Dodaj do ulubionych

Manipulacje FED a kurs USD - o co naprawdę chodzi?

03.03.06, 04:09
Postanowiłem w sposób przejrzysty i łatwy wytłumaczyć tutaj mechanizm ryzyka
walutowego wplątany w inwestycje w obligacje USA. Proszę o uważne przeczytanie
i uwagi. Zależy mi na Waszych uwagach.

Najpierw kilka słów wyjaśnienia na temat zabezpieczeń kursowych.
Wszyscy wiemy, co to są transakcje międzynarodowe i że firmy musza się jakoś
zabezpieczać przed ryzykiem kursowym. Najlepiej to porównać do ubezpieczeń.

Każdy z nas oczywiście wie jak wygląda ubezpieczenie od kradzieży auta, prawda?
Płacimy firmie ubezpieczeniowej składkę i jak nam ktoś auto ukradnie – to
firma płaci odszkodowanie. Oznacza to równocześnie, – że właściciel auta
przeniósł ryzyko straty auta z siebie (właściciela) na ubezpieczyciela. I tu
powstaje kluczowa obserwacja. Ubezpieczyciel DETALICZNY (Np. PZU) zwykle
przenosi część takiego ryzyka na innego – większego „ubezpieczyciela
ubezpieczycieli”. Wszyscy słyszeliście na pewno o firmie AXA albo ALLIANZ albo
ING. Tacy ubezpieczyciele oferują usługi polegające na przejmowaniu części
ryzyka z danego rynku. Tworzone są odpowiednie umowy pomiędzy firmami
ubezpieczającymi i ci więksi ubezpieczyciele pobierają za to cześć składki,
która płaci klient detaliczny. Przykładem jest ubezpieczenie od ryzyka
katastrofy naturalnej, kiedy składki pieniężne ubezpieczenia nieruchomości są
przekazywane np. do AXA – która potem musi płacić wiele miliardów dolarów –
jak np. wystąpi trzęsienie ziemi, albo np. huragan Katrina.

Podobnie jest z zabezpieczeniami ryzyka walutowego w transakcjach
międzynarodowych, z tą różnicą, że takie ubezpieczenie nazywa się kontrakt i
jest zakładem a nie polisą. Jedna strona umowy mówi, że „dolar na pewno nie
spadnie” – a druga strona umowy mówi, że „myśli, że spadnie” i zakładają się w
ten sposób, że jak spadnie – to jedna firma płaci drugiej pełną różnicę kursu
– a jak nie spadnie – to druga firma płaci pierwszej tylko samą prowizje,
(czyli jak w ubezpieczeniach – składkę) Cała umowa może opierać się na okresie
1 miesiąca, 2 miesięcy, pól roku itp. Mówi się wtedy, że kontrakt (zakład)
jest miesięczny, roczny albo półroczny itp.

Taki zakład polega na tym, że jest firma, która NIE NAZYWA się ubezpieczyciel
– tylko „Bank” (Najczęściej offshore) i taki bank inwestuje w takie kontrakty.
Są to operacje hedge i taka firma oferuje swoje usługi innym bankom, które są
wystawione na ryzyko. Czyli klientami są inne firmy – banki, zajmujące się
inwestowaniem pieniędzy w akcje, obligacje, albo nawet po prostu firmy
angażujące się w handel międzynarodowy na dużą skale.

I co się teraz dzieje z takim ubezpieczeniem od spadku waluty?
Od razu widać, że to jest instrument niesymetryczny. Bo z jednej strony (jako
klient) płacimy składkę (prowizję), – nasze ryzyko jest wtedy ograniczone do
tej prowizji – a tymczasem ryzyko kursowe ponosi druga strona. I co się stanie
jak kurs jednak spadnie? Wtedy jasne jest, – że oni (Druga strona) na tym
stracą i to ciężko.

Pamiętajcie, ze ryzyko walutowe – to jest takie samo ryzyko straty pieniędzy
jak kradzież samochodu – z taka różnicą, że są to zwykle większe pieniądze,
większa skala i ktoś w końcu tego łańcucha musi stracić tę różnicę. Traci
zwykle jakiś bank.


Mając powyższą wiedze na temat tych zabezpieczeń przejdźmy do kolejnego etapu
naszych rozważań, – czyli do kursu USD i zachowania rynku obligacji UST.

Wszyscy wiemy, że w połowie ubiegłego roku na rynku obligacji amerykańskich
wydarzyło się cos nieoczekiwanego. Mianowicie banki azjatyckie zdecydowanie
zmniejszyły ilość zakupów pożyczki federalnej. To doprowadziło do dziwnej
sytuacji, w której nagle zwiększyła się ilość zakupów tej pożyczki ze strony
banków z Londynu.

Cały rynek tłumaczy sobie te zaistniałą sytuacje poziomem stopy procentowej –
a nieliczni tylko zadają sobie pytanie: – dlaczego Azja dalej nie kupuje,
skoro procent wzrósł? Takie pytanie zadał sobie nasz kolega PolarBeer i
szybciutko doszedł do intuicyjnego wniosku, że tu musi tkwić jakiś ciężki
kant. I słusznie.

Policzmy to sobie matematycznie:
Mamy obecnie rentowność pożyczki amerykańskiej na poziomie około 4.5%
Równocześnie mamy rentowność pożyczki w Europie na poziomie około 3%.
Ale również wiemy, wskutek wielu opracowań analitycznych popartych wiedzą i
doświadczeniem specjalistów, że w 2006 roku dolar USA ma się osłabić i średnio
oczekuje się spadku o około 10% w stosunku do innych walut na koniec roku.
To oznacza występowanie ryzyka kursowego w wysokości 10%, prawda?
Czyli w największym uproszczeniu:
Inwestując w UST – zarabiamy 4.5% nominalnie – a potem tracimy na kursie 10% -
czyli jesteśmy do tylu na oko o 5.5%. Mamy MINUS 5.5%!!!

Inwestując w eurobligacje inwestujemy na 3% - ale nie tracimy na kursie.
Zysk wynosi tyle – ile rentowność, ale jesteśmy na plusie!

Różnica pomiędzy tymi inwestycjami wynosi 5.5+3 = 8.5% BEZ UWZGLĘDNIENIA
INFLACJI, która nasze obliczenia PODWYZSZA, bo inflacja w USA podnosi stratę,
a w eurozonie inflacja jedynie obniża zysk i jest mniejsza. Czyli różnica z
uwzględnieniem inflacji jest nawet większa, choć jest kwestią dyskusyjną o
ile. Dlatego pomińmy to milczeniem. 8.5% rocznie jest i tak wystarczająco
dużym procentem, aby się przestraszyć.
8.5 % czystego ryzyka!

Wiedząc powyższe – odpowiedzmy sobie na pytanie: kto normalny będzie
inwestował w takie obligacje przy takiej dysproporcji ryzyka? Dlaczego wobec
tego kapitał płynie z Londynu do USA, – choć logiczne byłoby oczekiwać
przepływu odwrotnego?
Można zadać nawet bardziej kłopotliwe pytanie - Dlaczego Wuj Sam wpuszcza
swojego największego sojusznika – Anglie – w taki zaułek inwestycyjny???
Czyżby Anglicy byli aż tak głupi, aby zgadzać się na takie dofinansowanie
Ameryki? Mnie ta głupota nie pasowała od samego początku. Do tej pory uważałem
ten rynek za uczciwy i przejrzysty, – ale obecnie zmieniłem zdanie. Uważam
bowiem, że skoro logicznie dowiedliśmy, że kupowanie UST jest NIEOPŁACALNE, –
więc musi istnieć jakiś inny, zewnętrzny czynnik podnoszący opłacalność tego
działania. Takim czynnikiem w systemie bankowym jest prowizja i opłaty. Musi
być jakiś nieznany nam czynnik, który powoduje, że te zakupy są opłacalne.
Czynnik na miarę różnicy 8.5% rocznie!!!!

Jednym z możliwych takich czynników – jest zabezpieczenie kursowe transakcji.
Jednak jak już wcześniej wskazałem – jest to działanie niesymetryczne a firma,
która podjęłaby się zabezpieczyć kurs rozliczenia zakupów UST (w ilości –
które jada do USA ze strony Londynu) – musiałaby być jakimś gigantem! To
musiałby być jakiś super-ubezpieczyciel, większy od 10 AXA i Allianzow
zsumowanych razem. Nawet największe katastrofy – jak trzęsienie ziemi w
Californi, albo pożar w San Francisco nie były w 100% ubezpieczone przez 1
firmę. To było ryzyko rozłożone na wiele firm!
A przecież katastrofa to jest przypadek! To zdarzenie losowe, które mogło się
nie zdarzyć! Firmy mogłyby przez 10 lat zbierać składki i zarabiać a wtedy
takie działanie ma sens i jest racjonalne. Ubezpieczenie kursu dolara w
świetle aktualnych raportów analitycznych jest działaniem nieracjonalnym. To
jest głupota. Piramidalna głupota. Jeżeli risk exposure całej grupy
inwestycyjnej z Londynu sumuje się na kwotę około 500 miliardów dolarów – to
oczekiwana przez rynek zmiana kursu na koniec roku oznacza de facto stratę w
wysokości 50 miliardów dolarów!!!!!

Kto jest gotowy stracić taka kwotę pieniędzy i nie zbankrutować? AXA? Nie.
Allianz? Niemożliwe. Fundusze prywatne z Caraibow? NIEMOŻLIWE!!!! TYLKO FED!!!!!!!

Tylko FED za pośrednictwem łańcucha podstawionych podmiotów może zawrzeć
odpowiednia ilość kontraktów NDF z bankami w Londynie – a potem po wystąpieniu
różnicy kursu WYDRUKOWAC OD
Obserwuj wątek
    • przycinek.usa dokonczenie: 03.03.06, 04:10
      WYDRUKOWAC ODPOWIEDNIA ILOŚĆ DOLAROW, – aby pokryć deficyt wynikający z różnic
      kursowych o takiej skali!

      Jak zrozumiemy ten prosty fakt – to zrozumiemy również to, że jeżeli FED musi
      komuś gwarantować różnice kursowe – to jasna sprawa, że woli to gwarantować
      sojusznikom, niż Azjatom. W ten sposób banki Angielskie zupełnie niczego się nie
      boja, bo wiedza, że nawet jak ten dolar poleci – to oni dostana premie. Maja na
      to słowo honoru Greenspana.
      Dla nich jedyne zagrożenie leży w skali tej operacji i ryzyko, ze FED jednak nie
      stoi za tymi firmami – a wtedy banki z Londynu stracą, zamiast odzyskać swoją
      różnicę – bo gwarancje te przepadną wraz z tymi funduszami offshore przy
      większym ruchu kursu.
      Przypuszczam, ze gdyby istniał cień ryzyka, że te gwarancje wystawia kto inny –
      to żaden fundusz z Londynu nie kupiłby nawet pól takiej obligacji.

      Na co liczy FED?
      To nie jest ukrywane przez członków FOMC. Przy każdej okazji wypowiadają się oni
      o konieczności zmniejszenia popytu wewnętrznego aż do wynikającego stąd
      obniżenia i zlikwidowania deficytu rachunku bieżącego! Konsekwentnie realizują
      oni plan ograniczenia obrotów handlowych w USA poprzez podnoszenie stopy FUNDS
      pod płaszczykiem istniejących zagrożeń inflacyjnych. Straszą oni inflacja
      dokładnie tak samo jak Balcerowicz i podobnie jak jemu – nikt już w to gadanie
      nie wierzy. Różnica polega jedynie na tym, że Balcerowicz straszy a nie ma czym,
      bo inflacji brak. Ale czy FOMC słusznie straszy? Inflacja faktycznie jakaś jest,
      ale czy jak 3 lata temu obniżali stopę do 1% - to inflacji nie było? Tez była!
      Dlatego jest to jedna wielka hipokryzja i oszustwo.

      No dobrze, - ale dlaczego to wszystko jest niebezpieczne?

      Już tłumaczę.
      FED może się pomylić. Deficyt może nie spaść i będzie występować konieczność
      gwarantowania kursu USD tak długo – aż kwoty wynikające z tych ewentualnych
      zabezpieczeń kursowych staną się niebezpieczne dla rynku. Przecież te kwoty są
      wprost proporcjonalne do ewentualnego spadku USD – stanowią swoiste dodatnie
      kursowe sprzężenie zwrotne! To strasznie niebezpieczne! Jeśli FED faktycznie
      zapłaci dolarami bankom różnice kursowe, to one zaraz wymienia je na EURO! A to
      zwiększy różnicę! Prawda?
      Rynek w USA może zanadto zwolnić i dolar spadnie, bo się rynek wystraszy nawet
      jak poziom depozytów eurodolara będzie stabilny. Może się załamać jakiś inny
      kraj – np. Nowa Zelandia. To może być iskra, której tym razem rynek nie zgasi.
      Sytuacja finansowa Japonii tez jest niewesoła. Ich deficyt finansów publicznych
      jest wręcz straszny.

      Obecnie wypływa z USA 65 miliardów dolarów miesięcznie na importowe zakupy USA.
      Te pieniądze podwyższają ilość dolarów za granica. FED – obserwuje poziom tych
      depozytów i na tej podstawie decyduje się zabezpieczać określoną ilość
      transakcji, co powoduje, ze banki z Londynu kupują odpowiednia ilość obligacji,
      (ale nie więcej) a poziom depozytów w tabeli numer 6 raportu H.6 nie zmienia się
      zupełnie.

      Co się jednak stanie, jeżeli faktycznie kurs USD spadnie o te 5, czy 10 %?
      Wtedy zaistnieje konieczność wywiązania się z umów-zabezpieczeń i z USA wypłynie
      tym razem 65 miliardów + premia/różnica kursu, a popyt z Anglii wyniesie nadal
      tylko 65 miliardów, chyba, ze nastąpi zabezpieczenie kursowe dla różnic
      kursowych. Zabezpieczenie od kwoty zabezpieczenia! Jeżeli to zabezpieczenie
      kursowe nie zostanie zneutralizowane w postaci reinwestycji w dług i nie wróci
      następnego dnia do USA – to w obiegu wzrośnie ilość dolarów w kwocie znacznie
      przekraczającej możliwości chłonności rynku. 10% od 500 – 50 miliardów dolarów
      to jest 11.6% depozytów eurodollara. Skutek kursowy? No właśnie…. Natychmiastowy.

      Jakkolwiek na to nie patrząc, kwota zabezpieczeń kursowych będzie musiała w
      sposób naturalny rosnąć, ilość obligacji w obiegu będzie rosnąć – a obligacje
      tych banków, które obligacji nie kupują, bo nie maja dostępu do mechanizmu
      zabezpieczeń będą w sposób naturalny narażone na ryzyko nadmiernej straty
      wartości! Jeżeli rynek w całości zorientuje się, ze te obligacje są poddane
      zjawisku inflacji na takiej samej zasadzie jak waluta, a cześć rynku ma
      preferencje inwestycyjne – to banki zaczną te obligacje sprzedawać i FED będzie
      musiał wydrukować pieniądze na pokrycie zobowiązań.

      Wtedy tez pęknie ten mechanizm stabilizacji kursu, bo powstanie piramida
      zobowiązań dolarowych a w obiegu nagle zacznie przybywać USD w sposób
      eksponencjalny.
      Przecież tych obligacji nikt nie kupuje dlatego, że chce!
      To są przymusowe inwestycje wymuszone przez rynek derywatów!

      Jak już wspomniałem wcześniej w innym wątku, wystarczy jeden miesiąc zachwianego
      zaufania banków - aby ilość depozytów dolarowych za granicami USA wzrosła o 15%.
      Na tej podstawie sadzę, ze już niedługo czeka nas poważne wydarzenie w świecie
      finansów i uważam, ze długoterminowe trzymanie waluty USA jest po prostu głupie,
      a trzymanie obligacji federalnych zakrawa na działanie na szkodę państwa Polskiego.
      Uważam, ze NBP trzymając te pożyczkę – działa ze szkoda dla interesu publicznego!
      A kto o tym decyduje? Balcerowicz. Pominę więc to litościwie milczeniem.

      Obecnie, ci wszyscy bankowcy centralni znają się świetnie i maja do siebie
      nawzajem telefony, gadają ze sobą i znają się jak łyse konie. Jednak niedługo,
      kiedy okaże się, ze ten cały mechanizm emisji FED zadziała, to powiązania
      pomiędzy bankami centralnymi mogą się znacznie osłabić – powstanie zamieszanie
      na skale światową i powstanie taki spadek wzajemnego zaufania, ze cena złota
      pójdzie do sufitu.

      Uważam, ze NBP kupując teraz złoto – zabezpiecza się przed ewentualnym przyszłym
      runem zagranicznych inwestorów. Uważam, ze Polska stoi w obliczu sytuacji – w
      której inwestycja tych pieniędzy w złoto może być jedyna metoda spłaty
      przynajmniej części długów, – kiedy zdenerwowani i zbankrutowani wierzyciele
      będą chcieli odzyskać przynajmniej cześć pieniędzy ulokowanych w polskich
      obligacjach.
      • polarbeer Re: dokonczenie: 03.03.06, 14:47
        Ogromne dzieki za ta analize Przecinku. Mam jednak jeszcze jedna teze, jeszcze
        jedna mozliwosc, ktora powinna i musi byc brana pod uwage.

        W 1972 Nixon zamknal "okienko handlu zlotem" w banku USA, a ci ktorzy przyszli z
        tytulami wlasnosci do zasobow w sejfie Fort Knox zostali wyslani do domu. Zloto
        zostalo zadeklarowane przez Stany Zjednoczone jako "bezwartosciowe" w sensie
        finansowym i anatlitycy (propagandzisci) spodziewali sie w spadku jego rynkowej
        ceny do 2-7 dolarow za uncje... Od tego czasu zloto nadal jest w ksiegach
        aktywow skarbu panstw USA, ale nikt dokladnie nie wie czy w skutek pozyczania go
        w celu manipulacji ceny zlota, nadal tam jest czy nie
        • przycinek.usa Re: dokonczenie: 03.03.06, 19:11
          Nie wierze w to. Ty jestes specjalista od zlota a nie ja.
          Ja uwazam, ze wszystkie te operacje maja z pewnoscia znamiona normalnego i
          codziennego handlu. To jest jeden z tych spiskow cenowych, w ktorych manipulacja
          wyglada na normalny handel. Obietnica wyplaty zlota jest absurdem bankowym.
          Takie gadanie spowodowaloby natychmiastowa podejrzliwosc zarzadzajacych i byc
          moze zmienilyby sie kryteria ryzyka. Bo jak sprzedajesz dom i wystawisz cene np.
          milion, a potem nagle okazuje sie, ze masz 3 kupcow i oni juz teraz chca ci dac
          pelna cene i nawet proponuja zaplate w zlocie - to zamiast sprzedawac -
          zaczynasz sie powaznie zastanawiac, czy przypadkiem pod Living Roomem nie plynie
          ropa naftowa?

          • polarbeer Re: dokonczenie: 03.03.06, 20:51
            Zroc jednak uwage na niebezpieczenstwo "sprzerzenia zwrotengo" o ktorym
            pisales... Zloto by to wyeleminowalo, w dodatku zwolniloby cisnienie na cene
            zlota na normalnym rynku...
            • polarbeer jeszcze jedna rzecz 03.03.06, 22:15
              Mimo ze ja tez przypuszczam ze te domniemane kontrakty najprawdopodobniej sa
              "klasyczne" (czyli dolarowo/papierowe), wyobrazam sobie ze w pewnym momencie
              albo przejda na zloto, albo beda mieszanka pozlacana...
              • przycinek.usa Re: jeszcze jedna rzecz 03.03.06, 22:28
                ty kochasz to zloto. -))
                • polarbeer Re: jeszcze jedna rzecz 03.03.06, 23:18
                  Ooo? Owszem jestem 'zainwestowany', ale powody dla ktorych wszedlem w ta
                  dziedzine nie zniknely, i dlugo jeszcze bedzie zanim znikna... Wiec to prosty
                  zdrowy rozsadek pozostania w inwestycji ktora sie jeszcze nie "spelnila"... Ale
                  to marginesy naszej dyskusji
                  • przycinek.usa Re: jeszcze jedna rzecz 04.03.06, 20:54
                    "czy stabilizacja kursu dolara poprzez "surgical use of gold" ma sens czy nie?"

                    Ja nie wiem, czy to ma sens. Dzisiejszy system ekonomiczny opiera wartosc waluty
                    na wartosci masy towarowej. To powoduje inne zagrozenia. Nadmierna ilosc towarow
                    grozi naturalnym spadkiem ich wartosci, natomiast kryzys ekonomiczny grozi
                    gigantyczna inflacja - wynikajaca ze zmniejszenia produkcji i zuzycia sie
                    towarow. Pieniadze w banku maja troche wieksza trwalosc jak te wszystkie towary
                    naokolo. I co bedzie jak sie zmniejszy produkcja? Albo co bedzie - jak
                    helikopter Bernanke - najpierw nadrukuje papieru - aby wartosc towaru nie malala
                    - bo jest za duzo towaru - a potem jak bedzie jakis kryzys i towaru ubedzie - to
                    komu helikopter Bernanke zabierze pieniadze spowrotem? Inwestorom zagranicznym?

                    Tak zreszta dzialaja cykle. Zabieraja pieniadze. Dlatego czesc (Mala czesc)
                    ekonomistow sugeruje ograniczanie ekspansji kredytowej. Niestety najwiecej mamy
                    tzw. wolnosciowcow, ktorzy postuluja wprowadzenie pelnej wymienialnosci na
                    zloto. Ale to jest niemozliwe. To jest blad. Proponuje nastepujace porownanie:

                    Wyobrazmy sobie standartowy wagon kolejowy o dopuszczalnej ladownosci 60 ton.
                    Taki wagon ma pojemnosc wewnetrzna okolo 80 metrow szesciennych. 80 metrow
                    szesciennych zlota wazy 1544 tony.

                    2500 ton - to jest roczna produkcja zlota i spada. Czyli rocznie produkuje sie
                    poltora wagonu zlota na calym swiecie. Calkowita ilosc zlota na swiecie jest
                    nieznana. Mowi sie o rezerwach w ilosciach ~30,000 ton.
                    Wiec wyobrazmy sobie, ze zamienimy polowe tego na monety o wadze 1 uncji.
                    To jest jakies 521 milionow monet. Malo. Od razu widac, ze bylaby to najbardziej
                    niepraktyczna waluta swiata. Mniej jak ludzi. Wystarczyloby moze dla USA, Kanady
                    i Meksyku. Przy zalozeniu rownego rozkladu ilosci. A co bedzie jak ktos bedzie
                    sprytny i zarobi sobie pieniadze ogalajac przy okazji milion rodakow? Pieniedzy
                    zabraknie?

                    Z drugiej jednak strony patrzac, jak sie wszyscy pokloca o pieniadze (na co sie
                    zanosi) - to zloto jest jedynym praktycznym nosnikiem wartosci. Nie dla ludzi -
                    ale dla systemow bankowych i tych wszystkich bogaczy, ktorzy nie maja nic innego
                    - tylko pieniadze - a te wszystkie wille, ziemie i samochody maja za ulamek
                    procenta swoich bogactw.

                    Pieniadz - jest obecnie tylko umowa. Papierowa umowa dzialajaca swietnie w
                    czasach wzglednego spokoju. Pokoj zas niestety jest wtedy - kiedy ludzie nie
                    domagaja sie "opieki spolecznej" w wyniku biedy. Postepujaca degradacja
                    finansowa ludnosci doprowadza zwykle do duzych napiec i zazwyczaj wszyscy sobie
                    wtedy skacza do oczu. Taki kryzys - moglby wywolac wilka z lasu. I wywola.
                    Dlatego takie zloto warto miec. Nawet nie osobiscie - ale przynajmiej, zeby bylo
                    w Banku Centralnym i zeby taki bank centralny nie wyjechal z tym zlotem do
                    jakiegos innego miejsca w Europie. Za czym Polacy tak ochoczo glosowali w
                    referendum unijnym.

                    • polarbeer wracajac do pytania 05.03.06, 03:43
                      Przeczytlem to co napisales dwa razy... Ale nie jestem w stanie znalesc
                      odpowiedzi na moje pytanie... Sprobuje skonstruowac to pytanie jeszcze raz,
                      troche inaczej: czy kontakty ubezpieczajace zakupy dlugu amerykanskiego bylyby
                      bardziej bezpieczne (dla systemu) jesli oferowalyby kompensate za straty
                      walutowe zlotem a nie dolarami?

                      Na swoj sposob jest to pytanie o istnienie takiej mozliwosci, czy powoli,
                      okreznymi drogami, w tajemnicy robimy pierwsze kroki powrotu do pewnej formy
                      zabezpieczania papieru zlotem. Nie "pelnego" zabezpieczenia, dla wszystkich, ale
                      dla tej decydujacej mniejszosci
                      • przycinek.usa Re: wracajac do pytania 05.03.06, 05:53
                        Odpowiedz wprost:
                        Tak, bylyby bardziej bezpieczne. Oczywiscie.
                        Bo gdyby USA obiecalo Angolom zloto jako rozliczenie roznic kursowych
                        kontraktow w relacji Eur do USD to wtedy nie zaszloby zjawisko sprzezenia
                        zwrotnego i nie pojawilaby sie dodatkowa kwota dolarow wyplywajacych z USA.
                        Wtedy zmiana kursu o 50% nie pociagnelaby za soba koniecznosci wyplaty kwoty
                        porownywalnej do polowy wartosci deficytu handlowego. W wydrukowanych dolarach.

                        Ale ja nie odpowiedzialem wprost - bo to nie ma sensu.

                        Policzmy:
                        Niech nawet cale USA ma te 8000 ton zlota w rezerwach. (Zakladamy, ze ma, choc
                        to jest nieprawda - ale niech bedzie dla przykladu) 8000 ton jest warte tyle
                        ile 277,8 milionow uncji zlota po dzisiejszej cenie $568 za uncje = ~158
                        miliardow dolarow!

                        Widzisz juz ten problem?

                        10% roznicy ceny od 500 miliardow w obligacjach zabiera USA 1/3 ich zlota!
                        A raport z Harvardu mowi, ze zmiana kursu wystapi o minimum 32%.
                        To wtedy ich zloto zmienia wlasciela w calosci!
                        Ryzyko spadku USD o 10% jest w zasadzie zdarzeniem pewnym.
                        To po jakiego grzyba oni mieliby komus proponowac zloto, skoro moga wyemitowac
                        taka ilosc pieniedzy wprost? To jednak poniekad dowodzi tez mozliwosci wzrostu
                        ceny zlota - do jakis absurdalnych wartosci, gdyby faktycznie okazalo sie, ze
                        to zloto bedzie do czegos potrzebne.

                        GDYBY USA rzeczywiscie zadecydowalo o zabezpieczaniu takich roznic w zlocie -
                        to wtedy najpierw USA zawarloby kontrakty a potem pociagnelo zloto do gory do
                        ceny np. 20,000 dolarow za uncje.

                        To bardzo proste zagadnienie. Skoro masz komus dac zloto - to musisz w
                        kontrakcje umocowac wartosc zabezpieczen. Zwykle jest to wartosc rynkowa w dniu
                        wystapienia zobowiazania. I w interesie dawcy lezy jak najwyzsza waluacja.
                        Wtedy cena rynkowa zlota jest niezwykle podatna na manipulacje cenowe.
                        Zwlaszcza, ze ze strony popytu jest maszynka do drukowania pieniedzy - a ze
                        strony podazy tylko kilka bankow centralnych - ktorych zasoby sa oplakane.
                        Jednak nie obserwujemy takich manipulacji - wrecz przeciwnie.
                        To znaczy, ze nikt nie gwarantuje nic zlotem. Nigdzie. Narazie.

                        Ale GDYBY w przyszlosci doszlo do jakiejs katastrofalnej sytuacji w bilansie
                        handlowym USA - i okazalo sie, ze jedyna metoda zciagniecia do USA dalszych
                        pozyczek jest poprzez zastawienie zlota - to faktycznie - wtedy mogloby dojsc
                        do takiej sytuacji, ze USA (FED) zgodziloby sie na takie kontrakty i wtedy
                        zloto poszloby do gory pionowo.

                        To ciekawe zagadnienie.

                        Bo mnie sie wydaje, ze wtedy Angole po realizacji takiej opcji sprzedaliby to
                        zloto na rynku od razu za pieniedze... FED i zloto wrociloby do wlascicieli - a
                        w obiegu podnioslaby sie ilosc dolarow. Tak wiec na jedno wyjdzie. Chyba.
                        Chyba, ze wtedy FED zakonczylby dodruk i poczekal kilka kwartalow na spadek
                        cen. Ale wiadomo, ze nawet po nizszych cenach kupno nastepowaloby za wydruk
                        papieru.

                        Wyglada wiec na to - ze to sie w sumie sprowadza do zagadnienia drukarki w
                        kazdym wariancie. Tak czy inaczej FED bedzie zmuszony do drukowania.
                        Nie widze zadnej innej mozliwosci.

                        Jak gospodarka zwolni - wplywy podatkowe spadna - musza drukowac.
                        Treasury podniesie podatki - gospodarka stanie - musza drukowac.
                        Nic nie zrobia - odsetki rosna - dlug rosnie - musza drukowac.
                        Dolar spadnie - ktos poplynie na zabezpieczeniach kursowych - beda drukowac.
                        COKOLWIEK SIE STANIE - beda drukowac.

                        Jedyne co mogloby teoretycznie pomoc USA - to aprecjacja Yuana i wzrost popytu
                        na towary USA - co mogloby zmienic relacje kursowe.

                        Ale to sie NIE ZDARZY. Z dwoch powodow. Jest za duza konkurencja swiatowa i
                        wzrost popytu w Chinach nie daje gwarancji zakupow Beinga - tylko duza szanse
                        na zakupu Airbusa - itp. To znowu prowadzi nas w kierunk spadku dolara.
                        Kolejny aspekt - to wzrost ceny Yuana spowoduje proporcjonalny wzrost kosztu
                        importu z Chin i deficyt bedzie rosl. To jest kwadratura kola.
                        Ja nie widze zadnej opcji wyjscia z tej sytuacji.
                        Bardzo chcialbym miec moznosc zapoznania sie z jakims modelem, w ktorym nie
                        nastapi katastrofa - ale ja tego po prostu nie widze. Moze cos zaproponujesz?



                        • polarbeer Re: wracajac do pytania 05.03.06, 14:12
                          > Bardzo chcialbym miec moznosc zapoznania sie z jakims modelem, w ktorym nie
                          > nastapi katastrofa - ale ja tego po prostu nie widze. Moze cos zaproponujesz?


                          Ja tez. Dlatego kombinowalem z tym zlotem... Ale ty masz racje
                          • przycinek.usa Re: wracajac do pytania 05.03.06, 19:16
                            Tak. Kiepska perspektywa. W jednym z postow wyzej wsadzilem dane o zlocie.
                            Teraz pomyslalem, ze ciekawe jest podac tutaj wartosc M1. Otoz jest tego okolo
                            1400 miliardow dolarow w USA. Czyli USA potrzebuje w zasadzie 1400 miliardow
                            dolarow w szybkim pieniadzu - aby funkcjonowac. Wymienione wyzej 521 milionow
                            monet byloby warte okolo 300 miliardow dolarow. Nie wystarczy nawet jakby te
                            monety pokroic na male kawalki. Oj, kiepsko widze parytet zlota w praktyce.
                            • polarbeer Re: wracajac do pytania 05.03.06, 19:36
                              Ja bym sie nie przejmowal technicznymi aspektami dzielenia zlota na istniejace
                              pieniadze w obiegu
                              • polarbeer struktury spolecznie 05.03.06, 19:47
                                Duzo wiekszym problem byloby co zrobic ze spoleczenstwem
    • szutnik Re: Miło poczytać,choć się nie zgadzam. 06.03.06, 09:01
      Dlaczego?
      Przycinek, milcząco zakładasz że Azja nie kupuje UST, bo już nie ma ochoty/sił
      i za drogo ją to kosztuje.
      Jeśli rzeczywiście tak by było, wtedy masz Świętą Rację i cały system oparty o
      USD lada moment się rozleci. Mówiąc inaczej - podobnie jak np. Nouriel Roubini
      zakładasz, że Bretton Woods II to już tylko przeszłość lub co najwyżej ostatnie
      chwile teraźniejszości.
      Ale ja pytam: PO CO Azja ma kupować UST, jeśli USD drożeje/drożał? Głównym
      motorem zakupów USD/UST Azjatyckich BC była obrona własnego terms of trade z
      USA względem innych azjatyckich konkurentów. Po co kupować, gdy USD drożeje?
      Odwrotnie - lepiej sprzedawać UST(łapiąc zysk w jenach z tej operacji, co
      robiła Japonia) i szykując te jeny na ponowny zakup USD/UST, gdy dolar wróci do
      słabnięcia.
      Jeśliby "nikt" nie kupował UST kto pierwszy najbardziej na tym straci oprócz
      USA? Oczywiście Azja (później reszta)- spadnie ich wzrost PKB, a nawet zaliczą
      recesję. Co dla Komunistycznej Partii Chin znaczyłaby recesja?
      Gigantyczną RUCHAWKĘ w Chinach, to oczywiste!!! Ruchawkę, która mogłaby tę KPCh
      nawet odsunąć (dodajmy - krwawo, bo tak się w Chinach usuwa cesarzy, także tych
      zbiorowych!!) od władzy. Czy Chiny podjęłyby takie ryzyko? Tak, ale tylko
      wtedy, GDY NIE BĘDZIE INNEGO WYJŚCIA i.e. koszty dalszego kupowania USD/UST
      znacznie przekroczą zyski z tej operacji (czyli wzrost zatrudnienia/dobrobytu).
      Czy już tak jest? Oczywiście, że NIE!!! Więc Chiny nie mają interesu w
      zaprzestaniu ratowania koniunktury w USA zakupami UST. Podobnie Japonia, która
      ledwo wykaraskała się ostatnio z deflacyjnej stagnacji. To samo mniejsze kraje
      azjatyckie.
      Dla mnie sprawa jest jasna - BWII jeszcze się nie przewrócił i gdy tylko
      zacznie spadać USD, azjatycki popyt na UST POWRÓCI!!
      Najpierw będzie więc typowa obrona USD, potem gra w "dollar hot potato" między
      Azjatami potem desperackie próby obrony Za Wszelką Cenę (jakieś konsorcjum
      światowych banków centralnych, zwołane ad hoc) i dopiero po klęsce takiego
      konsorcjum USD naprawdę klęknie. To musi toczyć się dużo dłużej niż 1 rok!!!
      Osobiście stawiam na to, że tym razem zobaczymy jeszcze jedno mid-cycle
      slowdown, typowe dla lat z koncówką cyfr na 6-8 (jak w latach 1956,1967, 1977
      1987 i 1996-98), z którego wydobędziemy się jeszcze raz klasycznie tzn. dzięki
      ultraluźnej polityce monetarnej.
      Myślę, że prawdziwy problem z USD zobaczymy w koncówce 10,6 letniego cyklu w
      latach kończących się na 1-3, gdzie spowolnienia zawsze są mocniejsze (1962,
      1973, 1980-82, 1991-92, 2001-02) i to na wtedy liczę na Twój scenariusz,
      Przycinek, zwłaszcza, że wtedy pojawi się dodatkowo jeden problem, którego dziś
      jeszcze nie ma - boomers będą odchodzić na emeryturę i fundusze emerytalne
      zmienią się z nabywców w sprzedawców netto assets!!!
      Polarbeer - co zaś do golden standard - czytałem gdzieś, że aby go wprowadzić i
      dać nawet minimalne pokrycie pieniądza w złocie, cena Au musiałaby być powyżej
      5000 USD/oz.
      Poza tym byłoby to proszenie się o nawrót Wielkiego Kryzysu. Roczna podaż złota
      jest bardzo mała w stosunku do potrzeb gospodarki światowej na pieniądz i to
      równałoby się prowadzeniu ultrarestrykcyjnej polityki pieniężnej w zakresie
      jego podaży, czego skutkiem byłaby silna deflacja i ogólnoświatowy kryzys
      gospodarczy nawet silniejszy niż ten z lat 1930-33.
      Na to nikt rozsądny nie pójdzie i o tym wiedzą nawet umiarkowani Goldbugs.
      Jedynie twardogłowi, do których nic nie dociera mogą żądać nawrotu do Golden
      Standard.
      Nie ma powrotu do złota jako środka monetarnego!!!
      Co więc będzie na gruzach systemu dolarowego? Sam chciałbym wiedzieć...
      PZDR
      • polarbeer dwie uwagi 06.03.06, 14:03
        1) Caly ten watek jest na temat zakupow UST przez Londyn
      • wolo Re: Miło poczytać na dodatek się zgadzam. 06.03.06, 15:16
        Pewnie lepiej bym tego nie napisał. Tym nie mniej przed dolarem raczej ciężkie
        czasy. To umocnienie się dolara w ubiegłym roku rzeczywiście daje do myślenia i
        jest jakoś słabo uzasadnione. Co się odwlecze...
        Rzeczywiście trudno sobie wybrazić totalne załamanie systemu, nawet jeżeli
        uzasadnieniem jest to, że nie bardzo wiadomo co będzie potem to jednak jest to
        jakieś uzasadnienie. Azjaci zaczną kupować dla mnie też to prawie pewne.
        No i z przyjemnością odnotowuję pojawienie się Nouriela Roubini w poście, jego
        strona jest chyba jedną z najlepszych w sieci, szkoda tylko że free trials są
        14 dniowe.
      • przycinek.usa Re: Miło poczytać,choć się nie zgadzam. 06.03.06, 17:56
        Bardzo ciekawa argumentacja. Pewnie zgodzilbym sie w zakresie szczegolowym, ale
        znajac statystyke zakupow z lat 2002-2005 twierdze, ze Azja ma dosyc zakupow i
        nie ma to powiazania z kursem. Ogladnij sobie te raporty miesieczne dokladnie.

        Ja nie zastanawiam sie tak jak Ty nad motywacja Chin, czy Japonii - tylko
        slucham tego - co oni gadaja i patrze na to co robia. Ja wiem, kiedy Azja
        skonczyla zakupy. Bylo to dawno temu. W 2004. Wtedy dolar jeszcze lecial, choc
        bylo widac, ze zaraz sie umocni. Dlatego twoj argument - o ponownym
        przystapieniu do zakupow przez Azje - lezy jak dlugi.

        Jezeli Azja nie kupuje - to znaczy, ze nie ma ochoty na kupowanie.
        Jezeli mowia, ze nie maja ochoty na kupowanie - to nalezy im wierzyc i brac pod
        uwage ryzyko, ze nie beda kupowac. Dlatego teraz kupuja Angielskie banki. To zas
        implikuje sytuacje - w ktorej jedynym czynnikiem powstrzymujacym ewentualny
        przyszly spadek USD moga byc tylko Azjatyckie Banki Centralne - bo prywatnym
        skoncza sie pieniadze i kiedy nastapi spadek - to Europa juz zacznie tracic
        pieniadze, a Azja moze sie jeszcze wstrzymac z zakupami. Jest wieksza pewnosc
        wystapienia scenariusza wystapienia spadku USD - od scenariusza dalszych zakupow
        Azjatyckich. Robisz blad, kiedy uzalezniasz 'kupowanie' od 'ceny' - bo dlaczego
        Azja ma kupowac tanio przed spadkiem, skoro moze kupowac jeszcze taniej 'po
        spadku'? Moze to jest nieprawda, ze Azja kupuje bo jest tanio - a sprzedaja -
        jak jest 'drogo'?

        Popelniasz tez blad polegajacy na zalozeniu, ze GDP Chin jest uzaleznione
        dlugoterminowo od USA. To nie jest pewne. Chinczycy strasznie szybko umacniaja
        Yuana. Myslisz, ze robia to przez przypadek?
        Wzrost ceny Yuana moze wplynac pozytywnie na wzrost PKB Chin.
        Japonia nie ma tego luksusu. W Japoni PKB nie wzrosnie.
        Moze wystapic taka faza na rynku, ze w Chinach PKB bedzie sie utrzymywac, w
        Japonii spadac, Japonczycy beda UST kupowac, a Chinczycy sprzedawac.

        Mysle, ze sytuacja gospodarcza Chin jest gleboko niedoceniana.
        Mysle, ze popelniasz blad zakladajac, ze Chiny ponownie wroca do scenariusza
        "ratowania USA". Przeceniasz tez te cykle.
        Wedlug mnie te wszystkie cykle diabli wezma, jak to sie wszystko zawali.
        To moze byc kilkutygodniowy spadek, ktorego poczatek nie bedzie zapowiedziany
        zadnymi cyklami i analiza techniczna. Zreszta wlasnie tak to sobie wyobrazam.
        Dzisiaj 1.2 a jutro 1.35. Na wykresie pionowa kreska. I wielkie zdziwienie
        dziennikarzy.

        Ja to zreszta rozumiem. To jest wszystko myslenie zyczniowe. Macie wszyscy
        nadzieje, ze ten scenariusz nie wystapi. Ja jednak przypominam, ze tych
        wszystkich depozytow jest 430 miliardow - a deficyt miesieczny = 65.
        Wystarczy jedno potkniecie rynku i nikt nie powstrzyma spadku.
        • szutnik Re: Miło poczytać,choć się nie zgadzam. 07.03.06, 07:03
          Jezeli Azja nie kupuje - to znaczy, ze nie ma ochoty na kupowanie.
          > Jezeli mowia, ze nie maja ochoty na kupowanie - to nalezy im wierzyc i brac
          pod
          > uwage ryzyko, ze nie beda kupowac.
          Słusznie - takie ryzyko zawsze istnieje. Dlatego choć się nie zgadzam, to biorę
          tę możliwość pod uwagę i czytam bardzo uważnie to, co piszesz.
          Jakkolwiek przyznasz, że byłoby to głęboko nielogiczne ze strony Azji kupować
          UST dla podtrzymania koniunktury, gdy ta ma się nieźle, i nie kupować, gdy z
          koniunkturą może być gorzej. To byłoby wbrew logice antycyklicznych zasad
          działania Banków Centralnych.
          >Dlatego twoj argument - o ponownym
          > przystapieniu do zakupow przez Azje - lezy jak dlugi.
          Myślę, że oni dopiero zaczną, jak będzie wysychać ten "angielski" popyt.

          >Popelniasz tez blad polegajacy na zalozeniu, ze GDP Chin jest uzaleznione
          > dlugoterminowo od USA. To nie jest pewne. Chinczycy strasznie szybko umacniaja
          > Yuana. Myslisz, ze robia to przez przypadek?
          Z tą szybkością to bym tak nie przesadzał, ale fakt jest faktem - umacniają. W
          gruncie rzeczy nawet 6CNY/1USD nie byłoby dla nich problemem w kosztach
          produkcji, a miałoby pozytywy (tańsze surowce licząc w CNY).
          GDP Chin - zgadza się - długoterminowo (20 lat)to nie jest pewne. Niestety
          krótko i średnioterminowo to US Consumer jest jedynym/ostatnim silnikiem
          napędzającym świat od plus minus 6 lat...

          >Robisz blad, kiedy uzalezniasz 'kupowanie' od 'ceny' - bo dlaczego
          > Azja ma kupowac tanio przed spadkiem, skoro moze kupowac jeszcze taniej 'po
          > spadku'? Moze to jest nieprawda, ze Azja kupuje bo jest tanio - a sprzedaja -
          > jak jest 'drogo'?
          Nie od ceny - od chęci obrony własnych terms of trade z USA przez poszczególne
          państwa azjatyckie. W istocie Bretton Woods II to swego rodzaju competitive
          devaluation vs USD...dlatego to właśnie powrót do spadków USD popchnie Azję do
          kupowania UST.

          >W Japoni PKB nie wzrosnie.
          Już wzrósł smile- IV kw 2005 +5,5% y/y. A BoJ jest tak pewny swego, że kończy z
          accomodative policy, co właśnie załamuje światowe equities (koniec tanich
          pieniędzy dla hedge'y).
          Popatrz na krzywą japońskich rentowności - rynek dyskontuje wzrost stóp w
          Japonii o 75 pkt do końca 2006 i o 150 pkt do końca 2007...Osobiście myślę, że
          BoJ się pomyli, ale wnioskuję to jedynie z "ezoteryki" - ostatnie silne wzrosty
          Nikkei wyglądają jak klasyczna elliottowska "trójka" - przerywnik spadków, po
          którym indeks wraca poniżej poprzednich minimów.
          > Moze wystapic taka faza na rynku, ze w Chinach PKB bedzie sie utrzymywac, w
          > Japonii spadac, Japonczycy beda UST kupowac, a Chinczycy sprzedawac.
          Wątpię, choć nie wykluczam. Już prędzej Malezja lub Tajwan będą takim źródłem
          podaży...

          >Ja to zreszta rozumiem. To jest wszystko myslenie zyczniowe. Macie wszyscy
          > nadzieje, ze ten scenariusz nie wystapi. Ja jednak przypominam, ze tych
          > wszystkich depozytow jest 430 miliardow - a deficyt miesieczny = 65.
          > Wystarczy jedno potkniecie rynku i nikt nie powstrzyma spadku.

          Myślę, że w głębi serca też chciałbyś się pomylić. W istocie konsekwencją tego
          byłaby co najmniej bardzo silna recesja światowa (wariant optymistyczny)lub
          depresja (wariant bardziej prawdopodobny). Zmniejsz szybko siłę nabywczą USA o
          połowę i przepis na ogólnoświatowe kłopoty gotowy...
          PZDR
          • przycinek.usa Kilka prawd uniwersalnych. 07.03.06, 20:30
            "Jakkolwiek przyznasz, że byłoby to głęboko nielogiczne ze strony Azji kupować
            UST dla podtrzymania koniunktury, gdy ta ma się nieźle, i nie kupować, gdy z
            koniunkturą może być gorzej. To byłoby wbrew logice antycyklicznych zasad
            działania Banków Centralnych."

            Tak, generalnie sie zgadzam - ale:
            Przyznasz, ze skoro jest to forma kredytowania - to lepiej taki kredyt udzielic
            w domu - a uzyskany w ten sposob przyrost PKB skompensuje utrate handlu
            zewnetrznego? Dlaczego nie zastanawiacie sie nad porownaniem strat i zyskow 2
            wariantow - dotowania USA i dotowania wlasnego rynku? Dlaczego myslicie, ze Azja
            wystapi w obronie "ponadnarodowej koniunktury" a nie w obronie wlasnych
            panstwowych gospodarek? Azja to nie Europa. Tam nie inwestuje sie pieniedzy w
            wynaradawianie spoleczenstwa. Wrecz odwrotnie.

            Najwazniejsza prawda w bankowosci brzmi:
            Nie pozycza sie pieniedzy bankrutom! Pieniadze pozycza sie tylko podmiotom,
            ktore maja pieniadze. Takie podmioty maja z czego oddac. Doswiadczenie pokazuje
            - ze tzw. "ratowanie" bankruta jest dzialaniem nieoplacalnym.
            Po prostu - jak ktos ma pieniadze, to znaczy, ze potrafi je zarabiac i jest
            szansa - ze zarobi rowniez na oddanie kredytu. Bankrut dowodzi zwykle, ze nie
            potrafi.

            Dlatego - skoro istnieje wariant umozliwiajacy zastapienie popytu zewnetrznego -
            popytem wewnetrznym - to taki wariant bedzie skwapliwie rozwazany. Zwlaszcza w
            Chinach. Taki wariant bedzie przewidywal stworzenie podobnej pompy
            towarowo-pienieznej jak w USA. Istnienie takiej pompy nie jest zas mozliwe - bez
            wczesniejszego wykonczenia konkurencji. I nie jest tez mozliwe bez
            wczesniejszego znacznego umocnienia Yana. Wiadomo - sprzedaje sie drogo. Kupuje
            tanio.

            Obecnie sa mozliwe tylko dwa scenariusze zastapienia USD i stworzenia mechanizmu
            pompy towarowej. Jeden z nich - to EURO. Wymagaloby to jednak skoordynowania
            polityki ekonomiczno-monetarnej w Europie - co z roznych powodow w Europie
            wydaje sie byc niemozliwe do osiagniecia. Drugi scenariusz - to Yuan.
            Dlugoterminowo jest to mozliwe i nawet prawdopodobne. (Penetracja agenturalna
            Chin jest dosyc trudna i niebezpieczna.)

            Wariantu Japonii nie rozwazam zupelnie, poniewaz jest to za maly rynek, a po
            drugie to jest panstwo - ktore ma najgorszy system gospodarczy na swiecie,
            najgorszy system podatkow - system tak zly - ze kraj ten nie potrafil rozwijac
            sie sam z siebie w okresie nadzwyczajnej koniunktury ostatnich 10 lat. Teraz,
            jezeli dojdzie do jakiejs mniejszej - lub wiekszej sytuacji kryzysowej - to
            Japonia polozy sie jak domek z kart. Bez wzgledu na wyniki ekonomiczne
            ostatniego kwartalu. Myslicie, ze Japonia nie rozwijala sie bez powodu?
            A Chiny - to pewnie myslicie, ze rozwijaly sie przez przypadek?
            Japonia jest dlugoterminowym dowodem szkodliwosci podatkow posrednich.
            Chiny natomiast sa dlugoterminowym dowodem istnienia rozwiazan skutecznych -
            wynikajacych z braku podatkow posrednich. To jest bardzo proste - likwidujecie
            VAT i rynek zaczyna sie rozwijac po 10% rocznie. Minimum. W Polsce, duszonej
            konkurencja i przepisami - ten wzrost moglby osiagnac 40% w pierwszych 2 latach.

            Jak to sie ma do naszego problemu UST?
            Ano tak - ze Ameryka - zatkana swoim wlasnym sukcesem - przesycona towarami -
            wpada wlasnie w spirale zadluzenia kosztowego - gdyz nikt w tym kraju nie chce
            pracowac za pieniadze, za ktore w innych panstwach zyja cale rodziny.
            Amerykanski system ekonomiczny dowiodl - ze jest najlepszy na swiecie.
            Niestety - obszar naszej gospodarki zostal zamkniety przed naplywem nowej sily
            roboczej i rosna pensje - co powoduje olbrzymie dysproporcje kosztowe w
            produkcji. To zas jest zalazkiem globalnego problemu zwanego dolarem. Bo jest za
            drogi. Relatywnie godzina pracy w USA kupuje za duzo towarow w porownaniu z
            reszta swiata. Taka dysproporcja jest nie do utrzymania w dlugim terminie.
            Z logicznego punktu widzenia "ratowanie swiatowej koniunktury" przez Azje - jest
            bez sensu zarowno z punktu widzenia swiata - jak i Azji. W koncu oznacza to po
            prostu stabilne tracenie masy towarowej na rzecz USA.

            W zasadzie lepiej jest utopic taka produkcje w oceanie - niz dotowac cudze
            programy zbrojeniowe - zwlaszcza, ze Chiny maja aspiracje mocarstwowe - a teraz
            nawet chca poslac rakiete na ksiezyc. Dziwicie sie, ze kraje Arabskie sie
            wsciekaja, ze za ich zarobione pieniadze USA kupuje sobie bron. No tak.
            Ale zadne panstwo nie wpadlo jeszcze na pomysl, zeby tego dolara sprowadzic do
            parteru. Spadek dolara jest mozliwy wskutek dwoch scenariuszy:
            1) Calkowitego wyczerpania sie popytu wskutek braku pieniedzy w bankach
            prywatnych. Ten wariant to kwestia czasu i nadszarpnietego zaufania. No i braku
            poparcia dolara ze strony bankow centralnych.
            2) Atak spekulacyjny na dolara wbrew FEDowi - co jest niezwykle trudne - ale nie
            niemozliwe. Drugi wariant jest mozliwy tylko, jezeli bedzie w tym uczestniczyl
            jakis bank centralny.

            To sa moze chaotyczne mysli - ale to zupelnie wystarczy na forumowe dywagacje.
            Azji nie oplaca sie dotowanie USA. Jedynie Japonii troche oplaca sie kupowanie
            UST - bo za to Japonia trafi pod tarcze antyrakietowa USA. Chiny - sa odwrotna
            strona tej lamiglowki - im ta tarcza bedzie dzialac na nerwy. Jezeli dostrzegamy
            takie dlugoterminowe sprzecznosci w interesach panstwowych - to mozna z duzym
            prawdopodobienstwem zakladac, ze takich sprzecznosci jest wiecej.

            Kluczowa obserwacja w naszych rozwazaniach - jest brak oplacalnosci lokowania
            kapitalu w obligacje USA. Jezeli cos sie nie oplaca - to znaczy, ze wczesniej
            czy pozniej nastapi moment, w ktorym model eksportowy panstwa dotujacego -
            zostanie zastapiony przez model importujacy. Dzieki temu zniknie problem
            nadwyzki dolarowej - a pojawi sie problem importowej nadwyzki towarowej.

            To jest zagadnienie tak proste - ze dziwi mnie brak reakcji analitykow - na te
            mozliwosc. Popatrzmy: Wzrost wartosci Yuana spowoduje wzrost sily nabywczej
            ludnosci w Chinach i to - co obserwujemy przez ostatnie 20 lat - bieda - ustapi
            calkowicie! Wzrost gospodarczy panstwa niesie za soba jedna wazna ceche - wzrost
            cen. Ten wzrost cen powoduje, ze po wielu latach wzrostu staje sie problemem - i
            jedynym oplacalnym i sensownym rozwiazaniem staje sie urynkowienie ceny wlasnej
            waluty - co rozwiazuje calkowicie problem deficytu w handlu z USA.

