krzysztofsf
09.08.04, 11:55
Wlasnie cichutko obwieszczono pierwsze kroki ograniczajace nasza sumerennosc w polityce zagranicznej. ambasady krajowe zostaja zastepowane "unijnymi"
Naturalnie, Polska dostanie najwazniejsze przydzialy, jak widac w pierwszych ruchach w tym kierunku.za jakis czas w USA Polske bedzie reprezentowal mlodszy pomocnik starszego sekretarza ambasady.
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040809/kraj/kraj_a_2.html
Unijna dyplomacja zastąpi nasze ambasady w niektórych krajach, a my kraje UE w innych
Polacy od Korei Północnej
Nasze ambasady będą reprezentować Unię Europejską w Korei Północnej i Kambodży, a Polak będzie u boku przyszłego ministra spraw zagranicznych UE Javiera Solany odpowiedzialny za kontakty "25" z Azją - dowiedziała się "Rzeczpospolita".
Powstanie unijnej dyplomacji to jedna z kluczowych zmian, jaką wprowadza europejska konstytucja.
Unia nie miała dotychczas wspólnej polityki zagranicznej. Co więcej, państwa członkowskie często się w kwestiach zagranicznych spierały, jak to było chociażby w przypadku wojny w Iraku. Teraz ma być inaczej dzięki powołaniu unijnej służby zagranicznej, kierowanej przez Hiszpana Javiera Solanę.
Do tej pory podział zadań w europejskiej służbie dyplomatycznej dwukrotnie omawiali dyrektorzy polityczny ministerstw spraw zagranicznych "25".
Planowane zmiany wywołują zamieszanie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Warszawie. Wiadomo już, że docelowo zniknie przynajmniej kilkanaście polskich ambasad, np. w Kostaryce oraz niektórych krajach afrykańskich. Zastąpi je bądź dotychczasowe przedstawicielstwo Komisji Europejskiej, bądź placówka jednego z krajów Unii upoważniona do reprezentowania pozostałych państw "25". Ma być taniej i skuteczniej.
Ale będą też sytuacje odwrotne. Wiadomo już, że polska ambasada będzie działać w imieniu całej Unii przynajmniej w dwóch krajach: Kambodży i bardzo ważnej dla Brukseli placówce w Korei Północnej.
Polsce nie udało się natomiast przejąć takiej roli na Białorusi, choć naszemu krajowi bardzo na tym zależało.
Jak wynika z naszych informacji, zaważyło to, że Polska dystansuje się od polityki Unii wobec Mińska. Nasza dyplomacja stosuje bardziej pojednawczą strategię ze względu na interesy polskiej mniejszości, a także kontakty przygraniczne. W imieniu UE w białoruskiej stolicy będzie występować ambasador Francji, choć polska placówka pozostanie.
Zespół Solany ma być ostatecznie powołany dopiero po ratyfikacji konstytucji przez wszystkie kraje Unii. Przynajmniej w ośmiu z nich planuje się rozpisanie referendum, co zwiększa ryzyko, że dokument może zostać odrzucony.
Mimo wszystko wiadomo już, że zespół Solany będzie się składał w połowie z urzędników Komisji Europejskiej, a w połowie z dyplomatów oddelegowanych przez rządy państw członkowskich. Poza wielką polityką mają się oni także zająć opieką konsularną nad obywatelami wszystkich państw UE.
Solana powołał już zespół około 25 ekspertów, którzy tworzą zalążek przyszłego europejskiego ministerstwa. Polak Tomasz Kozłowski, do niedawna szef Departamentu Azji i Pacyfiku naszego MSZ, został szefem zespołu ds. kontaktów z Azją, jednego z ważniejszych w unijnej służbie. Taka nominacja ma dowodzić, że kształtując unijną politykę zagraniczną zespół Solany nie będzie się kierował wyłącznie stanowiskiem Berlina i Paryża, np. kwestionując interwencję w Iraku. - Przygotowujemy dla Javiera Solany różne warianty strategii Unii wobec tak kluczowych państw jak Chiny, India czy Japonia - przyznaje Tomasz Kozłowski. - Opracowaliśmy także analizę, na podstawie której "25" uznała, że przeprowadzenia wolnych wyborów parlamentarnych w Afganistanie będzie możliwe dopiero wiosną.
Zdaniem Kozłowskiego kraje członkowskie zachowają własną politykę zagraniczną tam, gdzie nie ma między nimi zgodny. - W pozostałych sprawach Unia będzie działała solidarnie - zapowiada.
Jędrzej Bielecki