aurelia_aux
11.08.09, 00:18
Ja się już nie boję swojego życia.
Zawsze mówiłam, że jestem "nieśmiertelna" bo okraść mnie nie ma z czego,
zabić- po co?, a zgwałcić kto by chciał.
Okradziona zostałam wiele razy,
śmiercią twarzą w twarz stanęłam ze dwa razy, w tym jeden raz uniknęłam
śmierci jedynie przez ... nie wiem przez co.. talent psychologiczny ? nie wiem
jak to nazwać, po prostu mając rozbitą butelkę na szyi zachowałam zimną krew..
a gwałt nie do końca pamiętam, bo byłam pijana... i tylko to mnie trzymało
przez dłuższy czas przy życiu, to, że nie pamiętałam do końca samego aktu.
Teraz nic mnie nie zniszczy, wiem, że ze wszystkim potrafię sobie poradzić.
Jestem silna, mimo mojego młodego wieku dużo już przeszłam. Ze wszystkiego
wyszłam, wiem, że mogę wszystko.
Boję się mojego podejścia, troszkę mnie boli właśnie to, że niczego się już w
życiu nie boję..
Chyba umocniło mnie to, że w bardzo młodym wieku straciłam największy
autorytet czyli ojca.. Przeszłam to cierpiąc, ale to życie nasze doświadczenia
czynią nas mocniejszymi,
żyję teraz może jak nie powinnam żyć, pakuję się w ryzykowne sytuację, wiedząc
że może mi się coś stać..
Po tym wszystkim mam jakąś intuicję, za każdym razem co sie coś na prawdę
złego miało przydarzyć czułam to.
Czy tak będę miała do końca życia?
Czy po tym wszystkim mogę być normalna?
Chyba zawsze zostaje jakieś skrzywienie psychiczne...
Chyba dlatego jestem tym kim jestem.
Tylko nie wiem czy to dobrze czy to źle.
Chyba wolałabym być zwykłą dziewczyną która nic nie wie o otaczającym ją
świecie żyjącą w swoim kręgu bezpieczeństwa..
Której rodzice nie wpoili aż tylu rzeczy, której dom był idealny, która zbyt
wiele nie chce, mając niższe oczekiwania.
A ja.. dalej dążę do kariery ucząc się na tyle na ile tylko potrafię,
pracując, wierząc, że doświadczenie mi się przyda, szukając mężczyzny
idealnego.. ale idealnego subiektywnie, nie patrząc nawet na tych którzy nie
spełniają moich wymagań (dalej powtarzam że idealnego subiektywnie, bo nikt
nie jest na prawdę idealny.. dla mnie ideał wcale nie jest ideałem obiektywnym)
Chyba WSZYSTKIE doświadczenia (włącznie z tymi o których tu nie piszę)
ukształtowały mnie.
Sprawiły, że jestem TĄ właśnie kobietą, tym ciężkim człowiekiem, ociekającym
sarkazmem, kierującym się wyłącznie swoją wolą, mieszającym serce z rozumem w
niewyjaśnionych proporcjach..
Ostatnio koleżanka (bo przyjaciel to za wielkie słowo dla KOGOKOLWIEK)
powiedziała mi, że jeszcze wiele w życiu strace jeśli będę miała takie dobre
serce jak mam teraz.. że ona przy tym wszystkim by nie potrafiła..
Może ma rację.
Może stracę.. ale na pewno będę dumna z tego, że jestem tym kim jestem, że
postępuję tak a nie inaczej....
Ufff... wygadałam się, pojedźcie po mnie, wszystko mi jedno :-)