Dodaj do ulubionych

Elżbieta Wrona - ofiara lustracji. To przykre.

16.03.05, 18:25
Sędzia wydalona z zawodu

Anna Gorczyca, Rzeszów 15-03-2005, ostatnia aktualizacja 15-03-2005 22:11

Sędzia Elżbieta Wrona z Sądu Rejonowego w Ropczycach została wczoraj
dożywotnio usunięta z zawodu. To pierwszy w Polsce przypadek ukarania
sędziego uznanego za kłamcę lustracyjnego. W czerwcu ub.r. Sąd Apelacyjny w
Warszawie uznał, że Wrona skłamała w oświadczeniu lustracyjnym. W styczniu
ruszyła procedura wykluczenia sędzi z zawodu. - Nigdy świadomie nie
współpracowałam z tajnymi służbami - zapewnia 41-letnia sędzia. W jej aktach
znalazły się zapisy spotkań w 1987 r. z pracownikiem Służby Bezpieczeństwa.
Elżbieta Wrona starała się o paszport, aby wyjechać na obóz studencki do
Anglii. Jak się później okazało, wśród dokumentów, które podpisała, była
zgoda na współpracę. Wyrok sądu zamyka jej drogę do pracy w innych zawodach
prawniczych.
Obserwuj wątek
    • klip-klap Re: Elżbieta Wrona - ofiara lustracji. To przykre 16.03.05, 19:14
      Przykre ze ktos, kto jest sedzia nie patrzy co podpisuje. Nikt by chyba nie
      chcial stanac przed takim nieuwaznym sedzia.
      • vico1 Re: Elżbieta Wrona - ofiara lustracji. To przykre 16.03.05, 19:25
        Nierozwazny podpis rzeczywiscie moze zniszczyc kariere. Na takim stanowisku
        nawet powinien.
        Kiedys bylem w podobnej sytuacji (chociaz na podrzedniejszym stanowisku),
        wykrecalem sie jak moglem i nic nie podpisalem. Przyznaje, ze zastraszanie
        robilo silne wrazenie na czlowieku.
        • viper39 Re: Elżbieta Wrona - ofiara lustracji. To przykre 16.03.05, 22:14
          vico1 napisał:

          > Nierozwazny podpis rzeczywiscie moze zniszczyc kariere. Na takim stanowisku
          > nawet powinien.
          > Kiedys bylem w podobnej sytuacji (chociaz na podrzedniejszym stanowisku),
          > wykrecalem sie jak moglem i nic nie podpisalem. Przyznaje, ze zastraszanie
          > robilo silne wrazenie na czlowieku.


          ona jest tylko ofiara swojej inteligencji lub moze inaczej jej braku. ja bylem
          na szczescie za mlody aby ktos ode mnie wymagal podpisywania takich swistkow,
          wiec uffffffffffffffff.... fajnie nie miec takich problemow.
          vico masz racje albo sie jest czlowiekiem wyksztalconym i wie sie co robi
          albo.... efekty pozniej moga byc oplakane.
          a swoja droga to duzo ludzi zostalo nastraszonych w ten sposob.
          ciekaw jestem czy to co ona mowi ze nigdy nie wspolpracowala jest prawda czy
          proba wytlumaczenia siebie, no i w jakiej ona sprawie uczestniczyla ze ktos jej
          takie numery wywinal? bo to jest pewnie caly problem w tym komu ona zaszkodzila
          teraz...
          • vico1 Re: Elżbieta Wrona - ofiara lustracji. To przykre 16.03.05, 22:52
            viper39 napisał:

            > na szczescie za mlody aby ktos ode mnie wymagal podpisywania takich swistkow,
            > wiec uffffffffffffffff.... fajnie nie miec takich problemow.

            To sie wcina w pamiec. W takiej sytuacji zdajesz sobie sprawe, ze o twoim zyciu
            decyduja inni. Musisz sie stawic w jakims odosobniomnym miejscu, zwykle byl to
            pokoj hotelowy, dwoch oficerow w cywilu, wielogodzinne maglowanie.
            Jesli nie idziesz od razu na wspolprace (...pretensjonalne, musze sie
            zastanowic) masz na decyzje scisle okreslony czas. Ze mnie zrezygnowali, byc
            moze bylem nie do ujezdzenia smile
            Wydaje mi sie, ze takie "ofiary" jak ja, ktore nic nie podpisaly, nie znalazly
            sie na liscie.
            Oprocz agentow sa wiec na liscie "ofiary", ktore ulegly i cos podpisaly,
            chociaz ich szkodliwosc mogla byc od 0 do... I temu powinna sluzyc prawdziwa
            lustracja.
          • plopli Nie tylko podpisała 17.03.05, 00:42
            Gdyby ta sędzia wyłącznie podpisała oświadczenie o współpracy, to sąd
            lustracyjny by jej nie skazał. Zgodnie z obowiązującym orzecznictwem, aby zostać
            uznanym za TW współpraca musiała być rzeczywista. Tak więc pani sedzia coś
            kręci. Inna sprawa, że jeśli cała jej współpraca ograniczyła się do jednej
            wizyty, nawet zakonczonej złożeniem zeznań, to kara jest absolutnie
            niewspółmierna do czynu.
            • przycinek.usa Re: Nie tylko podpisała 17.03.05, 04:03
              No wlasnie, sluchaj, jak to jest, ze opublikowali jej nazwisko?!
              Nie pomyslalem o tym!

              To bardzo ciekawe. Babka miala 23 lata, byla agentem i to aktywnym i wynika z
              tego, ze musiala chyba kogos zabic, bo ujawnili dane osobowe.
              Ty jestes prawnikiem, to badz tak dobry i wyjasnij mi to lepiej.
              Dlaczego opublikowali dane?

              Osobiscie nie chce mi sie wierzyc, ze 23 letnia dupa sypala kolegow i kolezanki
              przed UB. To prawie niemozliwe. Ja pamietam jak sie czlowiek wystrzegal innych
              Polakow na emigracji, bo przeciez wszyscy cos tam podpisywali i domniemanie
              agentury bylo nawet w rodzinie, ale ta babka to jest przesada. Cos mi tu nie
              gra. Moze uczciwa byla i inni sedziowie postanowili sie jej pozbyc?
              Albo odwrotnie?
              • plopli Re: Nie tylko podpisała 17.03.05, 11:46
                przycinek.usa napisał:

                > No wlasnie, sluchaj, jak to jest, ze opublikowali jej nazwisko?!
                > Nie pomyslalem o tym!
                >
                > To bardzo ciekawe. Babka miala 23 lata, byla agentem i to aktywnym i wynika z
                > tego, ze musiala chyba kogos zabic, bo ujawnili dane osobowe.
                > Ty jestes prawnikiem, to badz tak dobry i wyjasnij mi to lepiej.
                > Dlaczego opublikowali dane?

                Bałagan w kwestii publikacji danych osobowych wynika z powszechnej wśród
                dziennikarzy indolencji prawnej. Niestety tę indolencję dziennikarze przekazują
                dalej i stąd taki galimatias.
                Zgodnie z art. 13 ust. 2 Prawa prasowego: "Nie wolno publikować w prasie danych
                osobowych i wizerunku osób, przeciwko którym toczy się postępowanie
                przygotowawcze lub sądowe, jak również danych osobowych i wizerunku świadków,
                pokrzywdzonych i poszkodowanych, chyba że osoby te wyrażą na to zgodę." Zgodnie
                z ust. 3 sąd może zezwolić na rozpowszechnianie danych, ale to wyjątek.

                Skoro więc nie można publikowć danych osób, w stosunku do których postępowanie
                się toczy a zakaz nie obejmuje publikowania danych osób, w stosunku do których
                postępowanie się zakończyło, to nie ma formalnych przeszkód, aby dane te
                ujawniać. Za zakończone uznać należy m. zd. postępowanie, w którym zapadł
                prawomocny wyrok. Tak było prawdopodobnie w opisanym przypadku. Oczywiście jest
                tu jeszcze kwestia kasacji, ale jest to środek nadzwyczajny, więc raczej nie
                powinien być brany pod uwagę. W przeciwnym razie tak samo trzeba by traktować
                potencjalną możliwość wznowienia postępowania (np. po 5 latach) co zakrawałoby
                na absurd.

                Tymczasem w większości przypadków dziennikarze wogóle nie podają nazwisk
                podejrzanych/oskarżonych/skazanych natomiast swobodnie posługują się danymi
                świadków. Jak wynika z treści przepisu nie ma do tego podstaw.

                W omawianym przypadku, jako że zapadł prawomocny wyrok (inaczej sędzia nie
                musiałaby odchodzić z zawodu) dziennikarze zachowali się prawidłowo publikując
                nazwisko. Jak jednak widzisz jest to przypadek na tyle rzadki, że aż wzbudził
                twoje zainteresowanie smile.

                > Osobiscie nie chce mi sie wierzyc, ze 23 letnia dupa sypala kolegow i
                > kolezanki przed UB.

                Niekoniecznie od razu sypała. Mogła zostać poproszona, aby w zamian za paszport
                scharakteryzowała swoich znajomych ze studiów. Przystała na to i opisała
                każdego, kim SB sie interesowało. Przecież nikt nie mówi, że od razu donosiła,
                kto czyta Kulturę, czy rozprowadza bibułę. Zresztą takiej wiedzy mogła po prostu
                nie mieć.

                To prawie niemozliwe. Ja pamietam jak sie czlowiek
                > wystrzegal innych Polakow na emigracji, bo przeciez wszyscy cos tam
                > podpisywali i domniemanie agentury bylo nawet w rodzinie, ale ta babka to jest
                > przesada.

                Tak jak napisałem, mi również wydaje się, że kara jest niewspółmierna do czynu.
                Inna sprawa, ze ta pani jednak złożyła fałszywe oświadczenie, co podważa jej
                wiarygodność. Może i nie wiedziała co podpisywała, ale jak mówie, musiała nie
                tylko podpisywać, a skoro tak, to wiedziała, że ma coś na sumieniu.

                Cos mi tu niegra. Moze uczciwa byla i inni sedziowie postanowili sie jej pozbyc?
                > Albo odwrotnie?

                Tego akurat nie sposób mi ocenić. Może też po prostu z racji nagonki próbują
                pokazać, że są w stanie sami się oczyścić?
      • przycinek.usa Rany boskie ludzie - myslcie. 16.03.05, 22:59
        "Przykre ze ktos, kto jest sedzia nie patrzy co podpisuje. Nikt by chyba nie
        chcial stanac przed takim nieuwaznym sedzia."

        41 lat teraz.

        2005-1987=18

        41 - 18 = 23 lata!

        Ta pani miala 23 lata wtedy i pstro w glowie. (przypuszczam, ze nawet 22 lata)
        I zupelnie jej nie winie, ze podpisala "jakis swistek".

        Gdyby ode mnie to zalezalo, ze natychmiast uniewaznilbym caly ten wyrok!
        Przypomnijcie sobie jak bylo w latach 80-tych i co trzeba bylo zrobic, zeby
        dostac paszport!


        • tomek9991 Zgadzam się 16.03.05, 23:54
          To jest przesadzone, ta kara.
          Tu powinno się liczyć, czy dana osoba oprócz podpisania deklaracji o współpracy
          coś więcej zrobiła, kablowała na innych, szkodziła.
          Jak tak, to solidny kop w du.ę i nie ma litości.
          Jeśli nie, to nie wpadajmy w psychozę.

        • klip-klap jeden TW wsrod sedziow mniej - b.dobrze 17.03.05, 09:23
          Niech bedzie,ze moj wpis byl srednio trafiony,ale to oczywiscie sprawa
          indywidualna. Ja jej nie wierze i bardziej mi przykro z powodu tych,ktorych
          prawdopodobnie niszczyla niz z powodu jej kariery.
        • doradca1 Rany boskie człowieku - pomyślałem. 17.03.05, 10:32
          przycinek.usa napisał:

          > "Przykre ze ktos, kto jest sedzia nie patrzy co podpisuje. Nikt by chyba nie
          > chcial stanac przed takim nieuwaznym sedzia."
          > 41 lat teraz.
          > 2005-1987=18
          > 41 - 18 = 23 lata!
          > Ta pani miala 23 lata wtedy i pstro w glowie. (przypuszczam, ze nawet 22
          lata) I zupelnie jej nie winie, ze podpisala "jakis swistek".
          > Gdyby ode mnie to zalezalo, ze natychmiast uniewaznilbym caly ten wyrok!
          > Przypomnijcie sobie jak bylo w latach 80-tych i co trzeba bylo zrobic, zeby
          > dostac paszport!

          Jestem nieco młodszy od tej Pani. Pomyślałem sobie o pewnych zdarzeniach z
          tamtego okresu, które mnie spotkały. Historia może wydać się nieco nużąca ale
          spróbuje się streszczać.

          6 stycznia 1987 roku stawiłem się do SMS przy WSOWL w Dęblinie do odbycia
          zasadniczej służby wojskowej. W ślad za moim stawieniem pojawił się zapis w
          moich dokumentach, że od listopada 1981 roku posiadam najbliższą rodzinę w
          jednym z państwa skandynawskich. Oficer polityczny był średnio zachwycony tym
          faktem. Pomine kwestię przesłuchania ponieważ oprócz odmowy wstąpienia do ZSMP
          nic konstruktywnego jak również ciekawego to spotkanie nie dotyczyło. Efekt
          mojej odmowy był taki, że dowódcy jednostki uznali, że nie zasługuje na
          przepustki tzw. stałki czy 48 -godzinne. Poradziłem sobie w inny sposób.
          Zorientowałem się o której godzinie w soboty kadra dowódcza opuszcza kompanie.
          Dosłownie 15 minut po ich wyjściu siedziałem już w wagonie pociągu jadącego do
          Warszawy. Do jednostki wracałem w nocy z niedzieli na poniedziałek. Oczywiście
          podoficer dyżurny na mojej kompanii musiał wiedzieć gdzie w tym czasie
          przebywam wiec nie było problemu z tzw. lewiznami. Koledzy z kompanii byli
          zadowoleni bo nie wchodziłem im na stan jako chętny do korzystania z
          przepustek. Kadra dowódcza była zadowolona bo mogla pisac w raportach, że
          pomimo odmowy wstąpienia do ZSMP kłopotów naturty politycznej nie sprawiam.
          O moich pobytach w domu dowiedziano się dopiero z donosu jaki wpłynął do
          dowództwa jednostki na 7 dni przed przeniesieniem do jednostki polowej ( w tym
          przypadku chodziło o wojskowe lotnisko na Okęciu w Warszawie). Kiedy już oficer
          polityczny dowiedział się jaki ze mnie dzielny żołnierz ludowej ojczyzny
          wystąpił z wnioskiem aby mnie przenieść na lotnisko na którym nie będę mógł
          oddawać się przyjemnościom uczęszczania na tzw. lewizny. Znaleziono pułk
          lotnictwa bojowego na jednym z lotnisk w Polsce północno-zachodniej (oficjalna
          nomenklatura Żołnierza Wolności czyli gazetki wojskowej z tamtych lat). Miałem
          48 godzin na relokację. Oczywiście stawiłem się w terminie ponieważ widmo
          przebywania w jednostce karnej w Orzyszu była dla mnie odpowiednim straszakiem
          aby spóźniać się do nowej jednostki.
          Jakie było moje ździwienie kiedy na stacji w Świdwinie (nie będę używał
          oficjalnej nomenklatury "Żołnierza Wolności) około 2 w nocy czekał na mnie
          komitet powitalny w postaci 3 zołnierzy ( 1 oficer + 2 zołnierzy) WSW czyli
          Wojskowej Służby Wewnętrznej ( obecna nazwa Żandarmeria Wojskowa) z nakazem
          zatrzymania mnie. Nie ukrywam, że byłem ździwiony. Tajemnica zatrzymania
          wkrótce została wyjaśniona.
          Otóż na 3 dni przed moim przybycie do Świdwina zatrzymano w obrębie jednostki 3
          turystów narodowości duńskiej. Polskie władze oceniły, że byli to szpiedzy
          wojskowi. Osadzono ich w areszcie w Białogardzie a ówczesny rzecznik rządu PRL
          niejaki Jasio ( łysa głowka) Urban piał z zachwytu nad działaniami polskich
          służb kontrwywiadowczych. Wesoło było posłuchać i poczytać w polskiej prasie o
          zamieszaniu do jakiego doszło. Wspomniani turyści po prostu pomylili drogi
          lokalne na odcinku Połczyn Zdrój - Swidwin i w pewnym momencie stanęli
          przed jedną z bram wojskowych. Jechali w nocy z Bydgoszczy przez Wałcza do
          Stargardu Szczecińskiego aby następnie dostać się na prom w Swinoujściu. Jak
          wiadomo w tamtym czasie polskie drogi nie posiadały odpowiednich oznaczeń
          informacyjnych. Ambasada Królestwa Danii stanowczo protestowała i żądała
          uwolnienia zatrzymanych obywateli. Polskie władze odmawiały. W końcu po 2
          tygodniach turyści duńscy zameldowali się w Kopenhadze. Wartownik, ktory ich
          zatrzymał najpierw cieszył się z nagrody jaką otrzymał czyli 7 dni urlopu a
          potem klnał na cały świat bo odebrano mu tą nagrodę.
          A teraz mój wątek w tej sprawie. Oczywiście po zatrzymaniu musiałem złożyć
          zeznania i wyjaśnienia. Oczywiście nie musze wspominać czego dotyczyły pytania.
          To co mnie uratowało, że moja rodzina nie miała nic wspólnego z Królestwem
          Danii jeśli nie brać pod uwagę pewnego faktu. Otóż jeden z członków mojej
          rodziny kilkanaście lat wcześniej podczas odbywania zasadniczej służby wojskowej
          jako kreślarz rysował plany ataku wojsk układu warszawskiego na Danię. Tym
          zadaniem miało zająć się Ludowe Wojsko Polskie. Przypominam, że żadnych zeznań
          nie podpisywałem bo wiedziałem czym może się skończyć składanie jakichkolwiek
          podpisów. Po drugie na pewne pytania odpowiadałem, że nie rozumiem i to była
          najlepsza obrona przed atakiem dzielnych obronców ideałów ludowo-demokratycznej
          ojczyzny.
          Po złożeniu zeznań i wyjasnień pozwolono mi oddalić się do portu lotniczego
          gdzie do grudnia 1988 roku odbywałem służbę wojskową na lotnisku w Świdwinie
          (kryptonimu lotniska nie ujawnie bo to jest tajemnica wojskowasmilesmile
          Na dodatek całe szczęście, ze moja rodzina przebywała w jednym z państw
          skandynawskich. Określenie "Królestwo" też zgadzało się. Problem z "wrobieniem
          mnie w afere szpiegowską" pojawił się w sytuacji kiedy okazało się , że moja
          rodzina mieszka w Królestwie Szwecji a nie w Królestwie Danii.
          Po tym zdarzeniu wiedziałem, że podczas kontaktów ze wszelkiego rodzaju
          służbami PRL należy a) nie podpisywać żadnych dokumentów,kiedy nie rozumie się
          ich treści b) oświadczać, ze nie rozumie się zarzutów c) być świadomym swoich
          poczyniań i zachowań.
          Co do spraw związanych z paszportem. To następnego dnia po zwolnieniu do
          rezerwy czyli 22 grudnia 1988 roku udałem się do macierzystego WKU z pytaniem
          ile będe musiał czekać na przyznanie paszportu. Odpowiedź była druzgocąca czyli
          2 do 5 lat. Całe szczęście, że 4 czerwca 1989 roku w Polsku przestał istnieć
          komunizm.....
          Pozdrawiam
          • vico1 Re: Rany boskie człowieku - pomyślałem. 17.03.05, 14:54
            Historia barwna, ale zupelnie nie wiazaca sie z tematem w watku. Ta pani w
            jakis sposob wspolpracowala z SB, natomiast Twoja historia to typowy obraz
            dzialania wojska ludowego.
            Ja mialem kontakt z jednym i z drugim. Po studiach, podobnie jak ty
            bylem "dyskryminowany" w wojsku za podejrzane kontakty z Niemcami wink i
            skonczylem na kapralu podchorazym. Ludowe wojsko w ogole pelne bylo absurdow,
            ale nie o to tutaj chodzi. Chodzi o wspolprace z SB. Bez znajomosci faktow nie
            da sie ocenic szkodliwosci (jezeli w ogole) dzialania owej pani.
            Dluzszy czas oczekiwania na paszport nie moze byc usprawiedliwieniem dla
            wspolpracy z SB. Odwolywalem sie, czekalem i doczekalem sie paszportu bez
            donoszenia na kolegow.
            • doradca1 Re: Rany boskie człowieku - pomyślałem. 17.03.05, 19:18
              SB czy Kontrwywiad lub wywiad w PRL te instytucje były zbliżone do siebie.
            • klip-klap na zimno 17.03.05, 20:30
              Ta historia jest jak najbardziej zwiazana z watkiem, bo pokazuje,ze mozna w
              mlodym wieku nie podpisywac albo patrzec co sie podpisuje.

              Bez znajomosci faktow nie
              > da sie ocenic szkodliwosci (jezeli w ogole) dzialania owej pani.

              Jeden TW wsrod sedziow mniej. To jest jakas czesc problemu,ale wymiar
              sprawiedliwosci ma inne wazniejsze bolaczki. Dobre i tyle oczyszczania. Zupelnie
              nie rozumiem zalu przycinka, jednak jest kilka zawodow, gdzie kryteria moralne
              powinny byc ostre.
              • vico1 Re: na zimno 17.03.05, 22:08
                klip-klap napisał:

                > Ta historia jest jak najbardziej zwiazana z watkiem, bo pokazuje,ze mozna w
                > mlodym wieku nie podpisywac albo patrzec co sie podpisuje.

                Ja tez nie rozumiem zalu przecinka. To raczej od mlodego czlowieka nalezaloby
                oczekiwac rebelianckiej postawy. Konformizm to raczej cecha ludzi starszych.
                Majc 20-kilka lat ma sie umysl dokonany, potem juz tylko rutyna i powtarzalnosc.

                Jest jednak roznica miedzy SB i kontrwywiadem. Kontrwywiad byl bardziej
                wymagajacy. Kontakty zagraniczne eliminowaly zainteresowanie kontrwywiadu
                delikwentem i mialo sie spokoj.
                SB natomiast wchodzila miekko w cialo. Dowolne, jezeli byl tylko punkt
                zaczepienia, np jakies nieostroznie wyslane papiery. SB brala ludzi grozba i
                szantazem, czego nie bylo w kontrwywiadzie.
        • vico1 Re: Rany boskie ludzie - myslcie. 17.03.05, 15:07
          Dwadziescia kilka lat, to piekny wiek. Jest sie mlodym, ale jednak
          odpowiedzialnym za swoje czyny. Wiek jest tutaj mniej wazny, wazna jest
          szkodliwosc dzialania, tego nie znamy i tylko dlatego trudno jest ocenic sama
          kare.
        • robisc no wlasnie - tak sobie mysle 17.03.05, 21:15
          przycinek.usa napisał:

          > Ta pani miala 23 lata wtedy i pstro w glowie. (przypuszczam, ze nawet 22 lata)
          > I zupelnie jej nie winie, ze podpisala "jakis swistek".

          Ale teraz ma 40 lat i dobrze wieiala czym jej grozi klamstwo lustracyjne;
          przypominam, ze kara dosiegla ja nie za to, ze byla agentem, ale za to, ze
          zataila ten fakt i zlozyla falszywe oswiadczenie.
    • t3rro Re: Elżbieta Wrona - ofiara lustracji. To przykre 16.03.05, 23:58
      Boze w 87 roku pare lat juz mialem moze tez cos w szkole podpisalem i nic nie
      wiem. Wiadomo powszechnie, ze KAZDY kto dostawal paszport mial "teczke"..
      faktycznie ona mogla nawet nie wiedziec co podpisuje.
      • vico1 Re: Elżbieta Wrona - ofiara lustracji. To przykre 17.03.05, 15:09
        Serio czy sie nabijasz?
        • t3rro Re: Elżbieta Wrona - ofiara lustracji. To przykre 17.03.05, 16:00
          nabijam tongue_out
    • klip-klap To jest przykre 17.03.05, 09:38
      "
      Asesor Maciej Socha od dawna miałby sędziowską nominację. Ale nie ma i nigdy
      mieć nie będzie. Choć zbierał doskonałe opinie o swojej pracy, prezes gdańskiego
      Sądu Rejonowego postanowił wykluczyć go z zawodu. Bo orzekał za srogo. I był
      spoza sędziowskiego rodzinnego klanu.

      Leszek Mering, prezes sądu, ma w gdańskim światku sędziowskim bardzo mocną
      pozycję. Osobiście zaangażował się w wykluczenie Sochy z zawodu. Jego zdaniem
      sugerowali się inni, od których zależała decyzja, bez sprawdzania, czy ma rację.
      Czym aż tak bardzo młody asesor podpadł prezesowi? Według powszechnych
      przypuszczeń decyzją o aresztowaniu biznesmenów podejrzanych o pranie pieniędzy
      w kościelnym wydawnictwie Stella Maris. Bo prezes znany jest ze swojej zażyłości
      z kurią."
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050317/kraj/kraj_a_1.html

      "Do dziś kierownictwo sądu nie jest w stanie wytłumaczyć, gdzie są "liczne
      skargi", jakie rzekomo wszyscy mieli składać na młodego asesora.

      Jego bezpośredni szef (przewodniczący wydziału) sędzia Rafał Strugała nie
      pamięta żadnych skarg czy choćby negatywnych opinii na temat swojego podwładnego.

      - Przez pół roku próbowałem uzyskać wgląd w dokumentację, która była podstawą
      miażdżącej opinii - mówi "Rz" Maciej Socha.

      W swoich aktach Maciej Socha znalazł jedynie trzy skargi złożone w ciągu dwóch
      lat orzekania: wspomnianej aplikantki, która chciała przerwać rozprawę, żeby
      napić się wody, matki młodocianego przestępcy, którą za przeszkadzanie w
      rozprawie Socha kazał wyprosić z sądu (sam prezes Mering uznał tę skargę za
      bezzasadną) oraz jednego z adwokatów (Socha wcześniej odrzucił kilka wniosków o
      wypuszczenie z aresztu jego klienta)."
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050317/kraj/kraj_a_16.html

      Ostatnio podawali tez dane o ilosci miejsc pracy i o ilosci ludzi konczacych
      aplikacje sedziowska(koszt dla Sk.Pan.70tys) w jednym z regionow. Stosunek byl
      jakis zatrwazajacy, chyba 3/100.
    • doradca1 To rowniez jest przykre 17.03.05, 13:12
      Rzeczpospolita: Niewygodny sędzia
      2005-03-17 07:02

      Asesor Maciej Socha od dawna miałby sędziowską nominację. Ale nie ma i nigdy
      mieć nie będzie. Choć zbierał doskonałe opinie o swej pracy, prezes Gdańskiego
      Sądu Rejonowego postanowił wykluczyć go z zawodu. Bo orzekał za srogo i był
      spoza sędziowskiego rodzinnego klanu - pisze "Rzeczpospolita".

      Według powszechnej opinii młody asesor podpadł szefowi decyzją o aresztowaniu
      biznesmenów podejrzanych o pranie pieniędzy w kościelnym wydawnictwie Stella
      Maris. Tymczasem prezes sądu jest znany ze swojej zażyłości z kurią,
      twierdzi "Rz".

      Maciej Socha nie pochodzi z prawniczej rodziny. Wydział Prawa Uniwersytetu
      Gdańskiego ukończył z wyróżnieniami. Po 2,5-letniej aplikacji jako asesor Sądu
      Rejonowego mógł wreszcie włożyć upragnioną togę i orzekać jako przewodniczący
      składu sądzącego. Wkrótce okazał się jednym ze skuteczniejszych w sądzie. Z
      dokumentów wynika, że załatwiał 500 spraw rocznie, dużo powyżej średniej
      wydziału. Jego wyroki były bardzo rzadko uchylane przez sądy II instancji.

      Teraz bydgoska prokuratura przesłuchuje gdańskich sędziów i prokuratorów,
      którzy mieli związek z wyrzuceniem z zawodu 30- letniego asesora sądowego.
      Niestety nawet jeśli udowodni im złą wolę, to przepisy nie stwarzają młodemu
      prawnikowi możliwości rehabilitacji. Decyzje raz podjęte przez dostojne
      sędziowskie gremia nie przewidują żadnych odwołań w sprawie przywrócenia do
      zawodu - informuje "Rzeczpospolita".(PAP)
      • viper39 Re: To rowniez jest przykre 17.03.05, 13:55
        jak juz kazdy pisze zyciorys to wiec.... jestem w wieku tej pani...

        -nigdy nie bylem w wojsku w Polsce...(jak sie wiedzialo co sie robi to bylo to
        mozliwe, bylem sportowcem... ale nigdy nie odslugiwalem wojska... udalo sie)
        -nigdy nie mialem problemow z paszportem w Polsce (wyjechalem do USA w 88 roku)
        -nigdy mnie nikt nie pytal o wspolprace ani w szkole sredniej ani na studiach
        ani jak sie migalem od wojska ani jak pracowalem.....
        -jeden raz pamietam w czasie stanu wojennego chcieli zamknac cala nasza klase w
        techinkum za bycie "gowniarzami ktorzy klepia jezorami nie wiedzac co mowia" to
        jest oswiadczenie gliniarza ktory w szkole tlumaczyl nam dlaczego jest stan
        wojenny.

        czy ja bylem jednym z niewielu szczesliwcow? chyba nie....
        znaczy bylem na tyle malo wazny i nie zauwazalny ze nikt sie mna nie
        interesowal? cos krecicie z tymi zyciorysami, ja wiem ze w prl-u byly rozne
        rzeczy ale nikt sie gowniarzami za darmo nie interesowal, a juz szczegolnie 18-
        22 ktorzy nie za bardzo wiedzieli co robia na tym swiecie ... bo jakie oni
        mogli korzysci przyniesc SB (bo juz wtedy jak pamietam nie bylo UB)
        ale to tylko moje prywatne zdanie.

        wiec jesli pani twierdzi ze cos podpisala i miala 22-23 latka to moze bylo to w
        innym scenariuszu?

        poza tym do prawnika ktory strzela paragrafami...
        panie kolego jesli to byl wywiad a nie podawanie/przekazywanie informacji
        sadowych i pani ta nie zastrzegla zeby nie ujawniac jej danych osobowych to
        dane moga byc opublikowane.
        czyli moze ta pani nie jest tak rozgarnieta jak byc powinna?


        • plopli Re: To rowniez jest przykre 17.03.05, 14:16
          viper39 napisał:

          > poza tym do prawnika ktory strzela paragrafami...

          To chyba do mnie.

          > panie kolego jesli to byl wywiad a nie podawanie/przekazywanie informacji
          > sadowych i pani ta nie zastrzegla zeby nie ujawniac jej danych osobowych to
          > dane moga byc opublikowane.

          To jednak nie tak.
          To jest sprawozdanie z jednoznaniową wypowiedzią bohaterki. W trakcie toczących
          się postępowań wypowiadali się w taki sposób również panowie Krolopp i
          S.(amson), czy to oznacza, że można było ujawniać ich nazwiska? NIe, przepis
          wyraźnie mówi, kto może wyrazić zgodę na ujawnienie jego danych. Wśród tych osób
          nie ma podejrzanego/oskarżonego. Gdyby wiec w sprawie nie zapadł prawomocny
          wyrok media nie mogłyby podać danych tej pani nawet za jej zgodą.

          > czyli moze ta pani nie jest tak rozgarnieta jak byc powinna?

          Dlaczego. Nie rozumiem cię. Dziennikarzowi, który opisywał sytuacje, w której
          się znalazła w wyniku prawomocnego wyroku udzieliła jednozdaniowej wypowiedzi.
          Na czym polega nierozgarnięcie? A może to nie było do tej części wypowiedzi,
          któą adresowałeś do mnie?
          • viper39 Re: To rowniez jest przykre 17.03.05, 16:35
            plopli napisał:

            > viper39 napisał:
            >
            > > poza tym do prawnika ktory strzela paragrafami...
            >
            > To chyba do mnie.
            >
            > > panie kolego jesli to byl wywiad a nie podawanie/przekazywanie informacji
            >
            > > sadowych i pani ta nie zastrzegla zeby nie ujawniac jej danych osobowych
            > to
            > > dane moga byc opublikowane.
            >
            > To jednak nie tak.
            > To jest sprawozdanie z jednoznaniową wypowiedzią bohaterki. W trakcie
            toczących
            > się postępowań wypowiadali się w taki sposób również panowie Krolopp i
            > S.(amson), czy to oznacza, że można było ujawniać ich nazwiska? NIe, przepis
            > wyraźnie mówi, kto może wyrazić zgodę na ujawnienie jego danych. Wśród tych
            osób
            > nie ma podejrzanego/oskarżonego. Gdyby wiec w sprawie nie zapadł prawomocny
            > wyrok media nie mogłyby podać danych tej pani nawet za jej zgodą.

            bo bylo zastrzezenie sadowe co do tego.... w tej sytuacji nic takiego nie bylo
            bo inaczej byla by ona pania W.
            czyli mozesz sie mylic co?

            >
            > > czyli moze ta pani nie jest tak rozgarnieta jak byc powinna?
            >
            > Dlaczego. Nie rozumiem cię. Dziennikarzowi, który opisywał sytuacje, w której
            > się znalazła w wyniku prawomocnego wyroku udzieliła jednozdaniowej wypowiedzi.

            to wystarczy.

            > Na czym polega nierozgarnięcie? A może to nie było do tej części wypowiedzi,
            > któą adresowałeś do mnie?

            ta pani byla nie rozgarnieta nie myslac o skutkach swojej wypowiedzi, ja wiem
            ze kierowala sie ona czyms innym wypowiadajac sie, chciala ona poprostu
            wzbudzic wspolczucie itd, pokazac swoja niewinnosc itd... sprawa jest
            naglasniana wyraznie dlatego ze ona byla niby (nie wiemy tego dokladnie) nie
            winna i zostala skrzywdzona lustracja aby wywolac blady strach u ludzi ktorzy
            tez nie wiedzac moga cos w swoich teczkach miec...



        • vico1 Re: To rowniez jest przykre 17.03.05, 22:22
          viper39 napisał:

          > czy ja bylem jednym z niewielu szczesliwcow? chyba nie....
          > znaczy bylem na tyle malo wazny i nie zauwazalny ze nikt sie mna nie
          > interesowal? cos krecicie z tymi zyciorysami, ja wiem ze w prl-u byly rozne
          > rzeczy ale nikt sie gowniarzami za darmo nie interesowal, a juz szczegolnie
          > 18-22 ktorzy nie za bardzo wiedzieli co robia na tym swiecie ...

          18-to latkiem sie nikt nie zainteresuje. Trzeba bylo juz pracowac.
          Zainteresowali sie mna gdy mialem 30lat...dosc pozno. Mogli wczesniej, studia
          skonczylem majac 22 lata.




          • klip-klap sluzby sa super 17.03.05, 22:26
            W wieku 30 lat...To jeszcze mam szanse.
            Fajne rzeczy robia:a to jakis handelek bronia,a to rewizje w sejmie podczas
            obrad komisji czy oslanianie podejrzanych z mafii paliwowej.
            • vico1 Re: sluzby sa super 17.03.05, 22:50
              Czasy sie zmienily, teraz to juz tylko bekniecia historii.
              Tych w sejmie pewnie sprawdzaja czy nie wnosza alkoholu wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka