Dodaj do ulubionych

Praca w UE

06.04.04, 23:16
Tyle sie o tym pisało pzred referendum, a teraz jakoś sparwa ucichła. No ale
od czasu do czasu jakiś artykuł sie pojawia.

Miał być raj, było piekło

Ogrodzenie z kolczastego drutu, barak bez okien, bez podłogi, brak wody,
harówa bez wytchnienia i bicie - taką legalną pracę w Hiszpanii załatwił dwóm
kobietom z Kielc... miejscowy urząd pracy. Kobietom udało się wyrwać z rąk
hiszpańskich pracodawców, którzy je traktowali jak niewolnice. Teraz w kraju
szukają sprawiedliwości. Ale winnych nie ma! Mimo że do pracy zostały wysłane
legalnie ani urząd w Kielcach, ani Ministerstwo Pracy nie poczuwają się do
winy!

Kasia J. (30 l.) i Julia M. (34 l.) z Kielc były bez pracy. Pewnego dnia
usłyszały w radiu o zbieraniu truskawek w Hiszpanii. - Od razu pojechałyśmy
do wojewódzkiego urzędu pracy. Były miejsca na plantacji w Moguer koło
Sewilli. Umowa ustalała dzienne zarobki - 30 euro. Musiałyśmy jeszcze
załatwić półroczną wizę pracowniczą - opowiadają kobiety.

W Internecie zaczęły szukać informacji o przyszłym pracodawcy. I znalazły -
przeczytały, że znikają tam kobiety, panują straszne warunki bytowe, jest
niebezpiecznie. Zaniepokojone poszły do urzędu pracy. Ewa Kargulewicz, która
zajmuje się wysyłaniem tam kobiet do pracy za granicą, specjalnie się jednak
nie przejęła tymi informacjami.

Trochę z duszą na ramieniu, ale 18 marca wyjechały do Hiszpanii. Po dwóch
dniach były na miejscu. Pracodawca na dzień dobry zabrał im wszystkie
dokumenty i wywiózł poza miasto w szczere pola. Sześć Polek, do których miały
dołączyć Kasia i Julia, mieszkało w obskurnej szopie bez podłogi i okna, za
to z przeciekającym dachem. Spały na starych piętrowych pryczach. Innych
mebli nie było. Żelazne ciężkie drzwi wejściowe nie miały klamki i zamka. Na
ponad 30 osób z całego obozu była tylko jedna łazienka z brudną, śmierdzącą
ubikacją, obskurnym, pokrytym pleśnią, jednym prysznicem. Polki mówiły, że z
byle powodu są bite, kopane i wyzywane przez hiszpańskich pracodawców.

Spanikowana Kasia i Julia zdecydowały - nie zostają. Pracodawca z wielkimi
oporami oddał im tylko paszporty i podwiózł do miasta. Na szczęście miały
adres księdza Adama Szymczaka z Towarzystwa Chrystusowego, który pomaga
kobietom w Hiszpanii. Duchowny zaprowadził je do zaprzyjaźnionej rodziny.
Odpoczęły kilka godzin, dostały 100 euro na drogę i wróciły do Polski.

W Kielcach od razu poszły do urzędu pracy. Tam pani urzędniczka bardzo się
dziwiła, że tak wybrzydzają i całą winę zwaliła na Ministerstwo Pracy. A
ministerstwo też specjalnie nieprzejęte całą sprawą, powołuje się na urzędowe
procedury.

- My nie jesteśmy w stanie sprawdzić wiarygodności hiszpańskich pracodawców
ani warunków, w jakich przyjdzie pracownikom mieszkać. Te dwie panie mogą
napisać oficjalna skargę i złożyć ją w swoim wojewódzkim urzędzie pracy. W
skardze niech opiszą to wszystko, co zastały na miejscu. Ta skarga na pewno
do nas dotrze, a my z kolei po przetłumaczeniu jej na hiszpański, prześlemy
ją do urzędu pracy w Madrycie. To, co się stało, nie powinno mieć miejsca -
stwierdza po prostu Teodozjusz Faleńczyk, wicedyrektor departamentu rynku
pracy w Ministerstwie Gospodarki Pracy i Polityki Społecznej.

Małgorzata Gacek

wiadomosci.wp.pl/prasaWiadomosc.html?&wid=5118508&kat=18011
Obserwuj wątek
    • krzysztofsf Re: Praca w UE 07.04.04, 00:29
      Urzedy pracy......
      Kiedys byla notatka, jak urzad pracy skierowal kobiete do domu publicznego,
      pardon - agencji towarzyskiej - taka oferta przyszla - na barmanke bodajze -
      dali kartke w lape i dziewczyna poszla...okazalo sie, ze "zakres obowiazkow"
      przewidywal bardzo duza dyspozycyjnosc...
      W jednym z miast wojewodzkich - nie pamietam szczegolow.

      Co do "saksow" - to nie mam do tego zaufania. W zeszlym roku byla taka duza
      akcja wysylania bezrobotnych kobiet przez up na truskawki, to potem
      podsumowano, ze polowa przypadkow to ciezka praca zgodna z zamowieniem, w miare
      sensownych warunkach i stosunkach spolecznych, a druga polowa - przypadki takie
      jak powyzej a nawet w jednym czy kilku przypadkach "polowe burdele" dla innych
      pracownikow sezonowych.

      Wydaje mi sie, ze hiszpanie maja doswiadczenie w postepowaniu z pracownikami
      sezonowymi z innych krajow, bo troche roznego rodzaju imigrantow z krajow
      afrykanskich i arabskich, pracujacych za miche zarcia i koc na pryczy juz sie
      przez ich kraj przewinelo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka