Dodaj do ulubionych

Przypadkowy rozum

07.10.08, 19:48
Tak naprawdę ludzka cywilizacja powstała przez przypadek. W
podręczniku teorii ewolucji prof. Jerzego Dzika możemy na przykład
przeczytać:

"Zdaniem niektórych badaczy większe rozmiary mózgu wynikły z
powielenia w nim połączeń nerwowych, by zabezpieczyć go przed
skutkami fizjologicznego przegrzewania. Grozić ono musiało dwunożnym
istotom przystosowującym się do biegania po sawannie w pogoni za
zdobyczą. Tak więc nagość słabo owłosionej skóry i rozrost mózgu
mogą być przejawami działania tego samego czynnika doboru.

Chyba niesłuszne jest natomiast wiązanie wzrostu pojemności puszki
mózgowej naszych przodków wyłącznie z rozwojem ich zdolności
intelektualnych. Przez półtora miliona lat możliwości te nie były
przecież wykorzystywane. Wielki móżg dał człowiekowi co najwyżej
potencjalne możliwości."

No właśnie. Mieliśmy narzędzie, ale nie mieliśmy do niego właściwego
oprogramowania. I nie było szans, aby ktoś zainstalował je w naszych
mózgach. Musieliśmy sami stworzyć je metodą prób i błędów. A
ponieważ więcej było owych błędów niż prób udanych, więc powstanie i
rozwój historycznych cywilizacji zdaje się być szczęśliwym
przypadkiem, nie mającym zbyt wielu odpowiedników we wszechświecie.
Obserwuj wątek
    • kyos a propos przypadkowości... 12.10.08, 22:29
      ...ciekawa recenzja "W stronę Słońca" Orlińskiego:

      "Tydzień temu w "Telewizyjnej" skarżyłem na brak dobrych pomysłów na koniec
      świata we współczesnym kinie s.f. Na pewno nie można tego zarzucić filmowi "W
      stronę Słońca". Naukowy konsultant tej produkcji, fizyk z CERN Brian Cox,
      wymyślił scenariusz oryginalny i nieprzyjemnie realistyczny.
      Chodzi o tak zwaną ciemną materię, która razem z ciemną energią wypełnia 95
      proc. Wszechświata. Fizycy nie mają pojęcia, czym ona jest - po prostu z różnych
      pomiarów wiedzą, że galaktyki są znacznie cięższe, niż wynikałoby to ze
      zsumowania składających się na nie gwiazd. Musi je wypełniać materia, której nie
      można zaobserwować. Spekuluje się, że na ciemną materię mogą składać się tak
      zwane cząstki supersymetryczne - czyli odpowiedniki znanych nam cząstek, które
      jednak mają na tyle odmienne właściwości fizyczne, że nie występują na Ziemi lub
      też przechodzą przez Ziemię niepostrzeżenie. Fizycy wymyślają dla nich różne
      zabawne nazwy, np. WIMP ("mięczak"), czyli Weakly Interacting Massive Particle
      albo MACHO ("massive astrophysical compact halo object"), czasem też dodają
      literkę "s" do nazw znanych cząstek, co zabawnie brzmi z kolei po polsku. Wynika
      z tego bowiem, że ciemna materia składa się ze sleptonów i... skwarków.
      Skoro ciemnej materii jest więcej niż tej materii, którą znamy, wiąże się z tym
      niepokojący wniosek - ciemna materia jest naturalnym stanem Wszechświata, a
      wszystko wokół nas jest anomalią. Gdyby do Słońca dotarło sjądro satomowe,
      złożone ze sprotonów i sneutronów, nasza najbliższa gwiazda, zamiast przerabiać
      wodór w hel i dostarczać nam życiodajną energię, zaczęłaby przekształcać się w
      coś bardziej naturalnego: kulę ciemnej materii.
      To właśnie punkt wyjścia tego filmu."

      serwisy.gazeta.pl/tv/1,47082,5764878,W_strone_Slonca____.html


      --
      Kosa kosi półkolem i zawsze wraca do punktu wyjścia (E.L.Doctorow)
      • frred Re: a propos przypadkowości... 17.10.08, 23:53
        Skoro ciemna materia jest normą, a my anomalią...

        ... to może właśnie w tym kryje się ślad, że zadziałał Bóg?


        /i że zacytuję mój kultowy zespół "... albo tamten drugi"?/
        • frred Re: a propos przypadkowości... 17.10.08, 23:59
          Dla ścisłości, w ostatnim "Niezbędniku inteligenta" jest to opisane
          inaczej: opisana jest teoria, w myśl której ciemna materia i ciemna
          energia niekoniecznie muszą być rozłożone równomiernie w
          przestrzeni. I w naszych stronach ma ich być stosunkowo mało.
          • kyos Re: a propos przypadkowości... 31.10.08, 18:02
            frred napisał:

            > Dla ścisłości, w ostatnim "Niezbędniku inteligenta" jest to opisane
            > inaczej: opisana jest teoria, w myśl której ciemna materia i ciemna
            > energia niekoniecznie muszą być rozłożone równomiernie w
            > przestrzeni. I w naszych stronach ma ich być stosunkowo mało.

            czyli generalnie wychodzi na to że to zachwianie przeciętnej proporcji (między
            materią a ciemną materią) w naszej przestrzeni umożliwiło życie --czyli jednak
            przypadek :) chyba że zmiana proporcji wynikała z jakiegoś nieznanego prawa,
            reguły którą naukowcom kiedyś uda się odkryć ;)
      • redykolek Re: a propos przypadkowości... 22.10.08, 16:55
        Odnoszę wrażenie, że z tą ciemną materią jest podobnie, jak z
        tajemniczą substancją, która jakoby miała pokrywać Księżyc. Otóż
        kiedy Galileusz spojrzał przez teleskop i ujrzał góry na Księżycu,
        stwierdził tym samym, że nie jest on idealną kulą zbudowaną z
        doskonałej niebiańskiej substancji. Tradycyjni fizycy
        arystotelesowscy nie chcieli się z tym jednak pogodzić i jeden z
        nich wpadł na pomysł, pisząc o tym w liście do Galileusza, że
        naszego satelitę pokrywa niewidoczna materia, wypełniająca wszystkie
        jego zagłębienia i zakrywająca wszelkie wzniesienia, tak, iż
        faktycznie Księżyc jest - wbrew obserwacjom - idealną kulą.
        Galileusz odpisał jednak owemu jezuicie, iż zgadza się z tą teorią,
        ale rozmieszczenie tej substancji widziałby inaczej. Mianowicie
        znajdowałaby się ona na szczytach wzniesień, czyniąc je znacznie
        wyższymi niż w rzeczyywistości.

        Podobnie może być i teraz: fizycy napotkali jakieś nowe zjawisko,
        nie potrafili go wyjaśnić, wymyślili więc sobie nowy rodzaj materii.
        • frred Re: a propos przypadkowości... 22.10.08, 23:17
          Cóż, nauka w dużej mierze polega właśnie na tworzeniu hipotez i ich późniejszej
          weryfikacji. Popper wręcz proponował, żeby każdą hipotezę traktować jako
          prawdziwą, dopóki się nie okaże fałszywa (oczywiście to jest w praktyce do
          zastosowania głównie w naukach społecznych, ale w praktyce podobnie działamy na
          gruncie najtrudniejszych problemów fizyki - np. nie wiemy, czym w istocie jest
          światło, więc opisujemy je i jako cząstki, i jako fale).

          Natomiast z ciemną materią nie jest tak, jak piszesz. Opisana przez Ciebie
          historia to typowe mnożenie bytów ponad potrzebę. Jezuita wypowiadał się o
          czymś, co do czego nie miał żadnych podstaw twierdzić, że istnieje (oprócz
          apriorycznego, niepopartego faktami założenia, że Księżyc powinien, w imię
          harmonii, być idealną kulą).

          Dzisiejsi fizycy bodaj niczego nie przyjmują jako pewnika (może oprócz
          założenia, że jakiś porządek w tym wszystkim jest, że "Bóg nie gra w kości"), a
          hipoteza o ciemnej materii wzięła się o ile wiem stąd, że pewne obliczenia w
          żaden sposób nie chciały się zgodzić. A to już jest dowód, że działa jakiś
          czynnik, którego nie znamy. Wysunięcie hipotezy, tłumaczącej, co to może być za
          czynnik, jest w pełni uprawnione.
        • frred uzupełnienie 22.10.08, 23:50
          pl.wikipedia.org/wiki/Ciemna_materia
          • redykolek Re: uzupełnienie 23.10.08, 17:41
            Przyznaję Ci rację Frredzie - naukowcy mają prawo wysuwać różne,
            dziwne nieraz dla laików hipotezy, pod warunkiem jednak, że poddadzą
            je później sprawdzeniu (a więc nie będą to hipotezy ad hoc, jak w
            przypadku koncepcji niewidzialnej materii wspomnianego wyżej
            jezuity).

            Natomiast co innego mnie zastanawia: wszelkie stworzone przez
            człowieka teorie dopasowane są do widocznej części rzeczywistości
            (to znaczy tej, którą obserwujemy za pomocą zmysłów lub narzędzi
            badawczych), zwsze jednak możemy się spodziewać, że poza nią
            istnieją jeszcze inne - nie zidentyfikowane, a więc niewidoczne -
            byty, które mogą teraz lub w przyszłości, mniej lub bardziej
            zakłócić działanie praw opisywanych przez owe teorie. Dlatego
            własnie świat jest przypadkowy - ni stąd, ni zowąd pojawia się w nim
            coś nowego. Na przykład rozum i cywilizacja.
            • frred Re: uzupełnienie 26.10.08, 22:29
              Tak, i właśnie stawiając hipotezy szukamy tego, czego na razie w żaden sposób
              nie postrzegamy - skoro to, co postrzegamy, jest wyraźnie niepełne.
            • kyos Re: uzupełnienie 31.10.08, 18:09
              redykolek napisał:

              > Natomiast co innego mnie zastanawia: wszelkie stworzone przez
              > człowieka teorie dopasowane są do widocznej części rzeczywistości
              > (to znaczy tej, którą obserwujemy za pomocą zmysłów lub narzędzi
              > badawczych), zwsze jednak możemy się spodziewać, że poza nią
              > istnieją jeszcze inne - nie zidentyfikowane, a więc niewidoczne -
              > byty, które mogą teraz lub w przyszłości, mniej lub bardziej
              > zakłócić działanie praw opisywanych przez owe teorie.

              IMHO, to chyba nie do końca tak
              hipotezy, takie jak ta o ciemnej materii, to antycypacja myśli ludzkiej w
              nieznane rejony działania nieznanych sił według nieznanych reguł; antycypacja
              oparta na dotychczasowej wiedzy (sprowadzającej się zresztą do sokratejskiego
              scio nihil scire ;) starająca się przewidzieć nieznane --a nie autorytatywnie
              opisać prawa, których zresztą w naszej rzeczywistości nie da się odtworzyć (czym
              bowiem w istocie jest np. CERN ? projekcją, spekulacją)
              • frred Re: uzupełnienie 02.11.08, 23:06
                Ależ oczywiście, że masz rację. Tyle tylko, że (inaczej niż w przykładzie
                podanym przez Redykołka) hipoteza o ciemnej materii nie jest wymyślona na
                zasadzie 'bo tak' - tylko jest próbą wytłumaczenia czegoś dziwnego, co jednak
                niewątpliwie obserwujemy.

                A czy nasze rozmowy o tym są na zasadzie 'jak sobie mały Jasio Afrykę wyobraża'?
                Pewnie tak, pewnie mówimy o czymś, o czym nie mamy pojęcia i co wykracza poza
                wszelkie nasze wyobrażenia. Tyle, że kto nie raczkował, nie będzie chodził ani
                biegał.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka