29.11.09, 10:51
Postanowiłem założyć wątek dla tej osoby bo czasami wpadają mu ciekawe
artykuły. Wiem z jakimi ludźmi jest związane i jakei rzeczy wypisywał w
przeszłości. Nie zmienia to jednak faktu iż wiele rzeczy przedstawionych przez
niego jest na tyle unikatowe w mass mediach iż warto mu choćby dlatego
poświęcić trochę miejsca na forum.

ostatni wpis
Czy Polska utraciła kontrolę nad złotym?
Czy pozbyliśmy się tej kontroli na własne życzenie, bo nikt się z nami nie
liczy, czy też Londyńskie City jest pewne, że nie podejmiemy jako kraj żadnych
skutecznych kroków w sprawie kursu złotego? Potężna spekulacja na polskim
złotym jest dziś na rękę MF i rządowi oraz bankom inwestycyjnym. Jak to jest,
że silna waluta w naszym wypadku oznacza słabe państwo i powszechny brak
pieniędzy na wszystko?
państwo i powszechny brak pieniędzy na wszystko?
Kto i co tak naprawdę decyduje dziś o sile i słabości polskiego złotego?
Polski minister finansów J. V. Rostowski to przecież londyński finansista z
brytyjskim paszportem. Najważniejsze zaś decyzje dla polskiego złotego
zapadają właśnie w Londyńskim City. Spekulacje na polskim złotym to prawdziwe
eldorado, które trwa już od dawna. Zagraniczne banki i instytucje finansowe,
które dziś na wielką skalę realizują w Polsce strategię carry trade, czerpią z
tego pełnymi garściami. Setki milionów euro, jenów, dolarów czy franków
szwajcarskich są dziś bardzo tanio pożyczane zarówno za oceanem, jak i w samej
Europie. Tanio, bo to często kredyty na 0,25-0,5 proc., w Japonii na 0,1
proc., a czasami są to kredyty po ujemnej realnej stopie procentowej po to,
aby kupić akcje, papiery wartościowe, wysoko oprocentowane obligacje zwłaszcza
te w naszym kraju na 6-6,5 proc. lub ulokować te środki na wysoko
oprocentowanych rachunkach bankowych. Przypomnijmy, polska stopa redyskontowa
to dziś 3,5 proc. z perspektywą jej podwyższenia. Spekulanci kupują akcje,
obligacje, surowce, papiery skarbowe; kupują też waluty rynków wschodzących w
tym polskiego złotego, by w odpowiednim momencie kasując zyski, znacząco je
osłabić. Polska to kraj wśród rynków wschodzących, w którym skutecznie jest
realizowana potężna spekulacja walutowa i właśnie strategia carry trade.
Jesteśmy prawdziwą dojną krową – ten, kto podłączy się do tego przysłowiowego
cycka, może ssać do woli. To polska kura znosząca złote jaja dla tzw.
inwestorów krótkoterminowych. Zupełnie bezkarnie pozwala ona odbierać sobie
owe złote jaja, często ręka w rękę z polskim fiskusem. Inne kraje z rynków
wschodzących wykazują instynkt samozachowawczy i starają się podjąć działania
obronne przed praktykami sztucznego wzmacniania ich walut krajowych i ustrzec
się przed totalną podatnością na spekulacje. Instrumenty regulacyjne tego typu
w 1998 r. wprowadziła Malezja, a w ostatnich miesiącach Brazylia, która
wprowadziła 2,5-proc. podatek od kapitału zagranicznego napływającego w ramach
spekulacji na jej rynek akcji i obligacji oraz 1,5-proc. podatek od inwestycji
spekulacyjnych w ADR-y wyemitowane przez brazylijskie spółki. Władze
brazylijskie chcą w ten sposób spowolnić wzrost wartości brazylijskiego reala,
który od początku roku wzrósł aż o 36 proc. w stosunku do dolara. Skuteczne
działania osłabiające swoje waluty prowadzą również USA, Szwajcaria, UE,
Czechy i Rosja – zarówno poprzez swoje banki centralne, jak i poprzez stopy
procentowe. Tajwan i Korea Płd. przymierzają się do administracyjnej kontroli
przepływu kapitału, żeby przyhamować rozbójników spod znaku carry trade. Carry
trade to strategia spekulacyjna polegająca na zadłużaniu się w walucie o
niskiej stopie procentowej i walucie słabnącej i lokowaniu uzyskanych środków
między innymi w waluty krajów o wysokiej stopie procentowej i walucie
wzmacniającej się. Walutę taką dodatkowo pompuje się rekomendacjami, ratingami
czy prognozami banków inwestycyjnych często nie mającymi nic wspólnego z
prawdziwymi realiami danej gospodarki. Z reguły te hurraoptymistyczne prognozy
kryją drugie dno.
Sprzedali euro, wzmocnili złotego
W przeciwieństwie do Brazylii, której MF nie kieruje londyński finansista tak
jak u nas w Polsce, nasze MF oraz niektórzy przedstawiciele NBP czy Rady
Polityki Pieniężnej często wręcz zachęcają do niektórych działań
spekulacyjnych na polskim złotym, np. zapewniając o jego stałym dalszym
umacnianiu się w perspektywie wielu miesięcy. Wyrażają często bezkrytyczne
zadowolenia z umacniania się polskiego złotego. Polskie MF bardzo aktywnie
uczestniczy już od lutego tego roku w tym procederze, a od lata 2009 r. na
potęgę wręcz sprzedaje na naszym rynku walutowym unijne euro, jak i wymienia
euro w NBP. Łącznie może chodzić nawet o kwotę 27 mld zł po przeliczeniu z
euro na złote, które zapisane zostały po stronie dochodów budżetowych.
Wszystko po to, by ukryć prawdziwe kłopoty i stan polskich finansów
publicznych, a zwłaszcza skalę deficytu sektora finansów publicznych, jak i
deficytu budżetu państwa
Chodzi o dług – spekulacja na rękę rządowi
Najważniejszym powodem pompowania złotego przez naszego fiskusa jest jednak
chęć obniżenia za wszelką cenę wielkości polskiego zadłużenia, a więc
nieprzekroczenia magicznego 55-proc. progu relacji długu publicznego do
polskiego PKB w 2010 r. To jest jednak nieuniknione – dług będzie oscylował
pod koniec 2010 r. w granicach 60 proc., a więc progu konstytucyjnego.
Konsekwencje będą dla polskiego społeczeństwa szokujące i zaskakujące, zaś dla
władzy w obliczu wyborów kompromitujące zwłaszcza gdy trzeba będzie wprowadzić
drastyczne metody przewidziane przez ustawę o finansach publicznych – podobne
do tych, które zostały zastosowane w krajach nadbałtyckich. Z naszymi długami,
w tym długiem publicznym Skarbu Państwa jest coraz gorzej – zbliżamy się do
kwoty 700 mld zł zadłużenia; mamy ogromny dług zagraniczny rzędu około 200 mld
euro, a potrzeby pożyczkowe brutto Polski na 2010 r. to astronomiczna kwota
rzędu 203 mld zł. Przypomnijmy, w tym roku ta kwota wynosi 160 mld zł. Z
tytułu spłaty zadłużenia w budżecie na 2010 r. zaplanowano kwotę 35 mld zł –
to pójdzie na spłatę starego zadłużenia, a będziemy zaciągać nowe. Ten
wirtualnie silny złoty – silny spekulacją, a nie stanem naszej gospodarki i
stanem finansów publicznych – sztucznie obniża ten 55-proc. czy 60-proc. próg
zadłużenia, ale cena tego eksperymentu jest bardzo wysoka, dziś wręcz
niebezpieczna dla finansów państwa, jak i obywateli.
Niby wszystko ok
Minister Finansów i rząd tworzą tzw. dobre wrażenie na analitykach i rynkach
kapitałowych. Jednak najważniejszy jest PR. Niby wszystko jest pod kontrolą,
ale tylko na pozór. To zaś umożliwia MF dalsze pożyczanie, choć coraz drożej.
Życie na kredyt trwa w najlepsze. Tyle że zamiatanie pod dywan i zaklinanie
rzeczywistości bez wyasygnowania na ratowanie własnej twarzy olbrzymich kwot
pochodzących ponownie z UE w 2010 r. może się tym razem nie udać. Ta zabawa w
ciuciubabkę z zagranicznymi inwestorami, puszczanie oka czy gra w pokera
znaczonymi kartami z niby silnym złotym w rękawie stają się bardzo ryzykowne.
To blefowanie z naszej strony jest coraz bardziej widoczne. W 2010 r. nie da
się przepuścić unijnych dotacji przez budżet państwa i zapisać wymienione euro
na złote po stronie dochodów budżetowych.
Dziura budżetowa będzie gigantyczna
Deficyt budżetu państwa do końca listopada przekroczy 100 proc. zakładanej
dziury budżetowej, wycenionej przez ministra finansów na 27 mld zł, a przed
nami jeszcze grudzień. Deficyt całego sektora finansów publicznych z pewnością
przekroczy 50 mld zł. Po 10 miesiącach 2009 r. deficyt przekroczył już 24 mld
zł. Ostatnie dwa miesiące roku to zawsze okres bardzo intensywnych wydatków.
To będzie musiało oznaczać dla MF albo dalsze zamiatanie pod dywan, albo
zablokowanie prawie wszystkich wydatków resortów pod koniec roku, albo nawet
kolejną nowelizację. Na początku listopada na dwa miesiące przed końcem roku
nie ma już p
Obserwuj wątek
    • stoje_i_patrze cd2 29.11.09, 10:52
      Wydatki zrealizowano w 100 proc. – wydano całe 30 mld zł dotacji budżetowej. To
      absolutna katastrofa, by mając rzekomo tak silne fundamenty gospodarcze, a w
      ocenie naszego rządu najlepsze w Europie, na 2 miesiące przed końcem roku
      zabrakło pieniędzy na renty i emerytury, na które trzeba będzie pożyczać w
      bankach komercyjnych. Już dziś brakuje pieniędzy w budżecie na wypłatę świadczeń
      rodzinnych, świadczeń z funduszu alimentacyjnego, na składki ubezpieczeniowe dla
      bezrobotnych i co najgorsze na obsługę zadłużenia zagranicznego.
      Grypa wykończy ZUS i budżet
      ZUS dodatkowo może wykończyć epidemia grypy. Jeśli grypa potrwa dłużej, a liczba
      zachorowań będzie gwałtownie rosła, to ZUS-owi zabraknie również na zasiłki
      chorobowe jeszcze w tym roku około 200 mln złotych. W 2008 r. całe chorobowe
      kosztowało ZUS blisko 3 mld zł w okresie głównej fali zachorowań. W drugim
      półroczu bardzo słabo spływają również środki pomocowe z UE – do września 2009
      r. było tego około 7 mld euro, a od września zaledwie 0,2 mld euro. Dodatkowo
      groźne dla budżetu jest to, że już od 1 XII 2009 r. trzeba będzie wypłacać
      dopłaty bezpośrednie dla rolników i będzie to dużo większa kwota niż w 2008 r. –
      wtedy trzeba było zapłacić rolnikom 9 mld zł, a od 1 XII 2009 r. trzeba szykować
      kwotę rzędu 12,7 mld zł i będzie ją trzeba wypłacać aż do V 2010 r.
      Frajerzy płacą więcej
      Polski rząd będzie też musiał zapłacić podwyższoną unijną składkę do budżetu UE
      aż o 1 mld zł wyższą niż przewidywał. Mieliśmy zapłacić 12,3 mld zł, a trzeba
      będzie wysupłać 13,35 mld zł. UE podwyższyła nam składkę – chcąc być
      gospodarczym tygrysem Europy choćby papierowym, osiągnęliśmy w 2009 r. wzrost
      PKB około 1 proc. jako jeden z nielicznych krajów europejskich. Jeśli ktoś
      osiąga nawet wątpliwe sukcesy, gdy wszyscy inni dołują – musi płacić. Taka
      zasada obowiązuje w UE. Inni byli nieco bardziej przezorni, a sukces za wszelką
      cenę i dobry PR, jak widać, kosztują wymierne pieniądze. Teraz MF J. V.
      Rostowski chce zapłacić podwyższoną składkę do budżetu UE z pieniędzy UE. Musi
      więc wyrwać MRR E. Bieńkowskiej ów 1 mld zł, na który coraz dłużej czekają
      polscy przedsiębiorcy i polskie samorządy.
      Znikające euro
      A zaczyna brakować unijnych pieniędzy. Kreatywna księgować w polskim budżecie i
      sztuczne pompowanie złotego skutecznie wydrenowały unijne środki z polskiego
      budżetu. Ci przedsiębiorcy, którzy rok temu wygrali kursy, nadal czekają na
      dotacje. PARP wypłaciła 11 mln zł z 85 mln zł przyznanych na e-biznes. W ramach
      programu „Innowacyjna Gospodarka” złożono wnioski na 12 mld zł, a budżet państwa
      ma na to 5,9 mld zł na ten rok. Wypłaty środków z UE są przesuwane o 2-3
      tygodnie, ale bywa też że o 3-4 miesiące np. w przypadku programów operacyjnych
      „Kapitał ludzki”. Szczególnie zła jest sytuacja w urzędach marszałkowskich i
      PUP. Środków z UE dla bezrobotnych, chcących założyć własny biznes, jest jak na
      lekarstwo, a faktury już płyną. MRR ostrzega, że w 2011 r. środków z UE może
      zabraknąć dla wszystkich chętnych. Tegoroczny deficyt budżetowy zakończymy na
      poziomie 6,5 a może i 7 proc.; w 2010 r. może być 8-9-proc. deficytem. Blisko 50
      proc. Polaków żyje na kredyt, 26 proc. ma zaległości w spłacie swojego
      zadłużenia i są to kwoty coraz większe – przekraczają 15 mld zł; gospodarstwa
      domowe mają 400 mln zł długów. Długi szpitali rosną i jest to już kwota ponad 10
      mld zł. W 2010 r. liczba bezrobotnych z pewnością przekroczy 2 mln osób – Polacy
      wrócą z Irlandii, Anglii czy Hiszpanii. Czy wobec tego złoty nadal powinien
      rosnąć w siłę? Czy są to fakty całkowicie bez znaczenia?
      Polski złoty – słomiany tygrys
      Jaki więc sens ekonomiczny, jakie wsparcie dla spadającego polskiego eksportu
      (na razie tylko o 17 proc.), jakie wsparcie dla stanu polskiego zatrudnienia
      mają działania wzmacniające siłę polskiego złotego poza większymi zyskami dla
      spekulantów, stosujących strategię carry trade? Kto i co stoi za pompowaniem
      złotego poza chęcią zachowania twarzy przez naszych decydentów, jak i ukrycia
      faktu, że polskie finanse publiczne doprowadzono do ruiny? Wszyscy na świecie od
      USA poprzez Chiny, Szwajcarię, Czechy a nawet UE chcą osłabienia swych walut, by
      wyrwać się z kryzysu i wzmocnić swój eksport – tylko my Polacy dysponujący jakąś
      ukrytą krynicą mądrości i umacniający swego złotego dokładamy swoją cegiełkę do
      działań banków inwestycyjnych i innych spekulantów walutowych. Ten kosztowny
      błąd w polityce makroekonomicznej widać wyraźnie. Świadczy o tym pozycja w
      rubryce błędów i opuszczeń w polskim bilansie obrotów płatniczych, który za 2008
      r. pokazuje realny odpływ z kraju za granicę aż 41 mld zł, wcześniej
      wymienionych na walutę. Przez ostatnie 5 lat wypłynęło w ten sposób z Polski 221
      mld zł, czyli około 55 mld euro. Nic dziwnego, że na wszystko brakuje nam
      dzisiaj pieniędzy. Polski złoty już dawno przestał reagować na cokolwiek poza
      czystą spekulacją, przestał reagować zarówno na słowne interwencje
      przedstawicieli polskich władz NBP czy RPP, a tym bardziej na istotne nawet
      publikacje danych i wskaźników, jak i zdarzenia polityczne najwyższej rangi.
      Przestał także ostatnio reagować na notowania eurodolara. Sprężynę polskiego
      złotego skutecznie poruszają dziś jedynie stosunkowo niewielkie, bo 50-100 mln
      dolarów lub euro w formie zleceń dużych spekulantów walutowych, płynących z
      Londynu czy Nowego Jorku. Jako kraj i obywatele zdani jesteśmy na łaskę i
      niełaskę krótkich pozycji walutowych banków inwestycyjnych czy skutki wymiany
      walut związków z transakcjami prywatyzacyjnymi, które i tak obsługują w Polsce
      te same banki inwestycyjne, które stosują carry trade, czyli Goldmann Sachs,
      BOA, HSBC itp. Żadna kompromitacja nawet z datą przyjęcia euro w 2012 r. nie
      wpływa znacząco na kurs polskiego złotego, a przecież powinna. Nie wpływają
      negatywnie na kurs złotego ani fiasko prywatyzacji GPW czy polskiego
      przedsiębiorstwa energetycznego, jakim jest Enea w tym roku, ani zapowiedzi
      zmian w systemie emerytalnym, ani nawet afera hazardowa. Według ministra
      finansów J. V. Rostowskiego afera hazardowa może się nawet przyczynić do
      umocnienia polskiego złotego. Nie wpływają negatywnie, bo nie my o tym
      decydujemy. To nie polskie MF czy NBP rozdają tutaj karty. Złoty się umacnia, a
      państwo, gospodarka, finanse publiczne są coraz słabsze. Minister finansów i
      minister gospodarki powtarzają nam w kółko, że jest super, więc tak naprawdę o
      co nam chodzi.
      Spekulant prawdę Ci powie
      I choć Goldmann Sachs i BOA zaklinają się, że absolutnie nie spekulują naszą
      walutą, nie przedstawiają prognoz złotego, to właśnie Goldmann Sachs bank
      inwestycyjny na koniec grudnia 2010 r. zapowiedział euro po 3,54 zł, a BOA
      szarżuje i przepowiada euro po 2,65 zł. Tylko bardzo naiwni mogą w to uwierzyć –
      to te same banki, które jeszcze parę miesięcy temu przedstawiały najczarniejsze
      scenariusze dotyczące polskiego złotego i polskiej gospodarki. Im bardziej
      zaprzeczają, tym bardziej to robią i czają się do wielkiego skoku. Prezes
      Goldmann Sachs ostatnio przepraszał świat za błędne decyzje i przyczynienie się
      do światowego kryzysu. Może więc powinni nam również zwrócić uzyskane zyski na
      spekulacji na polskim złotym z 2008 r.? Byłby to prawdziwy, sensowny gest. Skoro
      gospodarz nie pilnuje dojnej krowy, jaką jest polski złoty, doi ją kto tylko
      zechce. Nawet w dniu Święta Narodowego – 11 listopada, gdy nie działały ani
      banki w Polsce, ani GPW, ani polska gospodarka, ani tym bardziej polskie MF,
      odbyła się bardzo agresywna gra na złotym na zagranicznych rynkach, która
      zakończyła się jego wywindowaniem mocno w górę. Dyrektor zarządzający Goldmann
      Sachs publicznie poświadczył, że złoty powinien się umacniać do momentu, kiedy
      objawią się problemy z bezrobociem i deficytem budżetu – wtedy według niego być
      może polska waluta straci na wartości. Czyżbyśmy nie mieli tych problemów
      obecnie? Czy prezeso
      • stoje_i_patrze cd3 29.11.09, 10:52
        NBP też dał się nabrać
        Według strażników polskiej waluty wahania złotego o 15-20 groszy w ciągu
        tygodnia to normalka. W niebotyczną siłę polskiego złotego wierzą analitycy
        zagranicznych banków działających w Polsce, głównie z powodu rzekomo większej
        skłonności inwestorów do ryzyka. Należałoby mówić raczej o skłonności do
        szybkiego zysku i to bez ryzyka. Dlaczego zagranica tak bardzo wierzy w siłę
        polskiego złotego mimo bardzo niepokojących wieści dotyczących finansów
        publicznych, polskiego zadłużenia, deficytu budżetowego, spadku eksportu czy
        rosnącego deficytu w ZUS-ie? Czy to wyraz sympatii i taryfy ulgowej dla nas
        Polaków? Czy przysłowiowa gra w durnia i tzw. łowienie leszczy? Temu zawrotowi
        głowy i zachwytowi nad polskim złotym uległ ostatnio niestety prezes NBP.
        Najpierw zadeklarował, że żaden bank centralny nie publikuje prognoz walutowych
        i że rynki walutowe są mało przewidywalne, po czym ogłosił, że może się nasilić
        presja na aprecjację złotego. Tak, być może Panie Prezesie, jeśli zagranicy
        starczy jeszcze paliwa i nie odtrąbi odwrotu od złotego, a z naszej strony nadal
        nikt nic w tej materii nie będzie robił. My jak dzieci cieszymy się z umocnienia
        złotego – naszych ministrów rozpiera wręcz duma z tego tytułu. Zobaczymy, jak
        zachowa się kurs złotego po wymianie przez Eureko olbrzymiego prezentu, jaki
        spółka otrzymała od polskiego rządu, a więc około 7,6 mld zł, gdy zacznie je
        wymieniać na złote. Może to się zdarzyć już pod koniec tego tygodnia.
        Czy znowu nas wyroluje?
        Polski złoty już dawno oderwał się, panowie analitycy, od jakichkolwiek
        fundamentów czy stanu polskich finansów publicznych, bo te dawno nie były w tak
        złym stanie, jak obecnie. Prognozowanie, że kurs złotego do euro za rok będzie
        wynosił 2,56 czy 3,50 jest funta kłaków nie warte. Równie dobrze można
        przepowiadać, że będzie to 5,50. Wieszczenie stałego umacniania się złotego
        przez polskich polityków i przedstawicieli władzy oraz zagraniczne banki
        inwestycyjne to raczej propaganda, a nie analiza. Zanim coś się osłabi, często
        się wzmacnia – zwłaszcza będąc na dopingu. Im mocniej coś wystrzeli w górę, tym
        gwałtowniej spadnie – to też są proste prawdy. Tylko tych prawd jakoś nie
        serwuje się Polakom, nie wspominając o edukacji ekonomicznej. Zaskoczenie więc
        rodaków co do kondycji stabilności polskiego złotego może być już na początku
        2010 r. ogromne, a to tylko potwierdzałoby trafność starego porzekadła: „czy to
        przysłowie każdy Polak sobie kupi, że i przed szkodą i po szkodzie głupi”.
        Autor jest niezależnym analitykiem gospodarczym

        źródło:
        www.gf24.pl/index.php/wydarzenia/analizy/2996-czy-polska-utracia-kontrol-nad-zotym-.html
        • wolo Re: cd3 29.11.09, 11:18
          Takie sobie, długie i dość jednostronnie krytykuje rząd - niekiedy
          słusznie, niekiedy nie. Nie może się gość zdecydować, czy złoty słaby
          powinien być (w Brazylii nie ma londyńskich finansistów o osłabia
          reala), czy też mocny (w domyśle w Polsce jest londyński finansista i
          umacnia złotego).

          Z tą sprzedażą EUR przez rząd to co niby rząd ma z tym EUR robić?
          Obligacje skupować - to niech napisze, bo tak to nie wiadomo o co
          chodzi - sprzdaż przez NBP źle, na rynku źle, to niby co?

          Nie podobają mi się, spiskowe teorie o GS i BOA. Poprzednie
          osłabienie złotego zawdzięczamy przede wszystkim rodzimym spekulantom
          a nie żadnym bankom inwestycyjnym. Ani GS, ani BOA tych opcji nie
          wystawiały - robiły to krajowe przedsiębiorstwa z krajowymi bankami.

          W bankach zresztą wiele głów w dealingach poleciało i teraz jest
          znacznie mniej agresywne podejście, co by nie gadać banki są cały
          czas, jakby to powiedzieć, 'zesrane' i jeżeli już zaczęłyby nową falę
          spekulacji na umocnienie PLNa to raczej od kredytów.

          • dorota_3 Czy Polska utraciła kontrolę nad złotym 29.11.09, 16:08
            Trudno nie zgodzić sie z głównym tezami tego artykułu - przede
            wszystkim z tym, że rządowi jest na rękę umacnanie złotego i że jest
            to pole do popisu dla obcej spekuły (dużej, dodajmy). Nie zgadzam
            sie z Tobą, Wolo, że to nasze banki wygenerowały ubiegłoroczny
            przekręt opcyjny. Wszystko wskazuje na to, że były tylko
            pośrednikami...

            Co do "teorii spiskowej" -wiesz, od jakiegoś 1,5 roku inaczej
            rozumiem to pojęcie (przynajmniej w finansach).
            • wolo Re: Czy Polska utraciła kontrolę nad złotym 29.11.09, 20:59
              dorota_3 napisała:

              > Trudno nie zgodzić sie z głównym tezami tego artykułu - przede
              > wszystkim z tym, że rządowi jest na rękę umacnanie złotego i że
              jest

              I jest na rękę i nie jest. Z całą pewnością będą interweniować, żeby
              nie zostały złamane progi konstytucyjne. Robią wszystko aby to się
              nie stało i potępiam to, czemu dawałem wyraz w innym wątku.

              > to pole do popisu dla obcej spekuły (dużej, dodajmy). Nie zgadzam
              > sie z Tobą, Wolo, że to nasze banki wygenerowały ubiegłoroczny
              > przekręt opcyjny. Wszystko wskazuje na to, że były tylko
              > pośrednikami...

              I tak i nie. To co ja mam na myśli to, że nawet jeżeli duże banki
              inwestycyjne trzymały wówczas opcje call na waluty, to ktoś je musiał
              wystawiać. I tutaj wina jest po obydwu stronach. Generalnie nie
              kupuje argumentu, że biednych nie doinformowanych przedsiębiorców
              banki zmuszały do zajmowania pozycji w opcjach. To była
              najnormalniejsza w świecie bańka spekulacyjna i wszystkie strony
              zainteresowane są winne. Wszystkie zresztą poniosły straty.

              >
              > Co do "teorii spiskowej" -wiesz, od jakiegoś 1,5 roku inaczej
              > rozumiem to pojęcie (przynajmniej w finansach).

              Generalnie też jestem w stanie uwierzyć w dużo więcej, szczególnie po
              bail-oucie AIG przez Geithnera, ale rzekłbym, że to normalne
              przekręty są i GS kiedyś za to zapłaci.
          • przycinek.usa Re: cd3 29.11.09, 20:23
            Strasznie dlugie to bylo. Mam wrazenie, ze gdyby ta spekulacja na polskich
            bondach byla taka pewna, to nie byloby takiego duzego spreadu na PLN. Wahania sa
            jednak tak duze, a rynek tak plytki, ze nikt nie chce oferowac handlu na PLN z
            malym spreadem. Przynajmiej ja nie znam takiego brokera. Mam tez wrazenie, ze
            spekulaci walutowi staja sie powoli duzo mocniejsi od bankow centralnych. Ruchy
            walutowe wynikajace ze stop i barier podatkowych sa duzo silniejsze jak dawniej.
            Takie mam wrazenie. Wiec wprawdzie cala teza o dojnej krowie jest formalnie
            poprawna - to nie zgadzam sie, ze nie ma ryzyka, bo zlotowka moze przestac isc w
            gore na sama mysl o tym, ze sie USD umocni. Wprawdzie nic tego jeszcze nie
            zapowiada, bo trudno uznac za zapowiedz nieoficjalnie liczone M3. Ale powinno
            sie nad tym zaczac zastanawiac.
            • wolo Re: cd3 29.11.09, 21:11
              To z czym mamy teraz do czynienia, to jak to powiedział Mauldin
              zdaje się, to ABD anything but dollar i jasne, że to się kiedyś
              (raczej prędzej) zmieni. A złoty będzie wówczas w opałach. Już
              obecnie nie widać wielkiego potencjału do wzrostu i wydaje mi się, że
              generalnie to złoty i tak słaby jest o powrocie do sytuacji sprzed
              Lehmana nie ma mowy.
              Przez caly wrzesień i pół października mówiło się że złotego zwala
              dywidenda z PZU dla Eureko. To niech mi ktoś powie jak ma złoty iść
              do góry gdy 2/3 sektora fianansowego jest na sprzedaż - praktycznie
              nie ma instytucji (z wyjątkiem PKO), o której nie słyszałoby się
              lepiej lub gorzej uzasadnionych plotek o tym, że będzie na sprzedaż.
              To co przyszło w obligacje, bony i GPW może wyjść jednego dnia.
              Jedyną informacją za złotym jest być może mniejsza ilość krótkich
              pozycji w walutach (brak opcji).
              • przycinek.usa Re: cd3 14.03.10, 08:54
                Już
                > obecnie nie widać wielkiego potencjału do wzrostu i wydaje mi się, że
                > generalnie to złoty i tak słaby jest o powrocie do sytuacji sprzed
                > Lehmana nie ma mowy.
                > Przez caly wrzesień i pół października mówiło się że złotego zwala
                > dywidenda z PZU dla Eureko. To niech mi ktoś powie jak ma złoty iść
                > do góry gdy 2/3 sektora fianansowego jest na sprzedaż - praktycznie
                > nie ma instytucji (z wyjątkiem PKO), o której nie słyszałoby się
                > lepiej lub gorzej uzasadnionych plotek o tym, że będzie na sprzedaż.
                > To co przyszło w obligacje, bony i GPW może wyjść jednego dnia.
                > Jedyną informacją za złotym jest być może mniejsza ilość krótkich
                > pozycji w walutach (brak opcji).


                trudno mi to oceniac. Kurs PLN jest bardzo nietypowy z technicznego punktu
                widzenia. Szczegolnie zastanawiajace jest zachowanie PLN w obliczu wielkiego
                umocnienia USD. Moze rynek jest plytki, ale moze wlasnie dlatego o cenie
                decyduje jakis Londynski blackbox, ktorego jedyna funkcja jest obrona kursu. To
                naprawde trudno jednoznacznie ocenic, choc musze wierzyc Ci na slowo, bo w tym
                siedzisz.

                Co do opcji - to przeciez nie wiadomo. Skad wiesz, czy nie ma jakis wystawionych
                egzotykow? Tego przeciez nie napisza w wyborczej.

                Dla mnie najwazniejsze sa obecnie te plotki o CDSach i mozliwych zmianach
                prawnych w Europie. To jest chyba jednyna obecnie sila, ktora moglaby powalic
                rynek na kolana i pionowo zwalic zlotego.
                Pytanie na ile sa to wiarygodne informacje, a na ile plotki. I co Merkel zrobi?
                • przycinek.usa Re: cd3 14.03.10, 09:01
                  Tu temat zostal rozpoczety:
                  www.bloomberg.com/apps/news?pid=20601087&sid=aj9Qo2YqmFKs&pos=3
                  Pytanie co dalej?

                • matwa2010 Re: cd3 15.03.10, 08:42
                  >Dla mnie najwazniejsze sa obecnie te plotki o CDSach
                  >i mozliwych zmianach prawnych w Europie. To jest
                  >chyba jednyna obecnie sila, ktora moglaby powalic
                  >rynek na kolana i pionowo zwalic zlotego.

                  Nie rozumiem. Chodzi Ci o podatek Tobina, czy o zaniechanie CDS-ów? Brak CDS-ów
                  wpłynąłby negatywnie na wycenę złotego?
          • przycinek.usa Re: cd3 14.03.10, 08:43
            "nie wiadomo o co chodzi "

            Nie przesadzaj. dyskutowalismy o tym, pisalem tutaj 5 lat temu, wszyscy widzieli
            i ty sam tez widziales. Ciac stope i podniesc rezerwe obowiazkowa. Prowadzic
            polityke targetu kursowego i rownowagi w handlu zagranicznym. Od 5 lat nic nie
            zrobiliscie i wymanewrowaliscie biznes za granice. On ma racje, ze takie
            pompowanie skonczy sie tragicznie. To jest oczywiste. Jedyne zastrzezenie jakie
            mam do jego argumentow - to to, ze to jeszcze sporo potrwa, bo NBP ma zakaz
            monetyzacji, a teraz kazdy chce gdzies uciec od monetyzacji.
    • stoje_i_patrze Krzysztof Rybiński 15.12.09, 18:35
      Z końcem 2010 roku rozpocznie się złota polska dekada
      Cezary Szymanek: Gościem radia PiN jest dziś Krzysztof Rybiński - Ernst &Young,
      były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego. Dzień dobry panie profesorze.

      www.bankier.pl/wiadomosc/Z-koncem-2010-roku-rozpocznie-sie-zlota-polska-dekada-2063926.html
      • wolo Re: Krzysztof Rybiński 15.12.09, 22:03
        Rybiński jak Rybiński to jeden z lepszych ekonomistów i go po prostu
        lubię.
        Ale ten Cezary Szymanek z radia PIN doprowadza mnie do białej pasji.
        Słucham tej stacji, może bardziej ją oglądam, bo w RDS, czy jak to
        się nazywa, zawsze podają aktualne kwotowania walut i giełdy. I
        gościu nieustannie, codziennie doprowadza mnie do pasji. Każdego
        rozmówcę pyta o prognozy. Ile spadnie? Ile wzrośnie? O ile się
        zmieni? O tutaj się pan pomylił.
        Tak jakby zadaniem każdego było prognozować a głównym zadaniem
        dziennikarza było wydobywanie tych prognoz i ich ciągłe wyśmiewanie,
        sprawdzanie itd. I robi to w taki chamski, nachalny sposób, że na
        miejscu jego rozmówców prawdopodobnie powiedziałbym mu 'spierdalaj'.
    • stoje_i_patrze Mirosław Gronicki i Jerzy Hausner 23.12.09, 18:35
      www.dziennik.pl/opinie/article511534/Terazniejszosc_juz_przegralismy.html
    • stoje_i_patrze Gerald Celente 27.12.09, 12:22
      Top Trends of 2010 by Geralnd Celente:
      1 The Collapse of 2010
      CytatIn November of 2007, we predicted the "Panic of ’08." There was a panic.
      In November of 2008, we forecast the "Collapse of ’09." In March ‘09, the global
      equity markets collapsed. But before they could crash all the way to the ground,
      a scaffold of emergency props was erected. An unparalleled array of government
      cash infusions, rescue packages, bailouts and incentives papered over the crisis.

      Today, even as government spokesmen and the major media proclaim that the world
      is emerging from its near-cataclysmic recession, we predict the "Crash of 2010."
      The rising equity markets, on which claims of recovery are based, are worlds
      away from the hard reality of the streets


      2Depression Uplift
      CytatAs times get tougher and money gets scarcer, one of the hottest new
      money-making, mood-changing, influence-shaping trends of the century will soon
      be born. We forecast that this will be “Elegance” in its many manifestations.
      The trend will begin with fashion and spread through all the creative arts, as
      the need for beauty trumps the thrill of the thuggish. A strong, do-it-yourself
      aspect will make up for reduced discretionary income, as personal effort
      provides the means for affordable sophistication


      3
      Neo-Survivalism
      CytatIn 2010, survivalism will go mainstream. Unemployed or fearing it,
      foreclosed or nearing it, pensions lost and savings gone, all sorts of folk who
      once believed in the system have lost their faith.

      Motivated not by worst-case scenario fears but by do-or-die necessity, the new
      non-believers, unwilling to go under or live on the streets, will devise
      ingenious stratagems to beat the system, get off the grid (as much as possible),
      and stay under the radar.


      4
      Not Made in China
      CytatA “Buy Local/My Country First” backlash will be the first sign of what we
      forecast will become a massive, “circle-the-wagons” movement. We forecast a “Not
      Made in China” consumer crusade that will spread among developed nations,
      leading to trade wars and protectionism.
      Craftspeople and small manufacturers that can establish a reputation for quality
      products will be able to build thriving micro-brands, while marketers who can
      amalgamate micro-cooperatives into true local commerce organizations will carve
      a solid niche for themselves

      www.trendsresearch.com/journal.html
      • stoje_i_patrze Nadciąga kryzys zadłużenia 13.03.10, 13:42
        www.parkiet.com/artykul/12,906687.html
    • dorota_3 Szewczak o zadłużeniu polskich gospodarstw domowyc 11.01.10, 12:16
      Skoro linkujemy artykuły tego (kontrowersyjnego) publicysty to tutaj
      coś nowego - na temat rynku kredytów indywidualnych w Polsce. Sporo
      liczb:
      biznes.onet.pl/zapozyczeni-na-styk--na-krawedzi,18543,3106641,1,prasa-detal
    • rak045 Re: Szewczak 19.03.10, 12:08
      To jest chyba albo celowa polityka by zniszczyć kraj i oddać go w obce ręce bez
      walki albo nie umiemy nic z tym wszystkim zrobić. Nie umiemy nawet wykorzystać
      dobrze pieniądze Unijne, które dostaliśmy. Czy nikt nie widzi co się dzieje?
      Przemysł pada, gospodarka też. Rośnie bezrobocie i przybywa ludzi głodnych. W
      ogłoszeniach za pracą można aż do znudzenia czytać oferty takie jak: Poszukuję
      handlowców, przedstawicieli handlowych, konsultantów doradców handlowych,
      kierowników, ekspertów i tak dalej i tak dalej. Pytam się gdzie się podziali
      fachowcy? t.j. ślusarze, mechanicy, stolarze i wielu innych rzemieślników.
      Polska zmienia się w kraj handlowy - w pośredników. Kupujemy za granicami kraju
      np. czosnek z Chin, bo u nas nic się nie opłaca. Sprzedajemy też za granicę bo
      coraz mniej ludzi ma pieniądze. Polaków wykorzystuje się do ciężkich prac za
      marne grosze. Bogacą się spryciarze i cwaniacy którzy za bezcen wykupili firmy
      oraz większe zakłady produkcyjne. A tak w ogóle to gdzie jest ta demokracja o
      którą tak walczyliśmy. Niech mi ktoś pokaże i da jakiś najmniejszy jej przykład
      w Polsce. Bo ja osobiście nigdzie jej nie mogę się doszukać. Ani żadna u nas
      Demokracja ani też Kapitalizm. Bo kapitalista chociaż szanuje swojego dobrego
      pracownika a nie zwalnia go w formie redukcji lub innej jakiejś przyczyny,
      ponieważ na jego miejsce czekają znajomi, ktoś z rodziny albo przyjmie dwóch
      młodych na jedno miejsce. Dlatego,że za jedną pensję starszego,doświadczonego
      pracownika opłaca mu się zatrudnić dwóch młodszych niedoświadczonych, lub
      studentów, za których nic nie płaci. Przez to samo są pomyłki w pracy, dłuższy
      okres oczekiwania a za to wszystko płaci klient. Tak kwitnie nasz przemysł i
      gospodarka. Nie wiadomo co to za ustrój. Chyba jakieś średniowiecze i wyzysk.
      Nie mamy w Kraju czysto polskiego samochodu, motocykla, samolotu a teraz jak
      sprzedamy Stocznie nie będziemy mieli nawet polskich okrętów. Jaką też w Polsce
      mamy obronę kraju? Nie stać nas nawet żeby mieć jakąś porządną rakietę czy
      bombę, bo nic nie potrafimy zrobić. Nie ma zresztą o czym mówić Chcą żeby Polacy
      zakładali rodziny wielodzietne bo nie ma kto pracować na emerytów i rencistów.
      Pytam się po co? Żeby było więcej bezrobotnych? Dzisiaj i tak kto ma jakieś
      możliwości i znajomości to ucieka z tego kraju Ja bardzo czarno to wszystko
      widzę. Myślę, że żadne ugrupowanie polityczne nie wyprowadzi już tego bałaganu
      na prostą. Za bardzo poszło to wszystko w zepsucie. Co komuna kiedyś wybudowała
      to my to teraz wszystko niszczymy i taka jest prawda.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka