Dodaj do ulubionych

Ja się już życia nie boję..

11.08.09, 00:18
Ja się już nie boję swojego życia.
Zawsze mówiłam, że jestem "nieśmiertelna" bo okraść mnie nie ma z czego,
zabić- po co?, a zgwałcić kto by chciał.

Okradziona zostałam wiele razy,
śmiercią twarzą w twarz stanęłam ze dwa razy, w tym jeden raz uniknęłam
śmierci jedynie przez ... nie wiem przez co.. talent psychologiczny ? nie wiem
jak to nazwać, po prostu mając rozbitą butelkę na szyi zachowałam zimną krew..
a gwałt nie do końca pamiętam, bo byłam pijana... i tylko to mnie trzymało
przez dłuższy czas przy życiu, to, że nie pamiętałam do końca samego aktu.

Teraz nic mnie nie zniszczy, wiem, że ze wszystkim potrafię sobie poradzić.

Jestem silna, mimo mojego młodego wieku dużo już przeszłam. Ze wszystkiego
wyszłam, wiem, że mogę wszystko.


Boję się mojego podejścia, troszkę mnie boli właśnie to, że niczego się już w
życiu nie boję..
Chyba umocniło mnie to, że w bardzo młodym wieku straciłam największy
autorytet czyli ojca.. Przeszłam to cierpiąc, ale to życie nasze doświadczenia
czynią nas mocniejszymi,


żyję teraz może jak nie powinnam żyć, pakuję się w ryzykowne sytuację, wiedząc
że może mi się coś stać..
Po tym wszystkim mam jakąś intuicję, za każdym razem co sie coś na prawdę
złego miało przydarzyć czułam to.


Czy tak będę miała do końca życia?
Czy po tym wszystkim mogę być normalna?

Chyba zawsze zostaje jakieś skrzywienie psychiczne...
Chyba dlatego jestem tym kim jestem.
Tylko nie wiem czy to dobrze czy to źle.

Chyba wolałabym być zwykłą dziewczyną która nic nie wie o otaczającym ją
świecie żyjącą w swoim kręgu bezpieczeństwa..
Której rodzice nie wpoili aż tylu rzeczy, której dom był idealny, która zbyt
wiele nie chce, mając niższe oczekiwania.

A ja.. dalej dążę do kariery ucząc się na tyle na ile tylko potrafię,
pracując, wierząc, że doświadczenie mi się przyda, szukając mężczyzny
idealnego.. ale idealnego subiektywnie, nie patrząc nawet na tych którzy nie
spełniają moich wymagań (dalej powtarzam że idealnego subiektywnie, bo nikt
nie jest na prawdę idealny.. dla mnie ideał wcale nie jest ideałem obiektywnym)

Chyba WSZYSTKIE doświadczenia (włącznie z tymi o których tu nie piszę)
ukształtowały mnie.
Sprawiły, że jestem TĄ właśnie kobietą, tym ciężkim człowiekiem, ociekającym
sarkazmem, kierującym się wyłącznie swoją wolą, mieszającym serce z rozumem w
niewyjaśnionych proporcjach..

Ostatnio koleżanka (bo przyjaciel to za wielkie słowo dla KOGOKOLWIEK)
powiedziała mi, że jeszcze wiele w życiu strace jeśli będę miała takie dobre
serce jak mam teraz.. że ona przy tym wszystkim by nie potrafiła..

Może ma rację.
Może stracę.. ale na pewno będę dumna z tego, że jestem tym kim jestem, że
postępuję tak a nie inaczej....


Ufff... wygadałam się, pojedźcie po mnie, wszystko mi jedno :-)
Obserwuj wątek
    • elderlane Re: Ja się już życia nie boję.. 11.08.09, 00:48
      nie bać się to dobra sprawa, ale ryzykować głupio po to by sprawdzić czy aby na
      pewno jesteś niezniszczalna to inna inszość...
      • kag73 Re: Ja się już życia nie boję.. 11.08.09, 00:52
        Ja tez sie zycia nie boje. Ja sie umierania boje, nie samej smierci,
        ale ewentualanego cierpienia, no i przeraza mnie fakt, ze po smierci
        skonczy sie moje zycie, ktore tak bardzo kocham.
        • aurelia_aux Re: Ja się już życia nie boję.. 11.08.09, 00:55
          To mi też nie przeszkadza, nie boję się śmierci, wierzę w to co wierzę.. w co
          innego niż większość ludzi na tym świecie, nie nazywam mojego Boga.. jest on
          siłą krążącą w kosmosie.. wierzę że on jest, nachodzi mnie czasem. Wchodzę raz
          na jakiś czas do kościoła, nie ważne, czy katolickiego, czy innego, ładuję się
          energią, wiarą wszystkich ludzi którzy tam przychodzą.. i wiem, że ta siła nie
          da mi zginąć..
      • aurelia_aux Re: Ja się już życia nie boję.. 11.08.09, 00:53
        nie robię tego celowo, tak już wygląda moje życie, to jestem ja.
    • justysialek Re: Ja się już życia nie boję.. 11.08.09, 01:28
      Nie boisz się bólu, choroby pełnej cierpienia, długiej i
      upodlającej? Nie bopisz się, że coś koszmarnego spotka kogoś, kogo
      kochasz ponad życie?
      IMo zawsze jest w życu coś, czego trzeba się bać. Co nie oznacza, że
      ma to nas ograniczać.
      • zmija_zygzakowata Re: Ja się już życia nie boję.. 11.08.09, 02:35
        Cóż mogę powiedzieć... Myślę, że twoja megalomania, egzaltacja i egocentryzm
        przejdą ci z wiekiem (czyt. dojrzałością). No chyba że nie osiągniesz
        emocjonalnej dojrzałości, to się nasilą... Większość ludzi dojrzałych boi się
        przede wszystkim o życie i zdrowie nie własne, ale najbliższych - rodziny,
        ukochanego męża, swoich dzieci. Wielu oddałoby za nich bez wahania swoje życie.
        To ich czyni wyjątkowymi. Twoje przekonanie o własnej wyjątkowości jest
        iluzoryczne. Twój brak strachu o własne życie dziecinny i nic nieznaczący. Na
        dodatek megalomanię łączysz z grafomanią.
        Nie chę umniejszać wagi twoich przeżyć. Ale podejrzewam, że po latach sama
        będziesz lekko zażenowana tą autoapoteozą, którą tu wysmażyłaś.
        • dzikoozka Re: Ja się już życia nie boję.. 11.08.09, 08:46
          Bardzo celna opinia.
          Ze swojej strony dodam, ze autorka na własne zapewne zyczenie
          pakowała się w kłopoty... Czasami wystarczy po prostu na siebie
          uważać i przewidywać.
          No i na miłość boską: naprawdę, nieważne, poprostu...
          • annjen Re: Ja się już życia nie boję.. 11.08.09, 10:28
            No proszę Cię, jeśli juŻ kogoś poprawiasz, to sprawdź, czy masz rację, tak PO
            PROSTU...
            • dzikoozka Re: Ja się już życia nie boję.. 12.08.09, 09:28
              masz rację :)) sorry
          • twojabogini Re: Ja się już życia nie boję.. 11.08.09, 11:36
            dzikoozka napisała:

            > Ze swojej strony dodam, ze autorka na własne zapewne zyczenie
            > pakowała się w kłopoty... Czasami wystarczy po prostu na siebie
            > uważać i przewidywać.

