Dodaj do ulubionych

kiedy miłośc wygasa???? napiszcie coś doświadczone

14.01.05, 22:13
mam pytanko po ilu latach wypala się miłość ,a kiedy następuje
przyzwyczajenie??
Obserwuj wątek
    • ramon1 Re: kiedy miłośc wygasa???? napiszcie coś doświad 14.01.05, 22:43
      .. nie ma czegos takiego , jak - przyzwyczajenie ( w miłości oczywiscie )


      .. jutro, to dziś
    • settembrini Re: kiedy miłośc wygasa???? napiszcie coś doświad 14.01.05, 23:29
      tak pi razy oko
      nazajutrz po slubie
    • makore Re: kiedy miłośc wygasa???? napiszcie coś doświad 15.01.05, 01:51
      witam!
      z doswiadczenia wiem(?), ze milosc wygasa po 2 (slownie dwóch) latach. Czytalem kiedys artykul na temat chemii w milosci- przyznam szczerze, ze dosc niemile mnie zaskoczyl, poniewaz dokladnie tak rozgrywalo sie to u mnie (czyli 2 lata).
      kkkhhh..
      Moj zwiazek rozpadl sie po dwoch latach. Zwiazek kolegi rozpadl sie również po 2.
      Kiedy zaczyna sie przyzwyczajenie? nie mam pojęcia, ale u mnie rutyna zaczęła się po pół roku- wtedy mialem wrazenie, ze moja partnerka jest i zawsze bedzie.
      Juz nie zasypiałem z mysla o wybrance, jak również nie budzilem się mysląc, ze dzis się znowu zobaczymy. Powiem szczerze, że milość z czasem winna przejść w przyjaźni, lub jak kto woli w przyjaźni i przyzwyczajenie.
      rzekłem...
      • jenny_s Re: chemia a miłość 15.01.05, 03:16
        makore napisał, między innymi, że czytał kiedyś artykuł na temat chemii w
        miłości oraz, że zarówno jego jak i kolegi związek rozpadł się po 2 latach

        Drogi Makore,

        Sądzę, że powinniście z kolegą zamiast na związki postawić raczej na
        pierwiastki, a w szczególności na izotopy. Taki na przykład radiowęgiel 14C ma
        okres (połowicznego!) rozpadu 5730 lat. Pomyślcie nad tym ;)


        Życzę wielu udanych doświadczeń

        jenn
        • makore Re: chemia a miłość 15.01.05, 04:25
          www.milosc.digimer.pl/txt12.htm - udalo mi sie wyszukac ten art. ile w nim jest prawdy?

          węgiel 14 jest promieniotwórczy i nie występuje w przyrodzie.
          ćwiczyc nie bede ;)
          pozdro.
          • jenny_s Re: chemia moja miłość 15.01.05, 22:49
            No dobrze, to jeszcze raz, od początku.

            Jakież to proste i jakież wygodne, prawda? Wszystkiemu winna fenyloetyloamina.
            Próbuję sobie wyobrazić świat według amerykańskiego naukowca. Oto budzę się
            rano, spoglądam z przyzwyczajenia na leżące obok, pochrapujące przez sen,
            ciało. Włosy rozczochrane, nos jednak zupełnie nie klasyczny, przydałoby się
            nieco poćwiczyć. Narasta we mnie zniechęcenie, przecież nie tak miało być!
            Sięgam po fenyloetyloaminometr, ten wierny przyjaciel leży zawsze pod ręką na
            nocnym stoliku. Mrugająca na czerwono maleńka dioda wskazuje, że poziom znów
            poniżej normy. Trzeba zażyć tabletkę na miłość. Kładę się z powrotem i czuję,
            dosłownie czuję, jak z minuty na minutę ogarnia mnie coraz większa czułość
            względem tego pochrapującego ciała. Nie, to nie czułość, to ...! Nie pamiętam
            już czyje to było westchnienie: chwała Bogu, że szaleństwo zakochania po pewnym
            czasie przemija, inaczej człowiek umarłby z głodu, zimna i brudu, nie będąc w
            stanie pomyśleć o niczym innym oprócz kopulacji.

            A to, co potem? Potem to jest tak, że im mniej pracy, zaangażowania,
            cierpliwości włożysz w budowanie domu, tym łatwiej godzisz się później z tym,
            że drzwi coraz żałośniej skrzypią, piasek nadwątlił fundamenty, a na ścianach w
            sypialni niepostrzeżenie wyrósł kożuszek pleśni.

            Niech więc każdy wybierze sobie obiekt uczuć: jedni – siebie samego, inni –
            ukochaną, jeszcze inni – chemię, która wszystko wyjaśni, usprawiedliwi i
            wybaczy.

            jenn

            PS. Korpulentna brunetka z sąsiedztwa spaceruje trzymana czule pod rękę przez
            wpatrzonego w nią męża. To jak to jest, skoro amerykańscy naukowcy udowodnili,
            że mężczyźni wolą blondynki?
            • makore Re: chemia moja miłość 16.01.05, 01:50
              Ha. W sumie i moze prawdą jest, że wywijam się chemią, bo przecież "wszystko wyjaśni, usprawiedliwi i wybaczy". Może po prostu jestem tym standardowym człowieczkiem, u którego wszystko przemija, działa tak jak w tym fenyloetyloaminowym(sic!) musko-trzaskaniu(?)

              jenny_s napisała:
              > PS. Korpulentna brunetka z sąsiedztwa spaceruje trzymana czule pod rękę przez
              > wpatrzonego w nią męża. To jak to jest, skoro amerykańscy naukowcy udowodnili,
              > że mężczyźni wolą blondynki?

              De gustibus non est disputandum. Powiało śmiechem...
          • toulaa Odpowiedni wybór lektur 16.01.05, 12:18
            makore napisał:

            > www.milosc.digimer.pl/txt12.htm - udalo mi sie wyszukac ten
            art. ile w nim jest prawdy?


            No cóż, makore, ja zamiast pasjonujących artykułów z "Nowej Trybuny Opolskiej"
            polecałabym Ci raczej np. "O sztuce miłości" Ericha Fromma (nie mylić
            ze "Sztuką kochania" Misi W.). Takie tam rozważanka o tym, ze miłość jest
            świadomym aktem woli i naszej pracy (w odróżnieniu od zakochania, które akurat,
            jako oparte na w/w chemii, może trwać najwyżej 18 miesięcy - Twoje 2 lata i tak
            były rekordem).
            Miłej lektury.
            • makore Re: Odpowiedni wybór lektur 16.01.05, 23:04
              Och, jak znakomicie. Uwazasz, ze nie mam nic do roboty prócz czytania ksiażek, art. dotyczacych miłości. Bo prócz wymienionej "O sztuce miłości", której nie czytalem.Natomiast przeczytałem książeczke Sendhala... niestety tyłuł wypadł mi z pamięci. Tam są opisane te wszystkie krystalizacje, zauroczenia itp... bleh. No może z głupszych knig to zapewne "Męskie podbrzusze" wiodłoby prym, przecież myślimy jajami, a nie muskiem. Poza tym doskonale wiedzieć wszystko na temat męskiej ejakulacji, nieprawdaż?
              No i wyszło, ze jestem naukowcem w miłości, bo staram się do niej podchodzić racjonalnie, czy cos w ten deseń. A niestety jest nieco inaczej. Okazałbym się IMO, głupcem co niemiara jeżeli chciałbym podchodzić do tegoż świadomie i z rozsądkiem. Starciłbym zbyt wiele...
              Pozdrawiam
              • agni_me Re: Odpowiedni wybór lektur 16.01.05, 23:11
                O tak, to widać, że nie masz czasu na czytanie na książek.
                • nonstop Re: Odpowiedni wybór lektur 16.01.05, 23:57
                  agni, jak udało Ci się przetłumaczyć wcześniejszy wpis????
                  • freya Re: Odpowiedni wybór lektur 17.01.05, 13:27
                    Mnie się najbardziej podoba uwaga o książeczce Stendahla, której tytuł uleciał
                    autorowi postu z pamięci.
              • toulaa Re: Odpowiedni wybór lektur 17.01.05, 16:29
                makore napisał:

                > przecież myślimy jajami, a nie muskiem.


                Tzn. chodziło o muskuły może?
                Jak w piosence jakiegoś orła polskiego hip-hopu: "Sile muskuł przeciwstawiam
                siłę musku".
                A czym (nie) czytacie, makorowie?
    • galateia Re: kiedy miłośc wygasa???? napiszcie coś doświad 15.01.05, 07:29
      Ciekawe, kto pisze scenariusz dla 2222a?
      Zastanawiam sie, czy niebawem na scene wkroczy Romeo? :-)
    • toffiik Re: kiedy miłośc wygasa???? napiszcie coś doświad 15.01.05, 11:49
      Nie mieszajmy w to kalendarza, bo może sie skończyć na tygodniu. A wtedy co
      sobie powiedzieć - "Cosh - to tylko zauroczenie.." Sam motam sie miedzy różnymi
      słowami mądrali - którzy mówią - "..trzeba ją(miłość szczęsną) pielęgnować jak
      warzywniak".Na to moi znajomi, którzy na pierwszym miejscy stawiają
      spontaniczność i znaczenie przeznaczenia w życiu mówią, że co ma być, to będzie
      i jak zdechnie(może zasłabnie, straci przytomność miłość zchorowana) to nie
      pobudzi jej żaden defibrylator. Ja wiem tylko jedno, że jak wole słuchać radia
      Zet, niż mojej "ukochanej", jak wolę iść z gromadką moli na spacer niż z nią,
      jak wolę poranną kawę i wieczorny bulion chłęptać solo, jak wyczekuję bardziej
      sms'a od mojego operatora sieci niż od niej - to "chyba" miłość, przynajmniej
      jednostronnie wygasła. Bądź może jej takiej prawdziwej nie było? Bo niech ktoś
      powie - jak się mocno kocha, to czy się człowiek odkocha??
      Wtedy się wad nie widzi, wtedy się zmarszczki wygładzają jak po najlepszym
      liftingu, a z zębów kamień schodzi sam...Ja do tej pory miłość przeżywałem jak
      stan ciągłego naćpania. Może to bardziej bolesne, ale nie lubię niczego na
      zimno.I jak mi ktoś kiedyś powiedział - "spalasz się" to ja na to - "chcę!"
      To jednak początkowa faza choroby, do tej poźniejszej nie dane mi było jakoś
      dotrwać. Bo potem podobno następuje to wypełnienie, ta miłość psychiczna, którą
      po latach ludzie zwykli nazywać przyzwyczajeniem. Ale czy to źle, że dwa
      kawałki puzzli sie tak dotarły, że wypełniły każdą najdrobniejszą lukę miedzy
      sobą? Takiego mocowania nie rozbije już czas..
    • yoytek Re: kiedy miłośc wygasa???? napiszcie coś doświad 16.01.05, 04:13
      Możnaby zacząc od użalania i rozdrapywać nie zagojone jeszcze zranienia. Ale co
      to da? U mnie to było tak, że utraciłem zdolność do wybaczania i ze strachu
      udusiłem możliwość wczucia się w najbliższą. Wyzerowałem wyobraźnię i
      pomysłowość, a prawdopodobieństwo czegoś takiego rośnie z wiekiem. Zacząłem poza
      tym robić jej na złość- niby nie rozmyślnie. W pustyni i w puszczy nazywano to
      chyba zeribą- ogrodzenie z kolczaków.
    • bruhaha Re: kiedy miłośc wygasa???? napiszcie coś doświad 17.01.05, 00:37
      2222a napisała:

      > mam pytanko po ilu latach wypala się miłość ,a kiedy następuje
      > przyzwyczajenie??

      mi się zdarzyło po kilku paczkach
      ech

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka