pepe49
28.05.08, 13:28
nczas.com/numer-biezacy/unia-europejska-zadluza-polske/
Temat z pewnością był poruszany. Na zasadzie przewidywań raczej. Warto
zobaczyć jak to wygląda w praktyce kilka lat po rozpoczęciu procesu zadłużania.
Fragmenty:
13 grudnia 2005 roku podwarszawski Wołomin stał się beneficjantem projektu
„Uporządkowanie gospodarki wodnościekowej na terenie aglomeracji Wołomin -
Kobyłka”. Komisja Europejska przydzieliła wtedy około 27,5 mln euro na tę
inwestycję. Współczynnik dofinansowania
został określony na poziomie 81%. Jednak kosztorysy do ww. inwestycji
sporządzono w 2004 i 2005 roku.
Kiedy w 2007 roku rozstrzygano przetargi, ceny materiałów budowlanych i
robocizny znacznie wzrosły. Urzędników z Komisji Europejskiej to już jednak
nie obchodzi. Gminy muszą zaciągać kredyty. Rada miejska w Wołominie udzieliła
przyzwolenia wołomińskiemu przedsiębiorstwu wodociągów i kanalizacji na
zaciągnięcie prawie 60 milionów zł pożyczki, żeby „ratować” projekt. Jeżeli
ten kredyt zostanie wykorzystany, kwota wyłożona przez samorząd znacznie
przekroczy kwotę wyłożoną przez Komisję
Europejską. Zarobią banki, a gmina przez 30 lat będzie borykać się z zadłużeniem.
Firmy budowlane nie przystąpiły do przetargów, gdzie widniały ceny
kosztorysowe z 2004 czy 2005 roku. Trzeba było zwiększać środki własne,
opierając się na pożyczkach. Tym samym polskie
gminy zaczęły być wciągane w spiralę zadłużenia. Dlaczego się nie wycofały?
Prawodawca w 2003 roku, a więc za rządów SLD, pozwolił na rolowanie długu
przez samorządy. Umożliwienie rolowania długu mogło budzić wątpliwości
związane z niebezpieczeństwem nadmiernego zadłużania się jednostek samorządu
terytorialnego, a w szczególności z wpadnięciem w tzw. pułapkę zadłużenia. W
ustawie o finansach publicznych z 1998 roku przewidziano limity wielkości
zadłużenia. Łączna kwota długu jednostki samorządu
terytorialnego na koniec roku budżetowego nie mogła przekraczać 60% wykonanych
dochodów ogółem tej jednostki w danym roku budżetowym. Poziom tego limitu i
tak jest bardzo wysoki. Ale już w 1998 roku zapisano w ustawie, że ograniczeń
tych nie stosuje się do emitowanych papierów wartościowych, kredytów i
pożyczek zaciąganych w związku ze środkami określonymi w umowie zawartej z
podmiotem dysponującym funduszami strukturalnymi lub Funduszem Spójności Unii
Europejskiej.
Na samorządowców, którzy chcą się wykazać przed wyborcami, zastawiono jeszcze
inne pułapki. Wyobraźmy sobie, że gmina o rocznych dochodach 10 mln zł jest
zadłużona na 3 mln złotych i chce zaciągnąć dwa kredyty: pierwszy w wysokości
2 mln zł na wkład własny o programu współfinansowanego z funduszy UE i drugi
na kwotę 3 mln zł na inny cel inwestycyjny. Gmina taka może zaciągnąć najpierw
kredyt na inny cel, na kwotę 3 mln zł, a potem kredyt na 2 mln zł na cel
„unijny”. Jest to dozwolone, mimo że łączne zadłużenie sięgnęłoby wtedy aż 80%
dochodów. Natomiast nie będzie dozwolone działanie w
odwrotnej kolejności – tzn. jeżeli gmina zaciągnie najpierw kredyt na cel
„unijny” na 2 mln zł, to następnie kredytu na inny cel w wysokości 3 mln zł
nie będzie mogła zaciągnąć. Co więc zrobią samorządowcy?
Wykorzystają maksimum, na które zezwala prawo.
Zadłużenie w skali całego kraju to kilkadziesiąt miliardów złotych.