Gość: obserwator
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
21.01.10, 10:18
Znany przemyski lekarz skazany za wielokrotne łapówkarstwo od trzech
lat unika odsiadki. Pomagają mu w tym opinie wydawane przez kolegów
po fachu
Krzysztof R. był ordynatorem ortopedii w Szpitalu Wojewódzkim w
Przemyślu. Od łapówki uzależniał przyjęcie na oddział czy wykonanie
operacji wszczepienia endoprotezy biodra. Niezamożnym chorym radził,
by wzięli kredyt.
Prokuratura udowodniła mu wymuszenie prawie 250 tys. zł od 113
pacjentów.
W maju 2007 r. sąd prawomocnie skazał go na cztery lata więzienia,
przepadek przyjętych korzyści majątkowych, 60 tys. zł grzywny i
pięcioletni zakaz pełnienia funkcji kierowniczych w służbie zdrowia.
Surowość kary uzasadniał „niskimi pobudkami oskarżonego,
bezwzględnością w działaniu i brakiem skrupułów oraz długotrwałością
uprawianego procederu”.
Choć od wyroku minęły prawie trzy lata, Krzysztof R. nawet nie
zaczął odbywać kary. Jak to możliwe? Sąd Rejonowy w Przemyślu
dwukrotnie ją odraczał z powodu złego stanu zdrowia R., a dokładnie
urazu kolana i migotania przedsionków serca. W czerwcu 2009 r., na
podstawie opinii biegłych z Lublina – m.in. kardiologa i
neurochirurga – w ogóle zawiesił wykonanie kary do czasu poprawy
stanu zdrowia skazanego.
Mimo chorób Krzysztof R. do dziś prowadzi prywatny gabinet lekarski
w Przemyślu
Jednocześnie R. wystąpił z wnioskiem o ułaskawienie przez prezydenta
RP i zniesienie zakazu opuszczania kraju. Twierdził, że chce za
granicą zoperować sobie kolano.
Choroby nie przeszkadzały mu jednak pracować. R. do dziś prowadzi
prywatny gabinet w Przemyślu. Do niedawna przyjmował też w poradni
urazowo-ortopedycznej szpitala w Lubaczowie. – Od 1 stycznia tego
roku dr Krzysztof R. już u nas nie pracuje. Sam zrezygnował, nie
podał powodów – mówi „Rz” Stanisław Bury, dyrektor lubaczowskiego
szpitala.
Jak ustaliła „Rz”, grunt zaczął się palić R. pod nogami pół roku
temu, gdy sprawą po doniesieniu mieszkańców Podkarpacia
zainteresowała się Julia Pitera, minister ds. walki z korupcją. Na
jej wniosek minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski zlecił
lustrację akt. Sąd uznał wówczas, że skazanego powinni zbadać biegli
z Zakładu Medycyny Sądowej Collegium Medicum UJ.
– Stwierdzili, że stan zdrowia R. nie wymaga zabiegu chirurgicznego,
a zabieg ortopedyczny, jakiemu miał się poddać skazany, nie jest
zabiegiem ratującym życie. Problemy kardiologiczne są przesłanką do
wskazania, aby odbywał on karę więzienia w zakładzie z oddziałem
szpitalnym – mówi „Rz” Andrzej Kowalczyk, prezes Sądu Rejonowego w
Przemyślu.
Konkluzja biegłych jest jednoznaczna: skazany nie cierpi na choroby
uniemożliwiające odbywanie kary.
– Nie komentuję opinii biegłych, bo jej nie czytałem – ucina mec.
Krzysztof Wiśniewski, pełnomocnik R. – Ale jak można wsadzać
człowieka chorego, przed siedemdziesiątką, do więzienia!
O wyroku z 2007 r. mówi „problematyczny”: – W identycznej sprawie
media traktują dr. Mirosława G. jak bohatera, a na mojego klienta
jest nagonka.
27 stycznia przemyski sąd odbędzie posiedzenie w sprawie
zawieszonego postępowania wobec Krzysztofa R. – Nie wiem, czy
zostanie wydany nakaz doprowadzenia skazanego. Decyzję można
zaskarżyć – zaznacza prezes Kowalczyk.
– Według mnie należałoby wyjaśnić jeszcze jedną kwestię: dlaczego
biegli z Lublina wydawali opinie na temat stanu zdrowia skazanego,
które tyle lat skutecznie pomagały mu uniknąć kary – mówi minister
Pitera.
Rzeczpospolita