gandalph
06.09.13, 15:29
Ad. 8: kto miał rację: Dmowski czy Piłsudski?
Wersja ludowa głosi, że Dmowski, i endecja, reprezentował opcję pro-rosyjską, zaś Piłsudski – pro-niemiecką czy dokładniej - pro-centralną (od państw centralnych). Spór toczy się o to, kto miał rację. Problem polega jednak na tym, że takie pytanie jest źle postawione, wynika z nadmiernego i niedopuszczalnego uproszczenia.
Zacznijmy od tego, że żadne ugrupowanie polskie w latach tuż poprzedzających konflikt, który niejako wisiał w powietrzu, a który potem nazwano Wojną Światową, w ogóle nie zakładało odzyskania niepodległości przez Polskę. To wszyscy, jak jeden mąż, uważali za nierealne. Różne opcje, czy też orientacje, dotyczyły czegoś zupełnie innego. Endecja na czele z Dmowskim uważała, że najkorzystniejsze dla Polaków będzie zjednoczenie wszystkich ziem polskich, a więc łącznie z Galicją, Wielkopolską itd., pod berłem cara Rosji, upatrując głównego wroga w Niemcach. Opcja pro-austriacka, bo i taka istniała, wyobrażała sobie Królestwo Polskie, odebrane Rosji, jako trzeci człon monarchii naddunajskiej. Piłsudski nie pasuje do żadnej z nich, ale o tym za chwilę.
Endecja w moim przekonaniu popełniła błąd w kalkulacjach, co wynikało z błędnej diagnozy sytuacji. Otóż Dmowski i jego koledzy wyobrażali sobie, że załatwią coś/ugrają na rzecz sprawy polskiej antyszambrując ministerstwa Petersburga, a później Paryża, czy nawet Waszyngtonu (Paderewski), czyli na drodze zakulisowych zabiegów. (Dokładnie w tym celu Dmowski pojechał do Tokio w 1904 r., aby wyjednać u Japończyków naciski na władze carskie w sprawie polskiej. Misja oczywiście skończyła się niepowodzeniem). Droga była skazana na niepowodzenie z jednego zasadniczego powodu: sprawy polskiej nie było, i długo nie miało być, na światowej „giełdzie”. Sprawa polska była czynnikiem betonującym relacje między Niemcami, Austro-Węgrami i Rosją, sojusznikami tej ostatniej z kolei była Wielka Brytania i Francja, które to państwa traktowały problem jako sprawę wewnętrzną sojusznika, a więc nie mogły nawet, gdyby chciały, wykorzystać sprawy polskiej w rozgrywkach z Państwami Centralnymi. Tego muru nie dało się przebić metodami perswazyjnymi; owszem, może tu i tam uprzejmie, albo i z udawaną uprzejmością, wysłuchiwano Dmowskiego z jego postulatami, ale nikt nie zamierzał zrobić niczego konkretnego.
Z kolei Piłsudski podszedł do problemu zupełnie inaczej, co zawarł w swoich pismach; dziwne, że jakoś nie funkcjonują one w obiegu. Przede wszystkim zauważył trzy okoliczności natury fundamentalnej:
I. tak długo, jak państwa zaborcze są między sobą zgodne, w sprawie polskiej nic się nie da zrobić,
II. spory, a nawet konflikty, między państwami zaborczymi zdarzały się już wcześniej, ale tym razem sytuacja jest całkowicie odmienna – dwóch słabszych, tj. Niemcy i Austro-Węgry, występują przeciwko najsilniejszemu i najgroźniejszemu. Konflikt Austria i Rosja przeciwko Prusom/Niemcom, nic do sprawy polskiej nie wnosił, podobnie konflikt Niemcy/Prusy i Rosja przeciwko Austrii. Teraz siły są mniej-więcej wyrównane,
III. wbrew hurra-optymistycznym nastrojom i opiniom propagandzistów, polityków, a nawet sztabowców Piłsudski uważał, że nadchodząca wojna nie będzie błyskawiczną, lecz długotrwałą wojną na wyczerpanie. Niezależnie od tego, kto wyjdzie z niej zwycięsko, obie strony będą na tyle osłabione, że będą bardziej skłonne do ustępstw w sprawie polskiej (jeszcze nie było mowy o niepodległości!). Ale tym bardziej będą skłonne do ustępstw, im większą siłę Polacy będą reprezentować W OSTATNIM DNIU WOJNY. Zresztą Komendant niejednokrotnie głośno mówił: "Mnie wojna nie interesuje, mnie interesuje ostatni dzień". To z kolei oznaczało, że Polacy muszą się organizować i tworzyć zalążki przyszłych sił zbrojnych. [Stąd Związek Strzelecki, Drużyny Strzeleckie itd.]. Chodziło o to, by w ostatnim dniu wojny Polacy dysponowali realną siłą w postaci formacji wojskowych, które zdążyły powąchać prochu. Ale z tego wynikał kolejny punkt: na kim, to znaczy, na którym państwie zaborczym, należy się oprzeć? Niemcom nie w głowie był (wtedy!) problem Polski, Rosja odpadała niejako z definicji, a zresztą trudno sobie wyobrazić, by władze carskie tolerowały pół-konspiracyjne organizacje działające na swoim terenie, pozostawała Austria, której władze wojskowe, łącznie z wywiadem, zainteresowały się możliwością wykorzystania organizacji polskich: raz do celów wywiadowczych, dwa – dla powołania pod broń nadprogramowych żołnierzy i to w dodatku ochotników!
I w tym momencie, pamiętając o punktach I-III, linia postępowania Piłsudskiego staje się całkowicie jasna, łącznie z jego woltami z dnia na dzień. Nie wypaliła sprawa z „pierwszą kadrową”, no to Legiony. Udało się doprowadzić do Aktu Dwóch Cesarzy (przy znacznej pomocy Węgrów, dlaczego, to inny temat) i utworzenia Królestwa Polskiego, zgoda, marionetkowego. Gdy Piłsudski zorientował się, że ze współpracy z Austrią już niczego więcej nie wyciśnie, zmienił orientację na Niemców, którzy zaczęli łakomym wzrokiem spoglądać na polskie "mięso armatnie". Gdy okazało się, że od Niemców też już się niczego więcej nie uzyska, sprokurował kryzys przysięgowy i dał się internować, co było jednoznacznym sygnałem o zmianie orientacji, odczytanym właściwie tam, dokąd był adresowany. POW, np. na Ukrainie, zaczęła współpracę z Ententą i dywersję antyniemiecką.
Co w tym czasie robił Dmowski? Ano w dalszym ciągu zanudzał francuskich interlokutorów swoimi dezyderatami. Inny jego kolega, brygadier Haller, doprowadził do unicestwienia korpusu pod Kaniowem. Było to potrzebne? Wątpię!
Owszem, pod wpływem Paderewskiego prezydent Wilson uwzględnił sprawę polską w swoich 14 punktach, ale… To już była przysłowiowa musztarda po obiedzie. Po Akcie 5 listopada 1916 r. rosyjski rząd tymczasowy musiał jakoś zareagować, a jeśli nawet uczynił to półgębkiem i mgliście, to wystarczyło, by sprawa polska została umiędzynarodowiona rozwiązując ręce Francuzom i Brytyjczykom. Wreszcie ostatecznym gwoździem do trumny rozbiorów było wymuszenie przez Niemców na bolszewikach anulowanie wszystkich traktatów sprzecznych z nowym ładem terytorialnym, tzn. po drugim traktacie brzeskim. Na długiej liście takich dokumentów traktaty rozbiorowe znalazły się na poczesnym, sto siedemdziesiątym którymś miejscu. [Dla przypomnienia: Piłsudski z Sosnkowskim siedzieli wtedy w Magdeburgu, działania, do których przyczynili się w poprzednich latach, toczyły się już własnym trybem przyjmując formę zaskakującą dla wszystkich: Niepodległość].