Dodaj do ulubionych

Sosnowski u Mazurka

23.03.10, 19:57
www.rp.pl/artykul/61991,449722_Jestem__po_lepszej_stronie.html
RZ: Kiedy pan zaczął pracować w mediach publicznych?

18 lat temu, w 1992 roku.

A problem ich upolitycznienia dostrzegł pan pod koniec 2009 roku, tak?

Nie, aż taki naiwny nie jestem.

To kiedy?

Problem z mediami publicznymi mamy od początku, od 1989 roku. A potem weszła
nowa ustawa i każdy, kto się mediami interesował, dostrzegał, że stawały się
one coraz bardziej podporządkowane politykom.

Ale pan w nich pracował i nie protestował.

Przyjąłem filozofię „moja chata z kraja”.

Nie zawsze stała ona na uboczu.

To prawda, kiedy prezesem telewizji został Ryszard Miazek, zostałem szefem
publicystyki w Jedynce.

Pan nie widział, jak czerwoni, którzy przyszli z Miazkiem, wyrzucali pampersów
z powodów politycznych?

Przeciwnie, widziałem. Niech pan porozmawia z takimi ludźmi jak Gasper czy
Michalski, którzy prosili mnie – a byłem wtedy identyfikowany jako michnikoid
– bym objął stanowisko szefa publicystyki i powstrzymał falę zwolnień.

Którą rozpętała pańska ekipa.

Pampersi wiedzieli, że jestem człowiekiem przyzwoitym i przez rok broniłem
konsekwentnie, acz z zaciśniętymi zębami, programu „Fronda”, przez co znajomi
z „Wyborczej” pytali, czemu bronię faszystów. To ludzie Walendziaka prosili
mnie, bym objął to stanowisko.

Prosili pana jako najlepszego z okupantów.

Jeśli chce pan to tak określić…

Mówię o pewnej logice: „Skoro przychodzą nas zniszczyć, to niech już przyjdzie
taki, który zabije, ale bez tortur”.

Logika była inna: skoro ma przyjść obcy, to niech będzie taki, który będzie
nas bronił. Wchodziłem na miejsce Andrzeja Rychcika, i to on mi powtarzał, że
jak tego nie wezmę, to przyjdzie znacznie gorszy i tu padało konkretne nazwisko.

Za komuny, kiedy ludzie mieli do wyboru Moczara czy Tejchmę, to też woleli
Tejchmę.

Powiedzmy inaczej: jeśli sekretarzem miałby być Kociołek albo Fiszbach, to
wszyscy woleliby, żeby był Fiszbach. Mam nadzieję, że pan Fiszbach nie będzie
miał mi tego za złe, bo ja na to nazwisko nie mam wysypki.

Podziwiam pańską determinację. Widzi pan, że nadciąga fala upolitycznienia
mediów, więc protestuje pan przeciw niej, biorąc dyrektorskie stanowisko w
telewizji.

Nie wziąłbym go, gdyby nie gorące namowy tych, których miałem ochraniać. W
latach 90. problemem było upolitycznienie mediów, teraz jest znacznie gorzej,
bo mamy ich upartyjnienie. Ale według tej samej logiki do radia trafił nie
tylko Sobala, ale i Jethon, ale także Skowroński. On też był Fiszbachem?

Wildstein w TVP był osobistym kaprysem Kaczyńskiego, a Skowroński –
Czabańskiego. I szybciutko wymknął się spod kontroli, więc strasznie płakali,
że nie zmienia Trójki etc.

Akurat muszę przyznać, że Skowroński Trójkę zmienił, i to na lepsze. 15 lat
temu ja próbowałem w telewizji „bronić substancji”, a kiedy okazało się to
niemożliwe, odszedłem. Dziś nikt nawet nie podejmuje takich prób.

Pan jest z nominacji SLD czy Samoobrony?

Pierwsze słyszę.

Zawsze musi być pierwszy raz. Jest pan nominatem Leppera. Jak się pan z tym czuje?

Powyżej pewnego poziomu absurdu nic nie czuję.

To nie absurd, to insynuacja. Chciałem, by na własnej skórze odczuł pan to, co
sam stosuje wobec Michała Karnowskiego. Skoro on może być nominatem PiS…

Niech mi pan pokaże jakiś mój tekst z ostatnich 15 lat przypominający choć
troszkę słynny portret Jarosława Kaczyńskiego autorstwa Karnowskiego.

To niech go pan przeczyta ze zrozumieniem. Nie zgadzałem się z wieloma
tekstami Karnowskiego, ale to był klasyczny reportaż i do śmierci będę go bronił.

Tak, tak, reportaż w stylu amerykańskim, od niego się tego dowiedziałem (śmiech).

To niech pan poczyta takie teksty w prasie amerykańskiej, zamiast kpić bez
cienia wiedzy na ten temat.

Wbrew pana sugestii ja ten tekst czytałem.

Albo bez zrozumienia, albo ze złą wolą. Przecież on opisuje tę milusią
atmosferę, jak to wszyscy w otoczeniu premiera okadzają go i wynoszą pod niebiosa.

I panu to nie daje do myślenia?

Gdybym to ja ten artykuł podpisał, wszyscy by mówili, że sobie jaja robię.

Tak, na 100 procent by tak było.

A napisałbym identycznie, bo taka jest rzeczywistość! Jak Tusk przyjedzie do
Parczewa, to też go będą po rękach całować, bo tam pewnie żaden premier nie
zawitał!

Powiedzmy w ten sposób: przeczytałem ten tekst w poszukiwaniu tej niezwykle
wyrafinowanej ironii i jej nie dostrzegłem, ale skoro pan rzeczywiście tak
uważa, to gotów jestem przyznać, że istotnie była to ironia.

Wpisy pod moimi felietonami uczą, że co najmniej połowa czytelników ironię
odbiera dosłownie. Szkoda, że i pan jest w tym gronie.

Dla dobra tej rozmowy gotów jestem więc przyjąć założenie, że się myliłem w
ocenie tego artykułu. Problem polega jednak na tym, że sprawa zatrudnienia
Michała Karnowskiego jest skandaliczna z innych powodów niż jeden tekst.

A z jakich?

Po pierwsze, chodzi o to, że zastąpił on trzech naszych dziennikarzy, których
odsunięto od porannego pasma, a byli lubiani przez słuchaczy.

Ja też ich lubię, ale z całym szacunkiem, co to za logika?

A co w niej jest niewłaściwego?

Trójka jest zakładem pracy chronionej? Pracować musi nasz, nawet jeśli inny
byłby lepszy?

A on jest lepszy?

Tak ocenia dyrektor, a tu akurat się z nim zgadzam. Rozumiem, że zgodnie z
waszą logiką pan do końca życia powinien mieć program w Trójce i nie może
przyjść nikt lepszy.

Na razie z tymi lepszymi jest jak widać problem, bo jak ja nie prowadzę
programów, to koledzy muszą brać zastępstwo.

Jest pan człowiekiem niezastąpionym?

Jestem za stary na fałszywą skromność i odpowiem, że, przynajmniej chwilowo,
tak i przyzwoicie robię to, co robię.

Zgadzam się i dlatego osobiście mi przykro, bo uważam pana za człowieka
uczciwego, a teraz posługuje się pan nieuczciwością i insynuacjami.

To proszę o uszczegółowienie zarzutu, bo jest on dla mnie bolesny.

Założenie, że Karnowski – nie, a Sosnowski tak, jest nie tylko nieuczciwe, ale
i megalomańskie.

Chcę tylko powiedzieć, że Michał Karnowski nie wszedł do wieczornego „Klubu
Trójki”, ale do porannego pasma. I to jest drugi powód, dla którego uważamy,
że nie powinien on pracować w Trójce, bo inny jest charakter programów
porannych, inny „Klubu Trójki” i jeśli pan nie widzi tej różnicy, to znaczy,
że pan się nie zna na radiu. No cóż, to w końcu coś innego niż dziennikarstwo
prasowe.

Pan się zna i na dziennikarstwie prasowym, i radiowym, i telewizyjnym, jest
pan też eseistą, krytykiem i powieściopisarzem, ale nie każdy jest aż tak
uzdolniony.

Tośmy sobie poironizowali, a teraz zaczniemy od początku.

Wiemy już, że Karnowski nie powinien prowadzić rozmów porannych w Trójce. A ja
mógłbym?

Jakby pan nie przerywał gościom, to pewnie tak.

Ale Karnowski jest dużo bardziej przezroczysty niż ja.

Pan prowadzi swoje rozmowy na kontrze z każdym gościem. I myślę, że gdyby na
moim miejscu siedział Jacek Sobala, to rozmawiałby pan z nim równie ostro jak
ze mną. Natomiast wydaje mi się, że Michał Karnowski raz jest na kontrze, a
raz nie, w zależności od swoich sympatii i tego, kto siedzi naprzeciwko.

Ma pan rację, wydaje się panu.

Celowo używam tej formuły, bo nie jestem tego pewien.

Ale na podstawie przeczuć formułuje pan sądy o tym, kto powinien pracować w
Trójce, a kto nie.

Nie na podstawie przeczuć, tylko argumentów, które już panu przedstawiałem.

Monika Olejnik mogłaby prowadzić rozmowy w Trójce?

Zmusza mnie pan do powiedzenia czegoś przykrego o osobie, która teraz Trójki
broni, ale uczciwa odpowiedź brzmi: porannych nie, nie powinna.

A Tomasz Lis?

Też nie powinien.

I gdyby dyrektor Jethon zaproponowała to im, również zmontowałby pan związek
zawodowy
Obserwuj wątek
    • airborell Re: Sosnowski u Mazurka 23.03.10, 20:00
      Monika Olejnik mogłaby prowadzić rozmowy w Trójce?

      Zmusza mnie pan do powiedzenia czegoś przykrego o osobie, która teraz Trójki
      broni, ale uczciwa odpowiedź brzmi: porannych nie, nie powinna.

      A Tomasz Lis?

      Też nie powinien.

      I gdyby dyrektor Jethon zaproponowała to im, również zmontowałby pan związek
      zawodowy i protestował?

      Tak. I mogę panu powiedzieć, że my nie prowadzimy sporu politycznego, ale spór z
      politykami i nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności jest to, że partią, z którą
      się spieramy, jest PiS.

      Gdyby pan był weteranem walk z zawłaszczaniem mediów, to niósłbym z panem ten
      sztandar, ale pan nim nie jest, dlatego panu nie wierzę. Pan partiom jadł z ręki.

      Proszę mi przedstawić jakieś konkretne dowody na poparcie tej insynuacji.

      Służę. Primo: do TVP przychodzi Miazek z czerwonymi, z powodów politycznych
      wywalają pampersów z pracy, a pan bierze od nich posadę.

      Już panu tłumaczyłem, jak to było.

      Secundo: idzie pan do opanowanej i dewastowanej przez SLD z Laskowskim na czele
      Trójki i panu to nie przeszkadza.

      "Broniłem konsekwentnie, acz z zaciśniętymi zębami, programu „Fronda”, przez co
      znajomi z „Wyborczej” pytali, czemu bronię faszystów"

      Jakby pan sprawdził stronę internetową ludzi protestujących wówczas przeciw
      zmianom wprowadzonym przez Laskowskiego, to zobaczyłby pan, że moje nazwisko
      pojawia się wśród tych dziennikarzy, którzy bronią honoru Trójki.

      Tertio: Magda Jethon dostaje błogosławieństwo Samoobrony, pan razem z nią
      wędruje do Trójki.

      To, że wróciłem do Trójki, nie miało nic wspólnego z moją rzekomą miłością do
      Samoobrony ani z układem sił, który spowodował mianowanie Magdy Jethon
      dyrektorem, a swoje powody dokładnie wyłuszczyłem w blogu.

      Gdyby Sobala w noc po nominacji wyskrobywał z Internetu zdjęcia z imprez z
      Kaczyńskim, to co by pan powiedział?

      Ech, gdyby to był jedyny problem…

      Niech pan nie ucieka. Magda Jethon starannie usuwała zdjęcia z Tuskiem.

      Mnie się to nie podoba, ja bym tego nie robił, ale ja też nie robię z niej Matki
      Teresy z Kalkuty.

      Wy się nawet nie zastanawialiście, czy Sobala ma kompetencje, bo wiecie, że ma.
      Ale nie dajecie mu szansy, bo wasza taktyka to, jak ją zatytułował Piotr
      Zaremba, „Nazwijmy go pisowcem”.

      W żadnej wypowiedzi związku zawodowego, na czele którego stoję, nie ma pół
      słowa, podkreślam, pół słowa o tym, że Sobala nam się nie podoba, bo jest z PiS.

      Zmusza mnie pan do przydługiego cytatu, ale proszę. 12 lutego piszecie,
      powołanie Sobali „rodzi podejrzenie, iż jest to nominacja polityczna, mająca
      zapewnić jednej z partii opozycyjnych dostęp do Trójki jako do narzędzia
      propagandowego…”. I tak dalej. I co, złapani za rękę mówimy, że to nie nasza ręka?

      Protestowalibyśmy również, gdyby Sobala był z SLD, Platformy Obywatelskiej, PSL
      czy Samoobrony.

      Gdyby był z Samoobrony, to Jethon i pan bylibyście zachwyceni.

      Niech pan nie opowiada bzdur!

      A co, nie lubi pan konkurencji? Was przecież poręka Samoobrony nie brzydziła.

      "My prowadzimy spór z politykami i nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności jest to,
      że partią, z którą się spieramy, jest PiS"

      Mam wrażenie, że stopień idiotyzmu w pańskiej ostatniej wypowiedzi jest
      bezdyskusyjny, a epitet, że mówię bzdury, wystawia ocenę panu.

      Spróbuję nie dorównać pańskiej galanterii w wypowiedziach i skoncentruję się na
      faktach. Pani Jethon, która sprowadziła pana z powrotem do Trójki, objęła ją z
      poręki Samoobrony, i to niepodważalny fakt.

      Magda Jethon była wieloletnią dziennikarką Trójki, zanim została jej szefową i
      nie sprowadziła na Myśliwiecką żadnej ekipy! Podczas swojej pierwszej
      konferencji prasowej powiedziała tylko, że chciałaby, by do Trójki wrócili
      Niedźwiecki i Sosnowski.

      Pan w ogóle nie odnosi się do faktów, o których mówię.

      To wróćmy do faktów. W grudniu wydaliśmy oświadczenie, że nie podoba nam się
      odwołanie Jethon, bo po raz drugi w ciągu dziesięciu miesięcy w wyniku
      ingerencji polityków został naruszony spokój pracy w Trójce. Jak łatwo policzyć,
      te dziesięć miesięcy oznacza również odwołanie Skowrońskiego i powołanie Jethon.
      Potem do połowy lutego był spokój i istniała słaba, ale jednak nadzieja, że
      Sobala wskazany, jak Skowroński i Jethon, przez chory mechanizm partyjny zrobi
      coś pożytecznego. Konflikt wybuchł, gdy się okazało, że usuwa trzech
      dziennikarzy, a wstawia jednego współpracownika. A nam się mówi, że trzeba
      czynić oszczędności!

      Jeden zamiast trzech to oszczędność.

      Gdyby jeszcze ci trzej zostali zwolnieni, a jeden Karnowski na ich miejsce przyjęty…

      Toby pan protestował.

      Protestowałbym, ale z innego powodu.

      Czyli wszystko, co zrobiłby Sobala, jest złe, trzeba tylko paragraf znaleźć! Ale
      się pan podkłada!

      Nie, proszę pana. Staram się mówić o faktach, a one są takie, że trzej
      dziennikarze nadal mają pracować i trzeba znaleźć im coś innego. Jak się ląduje
      na stanowisku w takich okolicznościach jak Sobala, to trzeba mieć minimum
      dyplomacji. A jak się zatrudnia takich ludzi, jak Karnowski, Janecki, Wildstein,
      Ziemkiewicz, Magierowski… Mam dalej wymieniać?

      Passenta i Jonasa pan pomija, bo nie pasują do tej manipulacji?

      Passent przyjdzie za miesiąc, jak się zgodzi, a Jonas… Istnieje takie pojęcie
      jak listek figowy, prawda? Andrzej Jonas zajmuje się fachowo sprawami
      międzynarodowymi.

      A pana dawny kolega z „Wyborczej” Marek Magierowski nie? Chyba że on nie jest
      fachowy, tylko partyjny, bo dla pana każdy, kto publikuje w „Rzeczpospolitej”,
      jest pisowcem.

      No dobrze, ale i tak jest dwa do pięciu.

      Nieprawda! Wildstein, Ziemkiewicz, Magierowski mają prowadzić na zmianę jeden
      program, więc co najwyżej dwa do trzech.

      Trudno policzyć to w ten sposób.

      Bardzo łatwo.

      A tych wszystkich ludzi zatrudnia facet, który przychodzi z nadania SLD – PiS.

      Czyli Wildstein nie może w Polsce raz w miesiącu mieć programu w publicznym
      radiu, bo zatrudnia go facet, którego pan nazywa pisowcem?! A Sosnowski może
      mieć choćby i codziennie?! Pan wybaczy, ale są granice…

      Ja tego nie powiedziałem. Chciałem tylko powiedzieć, że człowiek zatrudniony w
      takich okolicznościach powinien mieć cień dyplomacji. Pan tego nie czuje?

      Nie jest moim marzeniem, by Jedynką zarządzał Gosiewski, Dwójką – Kuchciński, a
      TVP Info – Kurski…

      (śmiech) Zabawna wizja.

      …ale chciałbym, by w mediach publicznych mogli pracować i Żakowski, i Karnowski.
      A pan dopuszcza tylko Żakowskiego. I gdyby to on przychodził do Trójki, toby pan
      nie protestował.

      Nie. Tu jest remis, bo ja co prawda nie mogę udowodnić, że protestowałbym, ale
      też pan nie ma dowodu, że bym nie protestował.

      Mam silną poszlakę – dotychczas pan nie protestował. Więc nie ma remisu.

      Nie jest bezpiecznie być równocześnie stroną i sędzią.

      Ale to miła przewaga właściciela dyktafonu.

      I w tym się z panem zgodzę.

      Nie ma pan wrażenia, że bierze udział w nagonce? Że jest solistą, ale w
      orkiestrze. I nie jest to zespół kameralny, ale wielka orkiestra symfoniczna.

      Oczywiście w konflikcie, który dotyczy jednej z najpopularniejszych anten
      publicznego radia, różne siły próbują ugrać swoje interesy. Bardzo bym chciał,
      by było tak, że po jednej stronie są ludzie dobrzy, a po drugiej źli, ale w
      życiu tak nie ma.

      I dlatego pan, człowiek dobry, gra po złej stronie?

      Myślę, że gdyby to wszystko zsumować, to występuję po stronie lepszej, ale mam
      świadomość, że popełniłem błędy i nie jest mi z tym łatwo.

      Widzi pan, że w sporze o Trójkę nie chodzi o upolitycznienie, ale o dołożenie
      wstrętnemu PiS?

      Widzę, że nasz protest jest przez niektórych instrumentalizowany, ale co mam
      zrobić? Nie protestować, żeby nie opowiedzieć się po jednej ze stron?

      A nie dostrzega pan, jak ponadstandardowo „Wyborcza” zaangażowała się w szukanie
      haków na Skowrońskiego?

      Dostrzegam, ale ja nie występuję w meczu Cze
      • airborell Re: Sosnowski u Mazurka 23.03.10, 20:01
        Dostrzegam, ale ja nie występuję w meczu Czerska – reszta świata. Po prostu
        próbuję zdobyć tylu sojuszników, ilu się da. Uczciwie mówiąc, tej walki nie
        prowadzi się wyłącznie czystymi metodami, niestety. Dodam, że mnie nie bawiłaby
        Trójka jako ekspozytura Agory.

        Przez lata niemal nią była.

        Kiedy?

        Choćby za Laskowskiego czy Jethon, kiedy nigdy nie robiliście niczego, na co oni
        spojrzeliby krytycznie. I nie mówię o polityce.

        A o czym?

        Nie było was stać na przykład na zorganizowanie festiwalu literackiego Józefa
        Mackiewicza. Pan jako krytyk literacki nie zajął się przywracaniem pamięci o
        nim, bo to znaczyłoby wojnę z „Wyborczą”.

        Zaręczam pana, że gdyby z kolei moje audycje były tak proagorowe, to – mówiąc
        brutalnie – i moja pozycja jako autora książek byłaby inna.

        Zaczynał pan w „Wyborczej”.

        Na początku lat 90. tam pisywałem, byłem klasycznym michnikoidem, choć wtedy
        jeszcze tego określenia nie było.

        Kim jest michnikoid?

        Dla mnie znaczyło to tyle, że ze względu na zasługi Adama Michnika w latach 70.
        i 80. dawałem mu bardzo duży kredyt zaufania i uważałem, że jest bardzo rozsądne
        występować w obronie wartości zagrożonych przez tak zwaną kościelną prawicę.

        Walczył pan z zapisem o przestrzeganiu wartości chrześcijańskich w ustawie o
        radiofonii.

        I okazało się, że była to dyskusja pięciorzędna. Samego przepisu nikt nie
        respektuje, a wartościami wycierają sobie gębę różni ludzie, i to jest obrzydliwe.

        Tak a propos, jest pan chrześcijaninem?

        Staram się.

        Dziś jest pan nawet publicystą „Więzi”.

        Ujęło mnie to, że znając moje poglądy i moją biografię, zapropono-wali mi to.

        Jakby zaproponowała panu „Fronda”, to byłoby coś.

        Boję się, że od nich tego zaszczytu bym nie przyjął, choć opublikowałem tam
        kilka tekstów.

        Był pan antyklerykalnym piórem „Wyborczej”.

        Miałem pretensje do tego, w jaką stronę ewoluuje Kościół jako instytucja
        doczesna w Polsce, i mi te pretensje zostały, choć teraz pisałbym o nich
        bardziej w duchu dialogu. Dziś męczy mnie, że moje pisanie było bezskuteczne,
        jeśli nie przeciwskuteczne, takie klasyczne pisanie „dla nawzajem”. I bardziej
        zaczęło mnie interesować słuchanie ludzi, z którymi się nie zgadzam, a nie
        okładanie się pięściami.

        Dlaczego odszedł pan z Czerskiej?

        Zaangażowanie mi przeszło, kiedy złapałem się na tym, że potrafię przewidzieć
        nie tylko teksty kolegów, ale, co gorsza, własne, które dopiero zamierzałem
        napisać. To zaczęło mnie irytować i postanowiłem pisać o literaturze, co
        skądinąd też okazało się konfliktowe.

        Dlaczego?

        Adam Michnik, przy wszystkich swoich cnotach, miał się wtedy również za arbitra
        elegantiarum w zakresie gustów literackich, a moje zainteresowania – a byłem
        wtedy zafascynowany rówieśnikami z kręgu „bruLionu” – spotykały się, mówiąc
        najłagodniej, z brakiem entuzjazmu.

        Z „Wyborczej” odchodził pan widowiskowo.

        Myśli pan zapewne o moim tekście „Wolność za darmo” z 2003 roku, napisanym pod
        wpływem przyglądania się posiedzeniom komisji do sprawy Rywina, a zwłaszcza
        zeznaniom Michnika, które mnie zniesmaczyły.

        Pisał pan, że większym zagrożeniem niż konserwatyści nazywani przez was
        pogardliwie „obrońcami wartości” są nihiliści.

        Stawiałem szerszą tezę, że trwanie przy podziałach ideowych z początku lat 90. w
        2003 roku jest anachronizmem, a nasza publicystyka z tamtego czasu poniosła klęskę.

        Pańskie poglądy ewoluowały. Jak wyglądają dzisiaj?

        Mam absolutną alergię na łączenie katolicyzmu z nacjonalizmem i na wszelkie
        odmiany nacjonalizmu w ogóle, który uważam za rakowatą formę myśli politycznej.

        Dostrzega pan w tej chwili realny nacjonalizm?

        Choćby w „Naszym Dzienniku”.

        Nie polemizuję, bo nie czytam.

        Ja od czasu do czasu przeglądam w Internecie, a odkąd Jarosław Kaczyński nazwał
        „Nasz Dziennik” jedyną niezależną gazetą w Polsce, przestałem traktować go jako
        marginalną osobliwość.

        Nie przeceniałbym znaczenia tego szlachetnego periodyku.

        Też mam nadzieję, że okres swej względnej potęgi ma za sobą. Chociaż dla takiego
        spsiałego, ale jednak katolika jak ja to wpływ tego środowiska na duchowieństwo
        w Polsce jest drażniący. Ale zostawmy to, bo pytał pan o poglądy. Otóż dla mnie
        bardzo cenna jest tradycja lewicy niepodległościowej, na Stanisławie Brzozowskim
        uczyłem się myślenia o społeczeństwie…

        On też skończył jako katolik.

        I to jest dla mnie ważne. A tak w ogóle, to jakoś spokojniej nam się rozmawia,
        milej.

        E, nie, wtedy było fajniej. Z panem to przynajmniej coś się dzieje, jest jakiś
        sport, leje się krew.

        Ale po obu stronach.

        Tak, choć moim zdaniem ja uderzam celniej, za to pan mocniej.

        (śmiech) Już się niepokoiłem, że pan tego nie spuentuje w ten sposób.
        • airborell Re: Sosnowski u Mazurka 23.03.10, 20:06
          Przepraszam za spam, ale Rzepa kazała się logować - a wywiad wydaje mi się
          bardzo pod wieloma względami interesujący. I trudno się z Mazurkiem nie zgodzić.
          • tuberfit Re: Sosnowski u Mazurka 23.03.10, 20:24
            Jeszcze trudniej nie zgodzić się z Sosnowskim.
            • airborell Re: Sosnowski u Mazurka 23.03.10, 20:26
              Jest ciąg dalszy - GW ustami Gadomskiego poczuła się urażona:

              wyborcza.pl/1,76842,7685252,Samokrytyka_Sosnowskiego.html
              Na forum Sosnowski polemizuje, polecam.
            • blurppp Re: Sosnowski u Mazurka 23.03.10, 20:29
              Po raz kolejny pan Jerzy pokazał klasę
              • kalllka Re: Sosnowski u Mazurka 23.03.10, 23:37
                bardzo blyskotliwo-bojowa rozmowa.
                byloby milo posluchac rewanzu,Mazurek u Sosnowskiego:)
                • redgunner Re: Sosnowski u Mazurka 24.03.10, 00:51
                  Ale Mazurek nie musi się z niczego tłumaczyć... Super rozmowa. Myślałem, że
                  Sosnowski dołączy do doborowego towarzystwa Leppera i Żaryna...a jednak
                  wytrzymał i przetrwał wywiad. Choć znokautowany argumentami Mazurka.
                  • kalllka Re: Sosnowski u Mazurka 24.03.10, 01:33
                    Sosnowski tez nie musial. Dlatego nie ulega watpliwosci, ze ulegl "urokowi" argumentacji, a nie poddal konfrontacji.
                    to byl pojedynek ,a nie wojna podjazdowa.
                    zatem chcialabym uslyszec odtrabionego Mazurka(dabrowskiego)




          • astat5577 Re: Sosnowski u Mazurka 30.03.10, 22:55
            Świetne.
            Dzięki, wcześniej nie miałam okazji a pojedynek wart uwagi.
            • t.o.m.e.k Re: Sosnowski u Mazurka 31.03.10, 10:25
              Wywiad ciekawy - Sosnowski mało wiarygodny... Widocznie, czy się
              komuś podoba czy nie, w mediach TAK TRZEBA - ustawiać się tam skąd
              mocniej zawieje. I dotyczy to nawet Sosnowskich.
              Mazurek też niewiele lepszy, przekonujący swego rozmówcę, nas (i
              siebie?), że panegiryk Karnowskiego nt. Kaczyńskiego był
              czymś 'ironicznym' tudzież napisanym w stylu amerykańskim.
              Z drugiej strony - dobrze, że od czasu do czasu pojawia się jakiś
              taki merytoryczny i w miarę 'drapieżny' wywiad mówiący coś więcej o
              kulisach tego bagna mediów tzw. publicznych.
              • tuberfit Re: Sosnowski u Mazurka 31.03.10, 10:27
                A jak to ustawiają się "Sosnowscy", z jakim wiatrem? Chyba w oczy.
                • imagistyk Re: Sosnowski u Mazurka 31.03.10, 13:18
                  Zdarzało mi się słuchać Karnowskiego o poranku i nie usłyszałem nic takiego, co by uzasadniało jego zatrudnienie w Trójce. Był częścią PiS-owskiego desantu na media i tyle. Mazurek broni swoich kolegów i nic poza tym. Karnowski skompromitował się, gdy atakując odgrzany kotlet z zakupem mieszkania przez Millera popisał się nieznajomością ówczesnych cen i realiów. A chodziło tylko o reklamę springerowskiego Dziennika.
                  Szkoda,że tak znakomity węch nie przeszkadzał Mazurkowi w pracy dla towarzysza Marka sekretarza Króla o rycerskich obyczajach.
                  Sosnowskiego nie lubię za myślenie z "największą dozwoloną ostrością" , ale wolę go słuchać niż kogokolwiek z PiS-owskich politruków.
                  • kalllka Re: Sosnowski u Mazurka 31.03.10, 15:54
                    siedze i przysluchuje sie wlasnie tzw radyjnej (nomenomen)dskusji- tzw kulturotworcow, nazwanych zwyklymi Polakami(!) o pedzie politykow do polityki.
                    zabawne,
                    zaden z gosci nie widzi paraleli pomiedzy swoja tam obecnoscia, a tematem dyskusji->zanudzania politykierstwem z nieumiejetnoscia prowadzenia wartkiej dyskusji. radiowej np.
                    takie wlasnie gledzace glowy, od ktorych sie odzegnuja...






                    ps
                    a Rosiaka zdjeto i nawet sie koledzy po piorze, nie zajakneli.moze dlatego ,ze sa tam podswiadomie...takie kozly ofiarne braku solidarnego srodowiska...
                    parexe llance.
                    :)

    • radiocsg.pl Re: Sosnowski u Mazurka 31.03.10, 23:24
      Chcesz posłuchać największych hitów 2010, a także starych przebojów? Posłuchać
      wiadomości, dowiedzieć się czegoś ciekawego i zaszaleć przy dobrej muzyce?
      Wysyłać pozdrowienia, zamawiać utwory i dobrze się bawić? To wejdź na stronę
      www.radiocsg.pl i włącz radio! Gwarantujemy świetną zabawę i niezapomniane
      chwile! ;)
      Ekipa radia csg.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka