Gość: netizen
IP: 217.153.143.*
04.01.04, 23:21
Mam przyjaciółkę, z którą znamy się już ponad 5 lat (od początku studiów). Z
mojej strony była to miłość od pierwszego wejrzenia: próbowałem ją zdobyć,
ale dostałem po łapkach i dżentelmeńsko nie zawracałem jej więcej tyłeczka:
przestałem dzwonić, zaczepiać, odprowadzać do domu. Nie miała na to ochoty.
Gdzieś na trzecim roku odezwała się sama. Od tamtego czasu spędzamy ze sobą
coraz więcej czasu i mamy sobie coraz więcej do powiedzenia. Chociaż
zaczęliśmy już pracować, to nadal regułą jest kilka spotkań w tygodniu
(spacer, siłownia, impreza, etc). Ona ma od roku chłopaka, którego nie kocha
z którym się notorycznie rozzstaje. Ja przez te studia wdałem się w klika
znajomości/romansów/, którym a'priori nie umiałem dać żadnych szans
przeżycia.
Wiem, że w naszej znajomości seksualne iskrzenie działa bardzo asymetrycznie.
Wiem też, że z reguły kobietom łatwiej jest zaprzyjaźnić się z facetem i nie
oczekiwać, iż staną się parą. Moja przyjaciółka na każdym etapie życia kogoś
takiego miała.
Ale ja zawsze chciałem czegoś więcej. Starannie to przed nią ukrywam i np.
przemilczam fakt, że na drugim roku przez cały semestr anonimowo posyłałem
jej kwiatki (to po tym wydarzeniu usunąłem się w cień). Marzy mi się związek
z tą kobietą, ale piłeczka jest po jej stronie.
Czy mam szanse?? Macie jakieś doświadczenia?