ichtiolog
14.03.05, 06:05
JESTEM, WIĘC PISZĘ
Wielkość na miarę epoki
Pan marszałek Tomasz Nałęcz w piątkowy poranek oświadczył w radiu, że prześladowania, jakim podlega aktualnie prezydent Aleksander Kwaśniewski, przypominają mu jako żywo przedwojenną nagonkę na marszałka Józefa Piłsudskiego. Tomasz Nałęcz jest historykiem, więc pewnie wie, co mówi. W każdym razie powinien wiedzieć.
I dlatego sprawił mi prawdziwy kłopot. Jakoś nie mogę sobie przypomnieć, żeby najzaciętsi wrogowie oskarżali marszałka Piłsudskiego o udział w aferach gospodarczych. A także w II Rzeczypospolitej było tych afer sporo - afera masek gazowych, afera cukrowa, afera drożdżowa i parę jeszcze innych. Zresztą największe afery miały miejsce przed przewrotem majowym, kiedy Piłsudski siedział w Sulejówku. Owszem, rzucano oszczerstwa, jak mówił sam Piłsudski "plucie i kał wewnętrzny".
Insynuowano, że był agentem Niemiec i Rosji. Atakowano go za to, że był socjalistą, a nawet bolszewikiem, za to, że był rozwodnikiem, za to, że otaczał się Żydami, za to, że był przejściowo ewangelikiem, za to, że ograniczał wpływy Kościoła katolickiego w państwie, ale nie za to, że miał kontakty z gospodarczymi aferzystami, że czerpał z tego osobiste korzyści. Przecież Marszałek nie pobierał nawet poborów naczelnika państwa, szefa sztabu i naczelnego wodza, przekazując je Uniwersytetowi Stefana Batorego w Wilnie. Nie próbowano stawiać Piłsudskiego przed komisją śledczą, nie było jego nazwiska w zeznaniach osób przesłuchiwanych przez prokuraturę w rozmaitych sprawach aferalnych.
Po wyborze prezydenta Narutowicza Piłsudski opuszczał Belweder. Do zgromadzonych, naczelnych władz państwa powiedział: "Przyjmuję panów w tej szarej, bez odznak, kurcie strzeleckiej, w której przyszedłem. W niej wyjdę, bez plam na moim mundurze". Po czym zażądał przeliczenia i sprawdzenia zawartości podręcznej kasy. Wszyscy zdębieli, po chwili minister skarbu Jastrzębski położył rękę na kasie i oświadczył, że bierze za nią odpowiedzialność.
Gdzie tu analogia? Nie ma nawet osobistej, bo różnica między Piłsudskim i Kwaśniewskim jest dużo większa niż między Polską międzywojenną i dzisiejszą. Jakoś nic nie słychać o tym, żeby Kwaśniewski konspirował przeciwko zaborcy, organizował POW i Strzelca albo choćby "Solidarność", siedział w Cytadeli, maszerował na Kielce albo nawet wysiadał z czerwonego tramwaju na przystanku Niepodległość. Raczej tłucze się dalej tym tramwajem, zmieniając motorniczych i konduktorów, ale nie pasażerów.
Ignacy Daszyński, przeciwnik polityczny Piłsudskiego, napisał, oburzony endeckimi atakami na Marszałka, broszurę "Wielki człowiek w Polsce". Może by pan marszałek Nałęcz wydał coś takiego dziś o Kwaśniewskim. Będzie się znów z czego pośmiać. •
MACIEJ RYBIŃSKI