pepe49
31.01.06, 02:31
www.glos.com.pl/strona/PISoblerzony.html
Polska nie przeżywa wcale kryzysu parlamentaryzmu, praworządności, rządu PiS,
Polska przeżywa kryzys PRL-bis i od sposobu rozstrzygnięcia tego kryzysu
zależy, czy powrócimy do czasu atrap, pozorów i złudzeń, czy przeciwnie,
rozpoczniemy wreszcie budowę niepodległego państwa. Moment, w którym marszałek
Marek Jurek musiał bezradnie odejść od stołu prezydialnego Sejmu był
rzeczywiście świadectwem swoistego zamachu stanu. W jeszcze większym stopniu
trzeba to powiedzieć o tzw. kompromisie zawartym dzień później, zgodnie z
którym PiS przeszedł do porządku dziennego nad złamaniem prawa przez opozycję.
Siła w sposób spektakularny zwyciężyła nad prawem....
....wprawdzie 11 stycznia 2006 roku nie doszło do „nocnej zmiany”, ale stało
się tak za cenę głębokich ustępstw i istotnego nadszarpnięcia wiarygodności
PiS. Przebieg wydarzeń jednoznacznie wskazuje na to, że w kluczowym momencie
wszystkie partie poza PiS gotowe były połączyć swoje siły, by złamać prawowity
rząd i władze Sejmu RP. Ani LPR, ani Samoobronie, ani PSL nie przeszkodziły
różnice programowe, ideowe itd. w zawarciu prawdziwej koalicji strachu z
krwiożerczymi liberałami z PO i sowieckimi komunistami z SLD. Gremialnie
poparli wniosek Marka Kotlinowskiego o przyspieszenie rozpatrywania poprawki
rządowej, choć w sposób oczywisty nie był to wniosek formalny, a więc jego
uwzględnienie leżało w gestii marszałka Sejmu. A potem poszło już „z górki”:
wyśmiany i wyklaskany marszałek Marek Jurek miał tyleż władzy w Sejmie, co
minister Macierewicz w MSW po 4 czerwca i koalicja strachu przegłosowała
kolejne uchwały, których bezprawność nie ulega wątpliwości. Powstała koalicja
od SLD po LPR realnie przejęła władzę w Sejmie i groziła, że powoła rząd i
drogą zamachu stanu przejmie także administrację państwa. Bronisław Komorowski
w publicznych wywiadach groził powołaniem odrębnego zgromadzenia sejmowego, o
ile PiS nie podporządkuje się uzurpatorom. Jarosław Kaczyński tak opisuje to w
wywiadzie z 14 stycznia:
„Musieliśmy w Konwencie Seniorów uzyskać poparcie dla kompromisu. To wszystko,
przypomnę, działo się w momencie, gdy zaczynała się okupacja Sejmu. Docierały
do nas informacje, że powstaje rząd alternatywny PO, LPR, Samoobrony i
komunistów. Premierem najpierw miał być jakiś profesor, potem Tusk, potem
jakoby Bronisław Komorowski.(...)”
....
Kto kierował tymi działaniami, kto był twórcą scenariusza i planu gry? A
musiał być taki plan, skoro 11 stycznia rano Marek Kotlinowski występuje z
wnioskiem wspartym natychmiast głosem „formalnym” Giertycha, a Iwiński
zapowiada votum nieufności wobec marszałka Marka Jurka. Jeszcze widoczniejsze
są szwy scenariusza w kluczowym momencie kryzysu, wtedy, gdy Giertych raz
jeszcze zgłasza wniosek „formalny”, a Kotlinowski jako marszałek prowadzący
obrady poddaje go pod głosowanie mimo odebrania mu uprawnień przez Marka
Jurka. Trudno uznać za przypadek, że podczas tych działań cała opozycja
znajdowała się na sali sejmowej wyraźnie przygotowana do głosowania. To
musiało być wcześniej omówione i ustalone. Dalszy rozwój wydarzeń, jak wynika
z relacji sejmowych świadków, prowadził do trwałego odebrania władzy
marszałkowi (okupacja Sejmu) a następnie powołania osobnego zgromadzenia i
rządu....
I znowu: czy to przypadek - ten sojusz dziennikarsko-partyjny przeciw PiS?
Żaden dziennikarz publicznie nie ośmielił się dokonać prawnej analizy tego, co
się wydarzyło. Ekspertyzy profesorów Winczorka i Gebethnera zwykle cytowane z
zachwytem jak prawda objawiona, tym razem pomijane są wstydliwym milczeniem.
Co najwyżej wytyka się politykom PiS, że wcześniej krytykowali tych ekspertów.
Nawet spokojna i wyważona opinia prof. Piotrowskiego eliminowana jest z mediów.
Rusza tymczasem kampania ostrzegająca społeczeństwo przed wcześniejszymi
wyborami. Działania PiS mają być powodowane dążeniem do monopolizacji władzy.
W „Gazecie Wyborczej” można przeczytać ostrzeżenia przed powrotem do władzy
monopartii. Zachłanność i brak kompromisu, to główne cechy braci Kaczyńskich.
Ta propaganda udziela się także niektórym duchownym: 11 styczeń ogłasza się
dniem żałoby, chaosu i zagrożenia państwa oraz demokracji. Kaczyńscy są winni
doprowadzenia do anarchii i chaosu. Apeluje się do prezydenta, by ratował
państwo.
Przed czym dotychczasowi władcy chcą za wszelką cenę ratować państwo polskie?
Przed demokratycznymi wyborami! Dlaczego tak boją się wyborów? Bo mogą dać
bezwzględną większość tym, którzy praworządność, demokrację i niepodległość
chcą przywrócić. O co więc chodzi nowej koalicji strachu i ich politycznym
sojusznikom w mediach? O utrzymanie władzy układu „okrągłego stołu”, który
trwa niezagrożony tak długo, póki Sejm, sądy, rząd szachowane wewnętrznie
układami partyjno-personalnymi są bezradnym atrapami. Wybory mogą stworzyć
siłę zdolną ten układ przełamać. Więc się ich boją.
Przełamać system
W ostatnim GŁOSIE pisałem, że jeżeli PiS rzeczywiście pragnie realizować
program patriotyczny, który wyniósł go do władzy, to stoi przed koniecznością
rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych. Spotkałem się później z
interpretacjami, że moja diagnoza jest życzeniowa. Nic bardziej bzdurnego.
Rzeczywiście Ruch Patriotyczny, ja osobiście, a także Jan Olszewski poparliśmy
kandydaturę prezydencką Lecha Kaczyńskiego, a następnie program ogłoszony
przez rząd PiS-u. Także dzisiaj, w obecnym kryzysie nie mam wątpliwości, że
jedyną drogą ratunku dla Polski są jak najszybsze wybory. Wynika to jednak nie
z interesów Ruchu Patriotycznego, czy takiej lub innej grupy polityków, a z
obiektywnej sytuacji, w jakiej znalazła się Polska. Chodzi nie tylko o
sytuację wewnętrzną kraju, ale także o gołym okiem widoczne zagrożenia
międzynarodowe. Czas komfortowego spokoju w Europie środkowej kończy się.
Polska musi odzyskać zdolność obrony własnego państwa i narodu, a tego z
pewnością nie da jej koalicja SLD, PO, Samoobrony i LPR. Nie wierzę też w
trwałość porozumienia PiS czy to z PO czy też z Samoobroną i LPR. Wszystkie te
partie uwikłane są w system, w którym budowa niepodległego państwa liczy się
nieporównanie mniej, niż ich miejsca w Sejmie, rządzie, radach nadzorczych. I
zapewne tylko część z tych polityków zdaje sobie sprawę, że są atrapą,
narzędziem, którym posługują się zupełnie inne siły. Obrona obecnego sejmu i
obecnego systemu jest więc w istocie obroną układu „okrągłego stołu” - bezsiły
i bezradności instytucji politycznych stanowiących jedynie zasłonę dymną dla
władzy mafii wyrosłej z PZPR. W tym sejmie nie można powołać większości
zdolnej do przebudowy państwa. Ten sejm może co najwyżej trwać marnując czas
Polski i Polaków i umacniając ukrytą władzę mafii. Dlatego konieczne są
wybory. Ale aby były skuteczne, PiS musi zerwać z dotychczasową manierą, dotąd
tak charakterystyczną dla UW, wynikającą z przekonania, że wszystko wie i robi
najlepiej. Podobne zachłyśnięcie się władzą obserwowałem niegdyś u polityków
AWS. AWS od początku skażony był zasadą „TKM”. PiS starał się manewrować,
licząc na cud. Zamiast cudu panowie Tusk, Olejniczak, Giertych i Lepper
pokazali, że mogą pozwolić sobie na kpinę z prawa i własnych zobowiązań. Ta
lekcja praktyczna zasad „okrągłego stołu” może stać się punktem zwrotnym i
poprzez rozpisanie wyborów otworzyć drogę do zerwania z systemem atrap i
zasłon. Aby się tak stało, przed nowymi wyborami musi powstać szeroki front
patriotyczny popierającego program odbudowy państwa polskiego, zerwania z
„okrągłym stołem”, zbudowania Polski Solidarnej.
Antoni Macierewicz