gandalph
20.02.25, 15:52
"Trump oskarżył Ukrainę o wybuch wojny."
W tej sytuacji ja oskarżam USA, a właściwie nie tyle USA co konkretnie Franklina Delano Roosevelta, o to, że ponosił bardzo, bardzo znaczną część winy za wybuch II Wojny Światowej, na zasadzie "strażaka-podpalacza", co dla niektórych może być szokiem, ale niestety są na to dokumenty, tzn. owszem, Hitler swoje za uszami miał, ale planował zupełnie inną wojnę - TYLKO z Sowietami.
Dalej, oskarżam go o to, że przez parę lat z premedytacją do niej parł wręcz prowokując Japonię, wywierając ogromną presję zarówno na Wielką Brytanię i Francję, jak też na... Polskę (tak, tak, są na to dokumenty!). Oskarżam o to, że wywindował z politycznego i życiowego niebytu wiecznego awanturnika Winstona Churchilla, który potem stał się marionetką (Chamberlain został obalony, bo nie chciał grać według waszyngtońskiego scenariusza), wreszcie za to, że Józefa Stalina "dopuścił do interesu". Za wszystko zapłaciły zwłaszcza małe narody, jak Polska, Grecja, Łotwa, Estonia, Litwa, Finlandia, Norwegia itd. W imię czego? W imię zdetronizowania Wielkiej Brytanii i Francji na podium narodów, wyrzucenia Japonii i Niemiec poza nie i zajęcie całego podium przez Amerykę. I jeszcze jedno: dopiero niedawno pokojarzyłem fakty. W moim przekonaniu, tak na 90-95%, właśnie dlatego zginął Sikorski, że po prostu za dużo wiedział o knowaniach Roosevelta, Churchilla i Stalina jeszcze przed wojną. Dodam, że Niemcy nie tylko o tym wiedzieli, ale mieli na to DOWODY. A o tym, że takie Niemcy mają, wiedzieli również Brytyjczycy. W 1940 roku kariera polityczna obu panów: WSC i FDR, wisiała na cienkim włosku.
Przed Sikorskim w zaświaty, bez skrupułów, został wyprawiony królewski brat, książę Kentu wraz z całą załogą, tylko dlatego że miał wizję czegoś innego niż Pax Americana, potem admirał Darlan, bo po prostu przeszkadzał, a generał de Gaulle tylko cudem uniknął takiego samego losu w maju 1943. A wcześniej w grudniu 1941 "niewidzialna ręka" nie zawahała się targnąć na teoretycznie sojuszniczy u-boot holenderski K-XVIII, który wykrył japońską flotę płynącą na Hawaje, aby się nie wydało, że kto powinien był, ten wiedział o japońskim ataku. Akurat udawanie idioty było panu FDR na rękę.
Fakt, Ameryka była JEDYNYM zwycięzcą II W. Św., do której sama wszakże doprowadziła, ale też było to JEDYNE zwycięstwo tejże Ameryki w XX w., że przypomnę wojnę koreańską, wietnamską, wreszcie Afganistan.
I co, Yankee Doodle, miło ci? (A może powinienem rzec "Dixie"? Who knows?)
Dalszy ciąg skojarzeń, niedostępnych dla ludzi bez odpowiedniego podłoża wiedzy historycznej. Otóż pod koniec lat 1930ych czyli za prezydentury FDR jego New Deal zaczął się sypać (znamy? Znamy!). Na horyzoncie zaświtał nowy, znacznie głębszy kryzys od tego z lat 1929-1935. Jedyną szansą był eksport, ale... Dokąd? Europa odpada- protekcjonizm celny. To samo kolonie czyli 2/3 świata w Afryce i w Azji. Daleki Wschód - domena Japonii. Pozostaje Ameryka Pd., ale... Tu łeb w łeb idą trzy potęgi: UK, USA, Niemcy. FDR namówił wielki biznes na inwestycje w zbrojenia. Aby gdzieś upchnąć ów złom, trzeba było dużej wojny, z dala od Ameryki i bez jej udziału. Cel strategiczny: detronizacja Francji i W. Brytanii i wyrugowanie Niemiec i Japonii. Nie zapominajmy, że FDR był germanofobem, co w USA nie było częste.
Czy teraz jasne? Jeżeli UE się skonsoliduje i wysiuda Amerykanów z Europy (co skądinąd jest więcej niż pożądane), to wrócimy do czasów sprzed Roosevelta, z protekcjonizmem celnym i CHINAMI.
A tak dla przypomnienia: kto jeszcze pamięta, że pierwotnie siedziba NATO mieściła się w Paryżu, nie w Brukseli?