ochoty poóbować, nie
wiem nawet czy go jeszcze kocham, smutne to co teraz napiszę, ale
mam wrażenie, że dzieci zabiły naszą miłość, wypaliła się gdzieś po
drodze. Ojcem jest super, dzieci go uwielbiają, ale ja już chyba
nie, bo mężem jest żadnym.