Witajcie,
Poczytałem kilka wątków tutaj i widzę, że jest to forum osób o bardzo
liberalnych poglądach ekonomicznych. Jeszcze rok temu prawdopodobnie
podpisałbym się pod większością prezentowanych tutaj poglądów i postulatów

. Ukończyłem sgh, a w moim środowisku praktycznie nie ma ludzi o innych
poglądach niż liberalne.
Ale im bardziej zastanawiałem się nad tym, czy faktycznie tak nielubiany przez
liberałów solidaryzm społeczny (a przede wszystkim polityka socjalna)
koniecznie kłóci się z efektywnością ekonomiczną, tym bardziej oddalałem się
od ortodoksyjnie liberalnego nurtu.
Żeby uporządkować sobie samemu myślenie na ten temat napisałem artykuł "Czy
solidaryzm społeczny kłóci się z efektywnością ekonomiczną". Poniżej przekleję
fragment - jestem bardzo ciekaw Waszych opinii!
Artykuł:
Centralną osią, wokół której stosunkowo niespodziewanie zorganizowany został
dyskurs polityczny w ostatnich wyborach w Polsce stał się podział na „Polskę
liberalną” i „Polskę solidarną”. Mimo nieporadnych starań polityków PO
próbujących udowodnić, że między tymi dwiema Polskami nie ma sprzeczności, w
głowach wyborców obu partii powstał dosyć jasny obraz każdej z nich. I tak dla
dużej części wyborców PiS liberalizm to synonim egoizmu, braku wrażliwości,
pogardy dla prostych ludzi, wyścigu szczurów i sprowadzenia wartości człowieka
do wysokości jego zarobków. Takie słowa jak nowoczesność, konkurencja, wzrost,
modernizacja brzmią jak ponury żart dla bezrobotnego z małego miasteczka.
Zwolennicy „Polski liberalnej”, z reguły młodzi, dobrze wykształceni i
zaadoptowani mentalnie do świata reguł konkurencji rynkowej buntują się
przeciwko takiemu naiwnemu i wstecznemu myśleniu, które na dłuższą metę musi
się obrócić przeciwko tym, którzy tak myślą. Młodzi liberałowie po
telewizyjnych kursach makroekonomii widzą w sposób jasny i oczywisty
solidaryzm jako pewien skrót myślowy oznaczający sekwencję 1) podniesienie
podatków i składek na ubezpieczenia społeczne lub wzrost wydatków państwa
finansowany deficytem budżetowym, 2) wzrost świadczeń socjalnych, często
patologiczny i źle kontrolowany, 3) wzrost kosztów pracy, 4) obniżenie
konkurencyjności gospodarki, zmniejszenie inwestycji, zniechęcenie inwestorów
zagranicznych, a przez to spadek tempa wzrostu gospodarczego i wzrost bezrobocia.
Bardziej wnikliwi krytycy zwrócą też uwagę na inne zagrożenia. Polska jest
krajem o stosunkowo archaicznej strukturze zarówno produkcji jak i
zatrudnienia w porównaniu z najwyżej rozwiniętymi krajami. Oprócz oficjalnego
bezrobocia mamy problem znacznego bezrobocia ukrytego w rolnictwie i
niektórych sektorach takich jak przemysł ciężki, kolej czy administracja
publiczna. Pod pozorami solidaryzmu krytycy dostrzegą groźbę konserwacji tego
archaicznego modelu gospodarczego. Modernizacja w takim rozumieniu może się
dokonać jedynie pod wpływem potężnych, nieubłaganych sił rynkowych,
wyrywających z korzeniami całe nierentowne sektory gospodarki. Polityczna
ochrona tych sektorów przed rynkiem w imię solidaryzmu prowadzi do uwięzienia
potężnej energii ludzkiej, która uwolniona żywiołowo poprzez twórczą
destrukcję doprowadzi do wytworzenia się nowej struktury gospodarczej i
społecznej odpowiadającej wymaganiom współczesnego świata. Pewne straty własne
w tym procesie są nieuniknione, wszystko jednak w imię dobra naszych dzieci i
wnuków. (...)
Ponieważ artykuł jest dosyć długi, nie przeklejam go w całości - można go
znaleźć na mojej stronie
franek.migaszewski.pl. Link do samego artykułu
to:
franek.migaszewski.pl/item/4/
Pozdrawiam,
Franek