Dodaj do ulubionych

Unijna kaszana - niedlugo rocznica

26.04.05, 20:00
Czyli podejscie UE do konkurencji. Za pare lat będziemy jakims smiesznym
zamknietym skansenem, gdzie do rangi megaproblemu urastaja takie banaly jak
wydluzenie casu pracy czy "nadmierne zapasy".

"Londyński "Financial Times" we wtorkowym wydaniu odnotowuje sprzeciw Chin w
kwestii ewentualnych unijnych sankcji - określonych w Pekinie mianem
"dyskryminacyjnych" - a także naciski ze strony Francji, chcącej, by UE
zrezygnowała z formalnych procedur i przyspieszyła działania, mające zapewnić
jak najszybsze zmniejszenie napływu tanich chińskich tekstyliów. Zdaniem szefa
dyplomacji francuskiej, cytowanego przez "Financial Times", wrzesień jest
terminem stanowczo zbyt późnym.

"Financial Times" cytuje też wypowiedź przedstawiciela chińskiego Ministerstwa
Handlu, Cao Xinyu (czyt. c'hao sin-i): "Europa zarobiła fortunę sprzedając
myśliwce i lokomotywy. Dlaczego więc dziś tak nerwowo reagują na niewielki
wzrost chińskiego eksportu?".

Statystyki, które zaprezentował w niedzielę Mandelson, pokazują, że
opublikowane 9 kwietnia 2005 roku przez Komisję "poziomy alarmujące" zostały
przekroczone zdecydowanie, a wzrost importu w zależności od produktu wahał się
od 51 proc. do 543 proc."
euro.pap.com.pl/cgi-bin/europap.pl?grupa=1&dzien=0&ID=66040

p.s. zbliza sie rocznica smutnego faktu, ale tego dnia sa tez inne swieta

www.1maja.com/
wink
Obserwuj wątek
    • przycinek.usa 249 Polek i Polaków ma już pracę w unii - ))) 27.04.05, 07:18
      Nasi w Brukseli
      27.04.2005 06:13
      Niespełna rok od rozszerzenia Unii 249 Polek i Polaków ma już pracę w
      instytucjach europejskich.

      Jak pisze "Gazeta Wyborcza", z zestawień Komisji Europejskiej, wynika, że nabór
      do pracy w UE przebiega bez większych zakłóceń i "nowi" na pewno nie są
      dyskryminowani. Skarżył się na to ostatnio w liście do przewodniczącego Komisji
      José Manuela Barrosy premier Marek Belka. W jednym miał jednak rację - Polaków
      jest mniej, niż nam obiecywano, zwłaszcza na najwyższych stanowiskach.

      Celem Komisji jest, by stanowiska dyrektorskie (tzw. kategoria A1) obsadziło co
      najmniej dziesięciu przedstawicieli nowych państw. Obecnie jest ich czterech:
      dwóch Czechów, Słoweniec i Węgier. Polak Michał Rutkowski wygrał wprawdzie
      konkurs na wiceszefa w dyrekcji zatrudnienia Komisji, ale ostatecznie z pracy w
      Brukseli zrezygnował - dodaje dziennik.

      Jeśli chodzi o niższe stanowiska dyrektorskie, których 41 miało przypaść
      obywatelom nowych państw, to na razie otrzymało je 12 osób. Wśród nich również
      nie ma Polaków - jest za to dwóch Węgrów, Cypryjczyk, Słoweniec, Słowak i
      Estończyk (pozostałych sześciu to szefowie gabinetów nowych komisarzy; Danuta
      Hübner nie wybrała Polaka, ale Holendra).

      W sumie na stanowiskach merytorycznych (kategoria A) jest 134 obywateli Polski,
      a na innych (B i C, np. tłumacze czy kierowcy) - kolejnych 115. Stanowią niemal
      jedną czwartą z 1081 dotąd zatrudnionych z nowych państw UE. To mniej, niż
      zakładała Komisja - miało nas być ok. 39 proc. Na nadrobienie tych "zaległości"
      wobec Polaków Bruksela daje sobie czas do 2010 r - pisze "Gazeta Wyborcza".



      (PAP)
      • klip-klap nic o nas bez nas ;-) 27.04.05, 16:51
        To oczywiscie zwykly przypadek.

        "Na dziesięć najważniejszych stanowisk przeznaczonych dla nowych państw, ani
        jeden Polak nie uzyskał najwyższego rangą stanowiska dyrektora bądź
        wicedyrektora generalnego. Czesi mają ich dwóch, Cypr, Węgry i Słowacja po
        jednym (razem pięcioro)."