            Jasne, własnie tak - zgwałcone kobiety są gwałcone na własne
            życzenie. W zasadzie ofiary innych przestępstw również stają się
            ofiarami na własne życzenie, no bo po co taki potrącony kretyn wlazł
            na przejście dla pieszych akurat wtedy, kiedy nadjeżdżał pijany
            kierowca? Albo dlaczego kasjerka zastrzelona w banku pracowała
            akurat tego dnia, jakby urlopu nie mogła wziąć? I to jeszcze po
            godzinach siedział, w ciązy! Albo ludzie zagazowani w rosyjskim
            teatrze razem z terrorystami - no po co tam leźli, zachciało się
            elitarnych rozrywek...Pewnie jeszcze sobie podpili w antrakcie, a
            niektórzy jak to w rosji przybyli juz na niezłej bani.
            Cywile, którzy giną podczas wojen to też imbecyle do kwadratu, kto
            im kazał mieszkać na terenie działań militarnych...
            Twoje myślenie jest prymitywne. Winni są sprawcy nie ofiary.
            • sootball Re: Ja się już życia nie boję.. 12.08.09, 08:48
              Jasne, a po meczu należy wchodzić w największy tłum kiboli będąc ubranym w
              szalik przeciwnej drużyny i liczyć, że nic złego się nie stanie. Albo, jeśli
              jesteś zły, możesz, biorąc przykład ze świata dysku, w czasie burzy z piorunami
              stanąć w mokrym miedzianym pancerzu na szczycie wzgórza po kostki w wodzie i
              wrzeszczeć: Wszyscy bogowie to bękarty!!
              Tu nie chodzi o to, kto jest winny, tylko o zwykłą ocenę rzeczywistości .
            • dzikoozka Re: Ja się już życia nie boję.. 12.08.09, 09:24
              Droga Bogini, zaistniało tu pewne nieporozumienie. Pisząc, że
              autorka wątku powinna na siebie uważać, nie miałam na myśli tego, ze
              ofiary są czemus winne. Oczywiście ZAWSZE winny gwałtu jest
              gwałciciel (neizależnie od sposobu ubrania, zachowania czy upicia
              ofiary). Oczywiście sprawca przestępstwa ponosi całą
              odpowiedzialność. Nie neguje tego i oburza mnie takie włąśnie
              myślenie, o jakie mnie posądzasz. pisząc to co napisałam miałam na
              mysli to, że nie człowiek powinien wystrzegać sie czyhajacych na
              niego niebezpieczeństw, bo świat tak jest skonstruowany, że jakoś
              nie udało się całkowicie wyeliminowac zboków gwałcicieli i
              morderców. Dlatego nie zadaje się ze złodziejami, narkomanami, nie
              chodze po nocy w ciemne zaułki i nie upijam sie w nieznanym
              towarzystwie, To po poristu taka moja ostroznośc, dzieki której nie
              zostałam zgwałcona ani po pijaku ani po trzeźwemu, nie okradziono
              mnie ani nie zabito.
              Miałam na mysłi to, ze autoprka wątku NIE UNIKAŁA niebezpieczeństw,
              rozmyślnie albon noerozmyślnie narażajac się na pewne ryzyka.
              KAPEWU? i wypraszam sobie oceny czy jestem prymitywna czy nie.,
    • asdfcxz Re: Ja się już życia nie boję.. 11.08.09, 03:05
      Dla mnie to co napisałaś jest niezwykle poruszające... Nie przejmuj
      się eksplozją nienawiści, niektóre kobiety muszą kogoś
      nienawidzić, inaczej nie mają poczucia własnej wartości...
      Pozdrawiam, trzymaj się.
      • nothing.at.all Re: Ja się już życia nie boję.. 11.08.09, 08:21
        Co za bzdura! Kobiety wcale nie muszą nienawidzieć. Mają poczucie
        wartości bez tego.
        • asdfcxz Re: Ja się już życia nie boję.. 11.08.09, 23:01
          Wyjasnienie dla inteligentnej inaczej: napisałam "niektóre" mając na
          myśli żmiję_zygzakowatą. Pewnie że nie wszystkie muszą nienawidzić -
          ja tak nie twierdzę, na przykład takie jak ty łatwo dostają
          wścieklizny. Ataki agresji na kogoś słabszego, lub okazującego swoja
          słabość, swoje przebyte cierpienia, mogą tez iść w parze właśnie z
          megalomanią i egocentryzmem, o który niejaka żmija niesłusznie
          pomawia autorkę. Ty nie jesteś lepsza.
      • twojabogini Re: Ja się już życia nie boję.. 11.08.09, 11:41
        asdfcxz napisała:

        > Nie przejmuj się eksplozją nienawiści, niektóre kobiety muszą
        >
        kogoś nienawidzić, inaczej nie mają poczucia własnej
        >wartości...

        Bo to świetna droga dowartościować się kosztem ofiary. Pochwalić
        się, jaka to ja jestem odpowiedzialna, jak to nigdy się nie upiłam,
        nigdy nie wpakowałam się w ryzykowną sytuację, urodziłam się z taką
        dozą odpowiedzialności, a potem ona już tylko narastała. I zawsze
        byłam porządna, a porządnych gwałciciele się nie łapią. Uważałam na
        siebie i przewidywałam. Prymitywne leczenie kompleksów.
        • dzikoozka Re: Ja się już życia nie boję.. 12.08.09, 09:41
          Jakich kompleksów?
          Wiesz co, Twoja analiza ponizej troche rozjaśniła mi w głowie,
          podziwiam Twoja wiedze na ten temat i zmieniła ona mój punkt
          widzenia na aurelię. Ale twoja pogarda dla "widzących mniej" mnie
          poraża.
          • dzikoozka Re: Ja się już życia nie boję.. 12.08.09, 09:44
            "wiedzących mniej" z różnych powodów, czasami niewiedza wynika po
            prosty z tego, ze ktos niespecjalnie interesuje sie psychologia i
            wiktymoilogia i ocenia czyjeś postępowanie z praktycznego,
            zyciowego, własnego doświadczenia. Nie jest źle byuc w życiu
            ostrożnym i odpowiedzialnym. Jest dobrze jak można uczyć sie na
            błędach swoich i od innych. Źle jest, jak sie zachowuje tak, jakby
            sie pozjadało wszelkie rozumy i pogardzało z tego
            powodu "prymitywami".
    • soulshunter Re: Ja się już życia nie boję.. 11.08.09, 08:59
      Idzie czerwony kapturek do babci przez las. Spotyka gajowego, a ten pyta
      czerwonego kapturka:
      "Czerwony kapturku, nie boisz sie tak sama isc do lasu?"
      Na to czerwony kapturek rezolutnie odpowiada:
      "A czego sie mam bac? Pieniedzy i tak nie mam, a pieprzyc sie lubie".
      • asdfcxz Re: Ja się już życia nie boję.. 11.08.09, 23:06
        Do kubła.
    • alpepe Re: Ja się już życia nie boję.. 11.08.09, 09:45
      Phi chwalić się, że się było pijanym i w związku z tym nie pamięta się gwałtu.
      Piszesz wiele pozytywnego, w skrócie o tym, co jest i moim mottem, że co nas nie
      zabije, to nas wzmocni, ale dziwnym trafem mnie rzuciło się w oczy, że sama
      wpakowujesz się w kłopoty, względnie miałaś w przeszłości talent do bycia w
      nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie, czyli?
      Na twoim miejscu zastanowiłabym się, czy warto dążyć do samozagłady.

      I już zupełnie na koniec. Zawsze, kiedy zdaje nam się, że jakaś góra poza nami,
      w oddali wyłania się następna przeszkoda, jeszcze wyższa i jeszcze bardziej
      przerażająca, nie ma tak dobrze, że coś się przeszło, a potem można odpocząć.
      Więc dużo siły życzę.
      • lesialesia Re: Ja się już życia nie boję.. 11.08.09, 09:55
        po przeczytaniu posta autorki czułam się jakbym czytała wypociny niespełnionej
        pisarki. nie lubię robienia z życia dramatu i tworzenia mitu wonderwoman "bo
        przeszłam już tyyyle to nic mnie nie zaskoczy"
      • twojabogini Re: Ja się już życia nie boję.. 11.08.09, 11:55
        alpepe napisała:

        > Phi chwalić się, że się było pijanym i w związku z tym nie pamięta
        >się gwałtu.

        Zazwyczaj ofiary gwałtu nie pamietają samego zdarzenia, albo mają
        wspomnienia wypaczone, np. opowiadaja policji że gwałciciel był
        ogromny, a łapią małego średniej postury mężczyznę i slady
        biologiczne potwierdzaja, ze to on jest sprawcą. Alkohol nie ma nic
        do rzeczy.
        To, że kobieta wypiła alkohol nie znaczy, że można ją zgwałcić.
        Pomijam, że sprawcy którzy z premedytacją planują zgwałcenie (często
        to osoby, do których ofiara ma pełne zaufanie) sami podaja ofierze
        alkohol. Doskonale wiedzą, że wpłynie to na ocenę osoby ofiary
        jako "zdemoralizowaną". Trzynastolatka piła alkohol i przebywała w
        starszym towarzystwie? Szlajała się po nocach? To jakaś lafirynda.
        Autodestrukcja jest standartową reakcja psychiczną i ofiara nie jest
        w stanie kierować swoim postępowaniem, pomimo, że ma wewnętrzne
        poczucie kontroli.


    • glus123 Re: Ja się już życia nie boję.. 11.08.09, 10:49
      Jeśli komuś się zechce to warto odszukać i poczytać wcześniejsze
      wpisy tej pani naprawdę ciekawa lektura... ;)
      Może pokrótce wspomnę, że była związana z pewnym towarzystwem, które
      to w zamkniętym kręgu bzykało się każde z każdym tak dla rozrywki
      ale nasza "dzielna" bohaterka kiedy już nie było z kim się bzyknąć
      ostatecznie postanowiła wyrwać się z tego układu. Miała jedynie
      problem ze swoimi fotkami, które w pewnych momentach były pstrykane
      i które to posiada któryś z jej panów (pewnie nie długo pojawią się
      w sieci ;) ).. Oj dużo się działo u niej..
      Otóż nasza bohaterka jak w tej opowieści o "Czerwonym Kapturku" już
      absolutnie niczego się nie boi no bo co ją jeszcze w życiu może
      spotkać - no co ;)?
      • twojabogini Re: Ja się już życia nie boję.. 11.08.09, 11:47
        glus123 napisała:

        > Jeśli komuś się zechce to warto odszukać i poczytać wcześniejsze
        > wpisy tej pani naprawdę ciekawa lektura... ;)
        > Może pokrótce wspomnę, że była związana z pewnym towarzystwem,
        które to w zamkniętym kręgu bzykało się każde z każdym tak dla
        rozrywki

        I cieszysz się, że możesz wykazać się jaka jesteś porządna i
        moralna? Nie czytałam postów Aurelii na temat jej "bzykania się",
        ale to własnie jest jeden z objawów syndromu posttraumatycznego,
        mądralo. Świadczy o głębokim zranieniu emocjonalnym.
        Dla twojej wiadomości - są równiez kobiety niezranione emocjonalnie,
        na tyle wyzwolone, że bzykają się wyłącznie dla cielesnej
        satysfakcji, w dowolnych konfiguracjach. Możesz pozazdrościć i dalej
        w imię "moralności" prowadzić liche i upokarzające życie intymne.

      • vandikia Re: Ja się już życia nie boję.. 12.08.09, 08:25
        ah Ty mały szpiegu!
    • twojabogini Do Aurelii..długie 11.08.09, 11:28
      Aurelio,
      to, co przeżywasz oraz to jak postępujesz - włącznie z brakiem lęku -
      łączy się w pewien syndrom posttraumatyczny. Jest on typowy dla
      kobiet, które przeżyły gwałt.
      1. Mechanizm wyparcia zdarzenia z pamięci oraz wyparcie trudnych
      intensywnych emocji
      Wiele kobiet nie pamięta samego gwałtu, nawet jeśli nie były pod
      wpływem alkoholu lub innych substancji. To jest mechanizm obronny
      osób bardzo wrażliwych - wyparcie z pamięci. Jednakże na dłuższą
      metę jest to mechanizm destrukcyjny dla jednostki. Stłumione
      (wyparte) zostają bowiem również emocje związane z traumą.
      2. Bezintereswowność, altruizm, łagodność
      Na dłuższą metę wyparcie emocji doprowadza do upośledzenia
      emocjonalnego - nie dopuszcza się do odczuwania "złych" emocji,
      takich jak lęk, ale również złość, nienawiść. Kobieta staje się
      taką "dobrą duszką", bezinteresowną, kochaną, pomocną - nawet jeśli
      inni mówią jej, że po prostu pozwala się wykorzystywać. Zwyczajnie:
      nie działają mechanizmy obronne, związane z barierami emocjonalnymi.
      Do tego kobiety dknięte syndromem z łatwoscią wybaczają wszystkie
      krzywdy, tłumaczą krzywdzące je postępownie innych itp. Często
      kończy się to złymi wyborami życiowymi, m.in. toksycznym zwiazkiem z
      mężczyzną.
      3. Udział w ryzykownych sytuacjach
      Brak barier emocjonalnych w postaci lęku czy strachu powoduje
      również nadmierny udział w ryzykownych sytuacjach. Żeby nie
      zwariować i zracjonalizować swoje działanie kobieta utrzymuje się w
      przeświadczeniu o tym, że posiada "dar intuicji", wyczuwania
      zagrożeń. Ponieważ wiele zgwałconych w młodym wieku kobiet
      tłumaczyło, ze ów dar posiadają - znaleźli się badacze, którzy
      postanowili to sprawdzić. Wiesz co odkryli? W pewnych sytuacjach,
      które kobiety odbierały jako "zagrożone" po prostu odblokowywała się
      ich zdolność do odczucia strachu. Instynkt przetrwania jest
      silniejszy i potrafi przebić się przez wiele labiryntów, które sobie
      stworzymy.
      4. Mechanizm odreagowania
      To, że nie dopuszcza się pewnych emocji (to nie jest działanie
      świadome) nie znaczy, że ich nie ma. Każda z osób dotkniętych takim
      syndromem wypracowuje sobie swój mechanizm odreagowania.
      Najczęstsze:
      - imprezowanie,
      - nadużywanie alkoholu i innych substancji psychoaktywnych (co
      ciekawe spozycie tych substancji w identycznych ilosciach i z
      podobną częstotliwością u osób nie dotkniętych syndromem prowadzi do
      cięzkich uzależnień; oczywiscie to nie znaczy, ze nie jesteś
      zagrożona na dłuższą metę wpadnięciem w nałóg),
      - samooklaeczenia, nie tylko w formie nacięć nożem, ale również
      nadmiernego kolczykowania i tatuowania ciała, upodobanie w dożylnej
      formie przyjmowania zastrzyków, masochistyczne skłonności seksualne,
      rozdrapywanie ran lub drapanie się do krwi, wyciskanie nawet
      najdrobniejszych krostek (buzia wyglada potem jak po osterj ospie),
      - przygodne stosunki seksualne
      5. Stosunek do własnego ciała
      Odrzucenie cielesności, zaangażowanie w sferę psychiczną, rozwój
      duchowy lub wręcz przeciwnie - nadmierne zaangazowanie w pielęgnację
      ciała, skoncentrowanie na fizyczności.
      6. Stosunek do mężczyzn
      Instrumentalny - kontakty z mężczyznami ograniczają się do
      przygodnego seksu, uwodzenia i porzucania, nie wyklucza to
      posiadania przyjaciół płci męskiej, ale wtedy oni są
      traktowani "inaczej".
      Wyidealizowany - stworzenie włsanego obrazu mężczyzny z którym chce
      się być. Zazwyczaj jest to połączenie wielu cech w takiej
      kombinacji, że prawdopodobieństwo spotkania jest bliskie zeru.
      Pozwala to w sposób "uzasadniony" nie nawiązywać bliższej więzi
      emocjonalnej z mężczyznami.

      Póki co, jesteś jednostką uwięzioną w schematycznej reakcji na
      traumę. Cechuje cię typowe w takiej sytuacji poczucie własnej
      indywidualności, bo istotnie róznisz się od koleżanek i od ogółu
      znanych ci ludzi. Ale jestes podobna do setek tysięcy kobiet, które
      również przezyły gwałt. Proces oczyszczenia i uzdrowienia
      emocjonalnego jest długi, ale możliwy. Powoli wracają mechanizmy
      obronne, zdolność do odczuwania pełnej palety emocji. Z tym radzi
      sobie większośc terapeutów. Osobną sprawą jest uzdrowienie stosunku
      do mężczyzn i ewentualne wypracowanie niedestrukcyjnych mechanizmów
      odreagowwywania stresów. Kolejnym krokiem jest udrowienie
      seksualności. Dopiero wtedy jestes w stanie rozwijac się jako
      odrębna i indywidualna jednostka oraz dokonywać wyborów nie
      obciążonych traumą.
      Nie radzę autoterapii, nagłe uwolnienie nagromadzonych emocji może
      doprowadzić do poważnego załamania.
      To co opisałam w punktach jest schematem ogólnym, pewne reakcje mogą
      u ciebie wytępować, inne nie. Jeśli rozpoznajesz w części z nich
      siebie - czas pomyslec o terapii.
      Pozdrawiam
      • alienka20 Re: Do Aurelii..długie 12.08.09, 06:20
        Mądrze piszesz, polać tej pani ;) - stawiam na własne obserwacje zawodowe +
        wiktymologię Hołysta ;). Ale serio, takie same objawy sama miałam (jakieś 3 lata
        temu miałam ochotę zrobić sobie takiego iksa na policzku jak jeden samuraj w
        anime xD). Trauma (chyba) przepracowana, ale zamiast "dobrej duszki" jest
        agresor i odludek :P.
        A babkom, którym zdaje się, że wszystkie nieszczęścia spadły na autorkę z jej
        własnej winy, wolałabym nie życzyć takich wtórnie traumatycznych sytuacji, kiedy
        wszyscy zwalają winę na nie, że coś je złego spotkało. Autorka pisała, że
        straciła wcześnie ojca i myślę, że to była główna przyczyna tych wszystkich
        problemów. Brak poczucia bezpieczeństwa w dzieciństwie i w wieku nastoletnim w
        dużym stopniu wpływa na rozwijającą się osobowość.
        Moim zdaniem ten wątek to bardziej rozpaczliwy manifest, że radzi sobie jakoś w
        życiu, a wszelkie słowa pogardy ze strony innych ludzi ma gdzieś, bo i tak już
        ją dużo złego spotkało. To jej tak nie złamie jak tamte dotkliwe wydarzenia.
        Niedyskretne pytanie do autorki - byłaś na psychoterapii? Jeśli nie, to
        radziłabym się przejść, bo po pewnym czasie ten "weltschmerz" jest nie do
        zniesienia. Tylko dobra psychoterapia minimalizuje negatywne skutki traumy (bo
        raczej zlikwidować to się chyba nie da).
        Pozdrawiam i życzę mnóstwo siły i zdrówka.
    • kasia141177 Re: Ja się już życia nie boję.. 12.08.09, 09:18

      nie miałam nigdy doczynienia z patalogią, bo jak wcześniej inni
      pisali , uciekałam od tego , wcale nie mowie ze gwalt , butelka na
      szyi nie mogly mnie spotkac zwyczajnie w bialy dzien ulicy , ale
      starałam sie do tego podchodzic z rozwagą ... ogolnie strasznie
      siebie kontrolowalam nie prowokowalam do zadnych sytucjai ... i
      takie tam .. ale podobnie jak AURELIA nie boje sie juz prawie
      niczego ... Nauczyli mnie tego ludzie i inne sytuacje , związki
      ktore konczyly sie zdradą ... przyjaźnie ktore głównie na mnie
      żerewały chcąc ciągle coś w zamian .. praca zawodowa , pieniadze -
      ich brak prawie skrajność ..wiec nie boje sie ... ale zgadzam sie
      rowniez z inna osoba ktora mowi ze mozna sie bac o innych ... i to
      prawda cholernie sie boje o innych moich bliskich ... ale o siebie
      juz nie :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka