To oficjalna klasyfikacja ustroju panującego w Polsce.
Nie chce mi się wnikać skąd ta nazwa. Zakładam, że to od ułomnych, którzy ją tworzą

Trudno zresztą inaczej nazywać kogoś, kto przeżył komunizm a podoba mu się władza ludowa (to greckie tłumaczenie słowa demokracja) czy wręcz uważa ją za ideał do którego należy dążyć.
Jak ta władza wygląda w praktyce można sobie poobserwować od 20 lat. Polska to państwo cieci, komunistyczny skansen bez przyszłości. Ciekawi mnie co taki przeciętny cieć, harujący od 20 lat na 5o metrowe mieszkanie w bloku z wodą ze ścieku, z obsranymi trawnikami, dziurawymi drogami, po których dojeżdża 10 letnim Golfem ponad godzinę do pracy za którą dostaje 3000 zł sobie myśli?
Demokracja tak, wypaczenia nie?
Czy ciecie w ogóle myślą??? Za komuny jednak niektórzy zastanawiali się czy komunizm jest największym szczęściem jakie ich spotkało. Czy dziś się ktoś zastanawia dlaczego właściwie miałby żyć w demokracji?
Wątpię, no może poza JKM

Gdyby się przez chwilę zastanowił pierwsze co rzuciłoby się w oczy to to, że to co nazywa się demokracją jest manipulacją i taką samą kradzieżą jak nazywanie się przez komunistów socjaldemokratami czy liberałami i sprostytuowaniem przez to tych słów. Nie muszę chyba pisać, że Grecy nie byli tak szaleni by za lud uważać wszystkich mieszkańców i demokracja w ich wykonaniu miała jak najbardziej sens.
Czy cieć się zastanawia jak to możliwe, że mimo iż nie ma żadnego wpływu na politykę, wysokość podatków, służbę zdrowia, szkolnictwo, budżet, zadłużanie państwa, cła, politykę pracy, wysokość emerytur itp. itd. to mimo, że nie ma tego wpływu to go jednak ma i to największy możliwy?

Że jego głos się liczy, politycy pochylają się z zatroskaniem nad jego dolą, on sam jest wolny a jego dzieci mają przyszłość a jednocześnie to brzmi jak kpina?
Czy państwo to jakiś specjalny twór, którego nie dotyczą prawa działające w naturze a zdrowy rozsądek nie ma do niego zastosowania?
Czy jeśli prowadzę przedsiębiorstwo to najlepszy sposób jego zarządzania to robienie wyborów wśród pracowników, ich żon i dzieci?
Czy jeśli dopuszczę robotników i kobiety do jego zarządzania nie skończy się to przejedzeniem funduszy na rozwój i maksymalnym zadłużeniem firmy? Jak długo utrzyma się na rynku firma, którą zarządza ktoś wybrany przez ludzi, którzy mają zero lub niewiele pojęcia o jej prowadzeniu za to przy wyborze kierują się kolorem oczu, krawata i ilością obiecanej kiełbasy?
Żeby nie zanudzać przydługim tekstem dla mnie demokracja to debilokracja. Ani robotnicy ani kobiety nie wywalczyły sobie prawa do głosu jak twierdzi radosna oficjalna propaganda tylko został im dany przez tych, których stać było na jego kupno i dziś to powszechne prawo do głosowania jest narzędziem zniewalania całego społeczeństwa. Żeby było zabawniej ten głos jest nic nie warty dla głosującego ale za to jego kupno jest błyskawicznie zwracającą się inwestycją. Dla mnie to szaleństwo na które tak biedne kraje jak Polska nie są w stanie sobie pozwolić.
Stąd moje propozycje

Prawo do głosowania powinno być przyznane tylko ludziom, którzy mają pojęcie jak funkcjonuje to na co głosują i to nie z teorii tylko z praktyki a więc przedsiębiorcom. Powiedzmy takim, którym udało się prowadzić firmę przynajmniej przez 5 lat i ich dochody netto to min. 20 tys. miesięcznie.
Do tego by byli zainteresowani w dłuższym funkcjonowaniu państwa niż tylko do ich śmierci, żonatym z min. 3 dzieci.
Głos człowieka, który dobrze zarabia, jest odpowiedzialny, ma przyszłość i rodzinę o którą musi dbać jest o wiele ciężej kupić, jeśli w ogóle, przez duże koncerny czy korporacje, które dziś robią co chcą z tanimi cieciami płacąc za to ochłapami.
Proszę mnie przekonać, że politycy wybrani przez takich wyborców byliby gorsi od obecnie wybieranych. Ja twierdzę, że byłoby wręcz przeciwnie. Kraj i wszyscy jego mieszkańcy zaczęliby się szybko bogacić i równie szybko zniknęłyby pasożyty i absurdy generowane przez urzędników.