        "Żaden Polak nie zajął też żadnego z przeznaczonych dla Polski 16 miejsc
        zwykłych dyrektorów, głównych doradców bądź szefów gabinetów."
        euro.pap.com.pl/cgi-bin/europap.pl?grupa=1&dzien=0&ID=66130
    • przycinek.usa 36 euro na Polaka z UE 27.04.05, 07:19
      36 euro na Polaka z UE
      27.04.2005 06:10
      Jesteśmy dopiero na siódmym miejscu wśród nowej dziesiątki państw członkowskich
      w zakresie przydziału unijnych pieniędzy na osobę.

      Jak pisze "Życie Warszawy", po pierwszych ośmiu miesiącach członkostwa Polska
      dostała z Unii Europejskiej ponad 2,7 mld euro. Musieliśmy jednak opłacić
      składkę członkowską w wysokości 1,3 mld euro. Na czysto zostało nam więc nieco
      ponad 1,4 mld euro. To znacznie więcej niż dostało pozostałe dziewięć krajów,
      które weszły do Unii Europejskiej przed rokiem - wylicza dziennik.

      Jednak te sumy wyglądają mniej imponująco, jeśli przeliczyć je na głowę
      mieszkańca. Z głównego beneficjenta wejścia do UE, okazuje się że spadamy na
      siódme miejsce wśród nowych krajów UE. Na Polaka wypadło bowiem po 36 euro.
      Tymczasem Estończycy dostali średnio po 104 euro, Litwini - blisko 100 euro,
      Maltańczycy - 92 euro. Gorsi od nas są tylko Słowacy (29 euro), Czesi (23 euro)
      i Węgrzy (16 euro). Nawet jeśli zrobimy nowe obliczenia po roku (na razie wg
      resortu finansów po 11 miesiącach dostaliśmy z UE 3 mld 834 mln 187 tys. euro),
      to niewiele to zmieni - nadal pieniądze z Unii w przeliczeniu na osobę będą
      mniejsze niż winnych nowych krajach.

      Prof. Antoni Kukliński, przewodniczący Polskiego Stowarzyszenia z Klubem
      Rzymskim, tłumaczy ten stan tym, że mała kraje szybciej się dostosowują i
      wdrażają mechanizmy sukcesu. "Gdy jednak ta machina się rozkręci, choć zajmie to
      nam więcej czasu niż sąsiadom, wtedy zobaczymy korzyści skali. Tak też było w
      przypadku Hiszpanii, która przecież bardzo wiele zyskała na członkostwie" -
      zauważa na łamach "Życia Warszawy" Kukliński.



      (PAP)
      • krzysztofsf Uczczenie rocznicy 27.04.05, 09:27
        Uroczyste obchody zostaly zastapione wprowadzeniem nowych obostrzen podatkowych.
        "Minister finansów zdecydował, że od 1 maja br. kasy fiskalne muszą mieć m.in. fryzjerzy, kosmetyczki, właściciele parkingów strzeżonych, a nawet gospodynie domowe, które legalnie świadczą usługi w naszych domach.

        To samo dotyczy właścicieli siłowni, klubów fitness, callanetics i aerobic. W sumie do posiadaczy kas dołączą od maja 54 specjalności, które dotychczas były zwolnione od ich posiadania."
        www.glosszczecinski.com.pl/
    • klip-klap prof.Kiezun (zwolennik UE), hehehe 27.04.05, 16:56
      "Rok w UE/Prof. Kieżun: na dłuższą metę UE nie daje żadnych szans

      27.04.2005 Warszawa (PAP) - W pierwszym roku członkostwa w UE Polska trochę
      zyskała finansowo - przyznaje specjalista od zarządzania prof. Witold Kieżun,
      ale zastrzega, że na dłuższą metę udział w tej "nonsensownie" zorganizowanej
      strukturze nie daje żadnych szans.

      Kieżun ocenił w rozmowie z PAP, że administracja unijna jest "najgorszą
      administracją w historii ludzkości", "niesłychanie rozbudowaną,
      zbiurokratyzowaną i dogmatyczną".

      " "Nie można w tej chwili wydać żadnej oceny, a jedynie wysunąć żądanie
      radykalnej reformy administracyjnej UE - dodał. - Z punktu widzenia teorii
      organizacji i nowoczesnej teorii administracji jest to sytuacja skandaliczna".

      Jako przykład "nonsensownego" rozwiązania w UE Kieżun podał Traktat Akcesyjny (o
      przystąpieniu Polski do UE), który liczy sześć tysięcy stron. Zdaniem profesora,
      ci, którzy podpisywali traktat, nie znali całej jego treści.

      "Teraz mamy głosować za konstytucją liczącą 262 strony (z protokołami i
      deklaracjami 474 strony - PAP). Nikt z moich znajomych profesorów tego jeszcze
      nie przeczytał" - powiedział Kieżun. "

      Calosc
      euro.pap.com.pl/cgi-bin/europap.pl?grupa=1&dzien=0&ID=66124
      • robisc tu tez 28.04.05, 20:56
        Pierwszy rok w Unii

        Rozwój gospodarczy, znaczne podwyżki cen, wysokie bezrobocie

        Wzrost gospodarczy na poziomie 5,3 proc. w ubiegłym roku, wzrost zaufania do
        polskiej gospodarki, umocnienie złotówki, ale i większy niż przewidywano wzrost
        cen - to niektóre efekty pierwszego roku członkostwa Polski w UE, opisane w
        raporcie wykonanym na zlecenie Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej.

        Wnioski raportu przedstawił wczoraj minister ds. europejskich Jarosław Pietras.

        Po roku w UE jesteśmy beneficjentem netto - otrzymaliśmy z unijnego budżetu o 1
        mld 554 mln euro (6 mld 093 mln zł) więcej niż do niego wpłaciliśmy. Według
        autorów raportu ze wstępnych szacunków wynika, że w 2005 roku saldo powinno być
        jeszcze korzystniejsze - ok. 15 mld zł. W 2005 roku do Polski powinno wpłynąć z
        UE ok. 25 mld złotych.

        Najwyższe od 1997 roku tempo wzrostu gospodarczego nie przełożyło się na spadek
        bezrobocia, które na koniec 2004 r. wyniosło 19,1 proc.

        Odczuwalny przez mieszkańców Polski był wzrost cen niektórych towarów po wejściu
        do UE. Był on znacznie wyższy niż w innych nowych krajach Unii.

        Znacząco wzrósł eksport przede wszystkim produktów mięsnych i mleczarskich, a
        także produktów branży motoryzacyjnej, maszyn i urządzeń. Po 1 maja 2004 r.
        tempo wzrostu eksportu artykułów rolno-spożywczych do 15 "starych" państw
        przekroczyło 60 proc., a do pozostałych dziewięciu nowych członków UE - 50 proc.

        Przejawem wzrostu zaufania do gospodarki polskiej są m.in.: zwiększony napływ
        kapitału zagranicznego (bezpośrednie inwestycje zagraniczne wyniosły w ub.r.
        7,86 mld dolarów - najwięcej od czterech lat i o 23 proc. więcej niż rok wcześniej).

        Nie doszło do negatywnych zjawisk związanych z odpływem polskich pracowników za
        granicę. Według szacunków w 2004 roku wzrost legalnego zatrudnienia Polaków
        wyniósł w Irlandii 30 tys., Szwecji - 2 tys., a Wielkiej Brytanii - 70 tys.
        Wiele z tych osób przebywało w tych państwach przed 1 maja i wykorzystało
        akcesję do legalizacji swojego pobytu i zatrudnienia.

        W pierwszym roku członkostwa w UE Polska trochę zyskała finansowo - przyznaje
        specjalista od zarządzania prof. Witold Kieżun, wykładowca w Wyższej Szkole
        Przedsiębiorczości i Zarządzania im. L. Koźmińskiego w Warszawie. Zastrzega
        jednak, że na dłuższą metę udział w tej "nonsensownie" zorganizowanej strukturze
        nie daje żadnych szans.

        - Jestem zwolennikiem Unii Europejskiej, ale Unia to była piękna, stworzona
        przez wspaniałych ludzi idea współpracy chrześcijańskiej Europy. Idea ta została
        całkowicie zdegradowana przez biurokratów, którzy nie mają zielonego pojęcia o
        sprawnej organizacji, a nastawieni są na budowanie coraz to nowych struktur -
        powiedział Kieżun.

        Ocenił, że obecność Polski w UE jest pożądana, ponieważ "Polska jest w sytuacji
        podbramkowej ze względu na imperializm Rosji". - Jesteśmy w sytuacji stałego
        zagrożenia - uważa prof. Kieżun.

        Jednak również duże zagrożenie stwarza, jego zdaniem, fatalna struktura
        administracyjna Unii. Profesor uważa, że wynikiem tej złej organizacji, w której
        nie obowiązuje zasada solidarności, jest m.in. bliska współpraca z Niemiec z
        Rosją - ponad głowami Polski.

        - Unia powinna być tak zorganizowana, by zabezpieczyć UE przed możliwością
        dyrektoriatu dwóch czy trzech największych potęg, a konkretnie Niemiec i
        Francji, do których ostatnio doskoczyła Hiszpania. Oni już są w wielkiej
        przyjaźni z Rosją - zauważył Kieżun.

        Jak zauważył profesor, zadziwiająco dobrze w tej nieracjonalnej i
        nieuporządkowanej strukturze UE radzi sobie polska administracja.

        Zgadza się on z opinią, że Polacy są jednak odsuwani od znaczących stanowisk w
        administracji unijnej. - Polacy są wszędzie nielubiani i traktowani z pogardą.
        To nasza potworna wina, że przez ostatnie 16 lat nic z tym nie zrobiliśmy -
        powiedział. (PAP)

        Unijna rocznica

        300 tys. zł wyda wojewoda małopolski na imprezy związane z pierwszą rocznicą
        wejścia Polski do Unii Europejskiej. Będą to cztery konferencje, dwie imprezy
        plenerowe i specjalny tramwaj jeżdżący ulicami Krakowa.

        W ramach rocznicowych obchodów specjaliści będą oceniać skutki wejścia Polski do
        UE, jakie odnieśli: rolnicy (dziś w Tarnowie), Małopolska (30 kwietnia w
        Krakowie), branża turystyczna (10 maja w Krynicy) oraz przemysł i ochrona
        środowiska (12 maja w Chrzanowie). W najbliższą sobotę piknik z udziałem
        młodzieży odbędzie się w parku przy Willi Decjusza w Krakowie, a w niedzielę -
        Wielka Majówka Tatrzańska w Zakopanem (na placu pod Gubałówką). W następny
        weekend (7 i 8 maja) po Krakowie będzie jeździł tramwaj europejski, w którym
        będzie można uzyskać informacje o UE. (GEG)

        dzis.dziennik.krakow.pl/public/?Kraj/005/005.html
    • robisc pisza ze jest dobrze 27.04.05, 19:23
      pzrekonamy sie za jakies pol roku, jak rzeczywiscie radzi sobie nasza gospodarka
      w UE

      Lepiej, niż miało być

      Integracja z Unią Europejską wyszła Polsce na dobre - taka jest główna teza
      raportu, który dziś zaprezentuje premier. "Rzeczpospolita" dotarła do tego
      dokumentu, podsumowującego pierwszy rok członkostwa

      kraj_a_1-2.F.jpg
      Minął już rok. 1 maja 2004 r. w Dublinie przywódcy 15 krajów UE i 10 państw
      przystępujących do Unii spotkali się, żeby świętować rozszerzenie. Państwa
      naszego regionu czekały na ten moment przez 15 lat
      (c) REUTERS/RUSSEL
      kraj_a_1-3.F.jpg

      Raport rozprawia się z mitami, formułowanymi przed rozszerzeniem przez
      przeciwników integracji. Nie dopłacamy do Unii - według danych na koniec
      ubiegłego roku otrzymaliśmy z UE o 1,5 mld euro (6 mld zł) więcej, niż
      wpłaciliśmy do unijnego budżetu.

      Nie ma masowego upadku małych i średnich przedsiębiorstw, poddanych konkurencji
      unijnych firm - małe firmy poddawane są presji, ale ze strony krajowych
      przedsiębiorstw. Cudzoziemcy nie wykupują u nas ziemi. Nie doszło do zalania
      polskiego rynku tanią żywnością z UE - to my zaczęliśmy sprzedawać do krajów UE
      duże ilości mleka i mięsa. Wreszcie, co szczególnie widoczne - sytuacja rolników
      się nie pogorszyła, ale poprawiła - do końca marca 1,4 mlnrolników odebrało 6,5
      mld złotych dopłat.

      Na razie nie udało się obsadzić zbyt wielu Polaków na eksponowanych stanowiskach
      w unijnych instytucjach. Rząd podkreśla za to, że sukcesem zakończyły się długie
      starania o umieszczenie w Polsce unijnej agencji odpowiadającej za kontrolę
      granic. Wygraliśmy m.in. z Węgrami.

      Rok przed przystąpieniem do UE - w kwietniu 2003 r. - rząd opublikował bilans, w
      którym starał się przewidzieć, co się stanie po przystąpieniu do UE. Co wynika z
      porównania obu dokumentów? Większość tez zawartych w raporcie sprzed
      rozszerzenia się sprawdziła. Autorzy poprzedniej ekspertyzy nie przewidzieli
      jednak np. szybszego tempa wzrostu cen wielu produktów. Ceny wieprzowiny wzrosły
      o ponad połowę. Drób - który miał stanieć - zdrożał o ponad 20 proc. Także zboże
      drożało, a nie taniało.

      "Akcesja przyniosła wiele zjawisk pozytywnych i korzystnych dla polskiej
      gospodarki i polskiego społeczeństwa. Jednocześnie odnotowane zostały także
      pewne zjawiska o charakterze negatywnym, jednak ich zakres i skala nie podważają
      ogólnie pozytywnego bilansu pierwszego roku członkostwa" - głosi raport.
      Dokument składa się z podsumowania poszczególnych dziedzin gospodarki oraz
      analiz ekspertów, których rząd poprosił o opinię.
      ANDRZEJ STANKIEWICZ


      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050427/kraj/kraj_a_1.html
      • klip-klap rzad twierdzi,ze jest dobrze 27.04.05, 19:39
        a po paru miesiacach to sie okaze rownie wiarygodne jak tlumaczenie uniokonstytucji
    • robisc sonda 30.04.05, 17:43
      Czy po roku od wstąpienia do UE jesteś zadowolona/y z tego faktu?
      Tak 52%
      Nie 37%
      Nie mam zdania 11%

      Ogółem głosów: 63393
    • robisc zachowam ten tekst 01.05.05, 10:54
      zobacze co szanowni profedorowie powiedza za rok o tej porze

      tiny.pl/h1ml
      Gospodarka liczy zyski 07:00 29.04.2005
      piątek

      Mija pierwszy rok naszego członkostwa w Unii Europejskiej. Co zyskaliśmy na
      integracji ze Wspólnotą, a jakie oczekiwania się nie sprawdziły? Zapytaliśmy o
      to ekonomistów.

      prof. Andrzej Wernik, Wyższa Szkoła Ubezpieczeń i Bankowości

      członkostwo Polski w Unii Europejskiej przyczyniło się do przyspieszenia naszego
      tempa wzrostu gospodarczego. Trudno jednak określić, w jakim stopniu, ponieważ
      nie wiadomo, jaki był w tym udział normalnego cyklu koniunkturalnego. Na pewno
      wstąpienie Polski do Unii Europejskiej ułatwiło eksport, który mimo umacniania
      się złotego nie został zastopowany. Korzystne jest to, że pewna grupa osób
      znalazła legalne zatrudnienie w niektórych krajach dawnej Piętnastki. Szkoda, że
      nie wszystkie państwa Wspólnoty otworzyły swój rynek pracy dla Polaków. Na
      wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej na pewno zyskało rolnictwo, chociaż część
      rolników uważa, że wsparcie Unii było za małe, bo liczyli na więcej, ale taka
      jest natura ludzka, wszyscy chcieliby więcej. Wprawdzie budżet państwa stracił,
      bo otrzymał z Unii mniejsze wpłaty niż wynosiła składka naszego kraju, ale
      zyskała cała gospodarka, dla której saldo jest dodatnie. Jest to normalne, pod
      tym względem nie wyróżniamy się niekorzystnie w porównaniu z innymi krajami.

      Wstąpienie Polski do Unii ułatwiło eksport,
      który mimo umacniania się złotego nie został zastopowany.

      Mechanizm jest taki, że składkę płaci budżet, a środki z Unii płyną do niego
      tylko w małym stopniu, kierowane są głównie do samorządów, rolników i
      przedsiębiorców. W rezultacie gospodarka zyskała nie tylko w wymiarze
      ekonomicznym (wyższy wzrost gospodarczy czy większy eksport), ale także w
      wymiarze czysto finansowym - uzyskaliśmy dodatnie saldo przepływów pieniężnych.

      prof. Jan Macieja, Polska Akademia Nauk

      W czasie naszej dotychczasowej obecności w Unii Europejskiej krajowe
      przedsiębiorstwa poczuły konkurencję i podjęły wiele działań w celu ochrony
      krajowego rynku przed firmami zagranicznymi. To się przejawiało w różnego
      rodzaju fuzjach, połączyło się bardzo dużo drobnych przedsiębiorstw. Oczywiście
      w dobie globalizacji, otwartych granic takie fuzje nie zagrażają konsumentom,
      wręcz przeciwnie, przedsiębiorstwa poprzez obniżkę kosztów mogą obniżać ceny
      swoich produktów. Ponadto akcesja spowodowała zauważalną poprawę tak zwanych
      mikroekonomicznych fundamentów wzrostu gospodarczego - zwiększyły się zyski
      przedsiębiorstw i wzrosła ich rentowność. Jednocześnie poprawiła się stopa
      zwrotu na zainwestowanym kapitale. A to jest najważniejszy, oprócz wiarygodności
      i przewidywalności, motyw do inwestowania. Ważną rzeczą jest poprawa rentowności
      w przemyśle spożywczym, który korzysta z produktów dostarczanych przez rolników.
      To ma bardzo ważne znaczenie, ponieważ przyczynia się do postępu cywilizacyjnego
      wsi, która przez długi czas była trochę na marginesie procesu transformacji
      gospodarki. Wprawdzie wzrosły ceny żywności, ale teraz już nie rosną. Ponadto
      wzrosła efektywność krajowych przedsiębiorstw mierzona różnymi wskaźnikami, w
      tym wartością dodaną. Widać to między innymi wśród eksporterów. Choć złoty się
      umocnił, eksport rósł, mimo iż wcześniej mówiono, że wzmocnienie złotego
      doprowadzi wiele firm do ruiny i upadku. Przedsiębiorstwa poprzez redukcję
      kosztów i poprawę jakości potrafiły zniwelować wzrost wartości złotego. Z kolei
      mocniejszy złoty, w sytuacji gdy nie uderzył w eksport, korzystnie wpłynął na
      poziom długu publicznego.

      Akcesja spowodowała zauważalną poprawę tak zwanych mikro-ekonomicznych
      fundamentów wzrostu gospodarczego.

      Na integracji z Unią Europejską zyskało wiele branż. Doszło do konsolidacji i
      prywatyzacji w hutnictwie. Wprawdzie proces ten nastąpił przed uzyskaniem
      członkostwa Polski w Unii, ale nie zostałby on uruchomiony, gdyby nie bliska
      perspektywa integracji ze Wspólnotą. To pomaga naszemu przemysłowi węglowemu, bo
      chyba trwale wzrosła cena węgla koksującego wykorzystywanego w hutnictwie.
      Bardzo optymistyczne jest to, że otwarcie granic nie spowodowało upadku, nie
      zagroziło żadnemu z polskich przemysłów. Wbrew temu, co przepowiadano, firmy
      potrafiły się obronić. Oczywiście dobre firmy budowlane i transportowe nie
      odniosły korzyści proporcjonalnych do ich konkurencyjności na rynkach Unii
      Europejskiej z powodu blokowania przez kraje Wspólnoty dostępu do tych rynków.
      To jest nieprzyjemne, ale w dłuższym okresie nie da się tego utrzymać, musi
      nastąpić pełne otwarcie rynku Unii Europejskiej dla naszych firm.

      prof. Jan Winiecki, prezes Towarzystwa Ekonomistów Polskich

      Polska jest krajem, który ma przewagi konkurencyjne. To po naszym wejściu do
      Unii Europejskiej zaowocowało także przyspieszeniem eksportu w tych obszarach, w
      których wcześniej tak znaczącego przyrostu nie obserwowano. Mam tu na myśli
      między innymi sprzedaż produktów rolnych na unijnych rynkach. I tak na dobrą
      sprawę główne korzyści naszego członkostwa w Unii Europejskiej wynikają z
      powiększonego dla nas rynku, na którym funkcjonują w przybliżeniu jednakowe
      reguły, choć do jednolitego rynku jest jeszcze daleko. Należało się spodziewać,
      że te reguły zagrają i będą pomagać rozwojowi naszej gospodarki. Natomiast jest
      coś, czego ludzie generalnie nie rozumieją, a ja, zajmując się przez wiele lat
      krajami rozwijającymi się, byłem na to zdecydowanie bardziej wyczulony. Otóż
      widzę, na razie jeszcze nieduże, wady wynikające z tego, co tak kochają wszyscy
      politycy, którzy licytują się, ile który zdobył środków dla kraju. A takie
      możliwości daje im wspólna kasa Unii Europejskiej.

      Główne korzyści naszego członkostwa wynikają z powiększo-nego dla nas rynku.

      To jest coś, co w krajach rozwijających się powodowało bardzo poważne skutki
      społeczne i polityczne. Nie swoje pieniądze wydawane są nieefektywnie przez
      władze publiczne. Ale ważniejsze jest to, że pieniądze z zewnątrz, które dostają
      władze, zmieniają relacje między władzą a społeczeństwem obywatelskim. I my to
      już obserwujemy. Zmienia się mentalność, społeczeństwo obywatelskie, zamiast
      zajmować się rozwiązywaniem swoich problemów, zwraca się do władz centralnych,
      gdzie poszczególne grupy społeczno-zawodowe i regionalne zaczynają konkurować o
      pieniądze niepaństwowe. W efekcie w gruncie rzeczy zamiera skłonność do
      polegania na własnym wysiłku, a po drugie, rozbijają się proporcje sił między
      społeczeństwem obywatelskim i władzą. A ponieważ więcej zależy od władzy, to tak
      zwany syndrom zależności będzie się coraz silniej ujawniał.

      prof. Mieczysław Kabaj, Instytut Pracy i Spraw Socjalnych

      o naszym wstąpieniu do Unii Europejskiej pewna grupa osób wyjechała za pracą do
      Wielkiej Brytanii, Irlandii i Szwecji. Jest ona jednak mniejsza, niż można było
      oczekiwać. Niestety na rynek Unii nie zostały dopuszczone nasze usługi. Gdyby
      tak się nie stało, wówczas powstałaby szansa na pracę dla dużej grupy osób. Poza
      tym jest pewna asymetria między liberalizacją rynku w Polsce i w Unii
      Europejskiej. Niektóre kraje Wspólnoty, na przykład Dania, wprowadziły bardzo
      duże obostrzenia w zatrudnianiu pracowników z nowych krajów Unii Europejskiej.
      Te obostrzenia powodują, że na wspomnianym duńskim rynku pracy trudno się jest
      przebić, choć jest tam praktycznie pełne zatrudnienie, bezrobocie jest bardzo
      małe. Natomiast w Niemczech nasze firmy budowlane mają ciągle problemy, chce się
      tam ograniczyć ich liczbę. Tymczasem w naszym kraju łatwo zauważyć, że działa
      bardzo dużo firm niemieckich, które dominują w wielkim budownictwie i nie mają
      żadnych przeszkód w rozwoju swojej działalności. Ostrzegałem przed tą asymetrią.
      Jeszcze przed wejściem Polski do Unii Europejskiej mówiłem naszym negocjatorom,
      że największym niebezpieczeństwem jest właśnie asymetria. To znaczy, że z jednej
      strony jest pełna swoboda przepływu towarów, co jest korzys
      • robisc Re: zachowam ten tekst cd 01.05.05, 10:55
        prof. Mieczysław Kabaj, Instytut Pracy i Spraw Socjalnych

        o naszym wstąpieniu do Unii Europejskiej pewna grupa osób wyjechała za pracą do
        Wielkiej Brytanii, Irlandii i Szwecji. Jest ona jednak mniejsza, niż można było
        oczekiwać. Niestety na rynek Unii nie zostały dopuszczone nasze usługi. Gdyby
        tak się nie stało, wówczas powstałaby szansa na pracę dla dużej grupy osób. Poza
        tym jest pewna asymetria między liberalizacją rynku w Polsce i w Unii
        Europejskiej. Niektóre kraje Wspólnoty, na przykład Dania, wprowadziły bardzo
        duże obostrzenia w zatrudnianiu pracowników z nowych krajów Unii Europejskiej.
        Te obostrzenia powodują, że na wspomnianym duńskim rynku pracy trudno się jest
        przebić, choć jest tam praktycznie pełne zatrudnienie, bezrobocie jest bardzo
        małe. Natomiast w Niemczech nasze firmy budowlane mają ciągle problemy, chce się
        tam ograniczyć ich liczbę. Tymczasem w naszym kraju łatwo zauważyć, że działa
        bardzo dużo firm niemieckich, które dominują w wielkim budownictwie i nie mają
        żadnych przeszkód w rozwoju swojej działalności. Ostrzegałem przed tą asymetrią.
        Jeszcze przed wejściem Polski do Unii Europejskiej mówiłem naszym negocjatorom,
        że największym niebezpieczeństwem jest właśnie asymetria. To znaczy, że z jednej
        strony jest pełna swoboda przepływu towarów, co jest korzystne dla starych
        krajów Unii Europejskiej, które mają przewagę techniczną i jakościową, a z
        drugiej strony wprowadza się bardzo daleko idące ograniczenia w sferze przepływu
        usług, w których jesteśmy konkurencyjni. Jeżeli chcemy korzystać z dużego,
        europejskiego rynku pracy, który wcześniej czy później będzie się otwierał, to
        trzeba w Polsce zmienić system nauczania języków. To znaczy trzeba tak nauczać,
        żeby absolwent szkoły średniej lub zawodowej znał dobrze jeden język zachodni. A
        jeżeli chodzi o absolwentów szkół wyższych, to dwa języki zachodnie. Niestety w
        tej dziedzinie jest w ostatnich latach mała zmiana. Nauczanie języków trochę się
        poprawiło, ale jego jakość jest nadal słaba. Z drugiej strony mamy pewne
        rozczarowanie wśród naszych pracowników, którzy wyjechali do pracy na przykład
        do Szwecji, Danii, Francji czy Niemiec. Rynek pracy dla cudzoziemców jest tam
        bardzo ściśle określony. Opolskie doświadczenia dowiodły, że 98 proc. tych,
        którzy wyjeżdżają za pracą od lat, bo mają podwójne obywatelstwo - polskie i
        niemieckie - wykonuje bardzo proste i ciężkie prace. To jest naturalne, że wolne
        stanowiska pracy są to na ogół stanowiska o niskim prestiżu, o niskich
        wynagrodzeniach, z którymi związana jest ciężka praca, na przykład w rolnictwie,
        budownictwie, usługach hotelarskich bądź osobistych. Natomiast nasi czasowi
        emigranci zarobkowi wyobrażają sobie często, że za granicą znajdą bardzo dobrą,
        wysoko płatną, interesującą i rozwijającą pracę. Tymczasem z trudem trafiają na
        oferty, których Niemcy, Francuzi czy Szwedzi nie chcą przyjmować.

        Jest pewna asymetria między liberalizacją rynku pracy w Polsce i w Unii
        Europejskiej.

        prof. Elżbieta Mączyńska, Szkoła Główna Handlowa

        Nie sprawdziły się czarne prognozy formułowane przed wstąpieniem Polski do Unii
        Europejskiej. Sama przestrzegałam przed tym, że przedsiębiorstwa mogą nie
        sprostać konkurencji po otwarciu granic Wspólnoty. Prognozy ostrzegawcze były
        jednak potrzebne i spełniły swoją rolę. Między innymi dzięki nim
        przedsiębiorstwa lepiej przygotowały się do integracji. W ubiegłym roku
        zdecydowanie wzrosły zyski przedsiębiorstw, poszybowała w górę rentowność firm,
        co związane było także w dużej części z naszą obecnością w Unii Europejskiej.
        Niepokojące jest jednak to, że inwestycje przedsiębiorstw są ciągle słabe. A bez
        nich bardzo dobre wyniki ekonomiczno-finansowe przedsiębiorstw nie mogą mieć
        charakteru długotrwałego.

        Zdecydowanie wzrosły zyski przedsiębiorstwi poszybowała w górę rentowność firm.

        prof. Cezary Józefiak, Polska Akademia Nauk

        Obowiązek współfinansowania przez naszą stronę przedsięwzięć finansowanych przez
        Unię wymusi bardziej efektywne wykorzystanie środków publicznych niż dopłacanie
        do przedsiębiorstw trwale nierentownych. W 2003 roku wydano u nas na tzw. pomoc
        publiczną 20 mld zł, dwa razy więcej niż rok wcześniej. Teraz już tego, na
        szczęście, powtórzyć nie można. Zeszły rok okazał się rekordowy pod względem
        wyników przedsiębiorstw. Zauważamy jednak silniejsze zmniejszenie popytu na
        kredyty, niż wynikałoby to z poprawy wyników. Może to się wiązać z ciągle zbyt
        wolno rosnącymi inwestycjami przedsiębiorstw.

        Przestaliśmy być częścią niestabilnego regionu środkowo-wschodniej Europy, a
        staliśmy się częścią Unii Europejskiej.

        Dla zagranicznych inwestorów finansowych znaczenie ma zwiększenie się poziomu
        bezpieczeństwa naszego rynku. Przestaliśmy być częścią niestabilnego regionu
        środkowo-wschodniej Europy, a staliśmy się częścią Unii Europejskiej. Ryzyko
        inwestowania u nas jeszcze bardziej się zmniejszy, gdy wejdziemy do systemu
        ERM2, wtedy bowiem znacząco zmaleje ryzyko kursowe. Po wejściu do strefy euro,
        myślę że w 2009 r., ryzyko kursowe w ogóle zniknie. Mam nadzieję, że w tym
        czasie będzie już pełne otwarcie rynku pracy i usług, co da dodatkowy bodziec
        eksportowi i inwestycjom oraz pomoże w zmniejszaniu bezrobocia.

        Wojciech Ankudowicz
    • klip-klap swietujac rocznice ;-) 07.05.05, 23:20
      "Komisja Europejska stosuje metody rodem z Białorusi, byle tylko ukryć przed
      opinią publiczną informacje o kolosalnych nieprawidłowościach przy wydawaniu
      unijnych funduszy.

      Unijni urzędnicy triumfują, bo właśnie udało im się zdobyć dostęp do notatek i
      źródeł informacji brukselskiego korespondenta niemieckiego magazynu "Stern".
      Hans Martin Tillack od kilku lat opisywał przekręty unijne. Zajmował się m.in.
      malwersacjami w Eurostacie, czyli europejskim biurze statystycznym. I budził tym
      uzasadnione obawy w Brukseli, bo jego wcześniejsze artykuły doprowadziły do
      ogromnego skandalu i odwołanie szefa Eurostatu, Yvesa Francheta.

      Unia postanowiła pójść na wojnę z dziennikarzem. W zeszłym roku zainteresowała
      nim policję, która zajęła dziennikarskie notatki, komputery i telefony.
      Żurnaliście piszącemu o korupcji zarzucono... korumpowanie urzędników. Po
      zatrzymaniu eurokraci przeprowadzili zmasowaną kampanię, której celem było
      zdyskredytowanie Tillacka. Mniej obchodziło ich wyjaśnienie nieprawidłowości
      przy wydawaniu europejskich funduszy."
      fakty.interia.pl/news?inf=616440
    • wislok1 Pierwsza i ostatnia ? 07.05.05, 23:25
      Jak referendum we Francji skończy się fiaskiem

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka