dalia771
10.06.05, 00:43
Nie szukam rad ani nawet pocieszenia, bo cóż mozna mi powiedzieć? Tak
chciałam tylko napisać, może wyżalić się, może zapytać DLACZEGO, bez
oczekiwania na odpowiedź....
Pół roku temu straciłam synka w 31 tygodniu ciąży. Nie mogę się pozbierać do
tej pory. Nie będę pisać o moim bólu, bo większość z was go bardzo dobrze
zna... Nienawidzę kobiet w ciąży, nienawidzę kobiet, którym się udało donosić
dziecko. czuje się winna i wybrakowana. Nie jestem kobietą/
Moja firma się załamała, oszukał mnie mój wspólnik, dobry kolega od wielu
lat. Stoje na skraju bankructwa, nie mam za co żyć. Nawet moi pracownicy
kradną. Długi rosną, a ja nie mogę zrobić nic...
ze zdrowiem po stracie synka było bardzo źle, teraz jest po prostu średnio...
Z mężem jesteśmy razem chyba tylko dlatego, ze żadne z nas nie miałoby się
gdzie wyprowadzić/
Straciłam prawie wszystkich przyjaciół. Nie akceptowali mnie z moim bólem. A
moje najbliższe przyjaciółki właśnie powiły dzieci. Nie dałam rady w tym
uczestniczyć i zostałam potępiona jako egoistka.
Wiecie? zawaliło mi się wszystko. ja naprawdę nie wiem co dalej. Ja nie chcę
już żyć. Nie chcę. Nawet nie mam już nadziei. Nie mam żadnego punktu
zaczepienia. Mój synek nie żyje. Nie przytuliłam go, nie wiem jak wyglądał.
mam tylko jego grób. Nie mogę uwierzyć, że ze szczęsliwej kobiety zostało
tylko takie coś... Gdzie się podziało moje życie? Ja już tak nie chcę.
Kocham cię, synku, gdziekolwiek jesteś
Mama