Dodaj do ulubionych

Warszawski język polski...

03.12.02, 09:13
...jest straszny. Mam wrażenie, jakbyśmy innych języków się uczyli w
szkołach. Już nawet nie chodzi mi o te wszystkie "bułkie", "butelkie", bo to
traktuję jako naleciałość gwarową i akceptuję - wkurza mnie tylko
niepomiernie ten brak dbałości o język, to używanie słów typu "wtrancać
się", "wymandrzać", zlepki w rodzaju "przysięgnij się", "słuchać się", "rok
czasu", "śmieli się", nowotwory w rodzaju "mrygać", "piardnąć"...
... albo "przemięknąć", zamiast "przemoknąć"!

Jeszcze raz podkreślam - nie irytuje mnie gwara - poznańskie "pyry", czy
rodem z Zakopanego "Kaśko mnie ceko" - ale typowe "olewanie" jakichkolwiek
reguł, uzywanie słów, których nie ma w słowniku języka polskiego i taka
nonszalancja, typowa dla warszawiaków (warszawianów?) :)
Obserwuj wątek
    • _jazzek_ Re: Warszawski język polski... 03.12.02, 09:45
      Piszesz, że akceptujesz gwarę... Ale na dobrą sprawę nie ma róznicy
      miedzy 'butelkie' i 'wtrancać' w sensie przynależności do lokalnego dialektu.
      Dlaczego jedno masz uznawać, a drugiego nie? Gwara jest pewną całością, i nie
      można powiedzieć - to lubię, więc to jest gwara, a tamtego nie lubię, i to jest
      niechlujstwo.
    • sze Re: Warszawski język polski... 03.12.02, 13:57
      Ciekawe. Jestem rodowitym poznaniakiem, od paru lat mieszkam i pracuję w
      Warszawie, więc z natury jestem uwrażliwiony na ewentualne zachowania - również
      językowe - występujące w Warszawie, a nie występujące w Poznaniu. Niestety, nie
      potwierdzam żadnej z Twoich obserwacji.

      Formy stereotypowo kojarzone z Warszawą, a więc 'bułkie', 'na Pragie',
      słynne 'ly' jak w 'lyst' bądź 'liyst' czy zmiękczenia typu 'pan sianowny', są
      chyba już bardziej szacownym archaizmem warszawskiej gwary miejskiej rodem z
      Wiecha niż formami żywymi na co dzień. Inne wymieniane przez Ciebie przykłady
      są albo powszechne i typowe dla innych miejsc w Polsce, albo słyszę je po raz
      pierwszy. "Słuchać się" mieści się w normie, podobnie jak "śmieli się". Nie
      wierzysz - zajrzyj sobie do słownika języka polskiego PWN:

      sjp.pwn.pl/haslo.php?id=57397http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=61203

      Jeśli uważasz, że prawidłowa polszczyzna składa się z wyrazów zamieszczonych w
      słowniku języka polskiego, to powinien być to dla Ciebie argument decydujący.

      Żeby nie było wątpliwości - wcale nie mam zamiaru bronić warszawiaków. Jest
      (bardzo) wiele zachowań typowych dla tego miasta, które mnie niepomiernie
      irytują. Ale ponieważ staram się być obiektywny, po prostu stwierdzam, co widzę
      na co dzień.

      Pozdrawiam
      • sze Re: Warszawski język polski... 03.12.02, 14:02
        Przepraszam, widzę, że skleiły się dwa adresy, które nieopatrznie podałem w
        dwóch sąsiadujących liniach. Należy je oczywiście rozciąć na dwa
        (od "....) albo wziąż z linków poniżej (mam nadzieję, że tu się nie
        skleją):

        sjp.pwn.pl/haslo.php?id=57397


        sjp.pwn.pl/haslo.php?id=61203
        • naturella Re: Warszawski język polski... 03.12.02, 15:36
          Drogi Sze, co ciekawsze, ja też jestem poznanianką i mieszkam w Warszawie.
          Poznałam tu ludzi z różnych środowisk i zdarza mi się jeździć autobusem.
          Słucham tego, co mówią. I "kie" jest na porządku dziennym, także na "Woly", nie
          tylko na starej Pradze. Reszta zamieszczonych przeze mnie przykładów jest też
          jak najbardziej autentyczna. Jest ich znacznie więcej, będę od dziś zapisywać,
          bo to fascynujące przeżycie.

          Oooo... czy ktoś wie, co to znaczy "mondzie", albo "dziugać"?
          • sze Re: Warszawski język polski... 03.12.02, 16:07
            > Drogi Sze, co ciekawsze, ja też jestem poznanianką i mieszkam w Warszawie.

            No to witam rodaczkę, rzuconą w niegościnne stepy :)

            > Słucham tego, co mówią. I "kie" jest na porządku dziennym, także na "Woly",
            > nie tylko na starej Pradze. Reszta zamieszczonych przeze mnie przykładów jest
            > też jak najbardziej autentyczna.

            Cóż, radzę zatem zmienić środowisko, skoro ludzie wokół Ciebie NAPRAWDĘ tak
            mówią...
            • ala100 Re: Warszawski język polski... 04.12.02, 08:19
              sze napisał:

              >
              > Cóż, radzę zatem zmienić środowisko, skoro ludzie wokół Ciebie NAPRAWDĘ tak
              > mówią...

              Najlepiej wróć do Poznania, albo chociaż kup sobie samochód. I zamknij się w
              biurowcu ze szkła. Tam takie niepokojące odglosy nie docierają.

              Problem myslę w tym, że telewizja i film nobilitowała ostatnio byle jakie
              mówienie. Ludzie nie starają się więc mówić ładniej, bo po co. Ala




    • dzikidzik Re: Warszawski język polski... 04.12.02, 04:13
      Co jest dziwnego w "smieli sie" i "sluchac sie"???? Zajrzyj do slownika a
      zobaczysz ze to poprawne formy. Reszta to zadna gwara i nalecialosci ale jak
      ekspert zdazyl napomknac - lenistwo i czasami braki w wyksztalceniu. Pamietaj
      ze w Warszawie jest malo rodowitych warszawiakow. Obecnie stolica to zlepek
      roznych srodowisk i jest raczej chaotycznie przemieszana.
      • sze Re: Warszawski język polski... 07.12.02, 17:16
        > Co jest dziwnego w "smieli sie" i "sluchac sie"???? Zajrzyj do slownika a
        > zobaczysz ze to poprawne formy.

        A może podasz jakieś linki do tego słownika, co? Jeśli nie wiesz, gdzie szukać,
        przeczytaj wątek.
        • naturella Re: Warszawski język polski... 10.12.02, 17:30
          Razi mnie jeszcze mówienie "we środę", "we czwartek"... no i pytanie "184 już
          było?", po czym słychać odpowiedź: "było, było"...:)
          Co do rad, żebym się zamknęła w biurowcu i jeździła samochodem. Jeżdżę
          samochodem i pracuję w nowoczesnej firmie. Lubię po prostu obserwować ludzi,
          przysłuchuję się ich rozmowom w sklepie, na ulicy i czasem na przystankach
          autobusowych. I denerwuje mnie brak dbałości o język - dla mnie flaga biało-
          czerwona i orzeł w koronie to martwe symbole... polski język natomiast jest
          czymś, o czym nie wolno zapominać, co trzeba wpajać dzieciom i stale dbać
          poprawność. Stąd moje wzburzenie i ten wątek.
          • ala100 Re: Warszawski język polski... 10.12.02, 21:53
            naturella napisała:

            > Razi mnie jeszcze mówienie "we środę", "we czwartek"... no i pytanie "184 już
            > było?", po czym słychać odpowiedź: "było, było"...:)

            Ale jak to wymawiają? Bo jeśli "stu osiemdziesieciu czterech", to może być.

            > Co do rad, żebym się zamknęła w biurowcu i jeździła samochodem. Jeżdżę
            > samochodem i pracuję w nowoczesnej firmie.

            Cieszy mnie Twój sukces. Naprawdę. Ja tylko miałam nadzieję dokuczyć Sze.
            Czy we wszystkich biurowcach w Warszawie kroluje poznański język polski? Z
            uwagą będę śledzić wojnę poznańsko-warszawską.

            >denerwuje mnie brak dbałości o język - dla mnie flaga biało-
            > czerwona i orzeł w koronie to martwe symbole... polski język natomiast jest
            > czymś, o czym nie wolno zapominać, co trzeba wpajać dzieciom i stale dbać
            > poprawność. Stąd moje wzburzenie i ten wątek.

            Podobno w Poznaniu dzieciom się wpaja, ziuziajac je w wóziczku? Dla mnie –
            bomba. Ala
    • gwendal Re: Warszawski język polski... 13.12.02, 12:36
      Jako Krakauer, filolog oraz entuzjasta wszelkich gwar i dialektów nagminnie
      używam różnych zwrotów typowych raczej dla moich stron typu: "na pole", "za
      winklem", "hebel" (przed chwilą musiałem iść do kuchni zapytać mamy jak to
      jest "po polsku"), "waserwaga" czy "majzel" i jest to dla mnie naturalne. Gotów
      jestem więc bronić prawa Warszawiaków do używania i obrony tych odrębności od
      standardu, które występują w ich gwarze miejskiej. Nie ma w tym nic złego,
      chyba, że chodzi o użycie języka w kontekście oficjalnym (a autorce wątku
      chodziło raczej o rozmowy w autobusach i na przystankach) - w takiej sytuacji
      należy bezwzględnie używać standardu, zarówno w zakresie słownictwa, składni,
      jak i fonetyki. Chociaż może nie tak bezwzględnie, wyrażenie "na dwór" czy "na
      dworze" nie przejdzie mi przez gardło, bez względu na kontekst :-)

      Gwendal
      • stefan4 Re: Warszawski język polski... 13.12.02, 13:49
        gwendal:
        > Jako Krakauer, filolog oraz entuzjasta wszelkich gwar i dialektów nagminnie
        > używam różnych zwrotów typowych raczej dla moich stron typu: "na pole", "za
        > winklem", "hebel" (przed chwilą musiałem iść do kuchni zapytać mamy jak to
        > jest "po polsku"), "waserwaga" czy "majzel" i jest to dla mnie naturalne.

        Co to jest ,,majzel''? Spotkałem to słowo tylko raz u Lema; wojenna pieśń
        robotów brzmiała:

        Chwycę majzel wraz z ferszlusem,
        na bagnety ruszę kłusem.

        Może wiesz również, co to jest ferszlus?
        • naturella Re: Warszawski język polski... 13.12.02, 13:58
          stefan4 napisał:

          > Oczywiście, niech sobie gwarzą po swojemu. Trochę tylko wkurzające jest, że
          > duża część z nich nie zdaje sobie sprawy z tego, że to jest gwara. Bardzo
          > często myślą, że to jest główny nurt języka, natomiast gwary to jest to, czym
          > mówi pozostałe 38 mln mieszkańców kraju.

          I chyba tak naprawdę mi o to też chodziło... że patrzą zdumieni, jak mówię
          (znajomym osobom oczywiście), że się mówi tak i tak... a gdy ostatnio
          powiedziałam "wiecheć" (o natce pietruszki, w jakiejś rozmowie mocno
          abstrakcyjnej), to pewien rdzenny warszawiak zapytał: "a co to znaczy? To
          pewnie po poznańsku..." - dodam, że są przekonani, że ich sposób mówienia jest
          jedynym poprawnym i obowiązującym, a prowincja... itp itd. Nabijają się, że
          poznaniacy mówią "pyry", wbili sobie w głowy, że owe pyry występują powszechnie
          i nawet ilość pięter w windzie oznaczana jest "pyrami" (???!!!), a jednocześnie
          mówią jakieś potworności...

          zapominam kolejnych przykładów, ale zapiszę sobie. Najbardziej drażni mnie
          owe "wymandrzać się" - coś strasznego.
          • xena_ Re: Warszawski język polski... 22.12.02, 13:19
            naturella napisała:

            > I chyba tak naprawdę mi o to też chodziło... że patrzą zdumieni, jak mówię
            > (znajomym osobom oczywiście), że się mówi tak i tak... a gdy ostatnio
            > powiedziałam "wiecheć" (o natce pietruszki, w jakiejś rozmowie mocno
            > abstrakcyjnej), to pewien rdzenny warszawiak zapytał: "a co to znaczy? To
            > pewnie po poznańsku..." - dodam, że są przekonani, że ich sposób mówienia
            jest
            > jedynym poprawnym i obowiązującym, a prowincja... itp itd. Nabijają się, że
            > poznaniacy mówią "pyry", wbili sobie w głowy, że owe pyry występują
            > powszechnie i nawet ilość pięter w windzie oznaczana jest "pyrami" (???!!!),

            A czy Twoje zarzuty do "warszawskiej" polszczyzny (pomijam w tym miejscu fakt,
            że moje obserwacje zupełnie się nie pokrywają z Twoimi, choć jestem rodowitą
            warszwianką - może to kwestia środkowiska, w którym sie przebywa?) przypadkiem
            nie są podobnym przejawem lokalnego szowinizmu jęzkowego? Ze skoro w Poznaniu
            mówi sie "wiecheć" na pietruszkę, to _wszyscy_ (a w szczególności ci prostaccy
            warszawiacy) powinni to znać? I nie wolno się dziwić? Czy poznańska polszczyzna
            i praktyka językowa to jakiś słownikowy standard i jej nieznajomość ma być
            kwitowana pełnym napiętnowania prychaniem?

            Wybacz, ale zupełnie nie rozumiem celu, jaki Ci przyświecał, gdy zakładałaś ten
            wątek. Jeśli chciałaś zainicjować ciekawą dyskusję na temat lokalnego uzusu
            językowego i regionalnych zwyczajów językowych, to po co ten mentorsko-
            oceniający ton? Czy może chodziło jedynie o popsioczenie na ograniczonych
            warszawiaków (ograniczonych ex definitione) z wyżyn swojej poznańskiej, lepszej
            perspektywy. Lepszej, bo wszak Ty jako _poznanianka _ jesteś swiadoma
            posługiwania się gwarą, w przeciwieńswtie, rzecz jasna, do bucowatych
            warszawiaków, którzy myślą o sobie jako o pepku świata (a przynajmniej
            polszczyzny). Jak dla mnie Twoje wypowiedzi trącą właśnie takim stereotypowym
            myśleniem ludzi _spoza_ Warszawy o ludziach _z_ Warszawy. Co, jak każdy
            stereotyp, niekoniecznie jest zgodne z prawdą.

            Pozdr.
          • stefan4 Re: Warszawski język polski... 13.12.02, 16:26
            _jazzek_:
            > Majzel to po naszemu dłuto (dawniej dłóto) albo przecinak

            Aaa, fakt, der Meissel, dzięki.

            _jazzek_:
            > A jeszcze jest śrubsztak, raszpla, glancpapier, znana skądinąd droselklapa

            To jasne z wyjątkiem raszpli. Czy to jest pilnik zdzierak? A z czego się
            wywodzi?

            - Stefan
            • zbigniew_ Glancpapier - nie!!! 16.12.02, 09:54
              stefan4 napisał:

              > > A jeszcze jest śrubsztak, raszpla, glancpapier, znana skądinąd droselklapa
              >
              > To jasne z wyjątkiem raszpli

              Niemieckie słowo od którego słyszalna przeze mnie większosc narodu urobiła
              sobie glancpapier brzmi glasspapier, czyli papier szklany ( w związku z jego
              powierzchnią cierną). Mój ojciec, podczas wojny pracownik slusarni, do końca
              życia mówił glaspapier i strasznie sie zżymał słysząc naokoło glancpapier. To
              słowo jest pozbawine sensu twierdził, gdyz glanc (glanz) to błysk, natomiast
              praca glaspapierem powoduje matowienie, czyli efekt dokładnie odwrotny.
              • stefan4 Re: Glancpapier - nie!!! 16.12.02, 16:43
                zbigniew_:
                > Niemieckie słowo od którego słyszalna przeze mnie większosc narodu urobiła
                > sobie glancpapier brzmi glasspapier, czyli papier szklany ( w związku z jego
                > powierzchnią cierną).

                Tak, a u nas jada sie szneki z glancem. Nie z glasem, tylko z glancem, bo one
                są nabłyszczane (lukrem).

                - Stefan
                  • stefan4 Szneka z glancem 17.12.02, 16:52
                    zbigniew_:
                    > Jak sie kopnę z Gdańska do Kościerzyny to tez jadam szneki z glancem.

                    O kurczę, co za prikwopro...

                    Zbigniewie, jakie ,,też''?! Przecież ja jestem właśnie z Gdańska. Tyle, że
                    pojęcie ,,u nas'' rozszerzyłem na całe Kaszuby. Szneka z glancem jest chyba
                    ogólno-kaszubska a nie kościerska.

                    Przepraszam Kościerzaków, jeśli sądzą, że jako Gdańszczanin nie powinienem do
                    ich miasta stosować określenia ,,u nas''.

                    - Stefan

                  • kz___ szneki z glancem 07.01.03, 16:21
                    zbigniew_ napisał:

                    > Jak sie kopnę z Gdańska do Kościerzyny to tez jadam szneki z glancem. Ze
                    > sznekami spotkałem się tez w Wielkopolsce.

                    I nie zdziwiłbym się, gdybyś te szneki znalazł również na Śląsku. Schnecke to
                    po niemiecku ślimak, a w cukierni to ciastko zawinięte w sposób przypominający
                    skorupkę ślimaka.
                    Hmm, powoli robi się dyskusja o zapożyczeniach z niemieckiego. W warszawsko-
                    polskim jest ich stanowczo mniej niż w gwarze śląskiej czy kaszubskiej.
        • gwendal Re: Warszawski język polski... 13.12.02, 17:17
          stefan4 napisał:

          > Co to jest ,,majzel''?

          W standardowej polszczyźnie zwany jest przecinakiem - jest to grube dłuto
          używane do skuwania ścian przy pomocy młotka (patrz krakowskie powiedzonko "Bez
          majzla i młota to ch... nie robota" :-) Uwaga! Nie mylić ze zwykłym dłutem
          używanym do obróbki drewna.

          > Może wiesz również, co to jest ferszlus?
          • ala100 Sklep jarzynowy 17.12.02, 00:09
            gwendal napisał:

            >
            > U nas "zieleniak" byłby raczej zrozumiany jako "sklep warzywny". Chociaż
            często
            >
            > słyszy się "warzywniak", "jarzyniak" czy wręcz "jarzynowy" ("Idź do
            > jarzynowego")
            >

            Sklep jarzynowy wprawił mnie w prawdziwy zachwyt. Dziękuję. Zastosuję. Ala


Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka