Dodaj do ulubionych

Post Scriptum w sprawie Rudolfa Hessa

10.01.21, 12:09
Próba zamachu na Hessa, juz w Anglii.
Co do prawdziwych powodów misji Hessa, czyli próbie zawarcia z Anglią pokoju, misji oczywiscie zaaprobowanej przez Hitlera, porozumieniu ze stronnictwem antychurchilowskim i prokrólewskim - pisaliśmy tu na tym forum juz kilka razy.
Przypomnę: Churchil to agent USA pchający GB do wojny, działał wbrew woli dużej cześci establishmenty brytyjskiego skupionego wokół króla. Hess nigdzie nie uciekał, nie był obłąkany, leciał na umowione spotkanie, niestety czy stety wpadł w ręce Churchila. Tu pytanie jak orientowali się przebywający w Anglii Polacy dla których ewentualne prozumienie.niemiecko angielskie i wolna ręka.dla.Hitlera.na wschodzie mogłaby być skrajnie niekorzystna.
Gandi o polskim wątku w tej aferze nie wypowiadaleś się, a wiesz o tej sprawie najwięcej...


superhistoria.pl/druga-wojna-swiatowa/168141/polski-zamach-na-rudolfa-hessa.html
Pozdro
Jeep
Obserwuj wątek
    • gandalph Re: Post Scriptum w sprawie Rudolfa Hessa 10.01.21, 12:51
      Zajmowałem się tą sprawą będzie 10 lat temu, musiałbym odświeżyć sobie szczegóły.
      Sikorski musiał wiedzieć o misji Hessa, znamienne jest to, że o jego lądowaniu dowiedział się wcześniej niż Churchill, mimo że był w tym czasie w Kanadzie. W każdym razie skrócił o jeden dzień wizytę za oceanem i wrócił samolotem, a nie okrętem.
      Druga rzecz, z pobliskiego Glasgow został wezwany na miejsce polski wicekonsul, Roman Battaglia. Przed wojną pracował w polskim komisariacie w WM Gdańsku. Na mur-beton musiał znać osobiście Carla Burhardta, Wysokiego Komisarza Ligi Narodów, miejscowych dygnitarzy i - kto wie - być może Hessa. Na 5 km pachnie od niego wywiadem. Oficjalnym powodem jego wezwania było to, że miał pełnić funkcję tłumacza. Hahahahaha! Dla Hessa językiem numer 1 był angielski, urodził się i wychował w Egipcie. W niemieckiej szkole koledzy śmiali się z jego angielskiego akcentu. W każdym razie Hess (jako Alfred Horn) i Battaglia rozmawiali w cztery oczy przez 2 godziny i to po niemiecku. Nikt nie wie, o czym.
      Na podstawie dedukcji oraz informacji, że Hess wiózł ze sobą jakieś dokumenty, wynika jednoznacznie, że musiał on wieźć ze sobą fiat Hitlera w kilku sprawach, bo inaczej cała impreza w ogóle nie miała sensu: 1) sprawa żydowska (być może konkrety rozwiązań w ramach koncepcji przesiedlenia Żydów na Madagaskar), 2) sprawa polska. Co jeszcze, tego nie wiadomo.
      Wizyta była bardzo starannie przygotowana po stronie brytyjskiej; KTOŚ zadbał o to, by Hess wleciał na Wyspy na odcinku strzeżonym przez stację radarową znaną z generowania fałszywych alarmów, wszystkie samoloty RAF w tamtym rejonie wyparowały. Mało tego, w 1992 (!!!) ukazały się wspomnienia dwóch Czechów, byłych pilotów RAF, którzy w danym momencie wykonywali loty patrolowe z bazy k. Belfastu. Oni namierzyli samotnego Messerschmitta lecącego ze wschodu na zachód i mieli go strącić, ale otrzymali kategoryczny rozkaz powrotu do bazy.
      Hess przeleciał nad morze, wykonał zwrot w lewo, potem jeszcze raz w lewo o 180 widząc oświetlony pas startowy przy Dungavel House, siedzibie lorda Douglas Douglas Hamilton. (Kierunek podejścia był od południowego zachodu). Potem światła zgasły i Hess musiał skakać. Wygląda na to, że było to aktem sabotażu.
      Żeby było zabawniej, część siedziby lorda Hamiltona była zajmowana przez przedstawicielstwo Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, gdzie wielką szychą był Carl Burhardt. Dwie mocno leciwe panie zeznały wiele lat po wojnie, że widziały w Dungavel dwa niemieckie zbiorniki z paliwem, doczepiane do skrzydeł (czyżby Hess miał odlecieć z powrotem?).
      Znalazłem też wzmiankę o późniejszym epizodzie, gdy jakaś polska grupa zbrojna zaatakowała obiekt, gdzie przechowywany był Hess (bądź jego sobowtór). Nie jest znany zamiar: likwidacja czy uwolnienie?
      W każdym razie stawiam dolary przeciwko psim kłakom, że sprawa Hessa i "katastrofa" gibraltarska to ten sam dywanik, mocno skrywany przed publiką, a tylko parę nitek wystaje. Proszę jednak pamiętać, że przed Gibraltarem miały miejsce jeszcze przynajmniej dwa tajemnicze epizody: katastrofa samolotu księcia Kentu z 25. sierpnia 1942, prawie-katastrofa samolotu generała de Gaulle'a z maja 1943, a wcześniej zabójstwo adm. Darlana 24. grudnia 1942.
      • jeepwdyzlu Re: Post Scriptum w sprawie Rudolfa Hessa 10.01.21, 13:26
        Darlana zamordował de Gaulle, dlaatego FDR był.na.niego wściekły.
        Ale pytanie czy w 41 Hitler był gotów zsprooonować Poalkom coś wiecej niż Generalną Gubernię? W 43 była inna sytuacja więc zamach w Gibraltarze ma chyba inne tło. Tak to ta sama.sprawa ci sami ludzie ale powody sa chyba inne. W.43 Sikorski przeszkadzał wszystkim. W tym rodakom najwięcej... Ale w 41 pytanie czy nasi.nie chcieli Hessa.sami porwać i sami gadać. Co najmniej włączyc sie.do gry
        • gandalph Re: Post Scriptum w sprawie Rudolfa Hessa 10.01.21, 14:39
          Co do zabójstwa Darlana, stawiałbym bardziej na Churchilla, ale mniejsza z tym.
          Co do ewentualnych propozycji Hitlera.... Zwracam uwagę na to, że tuż po wrześniu 1939 ważyła się sprawa terenów okupowanych przez Niemców w Polsce. Początkowo, bardzo krótko, funkcjonowała nazwa Generalne Gubernatorstwo Okupowanych Terenów Polski, potem skrócona do GG. Kiedy "potem"? Gdy Stalin zgłosił veto co do reaktywacji jakiejś szczątkowej Polski.
          Dalej, obie strony, tj. polska i niemiecka, były w okresie 1939-lato 1941 w skrywanym kontakcie, tzn. między Abwehrą Canarisa i polskim II Oddz. Łącznikiem była Helena Szymańska, żona płk Szymańskiego, ostatniego attache w Berlinie, której wraz z dziećmi Canaris umożliwił wyjazd do Szwajcarii. Potem pojawiła się "inicjatywa lizbońska", czyli grupa polityków emigracyjnych anty-sikorskich, która nawiązała w Portugalii kontakt z Niemcami w wiadomej sprawie. Przedsięwzięcie wzięło w łeb z jednego powodu, mianowicie szef Auswärtiges Amt, von Ribbentrop, zwrócił się o opinię na temat, kim są ludzi po stronie polskiej, do Rudolfa von Schelihy, długoletniego korespondenta w Warszawie (opuścił Polskę w przeddzień wojny), który stwierdził, że to są nic nieznaczące osoby (Jan Szembek nic nieznacząca osoba, hehehe). Sęk w tym, że von Scheliha został w kilkanaście miesięcy później nakryty jako agent sowiecki.
          Ale... Przypomnę, że Hess poleciał do Anglii na miesiąc z okładem przed Barbarossą. Hess miał nieco inną wizję polityczną niż Hitler, nie był tak umoczony propagandowo jak Hitler, był moderatorem agresywnych ciągot części nazistów i przez samo to wzmacniał pozycję elementów umiarkowanych, jak Rosenberg. Sprawa polska musiała być w rozkładzie jazdy, gdyż - formalnie biorąc - W. Brytania przystąpiła do wojny, chcąc nie chcąc, w obronie Polski. Sprawa żydowska mąciła wodę, dlatego też musiała być jakoś zaklajstrowana. To są dwa punkty, które - oprócz rozejmu - musiały być regulowane. I to było zbieżne z dążeniami partnerów po stronie brytyjskiej, jednak nie do pogodzenia z interesami i celami Churchilla, z przede wszystkim jego mocodawców: FDR i Stalina. Dlatego misja Hessa padła ofiarą sabotażu. Jednakże Sikorski był w to zaangażowany po uszy, tyle tylko, że nie wszystko musiał wiedzieć.
          Tu dodam, że pozycja Churchilla w W. Brytanii wisiała na włosku aż do lata 1942.
          Pomijając szczegóły, przejdźmy do 1943 r. Po Stalingradzie i Charkowie a przed Kurskiem na froncie wschodnim nastąpił zastój i swego rodzaju impas, ale na froncie podskórnym aż buzowało. Coś się działo, ale tego dokładnie nie znamy. Podobno doszło nawet do spotkania von Ribbentropa z Mołotowem w Kirowogradzie, ale... Gruntowałem ten temat i wszystkie nici prowadzą do Petera Fischera, sekretarza von Ribbentropa. Czort wie, czy to prawda.
          Ja widzę sprawę gibraltarską tak. To była kooperacja dwóch lub trzech służb wywiadowczych, w tym być może werbunek pod fałszywą flagą. Wszyscy uczestnicy, ew. potencjalni uczestnicy, oprócz Niemców, mieli interes, aby "zniknąć" Sikorskiego. Przede wszystkim na teren twierdzy gibraltarskiej nie można było się dostać inaczej niż za wiedzą Brytyjczyków. To jest pewne na 150%. Ściśle ze sobą powiązane są pytania "kto" i "dlaczego". Poznamy jedno, to będzie wiadome drugie. Każda ze stron miała interes, ale każda inny. I tu jest właśnie zagadka. Dwie rzeczy są dość pewne: sam zamach miał cechy prowokacji politycznej, zaś Brytyjczycy z pewnością sprzątali po zamachowcach.
          Mój pogląd jest następujący: Niemcy postanowili przełamać impas, jaki nastąpił po utracie Afryki Pn. i Stalingradzie oraz odzyskaniu Charkowa, a przed operacją "Zittadelle". (Kursk). Jak? Postanowili rozwalić jedność przeciwników. To była prawdopodobnie bardzo starannie przygotowana operacja, w której Sikorski, nieświadomie, miał mieć swoje 5 minut. Wyciągnęli spod korca sprawę grobów katyńskich, co miało na celu przyszpilenie Sikorskiego, aby przestał grać głupka (tyle że on go nie grał, on nim był). Gdyby Sikorski miał krztę honoru, powinien był strzelić sobie w łeb, bo upublicznienie tej kwestii oznaczało koniec linii politycznej generała, tzn. uładzenia stosunków z Sowietami. Teraz już nie miał dokąd brnąć. I Sikorski, nieudolnie, uciekł do przodu. Stąd jego podróż inspekcyjna na Bliski Wschód (akurat znalazł sobie moment). To miał być kamuflaż dla jego kontaktów z Niemcami, zapewne via Watykan. Oczywiście nie uszło to uwadze Brytyjczyków. Niemcy swoimi kanałami wyposażyli Sikorskiego nie tyle w dokumentację katyńską, bo to było kompletnie nieistotne, lecz 1) w kopię dokumentu, który wiózł Hess do W. Brytanii 2 lata wcześniej, 2) stenogramy nasłuchu rozmów Churchilla i Roosevelta przez radiolinię i kopie materiałów uzyskanych przez ks. Wołkow i Tylera Kenta, szyfranta amb. USA w Londynie, z czasów, gdy Churchill nie był jeszcze premierem, a więc jesieni 1939 i do 10 maja 1940. Użycie tych materiałów przez Sikorskiego spowodowałoby wybuch bomby atomowej, tj. wyrzucenie Churchilla za zdradę i wykopanie Roosevelta. W konsekwencji Stalin zostałby na lodzie. Dlatego ludzie Churchilla zrobili wszystko, aby do tego nie dopuścić. W tym momencie Amerykanie i Sowieci są też na liście podejrzanych, z tego samego powodu.Jest też druga możliwość: to nasza opozycja zmontowała akcję, a Brytyjczycy po prostu nie przeszkadzali, za to potem posprzątali. (Uwaga: mówiąc "Brytyjczycy" w kontekście sprawstwa mam na myśli ludzi Churchilla, czyli SOE, a nie ludzi króla, czyli MI-6 bądź MI-5).
          Philby'ego proszę w tym momencie zostawić w spokoju, to nie jego półka.
          • jeepwdyzlu Re: Post Scriptum w sprawie Rudolfa Hessa 10.01.21, 15:46
            Gandhi świetny wpis!
            Sikorski miał ważne kwity od Niemców to jest pewne. I że mu je zabrano. Kto był wykonawcą to sprawa wtórna, sądzę ze to nasi. Pytanie kto był zleceniodawcą. Mo8m zdaniem Churchil.
            Że w kwitach mogły być materiały demaskujące FDR to dla mnie nowość....
            Dzięki, dajesz do myślenia, jak zawsze :-)
            • gandalph Tytułem uzupełnienia 10.01.21, 16:33
              jeepwdyzlu napisał:

              > Gandhi świetny wpis!
              > Sikorski miał ważne kwity od Niemców to jest pewne. I że mu je zabrano. Kto był
              > wykonawcą to sprawa wtórna, sądzę ze to nasi. Pytanie kto był zleceniodawcą. M
              > o8m zdaniem Churchil.
              > Że w kwitach mogły być materiały demaskujące FDR to dla mnie nowość....
              > Dzięki, dajesz do myślenia, jak zawsze :-)
              >
              1. Niech nikt nie powiela bajki, że monarcha w W. Brytanii był tylko dekoracją. (Jak jest teraz, to nie wiem). Król miał 1001 "sprężyn", aby dyskretnie albo jeszcze dyskretniej wpływać na bieg wydarzeń. Właśnie z tego powodu rząd Baldwina doprowadził do abdykacji Edwarda VIII, a nie z powodu jego chętki na p. Simpson, skądinąd osobę wątpliwej konduity. Król był dysponentem "chleba dobrze zasłużonych": tu tytulik, tam apanaż, tam posażna narzeczona z tytułami. Wreszcie król był też, nie zapominajmy, cesarzem Indii, a rząd w Londynie nie miał nic do tego. Jerzy VI był bardzo dobrze poinformowanym człowiekiem, również dzięki kontaktom z innymi koronowanymi głowami, np. król Szwecji Gustaw VI Adolf, ten dopiero wiedział, co w trawie piszczy. Te kanały były niedostępne dla premiera ani rządu. Różne formacje brytyjskie z góry wiedziały, czyje rozkazy mają wykonywać w razie wewnętrznej rewolty: króla, parlamentu czy rządu. Niektórzy dygnitarze mieli bezpośredni dostęp do króla, w każdej chwili: król, szef foreign-office, kanclerz skarbu, komendant garnizonu londyńskiego, szef MI-6 (np. Stewart Menzies), szef MI-5. Oprócz tego różni lordowie, parowie itd. Anglii i Szkocji. Np. wspomniany lord Douglas Douglas Hamilton jako par Szkocji. Churchill przez całą wojnę nie mógł ścierpieć królewskiego "uchola" w swoim otoczeniu, ale nic nie mógł zrobić. No i Jerzy VI serdecznie nie znosił Churchilla.
              2. Sowieci mieli 2 bardzo wysoko umieszczone wtyki: 1) Anthony Blunt - zdemaskowany długo po wojnie - był łącznikiem między Pałacem Buckingham i rządami emigracyjnymi, np. Polski. 2) Lord Louis Mountbatten, wyjątkowo nieprzyjemny typ angielskiego aroganta i arystokraty ciągnącego za sznurki, np. protektora ks. Filipa. Amerykanie długo po wojnie nie mogli się go pozbyć z NATO, mimo podejrzeń, aż załatwiła go IRA (oficjalnie).
              3. Churchill został premierem w do dziś niewyjaśnionych okolicznościach z pogranicza spisku i horroru. 9. maja 1940 w Izbie Gmin rząd został poddany miażdżącej krytyce za fiasko kampanii norweskiej, potem nastąpiła całonocna burzliwa narada na Downing Street, za zamkniętymi drzwiami. W efekcie Chamberlain złożył rankiem rezygnację nie wiedząc jeszcze, że Niemcy właśnie zaatakowali Francję. Próbował cofnąć rezygnację, ale "Churchill wstawił nogę w drzwi". Tyle cytat. Pierwotnie premierem miał zostać lord Halifax, ale powstał problem proceduralny: Halifax był członkiem Izby Lordów.
              Pozycja Churchilla była przez 2 lata bardzo, bardzo słaba, ale słaba była też opozycja, która się posypała. Pod koniec roku zmarł na białaczkę Chamberlain, zmarł lord Lothian, amb. w USA, dokąd wysłano Halifaxa. Wcześniej jeszcze było de facto bezkrólewie z powodu długotrwałej choroby szefa, adm. Hugh Sinclaira, zaś następca, Stewart Menzies w pierwszych dniach urzędowania zaliczył sromotną wpadkę: incydent w Venlo, który totalnie rozłożył wywiad brytyjski na kontynencie. Jedyne co, to jeszcze wiosną 1939 adm.Sinclair kupił ośrodek w Bletchley, za własne środki.
              • gandalph Re: Tytułem uzupełnienia 10.01.21, 16:34
                miało być "w każdej chwili: premier..."
              • jeepwdyzlu Re: Tytułem uzupełnienia 11.01.21, 10:45
                Mountbatten był na żołdzie w rublach? Że był pedofilem a co za tym idzie podatnym na szantaż - wiedziałem...
                • gandalph Re: Tytułem uzupełnienia 11.01.21, 13:50
                  Raczej wątpię, by był agentem za pieniądze. To był taki - toutes proportions gardées - Zero, czyli człowiek chorobliwie ambitny, ograniczony, chciwy na władzę, blisko skoligacony z domem panującym, ale jednak spoza... Miał swoje własne "sznurki" w kręgach dworskich i rządowych. Niebywały arogant i bez skrupułów. Operacja "Jubilee", czyli desant pod Dieppe, to było jego dzieło, choć spotkałem wzmiankę, że ktoś mu podłożył świnię. Amerykanie go nie cierpieli i przez 20 lat usiłowali się go pozbyć z najwyższych szczebli NATO; mieli wobec niego podejrzenia o działalność agenturalną. Ale to nie był zwykły płatny agent, raczej użyteczny idiota i agent wpływu.
                  Jego kres to rok 1979 i (oficjalnie) wybuch bomby na jachcie, podłożonej rzekomo przez IRA. Ale są też inne podejrzenia.
                  Jego protegowanym był, na wczesnym etapie, książę Filip. (To też było niezłe ziółko - za młodu. Stały bywalec ekskluzywnych lokali w dobie afery Profumo, a raczej wcześniej. Jego też protektor mógł wystawić Sowieciarzom).
            • gandalph Re: Post Scriptum w sprawie Rudolfa Hessa 12.01.21, 12:15
              Czy Sikorski miał materiały obciążające FDR, tego nie wiem, to tylko domysły. Ale upadek Churchilla oznaczałoby bardzo poważne komplikacje dla USA I Stalina, rzecz jasna. Przypominam, że parę godzin po katastrofie zaczęła się niemiecka ofensywa pod Kurskiem i mogło być różnie.
              W razie upadku Churchilla i kompromitacji FDR lądowanie na Sycylii nie doszłoby do skutku.
              Nasi z kolei mieli zupełnie inny powód, ale sytuacja się zmieniła a operacji nie dało się zatrzymać.
              • gandalph Re: Post Scriptum w sprawie Rudolfa Hessa 12.01.21, 12:49
                Od paru dekad nurtuje mnie jeden szczegół, jak gdyby oderwany od całości sprawy gibraltarskiej i nie znajduję odpowiedzi. Mianowicie w ostatniej podróży towarzyszył Sikorskiemu lord Victor Cazalet, przyjaciel króla i Sikorskiego. On też zginął w Gibraltarze. Zastanawia mnie cel jego obecności. Czy był to przypadek? (przypadkowy pasażer w locie vipowskim, przy starcie w twierdzy gibraltarskiej?) Czy może kurtuazja ze strony króla? A może coś więcej, może rodzaj "anioła stróża": ten jest pod opieką króla? (Ciekawostka: Cazalet był ojcem chrzestnym Liz Taylor, tak tej! Niektórzy mówią, że nie tylko chrzestnym).
                Ponieważ Cazalet nie wsiadł do samolotu w ostatniej chwili, nie może być mowy o pomyłce. Ktoś zdecydował się działać MIMO tego albo nie miał pojęcia, kto zacz. Ale fakt jego obecności może stanowić poszlakę, że działania Sikorskiego miały w danym razie błogosławieństwo króla (monarcha nie mógł opuszczać wysp, a pełniący rolę jego wysłannika młodszy brat, ks. Kentu, nie żył od roku). To może wykluczać sprawstwo MI-6 i MI-5. Co pozostaje? Albo SOE, albo służby polskie: Oddział II, Oddział VI, wywiad AK. Pozostaje jeszcze tajemnicza organizacja o kryptonimie "Klemens", istnienia której doszperał się swego czasu Dariusz Baliszewski, z kmdr Tadeuszem Stoklasą na czele, która to organizacja zakamuflowała się w Oddziale I jako spółka polsko-brytyjska. Komandor Wilfred "Buffy" Dunderdale pojawia się w tym kontekście, jako brytyjski oficer łącznikowy.
          • gandalph Poprawka... 12.01.21, 14:30
            gandalph napisał:


            Chodziło o Petera Kleista, nie Fischera. Skleroza już swoje robi.
      • speedy13 Re: Post Scriptum w sprawie Rudolfa Hessa 10.01.21, 14:52
        Pomyślałem, że wkleję tui mój wpis z innego forum, o "pośmiertnych losach Rudolfa Hessa

        Po samobójczej śmierci w 1987 Hess pochowany został zgodnie ze swym życzeniem w miejscowości Wunsiedel w Bawarii. Z czasem jego grób stał się celem "pielgrzmek" neonazistów, którzy organizowali przy nim swe wiece i spotkania. Władze miejskie nie były zadowolone z tego rodzaju sławy i popularności i w końcu w 2011 za zgodą rodziny zlikwidowały grób. Zwłoki Hessa ekshumowano i poddano kremacji, a popioły rozsypano w nieujawnionym miejscu.

        Ale materiał biologiczny jak się okazało pozostał. W czasie pobytu w więzieniu Hess poddawany był okresowo rutynowym badaniom lekarskim. Pobierano więc też od niego próbki krwi. Jedna z nich (pobrana w 1982) znalazła się w zbiorach Centrum Medycznego Armii Amerykańskiej im. Waltera Reeda w Waszyngtonie. Po latach odnalazł ją tam robiący specjalizację lekarz Sherman McCall. Gdy po jakimś czasie dowiedział się o kontrowersjach dotyczących tożsamości więźnia 'Spandau nr 7" postanowił spróbować badania DNA. Nawiązał w tym celu kontakt z uznanym specjalistą z tego zakresu, jakim był prof. Jan Cemper-Kiesslich z Uniwersytetu w Salzburgu. Uczeni zdołali pozyskać DNA z próbki; trudniejsze okazało się znalezienie żyjących krewnych Hessa, którzy z oczywistych względów wolą zachować najdalej idącą anonimowość i dyskrecję. W końcu jednak udało się i to. Badanie, którego wyniki opublikowano teraz niedawno (w styczniu 2019 r.) potwierdziło z prawdopodobieństwem 99,99%, że osobą od której pobrano rzeczoną próbkę krwi był Rudolf Hess.

        wyborcza.pl/7,75400,24391912,to-byl-jednak-rudolf-hess-badania-dna-obalaja-jedna-z-najslynniejszych.html
        • gandalph Re: Post Scriptum w sprawie Rudolfa Hessa 10.01.21, 15:25
          Tyle że ja czytałem, że w latach 1980-ych, gdy rodzina Hessa usilnie zabiegała o jego zwolnienie "ze względów humanitarnych", odnalazła się też jego kartoteka dentystyczna z Monachium i tu się niestety nie zgadzało. Również brak było blizny po ranie postrzałowej z I W. Św.
          Poza tym, w związku z domniemanym samobójstwem Hessa są też poważne wątpliwości. W jaki sposób może powiesić się ktoś, kto z powodu artretyzmu nie jest w stanie podnieść rąk powyżej ramion? Poza tym obrażenia były tego rodzaju, że wskazywały na zadzierzgnięcie pętli, a więc udział osoby trzeciej. No i jest jeszcze anonimowy "list z Kapsztadu", złożony pod przysięgą przed notariuszem, przez osobę nieujawnioną, jakkolwiek osobiście mu znaną. List wskazywał palcem sprawców owego "samobójstwa", tj. Brytyjczyków, którzy nie chcieli dopuścić do tego, by Hess żywy opuścił Spandau. Ów list jednoznacznie wzmiankuje osobę związaną z Mossadem, która to służba bardzo interesowała się tą sprawą.
          (Zresztą samo zdarzenie wywołało ostry konflikt z Amerykanami, bo to na ich zmianie się działo). Zwłoki Hessa zostały istotnie skremowane i rozsypane, a Spandau rozebrane do spodu. Tak więc z tym grobem to coś nie tak.
        • jeepwdyzlu Re: Post Scriptum w sprawie Rudolfa Hessa 12.01.21, 13:44
          A propos negocjacji niemiecko sowieckich wklejam wątek z forum historycy. Zwracam uwagę na pojawiający się fragment o pracy historyka Vojtecha Mastnego, zatytulowana "Stalin and Prospects of Separate Peace in Second World War", wydanej w 1972 roku


          www.historycy.org/historia/index.php/t139700.html
          "Na cale szczescie tekst tej pracy jest dostepny na Webpage - i zawiera bardzo ciekawe informacje i podaje szereg malo znanych ale bardzo interesujacych w tej sprawie faktow w pelni potwierdzjacych, ze negocjacje mialy miejsce. Oto kilka z nich.
          6 listopada 1942 roku, w publicznym wystapieniu Stalin nadmienil: "naszym celem nie jest zniszczenie calosci sil zbrojnych III Rzeszy; to jest nie tylko niemozliwe ale i niewlasciwe z punktu widzenia zwyciezcy".
          W styczniowym wydaniu teoretycznego kwartalnika partii, pod nazwa "Bolszewik" znalazl sie artykul plka E. Razina ktory to byl oficjalna tuba Stalina w sprawach militarnych. Znalazlo sie tam stwierdzenie: "polityka i wojna maja na siebie wplyw ale nie maja tej samej wagi; polityka jest zawsze wazniejsza". Zwrocmy uwage, ze nie ma tu slowa o rozgromieniu "germanskiego najezdzcy" tylko wyrazne rozroznienie, ze militarne sukcesy (a bylo to po Stalingradzie) nie przeslaniaja dzialan politycznych. Byl to zaowalowany signal dla strony niemieckiej.
          W przemowieniu wygloszonym z okazji Dnia Armii Czerwonej w 23 lutego 1943 roku, Stalin nie wspomnial nawet jednym slowem o innych aliantach i ich wysilkach w zmaganiach z III Rzesza. Wygladalo to, jakby wojna byly sprawa dotyczaca tylko dwoch panstw i jesli jedno z nich sklanialoby sie do politycznego rozwiazania konfliktu, to innych aliantow mozna po prostu zignorowac.
          Tajny raport amerykanskiego wywiadu OSS z poczatku wiosny 1943 r. informowal o instrukcji Kremla skierowanej do francuskich komunistow w ktorej nadmieniono o nadchodzacych negocjacjach niemiecko-sowieckich.
          Szwedzkie zrodla wymienionego OSS podaly (raport OSS z sierpnia 1943 r.), ze negocjacje takie juz sie odbyly.'
          • jeepwdyzlu Re: Post Scriptum w sprawie Rudolfa Hessa 12.01.21, 14:26
            Ten wątek też jest przywołany, nie wnosi wiele nowego ale jest mniej chaotyczny...

            www.historycy.org/index.php?showtopic=174322&hl=
          • gandalph Re: Post Scriptum w sprawie Rudolfa Hessa 12.01.21, 14:33
            Aluzje Stalina do Hitlera pojawiały się wielokrotnie w latach 1941-2, czy to kanałem bułgarskim, czy w Sztokholmie (rodzina Wallenbergów było, mogła być w to umoczona) albo jeszcze gdzie indziej. Świadczą one tylko 1. o rozpaczliwej sytuacji Sowietów, 2. o całkowitym niezrozumieniu Hitlera przez Stalina. Zresztą nie tylko przez Stalina. W jednej z książek Suworow wydziwiał nad planem Barbarossy, że nie widać żadnego celu strategicznego. Bo Wiktor Suworow był w tym względzie tak samo ograniczony jak Stalin i s-ka.
      • gandalph Re: Post Scriptum w sprawie Rudolfa Hessa 12.01.21, 14:27
        A tu właśnie znalazłem artykulik o incydencie, o którym wiedziałem już dawno, mianowicie o rozmowie/przesłuchaniu Hessa przez Romana Battaglię:
        Z widłami na Niemca
        Pytanie kluczowe, i wątpliwość zarazem, czy Battaglię wezwano po lądowaniu "Alfreda Horna", czy też był on już wcześniej jako członek "komitetu powitalnego"?
        Podobno, zaznaczam - podobno, Roman Battaglia zajmował potem, zwłaszcza po wojnie, jedno z czołowych miejsc na sowieckiej "liście do odstrzału".
    • petronella.kozlowska Re: Post Scriptum w sprawie Rudolfa Hessa 10.01.21, 13:03
      Mi się wydaje że Hess był agenten Mossadu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka