Dodaj do ulubionych

jestem :) pogadamy o bólu ?

16.01.11, 12:20
felinecaline zaciekawiłaś mnie tym co powiedzialas na wnętrzach......proszę powiedz coś więcej ........
Obserwuj wątek
    • felinecaline Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 16.01.11, 12:52
      Kiedys, "bedac (jeszcze baaaardzo) mloda studentka medycyny a potem lekarka " wyobrazalam sobie, jak to bedzie pieknie, kiedy bede walczyc o kazdego chorego w najbardziej dramatycznych okolicznosciach, przekraczajacych wyobrazalne i niewyobrazalne ludzkie mozliwosci by "wyrwac go ze szponow smierci".
      Od tej pory minelo troche (niektorzy z WM powiedzieliby, ze bardzo duzo) czasu.
      W tym samym czasie ja powoli i nieraz ...bolesnie nabieralam doswiadczenia.
      Zycie, praktyka i pacjenci nauczyli mnie jednego: nieprzekraczania pewnej granicy.
      Mianowicie: mozna i trzeba " walczyc", pod jednym warunkiem: ze wyrzadza sie tym choremu realna przysluge. Ze wskutek tej naszej "walki", czy mowiac skromniej, ale prawdziwiej naszych najlepszych wysilkow to, co robimy jest w stanie poprawic konffort przezycia chorego, ze dalsze jego zycienie bedzie obciazone nieustannym i nieprzezwyciezonym bolem i nie bedzie polegalo na...ciaglym, systematycznym "odkrawaniu czegos kawaalek po kawalku, strzep po strzepie.
      Nigdy nie zapomne pelnego ...rozpaczy wzroku pewnej starszej pacjentki, ktora jakze szczesliwie obudzila sie po kolejnej amputacji "stopy cukrzycowej".
      Obudzila sie, usiadla w czysciutkiej koszuli nocnej, w czystej, choc skromnej szpitalnej poscieli (epoka: pozny PRL, moja praktyka wakacyjna na chirurgii po II roku studiow).
      Patrzyla na nas zdziwiona i ...przerazona, zwlaszcza, kiedy omawiac zaczeto jej ewentualny powrot na wies,do domu, bez lazienki, kanalizacji, pralki,malo tego: bez ewentualnej pomocy w kazdej chwili, gdyby tego zaszka potrzeba, by zmienic pozycje na lozku.
      Dlaczego? Otoz: jedna "stopa" zostala juz wczesniej skwapliwie usunieta do polowy uda, druga "narazie" tylko do kolana...z perspektywa nastepnych etapow...rozpacz!!!!!!!!!!!
      Rozpacz, ktorej my, studenci nie bylismy wtedy w stanie zrozumioec.
      Wiele lat potem: ukochana chrzestna Kicura - w wieku 87 lat lamie sobie szyjke kosci udowej.
      Operacja niemozliwa, pacjentka zrasta sie ...na wyciagu.
      Miesnie "topnieja", ale udaje sie je pozniej uruchomic.
      Ciotka wstaje z lozka i przedreptuje jeszcze ...kilka lat, najpierw u siebie, potem w Domu Rencisty.
      Wiek i choroba tarczycy sprawiaja, ze "z niczego" peka na niej arcysucha skora.
      Nastepuje to gdzies na zylakach podudzia, wdaje sie infekcja.
      Propozycja: amputowac.
      Konsylium rodzinne. Lamiglowka i "lamiserce"...corki - oczywiscie chcialyby wszystkiego, byle zachowac matke jak najdluzej wsrod zyjacych pytaja mnie o zdanie...z ciezkim sercem, bo ciotka jest mi najblizsza osoba w rodzinie, do ktorej jestem "przyszyta" malzenstwem z Kicurem odpowiadam: "nie".
      Niezaleznie od tego "nie" mowi tez i Ciotka.
      Stanelo na "nie", Ciotka co prawda na nogi juz nie stanela, ale...zostala pochowana w dwa lata pozniej, posiadajac wciaz obie konczyny.
      Ale to nie zawsze jest mozliwe.
      Nie posadzaj mnie o trywialnosc, jesli w tym momencie zacytuje slowa pewnej piosenki: trzeba wiedziec, kiedy w szatni
      plaszcz pozostal przedostatni- by wziac i wyjsc"...
      Chory przewaznie to wie.
      Rzecz w tym, ze rodzina nie zawsze.
      tyle narazie, poddaje pod rozwage i dyskusje.


      • bigmama647 Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 16.01.11, 13:06
        jak najbardziej babcia powiedziała że nie chce mieć gastroskopii i jej nie miała nie mogłyśmy z mamą od niej tego oczekiwać.
        no a amputacja miłoby jej nie byc i babcia miała żyć z bólem nie wiadomo jak długo gdy była szansa że można było ten ból usmierzyć? tu już nie wiem....
        • betibb Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 16.01.11, 13:23
          wiesz .......jest jeszcze cos takiego jak bole fantomowe po amputacji,moja babcia to miala ale nikt nie mowil ze tak moze byc.............taki bol jest dokladnie taki sam jak przed amputacja, mozg mysli ze chora noga nadal jest i boli..........jak widzialam te meczarnie ktorych juz mialo nie byc moje serce wylo z bolu........nienawidzialam sie ze nie przewidzielismy takiego zakonczenia.............a na dodatek na ten bol juz nikt nie dawal morfiny......wiec moja babcie slyszał caly oddzial sad
          • felinecaline Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 16.01.11, 14:05
            Jesli chodzi o bol, to technicznie zawsze mozna go opanowac.
            Sa ludzie, ktorzy z racji swojego schorzenia cierpia do tego stopnia, ze blagaja o eutanazje, ktorej akurat prawo nie dopuszcza, wiec to blaganie jest sila faktu "glosem wolajacego na puszczy".
            Wystarczy jednak odwazyc sie (co bynajmniej nie jest latwe) podac odpowiednio silne srodki przeciwbolowe, zeby chory wycofal swoja prosbe i zyl niemal normalnie.
            Jest jeden, zasadniczy problem: "wystarczajaco silne" srodki przeciwbolowe moga, niestety zaklocac proces oddychania, wiec trzeba bardzo delikatnie dawkowac i prowadzic scisly nadzor chorego.
            Inna sprawa to kwestia swiadomosci pacjenta - co innego bowiem chec zycia (przezycia, "dozycia" takiego, czy innego ewenemantu w rodzinie ) a czysto fizyczna mozliwosc kontynuacji zycia. Z jednej strony chory czepia sie kazdej szansy, z drugiej organizm, tak, sam jego osobisty organizm mu tejze szansy odmawia.
            I jeszcze trzeci czynnik: przywiazanie rodziny - tak glebokie, ze krewni nie sa w stanie pogodzic sie z koniecznoscia rozstania, pacjent zas "nie chce imtego robic i uparcie, kurczowo pomimo cierpienia, czasami nawet juz nieprzytomny "czepia sie zycia" .
            I tu znow odwolam sie do przezycia osobistego: umierala moja Tesciowa.
            Trwalo to przeszlo miesiac, lezala nieprzytomna, w goraczce, w pelni lata, na nieklimatyzowanej, przegrzanej sali. Czekala...
            Czekala na syna, ktory nie mogl - nie chcial dojechac zza granicy, gdzie pracowal "na placowce".
            Wreszcie dojechal, stanal nad Matka i...cholera - nie wiem, czy nie zrozumial bo nie byl w stanie (a przeciez niby nie kretyn) czy nie chcial, czy "byloby nie w pore" - i coz, zaczal mamuni prawic komplementy, ze ladnie wyglada, no bo "rumiana taka" (pewnie, 40) daje piekne "kolorki".
            Personel i ja popatrywalismy na siebie w milczeniu przez czas tej wizyty, ktora potrwala z 5 minut i zakonczyla sie zapowiedzia nastepnej - "jutro"...
            Wtedy bylam tez jeszcze na poczatku drogi zawodowej. Poszlam przysiasc na chwile w dyzurce pielegniarek, zaczelysmy rozmawiac, w pewnej chwili ktoras z nich odwazyla sie powiedziec: "wie pani, czasem dobrze jest choremu powiedziec, zeby nie usilowal dac z siebie zbyt wiele, zeby nie trzymal sie zycia, kiedy zycie juz nie trzyma sie jego a on tylko "nie chce sprawiac bolu rodzinie".Trzeba mu wyraznie pozwolic po prostu umrzec".
            To wielka prawda, czasami chory nie chce czegos zrobic dla siebie, odmawia takiego, czy innego badania, bo swiadomie czy podswiadomie jest przekonany, ze nic ono mu nie pomoze.
            Trzyma sie jednak kurczowo zycia, by "nie zrobic przykrosci dzieciom" (niezaleznie od ich wieku, by je oszczedzic, by one nie ciernny miec wyczucie, siasc przy lozku, wziac za reke, tego nawet nie trzeba wypowiedziec, wystrarczy sie skupic, pomyslec sobie: kocham Cie, tyle dla mnie zrobilas, nie chce, zebys wiecej cierpiala, jesli byc tutaj to dla ciebie juz tylko cierpienie to odejdz, kiedys przyjdzie czas, ze do Ciebie dolacze...a zanim to sie stanie bede o Tobie pamietac.



            I tu znow odwolam sie do
      • betibb Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 16.01.11, 13:18
        ja doskonale rozumie co napisalas

        ok.........wiesz jak wyglada stopa cukrzycowa, u nas byla noga czarna do kolana ( widzialam fotki w necie i takiej jak nasza nie bylo) , smierdziala okrutnie...........niosla straszny bol ( juz pisalam pomagala tylko morfina)
        i moja babcia ktora zawsze byla wszedzie, miala tysiac planow i bardzo chciala zyc !!!
        lekarze przychodzili i mowili wprost- albo amputacja albo pani umrze a ona do nich - prosze sobie nie zartowac smile hahah
        powiedz mi - bo jestem tego ciekawa , czy mozna umierac z taka gnijaca noga ?
        wiesz..........ja uwazam ,ze gdyby odstawiono antybiotyki to moze to zabiloby szybciej ale wlasnie tu krew, tu antybiotyk na noge, tu tlen........robili co mogli (zapominajac zmienic opatrunki - bo noga obrzydzala- noge opatrzyli pampersem , tak z niej lecialo i nic nie kazali robic)

        nie wiem jak to sie stalo ze babcia zdecydowala sie na amputacje........przyszlam kiedys przed 5 rano do szpitala ( taka bylam zakrecona ze godziny pomylilam ) a ona juz nie spi i pyta jak dlugo bedzie się meczyc.........mowie ze nie wiem, nie wiem czy dzien czy miesiac.......no to ona mowi ze obcina i zobaczymy co dalej

        moja babcia chorowala od lat na zakrzepowe zapalenie zyl, w ostatnim roku co 2-3 mc byla w szpitalu bo zakrzepy robily sie w nogach, miala tez endoproteze , rok temu zmanie szyjki udowej i reki...........jejku ile ona przeszla, moja mama i jej siostra opiekowaly się babcia przez ten caly czas...........tak one mialy dosc , mama powiedziala mi ze modlila sie codziennie o smierc dla babci.rozumiem to
        ale sama babcia byla pelna zycia.........w szpitalu plakala mi w rekaw ze ona chciala zobaczyc jak moje dzieci bede dorosle, ze ona chce zyc jeszcze pare lat, ze chce jechac nad morze.......miala tyle planow ( wiek 84 lata) ........miala wole zycia.....my jej nie ratowalismy ( chyba ) na sile, ona chciala........po amputacji miala zamieszkac u mnie w domu, bo przez ostatni rok byla uwieziona w swoim mieszkaniu bez windy wiec teraz mialo byc inaczej......no ale los zdecydowal inaczej

        ja mam zal do lekarzy , ze nie powiedzieli nam co jest grane ( a chyba wiedzieli)
        pare godzin przed smiercia ona zrobila sie zimna jak lod, co 15 min probowali pobrac krew ale jej nie bylo z zylach.......nawet gorace kapiele dloni nie pomogly.....babcia miala wielki brzuch - robili usg ale nie wiedzieli dlaczego ten brzuch rosnie z dnia na dzien ( moczu w cewniku bylo sporo wiec chyba nie zalegal) ........do tego mega poty, uczucie goraca... to oni tlenik pod nos.......ale chyba wiedzieli ze cos jest nie tak.....( tzn z ta krwia, z ta lodowatościa) i nic ...cisza..........ja pojechalam do domu a pielegnierki przyszly ja przelozyc na inna pozycje i podczas tego przekladania serce stanelo - takie sa przypuszczenia,bo tego nikt nie zauwazyl ,dopiero po kwadransie jej corka zdala sobie sprawe ze babcia cos za spokojnie spi ....



        powiedz mi tylko czy Twoim zdaniem ta ampitacja to za duzo, czy mozna bylo ta stope zostawic ( ale wtedy co z tym smrodem , bo on byl okropny)
        ja uwazam ze starosc jest fajna dopoki mamy partera, mamy sily .........taka starosc z obrazka - razem za raczki, na spacerek, na rowerek...........jak przychodza choroby to juz jest lipa...............ja nie chcialabym tak dlugo zyc, wolalbym się zabic ;/
        • bigmama647 Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 16.01.11, 14:38
          mnie po cesarce bolało ogromnie i mówiłąm ze boli darłam się płakałam dali mi coś i nadal bolało mówiłam że dalej boli i co usłysząłam: niech Pani nie przesadza dostała pani najsilniejsze środki" i tyle a potem sisostry chodziły i mówiły do siebie patrz do ta co mf po cesarce dostał no co tym po cesarce mf to jak ona chciała urodziuc ha ha. więc w kwestii bólu to jest kwestia sporna i dużo zalezy od lekarza. a babcia dostawała w szpitalu ketonal i morfine i nadal ja bolało
          • felinecaline Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 16.01.11, 14:46
            na ogol bowiem jest tak, ze lekarz nie bedacy specjalista - "antybolologiem" panicznie boi sie zlecania silnych (tzn wystarczajaco silnych dawek) i pozostaje przy "bezpiecznych" dla niego, niestety - bezskutecznych dla pacjenta.
            A dlaczego? Juz wspominalam: wysokie dawki morfiny moga prowokowac niewydolnosc oddechowa a co za tym wymagany jest nadzor nad pacjentem.
            Pokaz mi oddzial, gdzie jest na to wystarczajaco duzo personelu.
            I jeszcze jeden aspekt - bardzo dlugo bano sie , ze pacjent morfinizowany stanie sie narkomanem, juz od lat dowiedziono, ze nie jest to obawa uzasadniona, ze organizm nie przyzwwyczaja sie automatycznie tylko dlatego, ze mu sie podaje narkotyk.
            Kiedy narkotyk jest potrzebny organizm z niego korzysta, kiedy staje sie zbedny - nie potrzebuje i nie upomina sie.
            Pozostaje jeszcze kwestia koniecznosci wypelniania x druczkow, stawiania pieczatej itepe.
            Bolesna prawda sad
            • felinecaline Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 16.01.11, 14:50
              Piszesz,:"mnie po cesarce bolalo ogromnie" - naczelnym przykazaniem na naszych oddzialach zabiegowych jest: "pacjenta nie ma prawa bolec".
              I tu znow moglabym uciec sie do przykladu z autopsji, ale nie chce Was znudzic.
              Faktem jest, ze na ogol nie boli.
              • betibb Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 16.01.11, 15:44
                ja mialam bardzo ciezki porod ( a to byl juz 3, poprzednie byly ok) .......taki porod gdzie to tylko ja twierdzilam ze rodze - a lekarz prowadzacy- przyjaciel rodziny, DAL MI WYPIS do domu bo twierdzil ze ja udaje !!! - wypis, z bolami partymi !!!!! na szczescie polozna nie wypuscila mnie ze szpitala ,bo widziala co się ze mna dzieje......potem juz bylo strasznie, te bole parte, pasy ktore mnie trzymaly na stole ,intubacja na zywca.....horror.......i cc ( pierwsze w moim zyciu) i..............ja tak bardzo wystraszylam się tego co oni ze mna zrobili ze po przebudzeniu odmowilam jakichkolwiek srodkow przeciwbolowych, zreszta odmowilam wszystkiego,nawet jedzienia......po 2 dniach wyszlam z wczesiakiem do domu na wlasne zadanie.......;/

                bolalo mnie bardzo ale strach przed lekarzami byl wiekszy !!!! i tak jest do dzis.......latem mialam bardzo powazne zwichnieci nogi, męczylam sie pare dni ale odpuscilam i pojechalam do szpitala.......tam bez gadania zalozono gips......a jednak , dalam rade z tym bolem zyc przez pare dni, bo bol byl mniejszy niz strach
    • fedorczyk4 Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 25.01.11, 21:36
      Mam wiele odruchów, jednym z nich jest protest automatyczny przeciwko jakiejkolwiek odpowiedzialności zbiorowej, tam gdzie jej nie ma. A problem bólu, który jest po prostu inaczej nazwanym problemem eutanazji jest mi bardzo bliski. Żle reaguję wszędzie tam gdzie u siebie i u innych zauważam fałszywą wolę o życie. A właśnie przedewszystkim u siebie sad
      • felinecaline Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 25.01.11, 22:35
        A ja jestem Wam wszystkim, LRESerki drogie wdzieczna za przyjecie tego bolesnego tematu na naszym forum takim zdawaloby sie lekkomyslnym i w stylu "z kwiatka na kwiatek"... coz - sa tematy refleksji, ktore - jakkolwiek by sie je omijalo sa nieuniknione. Nawet dla najbardziej zatwardzialych sybarytek.
            • marguy Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 25.01.11, 23:28
              Bol? Zyje z nami w trojkacie malzenskim od marca ubieglego roku.
              Najperw byla tylko morfina. Po wizycie u algologa doszly srodki przeciwbolowe dzialajace na system nerwowy i inne - dzialajace na bole kosci.
              Jakby tego bylo malo dziesiec dni temu pootowie zabralo meza z powodu odmy na zdrowym, prawym plucu. Wlasnie dzis wyszedl ze szpitala.

              Wczoraj zapytalam onkologa jak w skali od zera do dziesieciu ocenia szanse meza na godne zycie. Odpowiedzial, ze na trzy. Rak jest wyjatkowo odporny i trudny do opanowania. Klasyczna chemia, nie pomogla, Tarceva daje rezultaty, ktore moglyby byc lepsze.

              Nie spytalam sie go jak dlugo jeszcze bedziemy razm, bo jast lekarzem i nie ma szklanej kuli.
              Jedyne czego bym chciala, to zeby nie cierpial.
              • metodiw Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 25.01.11, 23:41
                Mój ojczym zmarł na raka płuc.
                Koleżanka mojej córki zmarła na raka płuc w wieku coś koło 28 lat. Nagle zaczęła pokaszliwać i w parę trygodni było po niej... Inna jej koleżanka zmarla na raka kości, też taka młoda i w odstępie około roku po tamtej... Dwie młodziutkie nauczycielki z tej samej szkoły sad

                A inni dożywaja prawie setki! Taki to jest ten świat...
                • marguy Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 26.01.11, 01:26
                  Pomylilas sie bardzo, bo pomoglo!
                  Rzecz w tym, ze juz od dawna nie mam zludzen i wiem jak to sie skonczy. Jednak miedzy domyslaniem sie i godzeniem z nieuniknionym, a naga prawda istnieje ogromna roznica. Chyba jednak chcialam ja poznac (te prawde), bo w koncu to ja zapytalam.
                  Jesli tak, to musze z nia teraz zyc i nie marudzic tylko dalej gotowac obiadki, pielegnowac i zyc jak najbardziej normalnie jak sie da.
                  • fedorczyk4 Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 26.01.11, 09:38
                    Pomimo skrajnie nietaktownej formy wypowiedzi na wątku, po której powinnam siedzieć pod miotłą, dopiszę się. Marguyu bardzo często o Was myślę, o Waszym życiu w Czechach i relacjach z niego na forach i o dniu dzisiejszym tak całkiem innym. Jesteś tak wspaniale odważna, kochajaca i stalowo silna pomimo wszystko, że coś mam w gardle jak Cię czytam.
                  • goskaa.l Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 26.01.11, 10:54
                    Mam dobrą znajomą, która po wykryciu raka płuc (zresztą przypadkiem, na prześwietleniu podczas badań okresowych w pracy), przeszła operację i chemię. Żyje pełnią życia, a nawet bym rzekła, ze czerpie z niego pełnymi garściami, bo nie wie ile jeszcze przed nią. Po 4 latach okazało się, ze pojawił się guz mózgu - na szczęście otorbiony i po usunięciu i naświetlaniach było ok ponad 2 lata, kiedy znów coś wykryto. Teraz jest po kolejnej operacji. Prowadzi samochód, pływa kajakiem. Są dni, kiedy boli ją blizna i zrosty, kiedy ma kłopoty z oddychaniem - ale nadal żyje, i nawet bardziej intensywnie, niż przed chorobą.
                    Nikt ( a już najmniej ona sama, bo jest z zawodu pielęgniarką) nie ma złudzeń, że wcześniej czy później odejdzie - ale oby jak najdłużej jej się udawało funkcjonować tak, jak dotychczas.
                    Czego Marguy i jej mężowi życzę.
                    • kasik68 Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 26.01.11, 12:39
                      Marguy, prawie Cie nie znam,czytalam gdzies wczesniej kilka postow, niemniej ,bede myslec o Was intensywnie i cieplo.

                      Felinko, pogadamy kiedys teta a tetesmile)

                      Ostatnio sluchalam wywiadu, z Krzysztofem Krauze, ktory mowil o raku, jako o przyjacielu.
                      Nie jest pierwsza osoba, ktora tak, to okresla.
                      wyborcza.pl/1,91002,8339503,Antyrakowy_dekalog_Krzysztofa_Krauzego.html
                        • felinecaline Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 14.02.11, 13:51
                          A dlaczego "ma sie budzic"? CC nie musi byc wykonywane w znieczuleniu ogolnym.
                          A jesli z jakichs glebszych przyczyn musi to regula jest, ze o tym decyduje operator i anestezjolog zaleznie od sytuacji.
                          Jesli wszystko przebiega gladko mozna parturientke wybudzic po zalozeniu ostatniego szwu, jesli nie to budzi sie wtedy, kiedy swiadomosc nie koliduje ze zbytnim dyskomfortem.
                          I dotyczy to kazdego zabiegu operacyjnego.
                          Stara ale wciaz jara zasada mowi" przede wszystkim nie szkodzic", czasami bol moze wyrzadzic tyle szkody, ze wskazane jest utrzymanie znieczulenia ogolnego (stad tak czesto slyszy sie obecnie "pacjent jestr w spiaczce farmakologicznej" - to nic innego, niz przedluzenie anestezji ogolnej.
                          Dzieki za uznanie mojego "pojecia ;D.
                          Moge spokojnie wrocic do roboty po przerwie na lyk strawy.
                          • bigmama647 Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 14.02.11, 14:22
                            troche się uzewnętrznie jeśli można.
                            miałam robiną cesarke.
                            wszystko była na wariackich papierach we wtorek trafiłam do szpitala(termin miałam na zbliżająca się sobote) bo młoda miła za wysokie tętno. codziennie im mówiłam że ruchy sa takie dziwne albo wcale. jeśli już sa to takie jakby wzieła mnie scisneła piąstkami za wnętrznośći i trzepała się (np. jak pies po kąpieli) słuchali tętna i mówili ż ejest ok. w czwartek ordynator stwierdział że puści nas do domu a ja mu pora kolejny swoją śpiewke i on w końcu no to zróbmy jeszcze ktg żeby tak dla pewności, moż emojego spokoju (odebrałam to tak jakbym miała mieć robione to badanie tylko dlatego żeby mi udowodnić że nic się nie dzieje i przesadzam). już podczas ktg trafiłam na znajomą połozną i po jej minie widziałam ze cos nie tak i ona mi powiedziała że według niej będzie cięcie. mówiła mi o znieczuleniu w kręgosłup itd. no i miła racje w ciągu godziny od badania zrobili mi cięcie. wyobraźcie sobie moje zdziwienie kiedy na stole przez przypadek dowiaduje się że wsadzą mi jakąś rure(myśłałm, że na żywca. ja całą ciąże oglądałam powtórki wszystkich seriali medycznych bo akurat to było w tv i myślałam, że najgorsze co może być to intubacja) i że mnie uśpią, nie wiem do tej pory dlaczego.
                            zaczełam mieć świadomośc ale początkowo nie potrafiłam niczym ruszyc zeby dać znak czułam tylko straszny ból w dole brzucha i takie uczucie pociągania, skojarzylam to z dociąganiem nitki przy szyciu. mimo że obiecano mi pobutke bez rury , to ozywiście rura była. ja słyszłam hasło, pośpiesz się bo ona się budzi.
                            przechodząc do sedna mój M. zaczyna wspominać o drugim dziecku, a ja jestem pełan obaw. miałam cudowną Panią ginekolog, która miła termin porodu 2 mc po mnie i jeszcze nie wróciła i nie mam kogo się wypytać czy tak powinna przebiegac cesarka? czy oni coś zrobili źle? co by było gdybym sie nie odezwała po raz kolejny przy obchodzie. boja się powtórki takich ekscesów. byłam u jednej pani ginekolog po porodzie na tej kontrolnej wizycie i ona mi powiedziła że to było pewne że cesarka bo według ie jestem jak to ujeła "za wąska" żeby urodzić normalnie. no i ja już sama nie wiem . jestem jedynaczką i nie chce, żeby moja Lencia też nią była. w dodatku widze jak ona garnie się do dzieci. jakbym teraz zaszłą w ciąże to różnica wieku byłaby 2,5 roku nie chciałabym żeby była zbyt duża różnica między dziećmi ale boje sie zachodzić w ciąże bez rozwiania tych moich watpliwości. moja Pani doktor wróci może w okolicach maja czerwca, lub później. poradźcie prosze bo sama nie wiem co robić.
                            przepraszam że się tak jakoś rozpisałam.
                            • metodiw Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 15.02.11, 18:15
                              Póki Feline nie ustosunkuje się do tego fachowo, to Ja Ci opowiem o cesarce mojej córki.
                              Akurat tak się złożyło, że byłyśmy dziś u przyjaciół. Koleżanka mojej córki, a córka mojej przyjaciółki, będzie rodzić w lipcu i ma zaplanowaną cesarkę. Ponieważ jakiś czas temu jej pierwsza ciąża obumarła i musieli ją usunąć, a potem długie miesiące starali się o kolejne dziecko, dziewczyna siedzi w domu i oszczędza się, żeby wszystko dobrze się skończyło. Poszła też pod kontrolę do tej kliniki prywatnej, do której chodziła moja córka (a przedtem jej koleżanka) i tam rodziła. Cesarka ze wskazań, więc refundowana w całości, tylko comiesięczne wizyty u lekarza płatne.
                              No i tak moja dziś opowiadała tamtej o swoich przeżyciach okołoporodowych, więc odświeżyłam wspomnienia.
                              Miała planowaną cesarkę, znieczulenie częściowe. Cały zabieg trwał ok. 20 min. i był całkowicie bezbolesny, tylko czuła wyciąganie dziecka. Potem pokazali jej małą, położyli przy twarzy na chwilę, a potem już zawinęli i pokazali ojcu (bo tam przy cesarkach nie pozwalają ojcu asystować).
                              Po szyciu i założeniu kroplówki odjazd na salę. Potem boli jak każda rana, wiadomo.
                              Razem z nią leżała dziewczyna, która miała rodzić naturalnie, ale wystąpiły jakieś komplikacje z dzieckiem i błyskawicznie zrobili cesarkę. Bez problemu i kłopotów, urodził się chłopak na schwał.

                              Tak, że dziś po 10 miesiącach, córka wspomina cesarkę bardzo pozytywnie. Najgorsza była dla niej doba po, kiedy trzeba leżeć plackiem, żeby nie podnosić głowy, no i te kroplówki i cewniki... Dopiero jak poszła samodzielnie pod prysznic, poczuła się lepiej, psychicznie i fizycznie smile

                              Żadnych rur ani innych okropieństw nie było, ale klinika ma naprawdę dobrą sławę w okolicy.
                              • bigmama647 Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 15.02.11, 19:09
                                dzieki Meto. a kiedy Twoja córka poczuła pierwszy raz ból po cięciu? czy to że czuła wyciąganie dziecka znaczy że ja to bolało, a może to inny rodzaj czucia?
                                ten ból po jakoś da się wytrzymać. ja mam trayme tego typu że niby mnie uspią a ja bede czula cały ból jak pod koniec zabiegu.
                                moja cesarka nie była planowana cała ciąże była mowa o normalnym porodzi, który nie wiem czy bym wytrzymała. chociaż po moich listopadowych ekscesach kregosłupowych,gdy blisko 10 godzin czułam potworny ból pleców no i jakoś musiałam sobie z nim radzic i tak sobie pomyśłałm że poród to coś podobnego tylko finał ciekawszy tongue_out boje się równiez ewentualnego rozerwania nacięcia i szycia, a dokładnie bólu z tym związanego.
                                        • bigmama647 Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 15.02.11, 21:09
                                          no mi właśnie chodzi o to żeby się dowiedziec czy oja cesarka była normalna i przebiegła prawidłowo czy coś było nie tak jak należy.
                                          mam takie wrażenie że gdybym ciągle im nie ględziła to by mnie puścili do domu i niewiadomo czy Lenka byłaby z nami zdrowa i czy wogóle by była. boje się że z drugą ciążą może być podobnie i ten ciągły strach o maleństwo. jednak jakaś trauma została po tych zajściach chyba przez dwa miesiące miałam koszmary że mnie znieczulili a ja wszystko czułam i nie mogłam im dać żadnego znaku że czuje że mnie wszystko boli. jak Lenka miała 6mc i ktoś mówił o drugim dziecku to natychmiast ucinałam rozmowe. troche czasu mineło troche te złe wspomnienia sie zatarły, straciły na sile. dużo też zmienił mój listopadowy incydent kręgosłupowy, przekonałam się, że potrafie wytrzymac jakiś długotrwały ból.
                                          przed ciążą nigdy nie byłam w szpitalu żadnych złamań, zwichnięć itp.
                                    • felinecaline Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 15.02.11, 21:43
                                      Bigmamo, zanim sie tak czy owak rozwiazesz polecam wyleczenie zebow, kuj zelazo poki gorace a jak sie tak okrutnie boisz wbijania igly w dziaslo to poszukaj w okolicy gabinetu stomatologicznego znieczulajacego metoda WANG, mam nadzieje, ze jest ich pare w Polsce, nie wiem gdzie mieszkasz, ja wyprobowalam w czasie wakacji nie tyle na wlasnej skorze co na wlasnym dziasle w Nowym Saczu, nie jest to metropolia, wiec sadze, ze w takowych jest po pare gabinetow WAND na jedna.
                                      Nie czujesz NIC, ja lezac na fotelu zasmiewalam sie z rozmowy dentystki z moja przyjaciolka.
                                      A tak w ogole to u Ciebie wieksze szkody gotow wyrzadzic wlasnie strach przed ewentualnym bolem niz sam bol.
                                      I pamietaj, ze stress udziela sie plodowi.
                                      Nie miejcie mi za zle, ale dla mnie do chwili narodzin jest mowa o plodzie, dzieckiem staje sie on dopiero po opuszczeniu drog rodnych matki.
                                      To brzmi moze twardo, okrutnie i bez wdzieku ale taka jest natura.
                                      Jesli masz taka swietna ginke to masz pol klopotu z glowy, gdybys o niej nie wspomniala zasugerowalabym Ci zmiane ekipy polozniczej, bo najwyrazniej miedzy poprzednia a Toba "prad nie przewodzil". Podstawowym waruniem powodzenia kazdego leczenia jest zaufanie leczonego do leczacego i odwrotnie.
                                      Jak juz poprzednio pisalam niekonieczne jest poddawanie rodzacej znieczuleniu ogolnemu, ale jesli ma to miejsce to tez nie boj sie z gory, intubacja przeprowadzana jest po wstepnym uspieniu pacjentki kilkoma haustami specjalnego gazu przez maseczke ambu lub po brrrrr!!wstrzyknieciu minimalnej dawki srodka usypiajacego.
                                      Ow zabieg - wprowadzenie do tchawicy specjalnej rurki pozwala na uspienie pacjenta bez ryzyka np zachlysniecia sie (to zreszta dlatego tez zaleca sie nieprzyjmowanie pokarmow od kolacji dnia poprzedzajacego operacje poczawszy).
                                      Wspolczesna "narkoza" i cala aparatura do niej jest tak pomyslana, zeby byla jak najskuteczniejsza przy minimalnym uzyciu srodka usypiajacego (ochrona m.in watroby, gdzie nastepuje jego metabolizacja).
                                      Czaaaasem zdarza sie, ze malo wytrawny aneste dodatkowo skapi tego srodka i "uspienie" jest nieco zbyt krotkie i zbyt plytkie i tak chyba bylo w Twoim przypadku.
                                      Chyba, ze..chyba, ze bujna wyobraznia splatala Ci figla big_grin
                                      A jesli nie znieczulenie ogolne to co? Podpajeczynowkowe.
                                      I musisz wiedziec, ze niestety, i w tym przypadku nie obedzie sie bez klucia.
                                      Kiedys wiesc gminna przerazala pacjentow gloszac legendy o bolesnosci punkcji ledzwiowej.
                                      Znieczulenie podpajeczynowkowe jest zminimalizowana, lagodna wersja tejze ( w skrocie i powierzchownie mowiac).
                                      Nikt ani jednego ani drugiego z tych zabiegow nie wykonuje teraz "na sile" - gwaltem i przemoca. Odczuwane uklucie odczuwa sie nie bardziej bolesne niz banalne szczepienie.
                                      A to dlatego, ze pacjentowi - nooo, oczywiscie w przypadku CC pacjentce podaje sie najpierw "premedykacje" (slawetna randka z "glupim Jasiem" na kilkanascie minut przed operacja.
                                      Podawany w premedykacji lek powoduje uspokojenie i zobojetnienie pacjenta na to, co sie wokol niego i z nim dzieje.
                                      Potem aneste znieczula skore okolicy ledzwiowej kregoslupa w miejscu przyszlego wklucia.
                                      Wystarczy do tego celu posmarowanie skory banalnym kremikiem "Emla" i po kilku minutach moze sie wkluwac do przestrzeni miedzykregowej i wstrzyknac srodek znieczulajacy.
                                      Ten dziala natychmiast, co odczuwa sie przede wszystkim uczuciem zimna znieczulanej okolicy, niemal rownoczesnie nastepuje zniesienie czucia ponizej miejsca wkluciai mozliwosci poruszania konczynami dolnymi potocznie "ordynaryjnie" zwanymi nogami.
                                      No i tyle - ano, nie- aneste zaklada jeszcze cewnik, przez ktory w czasie zabiegu bedzie mogl stopniowo w razie potrzeby dodawac kolejne dawki srodka znieczulajacego.
                                      No i juz mozna ciac - skore, tkanke podskorna, powiez, miesnie, macice.
                                      Wszystko to mozesz co najwyzej odczuwac jako dotyk, ugniatanie, ciagniecie, ale nie bol.
                                      Kiedy macica jest otwarta na tyle, zeby moc wyjac plod czasami trzeba zmienic jego pozycje, zabezpieczyc pepowine, ktora miewa czasami glupawe tendencje owijania wie wokol szyi plodu tak, zeby wygodnie dla poloznika, poloznicy i plodu/dziecka wydobyc je na zewnatrz.
                                      Potem nastepuje toaleta rany pooperacyjnej i szycie powlok w odwrotnej kolejnosci niz wymienilam je wczesniej, tj: sciana macicy, powiez, miesnie brzucha, skora z tkanka podskorna.
                                      Ot co.
                                      W tym czasie ty witasz sie z potomkiem, ale bez wielkiej wylewnosci, bo jemu tez trzeba wykonac toalete i pomiary, oczywiscie po przecieciu pepowiny - jedna z moich przyjaciolek, ktora zniecaulalam w mojej epoce "internatu" zrobila to sama.
                                      Ot, iscie cesarski luksus.
                                      I czego tu sie bac? Szkoda tylko, ze metoda WAND nie ma zastosowania w poloznictwie i igly niepredko calkowicie wyjda z uzycia tongue_out.



                                      • bigmama647 Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 15.02.11, 22:00
                                        Feline dzięki. czyli tak jak myślałam spaprali sprawę.
                                        po jakim czasie po znieczuleniu w kregosłup odczywa się ból pooperacyjny?
                                        ja dostałam zastrzyki różne a potem ta mske śmierdzącą gumą i miaam wrażenie że się dusze tak mało tam tego powietrza leciało.
                                        ja już jako tako samych zastrzyków się nie boje właśnie po etapie kregosłupowym. tylko boje się samego zastrzyku w dziąsło, to dość wrażliwe miejsce. ciekawa jestem jaki jest koszt wyrwania zęba przy użyciu tej metody WAND. juz widze mine mojego M. ze znów cos wymyśliłam i czy ja nie moge normalnie jak człowiek iść do dentysty, o i to co najbardziej lubi PRZESADZASZ. ja zęby ogólnie mam zdrowetylko toche za duże albo za mała szczęke jak kto woli smile
                                        niby troche spokojniejsza ale nadal jestem pełna obaw
                                        • felinecaline Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 15.02.11, 22:44
                                          Na pytanie po jakim czasie nie bardzo moge Ci odpowiedziec, mozliwe jest takie przedluzanie znieczulenia, zeby ten bol okazal sie "znosny" dla poloznicy i wtedy przestajemy.
                                          Mozna go tez zlagodzic najbanalniejszym z banalnych sposobow: zimnymi okladami (worek z lodem) na operowana okoloice, zareczam ci - proste jak drut a arcyskuteczne.
                                          Natomiast gorzej z odpowiedzia na pytanie: "ile kosztuje".
                                          Na moich studiach nie bylo "cenologii" i jestem mocno do tylu w tej dziedzinie.
                                          Ale powiem ci tak: plombowanie zeba z udzialem "wandzi" kosztowalo mnie 120 zl, wiec fortuny nie stracilam a komfort mialam kosmiczny.
                                          • bigmama647 Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 15.02.11, 22:57
                                            120zł to jeszcze nie jest tak źle może cos zawalcze, ech jakby to było cudnie mieć prościutkie ząbki big_grin
                                            troche mnie uspokoiłaś. tak miło się czyta jak o tym piszesz. boje siętej drugiej ciąży jak diabli, no i tego jak sobie poradze z dwójka dzieci.
                                            czy to możliwe żeby być znieczulonym ogólnie, czuć cały ból zabiegu i nie móc dac znać że wszystko się czuje? w jakich sytuacjach lekarze decydują się na znieczulenie ogólne przy cięciu? czy ja moge odmówić takiego sposobu znieczulenia, mnie nikt nawet nie zapytał czy się na taki sposób zgadzam.
                                            mam jeszcze pytanie czemu zdecydowali się mnie znieczulic ogólnie, co mogło mieć na to wpływ? nie robili zadnego specjalnego wywiadu,a ja na nic nie chorowałam.
                                            • felinecaline Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 15.02.11, 23:15
                                              Niestety, na te ostatnie pytania nie jestem w stanie Ci odpowiedziec.
                                              "Oni" nie zrobili zadnego specjalnego wywiadu a ja tez nie jestem Madame Soleil.
                                              Nie wiem nic o Tobie w sensie przeszlosci chorobowej, nawet o typie budowy.
                                              Teoretycznie mozesz odmowic wszystkiego, czego zechcesz odmowic, pytanie tylko: kto wie lepiej? Chcac przeprowadzic swojego widzimisia redukujesz szanse lekarzy, by -mowiac trywialnie- ""obsluzyc Cie"najlepiej, jak to jest mozliwe.
                                              Na poczatku napisalam: najwazniejsze jest zaufanie - bede powtarzac to 100, 1000 i diesiatki i setki tysiecy razy.
                                              Xrazy zdarzalo mi sie sugerowac pacjentowi, ktory nie przejawial do mnie zaufania zeby zmienil aneste.
                                              Kilku zmienilo, wielu nie.
                                              Po dokonaniu bilansu wszystkim decyzja wyszla na dobre.

                                              • bigmama647 Re: jestem :) pogadamy o bólu ? 15.02.11, 23:30
                                                ja nie mam ŻADNEJ przełości chorobowej, oprócz najzwyklejszych przeziębień (przebiegających bez komplikacji) i sama położna ta znajoma która robiła mi badania przed zabiegiem była również zdziwiona.
                                                wiem, że lekarz to co robi to jest dla naszego dobra, ale ten lęk o czuciu całego zabiegu i nie możności poinformowania o tym jest ogromny sad

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka