jan.kran
24.05.06, 07:24
STARA NIEZNOŚNA PANI
Na nocnym stoliku starszej kobiety przebywającej w domu starców, w
dzień po jej śmierci, znaleziono pewien list. Był on zaadresowany
do młodej pielęgniarki z oddziału.
Co widzisz ty, która się mną opiekujesz? Kogo widzisz, kiedy na
mnie patrzysz? Co myślisz, gdy mnie opuszczasz? I co mówisz, kiedy
o mnie opowiadasz?
Najczęściej widzisz starą nieznośną kobietę, trochę zwariowaną i
jej błędny wzrok, który mówi, że nie jest w pełni zdrowych zmysłów.
Kobietę, która ślini się podczas jedzenia i nie odzywa się nigdy
wtedy, kiedy powinna. Nie przestaje gubić butów i pończoch.
Bardziej lub mniej posłusznie pozwala ci podczas mycia i jedzenia
robić ze sobą, co tylko chcesz, by tylko wypełnić długi i smutny
dzień.
To jest to, co widzisz!
Ale otwórz szeroko oczy. To nie jestem ja.
Powiem ci, kim jestem.
Jestem ostatnią z dziesięciorga dzieci, co mam matkę i ojca. Braci
i siostry, którzy się kochają.
Jestem 16-letnią dziewczyną, co ma skrzydła w nogach i marzy, by
móc jak najszybciej spotkać swego ukochanego.
Poślubiłam go wreszcie mając 20 lat, do dziś jeszcze moje serce
łomocze z radości na samo wspomnienie tego dnia.
Miałam 25 lat i małego synka przy piersi, który wciąż mnie
potrzebował.
Miałam 30 lat, a mój synek rósł szybko. Łączyła nas miłość, której
nikt nigdy nie rozerwie.
Gdy skończyłam 40 lat, syn wkrótce mnie opuścił. Lecz mąż wciąż był
przy moim boku. Miałam 50 lat, wokół mnie bawiły się dzieciątka.
Jak to dobrze było znów znaleźć się pośród dzieci. Ja i mój
ukochany mąż cieszyliśmy się z wnuków.
Nieoczekiwanie nastały mroczne dni, zabrakło mego męża. Spoglądam z
lękiem w przyszłość. Moje dzieci są pochłonięte bez reszty
wychowaniem swego własnego potomstwa.
Z żalem myślę o latach, które minęły bezpowrotnie i doznanej
miłości. Jestem stara. Natura jest okrutna, drwi sobie z przyjścia
starości. Ciało mnie zapomina, piękno i siły odeszły na zawsze. A w
miarę jak przybywa mi lat spostrzegam, że tam gdzie było serce,
znajduje się jedynie kamień.
Ale w tym starym wraku jest jeszcze dziewczyna, której serce płonie
bez ustanku. Wspominam me radości, wspominam me cierpienia i czuję,
jak wzbierają we mnie siły i uczucia.
Powracam myślą do lat, nazbyt krótkich, co tak szybko odeszły.
Zgadzam się na to prawo, że „nic nie może trwać wiecznie”.
Lecz ty, która troszczysz się o mnie, otwórz przynajmniej twe oczy
i spójrz na nieznośną staruszkę ... spójrz lepiej, by móc mnie
dostrzec.
Ileż twarzy, ileż oczu, ileż załamanych rąk każdego dnia. Na co
patrzymy? Na zmarszczki, trudności, wahania, zawziętość. Gdybyśmy
zamiast tego nauczyli się przyglądać snom, biciom serca i uczuciom,
tak często starannie ukrytym, o ile mniej byłoby cierpienia, a
świat wokół nas stałby się piękniejszy.
Bruno Ferrero
STARA NIEZNOŚNA PANI
Na nocnym stoliku starszej kobiety przebywającej w domu starców, w
dzień po jej śmierci, znaleziono pewien list. Był on zaadresowany
do młodej pielęgniarki z oddziału.
Co widzisz ty, która się mną opiekujesz? Kogo widzisz, kiedy na
mnie patrzysz? Co myślisz, gdy mnie opuszczasz? I co mówisz, kiedy
o mnie opowiadasz?
Najczęściej widzisz starą nieznośną kobietę, trochę zwariowaną i
jej błędny wzrok, który mówi, że nie jest w pełni zdrowych zmysłów.
Kobietę, która ślini się podczas jedzenia i nie odzywa się nigdy
wtedy, kiedy powinna. Nie przestaje gubić butów i pończoch.
Bardziej lub mniej posłusznie pozwala ci podczas mycia i jedzenia
robić ze sobą, co tylko chcesz, by tylko wypełnić długi i smutny
dzień.
To jest to, co widzisz!
Ale otwórz szeroko oczy. To nie jestem ja.
Powiem ci, kim jestem.
Jestem ostatnią z dziesięciorga dzieci, co mam matkę i ojca. Braci
i siostry, którzy się kochają.
Jestem 16-letnią dziewczyną, co ma skrzydła w nogach i marzy, by
móc jak najszybciej spotkać swego ukochanego.
Poślubiłam go wreszcie mając 20 lat, do dziś jeszcze moje serce
łomocze z radości na samo wspomnienie tego dnia.
Miałam 25 lat i małego synka przy piersi, który wciąż mnie
potrzebował.
Miałam 30 lat, a mój synek rósł szybko. Łączyła nas miłość, której
nikt nigdy nie rozerwie.
Gdy skończyłam 40 lat, syn wkrótce mnie opuścił. Lecz mąż wciąż był
przy moim boku. Miałam 50 lat, wokół mnie bawiły się dzieciątka.
Jak to dobrze było znów znaleźć się pośród dzieci. Ja i mój
ukochany mąż cieszyliśmy się z wnuków.
Nieoczekiwanie nastały mroczne dni, zabrakło mego męża. Spoglądam z
lękiem w przyszłość. Moje dzieci są pochłonięte bez reszty
wychowaniem swego własnego potomstwa.
Z żalem myślę o latach, które minęły bezpowrotnie i doznanej
miłości. Jestem stara. Natura jest okrutna, drwi sobie z przyjścia
starości. Ciało mnie zapomina, piękno i siły odeszły na zawsze. A w
miarę jak przybywa mi lat spostrzegam, że tam gdzie było serce,
znajduje się jedynie kamień.
Ale w tym starym wraku jest jeszcze dziewczyna, której serce płonie
bez ustanku. Wspominam me radości, wspominam me cierpienia i czuję,
jak wzbierają we mnie siły i uczucia.
Powracam myślą do lat, nazbyt krótkich, co tak szybko odeszły.
Zgadzam się na to prawo, że „nic nie może trwać wiecznie”.
Lecz ty, która troszczysz się o mnie, otwórz przynajmniej twe oczy
i spójrz na nieznośną staruszkę ... spójrz lepiej, by móc mnie
dostrzec.
Ileż twarzy, ileż oczu, ileż załamanych rąk każdego dnia. Na co
patrzymy? Na zmarszczki, trudności, wahania, zawziętość. Gdybyśmy
zamiast tego nauczyli się przyglądać snom, biciom serca i uczuciom,
tak często starannie ukrytym, o ile mniej byłoby cierpienia, a
świat wokół nas stałby się piękniejszy.
Bruno Ferrero
------------------> Dostałm ten tekst od Sylwka. Piękny...
Przenieś list do folderu: