Dodaj do ulubionych

Edward Prus o mordach na Podkarpaciu.

27.10.07, 21:54
Dyskutując kiedyś na forum Polska-Ukraina ( tym nieistniejącym już
dzisiaj) miałem okazję przeczytać chwalebne opinie na
temat „twórczości” Edwarda Prusa. Osobami które miały tak dobre
zdanie o tym co pisze Prus byli Liberum_veto (założyciel forum
Polska-Ukraina) oraz Mat120.
Oto przykłady wypowiedzi tych Panów:

Liberum_veto:
„Poniekąd to swoisty wyraz uznania dla jego twórczości. Potwierdzasz
w ten sposób, że to znaczący naukowiec, historyk o wyrazistych
poglądach. Doceniono to także w wikipedii, gdzie w artykule o UPA
odnotowane są tylko 3 nazwiska polskich historyków: Motyka,
Poliszczuk i Prus. Lektura fragmentów książki prof. Prusa o
operacji "Wisła", zamieszczonych w internecie, wskazuje na bogaty
warsztat naukowy autora. Można się nie zgadzać z jego tezami, ale ta
książka zawiera niezwykle szczegółowy materiał faktograficzny,
oparty na wielu dokumentach żródłowych. Tak więc - moim zdaniem -
stopnia dr hab. i tytułu profesora p. Edward Prus nie dostał na
pewno po znajomości...”

Mat120:
„Zarówno Prus jak i Poliszczuk posiedli ogromną wiedzę na temat
ukraińskiego nacjonalizmu i jego barbarzyńskich wyczynów. Tak dużą,
że są olbrzymim zagrożeniem dla snucia przez różnych bajkopisarzy
teorii o odmiennym niż w rzeczywistości charakterze ukraińskiego
szowinizmu.(…) O Prusie pisał w jednym z wątków Liberum_Veto - ja
się pod tym podpisuję.”

O twórczości E. Prusa mam niezmienne zdanie od wielu lat. Uważam, że
nie zasługuje on na miano historyka, gdyż nazwanie go takowym obraża
rzesze autorów uczciwie zajmujących się historią.
W swoich publikacjach EP posługuje się kłamstwem, przeinaczaniem
faktów, żeruje na niewiedzy czytelników. „Twórczość” jego
charakteryzuje całkowity brak szacunku do czytelnika. To, co ukazuje
się pod nazwiskiem tego pana to bardziej broszurki propagandowe niż
książki historyczne. Wydaje się, że przyjął on za cel zrobić
wszystko by przekonać Polaków, że Ukraińcy okresu II WŚ to w
większości bandyci, sadyści, mordercy, ludzie fałszywi i
nienawistni.
Postaram się wykazać w umieszczanych tu tekstach, że wszystko co
napisałem o „twórczości” tego pana to prawda.

Czytając książkę Edwarda Prusa „ Operacja Wisła” wydanie z roku 1994
znalazłem,
co najmniej kilkanaście ewidentnych kłamstw. Jedno z nich znajduje
się na stronach 40- 41.

Na początku Prus cytuje fragment z (jak podaje) 16 tomu „Listopysu
UPA” ( pisownia EP)
Oto jego treść:

„ Posłuchajmy dalej fikcji ze s.135:
„Choć we wsi Pawłokoma polsko-bolszewickie bandy zamordowały… ponad
300 osób, we wsi Małkowice – 250, we wsi Berezka – 130, we wsi
Pyskoworoce – 2000…, we wsi Lubliniec – 200, we wsi Horojec – 130, w
Przemyskiem 35 duchownych, choć spalili wówczas całkowicie i
zrównali z ziemią cały szereg ukraińskich wsi…”

Następnie Prus ocena ten ukraiński tekst:

„Na Boga! Przecież to wzięte żywcem z kilku informacji sytuacyjnych
Armii Krajowej. Konia z rzędem temu, kto choć jeden z
zaprezentowanych „faktów” potrafi udowodnić. Radzę uczynić to
J.Nowakowskiej – autorce historycznego knota (żeby nie użyć słowa
fałszerstwa) o nazwie „Akcja Wisła” emitowanego przez telewizję”

Cóż, spróbuję wykazać, że we wszystkie tych miejscowościach Polacy
mordowali cywilną ludność ukraińską.

1.PAWŁOKOMA pow. rzeszowski
Ten jeden przypadek pozostawię bez komentarza, bo po tym co napisano
oraz wydarzyło się w Pawłokomie w ostatnim okresie nikt chyba nie ma
wątpliwości, że Polacy wymordowali tam ukraińskich mieszkańców wsi.
Obserwuj wątek
    • mariusz9959 Małkowice 27.10.07, 21:56
      2.MAŁKOWICE pow. przemyski
      W swojej szeroko udokumentowanej książce „Tak było w Bieszczadach”
      Grzegorz Motyka pisze na stronie 238:
      „Do szczególnie tragicznych wydarzeń doszło na początku 1945r. Mniej
      więcej od 15 lutego w pasie od Lubaczowa po Sanok popełniono szereg
      brutalnych, zbiorowych i pojedynczych mordów na ludności
      ukraińskiej. Niejednokrotnie palono całe wsie, likwidowano też
      bezwzględnie Ukraińców wracających z robót w Niemczech. Mordy
      zostały dokonane tak przez zwykłe bandy rabunkowe, jak i oddziały
      poakowskie, BCh, NZW oraz formacje podległe rządowi. Nie ulega
      wątpliwości, iż zbrodni tych dopuścili się Polacy. Mówią o tym
      wyraźnie, niezależnie od siebie, dokumenty polskie, ukraińskie i
      sowieckie.”
      Dalej na stronach 239-240 podaje wykaz miejscowości z liczbami
      zabitych przy wsi Małkowice jest zapis „ od 104 do 116”

      Morderstwa w Małkowicach dokonano w nocy z 17-18 kwietnia 1945 r.
      Ofiary pochowano na greko-katolickim cmentarzu w zbiorowej mogile o
      wymiarach 12x6 m. Usypano mogiłę o wysokości ok. 1m. Istniała ona do
      lat sześćdziesiątych, kiedy to z inicjatywy miejscowego księdza
      została zniszczona za pomocą spychaczy. Obecnie grób jest odnowiony,
      znajduje się na nim pamiątkowa tablica z napisem w języku
      ukraińskim:
      „Tu spoczywają zamordowani w nocy z 17 na 18 kwietnia 1945 r.
      Ukraińcy wsi Małkowice”
      Na płycie wymienione są też nazwiska 113 osób prawie wszystkie z
      imionami i datami urodzenia. Rodziny i znajomi zamordowanych
      mieszkający obecnie na Ukrainie nie zapomnieli o ofiarach. Jest ona
      często przez nich odwiedzana.

      Dnia 28.04.1991 r. w czasie nabożeństwa żałobnego nad mogiłą ofiar w
      Miłkowicach Mirosław Padowski powiedział :
      „(…) Miałem wówczas 9 lat, widziałem wszystko na własne
      oczy. (…) Leży tu ponad 20 małych dzieci, od kilku miesięcy do 10
      lat. Leżą dziadkowie – weterani pierwszej wojny światowej, z
      wysokimi odznaczeniami, jak Jurij Strymiński czy Dmytro Winiar –
      żołnierz Wojska Polskiego do 1939 r. (…) Niech oni śpią spokojnie, a
      my miejmy nadzieję, że te dwa narody będą żyć w pokoju przyjaźni,
      będą budować nowe życie jak przystało na Europejczyków i więcej
      między nimi nic podobnego się nie zdarzy.”
      ( cytat za : Mikołaj Siwicki - „Dzieje konfliktów polsko-
      ukraińskich” tom III str. 244-245
    • mariusz9959 Berezka 27.10.07, 22:00
      3.BEREZKA ( Brzuska pow. przemyski)
      Podobnie jak w wypadku Małkowic Grzegorz Motyka w książce „Tak było
      w Bieszczadach”
      podaje na stronie 239:
      „Berezka – od 187 do 250”.
      Komentarz do tych liczb podaje Motyka na stronie 238. (cytowałem go
      w opisie Małkowic)

      Stanisław Sieniećka ur. w 1919 w Berezce wspomina:
      „ W kwietniu 1945 r. wpadła do wsi uzbrojona banda. Legitymowali
      ludzi, kto miał kenkartę z „U” zabijali, kto miał z „P” tego nie
      zabijali. To byli nasi sąsiedzi ale również ludzie z za Sanu i
      pozganiani z Wołynia. W Berezce zabili wtedy 182 osoby. (…)
      Pochowano ich w zbiorowej mogile, ludzie ich policzyli, więc wiadomo
      ile było zabitych. (…) Podczas tego morderstwa zabili mojego ojca i
      brata. (…) Mama była Polką to jej nie zabili”
      (cytat za : Гук Богдан, Козак Михайло, Новосад Микола, Яремко Адам, -
      Чужине, іди скажи Україні. Увічнення трагедії Закерзоння в 1944-
      1947 роках, str. 98.

      Ofiary napadu pochowano na cmentarzu, większość w zbiorowej mogile.
      Przez wiele lat po Akcji Wisła nikt się nią nie zajmował dopiero w
      1999 r. ukraińska młodzież z Przemyśla usypała mogiłę i postawiła
      krzyż.
      • darino Bachiw + Berezka + Siłczyna 28.10.07, 11:06
        Tutaj polscy mordercy się narobili - zaczęli rano od Sany, czyli od
        Bachowa, i szli w górę Stupnicy, w kierunku Birczy. W Bachowie
        wymordowali też ponad 100 osób, potem przyszła kolej na Brzuskę, aż
        doszli do Sufczyna. Tam zdążyli zabić "tylko" 26 osób, bo i zmęczyli
        się robotą, i furmanki mieli już pełne łupów, i od strony Kotowa
        zaczęli się zbiegać zaalarmowani żołnierze UPA.

        I w Bachowie, i w Sufczynie zbiorowe mogiły ofiar znajdują się na
        cmentarzach greckokatolickich (w Sufczynie powyżej miejsca, gdzie
        stała cerkiew - miejsce można rozpoznać po rosnącym barwinku).
      • darino link do wspomnień "Kuma" 28.10.07, 11:09
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23313&w=19620342&a=23184265
    • mariusz9959 Lubliniec 27.10.07, 22:02
      4. LUBLINIEC pow. lubaczowski (chodzi o Nowy i Stary Lubliniec pow.
      lubaczowski)
      Podobnie jak w wypadku Małkowic Grzegorz Motyka w książce „Tak było
      w Bieszczadach”
      podaje na stronie 240:
      „Lubliniec Stary i Nowy – od 130 do 540”.
      Komentarz do tych liczb podaje Motyka na stronie 238. (cytowałem go
      w opisie Małkowic)

      W książce „Partyzańskymy dorohamy z komandorom „Zalizniakom”” na str
      52 czytamy:
      „20 marca 1945 roku różne polskie komunistyczne formacje pod
      kierownictwem dowódców NKWD i UB przeprowadzili pacyfikację czysto
      ukraińskich wsi Nowy i Stary Lubliniec z regionu lubaczowskiego. B
      rezultacie zostało zabitych w tych wsiach ponad 100 osób, przeważnie
      mężczyzn, ale były wśród ofiar i kobiety i dzieci. Mieszkańców
      ograbiono, zabrali wszystko, co można było wziąć – konie, krowy,
      zboże, odzież, obuwie itp.”

      W książce „M.Siwickiego – „Dzieje konfliktów polsko-ukraińskich” tom
      III str. 206 czytamy:
      „Sądnym dniem stał się 21 marzec 1945 roku. W książce Droga
      do nikąd na str. 372 wspomina się o tym tylko jednym zdaniem: 21
      marca 1945 roku 240 żołnierzy z Samodzielnego Batalionu Operacyjnego
      (KWB) w Lubaczowie i milicji przeprowadzili akcję na wieś Lubliniec
      Stary. I to wszystko. Krótko. A ja byłem świadkiem tej „akcji” i do
      dziś ją pamiętam. Zaraz po wschodzie słońca wojsko i milicja
      otoczyli wieś. A potem zaczęli strzelać zapalającymi pociskami
      podpalając w ten sposób wieś. (…) Gdy we wsi szalał pożar, kaci w
      mundurach Wojska Polskiego wyciągali z domów mężczyzn, poczynając od
      piętnastoletnich. Zabijali ich na miejscu na oczach matek, żon,
      dzieci.”

      24.03.1945 Lubaczów - Raport operacyjny nr 1 dowódcy 2 Samodzielnego
      Bataliony Operacyjnego KBW ppłk. S.Szopińskiego w sprawie
      pacyfikacji wsi Lubliniec Stary
      w powiecie lubaczowskim.
      ( cytat za: Eugeniusz Misiło – „Repatriacja czy deportacja” tom 1.
      str.94)
      „W miejscowości Lubliniec Stary przeprowadzono dnia
      21.3.1945 r. operację w celu
      uniemożliwienia koncentracji organizującej się tam sotni
      banderowskiej. Przeprowadziłem te operacje z siła 240 żołnierzy i
      milicjantów (…) Uderzenie na sygnał równocześnie z czterech stron o
      godz. 5-ej rano. Opór banderowców krótkotrwały. Zniszczono
      banderowców 240, wieś została zniszczona w 70%. Bydło zdobyte zdano
      do starostwa, konie w ilości 60 zatrzymałem.”

      Po pacyfikacji część zabitych rodziny pochowały we własnych grobach.
      Pozostali są pochowani w dwóch zbiorowych mogiłach na cmentarzach w
      Nowym i Starym Lublińcu.
      Na obu mogiłach znajdują się płyty pamiątkowe z nazwiskami, imionami
      i wiekiem pochowanych. Napad z 20.03.1945 r. nie był ani pierwszym
      ani ostatnim jaki spotkał mieszkańców obu Lublińców ze strony
      Polaków. Ukraińcy z tych wsi byli mordowani już wcześniej oraz
      później.
    • mariusz9959 Horojec 27.10.07, 22:03
      5. HOROJEC ( błędna pisownia Prusa, chodzi o Gorajec pow.
      lubaczowski )
      Podobnie jak w wypadku Małkowic Grzegorz Motyka w książce „Tak było
      w Bieszczadach”
      podaje na stronie 239:
      „Gorajec - 155”.
      Komentarz do tych liczb podaje Motyka na stronie 238. (cytowałem go
      w opisie Małkowic)
      Dalej na stronie 262 Motyka podaje za W.Nowacki – Z walk przeciwko
      zbrojnemu podziemiu: „6 kwietnia ( 1945r.) batalion WW w czasie
      operacji spalił wieś Gorajec i zabił w niej 400 osób”. Następnie
      komentuje: „Wszystko wskazuje na to, że podawane przez żołnierzy WW
      straty ukraińskie w rzeczywistości były niższe. (…) w Gorajcu 155”

      6.04.1945 Lubaczów Raport operacyjny nr 6 dowódcy 2 Samodzielnego
      Batalionu Operacyjnego KBW ppłk. Szopińskiego z pacyfikacji wsi
      Gorajec w powiecie lubaczowskim.
      ( cytat za: Eugeniusz Misiło – „Repatriacja czy deportacja” tom 1.
      str.104)
      „ O godz. 5-ej na umówiony sygnał z Cieszanowa rozpoczęto akcje
      ogniem z moździerzy na osiedle Gorajec, Pile, i Dolinę oraz wieś
      Chotylub. Następnie piechota rozpoczęła koncentryczny atak na wieś
      Gorajec. Grupa wschodnia II natrafiła na silny opór nieprzyjaciela,
      usiłującego przedrzeć się w kierunku na las. Nieprzyjaciel został
      zniszczony, wieś zdobyto o godz. 6.10. Banderowców zabito około 400,
      strat własnych nie poniesiono.
      W czasie akcji zostały doszczętnie spalone wsie Gorajec, Kaczory i
      Chotylub, Folwark-Gorajec.”
      Następnie na stronie 105 E.Misiło odnosi się do powyższego
      dokumentu.:
      „W meldunkach operacyjnych oraz w ewidencji personalnej oddziałów
      UPA działających na tym terenie nie ma najmniejszej wzmianki o
      potyczce z Wojskiem Polskim w Gorajcu, ani też o poniesionych w tym
      dniu stratach w ludziach i uzbrojeniu. Ofiarą ataku żołnierzy 2 SBO
      na wieś Gorajec padła ukraińska ludność cywilna i prawdopodobnie
      członkowie miejscowej samoobrony. Jednakże liczba zabitych
      Ukraińców, podana w powyższym sprawozdaniu, wydaje się znacznie
      zawyżona.”

      Książka pod redakcja Bogdana Huka „1947” na stronach 127 – 158
      publikuje wspomnienia czterech mieszkańców Gorajca dotyczących
      pacyfikacji z 6.04.1945r. Następnie przedstawiona jest lista
      (nazwisko, imię i wiek ) 155 osób, które zostały tego dnia zabite.
    • mariusz9959 Piskorowice 27.10.07, 22:05
      6.PYSKOWOROCE ( błędna pisownia Prusa, chodzi o Piskorowice pow.
      leżajski )
      Podobnie jak w wypadku Małkowic Grzegorz Motyka w książce „Tak było
      w Bieszczadach”
      podaje na stronie 240 „Piskorowice – od 120 do 400”. Komentarz do
      tych liczb podaje Motyka na stronie 238. (cytowałem go w opisie
      Małkowic)

      Eugeniusz Misiło – Repatriacja czy deportacja tom I str. 110
      „17.04.1945 r. połączone oddziały NOW „Mewy” i „Wołyniaka”
      wymordowały kilkuset Ukraińców, mieszkańców Piskorowic oraz
      okolicznych wsi, zgromadzonych w tej wsi, m.in.w budynku szkoły
      celem przesiedlenia do ZSRR. Rzeczywista liczba ofiar nie jest
      znana. Na podstawie relacji świadków rzezi ustalono nazwiska 111
      mieszkańców Piskorowic pochowanych w dwóch zbiorowych mogiłach na
      miejscowym cmentarzu.”
      Na stronach 108-109 E Misiło publikuje raport K.Fludzińskiego
      przedstawiciela rządu do Spraw Ewakuacji Ludności Ukraińskiej z
      Polski, dotyczący napadu „Mewy” i „Wołyniaka”.

      Dionizy Garbacz – Wołyniak legenda prawdziwa str. 64-65.
      W Piskorowicach zaczęła się rankiem 17 kwietnia 1945 r.
      krwawa rozprawa z Ukraińcami. Zlikwidowano około dwustu Ukraińców
      zgromadzonych w szkole. Byli oni pilnowani przez Rosjan, jako że
      mieli być wkrótce wywiezieni w ramach repatriacji do ZSRR. Maria
      Ożga tak opisuje to wydarzenie: W szkole w Piskorowicach znajdowało
      się około dwustu osób (…) pochodzenia ukraińskiego(…). Z samego rana
      otoczono wieś i szkołę. Do szkoły weszli, jak mówią świadkowie,
      czterej zamaskowani mężczyźni, którzy dokonali egzekucji osób
      przebywających w szkole. Według spisu w szkole zginęło 180 ludzi.
      (…) Wiele osób zginęło nad Sanem. (…) Niektórych zastrzelono we wsi
      przy zabudowaniach.(…) W sumie zginęło około 300 ludzi w
      Piskorowicach.”

      Książka pod redakcja Bogdana Huka „1947” na stronach 468-474
      publikuje wspomnienia dwóch osób świadków mordu w Piskorowicach.
      Oto fragment wspomnień Anny Soroki nocującej 17.04.1945 w szkole.
      Wówczas miała 15 lat.
      „Aż nagle pod oknem zatrąbił na trąbce jakiś Polak. Trąbił i
      trąbił, widocznie mieli taki sygnał. My wszyscy usiedliśmy i
      zaczęliśmy się modlić. Dzieci, starcy i kobiety uklękli i modlą się.
      Żołnierze gdzieś zniknęli.
      Już zrobiło się jasno, świtało jak Polacy wlecieli do szkoły.
      Zaczęli strzelać, ludzie uciekali na strych. Odrywali deski od
      sufitu, wchodzili pod sufit, bo tam było może pół metra między
      deskami. Ja z dziećmi cioci Kulkowej – jeden miał trzy lata, drugi
      półtora – weszliśmy za komin. Wszyscy pod deski nie wejdą.
      Polacy powłazili na strych. Było ich trzech w jakiś płaszczach
      przeciwdeszczowych, bo deszcz padał na dworze. Jeden miał automat na
      ramieniu, krzyczał wstawać, nazywał nas świniami, takimi owakimi.
      Wszyscy powstawali. „Ręce do góry! Złazić” Tam były wielkie drzwi i
      schody w dół. Nikt nie schodził tylko wywracał się i leciał po tych
      schodach. Polak już tam zaczął strzelać. Ja gdzieś tam pod schodami
      upadłam.
      Jak długo tam leżałam nie wiem. Wstałam i poszłam do sali gdzie
      spaliśmy. Tam były jeszcze pościelone poduszki. Tam upadłam i
      leżałam bez oddechu. Mocno piekło mnie pod łopatką, ale nie byłam
      pewna czy żyję czy nie. Po jakimś czasie przybiegł do mnie starszy
      chłopiec cioci Kulkowej. Przybiegł do mnie, upadł na mnie. „Gdzie
      moja mama? Zaprowadź mnie do mamy„. I płacze. Przyszedł Polak,
      kopnął mnie nogą i mówi:
      „Zabita czy nie zabita ?” Drugi mówi, że pewnie zabita. „Ma fajne
      buty” – mówi znowu ten pierwszy. Ściągnął ze mnie buty. Mały krzyczy
      koło mnie a Polak mówi: „ Cicho, dziecko, nie płacz, ty pójdziesz do
      mamy”.
      Nie pamiętam, co się stało z tym małym... Nareszcie jakoś wstałam.
      Wszędzie cicho, ludzi nie ma. Macam, wszędzie mokro, pod pachą
      dziura, że cztery palce wejdą. Ciekła ze mnie krew. Byłam ranna.
      Kula przeszła przez ramie, weszła pod łopatkę. Wstałam zdziwiona, za
      kominem pełno zabitych ludzi.”

      Zabici Ukraińcy pochowani są na cmentarzu w dwóch (wg. innych źródeł
      w trzech) zbiorowych mogiłach. Na jednej z nich w 1968 r. za zgodą
      polskich władz Ukraińcy z USA i Kanady postawili pomnik.
      Druga mogiła została w ostatnim roku odnowiona i ogrodzona.

      Wszystkie te wydarzenia można dokumentować bez końca. Podałem tylko
      przykłady.
      • piotrzr uwag kilka 28.10.07, 16:46
        Leżajszczyzna - to też Nadsannie - czyli jak najbardziej dobrze dobrane
        miejscowości Mariuszowego wątku.
        Bardzo cieszy mnie przywołanie w wypowiedziach Mariusza - twórczości
        historycznej Pan Mikołaja Siwickiego.
        Wszak on pierwszy (tak mi się w każdym razie wydaje) przeciwstawił sie niejako -
        paszkwilanckiemu grafomaństwu antyukraińskiemu.
        I jego prace , w pełni profesjonalne i oparte na rzetelnym badaniu dokumentów
        ukazały krzywdę Ukraińców podkarpacia
        Potem dopiero narodziły ssie w pełni obiektywne i profesjonalne prace Panów Dr
        Motyka i Musiło :)
        Ps bo o "twórczości" pewnej starej panny i jej tatusia mówił nie będę - po po ??? :)

        Pozdrawiam :)
    • mariusz9959 Prus pisze list o bohaterze Armii Krajowej. 01.11.07, 20:25
      Pułkownik Marian Gołębiewski,oficer PSZ na Zachodzie i cichociemny
      AK, ps. „Ster”, „Lotka”, „Irka”, „Swoboda”, „Korab”.
      Ur. 16.04.1911 r. w Płońsku. We wrześniu 1939r. w stopniu kaprala,
      przeszedł do Rumunii gdzie został internowany. Ucieka z obozu
      internowania i przez Jugosławię i Włochy dociera do Francji. Od
      11.11.1939r. w Szkole Podchorążych Piechoty. W kwietniu 1940 r.
      awansowany do stopnia sierżanta podchorążego. Po napaści niemieckiej
      na Francję po ciężkich walkach ( 1 Dywizja Grenadierów) 21 czerwca
      dostaje się do niewoli w nocy z 4/5 października ucieka i ukrywa się
      we Francji. Organizuje grupę 8 kolegów i 24.04.1941 r. wyruszają z
      Marsylii do Hiszpanii, zostają aresztowani w pociągu na trasie
      Barcelona-Madryt. Gołębiewski wyskakuje z pociągu i dociera do
      Madrytu a następnie Lizbony skąd statkiem 13.07.1941 r. dociera do
      Wielkiej Brytanii. Po przeszkoleniu i awansowaniu do stopnia ppor.
      jako cichociemny zostaje w nocy z 1/2 października 1942 r. zrzucony
      koło Dęblina. W listopadzie 1942 r. skierowany do Inspektoratu
      Rejonowego Zamość jako szef Kedywu. Zorganizował sieć dywersji i
      szkolenia. Dokonują uderzeń na niemieckie transporty, wysadzają
      mosty, likwidują konfidentów i gestapowców. 23.04.1943 r. w
      przebraniu niemieckiego oficera wchodzi do niemieckiego więzienia w
      Zamościu skąd wyprowadza aresztowanych (niby na przesłuchanie) żonę
      i syna komendanta Obwodu Tomaszów Lub. mjr „Drugaka” (Wilhelm
      Szczepankiewicz). Za czyn ten zostaje odznaczony Virtuti Militari
      kl.V.
      18 czerwca lekko a 25 ciężko ranny w walkach z Niemcami. Po
      przejściu frontu początkowo nie prowadzi walk z nowym okupantem,
      lecz gdy zaczęły się aresztowania akowców mobilizuje oddziały do
      dalszej walki.
      Jest zwolennikiem porozumienia z UPA i 21.05.1945r. doprowadza od
      jego zawarcia. Obejmuje ono teren od Lubaczowa do Chełmna.
      21.01.1946 r. jedzie do Warszawy na spotkanie z prezesem Zarządu
      Obszaru Centralnego WiN i zostaje aresztowany przez UB.
      Przesłuchiwany i torturowany m.in. przez Różańskiego, Humera, Duszę.
      Trzymany jest nago w karcerze, betonowym bunkrze bez podłogi, gdzie
      odmroził ręce i nogi. Po rozprawie 3.02.1947r. zostaje skazany na
      karę śmierci, którą Bierut zamienia na dożywotnie więzienie a
      następnie Sąd Wojskowy zmniejsza mu ją do 15 lat. Siedząc w Sieradzu
      wraz z grupa więźniów 2.12.1955 r. organizuje ucieczkę. Udaje im się
      obezwładnić wartowników w budynku, zdobywają broń, jednak na
      dziedzińcu rozpoczęła się strzelanina i nie zdołali opuścić
      więzienia, wycofali się do cel. Gołębiewski jako: „przywódca bandy
      więźniów” ponownie zostaje skazany na dożywocie. Przeniesiono go
      wraz z pozostałymi uczestnikami ucieczki do Wronek. Dzięki „odwilży”
      21.06.1956r. wychodzi z więzienia.
      W latach sześćdziesiątych jest jednym z założycieli działającej w
      latach 1964-70 antytotalitarnej organizacji „Ruch”. Aresztowany
      20.06.1970r. i skazany na 4 lata i 6 miesięcy więzienia. W wyniku
      amnestii 28.08.1974r. wychodzi na wolność.
      W 1976 r. jest jednym z współorganizatorów ROPCiO. W latach 1975 -78
      pracuje jako chałupnik. W czasie strajków 1980 r. zostaje
      aresztowany. W 1982 r. wyjeżdża do USA do siostry. Ukończył Szkołę
      Pielęgniarską i pracował dorywczo.
      Na emigracji działał na rzecz odzyskania przez Polskę
      niepodległości. Był gorącym orędownikiem pojednania i współpracy
      narodu polskiego i ukraińskiego w kraju i na emigracji. Zmarł
      18.10.1996r.


      List Edwarda Prusa do Henryka Pająka, fragment:
      „...UPA traktuje Pan jako podmiot, niemal partnerski – i stąd ten
      zachwyt lokalną jej współpracą z WiN. Wypada Panu wiedzieć, że był
      to przypadek incydentalny, za który kpt. Marian Gołębiewski został
      zdegradowany i zagrożony sądem kapturowym. Wtedy skrył się w celi UB
      i w okolicznościach bardzo podejrzanych znalazł się za granicą.”
      (H. Pająk- Za samostijną Ukrainę, Wydanie II, Lublin 1993, str. 230)

      Myślę, że nie muszę zapewniać osób znających „twórczość” tego
      oszusta, że to wszystko co napisał w liście do Pająka o Gołębiewskim
      to kłamstwa.
      Jaką trzeba być szmatą i degeneratem moralnym by napisać cos takiego
      o człowieku z takim życiorysem.
      • jackiw Re: Prus pisze list o bohaterze Armii Krajowej. 07.11.07, 07:58
        mariusz9959 napisał:

        > Jaką trzeba być szmatą i degeneratem moralnym by napisać cos takiego
        > o człowieku z takim życiorysem.


        "Później, gdy bez celu łaziłem po Kalwarii, miałem okazję usłyszeć
        urywek kazania: "Dziękujmy Bogu za to, że nikt nam tu nie
        przeszkadza, że nikt już nigdy nie nazwie tych terenów Ukrainą.
        Pozbyliśmy się jej stąd raz na zawsze!""
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=49301&w=71252390&a=71615053
        ale wtedy Prus jeszcze nie publikował ;)
    • tawnyroberts Edward Prus is dead 21.01.08, 08:56
      Dziwna sprawa z tą śmiercią Edwarda Prusa. Na Wikipedii informacja o
      tym pojawiła się już dość dawno, ale poza tym trudno było znaleźć
      cokolwiek na ten temat. Koledzy z forum Polska - Ukraina, jakby nie
      dowierzając, też nabrali wody w usta. Wątek informujący o zejściu
      Prusa z tego świata pojawił się tam niedawno, prawie trzy tygodnie
      po zdarzeniu. Gratuluję refleksu.

      Na temat "twórczości" Ś.P. Edwarda w zasadzie nie można powiedzieć
      nic dobrego. Trafnie to ujął niejaki R. Komorowski, recenzując jedną
      z książek Mistrza ("Stepan Bandera (1909-1959). Symbol zbrodni i
      okrucieństwa") na portalu Vivid.pl:

      "W tej "pionierskiej" pracy, jak również i w innych pracach Edwarda
      Prusa na temat stosunków polsko-ukraińskich nie ma żadnej
      obiektywności. Są tylko nienawiść do Ukraińców i zakłamywanie
      faktów. Uważam, że prof. dr. hab. Edward Prus sam jest symbolem
      okrucieństwa i zbrodni przeciwko historii. Te szerzące nienawiść
      prace nie mogą służyć ani nauce, ani postępowi w ogóle."

      Nic dodać, nic ująć. Dobrze, że Prus już nic nie napisze, ale niech
      spoczywa w pokoju. Amen.
      • kargulgdziepawlak Re: Edward Prus is dead 21.01.08, 13:06
        tawnyroberts napisał:
        > niejaki R. Komorowski,

        to prawda - ni(e)jaki
      • darino Edward Prus is dead - OK ! 21.01.08, 14:07
        Znajomych zawiadomiłem o tym doniosłym wydarzeniu już w dwa dni po
        zejściu.
        Pożegnaliśmy już pan Kormana, pożegnaliśmy Prusa - im mniej takich
        bajkopisarzy, tym lepiej dla stosunków polsko-ukraińskich.
        • mariusz9959 Re: Edward Prus is dead - OK ! 23.01.08, 22:43
          Dwa miesiące przed śmiercią Prusa napisałem:

          List Edwarda Prusa do Henryka Pająka, fragment:
          „...UPA traktuje Pan jako podmiot, niemal partnerski – i stąd ten
          zachwyt lokalną jej współpracą z WiN. Wypada Panu wiedzieć, że był
          to przypadek incydentalny, za który kpt. Marian Gołębiewski został
          zdegradowany i zagrożony sądem kapturowym. Wtedy skrył się w celi UB
          i w okolicznościach bardzo podejrzanych znalazł się za granicą.”
          (H. Pająk- Za samostijną Ukrainę, Wydanie II, Lublin 1993, str. 230)

          Myślę, że nie muszę zapewniać osób znających „twórczość” tego
          oszusta, że to wszystko co napisał w liście do Pająka o Gołębiewskim
          to kłamstwa.
          Jaką trzeba być szmatą i degeneratem moralnym by napisać cos takiego
          o człowieku z takim życiorysem.
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=49301&w=71170008&a=71392501
          Czyż ja mógłbym się nie cieszyć z tego, że w końcu Belzebub
          zdecydował się zabrać taką osobę do siebie?
          • piotrzr kłamstwa posmietrne :( 26.01.08, 21:17
            Obawiam sie ze śmierć nieciekawej postaci, grafomana i siewcy nienawiści
            niewiele zmieni wśród postkresowiaków- euroazjtów.

            Po śmierci innego siewcy antyukraińskiego kłamstwa - jego wnuczka tak pisała :

            Jak zapamiętałam dziadka? Był to wielki patriota, dla którego Ojczyzna i
            historyczna prawda o niej stanowiły największą wartość. Człowiek idei i
            wspaniały dziadek. Rozmawialiśmy nie raz o "Starych Polakach"- o dawno minionych
            zdarzeniach, ludziach. Mimo piętrzących się bieżących spraw, listów, które
            czekały na odpowiedź i książek które czekały na wydanie - miał czas, aby
            podyskutować ze swoją wnuczką. Często pytał - "co tam u ciebie słychać?" - i z
            autentycznym zainteresowaniem słuchał przeróżnych historii. Bardzo troszczył się
            o mnie i moją przyszłość.

            W jego pokoju codziennie do późna paliło się światło i słychać było stuk maszyny
            do pisania. Prowadził wciąż pracę nad nowymi publikacjami, tłumaczył teksty z
            języków ukraińskiego i rosyjskiego. Gdy opowiadał o tragicznych losach
            Kresowiaków w czasie II wojny światowej był zawsze wzruszony. Podkreślał, jako
            świadek tamtych wydarzeń, że naszym obowiązkiem jest znajomość historii swoich
            przodków, a ludobójstwo dokonane przez OUN-UPA na polskiej ludności cywilnej
            winno zostać prawdziwie ocenione przez Polaków oraz Ukraińców. Pamiętam jego
            słowa: "Przedstawienie prawdy historycznej dotyczącej Kresów Wschodnich II RP i
            ocalenie jej od zapomnienia jest obowiązkiem żyjących wobec tych, którzy zmarli
            śmiercią okrutną tylko dlatego, że byli Polakami i kochali swoją ziemię rodzinną
            - odwieczną ziemię swoich przodków".

            Gdy już znamy jak to z "wianuszkiem" było - słowa o prawdzie w jego wykonaniu
            brzmią jak okrutne szyderstwo :(
            • kargulgdziepawlak ... 27.01.08, 20:56

              piotrzr napisał:
              > Obawiam sie ze śmierć nieciekawej postaci, grafomana i siewcy
              nienawiści
              > niewiele zmieni wśród postkresowiaków- euroazjtów.

              Dlaczego ma coś zmienić wśród postkresowiaków - euroazjtów,
              eskimosów, cyklistów, euromaniaków i ich krytykantów ?. Pan prof.
              Prus jako historyk opisywał jedynie wydarzenia zgodnie z faktami i
              warsztatem historycznym, a które to fakty w porażający sposób
              odkrywają całą prawdę o zbrodniach banderowców oraz nazistowskich
              kolaboracjonistów. Dla Rodzin ofiar zbrodni banderowskich Pan
              Profesor pozostanie jednak w pamięci jako ten, który jako jeden z
              nielicznych w swoich książkach utrwalił pamięć, która już nigdy nie
              pozwoli zapomnieć o ofiarach rzezi na nieludzkiej ziemi. Cześć Jego
              Pamięci.




              • piotrzr kim był ten Prus?? 27.01.08, 21:18
                Cytuję za poniższymi linkami :

                kiosk.onet.pl/1217824,1,5,720,druk.html

                kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1217824&KAT=720

                Z NKWD do Radia Maryja

                Kim są najwierniejsi pretorianie ojca Rydzyka?

                Prof. Edward Prus ze stowarzyszenia Nasza Przyszłość – Polska znany jest z
                publikacji na temat rzezi Polaków dokonywanych przez Ukraińców. Prus to człowiek
                o dwóch życiorysach. W PRL zapewniał, że w latach 40. walczył z Ukraińcami w
                szeregach wywiadu NKWD i w sowieckich „istriebitielnych batalionach”, zwanych
                szwadronami śmierci.

                Po 1989 roku dowodził, że bił UPA, będąc członkiem Szarych Szeregów. Pytany o
                konkretne walki wskazywał miejsca, gdzie Szare Szeregi nigdy nie działały.

                Dziś prezentuje się w swych książkach jako obrońca Polaków. W PRL walczył także
                w imię komunizmu. Bohaterami książki Prusa „Pannacjonalizm” są „antykomuniści i
                neofaszyści dążący uparcie do obalenia socjalizmu i do restauracji kapitalizmu
                w tych krajach, w których przemiany rewolucyjne ugruntowały się na trwałe”.

                W książce „Herosi spod znaku tryzuba” z 1985 roku Prus jako dowód na to, że
                nacjonalizm ukraiński to wciąż aktualne zagrożenie, cytuje rzecznika
                Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Katowicach, który poinformował o
                zatrzymaniu będącej na usługach CIA obywatelki ukraińskiej, która przemyciła do
                Polski materiały oraz instrukcje propagandowe przeznaczone do „organizowania
                działalności nacjonalistycznej na terenie Ukraińskiej Socjalistycznej
                Republiki Radzieckiej i Polski”.

                W 1984 roku Prus opublikował tekst „Polityka jako zjawisko społeczne”, w którym
                pisał: „Marksizm wykazał, że walka klasowa jest napędową rozwoju społeczeństwa
                podzielonego na antagonistyczne klasy. Walka klasowa prowadzi do zastąpienia
                starego ustroju nowym ustrojem społecznym. (...) Walka polityczna, kończąca się
                rewolucją socjalistyczną i ustanowieniem dyktatury proletariatu, stanowi
                decydujący warunek wyzwolenia klasy robotniczej od wyzysku”.

                Prusowi wielokrotnie stawiano publicznie zarzut współpracy ze służbami
                specjalnymi, któremu ten zaprzeczał. W głębokim PRL jako jeden z nielicznych
                miał dostęp do sowieckich archiwów.
                Agentem KGB nazwał Prusa prof. Bohdan Osadczuk, politolog, zwolennik
                zbliżenia polsko-ukraińskiego. Zarzucił Prusowi, że ten wykorzystywane w swoich
                pracach dokumenty otrzymywał od pracowników KGB wydelegowanych do niszczenia
                Kościoła greckokatolickiego.
                Z kolei poseł Mirosław Czech, przedstawiciel mniejszości ukraińskiej w Polsce,
                nie ma wątpliwości, że Prus musiał być konsultantem SB – w 1985 roku napisał dla
                niej obszerną ekspertyzę o mniejszości ukraińskiej.”

                Koniec cytatu.
                Stare przysłowie mówi, że O zmarłych należy mówić tylko dobrze albo wcale...
                Więc ja nie powiem o nim że był ........ :)
                • piotrzr Re: kim był ten Prus?? 27.01.08, 21:24
                  www.wirtualnapolonia.com/kresy/opinie.asp?opinia=57432

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka