przycinek.usa
09.11.08, 07:18
Polityka ma wielki wplyw na rynki. Sa takie momenty, kiedy ten wplyw
polityczny jest dominujacy. Dobrym przykladem jest Japonia. Kluczowa czescia
japonskiego planu walki z kryzysem w okresie wielkiej depresji byla dewaluacja
waluty w celu poprawienia przewagi komparatywnej w handlu, co wypchnelo
skutecznie Brytyjczykow z rynku tekstyliow. Dodatkowo minister finansow
zadecydowal o pakiecie publicznych wydatkow w przemysle zbrojeniowym i w roku
1933 Japonia wyszla z depresji a w 1934 rynek sie przegrzal i wystapilo
zagroznienie inflacja! Dlatego MinFin postanowil ograniczyc wydatki rzadowe na
amunicje, w wyniku czego lobby zbrojeniowe go zabilo.
Tutaj mamy pigule informacyjna na tematy zwiazane z GD1:
en.wikipedia.org/wiki/Great_Depression
Oczywiscie nie ma analogii absolutnych, dlatego musimy bardzo ostroznie
podchodzic do historii. Mnie osobiscie interesuja analogie monetarne.Tak
naprawde wielka depresja zostala spowodowana zalamaniem sie rynku dlugu. W
poczatkowym okresie kryzysu, po krachu w 1929, kredyt byl dostepny a stopy
niskie. Ten kryzys przebiegal falami, a kazda kolejna fala ujawniala kolejne
klopoty. Obecna sytuacja przypomina naprawde dopiero pierwsza faze GD. Nawet
wykresy gieldowe sa podobne. Jednak nie da sie w zaden sposob ocenic dalszego
przebiegu wydarzen, poniewaz na przeszkodzie stoi nam nierozwiazana kwestia
monetarna a mianowicie perspektywy inflacyjne rynku. Na poczatku GD1 mielismy
parytet zlota, ktory ograniczal podaz pieniadza a w wyniku drugiej fali
zalamania parytet po prostu przestal istniec. Obecnie mamy nieograniczone
mozliwosci kreacji pieniadza przed ewentualna, zagrazajaca nam 2 odslona
kryzysu – czyli upadkowi rynku dlugu.
Przejdzmy do konkretow. W 2007 roku wplywy podatkowe rzadu federalnego
wyniosly okolo 2.5 tryliona dolarow co stanowi 18.8% GDP. Dla ulatwienia
posluze sie numeracja US, czyli 1T = 1000 miliardow a 1B = 1 miliard. Z tych
2.5T tylko 1.06T stanowily wplywy podatkowe ludnosci, czyli podatek dochodowy.
Pozostala czesc to podatki korporacyjne. Pierwszy stimulus program oddal
podatnikom 93 miliardy dolarow wedlug danych na koniec sierpnia 2008. Wobec
tego moznaby powiedziec, ze wplywy podatkowe od ludnosci netto wyniosly ~0.96T!
Od poczatku kryzysu FED pozyczyl bankom i innym podmiotom absolutnie rekordowe
kwoty pieniedzy. [okolo 1,5T] Paulson otrzymal upowaznienie do wydania 0.8T na
przejecie FNM i FRE. Nastepnie otrzymal 0.7T w celu poprawy plynnosci systemu
bankowego i juz wydal przynajmiej 125B. To juz mamy okolo 3T dolarow na walke
z kryzysem w pierwszym roku jego trwania. Trzeba tez pamietac o
astronomicznych kwotach pomocy dla AiG, ktore zreszta oszukuje, poniewaz
bierze pieniadze z okna FED i splaca drozsze dlugi zagwarantowane pierwotnie
na 80B. Dalej mowi sie o 0.6T w kolejnym stimulus package i koniecznosci
emisji bondow na kwote 550 miliardow dolarow czyli 0.55T w obecnym kwartale. W
perspektywie roku 2009 mowi sie o deficycie w kwocie przynajmiej 1T a biorac
pod uwage spowolnienie gospodarcze i przewidywany spadek GDP mozna z pewnoscia
ocenic, ze wplywy z podatku dochodowego ludnosci beda mniejsze od deficytu.
Jezeli “pomoc panstwa” w “walce z kryzysem” utrzyma swoj obecny impet – to w
przyszlym roku fiskalnym panstwo bedzie mialo powazne problemy z finansowaniem
swojej dzialalnosci. Jest dla mnie sprawa trudna do zrozumienia, ze panstwo
wydaje i planuje dalej wydac kwoty rzedu 5T w ciagu kilkunastu miesiecy przy
maksymalnych mozliwych dochodach fiskalnych z tytulu podatku dochodowego na
poziomie 1T. Biorac pod uwage te kwoty mamy sytuacje absolutnej i calkowitej
niemoznosci splaty dlugow przez skarb panstwa. Tylko osoby niezwykle naiwne
moga myslec o jakiejkolwiek splacie tych zobowiazan. Dlaczego jednak nie
dochodzi na tym rynku do zalamania juz teraz? Przyczyna jest sam skurcz
kredytowy! Obecne zalamanie cen dotyczy wszystkich segmentow rynku poczawszy
od cen samochodow, domow, akcji i surowcow. Gotowka jest najbezpieczniejsza
lokata, a niebezpieczenstwo utraty depozytow w bankach spowodowalo
skoncentrowany popyt na rynku obligacji.
Wyglada na to, ze sytuacja fiskalna jest obecnie taka, ze rynek dlugu jest
najwazniejszym i priorytetowym celem dzialania polityki panstwa. Panstwo musi
dbac o to, aby nie doszlo tam do zalamania cen i chronic banki bedace Prime
Brokerami. Pomoc ta prowadzi do wielu absurdow. Toleruje sie przekrety, z
ktorych najwieksze to naked short selling bondow i failure of delivery. Jest
to dosyc niebezpieczne, poniewaz mozna miec konto u Prime Brokera i zapis o
posiadaniu obligacji, ktorych w rzeczywistosci moze NIE BYC. Wedlug mnie
tolerowanie jawnego bezprawia na rynku dlugu jest absolutnym skandalem i jest
to dla mnie sygnal, ze w panstwie dzieje sie naprawde zle. Martwi mnie
sytuacja, w ktorej finansowanie panstwa zalezy glownie od rynku dlugu – bo
moze to doprowadzic w perspektywie do wielkiej paniki i spadku cen. Ten
wlasnie spadek cen obligacji zapoczatkowalby kolejna fale zalamania rynkowego
i z pewnoscia doprowadzilby do swiatowej katastrofy na miare GD1.
Jest jednak pewne ale. To “ale” nazywa sie drukarka i jak zdazylismy sie
przyzwyczaic, oznacza mozliwosc calkowitego zadrukowania rynku dlugu przez
FED. Obecnie, pieniadze, ktore mozna pozyczyc w FED, mozna wydac na obligacje
i zdeponowac je w FED jako zabezpieczenie nastepnego kredytu na kupno
obligacji. W ten sposob banki podwyzszaja popyt na rynku obligacji. Nie ma tez
zadnej wiedzy, skad pochodza pieniadze na kupno obligacji z takich miejsc jak
Karaiby, czy Jersey.
Jak dotad Skarb Panstwa bez problemu znajduje “na rynku” finansowanie i wydaje
pozyskane pieniadze na “pomoc” dla upadlych i zle zarzadzanych firm oraz
kupuje bezwartosciowe “aktywa” co jest czystym rozdawnictwem pieniedzy.
Problem polega na tym, ze zle zarzadzane firmy przepuszczaja te pieniadze
blyskawicznie, a skurcz kredytowy postepuje! Wydaje sie byc tylko kwestia
czasu, kiedy ilosc pieniedzy potrzebnych na “ratowanie” bankrutow przekroczy
mozliwosci finansowe rynku dlugu i FED bedzie musial przejac role jedynego i
ostatecznego pozyczkodawce. W koncu pojawia sie kluczowe pytanie, czy jest w
ogole mozliwe, aby te wszystkie wydatki byly w stanie odblokowac gospodarke i
zapobiec depresji? Nie jestem pewien. Pomimo ewidentnego interwencjonizmu i
absolutnej determinacji do zadrukowania deflacji jest niestety calkiem
mozliwe, ze to nie wystarczy. Doszlo bowiem do wzrostu bezrobocia i nastepuje
powolny efekt wtorny spadku konsumpcji. Ten proces ma charakter dodatniego
sprzezenia zwrotnego i napedza sie samoistnie, ograniczajac konsumpcje i w
dalszym ciagu zwiekszajac bezrobocie i spadek cen. Na rynku dzieje sie
naprawde zle, poniewaz trudno uznac waluacje nieruchomosci za normalna, kiedy
domy rozdawane sa za darmo. Podatek katastralny wyzerowal ceny w niektorych
miejscach! Koszty utrzymania wplywaja na waluacje przedmiotow. Niepotrzebne,
choc sprawne samochody laduja na smietniku a sprzedaz czegokolwiek uzywanego
graniczy z cudem. Meble i przedmioty z forclosed homes sa bez wartosci. Na
Ebayu spadly obroty, a ulotki reklamujace nieruchomosci sa zatykane masowo za
wycieraczki aut i w drzwi domow, tak jak dawniej reklamowano pizze. Mysle, ze
ten proces jest niezwykle niebezpieczny dla rynku. Rynek zostal nasycony
olbrzymia iloscia towarow i obecnie moze dojsc do wielomiesiecznej stagnacji w
handlu i upadku wielu firm co oczywiscie nie poprawi sytuacji.
Jedyny realny efekt gospodarczy mialoby chyba zorganizowanie robot publicznych
za wydrukowane pieniadze. Nadal jednak nie ma zadnych gwarancji, ze ludzie
beda sklonni kupowac nowe przedmioty i wyrzucac stare, tak jak to bylo dotychczas.