Dodaj do ulubionych

Habilitacja - mission impossible ??

19.04.07, 10:19
Naturalną drogą dla człowieka po doktoracie pracującego na uczelni wyższej
jest habilitacja. Jestem ciekaw Waszych przygód (problemów) w trakcie
zdobywania kolejnego akademickiego stopnia. Z własnych obserwacji wiem, że
może ich być wiele. Na przykład trudności z odpowiednią liczbą publikacji,
gdzie jest się pierwszym autorem (w medycynie zawsze kierownik placówki ustala
autorów i ich kolejność), a gdy się je wreszcie zebrało argument nie do
obalenia "jest Pan za młody". Ponadto "rada mędrców" zawsze może stwierdzić,
że rozprawa habilitacyjna nie jest nowatorska mimo jej publikacji w piśmie z
fantastycznym IF. Podobno modnym ostatnio sposobem "uwalania" ambitnych
doktorów jest żadanie (podobno zgodne z prawem), by przedstawiali oświadczenia
ludzi, z którymi prowadzili badania określające procentowo ich udział pracy w
projekcie. A jakie są Wasze doświadczenia? Czy bez znajomości, koneksji i tzw.
"zgody politycznej" na uczelni można w Polsce zrobić habilitację?
Obserwuj wątek
          • flamengista ależ zasłużyli 20.04.07, 11:17
            Tyle że kryteria są specyficzne;)

            Po prostu nie mają koneksji. To największy grzech w polskiej nauce. Można nie
            mieć dorobku, być leniem patentowanym i do tego nie mieć za grosz talentu i
            powołania do tej roboty. Ale gdy się zna Iksińskiego, wszystko będzie ok.

            Ciągle mam nadzieję, że kiedyś sie to zmieni. Ale nadzieja w miarę upływu lat
            jakby mniejsza.
        • flamengista to się dzieje - ale faktycznie nie masowo 20.04.07, 11:14
          1) Większość uczelni (chyba że się jest UJ, ale i nie na wszystkich wydziałach)
          odczuwa pewne niedobory pracowników z habilitacją. Zawsze lepiej jest ich mieć w
          zapasie do akredytacji i firmowania nowych kierunków.

          Dlatego jeśli władze uczelni widzą, że delikwent cokolwiek rokuje na przyszłość
          i ma ciągle szanse na pomyślne kolokwium - to przedłużają mu najpierw umowę na
          rok. Potem jeszcze raz. W skrajnych przypadkach (gdy uczy specyficznego, trudno
          "zastępowalnego" przedmiotu) robią z niego starszego wykładowcę. Ma podwyższone
          pensum i zakaz pracy naukowej, ale de facto ciągle się łudzą że habilitację zrobi.

          2) Natomiast było sporo takich, co porobili doktoraty w naukach społecznych na
          początku lat 90-tych, a więc epoki niesamowitego rozwoju uczelni prywatnych.
          Część tych ludzi zaczęła pracować na 3-4 etatach i od kilkunastu lat nic nie
          robią naukowo. Tych się na ogół zwalnia, chyba że mają plecy na uczelni - wtedy
          patrz pkt.1 (starszy wykładowca)

          W przypadku punktu 2 - dużą część tych osób ratował do niedawna fakt, że
          studentów było dużo, a pracowników naukowych mało. Teraz proporcje się
          odwracają, jest cała masa młodych doktorów bez pracy, którzy chętnie wezmą etat
          na uczelni. I coraz częściej się ich zatrudnia w miejsce starych, bez koneksji...
          • profes0r Re: to się dzieje - ale faktycznie nie masowo 20.04.07, 15:46
            Przede wszystkim istnieją stosowne przepisy, które ograniczają okres pracy
            między doktoratem a habilitacją. Piszę z głowy, ale kiedyś było to chyba 9+3+3,
            obecnie chyba 9+2+2. Przyznam się szczerze, że w mojej jednostce jest to bardzo
            starannie przestrzegane i właściwie co rok ktoś z tego powodu albo odchodzi,
            albo (rzadziej) przechodzi na etat czysto dydaktyczny - o ile jego wiedza i
            umiejętności to uzasadniają. Ale już dawno zauważyłem, że nie pracuję chyba w
            typowym miejscu.
            • nataszkam Panie profes0rze :-) 31.05.07, 10:39
              > Przede wszystkim istnieją stosowne przepisy, które ograniczają okres pracy
              > między doktoratem a habilitacją. Piszę z głowy, ale kiedyś było to chyba
              9+3+3,
              > obecnie chyba 9+2+2.

              Nie, przepisy nie biorą pod uwagę ukończenia doktoratu, ale awans na adiunkta.
              To 9 lat pracy na etacie adiunkta wyznacza czas na zrobienie habilitacji, a nie
              9 lat od doktoratu.
              Chyba, że są miejsca, gdzie po doktoracie przechodzi się automatycznie na etat
              adiunkta. Ja w takim miejscu nie pracuję, niestety. Własnie minęło 3 lata od
              obrony, a o adiunkcie jeszcze mowy nie ma- takie układy w pracy, że
              kierownikowi nie zależy, a wręcz przeszkadzałby mu każdy kolejny adiunkt, więc
              nie składa w tej sprawie pism do rektora. Nie mam najdłuższego okresu po
              doktoracie, bez adiunkta- rekord u nas wynosi - na razie- 7 lat.
              bardzo skrupulatnie natomiast przestrzega się okresu na zrobienie habilitacji-
              nie spełnia sie wymogów, to z adiunkta trafia się na wykładowcę.
              dla nas, którzy nie mamy "pchania", jedyną drogą jest wyłożenie prywatnych
              pieniązków na habilitację- nie znam przypadku, by po habilitacji pracował ktoś
              na etacie asystenckim :-)
              Jest to paranoja, bo wydziałowi, czy w ogóle uczelni, przydaje się każdy
              habilitowany- akredytacje itp., lepsze miejsce w rankingach uczelni.
    • szokiren Re: Habilitacja - mission impossible ?? 24.04.07, 10:44
      Witam wszystkich :) Oprócz problemów wymienionych w wątku, ja mam jeszcze jeden.
      Doktorat robiłam na innej uczelni niż moja macierzysta. Mój wydział nie ma
      uprawnień w moim zakresie, i stąd taka decyzja. Ale co dalej jeśli mam myśleć o
      habilitacji? Tam, gdzie robiłam doktorat mogę próbować, ale jest to środowisko
      jednak obce, w którym byłam eksternem. Na mojej uczelni też nie ma takiej opcji.
      Nie wiem jak zaplanować sprawę, od obrony minął wprawdzie niecały rok, ale jakąś
      linię rozwoju chciałabym przyjąć...
    • aeromonas Re: Habilitacja - mission impossible ?? 23.05.07, 19:13
      Można. Jasne, że trzeba mieć wystarczający dorobek (wprawdzie nigdzie nie jest
      napisane, jaki on powinien być i w każdej dziedzinie są inne wymagania) i
      napisać przyzwoitą pracę (choć znam przypadki również beznadziejnych - przeszły
      gładko, ale wtedy pewnie trzeba mieć "plecy"). Najlepiej "iść na wprost" - nie
      kombinować, nie szukać znajomości, poparcia itp.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka