Cześć! Szczerze mówiąc nie przeglądałem żadnych wpisów na tym forum, zalogowałem się pod wpływem impulsu, bo czuję się cholernie źle. Mam 24 lata właśnie kończę studia, potem zaczynam pracę na etat. W wolnych chwilach gram na gitarze, czytam książki z różnych dziedzin, trochę sam piszę jakieś wymysły, biegam, ćwiczę, pływam, gram. Ludzie mnie lubią, bo jestem bezinteresowny, mam dystans do wszystkiego i absurdalno-ironiczne poczucie humoru. Dlaczego więc tu piszę, a jeszcze nie narzekam? Otóż nigdy nie miałem dziewczyny - było wiele prób (większość naprawdę bardzo nieśmiałych) ale wszystkie kończą się porażkami, a ja boję się dalej próbować (pomijając to z kim i gdzie?) bo każde odrzucenie pogłębia tylko moją hm... depresję (może bardziej jakić combos z borderline, bo tak jak w tytule miota mną od skrajności w skrajność z myslami samobójczymi co minutę nawet podnosząc 150 kg sztangę). Kurde no jestem nieśmiały wobec kobiet, lekko nadwrażliwy (gdybym był znanym artystą to byłoby super) i nie wiem jak dla mnie wszechstronny, ale być może dla dziewczyn zbyt pomieszany. Miks wysportowanego komandosa z romantykiem, który płacze słuchając muzyki (brzydki też raczej nie jestem). Chętnie poznam jakąś miłą, inteligentną dziewczynę , najlepiej w wieku 18-24, niech już nawet będzie nieśmiała i samotna

Pozdrawiam (nic nie ulżyło)