Dodaj do ulubionych

moja historia

01.05.12, 18:07
Cześć, jestem tu nowy , więc jeśli lamie lub naginam jakieś zasady z góry się kajam. Jeśli to czytasz to mam nadzieję że masz cierpliwość, bo mam zamiar trochę napisać. Od czego zacząć hmmm mam 25 lat skończyłem studia mam pracę, życie biegnie swoim torem ale u mnie nie jest ok. Ostatnimi czasy rozstałem sie z dziewczyną - związek trwał ok 4 lat - nie byl idealny, zwłaszcza ostatnio było masę kłótni, ale mimo wszystko trwaliśmy w tym bo myśleliśmy że jest to miłość ( podkreślam słowo myslelismy). Ostatnio jednak tzw miłość ie przetrwała wydawałoby się kolejnej "normalnej" próby a moja byla powiedziała mi że przestała kochać ( co by nie mówiąc pieknie to ujęła tak subtelnie). Początkowo walczyłem , chciałem naprawić moje błędy, uświadomić że mamy szanse że warto jednak z czasem gdy usłyszałem to stwierdzenie (przestałam kochać) zdałem sobie sprawę że ona chyba nigdy tak naprawdę mnie nie kochała- moze chciala mieć kogoś może bylo to tylko z rozpędu początkowego zauroczenia - nie wiem. Myśłałem że ją znam , zawsze starałem się byc przy niej, pomagać i wspierać - wiem ze nie raz byłem upierdliwy itd ale zawsze chcialem dla niej jak najlepiej. Teraz staram się jakoś uporządkować swoje życie zacząć na nowo - ale mam wrażenie że mi sie to nie uda. Nie jestem typem osoby, ktora jest duszą towarzystwa. Mam znajomych ale jakoś przez związek potem inne sytuacje stałem się bardziej osobą która zyła z moją ukochaną a znajomi, przyjaciele odeszli na tor boczny z zresztą nogdy nie było ich zbyt wielu. Boję się ze jestem nieatrakcyjny, chyba straciłem resztki pewności siebie. Staralem sie coś zrobic ale na jeden lepszy dzień przychodzi 5 gorszych. Nie wiem jak sobie poradzic. Wydaje mi sie ze ta cala sytuacja mnie zabija dzień po dniu. Nie wiem w czym tkwi problem juz w tym że sie rozstaliśmy czy w tym ze zdaję sobie sprawę ze jestem sam i nie poznam juz nikogo innego. Nie jestem jakiś przystojny ani bogaty, staram się szukać - czasem wybiorę się na dyskoteki, na miasto ale nic z. tego nie wychodzi. Może niepotrzebnie szukam na siłę może jest za szybko, ale nienawidzę samotności i tego uczucia beznadzieji, żalu i smutku. Staram sie uczyć na błędach ale wychodzi na to ze popełniam coraz większe. Nie wiem czego oczekuje po tym poście może tego że ktoś to przeczyta podpowie coś, nie wiem...
Obserwuj wątek
    • kartacz27 Re: moja historia 01.05.12, 18:18
      przeczytałem od początku do końca i mam podobnie jak ty , w moim przypadku byłem z nią rok , nie było żadnych kłótni , nie dopuściłbym do tego żeby się kłócić z dziewczyną , też przestała mnie kochać i nagle ze mną zerwała , mi jeszcze do tej pory nie przeszło i nie wiem kiedy przejdzie , mam 35 lat i jestem ponoć przystojny ale to nic nie zmienia bo miałem tylko jedną dziewczynę
      • ossownica48 Re: moja historia 01.05.12, 18:54
        Drodzy panowie,co wy gadacie zaczynacie dopiero życie,a już macie postawę,jak dętka bez powietrza.Zaczyna się najpiękniejsza pora roku,głowa do góry,rozpiąć koszulę,klatę wyprostować,uśmiech na twarz przykleić i do przodu.Jest takie powiedzenie"co komu przeznaczone to na drodze rozkraczone".Napewno znajdziecie tę jedyną.Życzę powodzenia i pozytywnego wbrew wszystkiemu myślenia.
        • fioletowoczarna Re: moja historia 01.05.12, 19:57
          ossowica to mądra kobitka.Podpisuję się pod tym co powyżej napisałasmile
          • ossownica48 Re: moja historia 04.05.12, 15:41
            Z tą moją teorią jest do przodusmile)),ale praktyka to kichasmile)).Te moje rady wychodzą mi bokiem,ponieważ znajome przyjadą wypłaczą,ja im poradzęsmile))one zrzucają ciężar,a ja w dupu zostaję ,niedość że ze swoim garbem, to jeszcze one mi zostawiają swój,a na dodatek mówią,super wypoczęłam u ciebie.smile))Perdolęsmile) doradztwo psychologicznesmile)toć jam psychologii,ani żadnego doradztwa nie kończyła.Jam jest listek na mojej kochanej brzozie.
        • sstranger Re: moja historia 02.05.12, 17:57
          Dzięki za słowo "pocieszenia" na chwilę pomogły- ja jednak niewierze że los, karta może się odmienić. Nie wiem czemu tak szybko pojawia się zrezygnowanie, mam tak dużo wspomnień, wspólnych miejsc, rzeczy - chce je wyrzucić z pamięci jednak one po pewnym czasie znowu wracają. Może ktoś zna metodę na samotność i wyrzucenie z glowy tych wszystkich mysli - oczywiście oprócz ucięcia sobie tej głowy. Najgorsze jest to że nie widzę nadzieji - (jaka by ona nie była zawsze czy złudna czy nie zawsze dodaje motywacji, daje spokój) u mnie juz nawet tej nadzieji brak. Wiem że jestem jeszcze młody może mam dużo przed sobą a może nie - nikt nie wiele ile nas jeszcze czeka -źle mi samemu - tak strasznie źle. Może macie receptę jak przetrwać trudne chwile
          • torado Re: moja historia 02.05.12, 18:10
            sstranger napisał(a):
            Może macie receptę jak przetrwać trudne chwile

            recepty nie mam, ale jedyne co pomaga to prawdziwie przeżywać te emocje, które w sobie po stracie dziewczyny masz, nie uciekaj od nich. Bo wrócą ze zdwojoną siłą.......Wiem ,że to niełatwe....ale to jedyne skuteczne, co możesz zrobić by jakoś się pozbierać. Po prostu daj sobie prawo przeżywania tych różnych emocji smutku, bólu....aż wybrzmią i staną się mniej uciążliwe......Trzymaj się smile)
            • sstranger Re: moja historia 02.05.12, 18:26
              Ostatnio czuje złość i gniew, czasami smutek - czuję się oszukany że zaufałem że uwierzyłem i że można tak wszystko wydaje się łatwo przekreślić. Wiem że ja tez mam dużą winę w tym wszystkim- qrde czy to wszystko musi byc tak skomplikowane. Juz prawie miesiąc nie rozmawiamy ze sobą - staram się wyrzucić ją z pamięci i wspomnień - chce jakos normalnie funkcjonować poznac nowych ludzi ale to wszystko jakoś mnie hamuje, przytlacza - chyba słaby psychicznie jestem (przezywam to gorzej niz kobieta)
              • torado Re: moja historia 02.05.12, 18:45
                sstranger napisał(a):

                > Ostatnio czuje złość i gniew, czasami smutek - czuję się oszukany że zaufałem ż
                > e uwierzyłem i że można tak wszystko wydaje się łatwo przekreślić. Wiem że ja t
                > ez mam dużą winę w tym wszystkim- qrde czy to wszystko musi byc tak skomplikowa
                > ne. Juz prawie miesiąc nie rozmawiamy ze sobą - staram się wyrzucić ją z pamięc
                > i i wspomnień - chce jakos normalnie funkcjonować poznac nowych ludzi ale to ws
                > zystko jakoś mnie hamuje, przytlacza - chyba słaby psychicznie jestem (przezywa
                > m to gorzej niz kobieta)

                nie jesteś słaby...masz emocje i przeżywasz, zwłaszcza że bardzo byłeś zaangażowany, nie można ot tak w ciągu tygodnia przestać przeżywać. Narazie widocznie jeszcze nie czas na wychodzenie do ludzi i poznawanie nowych. Patrz czego potrzebujesz i za tym idź, nie zastanawiaj się, a co gorsza nie obwiniaj się, że już dawno powinieneś sobie był poradzić z tymi emocjami...smile
              • sonnchen Re: moja historia 02.05.12, 19:05
                zajmujesz się czymś poza pracą?
                • sstranger Re: moja historia 02.05.12, 19:31
                  Ostatnio zaczalem uprawiac sport, ćwiczę, pływam trochę , rowerek sobie kupiłem właśnie ale to wszystko mało nadal przychodzą mysli, nadal pozostaje bezsilność, przychodzi beznadzieja, osattnio nawet pomyslalem o sportach ekstremalnych np spadochron - ale nie wiem czy to pomoze, raczej watpie - nadal pozostanie pustka. Wszyscy mowią że czas pomoże, uleczy ból ale ja wątpie myśle że gdzieś coś u mnie się wypaliło albo nigdy tego nie było
                  • torado Re: moja historia 02.05.12, 19:41
                    żeby pogodzić się ze stratą trzeba przeżyć wszystkie emocje, które za sobą niesie....inaczej nic na dłużej nie jest w stanie przynieść spokoju i we wszystko jest się trudno angażować
                  • sonnchen Re: moja historia 02.05.12, 20:06
                    Spokojnie, to przejdzie smile zawsze po burzy pojawia się tęcza smile

                    • sstranger Re: moja historia 02.05.12, 20:47
                      odnośnie tej burzy - to z własnego doświadczenia czy mówisz tak po prostu, bo u mnie jak pojawia się jedna burza to zaraz po niej przychodzi kilka następnych i jak sie piep... jedna rzecz to zaraz po niej cała reszta dorównuje do poziomu. Podziwiam ludzi, którzy cieszą się małymi rzeczami i odnaleźli szczęście bo ja wątpię abym je kiedykolwiek na tym swiecie znalazł
                      • panna.m.igotka Re: moja historia 02.05.12, 22:33
                        Wydaje mi się, że na wszystko patrzysz zbyt pesymistycznie, stąd te ciągłe twoje rozczarowania w życiu. Na pewno wyjdziesz na prostą. Moim zdaniem dobrze, że dowiedziałeś się od dziewczyny teraz, że "nic do ciebie nie czuję", niż np. za dwadzieścia lat. Później wypominała by ci, że przy tobie to sobie życie zmarnowała, że męczyła się w związku z tobą, chociaż nic do ciebie nie czuła. Z czasem, jak spojrzysz na całą sytuację zupełnie z innej perspektywy, zapewne przyznasz mi rację wink Daj sobie czas, zajmij się sobą, a na pewno ktoś się pojawi w twoim życiu. Pozdrawiam.
                        • sstranger Re: moja historia 02.05.12, 23:02
                          Zbyt pesymistycznie mówisz. Powiedz mi czy czułaś chociaż raz tak że wszystko się pieprzy a Ty cokolwiek bys nie zrobiła nic nie daje. Może masz racje może kiedyś coś się zmieni ale tak na prawdę to mowisz to tylko po to by coś powiedzieć czy w to wierzysz?. Czuliście tak ze cały swiat jest przeciwko wam?
                          • raziel24 Re: moja historia 03.05.12, 00:55
                            Nigdy tego nie czułem ale może dlatego bo się rozejrzałem w miejscach gdzie nie ma ludzi... "kraj wspaniały tylko ludzie (wiadomo)"
                          • panna.m.igotka Re: moja historia 03.05.12, 15:14
                            Widzę, że żyjesz w przekonaniu, że wszyscy mają dobrze w życiu, wręcz mlekiem i miodem płynące, tylko ty jedyny masz cały świat przeciwko sobie. Nie mam zamiaru się przed tobą uzewnętrzniać, ale także byłam w związku i to ze znacznie dłuższym stażem i powiem tyle, że są na świecie znacznie gorsze rzeczy niż rozstanie. Sama tego doświadczyłam. Powodzenia.
                            • torado Re: moja historia 03.05.12, 15:18
                              panna.m.igotka napisała:

                              > Widzę, że żyjesz w przekonaniu, że wszyscy mają dobrze w życiu, wręcz mlekiem i
                              > miodem płynące, tylko ty jedyny masz cały świat przeciwko sobie. Nie mam zamia
                              > ru się przed tobą uzewnętrzniać, ale także byłam w związku i to ze znacznie dłu
                              > ższym stażem i powiem tyle, że są na świecie znacznie gorsze rzeczy niż rozstan
                              > ie. Sama tego doświadczyłam. Powodzenia.

                              to pewnie dzięki Tobie migotko chłopak poczuł się już lepiej wink
      • czarny.onyks Re: moja historia 04.05.12, 23:40
        całe forum pisze o Kartaczu....już na innych forach słychać....wink
        to wpadłamtongue_out

        może było za nudno w związku....
        żadnych kłótni??? nic a nic???? czasem trzeba sie pokłócić...to oczyszcza atmosferę..wink


        przejdzie Ci jak poznasz kogoś nowego...
        jak Ci to pomaga to pisz, rozpaczaj....

        ponoć przystojny??? hmmmm daj fotkę do profilu to ocenimywink
        miałeś jedną, to czas na następną....
        chłopie dopóki hydraulika działa nie rozpaczaj...a nawet potem też będzie Cie kochać za inne rzeczy...
    • nom73 Re: moja historia 03.05.12, 10:53
      sstranger napisał(a):

      > dyskoteki, na miasto ale nic z. tego nie wychodzi. Może niepotrzebnie szukam
      > na siłę może jest za szybko, ale nienawidzę samotności i tego uczucia beznadzie
      > ji, żalu i smutku.

      A umawiasz się na spotkania z dziewczynami? Nie traktuj każdej dziewczyny, którą spotkasz na swojej drodze, jak "tej jedynej". Traktuj to jak spotkania koleżeńskie, nie nastawiają się, że od razu spotkasz miłość swojego życia. Takie umawianie jest fajne, może poznać wiele osób, zdobyć doświadczenie w komunikowaniu się z innymi osobami, pewność siebie. Im więcej poznasz dziewczyn tym większe prawdopodobieństwo, że poznasz osobę, której również się spodobasz.
      Co do samotności to musisz sam sobie pomóc, ale to tkwi w Twojej głowie i nie zależy od tego czy z kimś będziesz czy nie. Samotność to stan ducha, człowiek szczęśliwy nigdy nie czuje się samotny, nawet na środku pustyni, czy na bezkresnym oceanie. wink
      • torado Re: moja historia 03.05.12, 13:31
        nom73 napisał:
        Samotność to stan ducha, człowiek sz
        > częśliwy nigdy nie czuje się samotny, nawet na środku pustyni, czy na bezkresny
        > m oceanie. wink

        wielki buzial nom...tak właśnie jest, jak piszesz smile
        • nom73 Re: moja historia 03.05.12, 14:33
          torado napisała:


          > wielki buzial nom...tak właśnie jest, jak piszesz smile

          Dzięki, buziak dla Ciebie. kiss

    • desper.atka Re: moja historia 03.05.12, 18:41
      wiele mądrych rzeczy dziewczyny tu napisały ale ja dodam jeszcze, że, jak już przeżyjesz swoje emocje, powinieneś jak najszybciej wyjść do ludzi, zapomnieć o niej, o wszystkim co jest z nią związane i zacząć życie od nowa, bez kompleksów, nie przejmując się nikim, odbudować kontakty i korzystać z życia. mówię to w pewnym sensie z doświadczenia, nie zrobiłam tego i od półtora roku jestem i nie jestem...
      • nom73 Re: moja historia 05.05.12, 15:45
        desper.atka napisała:

        > wiele mądrych rzeczy dziewczyny tu napisały ale ja dodam jeszcze, że, jak już p
        > rzeżyjesz swoje emocje, powinieneś jak najszybciej wyjść do ludzi, zapomnieć o
        > niej, o wszystkim co jest z nią związane i zacząć życie od nowa,

        Dlaczego ma zapomnieć o dziewczynie, z którą przeżył sporo fajnych, przyjemnych chwil?
        To, że się to już skończyło nie znaczy, że mamy to wymazać z pamięci. Nic nie trwa wiecznie, należy się cieszyć, że się przytrafiło.
        Nie związałabyś się z mężczyzną, który by Cię pociągał nie tylko fizycznie ale i duchowo, ale tylko na rok, dwa, po później by odszedł? Wolałabyś być przez ten czas sama i czekać na tego idealnego kandydata? smile
        • desper.atka Re: moja historia 05.05.12, 23:01
          nom73 napisał:


          > Dlaczego ma zapomnieć o dziewczynie, z którą przeżył sporo fajnych, przyjemnych
          > chwil?
          > To, że się to już skończyło nie znaczy, że mamy to wymazać z pamięci. Nic nie t
          > rwa wiecznie, należy się cieszyć, że się przytrafiło.

          chodziło mi raczej o to, żeby zostawił to wszystko za sobą, żeby nie karmił si tym co było

          > Nie związałabyś się z mężczyzną, który by Cię pociągał nie tylko fizycznie ale
          > i duchowo, ale tylko na rok, dwa, po później by odszedł? Wolałabyś być przez te
          > n czas sama i czekać na tego idealnego kandydata? smile

          nie wiem, co bym zrobiła w takiej sytuacji, ale nauczona doświadczeniem wiem, że lepiej być samemu w stabilnej sytuacji niż przeżywać rozstania; przynajmniej dla mnie to jest trudne
    • lonelyshe29 Re: moja historia 05.05.12, 22:22
      jeśli masz wrażenie, że nigdy Cię nie kochała to dobrze, że się rozstaliście, bo szkoda marnować czasu na sztuczne związki ... nie szukaj na siłę, odpocznij od myślenia o związkach i samotności ... jak wróci CI równowaga będzie łatwiej
      • sstranger Re: moja historia 06.05.12, 21:23
        NO właśnie tak mi się wydaje że mnie nigdy nie kochała, że zyłem sobie w takim sztucznym stanie, bo cięzko mi uwierzyc że mozna po prostu kogos przestać kochać albo sie kocha albo nie. Ale nie jestem pewny w 100%- nie mielismy kontaktu od miesiaca a szybciej o z Nia nie mozna było normalnie porozmawiać. Lipnie jest - caly czas moje mysli o niej wacają, ale nie chce niszczyć czy zatruwac jej życia mimo wszsytkiego chce dla niej jak najlepiej a dla siebie hmmm
        • sam-motny Re: moja historia 07.05.12, 04:31
          witam wszystkich, ja tyż nowy, choć stary jak świat.... samotnych. Drogi Strangerku, a Ty tak ją naprawdę ciężko kochałeś, że nie potrafisz ją już wypuścić ze złotej klatki swojej pamięci? Bywają miłości które są prawdziwe, choć nie dożywają żadnych tam starości, ani Raju Wiecznego. Każdy ma swoją ścieżkę rowoju. Bądź wdzięczny że Ci dziewczyna szczerze powiedziała co czuje, a nie zwodziła latami różnymi 'miłosiernymi' iluzjami, i pędź w przestworza życia,bo czas umyka najprawdopodobniej w bezpowrotność. Rozdrapywanie, psioczenie, łkanie, mantrowanie negatywnością jest skrupulatnym usiłowaniem karmienia się takąż.....negatywną... energią.....gniewu, odwetu, sprawiedliwości za odrzucenie. Cóż wypadałoby to dokładnie, sumiennie w sobie przetrawić, umysłem i sercem, i czekać aż ta zgnilizna negacji wyparuje, zanim zabierzesz się za kogoś nowego. Cierpienie uszlachetnia, jakby nie było, a żałobę trzeba znosić z godnością ludzką. A poza tym dobrze Ci tu kobietki prawią. No i jest jeszcze taka przypowieść o żonie Lota, która zbyt długo przypatrywała się cierpieniu. Uważaj żebyś nie zamienił się w słup łez, bo Ci serce i człowieczeństwo skamienieje na baaaardzo długo. Taka jest cena za sprawiedliwą zemstę (obojętnie czy wykonana na kimś innym, czy na sobie jedynie, w postaci ciągłego rozdrapywania ran i bezustannej negacji). W cichości i pokorze znoś swój ból, wsłuchując się w siebie, w ciszę, pustkę, burzę, a może usłyszysz w końcu i zobaczysz ów anielski głos słońca, który każdemu dany kto CHCE go zobaczyć i usłyszeć. Beznadzieję swoją i bezsilność oddaj źródłom życia (tak sobie mów codziennie, co chwlę, kiedy Cię jakaś negacja zacznie kusić kosą swoją), niech one Cię przeniosą na stronę światła i wybaczenia, jeśli człowiek nie podda się rezygnacji i negacji, tylko aktywnie wolą swoją będzie się im sprzeciwiał, wówczas przejdziesz bezpiecznie to dooświadczenie, które jedynie Cię wzmocni jako człowieka. Takie 'niespełnione' miłości niejednokrotnie stymulują do głebszego myślenia i czucia. Jeśli człowiek nie ulegnie negacji i odwetowości. A pamiętaj, że najsłodsza zemsta jest ta wykonana na niewinnym, więc żeby móc się prawdziwie uwolnić od tego garba jaki dostałeś w podarunku od kochanki, musisz uczciwie, wewnętrznie pojąć, zrozumieć całe Wasze doświadczenie, bo bez tej uczciwości i intencji szukania Prawdy, nigdy nie Wybaczysz, ani nie nuuczysz się prawdziwiej miłości, miłości która nie posiada,choć jednocześnie posiada. Taki proces trwa długo, ale czasem krócej lub dłużej, w zależności od długości i szerokości skrzywdzonego ego, które jaźnią się staje. No i trzeba go bezustannie powtarzać, jak paciorek na dobranoc, albo jak dziecko które uczy się chodzić.

          Twoja Wola, Twój Wybór, Twoje oddanie. Nic nie stoi w miejscu. Co pilęgnujemy to wzmacniamy. Co prawdziwie kochamy to jest naszym Bogiem.

          A poza tym to nie obrażaj samotności, bo ma ona swoje uroki i piękno.
          • torado Re: moja historia 07.05.12, 19:27
            sam-motny napisał:

            > A poza tym to nie obrażaj samotności, bo ma ona swoje uroki i piękno.

            piękne to smile. Ten wywód wcześniej też, tylko do człowieka w emocjach ciężko trafia. Najpierw muszą wybrzmieć emocje.....
            • sam-motny Re: moja historia 08.05.12, 19:49
              owszem to prawda, emocje muszą się u-ciele-śnić. Ale w tym czasie...samotnej burzy, tego żeglowania samopas, po oceanie namiętności i ich konsekwencji (radości i bólu), utrat, gniewu, żalu, bycia rozszarpywanym przez sprzeczności, czasem lepiej się chwycić mocno steru...., nawet jeśli jest to bez sensu, ale ten intencjonalny wyraz oddania i gotowości na powrót słońca jest już jego przywołaniem i odzyskaniem; albo inaczej, jak mawiał Szestow: 'Tylko ten kto wali głową w mur, uwierzy że muru nie ma gdy ten nagle zniknie.' Absurdalna wiara w sens, pomimo otaczającego nas bezsensu i beznadziei, jest już utrzymywaniem tego świata przy życiu, i jednocześnie energetyzowaniem się twórczą energią życia.

              torado napisała:

              > sam-motny napisał:
              >
              > > A poza tym to nie obrażaj samotności, bo ma ona swoje uroki i piękno.
              >
              > piękne to smile. Ten wywód wcześniej też, tylko do człowieka w emocjach ciężko tr
              > afia. Najpierw muszą wybrzmieć emocje.....
              >
              • torado Re: moja historia 08.05.12, 19:55
                sam-motny napisał:
                Ale w tym czasie...samotnej burzy, tego żeglowania samopas, po oceanie namiętności i ich konsekwencji (radości i bólu), utrat, gniewu, żalu, bycia rozszarpywanym przez sprzeczności, czasem lepiej się chwycić mocno steru...., nawet jeśli jest to bez sensu, ale ten in
                > tencjonalny wyraz oddania i gotowości na powrót słońca jest już jego przywołani
                > em i odzyskaniem

                to wszystko prawda tylko czasem ten ster trudno odnaleźć........
                • sam-motny Re: moja historia 08.05.12, 21:04
                  za każdym razem kiedy wypowiadasz (zaklęte) słowo 'trudno' (albo coś w tym rodzaju) zaczynasz się od tego steru oddalać. A po co dodawać cierpienie do już istniejącego? Słowo to też energia. W zależności od intencji, woli, przyciąga lub odpycha, a nawet projektuje, tworzy. Wszystkie elementy rzeczywistości to naczynia połączone.

                  torado napisała:

                  > to wszystko prawda tylko czasem ten ster trudno odnaleźć........
                  • torado Re: moja historia 08.05.12, 21:32
                    sam-motny napisał:

                    > za każdym razem kiedy wypowiadasz (zaklęte) słowo 'trudno' (albo coś w tym rodz
                    > aju) zaczynasz się od tego steru oddalać. A po co dodawać cierpienie do już ist
                    > niejącego? Słowo to też energia. W zależności od intencji, woli, przyciąga lub
                    > odpycha, a nawet projektuje, tworzy. Wszystkie elementy rzeczywistości to naczy
                    > nia połączone.
                    masz rację.....dziękuję smile
                    • sstranger Re: moja historia 09.05.12, 22:09
                      Hej, dziękuje wam za wszystkie odpowiedzi zwłaszcza Tobie torado i sam-otny mądrzy z Was ludzie. Warto było tutaj napisać, chyba mi to pomoglo, chociaż tak na prawdę to chyba przyszłość to zweryfikuje. W trudnych chwilach będę wracać to Waszych wiadomości. Pozdro i wszystkiego dobrego a przede wszystkim życzę Wam szczęścia i żebyście odnaleźli siebie jeśli jeszcze szukacie (tak jak ja)
          • sstranger Re: moja historia 07.05.12, 22:16
            Hej,

            Powiem CI że na prawdę ciekawy wywód mi tutaj zrobiłeś. Jeżeli masz taki dystans do siebie i do samotności to na prawdę Ci tego zazdroszczę i dziękuje za ten tekst. JA się staram, czasami się udaje w większości nie - ale będę to robił dalej, podać się nie mogę i nie chce - czy kiedyś się uda mam taką nadzieje ( złe słowo - ostatnio bardzo go nie lubię )
            • sam-motny Re: moja historia 08.05.12, 19:31
              musi się udać, dla chcącego nic trudnego. Kto puka ten znajduje. Trzeba tylko codziennie praktykować właśnie oddawanie się nadziei i niepoprawnemu optymizmowi, wyciągać się za włosny z oceanu zwątpień i beznadzieji (jak Baron Munchausen), szukać jakichś okazji do uśmiechu, i małymi kroczkami gromadzić te pozytywne ziarnka na czas chłodu i zwątpień. Byłem tam, widziałem, i jakoś przetrwałem. To że nadzieja jest matką głupich, i że nie wolno za dużo myśleć bo można zostać myśliwym, , no cóż jak niejedno polskie przysłowie było i jest wyrazam głupoty samej (najczęściej pijackiej). Choć moje doświadczenia działy sie to na obczyźnie, nie miałem żadnych przyjaciół ani doradców, no, może poza jednym, duchowym (literackim). Ale bez własnej pracy (umysłowej) wiadomo, nie ma kołaczy.Same modlitwy nie orzą,a dystans? Najlepszym dystansem jest podejście humorystyczne do samego siebie, swoich doświadczeń, wszelkiej powagi,etc. Ale, bez popadania w skrajność, czyli cynizm czy sarkazm. Wszystko z umiarem. Oczywiście że łatwo mówić, a kto powiedział że nie? Ale ja mówię z własnego (męskiego) punktu widzenia, nie uzurpując sobie żadnej wyłączności do żadnej głupoty czy mądrości. Ot, kamyczek do ogródeczka. Życzę powodzenia i radości z uzyskanej wolności o którą jak widać nie prosiłeś. Nie raz dostajemy od życia skarb, którego nie ceniliśmy gdy go posiadaliśmy. A potem się okazuje, że jak go utraciliśmy, i doceniliśmy, że nie ceniliśmy nowy skarb, który codziennie się do nas uśmiechał i przy nas wiernie trwał, aż do ponownej utraty. Hmm, samotność to czas do obserwacji, trawienia doświadczeń, wzmożonej refleksji, ba, twórczości.....


              sstranger napisał(a):

              > Hej,
              >
              > Powiem CI że na prawdę ciekawy wywód mi tutaj zrobiłeś. Jeżeli masz taki dystan
              > s do siebie i do samotności to na prawdę Ci tego zazdroszczę i dziękuje za ten
              > tekst. JA się staram, czasami się udaje w większości nie - ale będę to robił da
              > lej, podać się nie mogę i nie chce - czy kiedyś się uda mam taką nadzieje ( złe
              > słowo - ostatnio bardzo go nie lubię )
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka