dirloff
26.05.10, 02:38
Zastanawiałem się nad obecną sytuacją na świecie i narastającym
napięciem na koreańskim półwyspie i doszedłem do wniosku, że świat
potrzebuje tej wojny. Oczywiście, z pewnego punktu widzenia. Kto
wie, czy skrycie wielu wręcz o niej nie marzy? Wszyscy widzimy, że
system zjada własny ogon, zarówno mocarstwa(czy pseudomocarstwowe
obszary polityczne, jak UE), jak i małe kraje mają problemy z
płynnością finansową i rolowaniem gigantycznego zadłużenia, w
praktyce już nie do spłacenia bez jakiegoś wyzerowania systemu,
spada zaufanie, czy wręcz wiara w dollara i euro, spada produkcja w
krajach 1 świata, w cywilizacji anglosaskiej(czy białego człowieka,
jak zwał, tak zwał), narastają tożsame problemy w sojuszniczej dla
tych podmiotów Japonii, na to wszystko nakłada się neoimperialna
polityka putinowskiej Rosji oraz oszałamiający rozwój Chin i Indii,
a wraz z nimi postępująca militaryzacja tych dwóch państw. Do tego
przypuszczalnie trwa nowe przetasowanie sił i bloków
geopolitycznych, o czym piszecie na tym forum, np. w wątkach
dotyczących wydarzeń smoleńskich. Podejrzewam, że tak naprawdę,
system potrzebuje wyzerowania i potężnego przesilenia. Czyli
upuszczenia krwii i odprężenia narastających napieć. Być może wojna
koreańska byłaby czymś w rodzaju pierwszej czy drugiej WŚ, natomiast
zatopienie tego okrętu takim terażniejszym zabiciem arcyksięcia
Ferdynanda. Spójrzmy na glob - wszyscy wielcy mają problemy i
czują zagrożenie w postaci rozwijanej potęgi Chin. Taka daleka wojna
niszcząca Koree, pogrążająca Chiny i zahaczająca o Japonie, byłaby
wszystkim na rękę. Nawet gdyby doszło tam do ograniczonej wymiany
razów nuklearnych. Gdyby było to kontrolowane przez Waszyngton,
Brukselę i Moskwę, i nie przeniosło się poza ograniczony region,
przyniosłoby ulgę tym trzem stolicom. Wszyscy mogliby wprowadzić
stany wyjątkowe, wojenne, ograniczyć prawa obywatelskie, Amis
uzyskaliby renesans dollara i własnych obligacji, albo wręcz
przeciwnie - mogliby spokojnie się przewalutować na amero, wraz z
Kanadą i Meksykiem, Unia powołać własne siły zbrojne i wymusić
ścisłą federalizację państw narodowych, Rosja zyskałaby na
szybujących cenach surowców, małe unijne kraiki przytulałyby się
panicznie do Brukseli(w domyśle - Berlina, Paryża i Londynu), w
krajach "zachodu" z przyczyn oczywistych powróciłaby masowa
produkcja i w konsekwencji spadłoby bezrobocie, wróciłyby masowe
zbrojenia i inwestycje rządowe w firmy obronne, etc., etc. Same
superlatywy. Oczywiście, wszystko to pod jednym, fundamentalnym
warunkiem - Amerykanie, Rosjanie i Europejczycy nie interweniują tam
militarnie przeciwko sobie.
Co o tym sądzicie? Czy świat wyczekuje przecięcia narastającego
pęcherza z ropą, koreańskim skalpelem?
foxmulder.blox.pl/2010/05/Krawedz-wojny.html