            Mamy obecnie sygnal z rynku, ze Chiny wlasnie wkroczyly na sciezke konfliktu z
            USA - a pomimo to ludzicie sie, ze Azja - bedzie kupowac UST.
            W ciagu ostatnich 3 miesiecy Chinczycy umocnili Yuana o 5%.
            To bardzo duzo. Tylko 3 miesiace! O czym to swiadczy?
            Moze Chinczycy wlasnie chca zrownowazyc swoj bilans handlowy?
            Dzieki temu ich eksport znaczaco nie zmaleje - ale za to wzrosnie znaczaco
            konsumpcja i import. To ma sens w gospodarce pozbawionej obciazen podatkowych w
            skali Europejskiej! Takie pociagniecie moze spowodowac stabilizacje cenowa i
            wzrost bogactwa ludnosci. A jak USA beda chcialy dalej kupowac Chinskie towary -
            to niech placa taka waluta, ktora bedzie miala wartosc. Nawet zlotem. Co to kogo
            obchodzi? Prawda? A za drogie towary produkowane w USA nie beda konkurencyjne w
            stosunku do innych partnerow Chin.

            Dlatego UST bedzie kupowane przez banki Europejskie tak dlugo - az im sie
            pieniadze skoncza i zawali sie system gwarancji kursowych USD.
            A Azja palcem nie kiwnie.
            • polarbeer Jeszcze kilka innych... 08.03.06, 01:58
              1) W zeszlym roku z kieszeniami pelnymi dolarow Chiny wyruszyly na zakupy --
              Okazalo sie ze dolar nie jest w ich rekach prawdziwym pieniadzem, jedyni kwitem
              do USA Outlet Store. Najpierw Unical
              • przycinek.usa Re: Jeszcze kilka innych... 08.03.06, 06:38
                Zgadza sie. Najbardziej spodobal mi sie punktu numer 3. To jest bardzo wazna
                sprawa. Mamy dwa gigantyczne i rozwijajace sie obszary swiata - Indie i Chiny.
                Te dwa Panstwa - stanowia tak wielkie rynki, ze sa one porownywalne do lacznej
                sumy USA + Europa + cala Ameryka Poludniowa po ewentualnym kryzysie. W Indiach
                dynamicznie rosna wynagrodzenia i bogactwo! To bardzo ciekawe jak panstwo w
                ktorym pensja miesieczna jeszcze niedawno ponizej stu dolarow miesiecznie - juz
                teraz ma dochod na mieszkanca okolo 3400 dolarow. Indie gonia swiat ze swoim 7%
                wzrostem rocznym! Mysle, ze za kilka lat moze dosc do takiej sytuacji, ze Yuan
                bedzie mial relacje do dolara 2:1 i okaze sie, ze Azja stanie sie potentatem
                swiatowym!

                Wtedy faktycznie kwestie paliw i cen energii beda mialy kluczowe znaczenie dla
                dalszego rowoju tego obszaru. I rzeczywiscie - spadek konsumpcji paliw w USA -
                spowodowany przyszlym kryzysem walutowym dolara - bedzie niezwykle korzystny
                dla Azji!



              • szutnik Re: Ależ ja się generalnie zgadzam z Wami... 08.03.06, 06:52
                Różnica między nami jest tylko taka, że twierdzę, że to potrwa znacznie (o
                kilka lat) dłużej niż Wy. Ja też nie widzę innego wyjścia jak upadek USA z
                piedestału. Sądzę jednak, że proces ten będzie stopniowy, a dopiero jego
                końcówka będzie przyspieszona i wtedy zobaczymy panikę na USD, która wystąpi i
                Nikt jej nie da rady powstrzymać, nawet FED.
                Co do dotowania USA.
                Cały PKB Chin to na razie nieco więcej niż PKB Włoch i blisko PKB Francji.
                Te kraje samodzielnie nie są w stanie stać się "pompą towarową" - Chiny są
                jeszcze zbyt biedne na to!!!
                Poza tym cały czas pytam - ile w chińskim PKB stanowią "inwestycje na siłę",
                czyli budowa wielkiej infrastruktury ponad miarę w nadziei zostania tak dużym,
                że Rząd nie da mi upaść - co jest podstawową strategią chińskich managerów?
                W Chinach jest np. ponad 300 producentów aut (czy reszta świata ma ich choć
                150?), ich zdolności produkcyjne, liczone parkiem maszynowym to 7 mln
                sztuk/rok, rynek chiński to 3 mln szt/rok. Eksport aut na razie nie idzie tak,
                jak zakładano. Po co więc chińczycy inwestowali w zeszłym roku w rozbudowę
                parku maszynowego w przemyśle samochodowym o + 25%? To jest wyścig, by zostać
                takim gigantem, by w razie problemów Rząd MUSIAŁ mnie, a nie kolegę ratować.
                Mam wrażenie, że mocno przeceniacie możliwości Chin.
                To państwo w końcu zostanie supermocarstwem, ale droga do tego jest dużo dalsza
                niż Wy uważacie i wiedzie np. przez kryzysy bankowo-finansowe, do których Chiny
                są już praktycznie dojrzałe i tylko czekają na ich wybuch.
                Ja odrotnie niż Wy sądzę, że w tym spowolnieniu, które nadchodzi, to właśnie
                Chiny będą miały problem.
                I będzie to problem kryzysu finansowego, stowarzyszonego z nadmiarem mocy
                produkcyjnych...
                Reasumując - widzę w 2007/2008 r. silny eksport Deflacji na świat przez Chiny,
                falę bankructw ich przerośniętych nad miarę przedsiębiorstw + popisową "walkę"
                Bernanke'go z deflacją.
                A światu przyjdzie ratować nie USA a być może Chiny.
                I tu właśnie się różnimy - uważam że Chinom dużo dalej do bycia
                supermocarstwem, niż Wy, a droga ku temu wiodąc nad wyraz wyboista.
                PZDR
                • przycinek.usa Re: Ależ ja się generalnie zgadzam z Wami... 08.03.06, 07:41
                  No a jak to PKB jest liczone? Nie mozna takich danych porownywac. To sa
                  nieporownywalne gospodarczo obszary. Najwazniejszy jest potencjal ludnosciowy.
                • polarbeer Re: Ależ ja się generalnie zgadzam z Wami... 08.03.06, 13:45
                  >>>Cały PKB Chin to na razie nieco więcej niż PKB Włoch i blisko PKB Francji.
                  Te kraje samodzielnie nie są w stanie stać się "pompą towarową" - Chiny są
                  jeszcze zbyt biedne na to!!! <<<

                  Pamietam dwa, trzy lat temu gdzies czytalem, ze byl blisko Portugali
                  • szutnik Jeśli jest tak dobrze,dlaczego jest tak źle? Chiny 09.03.06, 06:35
                    Polarbeer:
                    > Nawet pol-godzinny spacer po sklepach
                    • polarbeer Re: Jeśli jest tak dobrze,dlaczego jest tak źle? 09.03.06, 12:55
                      Ja nie mam pojecia o Chinskiej gieldzie... Wiem dlaczego im jednak jej nie ufam:
                      Chinczycy uwielbiaja dzialania za zamknietymi drzwiami. Podejrzewam ze normalni
                      inwestorzy nie ufaja Chinskim gieldom. Zasadom na jakich funkcjonuja,
                      przejrzystosci, zabezpieczeniom prawnym, itd. "Chiny dla Chinczykow" nie sa
                      haslem propagandowym ale instynktem narodowym o glebi trudno wyobrazalnej na
                      Zachodzie.

                      >>>> Co wspólnego z tym ma notoryczne niewyrabianie prognoz zysków przez
                      większość chińskich przedsiębiorstw z jednoczesnym przekraczaniem planów
                      inwestycyjnych? Właśnie - jeśli jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle??<<<<

                      Moze sa trzy rodzaje profitow
                      • przycinek.usa Re: Jeśli jest tak dobrze,dlaczego jest tak źle? 09.03.06, 18:01
                        Ja mysle, ze oni na cos czekaja. Pytanie na co?
                        Ja np. czekam na dzisiejsze dane o kredycie - bo zastanawiam sie w ktorym
                        momencie skonczy sie ekspansja kredytowa. Moze to jest ten moment na ktory
                        czekaja Chiny?

                        Wiadomo - ekspansja kredytowa ma dzialanie inflacyjne.
                        Skurcz kredytowy zas ma dzialanie deflacyjne.

                        Stad latwo dojsc do wniosku, ze o ile nie bedzie jakis drastycznych dzialan FED
                        (druk) to w ktoryms momencie zacznie sie dusic ten system kredytowy, kredytow
                        nie przybedzie i stopa musi spasc. Moze to o to chodzi?

                        Moze Chinczycy chca wejsc w takim momencie, kiedy w USA na pewno zacznie sie
                        skurcz - co spowoduje duzo wieksza mozliwosc wyciagniecia kursu Yuana?

                        To trzebaby osobno przemyslec.
                        • przycinek.usa JEST!!! 09.03.06, 18:21
                          www.federalreserve.gov/releases/z1/Current/z1r-2.pdf

                          Cos sie dzieje!
                          Dynamika zadluzania jest ewidentnie przelamana!
                          Skurczyl sie tez kredyt niezabezpieczony, co jest absolutnym ewenementem!
                          W 4 kwartale? To bardzo dziwne.

                          Zastanawiam sie ile bedzie trwal lag na dynamice kredytowej mortgage.
                          Mozliwe, ze jeszcze 2 kwartaly i to sie zacznie kurczyc.
                          Credit po drodze znowu wzrosnie - ale to jest normalne. Musi wzrosnac.
                          Wazne co sie stanie z calkowitym zadluzeniem, ale wyglada na to, ze mamy
                          poczatek skurczu tuz-tuz!


    • przycinek.usa Ale cyrk! "Balcerowicz musi odejsc." he he he. 10.03.06, 07:50
      To chyba powinno byc w kwiatkach - ale niech bedzie tu:

      Fragmenty:
      "Lista specjalistów od polityki monetarnej i ekonomii w ogóle, kojarzonych z PiS
      jest równie krótka, jak ławka rezerwowych w ekipie polskich skoczków narciarskich."

      "Miesiąc temu Jarosław Kaczyński w rozmowie z magazynem "Forbes" dał do
      zrozumienia, że obowiązki po Balcerowiczu mogłaby przejąć prof. Urszula
      Grzelońska z SGH, której referatu miał kiedyś okazję wysłuchać, i który bardzo
      mu się spodobał. "Przy obsadzie NBP sięgniemy po takie osoby z SGH, bo to dobra
      uczelnia i wcale nie Balcerowicz nadaje jej ton".

      Prof. Grzelońska była mocno zaskoczona wypowiedzią prezesa PiS, gdyż, jak
      powiedziała "Fobesowi", nie zna Jarosława Kaczyńskiego"

      "Hanna Gronkiewicz-Waltz przyszła do NBP zupełnie "zielona" i wszystkiego uczyła
      się od początku. Kiedyś mogliśmy sobie na to pozwolić, ale teraz nie ma czasu na
      edukowanie kolejnego prezesa - mówi jeden z analityków."
      "Sporo głosów w naszej ankiecie zebrał obecny wiceprezes NBP Krzysztof Rybiński"

      "- Brakuje mu niestety zaplecza naukowego. Prezesowi przydałby się jednak tytuł
      profesora - mówi jeden analityk."

      "Tytuł profesorski posiada inny potencjalny kandydat prof. Karol Lutkowski,
      znawca polityki monetarnej, teoretyk z niewielkim doświadczeniem praktycznym -
      przez trzy tygodnie nosił tekę ministra finansów w rządzie Jana Olszewskiego.

      - Lutkowski nie ma zdolności menedżerskich. Podobno, gdy szefował resortowi
      finansów na jego biurku zalegały stosy dokumentów, bo on chciał przeczytać przed
      podpisaniem każdy papierek - mówi analityk."

      Czarny koń Samoobrony

      Na tym w zasadzie kończy się lista potencjalnych kandydatów do fotela prezesa
      NBP. Być może szefem banku centralnego zostanie ktoś zupełnie inny. Np. kandydat
      Samoobrony. Kazimierz Zdunowski, ekspert ekonomiczny partii mówi, że szefem
      banku musi być osoba, znająca się na polityce monetarnej, a nie "faceci i
      facetki, którzy zamiast zasiadać w NBP powinni stanąć przed Trybunałem Stanu". I
      Samoobrona ma kogoś takiego. Zdunowski nie wymienia nazwiska, mówi tylko, że
      chodzi o osobę, którą partią delegowała dwa lata temu do RPP. Kandydatem
      Samoobrony był wtedy Artur Piotrowicz, lider partii Leppera w Toruniu, doktor
      nauk ekonomicznych i adiunkt w Katedrze Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu
      Mikołaja Kopernika."

      biznes.interia.pl/news?inf=726295
    • forall4a Re: Manipulacje FED a kurs USD - o co naprawdę ch 12.03.06, 14:00
      Rynek ewoluował i poprawnie zareagowal na odejscie zespolu Alana Greenspana.
      Latami prezes FEDu meczyl inwestorow jak i zwyklych zjadaczy chleba, powodujac
      silne skoki kursow na wiekszosci parkietow. Widac zatem, rynek pozbywal
      swoistego "zespolu" dlugo wczesniej i wynagrodzil starania administracji Busha,
      ustanawiajacego Bena Bernankego na szefa, z ktorym Alan Greenspan byl
      skonfliktowany. Nie trzeba dodawac, ze papcio Bush obiecal zemste za przegrane
      wybory, co wyrzystal jego syn George Walker Bush mlodszy. W koncu jak dlugo
      mozna wytrzymywac takiego szefa prominentnego banku centralnego, w ktorego
      pismach i wypowiedziach przynajmniej okolo 10 procent tresci bylo nie na
      temat. Opuszczajac budynek Federal Reserve Bank Alan Greenspan poslignal byl, o
      czym nie wspomniala niestety zadna zagraniczna agencja prasowa. Pytania czemu
      byly szef nie przyjal proponowanej pozycji sekretarza skarbu, pozostaja bez
      odpowiedzi. Obietnice i zapowiedzi B.Bernanke miedzy innymi o celu inflacyjnym,
      deflacji,itp skladaja zatem ku duzym zwolnieniom na Wall Street w nadchodzacych
      kwartalach.

    • polarbeer Manipulacje FED - potwierdzenie 13.03.06, 14:11
      www.federalreserve.gov/fomc/minutes/20060131.htm

      (...)
      1. The Federal Open Market Committee authorizes and directs the Federal Reserve
      Bank of New York, for System Open Market Account, to the extent necessary to
      carry out the Committee's foreign currency directive and express authorizations
      by the Committee pursuant thereto, and in conformity with such procedural
      instructions as the Committee may issue from time to time:

      A. To purchase and sell the following foreign currencies in the form of cable
      transfers through spot or forward transactions on the open market at home and
      abroad, including transactions with the U.S. Treasury, with the U.S. Exchange
      Stabilization Fund established by Section 10 of the Gold Reserve Act of 1934,
      with foreign monetary authorities, with the Bank for International Settlements,
      and with other international financial institutions:

      Canadian dollars
      Danish kroner
      Euro
      Pounds sterling
      Japanese yen
      Mexican pesos
      Norwegian kroner
      Swedish kronor
      Swiss francs

      B. To hold balances of, and to have outstanding forward contracts to receive or
      to deliver, the foreign currencies listed in paragraph A above.

      (...)
      • polarbeer Manipulacje FED - jednak BC, nie inwestorzy? 13.03.06, 14:24
        (...)
        For the purpose of providing an investment return on System holdings of foreign
        currencies or for the purpose of adjusting interest rates paid or received in
        connection with swap drawings, transactions with foreign central banks may be
        undertaken at non-market exchange rates.(...)

        Przyznaja sie do manipulacji z bankami centralnymi (i oferowanie im wyzszych %
        niz normalnym inwestorom)
        • polarbeer Wlosy staja deba.... 13.03.06, 14:35
          gdy czytam dalsze punkty... To tak jak gdyby bandyci wstawili ogloszenie do
          gazety dokladnie opisujac ich plany napadu na bank. Czujac sie tak pewnymi
          siebie, ze nic ich nie moze powstrzymac.

          Czy FED i BC naprawde maja takie armaty i uzbrojenie ze nikt ich nie jest w
          stanie powstrzymac?
          • przycinek.usa Re: Wlosy staja deba.... 13.03.06, 19:36
            No widzisz?

            Acha, ja tylko powiem, ze ostatnio forex calkiem padl - sa takie miejsca w
            sieci, gdzie profesjonalni dealerzy maja swoje ukryte fora. I tam jest pelno
            dyskusji - ktore wiaze jedna cecha: pytanie - dlaczego na FOREX nic sie nie
            dzieje? Czemu forex jest dead recently??? Wszyscy czekaja!


            Ja mam jeszcze jedna obserwacje - do tej twojej informacji z minutes.
            Stopa procentowa eurodollara jest od wielu miesiecy na podejrzanie wysokim
            poziomie. Ta stopa JEST WYZSZA OD DLUGOTERMINOWEJ STOPY UST!!!!!!!!!!
            To oznacza w pelni pedzacy mechanizm powrotnego zasysania kapitalu do USA.
            Dlatego ja dawno myslalem, ze musi byc jakas przyczyna tego zjawiska.
            Ze wstydem przyznaje, ze nie przyszlo mi wczesniej do glowy, ze oni po prostu
            ordynarnie plana wiecej okreslonym podmiotom.

            A propos:
            Nigdzie w prasie nie spotkalem sie z ZADNYM artykulem nawiazujacym do tej
            publikacji. To mnie napawa wielkim zdziwieniem, poniewaz wyglada na to, ze
            analytycy z Wall Street sa albo niedoksztalceni, albo nic ich to nie obchodzi.
            Cala ta publikacja przeszla zupelnie bez echa!

            Mnie osobiscie interesuje jedna obserwacja:
            Oni staraja sie utrzymywac w miare stabilny poziom tych depozytow
            eurodollarowych - co powoduje, ze dollar raczej sie nie umocni.
            Jednak trzymanie pieniedzy w dollarach jest strasznie niebezpieczne.
            Wiedza jaka nam sie ukazuje stopniowo - jest paralizujaca.
            Porownanie dzialania FED do bandytyzmu - jest calkowicie uzasadnione.
            To jest wielki skok na kase. Zaplanowany i wdrazany w zycie.






            • polarbeer Re: Wlosy staja deba.... 13.03.06, 20:03
              przycinek.usa napisał:


              > A propos:
              > Nigdzie w prasie nie spotkalem sie z ZADNYM artykulem nawiazujacym do tej
              > publikacji. To mnie napawa wielkim zdziwieniem, poniewaz wyglada na to, ze
              > analytycy z Wall Street sa albo niedoksztalceni, albo nic ich to nie obchodzi.
              > Cala ta publikacja przeszla zupelnie bez echa!

              No wlasnie! To rowniez jest zagatka. Dlaczego?

              Fed to pisze, wstawiaja... i nie ma reakcji! Z dyskontynuacja M3 tez tak bylo --
              minelo kilka dni zanim zawrzalo. Czy naprawde ludzie sa tak glupi? Bardziej
              prawdopodobne jest ze prasa finansowa czeka z dyskusjami, raportami, wykesami,
              itd. do momentu kiedy pracodawcy dadza im sygnal na drukowanie...

              W miedzyczasie "black box" reaguje, ustawiajac sie na reakcje mas ktora
              nadejdzie kilka dni pozniej
              • przycinek.usa mysle, ze to nikogo nie interesuje 13.03.06, 20:40
                Mysle, ze to trzeba porownac do kupowania nieruchomosci.
                Jak na rynku jest dom za $300K - to jest to taka okazja, ze bierze sie kase z
                kredytu firmowego i kupuje. To jest proste. Nie wymaga myslenia i decyzja trwa
                moze 4 minuty. Cos kosztuje milion, cena jest pol miliona i kazdy czlowiek wie,
                ze to szansa na interes. Tutaj jednak jest jedna wielka terra incognita:
                Bo trzeba ruszyc mozgiem i zastanowic sie po co to jest? Co to jest kontrakt
                forward? Po co FOMC upowaznia FED z NY? Czy ktos to rozumie? Moim zdaniem
                specjalisci w Polsce maja znacznie lepsze ogolne przygotowanie merytoryczne -
                jak specjalisci w USA. To jest o tyle proste - ze w Polsce rynkami zajmuja sie
                osoby majace do tego zamilowanie i naturalna ciekawosc. W USA zajmuja sie tym
                wszyscy i wszyscy zarabiaja i nie musza nawet za duzo myslec. Analitycy nie
                zajmuja sie wiec analizowaniem rynku kontraktow forward i nic na ten temat nie
                wiedza. Wiedza analitykow z Wall Street jest ograniczona do specyficznych
                zagadnien i oni kontraktami forward nie zawracaja sobie glowy.

                Wszyscy przeczytali te minutes i po prostu nie wiaza tych zdarzen z ew. walka o
                kurs waluty i zachowanie rownowagi w rachunku transakcji zagranicznych.
                Nikogo to nie zaniepokoilo, bo nikt tego nie skojarzyl. Przeczytali, uznali, ze
                to jest tak strasznie naukowe i trudne, ze pewnie FOMC znowu zajmuje sie nudna
                makroekonomia i wszyscy temat zlekcewazyli.

                • corgan1 a nie jest też tak że maklerami rządza programy? 14.03.06, 19:08
                  komputerowe które oni obsługują?

                  Pamiętam jak kilka lat temu w Wyborczej (dawne dzieje, ale to se ne vrati)
                  ukazała sie informacja że nagła wyprzedaż jakis tam obligacji polskich wynika z
                  tego że maklerzy dostali od swoich programów wspomagających menedżment
                  polecenie "sprzedaj"?

                  Ludzie obsługują programy, ktore maja za zadanie im pomagać. I wtedy np.
                  programy zaliczyły Polskę do rynków rozwijających. Ten rynek określały
                  odpowiednie parametry - ryzyko, stopa procentowa, i takie tam.

                  W zbiorze tego rynku była Polska, Bułgaria, Rumunia, Czechy, Wegry i Turcja. Z
                  powodu jakis zawirowań na rynkach w Turcji i na Wegrzech programy
                  podpowiedziały maklerom opcje "sprzedaj obligacje rynków rozwijących się". I
                  maklerzy zrobili to co im podpowiedział program. Być może nawet gdyby chcieli
                  nie sprzedawać to nie wiadomo czy by ryzykowali swoimi stanowiskami i
                  premiami smile

                  Tak to działa nadal? Że takie wielkie biura maklerskie mają ograniczone pole
                  działania i działają jakby z automatu z powodu procedur decyzyjnych?
                  • przycinek.usa Re: a nie jest też tak że maklerami rządza progra 14.03.06, 19:13
                    80% obrotu NYSE - to sa programy a nie ludzie. W 2000 roku tylko 20% obrotu
                    stanowily programy.
                    • szutnik Re: Obrót programowany.. 14.03.06, 21:10
                      Na ile znam NYSE, to nie chce mi się wierzyć w te 80%. Obrót programowany może
                      odpowiadać za kontynuację wzrostów-spadków, ale nie za np. obronę wsparć i
                      ruchy w tzw. ważnych chwilach - to zbyt trudne i ryzykowne, by zostawić to
                      procedurom.
                      Poza tym typowy program jest konstruowany na zasadzie arbitrażu i reaguje np.
                      tak - ruszyła się baza na kontraktach o 3 pkt powyżej wyceny? Kupujemy koszyk
                      akcji indeksu bazowego. W istocie najczęściej to arbitraż wykorzystuje programy
                      i wątpię, by arbitraż generował taki obrót - nie byloby trendu.
                      Ale nie upieram się - jeśli zobaczę dowody, to zmienię zdanie...
                      PZDR
                      • przycinek.usa Re: Obrót programowany.. 14.03.06, 21:34
                        to sa oficjalnie podawane statystyki. Nie pamietam dokladnie gdzie to bylo, ale
                        jak znajde, to z przyjemnoscia podam odpowiednie linki.

                        Zapewniam, ze jest dokladnie tak jak mowie. Nawet inwestorzy indywidualni
                        stosuja systemy komputerowe do gry. Zwykle sa to programy do opcji. Masz do tego
                        osobny komputer, program za 3 tysiace dolarow i program Ci dokladnie mowi, ktore
                        opcje, w ktorym lancuchu, z ktorego rynku i jaka spolka. Potem dostajesz sygnal
                        sprzedazy i koniec. To jest w 100% handel przez komputer. Oczywiscie zlecenie
                        skladasz osobiscie albo przez brokera.
                      • polarbeer Programy sa programowane 14.03.06, 21:34
                        wedlug roznych sposobow myslenia. To nie jest tak ze one sa wszystkie
                        zaprojektowane w ten sam sposob.

                        Jedna z glownych roznic miedzy starym rynkiem a nowym jest szybkosc... reakcje
                        odbywaja sie w ulamkach sekundy. Na to zwalano krach w 1987.
    • polarbeer Islandzka Korona -- na liscie FED-u 14.03.06, 17:20
      www.telegraph.co.uk/money/main.jhtml?xml=/money/2006/03/14/cnice14.xml&menuId=242&sSheet=/money/2006/03/14/ixcity.html
      Wsrod walut na lisice do manipulacji FED-u w raporcie byla islandzka Korona
      ktora byla dosc polularna wsrod panikujacych dolarowcow. (Np. EverBank, jedyny
      bank w Stanach o ktorym wiem ktory pozwala prywatnym inwestorom miec konta w
      innych walutach, mial CDs z Islandi)...

      Islandia? na liscie Fed-u? Ten krach ma za zadanie udowodnic ze dolar jest
      bezpieczniejszy niz nawet wyspy na atlantyku z daleka od wszystkiego. Teraz
      korona bedzie toksyczna... O ile latwiej atakowac papier niz cos konkretnego, na
      wage, nie na komputerowe numerki...
    • szutnik Wróćmy do Chin - naprawdę ciekawie tam zaczyna się 15.03.06, 15:30
      dziać.
      Partia chce wywołać kontrolowane spowolnienie gospodarcze w Chinach, połączone
      z restrukturyzacją gospodarki jeszcze w tym roku i w odróżnieniu od lat
      ubiegłych tym razem jest w tej sprawie mocno zdeterminowana.
      Pytanie, czy to kontrolowane spowolnienie nie przejdzie czasem w
      niekontrolowany problem? Ano, zobaczymy.
      Polecam poniższy tekst:
      www.investorsinsight.com/otb_va_print.aspx?EditionID=292
      Dość długi, ale wyjątkowo wyczerpująco opisujący zagadnienie i wart
      przeczytania.
      Tekst w cyklu Outside the Box Johna Mauldina, napisany przez Simon'a Hunt'a
      naprawdę sporego znawcę chińskiej rzczywistości społeczno - gospodarczej.
      Ponadto dużo ciekawych informacji statystycznych, wplecionych w zdania tekstu.
      Być może po przeczytaniu tego tekstu polarbeer nieco inaczej spojrzysz na Chiny
      i towary Made in China w sklepach...
      PZDR
      • polarbeer Wróćmy do Chin - logiczny rozwoj 15.03.06, 16:32
        szutnik napisała:

        > Ponadto dużo ciekawych informacji statystycznych, wplecionych w zdania tekstu.
        Być może po przeczytaniu tego tekstu polarbeer nieco inaczej spojrzysz na Chiny
        i towary Made in China w sklepach...<<<

        Nie bardzo rozumiem dlaczego... Wyglada na to ze Chiny planuja drugi logiczny
        step w swoim niesamowitym rozwoju
    • vice_versa Bardzo ciekawy artykuł Washingtonpost 27.03.06, 21:40
      Artykuł ten jest prehistoryczny, czyli z 1997 r.
      Właśnie dlatego warto go przeczytać.
      Dotyczy Plung Protection Team i sposobu reagowania na gwałtowne załamania rynku.
      Plany te tworzono w 1997 na wypadek wystąpienia krachu takiego jak w 1987.

      www.washingtonpost.com/wp-srv/business/longterm/blackm/plunge.htm
      Kilka punktów szczególnie istotnych:

      1.
      "Officials say they are confident that the conditions that led to the slide a
      decade ago are not present today. They cite low interest rates and a healthy
      economy as key differences between now and 1987."
      I to była prawda w 1997 r. Teraz mamy wzrastające stopy procentowe, a P/E
      pomimo, że spada już od 5 lat nadal jest powyżej 17.

      2. After the market dropped 22.6 percent on Oct. 19, 1987, the Federal Reserve:

      * Encouraged big commercial banks not to pull loans to major Wall Street houses

      * Announced it was ready to extend loans to important financial institutions.

      Dziwne, prawda? W szczególności że kolejna gwiazdka przypomina nam:
      * Flooded the banking system with money to meet financial obligations.

      Więc jak to było? Czy FED ograniczał liquidity czy pompował rynek obligacji
      informując o tym iwestorów?

      3. Artykuł w Washington Post pomija to, że obrót kontraktami futures na 30
      letnie obligacje rządowe na Chicago Board of Trade zostal wstrzymany.
      Merton Miller pisze:
      "Aby otrzymać stratę netto w majątku społeczeństwa poniesioną w wyniku krachu
      19 października powinniśmy DODAĆ do siebie straty poniesione na akcjach i zyski
      osiągnięte na rynku OBLIGACJI. Ponieważ wartość instrumentów dłużnych była
      znacznie większa od wartości POZOSTAJĄCYCH W OBROCIE akcji to strata netto w
      bogactwie społeczeństwa była znacznie mniejsza niż się wydaje."
      Mertonem Millerem "Czego nauczył nas krach 1987?"

      Więc to FED ZAPRZESTAŁ MANIPULACJI i powstrzymał banki od dalszego kredytowania
      i podtrzymania giełdy... MÓWIŁ o gotowości dostarczenia taniego kredytu, ale
      ograniczył jego płynność zamykając rynek CBT i nie równoważąc tego ubytku
      majątku NYSE zwiększoną podażą UST. Dopiero ZNACZNIE PÓŹNIEJ nastąpiły obniżki
      stóp procentowych i stopniowe zwiększanie płynności.

      Artykuł "WP" ma na celu przekonać wszystkich do tego, że Greenspan (czyt.
      WŁADZA) działa w interesie inwestorów chcąc pozostawienia giełdy NYSE otwartą.


      Teraz sięgam sobie po dane z odtatnich miesięcy, w szczególności patrzę na
      obroty z początku listopada:

      tools.thestreet.com/rmy/quotes.html?pg=intchart&symb=djia
      Jeśli te obroty to nie była manipulacja FED w celu zwiększenia płynności to ja
      nie wiem skąd one się wzięły. Ten rynek powinien się zapaść już dawno. Jeśli
      tego nie robi, to znaczy, że nadal napływ gotówki ze świata w UST jest wysoki a
      FED stać na rozrzutność na NYSE by podtrzymać dobre nastroje inwestorów.
    • przycinek.usa Zdumiewajaca korelacja USD z PESO 04.04.06, 07:47
      Dzisiaj dokonalem ciekawej obserwacji dodatniej korelacji z PESO meksykanskim.
      To zupelny przypadek, bo zwykle nawet nie patrze na peso.

      Jednak postanowilem tutaj wkleic te obserwacje - bo to jest wazne.
      Okazuje sie, ze peso ma bardzo silna dodatnia korelacje z USD!
      Jak USD spadalo w latach 2002 - 2004 - to peso spadlo w stosunku do dolara nawet
      bardziej.

      Potem roczne umocnienie dolara w 2005 bylo natychmiast wyprzedzone przez kurs
      peso i okazalo sie, ze peso umocnilo sie w stosunku do USD.

      Peso WYPRZEDZA ruchy rynkowe USD - peso zaczelo umacniac sie juz na 2 miesiace
      ZANIM dolar zaczal sie umacniac w styczniu 2006!

      TERAZ peso nagle zaczelo gwaltownie spadac - co dla mnie oznacza techniczny
      sygnal wyprzedzenia na rynku USD. Peso spada juz gwaltownie caly miesiac - skad
      nalezy wysnuc wniosek, ze USD za miesiac powinien sie zawalic.

      Peso meksykanskie mowi nam dzisiaj, ze USD wlasnie odwraca trend!!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka