ewelina9797
28.07.09, 17:51
Mam 20 lat, a czasem czuję się jakby to było przynajmniej 50... Tak wolno i
męcząco mija mój czas - tak mija czas w samotności.
Odkąd pamiętam nie potrafię znaleźć swojego miejsca, swoich ludzi. Niektórzy
nie wierzą, że można być wiecznie samotnym, ale ja jestem. Powtarzają mi, że
mam wszystko: bo jestem w miarę ładna, inteligentna, zawsze dobra uczennica,
utalentowana, z rozległymi zainteresowaniami... Ja w to nie wierzę. Tak mi
tylko mówią.
Dlaczego do tej pory nie byłam z nikim? Nawet ciężko powiedzieć, żebym miała
jakiekolwiek powodzenie. Przyjaźnie, znajomości -wszystko to przychodzi mi z
wielkim trudem lub rozlatuje się po chwili. Teraz zaczęłam studia-przez rok
już męczę się w poszukiwaniu kogoś, komu mogłabym zaufać, z kim można
porozmawiać o czymś więcej niż kosmetyki i "ploteczki" (czy naprawdę wszystkie
dziewczyny w moim wieku interesują się tylko tym, co jest w kolorowych
pisemkach?! - bo znam naprawdę niewiele osób, które są inne), na
kim można polegać. Nie mam nikogo: ani na uczelni, ani w mieszkaniu - wszędzie
obca. W domu też różnie...
Czuję, że w ogóle nie przystaję, w ogóle mam wrażenie, że ludzie patrzą namnie
jak na kosmitkę i trzymają mnie na dystans, np. moi współlokatorzy. A ja po
prostu jestem nieśmiała, po prostu nie "kręcą" mnie newsy o życiu KasiCichopek
czy o tuszu do rzęs nowej generacji! Przez to wszystko stałam się tylko
zamknięta w sobie, marnuję czas, rezygnuję z ambitnych planów - bo nie mam
siły, motywacji...
Co ja mam zrobić, żeby nie czuć się tak nieszczęśliwa? Czy jest ktoś, kto to
rozumie? Czy ktoś potrafi mi pomóc? - ja już nie wiem... ech