matyldda
18.11.13, 00:26
Zauważyłam już, że w tych rozterkach nie jestem osamotniona.
Nie dowiedziałam się jednak tutaj nic nowego. To, że ja mam problemy ze znalezieniem drugiej połówki, to że mężczyźni traktują mnie jak zabawkę. To nic nowego. To że mam kilku przyjaciół i cały tabun znajomych, którzy uważają mnie za osobę sympatyczną, towarzyską, atrakcyjną? Pytanie -dlaczego Ty sobie nikogo nie znajdziesz, również przestało mnie dziwić, nauczyłam się już nawet je ignorować. Wśród całego tabunu znajomych, są też mężczyźni równie przystojni, na dobrych stanowiskach, jednym słowem idealni kandydaci na męża. - No weź się za niego, namawia mama. A pewnie, może nawet bym chciała, ale chyba już nie mam siły aby przekonać samą siebie, że coś może się udać. Dlatego tak sobie trwamy, ja i oni, imprezując co weekend, zatracając się i nieśmiało na siebie spoglądając. To wszystko jest już dość przygnębiające, prowadzi do tego że zaczynam się poważnie zastanawiać CO Z TYM ŚWIATEM JEST NIE TAK? Czy na pewno ze światem, a może ze mną? Może z tabunem moich znajomych, którzy także sobie życia nie mogą ułożyć? Żeby było śmiesznie, jesteśmy rozstrzeleni na osi czasu, od 24 po 37 lat, świetnie się rozumiemy. Dlaczego nie próbujemy być ze sobą? Szukam, marzę o tym by ułożyć sobie w końcu życie. Gdzie leży problem? Czy to wina tego dupka, który w czasach liceum i świetności pierwszej prawdziwej miłości zdradził mnie z Kaśką z 3b? A może to ja 'wybrzydzam', ...