baenzai 12.03.24, 20:53 Czy ciągnąć niektóre znajomości na siłę żeby móc do kogoś gębę czasem otworzyć czy po prostu odpuścić, bo co to ta znajomość gdy nie ma wzajemności. Ja coraz częściej wybieram drugi wariant. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
obrotowy znam wieksze dylematy .) 12.03.24, 21:12 baenzai napisał: > Czy ciągnąć niektóre znajomości na siłę żeby móc do kogoś gębę czasem otworzyć > czy po prostu odpuścić, bo co to ta znajomość gdy nie ma wzajemności. > > Ja coraz częściej wybieram drugi wariant. odpowiedz jest prosta jak rogalik : - te kilka najciekawszych - ciagnac, reszte odpuscic. Odpowiedz Link
kevinjohnmalcolm Re: znam wieksze dylematy .) 12.03.24, 23:24 obrotowy napisał: > - te kilka najciekawszych - ciagnac, > reszte odpuscic. Pod warunkiem, że istnieją te najciekawsze... Odpowiedz Link
obrotowy to sa minusy zycia za granica... 13.03.24, 16:45 kevinjohnmalcolm napisał: > Pod warunkiem, że istnieją te najciekawsze... to sa minusy zycia za (zachodnia) granica... o pieniadze latwiej - o ciekawe kontakty (miedzyludzkie) - trudniej Odpowiedz Link
baenzai Re: to sa minusy zycia za granica... 13.03.24, 18:01 Podobnie może być jeżeli ktoś wyprowadza się z miasta powiatowego do wojewódzkiego. Albo zmienia jedne miasto wojewódzkie na inne. Odpowiedz Link
obrotowy Re: to sa minusy zycia za granica... 13.03.24, 21:20 baenzai napisał: > Podobnie może być jeżeli ktoś wyprowadza się z miasta powiatowego do wojewódzkiego. Zgoda , tylko w obrebie Polski jest latwiej, bo po roku - dwoch mozesz dorobic sie nowych znajomych (plci meskiej i zenskiej...) w takiej Anglii - jak od lat donosi nam tu Kevin - takich ciekawych ludzi wokolo - po prostu nie ma... Odpowiedz Link
okruchlodu Re: to sa minusy zycia za granica... 13.03.24, 22:25 A niby dlaczego za granicą ma nie być ciekawych ludzi? Że niby wszyscy w Polsce? Odpowiedz Link
obrotowy Re: to sa minusy zycia za granica... 13.03.24, 22:30 okruchlodu napisała: > A niby dlaczego za granicą ma nie być ciekawych ludzi? Że niby wszyscy w Polsce? spytaj Kevina - to Ci to moze lepiej wytlumaczy. ja moge to tylko potwierdzic, z tym , ze ja tych ciekawych ludzi nie potrzebuje (mam ich od dawna w poblizu . Odpowiedz Link
baenzai Re: to sa minusy zycia za granica... 13.03.24, 22:57 obrotowy napisał: > baenzai napisał: > > Podobnie może być jeżeli ktoś wyprowadza się z miasta powiatowego do woje > wódzkiego. > > > Zgoda , tylko w obrebie Polski jest latwiej, bo po roku - dwoch mozesz dorobic > sie nowych znajomych > (plci meskiej i zenskiej...) > > w takiej Anglii - jak od lat donosi nam tu Kevin - takich ciekawych ludzi wokol > o - po prostu nie ma... Myślę, że to jednak kwestia tego, że po 30stce po prostu trudno znaleźć bliskich znajomych. Zwłaszcza osobie introwertycznej i mało dynamicznej. Anglia czy Polska to nie ma znaczenia. Chociaż Anglicy pomimo swojego bucowatego i trochę grubiańskiego usposobienia i tak są bardziej otwarci na nowe znajomości niż Japończycy albo Skandynawowie. Odpowiedz Link
obrotowy to sa minusy zycia za granica... cd, 15.03.24, 17:15 baenzai napisał: > Myślę, że to jednak kwestia tego, że po 30stce po prostu trudno znaleźć bliskic > h znajomych. Zwłaszcza osobie introwertycznej i mało dynamicznej. Anglia czy Polska to nie ma znaczenia. - nie mowie tutaj o kwestiach indywidualnych (o tym na wszelkich watkach na okraglo sie rozpisujesz), tylko o kwestiach spolecznych. > Chociaż Anglicy pomimo swojego bucowatego i trochę grubiańskiego usposobienia i > tak są bardziej otwarci na nowe znajomości niż Japończycy albo Skandynawowie. - tak bardziej , bo zycie w Skandynawii (dla Polaka nastawionego spolecznie), to juz zupelna katastrofa, ale tez nie zamierzam bronic tu i Anglikow, bo w wiekszosci (dla Polaka) - to smiertelni nudziarze. Odpowiedz Link
baenzai Re: to sa minusy zycia za granica... cd, 15.03.24, 18:48 obrotowy napisał: > baenzai napisał: > > > Myślę, że to jednak kwestia tego, że po 30stce po prostu trudno znaleźć b > liskic > > h znajomych. Zwłaszcza osobie introwertycznej i mało dynamicznej. > Anglia czy Polska to nie ma znaczenia. > > > - nie mowie tutaj o kwestiach indywidualnych (o tym na wszelkich watkach na ok > raglo sie rozpisujesz), > > tylko o kwestiach spolecznych. Jakie to niby kwestie? Anglicy, Szkoci i Irlandczycy nie różnią się tak wiele od Polaków, zwłaszcza od tych z dużych miast. Polacy często mówią o szoku kulturowym po emigracji do USA, Skandynawii czy Azji, ale do mieszkania w UK dość łatwo się przystosowują. Odpowiedz Link
obrotowy a co w tym dziwnego ? 15.03.24, 19:14 baenzai napisał: ... ale do mieszkania w UK dość łatwo się przystosowują. a co w tym dziwnego ? - 1. toz to w koncu ta sama cywilizacja - "biala" i post-chrzescijanska. 2. do (wiekszego) dobrobytu latwo sie przyzwyczaic. 3. ALE NIE ZMIENIA TO FAKTU - ze w wiekszosci otaczaja mnie tu sami NUDZIARZE. (PS. to nie Anglia, ale kraj podobny) Odpowiedz Link
baenzai Re: a co w tym dziwnego ? 15.03.24, 20:21 Myślę, że ty i kevin możecie mieć trochę inną definicję nudziarza. Odpowiedz Link
kevinjohnmalcolm Re: a co w tym dziwnego ? 16.03.24, 21:59 Brytyjczycy po prostu nadają na innych falach. Nie są ani lepsi, ani gorsi pod Polaków, tylko inni. Albo człowiek potrafi się dostroić do tych fal, albo nie. Z jednej strony dostrojenie mi się udało - znam język na tyle dobrze, że nie tylko jestem w stanie się śmiać z dowcipów i wesołych uwag oraz rozumieć różne aluzje, ale także tworzyć je samemu. Szczególnie dobrze mi idzie gra słów, widzę że moje umiejętności imponują Anglikom. Z drugiej strony, mimo że mam w pracy kolegów Anglików z którymi łączą mnie bardzo serdeczne stosunki, to jakoś nie jestem tu w stanie znaleźć przyjaciela, osobę dobrze pasującą, z którą spotykam się po pracy, w weekendy. Angielki są dla mnie całkowicie niestrawne. Przez kilkanaście lat w UK spotkałem tylko jedną, która była fajną interesującą dziewczyną na poziomie (żona kolegi z pracy). Ogromna większość to imprezowiczki żyjące mentalnie w innym świecie. Odpowiedz Link
baenzai Re: a co w tym dziwnego ? 16.03.24, 22:32 kevinjohnmalcolm napisał: > Brytyjczycy po prostu nadają na innych falach. Na innych falach niż ty może tak, bo nie lubisz przesiadywania w pubach i piłki nożnej, ale wielu Polaków dobrze się odnajduje w takich klimatach. Byłem w Gdańsku podczas Euro 2012 i od tego czasu mam spory sentyment do kibiców z Irlandii (to wprawdzie nie UK, ale też Wyspiarze). Odpowiedz Link
tapatik Re: znam wieksze dylematy .) 14.03.24, 00:15 kevinjohnmalcolm napisał: > obrotowy napisał: > > - te kilka najciekawszych - ciagnac, > > reszte odpuscic. > > Pod warunkiem, że istnieją te najciekawsze... Długo masz zamiar siedzieć na tej wyspie, gdzie nie ma ciekawych ludzi? Odpowiedz Link
baenzai Re: znam wieksze dylematy .) 14.03.24, 00:37 Z tego co kojarzę to kevin pisał, że w Polsce byłoby ciężko o pracę w jego branży, starych znajomych za dużo nie ma a ci co są to wlewają w niego siłą alkohol i z dwojga złego woli już życie na wyspie. Odpowiedz Link
kevinjohnmalcolm Re: znam wieksze dylematy .) 16.03.24, 22:10 tapatik napisał: > Długo masz zamiar siedzieć na tej wyspie, gdzie nie ma ciekawych ludzi? Sądzisz że powrót do świata, który już nie istnieje, byłby możliwy? Wylądowałbym na Okęciu, Rębiechowie, lub Balicach, wynająłbym mieszkanie, znalazł beznadziejną pracę i co dalej? Wszyscy starzy znajomi są już po czterdziestce, kompletnie nieczynni towarzysko, zajęci wyłącznie swoimi rodzinami. Znalezienie w takiej sytuacji nowych znajomych nie byłoby proste dla przeciętnej osoby, a co dopiero dla takiego dziwaka jak ja. Łatwo idzie gdy ma się kilkanaście lat, lub gdy jest się studentem, natomiast w wieku "podeszłym" poznawanie nowych ludzi nie jest proste, ogromna przytłaczająca większość ludzi nie jest zainteresowana bliższymi znajomościami, czas im wypełnia praca oraz rodzina. Odpowiedz Link
trentino Re: znam wieksze dylematy .) 17.03.24, 10:57 Ale przecież wystarczy "wyjść do ludzi". Tak mówili Odpowiedz Link
flirting.shadow Re: znam wieksze dylematy .) 18.03.24, 00:59 To wszystko co napisales, to prawda. Ale moze znalazlbys sobie jakas Polke i dolaczyl do ludzi, ktorym czas wypelnia praca i rodzina (wiem, ze nie chcesz dzieci)? Odpowiedz Link
okruchlodu Re: Odwieczny dylemat. 12.03.24, 21:45 Ale o jakich znajomościach piszesz? Koleżeńskich? Romantycznych? Odpowiedz Link
baenzai Re: Odwieczny dylemat. 13.03.24, 05:34 W sumie to o jednych i o drugich. Na dłuższą metę ciągłe wychodzenie z inicjatywą i ciągnięcie rozmowy jest zwyczajnie irytujące oraz męczące w obu typach relacji. Chociaż w niektórych relacjach romantycznych można faktycznie trafić na jakąś nieśmiałą laskę i zwyczajnie pomylić objawy jej nieśmiałości z wyjebaniem na twoją osobę. Odpowiedz Link
tapatik Re: Odwieczny dylemat. 13.03.24, 13:36 Dzwonisz raz, drugi, trzeci. Jak nie ma zainteresowania to przestajesz się kontaktować. Zarówno w przyjaźni jak i w związku ma być mniej więcej równowaga w dawaniu i braniu. Odpowiedz Link
baenzai Re: Odwieczny dylemat. 13.03.24, 18:23 Mniej więcej tak robię. Jakiś czas postanowiłem odnowić starą znajomość. Zadzwoniłem, pogadałem, zaproponowałem jakiś mały reunion przy piwku. Wstępnie się zgodził, ale gdy zaproponowałem termin to była jakaś wymówka w rodzaju ,,akurat w przyszłą sobotę to idę z laską na urodziny jej starego, ale jeszcze się zgadamy co do spotkania''. Po dwóch czy trzech tygodniach ponowiłem propozycję, ale tym razem był zupełny brak odzewu. Po tym odpuściłem, bo dalsze szukanie kontaktu byłoby jakąś oznaką desperacji. W przypadku lasek robię analogicznie - dwie propozycje spotkania i albo się zgadza albo podaje dogodny jej termin albo niech spierdala. Oczywiście słyszałem jakieś głupawe rady w rodzaju ,,dziewczynę trzeba sobie wychodzić'', ,,nie można się za wcześnie poddawać'', ale to jest zwykłe pierdolenie nie mające odbicia w rzeczywistości. Gdy kiedyś mi się zdarzyło, że jakaś panna była zainteresowana kolejnymi spotkaniami to wyraźnie dawała to odczuć i nie musiałem robić nie wiadomo jakich fikołków. Tu działa zasada, że jak się podobasz to będzie co najmniej kilka tych spotkań, a jeżeli się nie podobasz to już po pierwszym zaczną się jakieś głupie wymówki albo odpisywanie po 20 godzinach żebyś się sam domyślił, że nic z tego nie będzie. Odpowiedz Link
okruchlodu Re: Odwieczny dylemat. 13.03.24, 18:19 Jeśli chodzi o relacje koleżeńskie to zależy od okoliczności. Mam bardzo zapracowanych znajomych. Nie obrażam sie, nie narzucam, nie lecę też jak na złamanie karku za każdym razem, gdy oni mają czas. Stawiam raczej na dywersyfikację😉 (poznawanie nowych ludzi) i dbanie o czas spędzany samotnie. Jeśli chodzi o relacje romantyczne to mam taką zasadę, że 'wybieram spośród tych, którzy mnie wybierają'. Przeważnie brak zainteresowania= brak zainteresowania. Przy bliższym poznaniu okazuje się, że nie mieścimy się w kręgu zainteresowań danej osoby. Nie muszę podobać się każdemu, nie mam pretensji, mnie też nie każdy się podoba, w friend zone mam sporo miejsca. Swoją drogą zdarzało mi się, że ktoś proponował mi randkę i musiałam odmówić (bo np. wolałam iść w tym czasie na rower🤭), jeśli chciałam się z facetem spotkać proponowałam inne terminy. Jeśli ktoś zawsze ma jakąś wymówkę i nie proponuje nic w zamian oznacza, że nie jest zainteresowany i nie ma co dokładać filozofii. Odpowiedz Link
trentino Re: Odwieczny dylemat. 13.03.24, 23:26 Prosty test - jeśli za każdym razem inicjowanie kontaktu jest po Twojej stronie a dodatkowo zawsze spotykasz się z wymówkami to sytuacja jest jasna - wybrana osoba ma Cię serdecznie w dupie. Mam znajomych z którymi się spotykam dość regularnie. Raz jeden się odezwie, raz inny, a raz ja. Ale mam (albo miałem) też takich którzy nigdy się nie odzywali z własnej woli a moje próby zorganizowania jakiegoś spotkania za każdym razem kończyły się tak samo - "A bo wiesz akurat w ten piątek nie mogę", "No tak się złożyło że wyjeżdżam", "Ohhh akurat dziecko mi zachorowało" i setki innych wymówek. Za każdym razem. Oczywiście ktoś może powiedzieć że to żadne wymówki i naprawdę są strasznie zajęci. Być może. Ale wtedy odpowiedz sobie na pytanie - czy potrzebujesz znajomych którzy nigdy nie mają dla Ciebie czasu? Miałem też takiego znajomego który zawsze mówił że na 100% przyjdzie ale nigdy nie przychodził bo akurat tego dnia mu coś wypadało. Co za przypadek Ahhh oczywiście jak przypadkiem spotykasz takiego typa na mieście to jest "OOooo stary kopę lat, super, wiesz musimy się KIEDYŚ spotkać" Czysta kurtuazja, wiadomo o co chodzi Odpowiedz Link
baenzai Re: Odwieczny dylemat. 14.03.24, 00:32 trentino napisał: > Prosty test - jeśli za każdym razem inicjowanie kontaktu jest po Twojej stronie > a dodatkowo zawsze spotykasz się z wymówkami to sytuacja jest jasna - wybrana > osoba ma Cię serdecznie w dupie. To akurat oczywiste. Ale mi bardziej chodziło o sytuacje gdy np. inicjujesz jakieś wyjścia i ta osoba na te wyjścia od czasu do czasu się zgadza ale sama nigdy nic nie zainicjuje i gdy ty się nie odezwiesz to potrafi milczeć tygodniami. Albo inny przykład - gdy inicjujesz dłuższe rozmowy w pracy (albo w innym miejscu) i ta rozmowa jakoś tam się ciągnie, ale ta druga osoba sama nigdy żadnej konwersacji nie rozpocznie. Kiedyś z jedną znajomą z dawnej pracy praktycznie cały czas musiałem ciągnąć rozmowy. Ona niby w tych rozmowach aktywnie uczestniczyła i nawet wypowiadała pełne zdania ale było to jakieś takie wymuszone. Chyba nigdy nie zadała mi żadnego pytania, nie rzuciła jakiegokolwiek wątku w rozmowie. Gdy przestałem te rozmowy inicjować to znajomość praktycznie się zakończyła i ograniczaliśmy się do ,,cześć'' oraz sporadycznych kontaktów stricte służbowych. Odpowiedz Link
trentino Re: Odwieczny dylemat. 14.03.24, 17:17 baenzai napisał: > To akurat oczywiste. Ale mi bardziej chodziło o sytuacje gdy np. inicjujesz jak > ieś wyjścia i ta osoba na te wyjścia od czasu do czasu się zgadza ale sama nigd > y nic nie zainicjuje i gdy ty się nie odezwiesz to potrafi milczeć tygodniami. > > Albo inny przykład - gdy inicjujesz dłuższe rozmowy w pracy (albo w innym miejs > cu) i ta rozmowa jakoś tam się ciągnie, ale ta druga osoba sama nigdy żadnej ko > nwersacji nie rozpocznie. > > Kiedyś z jedną znajomą z dawnej pracy praktycznie cały czas musiałem ciągnąć ro > zmowy. Ona niby w tych rozmowach aktywnie uczestniczyła i nawet wypowiadała peł > ne zdania ale było to jakieś takie wymuszone. Chyba nigdy nie zadała mi żadn > ego pytania, nie rzuciła jakiegokolwiek wątku w rozmowie. Gdy przestałem te roz > mowy inicjować to znajomość praktycznie się zakończyła i ograniczaliśmy się do > ,,cześć'' oraz sporadycznych kontaktów stricte służbowych. To w zasadzie jest to samo o czym pisałem. Ktoś jest po prostu grzeczny i bierze udział w rozmowie. Kurtuazja po prostu. Jak rozmowa w pociągu. Albo po prostu nie potrafi odmówić, nie chce sprawiać jakiejś przykrości itp itd Ogólnie wydaje mi się że to sprowadza się do tego samego - wybrana osoba nie jest po prostu zainteresowana i czeka aż ci się znudzą takie próby Odpowiedz Link
baenzai Re: Odwieczny dylemat. 15.03.24, 06:28 Dlatego to ,,wychodzenie do ludzi'' zazwyczaj chuja daje jeżeli nie jesteś dynamiczniakiem. Odpowiedz Link
baenzai Re: Odwieczny dylemat. 15.03.24, 08:15 I taka mnie naszła teraz refleksja, że wielu ludzi płaci ciężkie pieniądze za te wszystkie terapie żeby po prostu się komuś wygadać. Ci ludzie nie wierzą w skuteczność terapii jako takiej i pewnie nawet zdają sobie sprawę, że większość psychologów ma ich głęboko gdzieś, ale potrzeba wygadania jest jednak silniejsza. Czyli psychoterapeuta to ktoś w rodzaju emocjonalnej prostytutki dla osób samotnych. Odpowiedz Link
obrotowy wnioski. 15.03.24, 16:41 baenzai napisał: > Czyli psychoterapeuta to ktoś w rodzaju emocjonalnej prostytutki dla osób samotnych. wnioski. - no to masz wybor. 1. rozmawiac z kims, komu na Tobie specjalnie nie zalezy ? 2. - czy mowic (w domu) do wlasnej sciany (ktora to napewno nie ucieknie) ? 3. rozmawiac z terapeuta, ktory to najpewniej ma Twoje problemy w d... ale z racji zarabiania na tym pieniedzy (przynajmniej (lepiej, czy gorzej) udaje, ze chce Ci pomoc ? PS. Ja zawsze wybieralem punkt nr. 1. wiedzac, ze nic specjalnie dobrego wyniknac (dla mnie) z tego nie musi, ale przynajmniej mialem swiadomosc, ze "dopadlem żywca", a mowiac ladniej : "żywego" czlowieka. Odpowiedz Link
trentino Re: Odwieczny dylemat. 15.03.24, 19:09 baenzai napisał: > I taka mnie naszła teraz refleksja, że wielu ludzi płaci ciężkie pieniądze za t > e wszystkie terapie żeby po prostu się komuś wygadać. Wydaje mi się że bardzo często tak jest. Psychoterapeuci nie mają na ogół do dyspozycji zbyt szerokiego arsenału środków. I być może jeśli ktoś po prostu potrzebuje się wygadać to potem stwierdza że terapia mu pomogła Jak dla mnie to jest taka instytucja płatnego przyjaciela. Odpowiedz Link
tapatik Re: Odwieczny dylemat. 15.03.24, 23:17 Jeśli coś jest głupie, ale działa, to znaczy, że nie jest głupie. Jeśli ktoś potrzebuje płatnego przyjaciela, aby się wygadać, to niech idzie do psychologa. Psycholog ma jakąś wiedzę na temat ludzkich zachowań i powinien tak pokierować rozmową, aby pacjent wybrał dla siebie najlepsze rozwiązanie. Z przyjaciółmi bywa różnie, mogą złośliwie doradzić coś złego albo wyśmiać problem. Odpowiedz Link
baenzai Re: Odwieczny dylemat. 16.03.24, 07:57 tapatik napisał: > Jeśli coś jest głupie, ale działa, to znaczy, że nie jest głupie. > Jeśli ktoś potrzebuje płatnego przyjaciela, aby się wygadać, to niech idzie do > psychologa. Tylko czekać aż ktoś wyczuje interes i zacznie się umawiać z samotnymi facetami na takie rozmowy za mniejsze kwoty niż psychologowie. > Psycholog ma jakąś wiedzę na temat ludzkich zachowań i powinien tak pokierować > rozmową, aby pacjent wybrał dla siebie najlepsze rozwiązanie. Jakie niby może być lepsze rozwiązanie niż koncentrowanie się na większych i mniejszych przyjemnościach (najlepiej przy wsparciu antydepresantów)? Oczywiście czasem warto próbować jakoś wyjść z tej samotności, ale to zazwyczaj chuja daje. > Z przyjaciółmi bywa różnie, mogą złośliwie doradzić coś złego albo wyśmiać prob > lem. Mówimy o sytuacji gdy tych przyjaciół nie ma w ogóle. Odpowiedz Link
tapatik Re: Odwieczny dylemat. 16.03.24, 16:02 Mam pomysła. Stworzę sztuczną inteligencję, która będzie rozmawiać z facetami za cash Odpowiedz Link
baenzai Re: Odwieczny dylemat. 16.03.24, 16:28 tapatik napisał: > Mam pomysła. > Stworzę sztuczną inteligencję, która będzie rozmawiać z facetami za cash I kto niby będzie chciał za to płacić? Spotkanie z psychologiem czy jakąś typiarą (albo typem) z ogłoszenia to jednak zawsze jakaś tam namiastka relacji międzyludzkich a co ma niby dać gadanie z botem? To już pisanie na forach i discordach dla samotnych ma więcej sensu, bo przynajmniej można się wygadać przed ludźmi z podobnymi problemami. Równie dobrze możesz sobie pogadać z lodówką albo odkurzaczem. Odpowiedz Link
tapatik Re: Odwieczny dylemat. 17.03.24, 21:58 Faceci, którzy chcą pogadać, a nie umieją trafić na to forum. Odpowiedz Link
baenzai Re: Odwieczny dylemat. 17.03.24, 22:23 tapatik napisał: > Faceci, którzy chcą pogadać, a nie umieją trafić na to forum. Czyli jacyś głęboko upośledzeni? Wyciąganie kasy od takich ludzi to jak sprzedawanie emerytom garnków i pościeli za 5K. Odpowiedz Link
baenzai Re: Odwieczny dylemat. 18.03.24, 19:53 W sumie może dla stasiego by się przydał taki ,,przyjaciel''. Zajrzałem znowu na forum ,,Świat według singli'' i on nadal tam pisze jako jedyny użytkownik. Odpowiedz Link
searam Re: Odwieczny dylemat. 15.03.24, 20:46 Nic tak ludzi nie laczy jak strach i pieniadze.... Odpowiedz Link
obrotowy tia... 18.03.24, 17:22 searam napisał: > Nic tak ludzi nie laczy jak strach i pieniadze.... tia, ale na krotko. - cos podobnie jak seks z Panienka Pracujaca... nastepnego dnia przypomina Ci o tym tylko brak paru banknotow w kieszeni. Odpowiedz Link