11.04.04, 19:18
Czym jest?Dla osób żyjących na pewno tragedią,koszmarem.Zwłaszcza jesli spada
znienacka...Jeśli spada na rodzinę ,która żyła sobie w zdrowiu w miare
terminóww medycznch.I nagle,z dnia na dzień nie ma człowieka,którego
kochacie...który jest dla Was wszystkim ..jest wyrocznią,liczycie sie z jego
zdanianiem..jest jak druga połowa..wie zawsze co powiedziec,co zrobic.I
nagle ..nie ma jej.

Ja już wiem....
Obserwuj wątek
    • vika411 Re: Śmierć 12.04.04, 02:09
      Co sie stalo?
    • czarna33 Re: Śmierć 12.04.04, 08:28
      Nic sie nie stało..tak mnie naszło na przemyślenia z racji tych śmierci,które
      dopadły pewne osoby.U mnie dzięki Bogu wszyscy żyją.
    • dociek Re: Śmierć 12.04.04, 08:35
      Stosunek do tego, co nadal nieuniknione jest bardzo indywidualny. Wolę się więc
      nie wypowiadać publicznie na forum, bo swoimi uwagami mogę wywołać zbyt ciężką
      polemikę. Jedno jest zastanawiające, że choć wszelkie oczywiste okoliczności
      natury biologicznej, społecznej i duchowej dowodzą nam przemijanie nas samych,
      to mało kto pamięta o tym, albo po prostu, nie chce tego sobie uświadamiać.
      • czarna33 Re: Śmierć 12.04.04, 08:41
        Hmm..czy ja wiem,ja wole jak się jednak wypowiadasz na forum.Czy to źle ,że
        będzie to cięzki temat?A co do tego,że jest to bardzo indywidualne..źle by było
        gdyby wszyscy mysleli tak samo nieprawdaz?
        • dociek Re: Śmierć 12.04.04, 08:56
          Powiem wprost, mój własny światopogląd rozmija się z tym "oficjalnie przyjętym
          i zaakceptowanym", stąd rozbieżności w podejściu do problemu mogą być zbyt
          wielkie, dla niektórych tzw. obrazoburcze, urażające... a nawet bolesne. Nie
          chciałbym tego nakręcać, bo szanuję w tym względzie prawa innych do
          samodzielnej oceny zjawiska śmierci. Inaczej chociażby odbiera się śmierć
          obcych i bliskich, człowieka i zwierząt... Tym bardziej, ze wzgledu na to, że
          śmierć budzi tak wiele bólu, a przede wszystkim - strachu, jest niesamowicie
          silnie osadzana w przestrzeni wiary, religii, które się z tego samego "drzewa
          strachu" wywodzą.
          • czarna33 Re: Śmierć 12.04.04, 09:03
            Nie mówię o śmierci poprzez pryzmat religi.Mówię o tym co JA czuję,jak bardzo
            mnie to boli i jak bardzo jest mi źle kiedy umiera ktoś bliski,albo ktoś obcy
            do którego czułam szacunek.Mówią..i ja się staram z tym zgodzić,że pewnie Bóg
            tak chciał..możliwe.Nie potrafię tego pojąć,staram się zrozumieć dlaczego tak
            chciał?Po co?Rozumiem fakt,że zabiera ludzi kiedy chce ująć im cierpienia,ale
            kiedy zabiera zdrowych i wartościowych ludzi?Tego pojąć nie mogę!
            • dociek Re: Śmierć 12.04.04, 09:29
              Widzisz, tu mam ochotę napisać coś, co dla wielu zabrzmi okrutnie i
              bezwzględnie... Zapominamy o tym, że jesteśmy nietrwałym mgnieniem wobec
              niepojętej rozumem ludzkim potęgi i mechanizmów wszechświata, że nie jesteśmy
              niezniszczalni. Z tym, że ja osobiście nie chciałbym do tego mieszać jakiejś
              wykoncypowanej personifikacji typu bóg. I nie ma tak, że ktoś jest młody to mu
              się coś więcej "należy"... Czy uważasz, odnosząc się do tych dwóch przypadków,
              które wywołały u Ciebie ten temat, były to osoby zdrowe, otóż nie. Czy śmierć
              skutkiem wypadku, przypadku jest czym innym niż skutkiem choroby - jest też tą
              samą śmiercią, jest selekcją wpisaną w naszą nietrwałość i zmienność...
              • czarna33 Re: Śmierć 12.04.04, 09:37
                Owszem,całuy czas o tym pamietam,że jesteśmy mgnieniem.Teraz piszemu i
                żyjemy.Nie jesteśmy niezniszczalni!!Jesteśmy bardzo mali.Ale mieszam tą w to
                osobę pod tytułem Bóg.Śmierć w wypadku io przypadku jest śmiercią strasznąi
                nie należy jej porównywać ze śmiercią na wskutek chkoroby.Cały czas sie
                zastanawiam nad tymi śmierciami...
    • ryza_malpa1 Re: Śmierć 12.04.04, 10:28
      Do tej pory dla mnie śmierć przynosiła ulgę.
      Ulge od cierpienia i choroby.
      Kiedy sie patrzy na żywego człowieka w całkowicie bezwładnym ciele i wiadomo,
      że nie ma ratunku na śmierć czeka sie jak na wybawienie.
      Choroba bliskiej osoby, ból, brak panowania nad ciałem jest dla mnie gorsza niż
      śmierć.
      • czarna33 Re: Śmierć 12.04.04, 10:49
        Owszm choroba,ból..ból trwający przez wiele lat.A cierpienie przez inną
        osobę,która jest chora?Są różne choroby...przez które się umiera.Spadające na
        ludzi znienacka,ale choroby na które ktoś zapracował nie powiinny budzixc
        współczucia.Mało tego,takie osoby żyją z tą chorobą długo..przeżywajją innych
        (Ale w końcu umierają
        • dociek Re: Śmierć 13.04.04, 02:10
          tygodnik.onet.pl/1547,1157944,dzial.html
          Polecam również niektóre komentarze, pasują do powyższej dyskusji.
    • swojadroga Re: Śmierć 13.04.04, 09:24
      Chciałbym się włączyć do wątku, ale nie mogę... umarłem...
      • to.ya Re: Śmierć 13.04.04, 09:32
        Nie wiem czy jestem już w stanie o tym mówić.
        Od października do 4 lutego byłam z Przyjaciółką i Jej umierającym Synem.
        12 lutego był pogrzeb.
        Do dzisiaj ciężko mi się z tym wszystkim pogodzić, ciężko mówić, mysleć,
        zrozumieć.
        Może kiedyś o tym napiszę (opowiadanie zaczęte), może opowiem...
    • to.ya Re: Śmierć 13.04.04, 10:12
      czas ma w sobie proporcji szlachetnej współbrzmienie
      a z tej proporcji biorą się dobrodziejstw mnóstwa
      (choć krew z ciałem oskarżą czas o zniewolenie
      a mózg i dusza mogą mu dowieść oszustwa)

      czas działa nagle ani też z namysłem,
      jego mądrość i zgodę i niezgodę burzy
      - sto tysięcy lat mogą trwać sahary wyschłe,
      a jest to mniej niż chwila rozkwitania róży

      bo jest czas wesołości i jest czas płakania-
      czas nadziei rozpaczy pojednania gniewu
      - jest czas wzrastania i czas umierania :
      jest noc dla ciszy i jest dzień dla śpiewu

      lecz ponad wszystko (wiem to z ponad wszystko droższych
      twoich oczu) jest czas dla pozaczasowości

      (E.E.Cummings, tłum. St.Barańczak)
    • adhamah Re: Śmierć 13.04.04, 11:07
      czarna33 napisała:

      > Czym jest?Dla osób żyjących na pewno tragedią,koszmarem.Zwłaszcza jesli spada
      > znienacka...Jeśli spada na rodzinę ,która żyła sobie w zdrowiu w miare
      > terminóww medycznch.I nagle,z dnia na dzień nie ma człowieka,którego
      > kochacie...który jest dla Was wszystkim ..jest wyrocznią,liczycie sie z jego
      > zdanianiem..jest jak druga połowa..wie zawsze co powiedziec,co zrobic.I
      > nagle ..nie ma jej.
      >
      > Ja już wiem....
    • very_famous Re: Śmierć 13.04.04, 19:26
      W niedzielę byłam u ciotki w szpitalu. Ewidentny koniec. Powiedziała jedną
      rzecz: "chcę śmierci szybkiej i bezbolesnej, nie chcę się męczyć tylko po to
      aby rodzinka myślała że pociągnę jeszcze trochę. A gówno (sorry - cytat) mnie
      obchodzą w tym momencie żywi".
      Kobieta ma 81 lat i się do tej pory "trzymała" - teraz lada dzień....
      Ale ma racje - śmierć jeśli nadchodzi nagle jest straszna na rodziny - nie dla
      umierającego.
    • to.ya Re: Śmierć 14.04.04, 07:43
      Piotruś (Syn Przyjaciółki) prawie pod koniec był bezwładny od pasa w dół.
      Powiedział wtedy, że "jeżeli wyzdrowieje, a będzie w takim stanie, to popełni
      samobójstwo bo to nie jest życie".
      Tuż przed śmiercią (już majaczył) przez sen śmiał się radośnie, klaskał w
      dłonie i mówił "Mamo ja jestem zdrowy, jest mi dobrze!"

      Rozkleiłam się, przepraszam, płaczę..........
    • zo_h Re: Śmierć 14.04.04, 11:59
      Śmierć jest nieodłącznym elementem naszego życia. Chyba najbardziej bolesna
      jest nagła śmierć osoby, która zdaje się być w kwiecie sił. Gdy nikt nie
      przypuszcza, że te chwile, które spędzają są właśnie tymi ostatnimi chwilami.
      Do dziś na myśl o śmierci jednej z moich babć łapie mnie strasznie zadumanie
      gdyż była osobą z którą czułem szczególna więź. W tych moich pierwszych latach
      życia to właśnie ona miała chyba największy wpływ na ukształtowanie mojej
      osobowości i strasznie żałuje, że nie towarzyszy mi do dziś. A potem tak nagle
      odeszła i wszystko urwało się tak nagle.

      Całkiem inny wymiar miała śmierć mojego dziadka, wszystko odbywało się
      strasznie długo i już na długo przed tym faktem mieliśmy świadomość, że powoli
      zbliża się ten moment gdy odejdzie. Zresztą powiem szczerze ... dziadek był
      żywotną osobą i widziałem jak bardzo męcz go to, że stał się osobą całkowicie
      zależną od innych. Jasne, że mimo wszystko jego śmierć była dla nas ciosem, ale
      dla niego była ukojeniem. Zawsze go będę pamiętał jako człowieka
      niezmordowanego i ciągle robiącego coś.

      Śmierć jest jak człowiek, za każdym razem jest inna i za każdym razem dotyka
      nas w inny sposób.
      • tuhanka Re: ?mierć 16.04.04, 11:15
        Podobna sytuacja byla z moim ojcem. Przez pol roku umieral na raka, ktorego, co
        gorsza, bardzo pozno zdiagnozowano i w efekcie nic nie dalo sie juz zrobic. Nie
        byl juz mlody (70 lat), ale bardzo sprawny i aktywny wczesniej i nagle ta
        slabosc, to uzaleznienie od innych - to go bardzo bolalo. Bylam wtedy mloda,
        osiemnastoletnia dziewczyna, w glowie mialam perspektywe matury i studiow, moze
        dlatego tez i tego wtedy tak nie odczulam, dopiero po dlugim czasie. Moja mama
        zarzucala mi nieczulosc, bo taka bylam "twardzielka". Z drugiej strony, gdyby
        do konca nie ukrywano przede mna (po kiego licha?) tej straszliwej diagnozy,
        gdybym miala swiadomosc, co to naprawde jest, moze inaczej bym przezyla te
        ostatnie miesiace zycia mojego ojca, w bardziej wartosciowy sposob. A kiedy to
        sie stalo, to faktycznie nalozylam na siebie ochronny pancerz - w dzien pozniej
        wyjechalam na olimpiade z WOS-u, potem na tydzien z chorem, potem jeszcze na
        jakis oboz szkoleniowy, a nastepnie... coz, przygotowania do krajowego etapu
        olimpiady, potem wkuwanie do matury... Tak naprawde brak ojca odczulam dopiero,
        gdy wyjechalam na studia. Dopiero wtedy skorupa puscila. Choc moze dobrze, ze
        nie zalamalam sie wczesniej? Pozniej zostal tylko tepy bol, ktory jednak nie
        byl na tyle dotkliwy, aby mial mi przeszkadzac w normalnym zyciu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka