robisc
12.02.04, 21:28
„Ojcowie chrzestni” Sojuszu Lewicy Demokratycznej
Czwartek, 12 lutego 2004
Tylko 13 proc. poparcia dla koalicji SLD-UP. To trwała tendencja spadku –
uważa socjolog prof. Jacek Wódz - wynikająca z wyczerpania się zaufania do
partii. Nie dziwi to zresztą, bo wciąż słychać o nowych aferach z udziałem
baronów SLD. Oto poczet „ojców chrzestnych" Sojuszu.
Od wczoraj bohaterem mediów jest Jerzy Jędykiewicz - baron z Pomorza
podejrzany o szereg przestępstw gospodarczych, karno-skarbowych oraz pranie
brudnych pieniędzy. [WIĘCEJ]
Pomorski „ojciec chrzestny” na horyzoncie pojawił się w latach 70. – pracował
w gdańskim oddziale Hydrobudowy, gdzie szybko awansował na wicedyrektora. W
1982 r. był już dyrektorem przedsiębiorstwa, które budowało elektrownię
jądrową w Żarnowcu. Żarnowiec miał świadczyć o potędze socjalizmu, jednak
idea budowy zakładu, tak jak potęga socjalizmu zamieniła się w pył. Czas
Jędykiewicza jednak się nie skończył. W 1988 r. został ostatnim PRL-owskim
wojewodą gdańskim.
1989 r. - to zachwianie pozycji, co więcej - wydawało się, że ta postać
odejdzie w niebyt. Jędykiewicza oskarżono o to, że pozwolił sprzedać za
grosze 11 samochodów urzędu wojewódzkiego. Sąd wydał roczny zakaz pełnienie
funkcji publicznych. Wówczas pomocną dłoń wyciągnął jeden z najbogatszych
Polaków – Ryszard Krauze.
Jędykiewicz zostaje prezesem firmy Energobudowa. Wraca też do politycznej
gry – w 1999 r. został wybrany na szefa SLD na Pomorzu. Zaprotestował tylko
jeden z gdańskich radnych. Z takim życiorysem i przyjaciółmi wszystko jest
możliwe.
Na wiernych kompanów mógł także przez bardzo długi czas liczyć
niezatapialnych Mariusz Łapiński, były mazowiecki baron SLD.
Na powierzchnię SLD-owskich salonów władzy wypłynął jako minister zdrowia ze
swoją koncepcją scentralizowania kas chorych. Już jako minister stworzył
potwora – ustawę o Narodowym Funduszu Zdrowia, którą później zakwestionował
Trybunał Konstytucyjny.
„Megaprzekręty” lekowe pod rządami ekipy Łapińskiego (28 listopada 2003)
Niezatapialny Łapiński znów wypłynął (10 października 2003)
Capo di tutti capi Łapiński lubi otaczać się podejrzanymi osobami, tworząc
coś w rodzaju ośmiornicy - po włosku La Piovra. Razem z Naumenem i
Deszczyńskim wplątali się w aferę korupcyjną w resorcie. Milion dolarów za
wpis na listę leków refundowanych – tak brzmi jeden z zarzutów.
Łapiński znany jest z antypatii do dziennikarzy. Uważa, że media prywatne to –
tutaj cytat z listu do posłów - zagrożenie dla państwa. Ale to on
jednocześnie krzyczał Zdejmijcie go! do Emila i Milimetra, dwóch członków
młodzieżówki SLD. Łapiński wraz z Naumanem i Deszczyńskim stworzyli
zagrożenie dla reportera prywatnych mediów, który fotografował Łapińskiego.
Łapiński odszedł, ale jego macki nadal sięgaj daleko...
Świętokrzyski baron SLD. To już historia, ale jakże barwna. Człowiek, który
jeszcze kilkanaście miesięcy temu rozdawał karty w całym województwie, dziś
oskarżony o udział w aferze starachowickiej - stracił prawie wszystko. Oprócz
najwierniejszych przyjaciół.
Długosz swoim rywalom nie dawał żadnych szans. Bezwzględny, rubaszny, czasem
ordynarny – tak wspominają go ci, którym przyszło stanąć z Długoszem w
szranki, nie tylko polityczne. Wygrać jakikolwiek przetarg z firmą, w której
ulokował się były świętokrzyski baron było prawie niemożliwe. Jeśli nie
wygrywał, zostawał podwykonawcą. Długosz był w stanie każdemu ze swoich
zaufanych ludzi załatwić jakąś posadę. Czy całowali go za to po rękach – nie
wiemy.
"Starachowickie trio" stanie przed sądem (7 lutego 2004)
Inwestycje budowlane, choć wieloma interesował się prokurator, nie skończyły
się zarzutami. „Chłopcy z ferajny” tylko naciągali prawo. Ale przyszła kryska
na Długosza. Afera starachowicka niczym ryba zwinięta w gazetę pogrążyła go.
Jego firmy wystąpiły o upadłość, skończyły się dochodowe kontrakty. Ale nie
kończy się dobry humor Henryka Długosza. Uśmiech nie schodził mu nawet po
wyjściu z prokuratury.
www.rmf.fm/wiadomosci/index.html?id=65347&loc=2