Dodaj do ulubionych

wszystko się zawaliło

10.06.05, 00:43
Nie szukam rad ani nawet pocieszenia, bo cóż mozna mi powiedzieć? Tak
chciałam tylko napisać, może wyżalić się, może zapytać DLACZEGO, bez
oczekiwania na odpowiedź....
Pół roku temu straciłam synka w 31 tygodniu ciąży. Nie mogę się pozbierać do
tej pory. Nie będę pisać o moim bólu, bo większość z was go bardzo dobrze
zna... Nienawidzę kobiet w ciąży, nienawidzę kobiet, którym się udało donosić
dziecko. czuje się winna i wybrakowana. Nie jestem kobietą/
Moja firma się załamała, oszukał mnie mój wspólnik, dobry kolega od wielu
lat. Stoje na skraju bankructwa, nie mam za co żyć. Nawet moi pracownicy
kradną. Długi rosną, a ja nie mogę zrobić nic...
ze zdrowiem po stracie synka było bardzo źle, teraz jest po prostu średnio...
Z mężem jesteśmy razem chyba tylko dlatego, ze żadne z nas nie miałoby się
gdzie wyprowadzić/
Straciłam prawie wszystkich przyjaciół. Nie akceptowali mnie z moim bólem. A
moje najbliższe przyjaciółki właśnie powiły dzieci. Nie dałam rady w tym
uczestniczyć i zostałam potępiona jako egoistka.
Wiecie? zawaliło mi się wszystko. ja naprawdę nie wiem co dalej. Ja nie chcę
już żyć. Nie chcę. Nawet nie mam już nadziei. Nie mam żadnego punktu
zaczepienia. Mój synek nie żyje. Nie przytuliłam go, nie wiem jak wyglądał.
mam tylko jego grób. Nie mogę uwierzyć, że ze szczęsliwej kobiety zostało
tylko takie coś... Gdzie się podziało moje życie? Ja już tak nie chcę.
Kocham cię, synku, gdziekolwiek jesteś
Mama
Obserwuj wątek
    • polka3 Re: wszystko się zawaliło 10.06.05, 08:31
      Pozwól, że zapalę światełko dla Twojego Dzieciąteczka (*)(*)(*)...
      • mamawikusia Re: wszystko się zawaliło 10.06.05, 08:55
        tak mi przykro....
        przytulam Cie mocno....
        • zorka7 Re: wszystko się zawaliło 10.06.05, 09:13
          Kurcze... :(
          Bardzo mi przykro.

          Mój przyjaciel buddysta mawia tak: wszystko,a więc i to złe, czego doświadczasz
          w tej chwili, się skończy.
          Bardzo mi to kiedyś pomogło, gdy już myślałam że nie dam rady, gdy straciłam
          nadzieję.
          Miał rację - skończyło się, minęło trochę czasu i oto stałam się również mamą
          zdrowego wcześniaka Bartusia.
          Poczekaj, potraktuj się jak rekonwalescenta i nie wymagaj od siebie zbyt wiele.
      • madasia Re: wszystko się zawaliło 03.07.05, 11:27
        Dalio, Ciesze sie, ze czytasz posty, ktore pisza do ciebie dziewczyny. Ale
        rownoczesnie jako osoba, ktora miala szczescie trafic na dobra opieke
        psychologiczna po poronieniu, boje sie ze trudno bedzie Tobie wyjsc z tej
        rozpaczy, ktorej sie pograzylas ( a mysle,ze byl to ciag niesprzyjajacych
        zdarzen....).przede wszystkim niepokoi mnie to ze po 7 miesiacach od smierci
        dziecka, boisz sie powiedziec o swoim bolu innym, ze nie "wyrzucasz" tego z
        siebie tylko to "trzymasz w srodku".Wierz mi, ja tez przez jakis czas po tym
        jak to sie stalo ( poczatek kwietnia 2005), nie potrafilam o tym rozmamawiac z
        nikim, oprocz mojego meza - ale to byl bardziej moj monolog niz dialog.Nie
        potrafilam z nikim rozmawiac przez telefon. Zostawaly tylko maile i SMS.
        Psycholog powiedziala mi,ze powolowi powinnam o tym rozmawiac, ale tylko z
        osobami, co do ktorych mam pewnosc,ze mnie wysluchaja. Nastapilo to po okolo
        1.5 miesiaca. i wierz mi to pomaga. pozniej zaczelam pisac na forum ( a nie
        tylko czytac) i stwierdzilam, ze to tez potrafi pomoc.Zapewniam Cie, ze ten
        stan nie moze trwac wiecznie i czas juz, zeby powoli z niego wychodzic.
        Rozumiem, ze nie jestes dojrzala, zeby dzwonic i rozmawiac o swoich przezyciach
        z psychologiem ( czy to kwesia rozmowy osobistej?), ale jesli chcesz napisz do
        mnie na mail gazety:madasia@gazeta.pl Postaram sie Tobie pomoc. Pozdrawiam.
        • dalia771 Re: wszystko się zawaliło 03.07.05, 22:43
          Dziękuję Madasia.
          teraz jestem poza Warszawą, wracam w sierpniu i niewykluczone, ze wtedy się
          odezwę.
          Ja... nie mam z kim rozmawiać na ten temat. Moje otoczenie chyba uważa, że to
          najlepsza terappia: unikać tematu.
    • kartoflanka Re: wszystko się zawaliło 10.06.05, 09:14
      Bardzo poruszylo mnie to co napisalas, mysle, ze potrzebujesz fachowej pomocy,
      bo za duzo zwalilo Ci sie na glowe zebys mogla sama sobie z tym poradzic. nie
      wiem z jakiego jestes miasta jesli z warszawy
      to sprobuj np tu:
      Ursynowska Poradnia Rodzinna
      Punkt Konsultacyjny
      ul. Lokajskiego 3
      Warszawa
      tel. 022/649 72 59 (pon.-sob.)

      • Ośrodek Interwencji Kryzysowej Fundacji Ecce Homo, ul. Osowska 81,
      Warszawa, tel. 423 22 21 (placówka w fazie organizacji), godz. przyjęć: piątek,
      sobota, niedziela 7. 00 - 21. 00, pomoc osobom w kryzysie: konsultacje
      psychologiczne, pedagogiczne, socjalne, poradnictwo prawne, wsparcie duchowe
      (ksiądz, psycholog), pomoc udzielana jest po wcześniejszym zgłoszeniu
      telefonicznym.

      • Ośrodek Informacji i Pomocy Społecznej przy Parafii Ś w. Tomasza
      Apostoła ul. Dereniowa 12 (porady prawne, psychologiczne i psychiatryczne dla
      osób w trudnej sytuacji rodzinnej i życiowe).
      • dalia771 Re: wszystko się zawaliło 11.06.05, 12:24
        Dziekuję za słowa. Kartoflanko, dziękuję za adresy. Tak, jestem z Warszawy. Nie
        wiem czy pomoc psychologiczna coś tu zdziała, mogłabym spróbować, mam jeszcze
        resztki rozsądku i widzę, że jestm o krok od skonczenia z tym wszystkim. Ale z
        tego co wiem, takie poradnie są płatne, prawda? Już mi nie starcza na tzw.
        chleb, więc odpada... Dostałam po tyłku od zycia na każdym froncie, nie wiem
        czym sobie na to zasłużyłam. Żebym chociaż miała cokolwiek, żebym... Wiem, jak
        to zabrzmi, wiem, ze pieniądze nie są najwazniejsze, ale gdybym nie musiała się
        jeszcze martwić i o byt, może jakoś umiałabym sobie pomóc. Jeszcze bardziej
        boli strata przyjaciół i to oskarżenie: egoistka. Ja też miałam nadzieję, ze
        jakoś sie ułoży, też myslałam, ze czasem słonce, a czasem deszcz, że co złe się
        skończy, że nie może być ciagle w dół i w dół. Wytrzymałam pół roku, naprawdę
        byłam dzielna jak na to wszystko, co mnie spotkało, ale nic się nie zmienia
        jest tylko gorzej i gorzej. Straciłam nadzieję, ze to minie, ze jeszcze się
        ułoży, że stane na nogi jakoś.
        Dziękuję za wysłuchanie mnie, troszeczkę mi ulzyło. Tak bym chciała móc spjrzeć
        w przyszłość z nadzieją, tak bym chciała.
        • kartoflanka Re: wszystko się zawaliło 11.06.05, 14:02
          te adresy to poradnie bezplatne(na 95%)
          zadzwon tam. Musisz sobie pomoc, jeszcze wszsytko moze sie ułozyc. bardzo
          wierze w moc takiej profesjonalnej pomocy, bo u mnie zdzialala cuda. Mam
          nadzieje, ze trafisz od razu na kogos porzadnego, ale jesli nie to sie nie
          zrazaj. I jakby co to pisz na priv.
          • wustyle Re: wszystko się zawaliło 11.06.05, 15:14
            Trzymamy za Ciebie kciuki dziewczyno
            Kartoflanka wie co mowi - to madra babeczka '-)
            Bedzie dobrze, musi byc
            • kartoflanka Re: wszystko się zawaliło 11.06.05, 17:25
              dzieki Seb...
    • amy5 Re: wszystko się zawaliło 11.06.05, 20:16
      Doskonale Cię rozumiem, bo sama straciłam córeczkę 7 miesiecy temu. Wiele razy
      zaglądałam tutaj, ale nie byłam w stanie niczego napisać...
      Też nie mogę patrzeć na kobiety w ciąży i z małymi dziećmi. Czuję wtedy
      autentyczny ból fizyczny. Staram się żyć normalnie. Chodzę na grób córeczki i
      rozmawiam z nią, myślę o niej codziennie, czasem z ogromnym bólem w sercu - z
      żalem, że jej tu nie ma, a czasem tak poprostu, zwyczajnie, dzielę się z nią
      każdą chwilą. Kiedy odeszła obiecałam sobie, że będę żyć za nas dwie... I
      chociaż jest to bardzo trudne staram się to robić.
      Pozdrawiam Cię cieplutko.
    • agnes241 Re: wszystko się zawaliło 25.06.05, 17:25
      kochana dalio!!!wiem co przezywasz bo sama niedawno stracilam coreczke(30marca
      2005) w 24 tyg,ciazy i wszystko mi sie wali.moja siostra jest wlasnie w 27
      tyg.ciazy dobrze ze mieszka na sycyli bo inaczej bym chyba nieprzezyla teraz
      patrzac na nia w ciazy.moje ,kumpele wogole mnie nierozumieja, dla nich mala
      byla przez krotki czas a teraz jej niema i trzeba otym zapomniec.dla mnie to cos
      innego strasznie za nia tesknie i niemoge sie tak poorostu pogodzic z jej
      smiercia.chociaz dobrze wiem i ty napewno tez ze kazdy z nas ma swoja droge i my
      jej niemozemy zmienic to wszystko lezy w rekach boga.a moze nasze Aniolki same
      wybraly sobie taka droge?moze na tamtym swiecie jest o wiele lepiej?.trzymam
      kciuki za ciebie.damy se rade.twoj synek napewno cie strasznie kocha .glowa do gory
    • i.n.f.i.n.i.t.y Re: wszystko się zawaliło 26.06.05, 20:44
      Cóż ja moge powiedzieć czując to samo co ty
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16556&w=23352279&a=23352279
    • stary71 Re: wszystko się zawaliło 27.06.05, 00:51
      Trzymaj się! Skorzystaj z rad Kartoflanki! Poradnie nie czynią cudów, ale mogą
      bardzo pomóc. Jest tam wielu mądrych, życzliwych specjalistów, którzy pomogą Ci
      się odnaleźć. Nie dziwię się Twojemu załamaniu, bo straciłaś naraz bardzo
      wiele, w tym wiarę w ludzi również. Nie daj nam czekać, tylko napisz zaraz, co
      u Ciebie. Jakoś będziemy Cię wspierać, może ktoś znajdzie jakąś praktyczną radę
      na Twoje kłopoty? Tu są ludzie z różnych branż - na pewno komuś z nas bliska
      jest dziedzina, którą się zajmujesz.
      Pozdrawiam bardzo serdecznie
      s71
    • dalia771 Re: wszystko się zawaliło 02.07.05, 14:47
      Dziękuję, że jeszcze tu piszecie. Czasami zaglądam na forum i wtedy płaczę...
      Nie byłam w poradni, nawet nie zadzwoniłam, jakoś NIE MOGĘ.
      Pomyslicie "głupia", nie umiem tego wytłumaczyć. raz już siedziałam ze
      słuchawką w ręku, ale nagle poczułam opór i takie głupie, dziecinne myśli: I co
      ja mam powiedzieć do tej słuchawki? Dzien dobry, nazywam się... umarł mój
      synek, wszystko co ważne w moim zyciu się zawaliło, czy możecie mi pomóc? Czy
      porady są bezpłatne?
      Wiem, to głupie. Ale ja zatraciłam swoją pewność siebie, umiejętność zycia w
      społeczeństwie i przerastają mnie nawet takie sprawy. Teraz sobie pomyslałam,
      że może poproszę męża, żeby zadzwonił?
      On jeszcze wierzy, ze się ułoży, że czas uleczy każdą ranę... Ja w to nie
      wierzę. Bo z każdym dniem jest mi coraz trudniej, bo mój mały, gdyby żył, parę
      dni temu skończyłby 7 miesięcy......................................
      I ja się pytam: PO CO ŻYĆ? Już nic dobrego mnie nie spotka. Więcej dzieci nie
      będzie. Więc po co, po co żyć???????
      • edycia11 Re: wszystko się zawaliło 02.07.05, 16:36
        Musisz byc silna!
        Moj synek umarl dzien przed planowana cesarka(22.05.05).Jutro mija 6 tydzien
        i....jest ciezko,ale usmiecham sie czasami.Wierze w to,ze bedzie dobrze,ze moj
        Jacus-Aniolek jest przy mnie.Bylam u ksiedza-psychologa,wyzalilam sie,wygadalam
        i uwierz, jest lepiej.Nie uciekaj przed swiatem.Ja wpadlam na gleboka wode bo
        moje najblizsze otoczenie przyjaciolki,kuzynki i bratowa albo urodzily w tym
        roku albo urodza niebawem.Tych ciezarnych troche sie balam,ale udalo sie:)Jutro
        odwiedze przyjaciolke z blizniakami i wiem,ze bede plakac razem z nia,ale
        bedzie dobrze.Utrzymuje kontakt ze wszystkimi kolezankami z pracy i to dzieki
        ludziom jestem silnijesza,bo oni wierza we mnie,akceptuja smierc mojego dziecka
        i po prostu sa ze mna.
        Badz dzielna,ja wierze,ze wszystko jest jeszcze przed TOBA!!!!
        edi
    • anna556 Re: wszystko się zawaliło 04.07.05, 18:09
      Rozumię Cię doskonale.Do Mnie życie skończyło się rok temu w
      śierpniu.Pochowałam moją kochaną córeczke,miała 22 lata.To co przeszłam i
      przechodzę nie można wyrażić słowami.Chciałabym porozmawiać z kimś tak
      serdecznie i od serca.
      • dalia771 Re: wszystko się zawaliło ANNA 20.07.05, 00:07
        Anno, ściskam twoją dłoń. Nie ma nic gorszego niż strata dziecka swojego. Twoje
        cierpienie nie pomoże mnie, a tobie nie pomoże moje. Ale jak będziesz płakać, w
        te samotne straszne noce, to pomysl, ze jest ktoś, kto też płacze w tym samym
        momencie i przeklina los.
    • drielka Re: wszystko się zawaliło 10.07.05, 19:13
      Dalio,
      nie prosisz o rady, a ja nie chcę ich rozdawać pochopnie i bez namysłu. Uwierz
      w psychologów, są oczywiście i poradnie bezpłatne, publiczne.
      Ale napiszę cos tez od siebie. Czas jest bardzo kapryśny. Jednym leczy rany w 2
      miesiace, innym i w 5 lat nie zabliźni. Rozpacz ma wiele etapów, ona się
      rozwija, osiąga swe apogeum, a potem opada, odpuszcza sobie. Moze jesli
      zaobserwujesz u siebie te stadia, łatwiej ją przezwyciezysz?
      Poza tym ,początkiem, zródłem całego zła dla Ciebie była smierc Dziecka, tak?
      wszystko inne potoczyło się za jej sprawą, niczym lawina. To smierć okrutnie
      przywołała i przyciągnęła kolejne ciosy od losu, była ich przyczyną. Zabrała Ci
      przyjaciół, zaufanie do męza, wiarę w sens pracy. No i chęć zycia. Nasuwa mi
      się logiczny wniosek,ze to tylko z tą smiercią musisz sobie poradzić, reszta
      sama wroci do normy. Jak tylko na powrot staniesz się sobą.
      Droga do smierci jest banalnie prosta, wystarczy opakowanie tabletek chocby.
      Ale to wyjscie zawsze stoi otworem i zawsze mozesz z niego korzystac. To
      paradoksalnie daje siłę do zycia!! Siłę do ryzyka. Skoro smierć zawsze nas
      zaprasza, to nie masz nic do stracenia, mozesz z tego zaproszenia skorzystać. A
      skoro nie ma nic do stracenia to czemu nie zaryzykować? Zaryzykować szczerą
      rozmowę z przyjaciółmi i męzem, zaryzkować te proste słowa "zrozumcie mnie.
      musicie przeczekać moją apatię. przeciez kochalismy się, było wspaniale".
      Zaryzykować podjęcie jakiegokolwiek zawodu na początek,nawet najbanalniejszego,
      a potem reaktywować firmę. Musi byc tylko lepiej,więc MUSISZ sprobować.Daj
      czasowi czas.
      Dalie to przeurocze kwiaty, droga Dalio :)) Mają przecież bulwy korzeniowe.
      Magazynują tam substancje odzywcze na zimę. Po to by rozkwitnąć na wiosnę. Taki
      wyjatkowo piękny i rzadki kwiat nie moze zaginąć !!:)) Wierzę ze tez masz
      jeszcze jakies resztki "zapasów" ktore pozwolą Ci przetrzymac obrzydliwą zimę.
      I znów wykiełkowac, gdy wzejdzie wiosenne słońce.
      to co napisałam jest głupie i banalne i pseudowzniosłe, jak ksiazki Paulo
      Coelho. Ale...a nuż jakies jedno zdanie pomoże choć odrobinę?
      drielka
      • zibi62 Re: wszystko się zawaliło 16.07.05, 23:05
        doskonale Cie rozumiem. straciłam dziecko w 22 tyg. nikt nie rozumiał mego bólu,
        odwróciłam sie od kolezanek, bo w tym momencie prawie wszyskie zaszły w ciaże.
        nei cierpiałam kobiet w ciązy, małych dzieci.Świat mi sie zawalił. starałm sie
        zajśc w nastęną ciążę, ale nic z tego nie wychodziło, musiałam wyleczyć toxo.
        jak wyleczyłam po prawie roku toxo i lekarz pozwolił staras sie o dziecko,
        okazało się ze moja mama jest ciezko chora. jednak zdecydowałm sie na dziecko,
        udało sie zajśc. mama zmarła gdy byłąm w 5 m-ciązy.Swiat mi sie zawalił po raz
        kolejny, ojciec zmarł parę lat temu, choć tak naprawdęnigdy go nie było.
        zastałam sama, bez rodziców. jakos starałam sie pozbierać pocieszałam sie ze
        wyczerpałam pakiet nieszcześc, neistety myliłam sie. pod konec ciązy okazało sie
        ze umowę przedłużóno mi do dnia porodu, zostałam bez pracy, mimo, ze mi ta prace
        obiecano.kolejny cios. na szcęscie urodziłam zdrowego, śłicznego synka. popdałam
        pracodawce do sądu i mam nadzieje sprawę wygrać wierzę w to, ze skoro juz tyle
        przeszłam to moze być tylko lepiej.bo od dna to można sie tylko odbić nizej
        spaśc sie nie da!przepraszam ze chaos w moim myślach,a le wspomnienia sa wciaz
        świeże, i w ciąz bola tak samo. nie wiem skad, ale musisz znaleśc w sobie siłe
        do działania. nmiałam to szczęście, ze miałam przy sobei dobrego męż, choć też
        przyjaął on filozofię ze lepiej o naszych problemach nie rozmawaić bo to tylko
        prowokowało mnie do płaczu. nie mógł zrozumieć ze ja chce płakać, chce
        WRZESZCZEĆ z bólu. nie wiem jak Ci pomóc, choc bardzo bym chciała. zawsze służę
        rozmową.
        • dalia771 Zibi62 20.07.05, 00:11
          Spodobało mi się twoje stwierdzenie, bo jakże trafne. Tak, ja też chcę
          wrzeszczeć z bólu. Tak czuję. Zazdroszczę ci synka. Ja nie wiem, czy byłabym
          zdolna zdecydowac się. Raczej nie. Nie przeżyłabym kolejnego razu. Przestałam
          wierzyć, ze wyczerpałam limit nieszczęść, bo tak naprawdę nie wiem, gdzie jest
          moje dno.
      • dalia771 do Drielka 20.07.05, 00:01
        Poryczałam się, jak przeczytałam twój post... Dziękuję ci za te słowa, dziękuję
        z całego mojego pękniętego serca. Masz racje, wszystko co złe zaczęło się w
        momencie, gdy umarł mój synek. Do tej pory byłam zwykłą, szczęśliwą kobietą. Ze
        swoim zwykłym szczęśliwym życiem. Teraz trwa jakiś horror. Moje życie rozsypało
        się w drobny mak, a ja wciąż nie mogę go pozbierać do kupy. Minęło 8 miesięcy i
        ten czas nie zaleczył jeszcze niczego.... Mój mąż mnie kocha nadal, mimo
        strasznych słów, które między nami padły nie raz. Chce być ze mną, wierzy w
        przyszłe szczęście. Ja na razie nie umiem i nie czuję nic. Gdyby chciał odejść,
        nie zatrzymywałabym go. Teraz wyjechałam, sama. Potrzebowałam tego. Mąż
        przyjedzie na weekend, potem znowu zostane sama. Dobrze mi. Tu mnie nikt nie
        zna, nie wie nic o mnie. Po powrocie do domu poproszę go, żeby zadzownił w moim
        imieniu do poradni. Wciąż mysle o smierci, wciąż każdego dnia żałuję, że
        uratowali moje życie (również było zagrożenie), ale jeżeli mam żyć, to postaram
        się choć trochę.... Firmę po wakacjach prawdopodbnie sprzedam, nie mam już do
        niej siły. Przyjeciele raczej są straceni, i to również strasznie boli. Tym
        bardziej, że pojawiły się u nich dzieci... Nie zniose tego, nie umiem, nie
        mogę. Widok maleństw sprawia taki ból, że sama nie rozumiem, dlaczego moje
        serce jeszcze bije. Banalne te słowa, prawda? Ale dopiero teraz wiem, jakie
        prawdziwe. Mój Boże, ja nigdy, nigdy nie zapomnę. Nigdy się z tym nie pogodzę.
        Drielko i wszyscy, którzy piszą w moim watku - DZIĘKUJĘ WAM ZA SŁOWA, bo choć
        to dziwne, ale nawet nie wiecie jak bardzo, jak troche mi pomagacie. Nawet, gdy
        pisząc ten post płaczę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka