mw66
22.12.16, 07:51
Przyznam się, że karpia (pewnie tak jak wiele osób z Państwa) jadam w zasadzie raz do roku, czyli na wigilię, bo jakaż to wigilia bez karpia! Ryba na stole wtedy musi być, bo przecież przede wszystkim symbolizuje Jezusa Chrystusa. Ichthys to w starożytnej grece „ryba”.
Z tego powodu ryba dla pierwszych chrześcijan była znakiem rozpoznawczym. Symbolika ryby ma zatem podwójne znaczenie: odwołuje się z jednej strony do chrztu (jej żywiołem jest przecież woda), z drugiej zaś jest symbolem eucharystii.
No dobrze, ale dlaczego tą rybą w Polsce jest akurat karp? Według Krystyny Reinfuss-Janusz z krakowskiego Muzeum Etnograficznego jeszcze 100 lat temu na stole wigilijnym pojawiały się ryby w dużym wyborze. Wystarczy sięgnąć do starych książek kucharskich, by się przekonać, że wśród przepisów na wieczerzę poprzedzającą Boże Narodzenie te na przyrządzenie karpia nie są wcale najważniejsze. Lucyna Ćwierczakiewiczowa proponowała np. łososia z rusztu, a Maria Diesslowa - szczupaka. Najpopularniejsze były jednak te ryby, które można było samemu złowić. Na stołach dominowały więc płocie, leszcze czy liny. Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w czasach powojennej Polski. Karp był najtańszą i najłatwiejszą w hodowli rybą, a więc mógł zaspokoić zapotrzebowanie wigilijne w czasach, kiedy o żywność nie było łatwo. Już w 1948 r. ówczesny minister przemysłu Hilary Minc, zagorzały komunista i zwolennik gospodarki nakazowo-rozdzielczej, rzucił hasło: „karp na każdym wigilijnym polskim stole" i zainicjował tworzenie państwowych gospodarstw rybackich. Hodowle rosły więc jak grzyby po deszczu.
Cały reportaż w TD z 20 grudnia br.