Do niedawna było mi to obojętne no ale teraz jakoś mi z tym źle.
Jestem sama, bez pracy, mam fajną rodzinę ale już mam dość siedzenia w domu.
Chciałabym mieć pracę (bo wydaje mi się, że nie mam pracy, to mam marne szanse na zainteresowanie kogokolwiek moją osobą, ale może mi się wydaje?), która łączyła by wszystkie moje pasje ale nie umiem się przełamać, odważyć, by żyć zgodnie z moimi marzeniami... Całe dnie to walka, między tym co chcę a tym co powinnam robić... Jednak sporo przez to tracę. Większość czasu spędzam w domu, nieśmiałość w kontaktach z ludźmi jest sporą przeszkodą.
Tutaj na forum nie mam problemu by o tym pisać ale na żywo... o rany, zamieniam się w kamień... Każda imprezka z rówieśnikami (raz na rok), to milczenie (chociaż w głowie pojawia mi się masa rzeczy do opowiedzenia, ale moje życie w porównaniu z innymi wydaje mi się tak nudne, że w końcu i tak przez cały wieczór milczę). Tańczyć nie umiem, pić alkoholu za bardzo nie lubię, nie palę itp. , ogólnie nie jestem typem imprezowiczki, co w mojej okolicy jest dość jakby to powiedzieć popularne wśród dziewczyn i młodych kobiet. Wiem, że to nie są jakieś mocne wady ale z drugiej strony, nie potrafię się "zareklamować", na żywo nie umiem być sobą. Prawdę mówiąc nie widzę w sobie zbyt wielu zalet, o ile w ogóle jakieś posiadam...
Spotkałam już paru facetów, którzy mi wpadli w oko. Jednemu nawet to powiedziałam ale dał mi kosza

, potem pojawił się drugi ale już jemu nie miałam odwagi nic powiedzieć. Chociaż dawałam minimalne znaki, że jestem nim zainteresowana ale nie, nic więcej się nie wydarzyło... Ot, cała moja historia z facetami... Okropnie jest być samą...