airborell
23.03.10, 19:57
www.rp.pl/artykul/61991,449722_Jestem__po_lepszej_stronie.html
RZ: Kiedy pan zaczął pracować w mediach publicznych?
18 lat temu, w 1992 roku.
A problem ich upolitycznienia dostrzegł pan pod koniec 2009 roku, tak?
Nie, aż taki naiwny nie jestem.
To kiedy?
Problem z mediami publicznymi mamy od początku, od 1989 roku. A potem weszła
nowa ustawa i każdy, kto się mediami interesował, dostrzegał, że stawały się
one coraz bardziej podporządkowane politykom.
Ale pan w nich pracował i nie protestował.
Przyjąłem filozofię „moja chata z kraja”.
Nie zawsze stała ona na uboczu.
To prawda, kiedy prezesem telewizji został Ryszard Miazek, zostałem szefem
publicystyki w Jedynce.
Pan nie widział, jak czerwoni, którzy przyszli z Miazkiem, wyrzucali pampersów
z powodów politycznych?
Przeciwnie, widziałem. Niech pan porozmawia z takimi ludźmi jak Gasper czy
Michalski, którzy prosili mnie – a byłem wtedy identyfikowany jako michnikoid
– bym objął stanowisko szefa publicystyki i powstrzymał falę zwolnień.
Którą rozpętała pańska ekipa.
Pampersi wiedzieli, że jestem człowiekiem przyzwoitym i przez rok broniłem
konsekwentnie, acz z zaciśniętymi zębami, programu „Fronda”, przez co znajomi
z „Wyborczej” pytali, czemu bronię faszystów. To ludzie Walendziaka prosili
mnie, bym objął to stanowisko.
Prosili pana jako najlepszego z okupantów.
Jeśli chce pan to tak określić…
Mówię o pewnej logice: „Skoro przychodzą nas zniszczyć, to niech już przyjdzie
taki, który zabije, ale bez tortur”.
Logika była inna: skoro ma przyjść obcy, to niech będzie taki, który będzie
nas bronił. Wchodziłem na miejsce Andrzeja Rychcika, i to on mi powtarzał, że
jak tego nie wezmę, to przyjdzie znacznie gorszy i tu padało konkretne nazwisko.
Za komuny, kiedy ludzie mieli do wyboru Moczara czy Tejchmę, to też woleli
Tejchmę.
Powiedzmy inaczej: jeśli sekretarzem miałby być Kociołek albo Fiszbach, to
wszyscy woleliby, żeby był Fiszbach. Mam nadzieję, że pan Fiszbach nie będzie
miał mi tego za złe, bo ja na to nazwisko nie mam wysypki.
Podziwiam pańską determinację. Widzi pan, że nadciąga fala upolitycznienia
mediów, więc protestuje pan przeciw niej, biorąc dyrektorskie stanowisko w
telewizji.
Nie wziąłbym go, gdyby nie gorące namowy tych, których miałem ochraniać. W
latach 90. problemem było upolitycznienie mediów, teraz jest znacznie gorzej,
bo mamy ich upartyjnienie. Ale według tej samej logiki do radia trafił nie
tylko Sobala, ale i Jethon, ale także Skowroński. On też był Fiszbachem?
Wildstein w TVP był osobistym kaprysem Kaczyńskiego, a Skowroński –
Czabańskiego. I szybciutko wymknął się spod kontroli, więc strasznie płakali,
że nie zmienia Trójki etc.
Akurat muszę przyznać, że Skowroński Trójkę zmienił, i to na lepsze. 15 lat
temu ja próbowałem w telewizji „bronić substancji”, a kiedy okazało się to
niemożliwe, odszedłem. Dziś nikt nawet nie podejmuje takich prób.
Pan jest z nominacji SLD czy Samoobrony?
Pierwsze słyszę.
Zawsze musi być pierwszy raz. Jest pan nominatem Leppera. Jak się pan z tym czuje?
Powyżej pewnego poziomu absurdu nic nie czuję.
To nie absurd, to insynuacja. Chciałem, by na własnej skórze odczuł pan to, co
sam stosuje wobec Michała Karnowskiego. Skoro on może być nominatem PiS…
Niech mi pan pokaże jakiś mój tekst z ostatnich 15 lat przypominający choć
troszkę słynny portret Jarosława Kaczyńskiego autorstwa Karnowskiego.
To niech go pan przeczyta ze zrozumieniem. Nie zgadzałem się z wieloma
tekstami Karnowskiego, ale to był klasyczny reportaż i do śmierci będę go bronił.
Tak, tak, reportaż w stylu amerykańskim, od niego się tego dowiedziałem (śmiech).
To niech pan poczyta takie teksty w prasie amerykańskiej, zamiast kpić bez
cienia wiedzy na ten temat.
Wbrew pana sugestii ja ten tekst czytałem.
Albo bez zrozumienia, albo ze złą wolą. Przecież on opisuje tę milusią
atmosferę, jak to wszyscy w otoczeniu premiera okadzają go i wynoszą pod niebiosa.
I panu to nie daje do myślenia?
Gdybym to ja ten artykuł podpisał, wszyscy by mówili, że sobie jaja robię.
Tak, na 100 procent by tak było.
A napisałbym identycznie, bo taka jest rzeczywistość! Jak Tusk przyjedzie do
Parczewa, to też go będą po rękach całować, bo tam pewnie żaden premier nie
zawitał!
Powiedzmy w ten sposób: przeczytałem ten tekst w poszukiwaniu tej niezwykle
wyrafinowanej ironii i jej nie dostrzegłem, ale skoro pan rzeczywiście tak
uważa, to gotów jestem przyznać, że istotnie była to ironia.
Wpisy pod moimi felietonami uczą, że co najmniej połowa czytelników ironię
odbiera dosłownie. Szkoda, że i pan jest w tym gronie.
Dla dobra tej rozmowy gotów jestem więc przyjąć założenie, że się myliłem w
ocenie tego artykułu. Problem polega jednak na tym, że sprawa zatrudnienia
Michała Karnowskiego jest skandaliczna z innych powodów niż jeden tekst.
A z jakich?
Po pierwsze, chodzi o to, że zastąpił on trzech naszych dziennikarzy, których
odsunięto od porannego pasma, a byli lubiani przez słuchaczy.
Ja też ich lubię, ale z całym szacunkiem, co to za logika?
A co w niej jest niewłaściwego?
Trójka jest zakładem pracy chronionej? Pracować musi nasz, nawet jeśli inny
byłby lepszy?
A on jest lepszy?
Tak ocenia dyrektor, a tu akurat się z nim zgadzam. Rozumiem, że zgodnie z
waszą logiką pan do końca życia powinien mieć program w Trójce i nie może
przyjść nikt lepszy.
Na razie z tymi lepszymi jest jak widać problem, bo jak ja nie prowadzę
programów, to koledzy muszą brać zastępstwo.
Jest pan człowiekiem niezastąpionym?
Jestem za stary na fałszywą skromność i odpowiem, że, przynajmniej chwilowo,
tak i przyzwoicie robię to, co robię.
Zgadzam się i dlatego osobiście mi przykro, bo uważam pana za człowieka
uczciwego, a teraz posługuje się pan nieuczciwością i insynuacjami.
To proszę o uszczegółowienie zarzutu, bo jest on dla mnie bolesny.
Założenie, że Karnowski – nie, a Sosnowski tak, jest nie tylko nieuczciwe, ale
i megalomańskie.
Chcę tylko powiedzieć, że Michał Karnowski nie wszedł do wieczornego „Klubu
Trójki”, ale do porannego pasma. I to jest drugi powód, dla którego uważamy,
że nie powinien on pracować w Trójce, bo inny jest charakter programów
porannych, inny „Klubu Trójki” i jeśli pan nie widzi tej różnicy, to znaczy,
że pan się nie zna na radiu. No cóż, to w końcu coś innego niż dziennikarstwo
prasowe.
Pan się zna i na dziennikarstwie prasowym, i radiowym, i telewizyjnym, jest
pan też eseistą, krytykiem i powieściopisarzem, ale nie każdy jest aż tak
uzdolniony.
Tośmy sobie poironizowali, a teraz zaczniemy od początku.
Wiemy już, że Karnowski nie powinien prowadzić rozmów porannych w Trójce. A ja
mógłbym?
Jakby pan nie przerywał gościom, to pewnie tak.
Ale Karnowski jest dużo bardziej przezroczysty niż ja.
Pan prowadzi swoje rozmowy na kontrze z każdym gościem. I myślę, że gdyby na
moim miejscu siedział Jacek Sobala, to rozmawiałby pan z nim równie ostro jak
ze mną. Natomiast wydaje mi się, że Michał Karnowski raz jest na kontrze, a
raz nie, w zależności od swoich sympatii i tego, kto siedzi naprzeciwko.
Ma pan rację, wydaje się panu.
Celowo używam tej formuły, bo nie jestem tego pewien.
Ale na podstawie przeczuć formułuje pan sądy o tym, kto powinien pracować w
Trójce, a kto nie.
Nie na podstawie przeczuć, tylko argumentów, które już panu przedstawiałem.
Monika Olejnik mogłaby prowadzić rozmowy w Trójce?
Zmusza mnie pan do powiedzenia czegoś przykrego o osobie, która teraz Trójki
broni, ale uczciwa odpowiedź brzmi: porannych nie, nie powinna.
A Tomasz Lis?
Też nie powinien.
I gdyby dyrektor Jethon zaproponowała to im, również zmontowałby pan związek
zawodowy