Gość: pharlapp
IP: *.chello.pl
24.06.07, 20:09
Reżyser zadał sobie wiele trudu, aby dotrzeć do kilku najistotniejszych
przeciwników naszego fightera. Jak oni to widzą po latach, jak postrzegają
walkę Marka, jak widzą Pana Boga (jako przechwytującego zawodnika lecącego z
trapeza - interesujące!) Nie są to ludzie głupi ani nieżyczliwi. Oni są jakby
po środku sporu o bohatera. Pozostały pozycje ekstremalne. Na jednym krańcu
jest matka. W porzo. Tak powinno być. Ale brakuje mi żony, która zdradziła,
opuściła, nie wytrzymała. Moim zdaniem twórca powinien do niej dotrzeć, a
jeśli próbował a ona odmówiła, powinien to zaznaczyć. Syn - jak się okazuje,
nie genetyczny, ujawnienie czego załamało bohatera, jest za mały, by go
molestować. Ale to sprawa interesująca, warto jej było trochę więcej czasu
poświęcić. Więc nie ma równowagi w tym dokumencie, i to nie z winy bohatera,
lecz reżysera...
pharlapp