Dodaj do ulubionych

Przygody Zenona Yhy

07.11.02, 11:14
Szanowni Panstwo
Pomysł nie jest nowatorski. Napiszmy wspólnie powieść. Reguły są proste.
Każdy kolejny wpis jest kontynuacją poprzedniego. Unikamy logiki i "zdrowego
rozsądku". Dbamy o dynamizm i nagłe zwroty akcji. Nurzajmy się w
absurdzie.Zapraszam.
_soso_

Zenon Yhy otworzył oczy. Przez chwilę zastanawiał się gdzie jest, kim jest i
o co chodzi w tym wszystkim. Na żadne z pytań nie znalazł odpowiedzi. Jak
zwykle.
"Muszę dać sobie trochę czasu. Czas - tego potrzebuję. Dowiem się
wszystkiego...na pewno...yhy.... wszystko ustalę".

Po kwadransie już wiedział. "Nazywam się Zenon Yhy, jestem w swoim
mieszkaniu, istnieję bo tak się jakoś złożyło".
Zadowolony wstał niespiesznie.
- Dzień dobry - papierosy zawsze witały go pierwsze.
- Cześć - mruknął i pomyślał, że kiedyś je rzuci, tak bez słowa, tak po
prostu.
- Zapalisz? - spytały.
- Chętnie...
Dom zaczynał swe życie razem z Zenkiem. Fotele skrzypiąc cichutko przeciągały
się leniwie, telewizor łypał swym czerwonym od ciągłego czuwania ślepiem,
stół nerwowo przestępował z nogi na nogę. Zawsze tak robił, gdy Zenek na
niego patrzył.
- Cześć Zenek - to była łazienka
- Strzała - głęboko zaciągnął się papierosem, który aż zamruczał z
rozkoszy. Czekał na kolejne pytanie. Zawsze padało. Jednakowo niepewnie
zadane.
- Wejdziesz? - "Zawsze pyta, choć zna odpowiedź. Musze z nią kiedyś o tym
porozmawiać. Zaczyna mnie to drażnić" - pomyślał i odpowiedział z uśmiechem. -
Jasne - mówiąc to mrugnął znacząco okiem w stronę kaloryfera. Kaloryfer był
ciepły i za to ciepło Zenek go lubił. Grzejnik zabulgotał na znak, że wie, że
rozumie…
- To co zwykle, prawda? Mycie głowy, kąpiel, mycie zębów i golenie? - w jej
głosie słychać było napięcie.
- Yhy, to co zwykle... - "Koniecznie muszę z nią o tym pogadać" obiecał sobie
niesłyszalnie i dodał - Mogę wejść z papierosem?
- Nie. Zgaś go. Nie lubię jego zapachu. - odpowiedź była bardzo stanowcza.
- Za chwile zadzwonię!!! Czuję, że za chwilę zadzwonię!!! Będę dzwonił!!! To
był telefon. Stary histeryk i gwiazdor. Lubił przyciągać uwagę. To była jego
największa wada. Miał jeszcze kilka pomniejszych.
"Zaczyna się" pomyślał Zenek. Telefon dzwonił...

(cdn albo i nie)
Obserwuj wątek
    • Gość: (k2) Re: Przygody Zenona Yhy IP: 217.153.98.* 07.11.02, 11:26
      c.d.n musi nastapic .Napewno kilka osob bedzie wieszalo na tym psy ale
      pamietaj sam to pisales a nie cytowales i jest to dobre naprawde .Poczatek
      troche mi znany ale nie przypomne sobie (a moze kiedys) reszta jest super
      czekam na dalsza czesc (nie daj sie prosic i olej tych , ktorym sie nie bedzie
      podobalo jak cos to maja wyszukiwarke do cytatow tak czesto tutaj uzywanych )
      pozdrawiam
    • gregorij Re: Przygody Zenona Yhy 07.11.02, 11:43
      _soso_ napisał:

      > Szanowni Panstwo
      > Pomysł nie jest nowatorski. Napiszmy wspólnie powieść. Reguły są proste.
      > Każdy kolejny wpis jest kontynuacją poprzedniego. Unikamy logiki i "zdrowego
      > rozsądku". Dbamy o dynamizm i nagłe zwroty akcji. Nurzajmy się w
      > absurdzie.Zapraszam.
      > _soso_
      >
      > Zenon Yhy otworzył oczy. Przez chwilę zastanawiał się gdzie jest, kim jest i
      > o co chodzi w tym wszystkim. Na żadne z pytań nie znalazł odpowiedzi. Jak
      > zwykle.
      > "Muszę dać sobie trochę czasu. Czas - tego potrzebuję. Dowiem się
      > wszystkiego...na pewno...yhy.... wszystko ustalę".
      >
      > Po kwadransie już wiedział. "Nazywam się Zenon Yhy, jestem w swoim
      > mieszkaniu, istnieję bo tak się jakoś złożyło".
      > Zadowolony wstał niespiesznie.
      > - Dzień dobry - papierosy zawsze witały go pierwsze.
      > - Cześć - mruknął i pomyślał, że kiedyś je rzuci, tak bez słowa, tak po
      > prostu.
      > - Zapalisz? - spytały.
      > - Chętnie...
      > Dom zaczynał swe życie razem z Zenkiem. Fotele skrzypiąc cichutko przeciągały
      > się leniwie, telewizor łypał swym czerwonym od ciągłego czuwania ślepiem,
      > stół nerwowo przestępował z nogi na nogę. Zawsze tak robił, gdy Zenek na
      > niego patrzył.
      > - Cześć Zenek - to była łazienka
      > - Strzała - głęboko zaciągnął się papierosem, który aż zamruczał z
      > rozkoszy. Czekał na kolejne pytanie. Zawsze padało. Jednakowo niepewnie
      > zadane.
      > - Wejdziesz? - "Zawsze pyta, choć zna odpowiedź. Musze z nią kiedyś o tym
      > porozmawiać. Zaczyna mnie to drażnić" - pomyślał i odpowiedział z uśmiechem. -
      > Jasne - mówiąc to mrugnął znacząco okiem w stronę kaloryfera. Kaloryfer był
      > ciepły i za to ciepło Zenek go lubił. Grzejnik zabulgotał na znak, że wie, że
      > rozumie…
      > - To co zwykle, prawda? Mycie głowy, kąpiel, mycie zębów i golenie? - w jej
      > głosie słychać było napięcie.
      > - Yhy, to co zwykle... - "Koniecznie muszę z nią o tym pogadać" obiecał sobie
      > niesłyszalnie i dodał - Mogę wejść z papierosem?
      > - Nie. Zgaś go. Nie lubię jego zapachu. - odpowiedź była bardzo stanowcza.
      > - Za chwile zadzwonię!!! Czuję, że za chwilę zadzwonię!!! Będę dzwonił!!! To
      > był telefon. Stary histeryk i gwiazdor. Lubił przyciągać uwagę. To była jego
      > największa wada. Miał jeszcze kilka pomniejszych.
      > "Zaczyna się" pomyślał Zenek. Telefon dzwonił...
      >
      > (cdn albo i nie)
      Podszedł do stolika na którym stał aparat.
      - Odbierz mnie idioto - zaczął jak zwykle kulturalnie telefon.
      Cóż mógł Zenek odpowiedziec?
      -Yhy..
      Odebrał. Zaczął jak zwykle melancholijnie:
      -Radio Wawa, najlepszy miks przebojów (ciągle liczył na zwycięstwo w tym
      konkursie)....
      • pikus_ Re: Przygody Zenona Yhy 07.11.02, 12:06
        gregorij_ napisał:

        > _soso_ napisał:
        >
        > > Szanowni Panstwo
        > > Pomysł nie jest nowatorski. Napiszmy wspólnie
        powieść. Reguły są proste.
        > > Każdy kolejny wpis jest kontynuacją poprzedniego.
        Unikamy logiki i "zdrowe
        > go
        > > rozsądku". Dbamy o dynamizm i nagłe zwroty akcji.
        Nurzajmy się w
        > > absurdzie.Zapraszam.
        > > _soso_
        > >
        > > Zenon Yhy otworzył oczy. Przez chwilę zastanawiał się
        gdzie jest, kim jest
        > i
        > > o co chodzi w tym wszystkim. Na żadne z pytań nie
        znalazł odpowiedzi. Jak
        > > zwykle.
        > > "Muszę dać sobie trochę czasu. Czas - tego
        potrzebuję. Dowiem się
        > > wszystkiego...na pewno...yhy.... wszystko ustalę".
        > >
        > > Po kwadransie już wiedział. "Nazywam się Zenon Yhy,
        jestem w swoim
        > > mieszkaniu, istnieję bo tak się jakoś złożyło".
        > > Zadowolony wstał niespiesznie.
        > > - Dzień dobry - papierosy zawsze witały go
        pierwsze.
        > > - Cześć - mruknął i pomyślał, że kiedyś je rzuci,
        tak bez słowa, tak po
        >
        > > prostu.
        > > - Zapalisz? - spytały.
        > > - Chętnie...
        > > Dom zaczynał swe życie razem z Zenkiem. Fotele
        skrzypiąc cichutko przeciąg
        > ały
        > > się leniwie, telewizor łypał swym czerwonym od
        ciągłego czuwania ślepiem,
        > > stół nerwowo przestępował z nogi na nogę. Zawsze tak
        robił, gdy Zenek na
        > > niego patrzył.
        > > - Cześć Zenek - to była łazienka
        > > - Strzała - głęboko zaciągnął się papierosem,
        który aż zamruczał z
        > > rozkoszy. Czekał na kolejne pytanie. Zawsze padało.
        Jednakowo niepewnie
        > > zadane.
        > > - Wejdziesz? - "Zawsze pyta, choć zna odpowiedź.
        Musze z nią kiedyś o tym
        > > porozmawiać. Zaczyna mnie to drażnić" - pomyślał i
        odpowiedział z uśmieche
        > m. -
        > > Jasne - mówiąc to mrugnął znacząco okiem w stronę
        kaloryfera. Kaloryfer
        > był
        > > ciepły i za to ciepło Zenek go lubił. Grzejnik
        zabulgotał na znak, że wie,
        > że
        > > rozumie...
        > > - To co zwykle, prawda? Mycie głowy, kąpiel, mycie
        zębów i golenie? - w je
        > j
        > > głosie słychać było napięcie.
        > > - Yhy, to co zwykle... - "Koniecznie muszę z nią o
        tym pogadać" obiecał so
        > bie
        > > niesłyszalnie i dodał - Mogę wejść z papierosem?
        > > - Nie. Zgaś go. Nie lubię jego zapachu. - odpowiedź
        była bardzo stanowcza.
        > > - Za chwile zadzwonię!!! Czuję, że za chwilę
        zadzwonię!!! Będę dzwonił!!!
        > To
        > > był telefon. Stary histeryk i gwiazdor. Lubił
        przyciągać uwagę. To była je
        > go
        > > największa wada. Miał jeszcze kilka pomniejszych.
        > > "Zaczyna się" pomyślał Zenek. Telefon dzwonił...
        > >
        > > (cdn albo i nie)
        > Podszedł do stolika na którym stał aparat.
        > - Odbierz mnie idioto - zaczął jak zwykle kulturalnie
        telefon.
        > Cóż mógł Zenek odpowiedziec?
        > -Yhy..
        > Odebrał. Zaczął jak zwykle melancholijnie:
        > -Radio Wawa, najlepszy miks przebojów (ciągle liczył na
        zwycięstwo w tym
        > konkursie)....

        Skonczyl tez melancholijnie. Jakos tak. To jedno
        wiedzial:
        prawdziwego mezczyzne poznaje sie nie po tym jak zaczyna,
        ale po tym jak konczy. Ktos mu to kiedys powiedzial. Czy
        byl prawdziwym mezczyzna? Tego nie wiedzial. Polozyl
        sluchawke na widelki.

        Okno usmiechnelo sie zachecajaco, aby przez nie wyjrzal.
        Za oknem tradycyjnie szczerzyla zeby granica pomiedzy
        Praga Polnoc a Praga Poludnie. Chociaz moze dzisiaj
        jakby bardziej? Ale Zenon nie mial czasu zastanowic sie
        nad tym, bo znow rozlegl sie dzwiek dzwonka. Tym razem
        byly to drzwi.

        -Kogo to Bozia prowadzi- zamruczal, przydeptujac kapcie
        i udajac sie w strone wyjscia...tak wlasnie pomyslal,
        wyjscia, choc dla tego kto przyszedl, mialo to byc
        raczej wejscie.

        Otworzyl drzwi. Za nimi nie bylo nikogo. Nic tez juz nie
        dzwonilo.

        -Kurwa mac!- zaklal. Wiedzial, ze takie slowo musi sie
        w kazdej porzadnej powiesci znalezc. Im szybciej,
        tym lepiej.

        (cdn)
        • _soso_ Re: Przygody Zenona Yhy 07.11.02, 12:49
          pikus_ napisała:

          > gregorij_ napisał:
          >
          > > _soso_ napisał:
          > >
          > > > Szanowni Panstwo
          > > > Pomysł nie jest nowatorski. Napiszmy wspólnie
          > powieść. Reguły są proste.
          > > > Każdy kolejny wpis jest kontynuacją poprzedniego.
          > Unikamy logiki i "zdrowe
          > > go
          > > > rozsądku". Dbamy o dynamizm i nagłe zwroty akcji.
          > Nurzajmy się w
          > > > absurdzie.Zapraszam.
          > > > _soso_
          > > >
          > > > Zenon Yhy otworzył oczy. Przez chwilę zastanawiał się
          > gdzie jest, kim jest
          > > i
          > > > o co chodzi w tym wszystkim. Na żadne z pytań nie
          > znalazł odpowiedzi. Jak
          > > > zwykle.
          > > > "Muszę dać sobie trochę czasu. Czas - tego
          > potrzebuję. Dowiem się
          > > > wszystkiego...na pewno...yhy.... wszystko ustalę".
          > > >
          > > > Po kwadransie już wiedział. "Nazywam się Zenon Yhy,
          > jestem w swoim
          > > > mieszkaniu, istnieję bo tak się jakoś złożyło".
          > > > Zadowolony wstał niespiesznie.
          > > > - Dzień dobry - papierosy zawsze witały go
          > pierwsze.
          > > > - Cześć - mruknął i pomyślał, że kiedyś je rzuci,
          > tak bez słowa, tak po
          > >
          > > > prostu.
          > > > - Zapalisz? - spytały.
          > > > - Chętnie...
          > > > Dom zaczynał swe życie razem z Zenkiem. Fotele
          > skrzypiąc cichutko przeciąg
          > > ały
          > > > się leniwie, telewizor łypał swym czerwonym od
          > ciągłego czuwania ślepiem,
          > > > stół nerwowo przestępował z nogi na nogę. Zawsze tak
          > robił, gdy Zenek na
          > > > niego patrzył.
          > > > - Cześć Zenek - to była łazienka
          > > > - Strzała - głęboko zaciągnął się papierosem,
          > który aż zamruczał z
          > > > rozkoszy. Czekał na kolejne pytanie. Zawsze padało.
          > Jednakowo niepewnie
          > > > zadane.
          > > > - Wejdziesz? - "Zawsze pyta, choć zna odpowiedź.
          > Musze z nią kiedyś o tym
          > > > porozmawiać. Zaczyna mnie to drażnić" - pomyślał i
          > odpowiedział z uśmieche
          > > m. -
          > > > Jasne - mówiąc to mrugnął znacząco okiem w stronę
          > kaloryfera. Kaloryfer
          > > był
          > > > ciepły i za to ciepło Zenek go lubił. Grzejnik
          > zabulgotał na znak, że wie,
          > > że
          > > > rozumie...
          > > > - To co zwykle, prawda? Mycie głowy, kąpiel, mycie
          > zębów i golenie? - w je
          > > j
          > > > głosie słychać było napięcie.
          > > > - Yhy, to co zwykle... - "Koniecznie muszę z nią o
          > tym pogadać" obiecał so
          > > bie
          > > > niesłyszalnie i dodał - Mogę wejść z papierosem?
          > > > - Nie. Zgaś go. Nie lubię jego zapachu. - odpowiedź
          > była bardzo stanowcza.
          > > > - Za chwile zadzwonię!!! Czuję, że za chwilę
          > zadzwonię!!! Będę dzwonił!!!
          > > To
          > > > był telefon. Stary histeryk i gwiazdor. Lubił
          > przyciągać uwagę. To była je
          > > go
          > > > największa wada. Miał jeszcze kilka pomniejszych.
          > > > "Zaczyna się" pomyślał Zenek. Telefon dzwonił...
          > > >
          > > > (cdn albo i nie)
          > > Podszedł do stolika na którym stał aparat.
          > > - Odbierz mnie idioto - zaczął jak zwykle kulturalnie
          > telefon.
          > > Cóż mógł Zenek odpowiedziec?
          > > -Yhy..
          > > Odebrał. Zaczął jak zwykle melancholijnie:
          > > -Radio Wawa, najlepszy miks przebojów (ciągle liczył na
          > zwycięstwo w tym
          > > konkursie)....
          >
          > Skonczyl tez melancholijnie. Jakos tak. To jedno
          > wiedzial:
          > prawdziwego mezczyzne poznaje sie nie po tym jak zaczyna,
          > ale po tym jak konczy. Ktos mu to kiedys powiedzial. Czy
          > byl prawdziwym mezczyzna? Tego nie wiedzial. Polozyl
          > sluchawke na widelki.
          >
          > Okno usmiechnelo sie zachecajaco, aby przez nie wyjrzal.
          > Za oknem tradycyjnie szczerzyla zeby granica pomiedzy
          > Praga Polnoc a Praga Poludnie. Chociaz moze dzisiaj
          > jakby bardziej? Ale Zenon nie mial czasu zastanowic sie
          > nad tym, bo znow rozlegl sie dzwiek dzwonka. Tym razem
          > byly to drzwi.
          >
          > -Kogo to Bozia prowadzi- zamruczal, przydeptujac kapcie
          > i udajac sie w strone wyjscia...tak wlasnie pomyslal,
          > wyjscia, choc dla tego kto przyszedl, mialo to byc
          > raczej wejscie.
          >
          > Otworzyl drzwi. Za nimi nie bylo nikogo. Nic tez juz nie
          > dzwonilo.
          >
          > -Kurwa mac!- zaklal. Wiedzial, ze takie slowo musi sie
          > w kazdej porzadnej powiesci znalezc. Im szybciej,
          > tym lepiej.
          >
          > (cdn)

          - No ładnie, ładnie... - rozległo się za jego plecami z dezaprobatą. Podskoczył
          z przestrachu. Stała oparta plecami o framugę drzwi wejściowych (wyjściowych?)
          kuchni. - Nie wiedziałam, że klniesz. Nie wiedziałam, że tak ładnie...
          - Ja nigdy nie klnę! To tylko tak...na potrzeby powieści, której jestem
          bohaterem...bo tak trzeba...już nie będę - czuł wstyd. Była piękna. Śmiały się
          jej oczy, śmiały się jej usta, śmiał się jej nos. Śmiała się cała. - Kim pani
          jest? Co pani tu robi? Skąd pani...- czuł się idiotycznie.
          - Po co ten pośpiech? - spytała cicho nie przestając się uśmiechać? - Po co
          tyle pytań Zenonie? Mamy czas, mamy duuużo czasu....
          Czuł, że musi cos zrobić, coś powiedzieć. Cokolwiek. Coś, co przerwałoby to
          milczenie. Topił się pod spojrzeniem jej oczu. Rozpływał się w jej uśmiechu.
          - Nazywam się Zenon Yhy - wymamrotał. "Jejku - czuję się jak kretyn. Dziwnie
          naturalnie. Musze o tym pomyśleć....To ciekawe."
          - A ja....ja jestem twoim Przeznaczeniem Zenonie Yhy - wciąż się uśmiechała.
          Zenon Yhy czuł, że to prawda.


          • gregorij Re: Przygody Zenona Yhy 07.11.02, 14:03
            _soso_ napisał:

            > pikus_ napisała:
            >
            > > gregorij_ napisał:
            > >
            > > > _soso_ napisał:
            > > >
            > > > > Szanowni Panstwo
            > > > > Pomysł nie jest nowatorski. Napiszmy wspólnie
            > > powieść. Reguły są proste.
            > > > > Każdy kolejny wpis jest kontynuacją poprzedniego.
            > > Unikamy logiki i "zdrowe
            > > > go
            > > > > rozsądku". Dbamy o dynamizm i nagłe zwroty akcji.
            > > Nurzajmy się w
            > > > > absurdzie.Zapraszam.
            > > > > _soso_
            > > > >
            > > > > Zenon Yhy otworzył oczy. Przez chwilę zastanawiał się
            > > gdzie jest, kim jest
            > > > i
            > > > > o co chodzi w tym wszystkim. Na żadne z pytań nie
            > > znalazł odpowiedzi. Jak
            > > > > zwykle.
            > > > > "Muszę dać sobie trochę czasu. Czas - tego
            > > potrzebuję. Dowiem się
            > > > > wszystkiego...na pewno...yhy.... wszystko ustalę".
            > > > >
            > > > > Po kwadransie już wiedział. "Nazywam się Zenon Yhy,
            > > jestem w swoim
            > > > > mieszkaniu, istnieję bo tak się jakoś złożyło".
            > > > > Zadowolony wstał niespiesznie.
            > > > > - Dzień dobry - papierosy zawsze witały go
            > > pierwsze.
            > > > > - Cześć - mruknął i pomyślał, że kiedyś je rzuci,
            > > tak bez słowa, tak po
            > > >
            > > > > prostu.
            > > > > - Zapalisz? - spytały.
            > > > > - Chętnie...
            > > > > Dom zaczynał swe życie razem z Zenkiem. Fotele
            > > skrzypiąc cichutko przeciąg
            > > > ały
            > > > > się leniwie, telewizor łypał swym czerwonym od
            > > ciągłego czuwania ślepiem,
            > > > > stół nerwowo przestępował z nogi na nogę. Zawsze tak
            > > robił, gdy Zenek na
            > > > > niego patrzył.
            > > > > - Cześć Zenek - to była łazienka
            > > > > - Strzała - głęboko zaciągnął się papierosem,
            > > który aż zamruczał z
            > > > > rozkoszy. Czekał na kolejne pytanie. Zawsze padało.
            > > Jednakowo niepewnie
            > > > > zadane.
            > > > > - Wejdziesz? - "Zawsze pyta, choć zna odpowiedź.
            > > Musze z nią kiedyś o tym
            > > > > porozmawiać. Zaczyna mnie to drażnić" - pomyślał i
            > > odpowiedział z uśmieche
            > > > m. -
            > > > > Jasne - mówiąc to mrugnął znacząco okiem w stronę
            > > kaloryfera. Kaloryfer
            > > > był
            > > > > ciepły i za to ciepło Zenek go lubił. Grzejnik
            > > zabulgotał na znak, że wie,
            > > > że
            > > > > rozumie...
            > > > > - To co zwykle, prawda? Mycie głowy, kąpiel, mycie
            > > zębów i golenie? - w je
            > > > j
            > > > > głosie słychać było napięcie.
            > > > > - Yhy, to co zwykle... - "Koniecznie muszę z nią o
            > > tym pogadać" obiecał so
            > > > bie
            > > > > niesłyszalnie i dodał - Mogę wejść z papierosem?
            > > > > - Nie. Zgaś go. Nie lubię jego zapachu. - odpowiedź
            > > była bardzo stanowcza.
            > > > > - Za chwile zadzwonię!!! Czuję, że za chwilę
            > > zadzwonię!!! Będę dzwonił!!!
            > > > To
            > > > > był telefon. Stary histeryk i gwiazdor. Lubił
            > > przyciągać uwagę. To była je
            > > > go
            > > > > największa wada. Miał jeszcze kilka pomniejszych.
            > > > > "Zaczyna się" pomyślał Zenek. Telefon dzwonił...
            > > > >
            > > > > (cdn albo i nie)
            > > > Podszedł do stolika na którym stał aparat.
            > > > - Odbierz mnie idioto - zaczął jak zwykle kulturalnie
            > > telefon.
            > > > Cóż mógł Zenek odpowiedziec?
            > > > -Yhy..
            > > > Odebrał. Zaczął jak zwykle melancholijnie:
            > > > -Radio Wawa, najlepszy miks przebojów (ciągle liczył na
            > > zwycięstwo w tym
            > > > konkursie)....
            > >
            > > Skonczyl tez melancholijnie. Jakos tak. To jedno
            > > wiedzial:
            > > prawdziwego mezczyzne poznaje sie nie po tym jak zaczyna,
            > > ale po tym jak konczy. Ktos mu to kiedys powiedzial. Czy
            > > byl prawdziwym mezczyzna? Tego nie wiedzial. Polozyl
            > > sluchawke na widelki.
            > >
            > > Okno usmiechnelo sie zachecajaco, aby przez nie wyjrzal.
            > > Za oknem tradycyjnie szczerzyla zeby granica pomiedzy
            > > Praga Polnoc a Praga Poludnie. Chociaz moze dzisiaj
            > > jakby bardziej? Ale Zenon nie mial czasu zastanowic sie
            > > nad tym, bo znow rozlegl sie dzwiek dzwonka. Tym razem
            > > byly to drzwi.
            > >
            > > -Kogo to Bozia prowadzi- zamruczal, przydeptujac kapcie
            > > i udajac sie w strone wyjscia...tak wlasnie pomyslal,
            > > wyjscia, choc dla tego kto przyszedl, mialo to byc
            > > raczej wejscie.
            > >
            > > Otworzyl drzwi. Za nimi nie bylo nikogo. Nic tez juz nie
            > > dzwonilo.
            > >
            > > -Kurwa mac!- zaklal. Wiedzial, ze takie slowo musi sie
            > > w kazdej porzadnej powiesci znalezc. Im szybciej,
            > > tym lepiej.
            > >
            > > (cdn)
            >
            > - No ładnie, ładnie... - rozległo się za jego plecami z dezaprobatą.
            Podskoczył
            >
            > z przestrachu. Stała oparta plecami o framugę drzwi wejściowych
            (wyjściowych?)
            > kuchni. - Nie wiedziałam, że klniesz. Nie wiedziałam, że tak ładnie...
            > - Ja nigdy nie klnę! To tylko tak...na potrzeby powieści, której jestem
            > bohaterem...bo tak trzeba...już nie będę - czuł wstyd. Była piękna. Śmiały
            się
            > jej oczy, śmiały się jej usta, śmiał się jej nos. Śmiała się cała. - Kim pani
            > jest? Co pani tu robi? Skąd pani...- czuł się idiotycznie.
            > - Po co ten pośpiech? - spytała cicho nie przestając się uśmiechać? - Po co
            > tyle pytań Zenonie? Mamy czas, mamy duuużo czasu....
            > Czuł, że musi cos zrobić, coś powiedzieć. Cokolwiek. Coś, co przerwałoby to
            > milczenie. Topił się pod spojrzeniem jej oczu. Rozpływał się w jej uśmiechu.
            > - Nazywam się Zenon Yhy - wymamrotał. "Jejku - czuję się jak kretyn. Dziwnie
            > naturalnie. Musze o tym pomyśleć....To ciekawe."
            > - A ja....ja jestem twoim Przeznaczeniem Zenonie Yhy - wciąż się uśmiechała.
            > Zenon Yhy czuł, że to prawda.
            >
            >
            Podszedł do niej blizej, spojrzał głęboko w oczy. Były dziwnie znajome ale
            jakies takie, jak po duzej dawce tramalu.
            - O cholere - przypomiał sobie - jeszcze nie wziołem tych fajnych czerwonych
            tabletek.
            Spojrzał na półke nad łóżkiem. Tabletki, jak co rano, odbywały właśnie taniec
            przypominający ostatnie chwile krowy z BSE. Połknął, popił. Chwilke póżniej
            tańczył i on.
            • Gość: ech... Re: Przygody Zenona Yhy IP: 62.233.130.* 07.11.02, 14:54
              gregorij_ napisał:

              ) _soso_ napisał:
              )
              ) ) pikus_ napisała:
              ) )
              ) ) ) gregorij_ napisał:
              ) ) )
              ) ) ) ) _soso_ napisał:
              ) ) ) )
              ) ) ) ) ) Szanowni Panstwo
              ) ) ) ) ) Pomysł nie jest nowatorski. Napiszmy wspólnie
              ) ) ) powieść. Reguły są proste.
              ) ) ) ) ) Każdy kolejny wpis jest kontynuacją poprzedniego.
              ) ) ) Unikamy logiki i "zdrowe
              ) ) ) ) go
              ) ) ) ) ) rozsądku". Dbamy o dynamizm i nagłe zwroty akcji.
              ) ) ) Nurzajmy się w
              ) ) ) ) ) absurdzie.Zapraszam.
              ) ) ) ) ) _soso_
              ) ) ) ) )
              ) ) ) ) ) Zenon Yhy otworzył oczy. Przez chwilę zastanawiał się
              ) ) ) gdzie jest, kim jest
              ) ) ) ) i
              ) ) ) ) ) o co chodzi w tym wszystkim. Na żadne z pytań nie
              ) ) ) znalazł odpowiedzi. Jak
              ) ) ) ) ) zwykle.
              ) ) ) ) ) "Muszę dać sobie trochę czasu. Czas - tego
              ) ) ) potrzebuję. Dowiem się
              ) ) ) ) ) wszystkiego...na pewno...yhy.... wszystko ustalę".
              ) ) ) ) )
              ) ) ) ) ) Po kwadransie już wiedział. "Nazywam się Zenon Yhy,
              ) ) ) jestem w swoim
              ) ) ) ) ) mieszkaniu, istnieję bo tak się jakoś złożyło".
              ) ) ) ) ) Zadowolony wstał niespiesznie.
              ) ) ) ) ) - Dzień dobry - papierosy zawsze witały go
              ) ) ) pierwsze.
              ) ) ) ) ) - Cześć - mruknął i pomyślał, że kiedyś je rzuci,
              ) ) ) tak bez słowa, tak po
              ) ) ) )
              ) ) ) ) ) prostu.
              ) ) ) ) ) - Zapalisz? - spytały.
              ) ) ) ) ) - Chętnie...
              ) ) ) ) ) Dom zaczynał swe życie razem z Zenkiem. Fotele
              ) ) ) skrzypiąc cichutko przeciąg
              ) ) ) ) ały
              ) ) ) ) ) się leniwie, telewizor łypał swym czerwonym od
              ) ) ) ciągłego czuwania ślepiem,
              ) ) ) ) ) stół nerwowo przestępował z nogi na nogę. Zawsze tak
              ) ) ) robił, gdy Zenek na
              ) ) ) ) ) niego patrzył.
              ) ) ) ) ) - Cześć Zenek - to była łazienka
              ) ) ) ) ) - Strzała - głęboko zaciągnął się papierosem,
              ) ) ) który aż zamruczał z
              ) ) ) ) ) rozkoszy. Czekał na kolejne pytanie. Zawsze padało.
              ) ) ) Jednakowo niepewnie
              ) ) ) ) ) zadane.
              ) ) ) ) ) - Wejdziesz? - "Zawsze pyta, choć zna odpowiedź.
              ) ) ) Musze z nią kiedyś o tym
              ) ) ) ) ) porozmawiać. Zaczyna mnie to drażnić" - pomyślał i
              ) ) ) odpowiedział z uśmieche
              ) ) ) ) m. -
              ) ) ) ) ) Jasne - mówiąc to mrugnął znacząco okiem w stronę
              ) ) ) kaloryfera. Kaloryfer
              ) ) ) ) był
              ) ) ) ) ) ciepły i za to ciepło Zenek go lubił. Grzejnik
              ) ) ) zabulgotał na znak, że wie,
              ) ) ) ) że
              ) ) ) ) ) rozumie...
              ) ) ) ) ) - To co zwykle, prawda? Mycie głowy, kąpiel, mycie
              ) ) ) zębów i golenie? - w je
              ) ) ) ) j
              ) ) ) ) ) głosie słychać było napięcie.
              ) ) ) ) ) - Yhy, to co zwykle... - "Koniecznie muszę z nią o
              ) ) ) tym pogadać" obiecał so
              ) ) ) ) bie
              ) ) ) ) ) niesłyszalnie i dodał - Mogę wejść z papierosem?
              ) ) ) ) ) - Nie. Zgaś go. Nie lubię jego zapachu. - odpowiedź
              ) ) ) była bardzo stanowcza.
              ) ) ) ) ) - Za chwile zadzwonię!!! Czuję, że za chwilę
              ) ) ) zadzwonię!!! Będę dzwonił!!!
              ) ) ) ) To
              ) ) ) ) ) był telefon. Stary histeryk i gwiazdor. Lubił
              ) ) ) przyciągać uwagę. To była je
              ) ) ) ) go
              ) ) ) ) ) największa wada. Miał jeszcze kilka pomniejszych.
              ) ) ) ) ) "Zaczyna się" pomyślał Zenek. Telefon dzwonił...
              ) ) ) ) )
              ) ) ) ) ) (cdn albo i nie)
              ) ) ) ) Podszedł do stolika na którym stał aparat.
              ) ) ) ) - Odbierz mnie idioto - zaczął jak zwykle kulturalnie
              ) ) ) telefon.
              ) ) ) ) Cóż mógł Zenek odpowiedziec?
              ) ) ) ) -Yhy..
              ) ) ) ) Odebrał. Zaczął jak zwykle melancholijnie:
              ) ) ) ) -Radio Wawa, najlepszy miks przebojów (ciągle liczył na
              ) ) ) zwycięstwo w tym
              ) ) ) ) konkursie)....
              ) ) )
              ) ) ) Skonczyl tez melancholijnie. Jakos tak. To jedno
              ) ) ) wiedzial:
              ) ) ) prawdziwego mezczyzne poznaje sie nie po tym jak zaczyna,
              ) ) ) ale po tym jak konczy. Ktos mu to kiedys powiedzial. Czy
              ) ) ) byl prawdziwym mezczyzna? Tego nie wiedzial. Polozyl
              ) ) ) sluchawke na widelki.
              ) ) )
              ) ) ) Okno usmiechnelo sie zachecajaco, aby przez nie wyjrzal.
              ) ) ) Za oknem tradycyjnie szczerzyla zeby granica pomiedzy
              ) ) ) Praga Polnoc a Praga Poludnie. Chociaz moze dzisiaj
              ) ) ) jakby bardziej? Ale Zenon nie mial czasu zastanowic sie
              ) ) ) nad tym, bo znow rozlegl sie dzwiek dzwonka. Tym razem
              ) ) ) byly to drzwi.
              ) ) )
              ) ) ) -Kogo to Bozia prowadzi- zamruczal, przydeptujac kapcie
              ) ) ) i udajac sie w strone wyjscia...tak wlasnie pomyslal,
              ) ) ) wyjscia, choc dla tego kto przyszedl, mialo to byc
              ) ) ) raczej wejscie.
              ) ) )
              ) ) ) Otworzyl drzwi. Za nimi nie bylo nikogo. Nic tez juz nie
              ) ) ) dzwonilo.
              ) ) )
              ) ) ) -Kurwa mac!- zaklal. Wiedzial, ze takie slowo musi sie
              ) ) ) w kazdej porzadnej powiesci znalezc. Im szybciej,
              ) ) ) tym lepiej.
              ) ) )
              ) ) ) (cdn)
              ) )
              ) ) - No ładnie, ładnie... - rozległo się za jego plecami z dezaprobatą.
              ) Podskoczył
              ) )
              ) ) z przestrachu. Stała oparta plecami o framugę drzwi wejściowych
              ) (wyjściowych?)
              ) ) kuchni. - Nie wiedziałam, że klniesz. Nie wiedziałam, że tak ładnie...
              ) ) - Ja nigdy nie klnę! To tylko tak...na potrzeby powieści, której jestem
              ) ) bohaterem...bo tak trzeba...już nie będę - czuł wstyd. Była piękna. Śmiały
              )
              ) się
              ) ) jej oczy, śmiały się jej usta, śmiał się jej nos. Śmiała się cała. - Kim p
              ) ani
              ) ) jest? Co pani tu robi? Skąd pani...- czuł się idiotycznie.
              ) ) - Po co ten pośpiech? - spytała cicho nie przestając się uśmiechać? - Po c
              ) o
              ) ) tyle pytań Zenonie? Mamy czas, mamy duuużo czasu....
              ) ) Czuł, że musi cos zrobić, coś powiedzieć. Cokolwiek. Coś, co przerwałoby t
              ) o
              ) ) milczenie. Topił się pod spojrzeniem jej oczu. Rozpływał się w jej uśmiech
              ) u.
              ) ) - Nazywam się Zenon Yhy - wymamrotał. "Jejku - czuję się jak kretyn. Dziwn
              ) ie
              ) ) naturalnie. Musze o tym pomyśleć....To ciekawe."
              ) ) - A ja....ja jestem twoim Przeznaczeniem Zenonie Yhy - wciąż się uśmiechał
              ) a.
              ) ) Zenon Yhy czuł, że to prawda.
              ) )
              ) )
              ) Podszedł do niej blizej, spojrzał głęboko w oczy. Były dziwnie znajome ale
              ) jakies takie, jak po duzej dawce tramalu.
              ) - O cholere - przypomiał sobie - jeszcze nie wziołem tych fajnych czerwonych
              ) tabletek.
              ) Spojrzał na półke nad łóżkiem. Tabletki, jak co rano, odbywały właśnie taniec
              ) przypominający ostatnie chwile krowy z BSE. Połknął, popił. Chwilke póżniej
              ) tańczył i on.
              Rytm tańca doprowadził go prawie do stanu ekstazy. Opamiętał się
              jednak.Spojrzał pytająco w oczy Swego Przeznaczenia.
              -Co o mnie sądzisz, Piękna?
              -Myślę, że Twoja gwiazda jeszcze mocno świeci, Zen. Będę tak do Ciebie mówić...
              Pachnę wodą "Zen" - czujesz? Podejdź bliżej. Szepnę Ci coś na uszko, moja
              duszko... Jeśli chcesz, bym tu bywała - musisz posprzątać. Prawie przekraczam
              próg odporności na kurz. Moje piękno spuchnie i dusić się będzie, zacznę
              przemijać i zniknę. Co wtedy poczniesz ze swoją histerią?
              • _soso_ Re: Przygody Zenona Yhy 07.11.02, 15:30
                Celina - no daj spokój. Zdejm maske. Pisanie pod pseudonimem jest niemodne:)
                • calindra Pudło 07.11.02, 15:34
                  _soso_ napisał:

                  > Celina - no daj spokój. Zdejm maske. Pisanie pod pseudonimem jest niemodne:)

                  sory mistrzu, ale ja tym razem nie do pisałam ani jednego słowa do tego posta.
                  Pudło.
              • _soso_ Re: Przygody Zenona "Zena"Yhy 07.11.02, 15:44
                Wtedy histerie schowam do szuflady. I mocno nią trzasnę. Klucz wyrzucę. Jak
                zatęsknię to zamek zawsze można wyłamać:)))
            • _soso_ Re: Przygody Zenona Yhy 07.11.02, 15:26
              gregorij_ napisał:

              ) _soso_ napisał:
              )
              ) ) pikus_ napisała:
              ) )
              ) ) ) gregorij_ napisał:
              ) ) )
              ) ) ) ) _soso_ napisał:
              ) ) ) )
              ) ) ) ) ) Szanowni Panstwo
              ) ) ) ) ) Pomysł nie jest nowatorski. Napiszmy wspólnie
              ) ) ) powieść. Reguły są proste.
              ) ) ) ) ) Każdy kolejny wpis jest kontynuacją poprzedniego.
              ) ) ) Unikamy logiki i "zdrowe
              ) ) ) ) go
              ) ) ) ) ) rozsądku". Dbamy o dynamizm i nagłe zwroty akcji.
              ) ) ) Nurzajmy się w
              ) ) ) ) ) absurdzie.Zapraszam.
              ) ) ) ) ) _soso_
              ) ) ) ) )
              ) ) ) ) ) Zenon Yhy otworzył oczy. Przez chwilę zastanawiał się
              ) ) ) gdzie jest, kim jest
              ) ) ) ) i
              ) ) ) ) ) o co chodzi w tym wszystkim. Na żadne z pytań nie
              ) ) ) znalazł odpowiedzi. Jak
              ) ) ) ) ) zwykle.
              ) ) ) ) ) "Muszę dać sobie trochę czasu. Czas - tego
              ) ) ) potrzebuję. Dowiem się
              ) ) ) ) ) wszystkiego...na pewno...yhy.... wszystko ustalę".
              ) ) ) ) )
              ) ) ) ) ) Po kwadransie już wiedział. "Nazywam się Zenon Yhy,
              ) ) ) jestem w swoim
              ) ) ) ) ) mieszkaniu, istnieję bo tak się jakoś złożyło".
              ) ) ) ) ) Zadowolony wstał niespiesznie.
              ) ) ) ) ) - Dzień dobry - papierosy zawsze witały go
              ) ) ) pierwsze.
              ) ) ) ) ) - Cześć - mruknął i pomyślał, że kiedyś je rzuci,
              ) ) ) tak bez słowa, tak po
              ) ) ) )
              ) ) ) ) ) prostu.
              ) ) ) ) ) - Zapalisz? - spytały.
              ) ) ) ) ) - Chętnie...
              ) ) ) ) ) Dom zaczynał swe życie razem z Zenkiem. Fotele
              ) ) ) skrzypiąc cichutko przeciąg
              ) ) ) ) ały
              ) ) ) ) ) się leniwie, telewizor łypał swym czerwonym od
              ) ) ) ciągłego czuwania ślepiem,
              ) ) ) ) ) stół nerwowo przestępował z nogi na nogę. Zawsze tak
              ) ) ) robił, gdy Zenek na
              ) ) ) ) ) niego patrzył.
              ) ) ) ) ) - Cześć Zenek - to była łazienka
              ) ) ) ) ) - Strzała - głęboko zaciągnął się papierosem,
              ) ) ) który aż zamruczał z
              ) ) ) ) ) rozkoszy. Czekał na kolejne pytanie. Zawsze padało.
              ) ) ) Jednakowo niepewnie
              ) ) ) ) ) zadane.
              ) ) ) ) ) - Wejdziesz? - "Zawsze pyta, choć zna odpowiedź.
              ) ) ) Musze z nią kiedyś o tym
              ) ) ) ) ) porozmawiać. Zaczyna mnie to drażnić" - pomyślał i
              ) ) ) odpowiedział z uśmieche
              ) ) ) ) m. -
              ) ) ) ) ) Jasne - mówiąc to mrugnął znacząco okiem w stronę
              ) ) ) kaloryfera. Kaloryfer
              ) ) ) ) był
              ) ) ) ) ) ciepły i za to ciepło Zenek go lubił. Grzejnik
              ) ) ) zabulgotał na znak, że wie,
              ) ) ) ) że
              ) ) ) ) ) rozumie...
              ) ) ) ) ) - To co zwykle, prawda? Mycie głowy, kąpiel, mycie
              ) ) ) zębów i golenie? - w je
              ) ) ) ) j
              ) ) ) ) ) głosie słychać było napięcie.
              ) ) ) ) ) - Yhy, to co zwykle... - "Koniecznie muszę z nią o
              ) ) ) tym pogadać" obiecał so
              ) ) ) ) bie
              ) ) ) ) ) niesłyszalnie i dodał - Mogę wejść z papierosem?
              ) ) ) ) ) - Nie. Zgaś go. Nie lubię jego zapachu. - odpowiedź
              ) ) ) była bardzo stanowcza.
              ) ) ) ) ) - Za chwile zadzwonię!!! Czuję, że za chwilę
              ) ) ) zadzwonię!!! Będę dzwonił!!!
              ) ) ) ) To
              ) ) ) ) ) był telefon. Stary histeryk i gwiazdor. Lubił
              ) ) ) przyciągać uwagę. To była je
              ) ) ) ) go
              ) ) ) ) ) największa wada. Miał jeszcze kilka pomniejszych.
              ) ) ) ) ) "Zaczyna się" pomyślał Zenek. Telefon dzwonił...
              ) ) ) ) )
              ) ) ) ) ) (cdn albo i nie)
              ) ) ) ) Podszedł do stolika na którym stał aparat.
              ) ) ) ) - Odbierz mnie idioto - zaczął jak zwykle kulturalnie
              ) ) ) telefon.
              ) ) ) ) Cóż mógł Zenek odpowiedziec?
              ) ) ) ) -Yhy..
              ) ) ) ) Odebrał. Zaczął jak zwykle melancholijnie:
              ) ) ) ) -Radio Wawa, najlepszy miks przebojów (ciągle liczył na
              ) ) ) zwycięstwo w tym
              ) ) ) ) konkursie)....
              ) ) )
              ) ) ) Skonczyl tez melancholijnie. Jakos tak. To jedno
              ) ) ) wiedzial:
              ) ) ) prawdziwego mezczyzne poznaje sie nie po tym jak zaczyna,
              ) ) ) ale po tym jak konczy. Ktos mu to kiedys powiedzial. Czy
              ) ) ) byl prawdziwym mezczyzna? Tego nie wiedzial. Polozyl
              ) ) ) sluchawke na widelki.
              ) ) )
              ) ) ) Okno usmiechnelo sie zachecajaco, aby przez nie wyjrzal.
              ) ) ) Za oknem tradycyjnie szczerzyla zeby granica pomiedzy
              ) ) ) Praga Polnoc a Praga Poludnie. Chociaz moze dzisiaj
              ) ) ) jakby bardziej? Ale Zenon nie mial czasu zastanowic sie
              ) ) ) nad tym, bo znow rozlegl sie dzwiek dzwonka. Tym razem
              ) ) ) byly to drzwi.
              ) ) )
              ) ) ) -Kogo to Bozia prowadzi- zamruczal, przydeptujac kapcie
              ) ) ) i udajac sie w strone wyjscia...tak wlasnie pomyslal,
              ) ) ) wyjscia, choc dla tego kto przyszedl, mialo to byc
              ) ) ) raczej wejscie.
              ) ) )
              ) ) ) Otworzyl drzwi. Za nimi nie bylo nikogo. Nic tez juz nie
              ) ) ) dzwonilo.
              ) ) )
              ) ) ) -Kurwa mac!- zaklal. Wiedzial, ze takie slowo musi sie
              ) ) ) w kazdej porzadnej powiesci znalezc. Im szybciej,
              ) ) ) tym lepiej.
              ) ) )
              ) ) ) (cdn)
              ) )
              ) ) - No ładnie, ładnie... - rozległo się za jego plecami z dezaprobatą.
              ) Podskoczył
              ) )
              ) ) z przestrachu. Stała oparta plecami o framugę drzwi wejściowych
              ) (wyjściowych?)
              ) ) kuchni. - Nie wiedziałam, że klniesz. Nie wiedziałam, że tak ładnie...
              ) ) - Ja nigdy nie klnę! To tylko tak...na potrzeby powieści, której jestem
              ) ) bohaterem...bo tak trzeba...już nie będę - czuł wstyd. Była piękna. Śmiały
              )
              ) się
              ) ) jej oczy, śmiały się jej usta, śmiał się jej nos. Śmiała się cała. - Kim p
              ) ani
              ) ) jest? Co pani tu robi? Skąd pani...- czuł się idiotycznie.
              ) ) - Po co ten pośpiech? - spytała cicho nie przestając się uśmiechać? - Po c
              ) o
              ) ) tyle pytań Zenonie? Mamy czas, mamy duuużo czasu....
              ) ) Czuł, że musi cos zrobić, coś powiedzieć. Cokolwiek. Coś, co przerwałoby t
              ) o
              ) ) milczenie. Topił się pod spojrzeniem jej oczu. Rozpływał się w jej uśmiech
              ) u.
              ) ) - Nazywam się Zenon Yhy - wymamrotał. "Jejku - czuję się jak kretyn. Dziwn
              ) ie
              ) ) naturalnie. Musze o tym pomyśleć....To ciekawe."
              ) ) - A ja....ja jestem twoim Przeznaczeniem Zenonie Yhy - wciąż się uśmiechał
              ) a.
              ) ) Zenon Yhy czuł, że to prawda.
              ) )
              ) )
              ) Podszedł do niej blizej, spojrzał głęboko w oczy. Były dziwnie znajome ale
              ) jakies takie, jak po duzej dawce tramalu.
              ) - O cholere - przypomiał sobie - jeszcze nie wziołem tych fajnych czerwonych
              ) tabletek.
              ) Spojrzał na półke nad łóżkiem. Tabletki, jak co rano, odbywały właśnie taniec
              ) przypominający ostatnie chwile krowy z BSE. Połknął, popił. Chwilke póżniej
              ) tańczył i on.

              - Nieźle się ruszasz. Mam ochotę z tobą zatańczyć.- cały czas się uśmiechała.
              Zenon trochę się zmieszał. Zdarzało mu się słyszeć, że igra z Przeznaczeniem,
              ale nigdy z nim nie tańczył.
              - Tańczysz tango Zenonie?- spytała niemal szeptem i w jednej chwili czuł już
              zapach jej perfum. Była ciepła i ładnie pachniała.
              - Yhy...to znaczy chyba tak...to jest nie wiem, nigdy nie tańczyłem - Zenek
              czuł w sobie moc czerwonych tabletek. Mógł wszystko. Nie mógł nic. To było
              nawet zabawne.
              - Spróbuj - powiedziały jej oczy.
              - No dalej, dasz radę. Zaciskam żeberka za twoje powodzenie - cicho zasyczał
              kaloryfer. Zenek wiedział, że zawsze może na niego liczyć. Wykładzina kpiąco
              zachichotała. "Kupie dywan. Jutro kupie dywan" postanowił Yhy.
              - Co u ciebie Zenku?
              - Nie wiem, to ty mi powiedz. Jesteś bardziej...hmmm...kompetentna- Zenek aż
              się zachwycił na myśl o błyskotliwości swej odpowiedzi.
              - Tego nie wiem niestety. Ja właśnie w tej sprawie tu przyszłam. Nie wiem co
              będzie Zenonie Yhy. Zapomniałam co było ci pisane. Ostatnio miałam tyle pracy,
              że jakoś mi z głowy wyleciało. Nie pamiętam, czy miałeś być szczęśliwy bardzo,
              czy tylko trochę. Może nie miałeś być szczęśliwy wcale? Cholera, zapomniałam.

              Poczuł, że nadarza się mu niepowtarzalna okazja. Ona była tu po to, by
              powiedział jej jak będzie! By pomógł jej przypomnieć sobie jak ma być! Więc
              mogło być, jak on zechce? Ale czego chciał Zenon Yhy...?

              • gregorij Re: Przygody Zenona Yhy 07.11.02, 15:57
                _soso_ napisał:

                ) gregorij_ napisał:
                )
                ) ) _soso_ napisał:
                ) )
                ) ) ) pikus_ napisała:
                ) ) )
                ) ) ) ) gregorij_ napisał:
                ) ) ) )
                ) ) ) ) ) _soso_ napisał:
                ) ) ) ) )
                ) ) ) ) ) ) Szanowni Panstwo
                ) ) ) ) ) ) Pomysł nie jest nowatorski. Napiszmy wspólnie
                ) ) ) ) powieść. Reguły są proste.
                ) ) ) ) ) ) Każdy kolejny wpis jest kontynuacją poprzedniego.
                ) ) ) ) Unikamy logiki i "zdrowe
                ) ) ) ) ) go
                ) ) ) ) ) ) rozsądku". Dbamy o dynamizm i nagłe zwroty akcji.
                ) ) ) ) Nurzajmy się w
                ) ) ) ) ) ) absurdzie.Zapraszam.
                ) ) ) ) ) ) _soso_
                ) ) ) ) ) )
                ) ) ) ) ) ) Zenon Yhy otworzył oczy. Przez chwilę zastanawiał się
                ) ) ) ) gdzie jest, kim jest
                ) ) ) ) ) i
                ) ) ) ) ) ) o co chodzi w tym wszystkim. Na żadne z pytań nie
                ) ) ) ) znalazł odpowiedzi. Jak
                ) ) ) ) ) ) zwykle.
                ) ) ) ) ) ) "Muszę dać sobie trochę czasu. Czas - tego
                ) ) ) ) potrzebuję. Dowiem się
                ) ) ) ) ) ) wszystkiego...na pewno...yhy.... wszystko ustalę".
                ) ) ) ) ) )
                ) ) ) ) ) ) Po kwadransie już wiedział. "Nazywam się Zenon Yhy,
                ) ) ) ) jestem w swoim
                ) ) ) ) ) ) mieszkaniu, istnieję bo tak się jakoś złożyło".
                ) ) ) ) ) ) Zadowolony wstał niespiesznie.
                ) ) ) ) ) ) - Dzień dobry - papierosy zawsze witały go
                ) ) ) ) pierwsze.
                ) ) ) ) ) ) - Cześć - mruknął i pomyślał, że kiedyś je rzuci,
                ) ) ) ) tak bez słowa, tak po
                ) ) ) ) )
                ) ) ) ) ) ) prostu.
                ) ) ) ) ) ) - Zapalisz? - spytały.
                ) ) ) ) ) ) - Chętnie...
                ) ) ) ) ) ) Dom zaczynał swe życie razem z Zenkiem. Fotele
                ) ) ) ) skrzypiąc cichutko przeciąg
                ) ) ) ) ) ały
                ) ) ) ) ) ) się leniwie, telewizor łypał swym czerwonym od
                ) ) ) ) ciągłego czuwania ślepiem,
                ) ) ) ) ) ) stół nerwowo przestępował z nogi na nogę. Zawsze tak
                ) ) ) ) robił, gdy Zenek na
                ) ) ) ) ) ) niego patrzył.
                ) ) ) ) ) ) - Cześć Zenek - to była łazienka
                ) ) ) ) ) ) - Strzała - głęboko zaciągnął się papierosem,
                ) ) ) ) który aż zamruczał z
                ) ) ) ) ) ) rozkoszy. Czekał na kolejne pytanie. Zawsze padało.
                ) ) ) ) Jednakowo niepewnie
                ) ) ) ) ) ) zadane.
                ) ) ) ) ) ) - Wejdziesz? - "Zawsze pyta, choć zna odpowiedź.
                ) ) ) ) Musze z nią kiedyś o tym
                ) ) ) ) ) ) porozmawiać. Zaczyna mnie to drażnić" - pomyślał i
                ) ) ) ) odpowiedział z uśmieche
                ) ) ) ) ) m. -
                ) ) ) ) ) ) Jasne - mówiąc to mrugnął znacząco okiem w stronę
                ) ) ) ) kaloryfera. Kaloryfer
                ) ) ) ) ) był
                ) ) ) ) ) ) ciepły i za to ciepło Zenek go lubił. Grzejnik
                ) ) ) ) zabulgotał na znak, że wie,
                ) ) ) ) ) że
                ) ) ) ) ) ) rozumie...
                ) ) ) ) ) ) - To co zwykle, prawda? Mycie głowy, kąpiel, mycie
                ) ) ) ) zębów i golenie? - w je
                ) ) ) ) ) j
                ) ) ) ) ) ) głosie słychać było napięcie.
                ) ) ) ) ) ) - Yhy, to co zwykle... - "Koniecznie muszę z nią o
                ) ) ) ) tym pogadać" obiecał so
                ) ) ) ) ) bie
                ) ) ) ) ) ) niesłyszalnie i dodał - Mogę wejść z papierosem?
                ) ) ) ) ) ) - Nie. Zgaś go. Nie lubię jego zapachu. - odpowiedź
                ) ) ) ) była bardzo stanowcza.
                ) ) ) ) ) ) - Za chwile zadzwonię!!! Czuję, że za chwilę
                ) ) ) ) zadzwonię!!! Będę dzwonił!!!
                ) ) ) ) ) To
                ) ) ) ) ) ) był telefon. Stary histeryk i gwiazdor. Lubił
                ) ) ) ) przyciągać uwagę. To była je
                ) ) ) ) ) go
                ) ) ) ) ) ) największa wada. Miał jeszcze kilka pomniejszych.
                ) ) ) ) ) ) "Zaczyna się" pomyślał Zenek. Telefon dzwonił...
                ) ) ) ) ) )
                ) ) ) ) ) ) (cdn albo i nie)
                ) ) ) ) ) Podszedł do stolika na którym stał aparat.
                ) ) ) ) ) - Odbierz mnie idioto - zaczął jak zwykle kulturalnie
                ) ) ) ) telefon.
                ) ) ) ) ) Cóż mógł Zenek odpowiedziec?
                ) ) ) ) ) -Yhy..
                ) ) ) ) ) Odebrał. Zaczął jak zwykle melancholijnie:
                ) ) ) ) ) -Radio Wawa, najlepszy miks przebojów (ciągle liczył na
                ) ) ) ) zwycięstwo w tym
                ) ) ) ) ) konkursie)....
                ) ) ) )
                ) ) ) ) Skonczyl tez melancholijnie. Jakos tak. To jedno
                ) ) ) ) wiedzial:
                ) ) ) ) prawdziwego mezczyzne poznaje sie nie po tym jak zaczyna,
                ) ) ) ) ale po tym jak konczy. Ktos mu to kiedys powiedzial. Czy
                ) ) ) ) byl prawdziwym mezczyzna? Tego nie wiedzial. Polozyl
                ) ) ) ) sluchawke na widelki.
                ) ) ) )
                ) ) ) ) Okno usmiechnelo sie zachecajaco, aby przez nie wyjrzal.
                ) ) ) ) Za oknem tradycyjnie szczerzyla zeby granica pomiedzy
                ) ) ) ) Praga Polnoc a Praga Poludnie. Chociaz moze dzisiaj
                ) ) ) ) jakby bardziej? Ale Zenon nie mial czasu zastanowic sie
                ) ) ) ) nad tym, bo znow rozlegl sie dzwiek dzwonka. Tym razem
                ) ) ) ) byly to drzwi.
                ) ) ) )
                ) ) ) ) -Kogo to Bozia prowadzi- zamruczal, przydeptujac kapcie
                ) ) ) ) i udajac sie w strone wyjscia...tak wlasnie pomyslal,
                ) ) ) ) wyjscia, choc dla tego kto przyszedl, mialo to byc
                ) ) ) ) raczej wejscie.
                ) ) ) )
                ) ) ) ) Otworzyl drzwi. Za nimi nie bylo nikogo. Nic tez juz nie
                ) ) ) ) dzwonilo.
                ) ) ) )
                ) ) ) ) -Kurwa mac!- zaklal. Wiedzial, ze takie slowo musi sie
                ) ) ) ) w kazdej porzadnej powiesci znalezc. Im szybciej,
                ) ) ) ) tym lepiej.
                ) ) ) )
                ) ) ) ) (cdn)
                ) ) )
                ) ) ) - No ładnie, ładnie... - rozległo się za jego plecami z dezaprobatą.
                ) ) Podskoczył
                ) ) )
                ) ) ) z przestrachu. Stała oparta plecami o framugę drzwi wejściowych
                ) ) (wyjściowych?)
                ) ) ) kuchni. - Nie wiedziałam, że klniesz. Nie wiedziałam, że tak ładnie...
                ) ) ) - Ja nigdy nie klnę! To tylko tak...na potrzeby powieści, której jestem
                ) ) ) bohaterem...bo tak trzeba...już nie będę - czuł wstyd. Była piękna. Śmiały
                ) )
                ) ) się
                ) ) ) jej oczy, śmiały się jej usta, śmiał się jej nos. Śmiała się cała. - Kim p
                ) ) ani
                ) ) ) jest? Co pani tu robi? Skąd pani...- czuł się idiotycznie.
                ) ) ) - Po co ten pośpiech? - spytała cicho nie przestając się uśmiechać? - Po c
                ) ) o
                ) ) ) tyle pytań Zenonie? Mamy czas, mamy duuużo czasu....
                ) ) ) Czuł, że musi cos zrobić, coś powiedzieć. Cokolwiek. Coś, co przerwałoby t
                ) ) o
                ) ) ) milczenie. Topił się pod spojrzeniem jej oczu. Rozpływał się w jej uśmiech
                ) ) u.
                ) ) ) - Nazywam się Zenon Yhy - wymamrotał. "Jejku - czuję się jak kretyn. Dziwn
                ) ) ie
                ) ) ) naturalnie. Musze o tym pomyśleć....To ciekawe."
                ) ) ) - A ja....ja jestem twoim Przeznaczeniem Zenonie Yhy - wciąż się uśmiechał
                ) ) a.
                ) ) ) Zenon Yhy czuł, że to prawda.
                ) ) )
                ) ) )
                ) ) Podszedł do niej blizej, spojrzał głęboko w oczy. Były dziwnie znajome ale
                ) ) jakies takie, jak po duzej dawce tramalu.
                ) ) - O cholere - przypomiał sobie - jeszcze nie wziołem tych fajnych
                czerwonych
                ) ) tabletek.
                ) ) Spojrzał na półke nad łóżkiem. Tabletki, jak co rano, odbywały właśnie
                taniec
                )
                ) ) przypominający ostatnie chwile krowy z BSE. Połknął, popił. Chwilke póżniej
                ) ) tańczył i on.
                )
                ) - Nieźle się ruszasz. Mam ochotę z tobą zatańczyć.- cały czas się uśmiechała.
                ) Zenon trochę się zmieszał. Zdarzało mu się słyszeć, że igra z Przeznaczeniem,
                ) ale nigdy z nim nie tańczył.
                ) - Tańczysz tango Zenonie?- spytała niemal szeptem i w jednej chwili czuł już
                ) zapach jej perfum. Była ciepła i ładnie pachniała.
                ) - Yhy...to znaczy chyba tak...to jest nie wiem, nigdy nie tańczyłem - Zenek
                ) czuł w sobie moc czerwonych tabletek. Mógł wszystko. Nie mógł nic. To było
                ) nawet zabawne.
                ) - Spróbuj - powiedziały jej oczy.
                ) - No dalej, dasz radę. Zaciskam żeberka za twoje powodzenie - cicho zasyczał
                ) kaloryfer. Zenek wiedział, że zawsze może na niego liczyć. Wykładzina kpiąco
                ) zachichotała. "Kupie dywan. Jutro kupie dywan" postanowił Yhy.
                ) - Co u ciebie Zenku?
                ) - Nie wiem, to ty mi powiedz. Jesteś bardziej...hmmm...kompetentna- Zenek aż
                ) się zachwycił na myśl o błyskotliwości swej odpowiedzi.
                ) - Tego nie wiem niestety. Ja właśnie w tej sprawie tu przyszłam. Nie wiem co
                ) będzie Zenonie Yhy. Zapomniałam co było ci pisane. Ostatnio miałam tyle
                pracy,
                ) że jakoś mi z głowy wyleciało. Nie pamiętam, czy miałeś być szczęśliwy
                bardzo,
                ) czy tylko trochę. Może nie miałeś być szczęśliwy wcale? Cholera, zapomniałam.
                )
                ) Poczuł, że nadarza się mu niepowtarzalna okazja. Ona była tu po to, by
                ) powiedział jej jak będzie! By pomógł jej przypomnieć sobie jak ma być! Więc
                ) mogło być, jak on zechce? Ale czego
              • pikus_ Re: Przygody Zenona Yhy 08.11.02, 08:21
                Qrcze, czy to jest najdalej posuniety watek? A,
                niewazne...

                _soso_ napisał:

                ) gregorij_ napisał:
                )
                ) ) _soso_ napisał:
                ) )
                ) ) ) pikus_ napisał
                ) ) )
                ) ) ) ) gregorij_ napisał:
                ) ) ) )
                ) ) ) ) ) _soso_ napisał:
                ) ) ) ) )
                ) ) ) ) ) ) Szanowni Panstwo
                ) ) ) ) ) ) Pomysł nie jest nowatorski. Napiszmy wspólnie
                ) ) ) ) powieść. Reguły są proste.
                ) ) ) ) ) ) Każdy kolejny wpis jest kontynuacją
                poprzedniego.
                ) ) ) ) Unikamy logiki i "zdrowe
                ) ) ) ) ) go
                ) ) ) ) ) ) rozsądku". Dbamy o dynamizm i nagłe zwroty
                akcji.
                ) ) ) ) Nurzajmy się w
                ) ) ) ) ) ) absurdzie.Zapraszam.
                ) ) ) ) ) ) _soso_
                ) ) ) ) ) )
                ) ) ) ) ) ) Zenon Yhy otworzył oczy. Przez chwilę
                zastanawiał się
                ) ) ) ) gdzie jest, kim jest
                ) ) ) ) ) i
                ) ) ) ) ) ) o co chodzi w tym wszystkim. Na żadne z pytań
                nie
                ) ) ) ) znalazł odpowiedzi. Jak
                ) ) ) ) ) ) zwykle.
                ) ) ) ) ) ) "Muszę dać sobie trochę czasu. Czas - tego
                ) ) ) ) potrzebuję. Dowiem się
                ) ) ) ) ) ) wszystkiego...na pewno...yhy.... wszystko
                ustalę".
                ) ) ) ) ) )
                ) ) ) ) ) ) Po kwadransie już wiedział. "Nazywam się
                Zenon Yhy,
                ) ) ) ) jestem w swoim
                ) ) ) ) ) ) mieszkaniu, istnieję bo tak się jakoś
                złożyło".
                ) ) ) ) ) ) Zadowolony wstał niespiesznie.
                ) ) ) ) ) ) - Dzień dobry - papierosy zawsze
                witały go
                ) ) ) ) pierwsze.
                ) ) ) ) ) ) - Cześć - mruknął i pomyślał, że kiedyś je
                rzuci,
                ) ) ) ) tak bez słowa, tak po
                ) ) ) ) )
                ) ) ) ) ) ) prostu.
                ) ) ) ) ) ) - Zapalisz? - spytały.
                ) ) ) ) ) ) - Chętnie...
                ) ) ) ) ) ) Dom zaczynał swe życie razem z Zenkiem.
                Fotele
                ) ) ) ) skrzypiąc cichutko przeciąg
                ) ) ) ) ) ały
                ) ) ) ) ) ) się leniwie, telewizor łypał swym czerwonym
                od
                ) ) ) ) ciągłego czuwania ślepiem,
                ) ) ) ) ) ) stół nerwowo przestępował z nogi na nogę.
                Zawsze tak
                ) ) ) ) robił, gdy Zenek na
                ) ) ) ) ) ) niego patrzył.
                ) ) ) ) ) ) - Cześć Zenek - to była łazienka
                ) ) ) ) ) ) - Strzała - głęboko zaciągnął się
                papierosem,
                ) ) ) ) który aż zamruczał z
                ) ) ) ) ) ) rozkoszy. Czekał na kolejne pytanie. Zawsze
                padało.
                ) ) ) ) Jednakowo niepewnie
                ) ) ) ) ) ) zadane.
                ) ) ) ) ) ) - Wejdziesz? - "Zawsze pyta, choć zna
                odpowiedź.
                ) ) ) ) Musze z nią kiedyś o tym
                ) ) ) ) ) ) porozmawiać. Zaczyna mnie to drażnić" -
                pomyślał i
                ) ) ) ) odpowiedział z uśmieche
                ) ) ) ) ) m. -
                ) ) ) ) ) ) Jasne - mówiąc to mrugnął znacząco okiem w
                stronę
                ) ) ) ) kaloryfera. Kaloryfer
                ) ) ) ) ) był
                ) ) ) ) ) ) ciepły i za to ciepło Zenek go lubił.
                Grzejnik
                ) ) ) ) zabulgotał na znak, że wie,
                ) ) ) ) ) że
                ) ) ) ) ) ) rozumie...
                ) ) ) ) ) ) - To co zwykle, prawda? Mycie głowy, kąpiel,
                mycie
                ) ) ) ) zębów i golenie? - w je
                ) ) ) ) ) j
                ) ) ) ) ) ) głosie słychać było napięcie.
                ) ) ) ) ) ) - Yhy, to co zwykle... - "Koniecznie muszę z
                nią o
                ) ) ) ) tym pogadać" obiecał so
                ) ) ) ) ) bie
                ) ) ) ) ) ) niesłyszalnie i dodał - Mogę wejść z
                papierosem?
                ) ) ) ) ) ) - Nie. Zgaś go. Nie lubię jego zapachu. -
                odpowiedź
                ) ) ) ) była bardzo stanowcza.
                ) ) ) ) ) ) - Za chwile zadzwonię!!! Czuję, że za chwilę
                ) ) ) ) zadzwonię!!! Będę dzwonił!!!
                ) ) ) ) ) To
                ) ) ) ) ) ) był telefon. Stary histeryk i gwiazdor. Lubił
                ) ) ) ) przyciągać uwagę. To była je
                ) ) ) ) ) go
                ) ) ) ) ) ) największa wada. Miał jeszcze kilka
                pomniejszych.
                ) ) ) ) ) ) "Zaczyna się" pomyślał Zenek. Telefon
                dzwonił...
                ) ) ) ) ) )
                ) ) ) ) ) ) (cdn albo i nie)
                ) ) ) ) ) Podszedł do stolika na którym stał aparat.
                ) ) ) ) ) - Odbierz mnie idioto - zaczął jak zwykle
                kulturalnie
                ) ) ) ) telefon.
                ) ) ) ) ) Cóż mógł Zenek odpowiedziec?
                ) ) ) ) ) -Yhy..
                ) ) ) ) ) Odebrał. Zaczął jak zwykle melancholijnie:
                ) ) ) ) ) -Radio Wawa, najlepszy miks przebojów (ciągle
                liczył na
                ) ) ) ) zwycięstwo w tym
                ) ) ) ) ) konkursie)....
                ) ) ) )
                ) ) ) ) Skonczyl tez melancholijnie. Jakos tak. To jedno
                ) ) ) ) wiedzial:
                ) ) ) ) prawdziwego mezczyzne poznaje sie nie po tym jak
                zaczyna,
                ) ) ) ) ale po tym jak konczy. Ktos mu to kiedys
                powiedzial. Czy
                ) ) ) ) byl prawdziwym mezczyzna? Tego nie wiedzial.
                Polozyl
                ) ) ) ) sluchawke na widelki.
                ) ) ) )
                ) ) ) ) Okno usmiechnelo sie zachecajaco, aby przez nie
                wyjrzal.
                ) ) ) ) Za oknem tradycyjnie szczerzyla zeby granica
                pomiedzy
                ) ) ) ) Praga Polnoc a Praga Poludnie. Chociaz moze
                dzisiaj
                ) ) ) ) jakby bardziej? Ale Zenon nie mial czasu
                zastanowic sie
                ) ) ) ) nad tym, bo znow rozlegl sie dzwiek dzwonka. Tym
                razem
                ) ) ) ) byly to drzwi.
                ) ) ) )
                ) ) ) ) -Kogo to Bozia prowadzi- zamruczal, przydeptujac
                kapcie
                ) ) ) ) i udajac sie w strone wyjscia...tak wlasnie
                pomyslal,
                ) ) ) ) wyjscia, choc dla tego kto przyszedl, mialo to
                byc
                ) ) ) ) raczej wejscie.
                ) ) ) )
                ) ) ) ) Otworzyl drzwi. Za nimi nie bylo nikogo. Nic tez
                juz nie
                ) ) ) ) dzwonilo.
                ) ) ) )
                ) ) ) ) -Kurwa mac!- zaklal. Wiedzial, ze takie slowo
                musi sie
                ) ) ) ) w kazdej porzadnej powiesci znalezc. Im szybciej,
                ) ) ) ) tym lepiej.
                ) ) ) )
                ) ) ) ) (cdn)
                ) ) )
                ) ) ) - No ładnie, ładnie... - rozległo się za jego
                plecami z dezaprobatą.
                ) ) Podskoczył
                ) ) )
                ) ) ) z przestrachu. Stała oparta plecami o framugę drzwi
                wejściowych
                ) ) (wyjściowych?)
                ) ) ) kuchni. - Nie wiedziałam, że klniesz. Nie
                wiedziałam, że tak ładnie...
                ) ) ) - Ja nigdy nie klnę! To tylko tak...na potrzeby
                powieści, której jestem
                ) ) ) bohaterem...bo tak trzeba...już nie będę - czuł
                wstyd. Była piękna. Śmiały
                ) )
                ) ) się
                ) ) ) jej oczy, śmiały się jej usta, śmiał się jej nos.
                Śmiała się cała. - Kim p
                ) ) ani
                ) ) ) jest? Co pani tu robi? Skąd pani...- czuł się
                idiotycznie.
                ) ) ) - Po co ten pośpiech? - spytała cicho nie
                przestając się uśmiechać? - Po c
                ) ) o
                ) ) ) tyle pytań Zenonie? Mamy czas, mamy duuużo
                czasu....
                ) ) ) Czuł, że musi cos zrobić, coś powiedzieć.
                Cokolwiek. Coś, co przerwałoby t
                ) ) o
                ) ) ) milczenie. Topił się pod spojrzeniem jej oczu.
                Rozpływał się w jej uśmiech
                ) ) u.
                ) ) ) - Nazywam się Zenon Yhy - wymamrotał. "Jejku -
                czuję się jak kretyn. Dziwn
                ) ) ie
                ) ) ) naturalnie. Musze o tym pomyśleć....To ciekawe."
                ) ) ) - A ja....ja jestem twoim Przeznaczeniem Zenonie
                Yhy - wciąż się uśmiechał
                ) ) a.
                ) ) ) Zenon Yhy czuł, że to prawda.
                ) ) )
                ) ) )
                ) ) Podszedł do niej blizej, spojrzał głęboko w oczy.
                Były dziwnie znajome ale
                ) ) jakies takie, jak po duzej dawce tramalu.
                ) ) - O cholere - przypomiał sobie - jeszcze nie wziołem
                tych fajnych czerwonych
                ) ) tabletek.
                ) ) Spojrzał na półke nad łóżkiem. Tabletki, jak co rano,
                odbywały właśnie taniec
                )
                ) ) przypominający ostatnie chwile krowy z BSE. Połknął,
                popił. Chwilke póżniej
                ) ) tańczył i on.
                )
                ) - Nieźle się ruszasz. Mam ochotę z tobą zatańczyć.-
                cały czas się uśmiechała.
                ) Zenon trochę się zmieszał. Zdarzało mu się słyszeć, że
                igra z Przeznaczeniem,
                ) ale nigdy z nim nie tańczył.
                ) - Tańczysz tango Zenonie?- spytała niemal szeptem i w
                jednej chwili czuł już
                ) zapach jej perfum. Była ciepła i ładnie pachniała.
                ) - Yhy...to znaczy chyba tak...to jest nie wiem, nigdy
                nie tańczyłem - Zenek
                ) czuł w sobie moc czerwonych tabletek. Mógł wszystko.
                Nie mógł nic. To było
                ) nawet zabawne.
                ) - Spróbuj - powiedziały jej oczy.
                ) - No dalej, dasz radę. Zaciskam żeberka za twoje
                powodzenie - cicho zasyczał
                ) kaloryfer. Zenek wiedział, że zawsze może na niego
                liczyć. Wykładzina kpiąco
                ) zachichotała. "Kupie dywan. Jutro kupie dywan"
                postanowił Yhy.
                ) - Co u ciebie Zenku?
                ) - Nie wiem, to ty mi powiedz. Jesteś
                bardziej...hmmm...kompetentna- Zenek aż
                ) się zachwycił na myśl o błyskotliwości swej odpowiedzi.
                ) - Tego nie wiem niestety. Ja właśnie w tej sprawie tu
                przyszłam. Nie wiem co
                ) będzie Zenonie Yhy. Zapomniałam co było ci pisane.
                Ostatnio miałam tyle pracy,
                ) że jakoś mi z głowy wyleciało. Nie pamiętam, czy miałeś
                być szczęśliwy bardzo,
                ) czy tylko trochę. Może nie miałeś być szczęśliwy wcale?
                Cholera, zapomniałam.
                )
                ) Poczuł, że nadarza się mu niepowtarzalna okazja. Ona
                była tu po to
      • _soso_ Re: Przygody Zenona Yhy 07.11.02, 12:19
        gregorij_ napisał:

        > _soso_ napisał:
        >
        > > Szanowni Panstwo
        > > Pomysł nie jest nowatorski. Napiszmy wspólnie powieść. Reguły są proste.
        > > Każdy kolejny wpis jest kontynuacją poprzedniego. Unikamy logiki i "zdrowe
        > go
        > > rozsądku". Dbamy o dynamizm i nagłe zwroty akcji. Nurzajmy się w
        > > absurdzie.Zapraszam.
        > > _soso_
        > >
        > > Zenon Yhy otworzył oczy. Przez chwilę zastanawiał się gdzie jest, kim jest
        > i
        > > o co chodzi w tym wszystkim. Na żadne z pytań nie znalazł odpowiedzi. Jak
        > > zwykle.
        > > "Muszę dać sobie trochę czasu. Czas - tego potrzebuję. Dowiem się
        > > wszystkiego...na pewno...yhy.... wszystko ustalę".
        > >
        > > Po kwadransie już wiedział. "Nazywam się Zenon Yhy, jestem w swoim
        > > mieszkaniu, istnieję bo tak się jakoś złożyło".
        > > Zadowolony wstał niespiesznie.
        > > - Dzień dobry - papierosy zawsze witały go pierwsze.
        > > - Cześć - mruknął i pomyślał, że kiedyś je rzuci, tak bez słowa, tak po
        >
        > > prostu.
        > > - Zapalisz? - spytały.
        > > - Chętnie...
        > > Dom zaczynał swe życie razem z Zenkiem. Fotele skrzypiąc cichutko przeciąg
        > ały
        > > się leniwie, telewizor łypał swym czerwonym od ciągłego czuwania ślepiem,
        > > stół nerwowo przestępował z nogi na nogę. Zawsze tak robił, gdy Zenek na
        > > niego patrzył.
        > > - Cześć Zenek - to była łazienka
        > > - Strzała - głęboko zaciągnął się papierosem, który aż zamruczał z
        > > rozkoszy. Czekał na kolejne pytanie. Zawsze padało. Jednakowo niepewnie
        > > zadane.
        > > - Wejdziesz? - "Zawsze pyta, choć zna odpowiedź. Musze z nią kiedyś o tym
        > > porozmawiać. Zaczyna mnie to drażnić" - pomyślał i odpowiedział z uśmieche
        > m. -
        > > Jasne - mówiąc to mrugnął znacząco okiem w stronę kaloryfera. Kaloryfer
        > był
        > > ciepły i za to ciepło Zenek go lubił. Grzejnik zabulgotał na znak, że wie,
        > że
        > > rozumie…
        > > - To co zwykle, prawda? Mycie głowy, kąpiel, mycie zębów i golenie? - w je
        > j
        > > głosie słychać było napięcie.
        > > - Yhy, to co zwykle... - "Koniecznie muszę z nią o tym pogadać" obiecał so
        > bie
        > > niesłyszalnie i dodał - Mogę wejść z papierosem?
        > > - Nie. Zgaś go. Nie lubię jego zapachu. - odpowiedź była bardzo stanowcza.
        > > - Za chwile zadzwonię!!! Czuję, że za chwilę zadzwonię!!! Będę dzwonił!!!
        > To
        > > był telefon. Stary histeryk i gwiazdor. Lubił przyciągać uwagę. To była je
        > go
        > > największa wada. Miał jeszcze kilka pomniejszych.
        > > "Zaczyna się" pomyślał Zenek. Telefon dzwonił...
        > >
        > > (cdn albo i nie)
        > Podszedł do stolika na którym stał aparat.
        > - Odbierz mnie idioto - zaczął jak zwykle kulturalnie telefon.
        > Cóż mógł Zenek odpowiedziec?
        > -Yhy..
        > Odebrał. Zaczął jak zwykle melancholijnie:
        > -Radio Wawa, najlepszy miks przebojów (ciągle liczył na zwycięstwo w tym
        > konkursie)....

        - Świnia jesteś, wiesz? Świnia, świnia,świnia!!!- głos w słuchawce aż kipiał z
        wściekłości
        - Ale kto mówi? O co chodzi? Ja...ja sobie wypraszam...ja sobie nie
        życzę...ja...ja...nic nie rozumiem...- Zenon usłyszał za plecami stłumiony
        chichot wykładziny w pokoju. Nie lubiła Zenona z wzajemnością. Od miesiąca
        prosiła go o odkurzenie. Ale odkurzacz miał astmę i Zenek postanowił go
        oszczędzać.
        - To ja twój Zdrowy Rozsądek - głos w słuchawce jakby złagodniał - Powinieneś
        być już w pracy. Jak tak dalej będzie wywalą cię jak nic. Skończysz w kartonie
        na dworcu. A ja razem z tobą. Zenuś, Zeneczku, co ty wyprawiasz?
        - Skąd masz mój numer?- Zenek odzyskiwał pewność siebie. W pierwszej chwili
        myślał, że to Sumienie. Ale odetchnął z ulgą. Zdrowy Rozsądek nie był tak
        groźny jak jego siostra. Wiedział już, że sobie poradzi.
        - Zenuś, nie wygłupiaj się. Numer znalazłem w dzisiejszej Wyborczej. W twoim
        ogłoszeniu. Zapomniałeś? Dałeś przecież ogłoszenie do prasy. W rubryce "Różne".
        Poczekaj, przeczytam ci- w słuchawce coś zaszeleściło- O proszę "Chętnie
        podzielę się wątpliwościami na różne tematy. Zenon Yhy..." Dalej numer
        telefonu. Zenuś, Zeneczku...nareszcie cię odnalazłem.
        Zenon Yhy zamarł w przerażeniu. Jednak spotkanie z Rzeczywistością było
        nieuniknione...

        • gregorij Re: Przygody Zenona Yhy 07.11.02, 22:29
          qrna nie mogę odczytać ostaniego fragmentu, który sam napisałem!! czas chyba
          zakończenie pisać, GW szkoda miejsca na powieści :))
          • gregorij Re: Przygody Zenona Yhy 08.11.02, 15:19
            Czy Zenon Yhy jeszcze żyje? Pisząc dalsze części nie cytujcie poprzedników, nie
            mozna tego przeczytac potem. Miłego końca tygodnia. Greg
            • _soso_ Re: sorry gregory:) 08.11.02, 19:15
              Nie mozna zamieścic całości? Ok piszemy fragmentami- w tytułach odnośnik do
              kogo "pijemy"- innego wyjscia nie ma. Tzn. jest. Ale mi szkoda. Trzeba
              uśmiercić Zenona YHY. Zastanawiam się nad sposobem...
        • _soso_ Re: Przygody Zenona Yhy tel. od Zdrowego Rozsądku 12.11.02, 11:35
          - Zenek, jesteś tam? - Zdrowy Rozsądek należał do tych rozmówców
          telefonicznych, którzy co jakiś czas wymagają potwierdzenia, że są słyszalni.
          - Yhy, jestem. Gdzie się spotkamy?- Zenon Yhy chciał mieć już tę rozmowę za
          sobą. Ze Zdrowym Rozsądkiem kiedyś wiele przeżył. Byli nierozłączni. Tworzyli
          zgodną parę. Więź jaka między nimi istniała, podobna była do małżeństwa z
          rozsądku. Przyjaźń i szacunek, bez perspektyw na wielką miłość. Zenon od czasu
          do czasu pytał go o radę, w zamian dostając gwarancję absolutnej pewności co do
          słuszności podjętych decyzji. To było dobre. Tylko nudne. Zenon nie lubił
          nudy. "Nie ma nic gorszego od nudy we dwoje. No, chyba , że nuda we troje - ale
          to już perwersja" zwykł mawiać w towarzystwie. Był autorem tego stwierdzenia i
          jak każdy ojciec, często chwalił się swym dzieckiem. Zbyt często. W końcu
          znajomi Zenka stwierdzili, że jest on wyjątkiem od reguły opisanej swym
          aforyzmem. Zenon uchodził za nudnego w pojedynkę. To bolało. Zenona
          oczywiście. Towarzystwo jakby mniej. Pewnego dnia Yhy porzucił Zdrowy Rozsądek
          bez słowa. Zerwał znajomość. Trochę cierpiał, trochę tęsknił. W końcu
          zapomniał. Zaczął spotykać się z Wątpliwościami na Różne Tematy. Zafascynował
          się nimi, przyjął jako swoje. Zaczął nowe życie, które bez Zdrowego Rozsądku
          nabrało barw i zapachów. Czuł szczęście tak wielkie, że postanowił podzielić
          się nim z innymi. Stąd ogłoszenie w GW. Zapomniał o swym dawnym przyjacielu,
          ten jednak nie zapomniał o Zenonie...
          - Więc gdzie się spotkamy?- Yhy powtórzył pytanie.
          - Za godzinę w kawiarni "Redakcja", może być?- Rozsądek nawet nie starał się
          ukrywać radości. Zenon czuł, że chce wrócić. Zenon wiedział, że będzie nalegał.
          Zenon Yhy był pewny, że nie ulegnie.
          - Ok. Do zobaczenia- odłożył słuchawkę na widełki i pokazał język wykładzinie.
          Nie musiał czekać długo na ripostę.
          - Fatalnie wyglądasz Zenek, wiesz? - wycedziła jadowicie, brzydko się przy tym
          marszcząc.
          - Ty również i to jeszcze potrwa- szepnął czule Zenon i poszedł do łazienki,
          która na jego widok westchnęła cichutko z radości.
          40 minut później Yhy stał w tramwaju nr 26 , wdychając specyficzny zapach myśli
          współpasażerów. "Bardzo przepraszam za spóźnienie panie dyrektorze. To się
          więcej nie powtórzy"- ta myśl należała do ubranego w paradny garnitur młodego
          człowieka, który nerwowo spoglądając na zegarek, układał trzecie już w tym
          tygodniu usprawiedliwienie swej niepunktualności. "30 deko białego sera, żółty
          Cif, niebieskie LM - y, słoik zielonych oliwek. Biały Cif, 30 deko zielonego
          sera, zółte LM-y, słoik niebieskich oliwek. 30 deko niebieskiego sera, zielony
          Cif, słoik żółtych oliwek"- ta, powtarzana jak mantra, była własnością
          zaspanego trzydziestolatka udającego się na zakupy zlecone przez ukochaną.
          Widać było, że sobie nie radzi. " Dziś mu powiem. Nie mogę tak dłużej. Dziś od
          niego odejdę. Tak. Zrobię to dziś. Jak tylko wrócę, powiem mu, że odchodzę "-
          śliczna blondynka śmiesznie marszczyła nos układając w głowie mocne
          postanowienie ostatecznego zerwania z narzeczonym.
          - Siemasz Zenek, znów podsłuchujesz?- rozległo się tuż za plecami Yhy. Zenon
          rzucił szybkie spojrzenie na współpasażerów. Nikt nie zwrócił uwagi. Wolno
          obrócił się w stronę swojego Anioła Stróża. Stał tuż za nim śmiejąc się
          bezczelnie. Śmierdział ginem i papierosami.
          - Miałem randkę. Mam nadzieję, że się nie gniewasz z powodu mojej nieobecności?
          Nie? To świetnie. No, jak się sprawowałeś? Byłeś grzeczny? - wyglądał na mocno
          skacowanego. Był nieogolony a lewe skrzydło nosiło ślady szminki i chyba
          majonezu, ale Zenon nie był pewien. - Mówię ci stary, ale impra- żałuj, że cię
          nie było. Było nieziemsko, cudnie, bajecznie, anielsko i dekadencko.
          - Mów ciszej Jose - Zenon Yhy czuł się trochę zawstydzony wyglądem i stanem
          ducha swego Anioła Stróża. Znali się od zawsze i chyba lubili. Jose był
          specyficznym aniołem. Żadne przeprowadzanie przez kładki nad przepaścią,
          ostrzeganie przed nadchodzącym niebezpieczeństwem i takie tam. To nie było w
          jego stylu. Wychowywał Zenka towarzysząc, ingerując tylko od czasu do czasu.
          Poza tym, źle się prowadził a złe prowadzenie wymaga czasu i koncentracji. Do
          Zenka wpadał raz czy dwa razy w miesiącu. - Jadę na spotkanie ze Zdrowym
          Rozsądkiem Jose. Dobrze, że jesteś. Niezbyt wiem, co robić. On chce chyba
          wrócić. Poradź coś.
          - Ja pierdolę. No to mamy kłopot...- Jose, jak na Anioła Stróża przystało,
          zrobił zatroskaną minę.

          (cdn)





          • Gość: _soso_ i problem z Re: KONIEC IP: 62.233.201.* 12.11.02, 13:33
            Robienie zatroskanych min wychodziło Jose wyjątkowo dobrze. Wieczne zblazowanie
            i znudzenie sprawami tego świata ustępowało miejsca intelektualnemu
            zmarszczeniu czoła, zagryzieniu dolnej wargi i pocieraniu brody trzema palcami
            lewej dłoni.
            - Ale mnie suszy. Piekielnie mnie suszy - to nie było to, czego Zenon
            spodziewał się w tej chwili. Jose zaskakiwał go zawsze. Czasami nieprzyjemnie.
            Tak jak teraz.
            - Słuchaj, co robić? Masz jakiś pomysł poza tym, jak pozbyć się kaca? Co mam
            zrobić Jose? Jak się zachować? - Yhy zaczynał wpadać w panikę. Od miejsca
            spotkania dzieliły go już tylko 2 przystanki i ocean niepokoju. O ile fizyczny
            dystans się zmniejszał, o tyle zaniepokojenie Zenona rozlewało się już poza
            granice województwa, niszcząc na swej drodze wszystko.
            - No... jakoś sobie poradzisz. Wiesz, musisz być stanowczy i taktowny. Unikaj
            stwierdzeń "Brakowało mi cię", "Tęskniłem", "Jak dobrze cię widzieć" itp. Daj
            mu do zrozumienia, że wszystko przepadło, wszystko na próżno. Jak w tej
            piosence - znasz? To leci jakoś tak: "Mmmm...wszystko przepadło, wszystko na
            próżno, twój list dostałam... o dzień za późno....mmmm". - Jose zaczął nucić.
            Wychodziło mu to znaczniej gorzej, niż robienie zatroskanej miny. Znacznie
            gorzej... - Bardzo ładna pieśń. O miłości i rozstaniu. - Jose nagle
            spoważniał - słuchaj Zenek, na następnym przystanku wysiadam. Czy mógłbyś mi
            pożyczyć stówę do kolejnego spotkania? Wiesz, miałem trochę wydatków ....oddam
            na pewno.
            - Jasne, nie ma sprawy - Yhy wiedział już, że zdany jest tylko na siebie.
            Wręczył Jose banknot a Anioł zniknął w chwili, gdy tramwaj się zatrzymał.
            Z dalszej podróży Zenon Yhy nie pamiętał nic. Nie pamiętał również jak wysiadł
            z tramwaju, jak szedł Alejami w stronę kawiarni, jak do niej wszedł, jak
            zamówił czekoladę, jak ją łokciem potrącił i wylał, jak zamówił następnie
            zieloną herbatę w dużym dzbanku. Dopiero to paskudztwo przywróciło mu
            świadomość. "Jezus Maria, co to jest?" pomyślał czując w ustach smak, który na
            pewno ma długo moczona w wodzie makulatura.
            - Lubisz zieloną herbatę? - Zdrowy Rozsądek stał uśmiechnięty promiennie przy
            stoliku Zenona - świetnie! To bardzo zdrowe i smaczne. Rozsądnie postępujesz
            Zenonie. Chińczycy już dawno odkryli zalety...
            - Nic z tego nie będzie - przerwał Yhy, na zawsze grzebiąc możliwość poznania
            zalet zielonej herbaty. W tej samej chwili w Państwie Środka wypito 300 tys
            hektolitrów tego "cudownego" napoju. - Skończyłem z tobą ostatecznie.
            Rozumiesz? - jego oczy nabrały koloru zimnej stali. Zdrowy Rozsądek pojął, że
            nie ma szans na ponowne nawiązanie kontaktu z Zenonem. Że w życiu nie ma
            cofek, że nie wchodzi się do tej samej kałuży dwa razy i że ważne listy zawsze
            dochodzą a ważne rękopisy nie płoną. Na ramieniu Zenona Yhy przysiadła
            Konsekwencja. Nad jego głową zaczynało krążyć stadko Determinacji. Zdrowy
            Rozsądek szybkim ruchem wyjął z za pazuchy rewolwer nabity na przemian
            Argumentami Nie Do Podważenia, Goryczą, Wyrzutami i Smutkiem. Z bliskiej
            odległości wystrzelił cały bębenek w pierś Yhy. "Chyba kończą mi się
            papierosy" pomyślał Zenon i osunął się na podłogę pociągając za sobą nakrycie
            stolika. Rozlana zielona herbata szybko ułożyła się w plamę do złudzenia
            przypominającą symbol nieskończoności.
            KONIEC
            • gregorij Re: KONIEC 12.11.02, 17:38
              Poczułem sie źle po śmierci Zenka, przez te kilka dni stał mi sie bliski może
              więc pozwolimy mu przeżyć, albo opiszmy jego droge przez piekło czyściec aż do
              nieba bram?
              • _soso_ Re: Koniec Początkiem? 13.11.02, 16:43
                Drogi Gregu - Kumplu w Przemijaniu

                Zenek martwy martwi Cię? Ok. Przeniesmy się w inne wymiary. Zenon w Piekle
                Absurdu- co Ty na to? Pozniej Czyściec. Co do Nieba - to oni ponoc ciagle tam
                śpiewają...Nie wiem czy to dla Zenka dobre....ale zobaczymy.
                Pozdrawiam i czekam na propozycje
                soso
            • Gość: och_ach Re: KONIEC IP: 62.233.130.* 13.11.02, 11:11
              Ze smutkiem zawiadamiam:

              Wróciłam właśnie z odczulenia
              I bez czyjegokolwiek pozwolenia
              Przetrę ze zdumienia
              Oczy me niewinne i słodkie.

              Zrobiłam z siebie nimfomankę, blond idiotkę,
              Mitomankę, a także jelenia
              Dla Twego, Pępku Świata Mego,
              Istnienia!

              I choć wolę swoje zapatrzenia,
              Półprawdy i inne ulotne rzeczy.
              Rzeczywistość, niestety
              Skrzeczy...

              Powyższe było dla wprawy
              Dochodzę do sedna sprawy:
              Zapraszałes wirtualnych gości
              i nie liczyłeś na zbiegi okoliczności?

              Olśnienia właśnie doznałam,
              Prawie się załamałam,
              Myślałam, że jestem niepowtarzalna,
              Okazałam się normalna - banalna.

              W zaświatach to byle co,
              Lecz żal me serce ściska co nieco.
              To chyba ułuda i sen...
              A może się mylę, Zen?




              • _soso_ Re: Do Och ach 13.11.02, 16:49
                Droga Och ach

                Cieszę się, ze Twoja alergia minęła bezpowrotnie (mam nadzieje)
                Martwi mnie cała reszta.Jak wszystko czego nie rozumiem. Jestem już dosyc
                zmartwiony tym co jest a Ty mi jeszcze...
                Och, ach...rozklejam się.
                No nic- jak mawia Kolega Ric "Żelazo nie klęka"
                Czego sobie i Tobie winszuję.
                z szacunkiem
                soso
                • gregorij Re: Życie po życiu cz.1 13.11.02, 20:16
                  Symbol nieskończoności z zielonej herbaty już po chwili zmienił sie w
                  huderlawego, czarnego diabełka.
                  -He he Yhy, w koncu sie spotykamy, zboczeńcu
                  - O przepraszam, jaki zboczeńcu? - żąchnął sie Zenek. No tak, pomyślał, nic sie
                  nie ukryje, o tym związku z odkurzazem też wiedzą.
                  -Wiemy, wiemy - diabełek słyszał jego myśli, a jakże by inaczej.
                  - Co mnie czeka - Zenek Yhy po raz pierwszy w życiu, zaraz zaraz, przecież nie
                  żyje - po raz pierwszy po śmierci bał sie o swoją .... no o co? O przyszłość?
                  Dobra, niech będzie o przyszłość.
                  Nie zdążył jeszcze dokończyć swojej myśli gdy ot tak, znalazł sie w przedsionku
                  pełnym ludzi. Było ponuro, ciemno i jakoś tak.... głupio.
                  -Zenek jesteś w przedsionku piekła absurdu, niczemu sie nie dziw.
                  - OK - wyszeptał cicho Zenon Yhy
                  Przez jego głowe przebiegł dreszcz.
                  -Zenek, przebiegłem - krzyknął na odchodne.
                  Nagle otworzyły sie wielkie, metalowe drzwi. Za nimi było widać...
                  • _soso_ Re: Życie po życiu cz.2 15.11.02, 09:35
                    ...wielki napis: KIEROWNICTWO PIEKŁA SERDECZNIE WITA NOWOPRZYBYŁYCH. PROSZĘ
                    CZEKAĆ - TRWA ŁADOWANIE OBRAZU.
                    Błysnęło. Zenon Yhy poczuł zapach gruszek. Czuł go zawsze w ważnych momentach
                    swego życia. Widocznie po śmieci nic się nie zmieniło w tej kwestii.
                    - Niektórzy z państwa poczują teraz zapach gruszek - rozległ się głos Krystyny
                    Czubówny. Zenon, gdy jeszcze żył, dostawał gęsiej skórki słysząc Krysię w
                    Panoramie a później w reklamach TP.S.A. "Ciekawe, ile jej zapłacili?"
                    przemknęło Yhy przez głowę. Słysząc jeszcze za plecami tupot oddalającej się
                    myśli, Zenon zaczął przyglądać się swojemu Wyobrażeniu o Sobie.
                    - Nic się nie zmieniłem - mruknął po chwili pod nosem.- No, może trochę
                    spoważniałem. Śmierć dodała mi powagi. Tak, zdecydowanie dodała mi powagi...
                    Jestem zdecydowanie poważny. Nawet mi z tym do twarzy- skonkludował.
                    - Pan Zenon Yhy! Zapraszamy do sali nr 12, pierwsze piętro- tym razem głos
                    należał do Jana Suzina. Znów błysnęło.
                    - Serdecznie witamy panie Zenonie, serdecznie witamy- grubawy czart uśmiechał
                    się do Zenka serdecznie- Nazywam się Czterdzieści i Cztery. Jestem pańskim
                    Diabłem Prowadzącym. Proszę siadać. Papieroska?
                    - Dziękuję, chętnie. - odpowiedział Zenon Yhy bijąc się z myślami - ałła! -
                    syknął, gdy myśl o Carli Bruni wyrżnęła go prosto w szczękę.
                    - Proszę przestać! - krzyknął Czterdzieści i Cztery - Ona tez tu jest - dodał
                    uspokajająco - Jak podróż?
                    - Dziękuję, dobrze. Straciłem trochę czasu. Czy później będę mógł go poszukać? -
                    Yhy, kiedy chciał, potrafił być bardzo konkretny.
                    - Oczywiście, oczywiście, panie Zenonie- Czterdzieści i Cztery uśmiechnął się
                    znacząco - Uśmiechnąłem się do pana znacząco, zauważył pan?
                    - Natychmiast! - Zenon nic nie zauważył, ale głupio mu było się przyznać.
                    - Drogi panie Zenonie. Jestem prostym diabłem. Pochodzę z piekielnej
                    prowincji. Urodziłem się w Szczegółach, może pan słyszał? Nie? Nie dziwię się.
                    Mój ociec był zwykłym brukarzem. Bruk na Placu Fałszywego Proroka to dzieło
                    jego rąk. Dobre Intencje w najlepszym gatunku. Pokażę panu przy okazji. -
                    Diabeł Prowadzący nagle spoważniał - Nie będę owijał w bawełnę. Nie umiem. Będę
                    mówił wprost....
                    - Ależ to bardzo proste - przerwał mu Yhy- bierze się kłębek bawełny i...
                    - Przerwał mi pan, to źle wróży tej powieści. Dialogi są bardzo ważne. Bez
                    dialogu nie ma dobrej historii. Bez dialogu nie ma nic wartego uwagi. -
                    Czterdzieści i Cztery zmrużył oczy- Niech pan nauczy się rozmawiać, to
                    przydatna umiejętność...A wracając do sedna sprawy. Kierownictwo ma dla pana
                    zadanie Zenonie Yhy...


                    • gregorij Re: Życie po życiu cz.3 15.11.02, 12:41
                      - W mordę jeża – pomyślał nieżywy Zenek Yhy- nic za darmo, zadania i zadania,
                      ciekawe czy w niebie jest tak samo. Swoją droga, ciekawe będzie wykonywanie
                      zadania dla diabła. Przecież nie każą mu bawić dzieci czy coś takiego. Oczy
                      Wyobraźni Zenka wyszły z orbit. Już widział się w pięknym salonie wśród
                      pięknych pań, pełnego niezapomnianego zapachu bezlitosnego uwielbienia dla
                      czystej formy prokreacji i nie-prokreacji – seksu po prostu. Oparł dłoń na
                      ramieniu Czterdziestego Czwartego. Spojrzał na twarz swojego przewodnika po
                      czeluściach piekielnych – jego Oczy Wyobraźni tez wylazły z orbit na jakieś 60
                      centymetrów. Razem oddali się marzeniom.
                      - No Zenek, dość miłości, gacie na dupę – jego bezpośredniość ujęła Zenka, Oczy
                      wróciły na swoje miejsce.
                      - Muszę wyłożyć Ci treść zadania bo mnie Belzebub – zawiesił głos .... na kołku
                      i po chwili zastanowienia zdjął go z kołka i dodał - eeeeh nie będę mówił co
                      mi zrobi, w końcu mogą to czytać dzieci, a po ostatnim razie jeszcze mnie boli
                      miejsce, gdzie krzyż swą szlachetna nazwę kończy. Zenonie Yhy wrócisz na
                      ziemię, do żywych i Twoim zadaniem będzie uwiedzenie Magdy vel Calindry vel
                      Rudej vel „odwiedź mnie na NS”. Zenek oniemnial.....


                      • _soso_ Re: Życie po życiu cz.4 Operacja "Lilith" 15.11.02, 14:53
                        - Wrócić do żywych? Zmartwychwstać? Wolałbym coś
                        bardziej...hmmm...spektakularnego. O ile wiem, taki przypadek w historii już
                        się zdarzył - Zenek Yhy postanowił błysnąć erudycją.
                        - Tylko nie po oczach na Bo...! To znaczy... proszę błyskawicznie przestać
                        błyskać mi w oczy. Mam zapalenie spojówek. Ciągle siedzę przy komputerze...
                        Zenek przestał błyskać. Przeprosił i zamyślił się głęboko. Miał uwieść
                        Calindrę. Znał ją. Wszyscy ją znali. Zadanie było niewykonalne. To Calindra vel
                        Ruda Tygrysica z New World uwodziła ... Legenda głosiła, że ze złamanych serc
                        zrobiła sobie naszyjnik. Nikomu natomiast nie udało się uwieść rezydentki
                        Nowego Świata. Wielu śmiałków nie docierało nawet do siedziby Rudej. Ginęli
                        gdzieś po drodze w Oceanie Złudzeń, pożerani przez żyjące w nim potwory lub
                        umierali z głodu czekając pod bramami jej zamku. Ci, którym dane było z nią
                        rozmawiać, z reguły kończyli marnie. Po całym Nowym Świecie włóczyły się cienie
                        tych, którzy odeszli z jej imieniem w swych głowach. Biedne, porzucone cienie w
                        pochmurne dni znikały gdzieś, w słoneczne zaś przyklejały się do murów domów
                        szepcząc tylko jedno słowo...jej imię. "Będzie ciężko" pomyślał Yhy. - Mam ją
                        wodzić na pokuszenie, czy tylko rozkochać w sobie i porzucić?- w głosie Zenona
                        dźwięczała chłopięca niefrasobliwość.
                        - Co tu tak dźwięczy? Słyszy pan? O...przestało. - Czterdzieści i Cztery musnął
                        dłonią myśli Zenona- Zostawiamy panu wolną rękę. Przyniesie nam pan jej serce.
                        Dusza jest pańska. Zmieniamy profil działalności. Sam pan rozumie - recesja.
                        Operacja nosi kryptonim "Lilith". Dostanie pan do pomocy Jose. Wy się znacie,
                        Prawda - Zenek skinął głową - od pewnego czasu pracuje również dla nas. Jest
                        podwójnym agentem. Zachęciliśmy go do współpracy pewnym zapisem video, na
                        którym pański Anioł Stróż hmmm....eksperymentuje z majonezem. Zgodził się
                        szybko. Jego szef nie należy do wyrozumiałych. A cha! Byłbym zapomniał - Diabeł
                        uśmiechnął się brzydko - muszę cos panu pokazać.
                        Podał Yhy plik fotografii. Był na nich on. Yhy zobaczył siebie trzymającego w
                        dłoniach kształtną główkę Stu Watowej Żarówki. To był przelotny romans. Nic
                        znaczącego. To z Odkurzaczem łączyło go prawdziwe uczucie. Na kolejnym fotosie
                        Zenon tańczył salsę z Nocną Lampką. Oboje uśmiechali się do obiektywu.
                        - Z Żarówką to przeszłość...Wypaliło się. Ot, nagłe spięcie. Nic znaczącego. -
                        Bąknął Yhy zawstydzony. - Z tą Nocną zresztą też. Spodobał mi się jej abażur.
                        Chwila słabości...
                        - Ale Odkurzacz nic o tym nie wiedział, prawda? Nie chciałby pan, by
                        kiedykolwiek się dowiedział, czyż nie? Proszę być spokojnym. W moich dłoniach
                        to zdjęcie jest bezpieczne. Przechowam je dla pana i zwrócę, gdy wypełni pan
                        misję. Negatyw też.

                        • gregorij Re: Życie po życiu cz.5 "Sprzęty domowe" 15.11.02, 15:42
                          W tym samym czasie odkurzacz odpoczywał. Właśnie pożarł jakieś 38, 458 kg
                          śmieci, aż mu się worek nadwyrężył. -Jeszcze trochę i będą na mnie mówic
                          workowaty – pomyślał. Rozejrzał się po mieszkaniu – czysto, schludnie tylko ...
                          tylko .... Zeeeeeeeeeeeeeeeeeeenneeeeeeeeeeeeeeek – z jego rury ssącej wyrwał
                          się okrzyk, który brzmiał jak huk zderzających się pociągów. Łazienka trzasnęła
                          drzwiami, lampka nocna spadła ze stolika, wykładzina, pokurczona i bez tego,
                          pokurczyła się jeszcze bardziej. Telefon zagrzmiał dzwonkiem, mimo ze nikt nie
                          dzwonił.
                          - A żesz ty!!! – pierwsza jak zwykle zareagowała wykładzina – całkiem Ci odbiło?
                          - Co mam zrobić, tęsknie – szepnął odkurzacz.
                          - Coś Ci musze powiedzieć – z góry dobiegł głos Stuwatowej Żarówki – ja z
                          Zenkiem..... i już, już miała wyznać swoje winy gdy pojawił się Jose. Wpadł
                          przez okno, zrobił piekne salto z podwójnym axlem nad nocnym stolikiem, odbił
                          się jedną nogą od ściany, przewinął swe smukłe ciało nad łóżkiem i wylądował
                          tuż obok kuchni. Sprzety Domowe Zenka Yhy wspólnym głosem krzyknęły:
                          - Kurwa jego mać!!!
                          - Dobra sprzęty, spokój mi tu – powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu Jose –
                          słuchajcie mnie uważnie, nie będę dwa razy powtarzał!
                          - Co? – zapytała zamknieta łazienka
                          - Słuchajcie uważnie, dwa razy nie będę powtarzał – powtórzył Jose – Zaraz
                          wróci Zenek! Spokój – uciszył cichy pomruk Sprzetów Domowych Zenka Yhy – wróci
                          ale ma przed sobą ważne zadanie i Wy musicie mu pomóc.
                          - Zadanie? Jakie zadanie? Jak pomóc? Co? Kiedy? Dlaczego? – sprzęty
                          przekrzykiwały się, nerwowo podskakujący okurzacz bluznął stosem smieci,
                          żarówka migała jak za starych, dobrych czasów w dyskotece „Pod urwanym końskim
                          łbem”. Atmosfera ogólnego podniecenia, wręcz szału udzieliła się Jose. Zrobił
                          podwójne salto w tył i krzyknął:.....
                          • _soso_ Re: Życie po życiu cz.6 "Wyprawa do New World" 18.11.02, 11:52

                            - Zenek zmartwychwstanie!!!- Cisza jaka zapadła po tym okrzyku, bez słowa
                            poczęstowała się papierosem Yhy.
                            - Jak to "zmartwychwstanie"...- syczącym szeptem spytał Odkurzacz - Czy to
                            znaczy, że ...umarł? Czy to znaczy, że mój Zenuś nie żyje? To niemożliwe!! -
                            Był na skraju załamania nerwowego.
                            - Uważaj wariacie - jesteś na skraju! Nie patrz w dół! Podaj mi rurę - Jose
                            szybkim ruchem wyciągnął prawicę w stronę Odkurzacza. - No już dobrze, uspokój
                            się. Gdzie Zenek trzyma alkohol? Setka jałowcówki dobrze ci zrobi. Mi też. -
                            Anioł Stróż należał do tych, którzy zawsze wychodzą na plus.
                            - Wóda jest tu , wewnątrz mnie - odezwał się przepitym głosem Barek. Tajemnicą
                            poliszynela było, że podpija Zenkowe zapasy.
                            - Moi drodzy - Jose jednym chałstem wypił i nalał ponownie, lecz już tylko
                            sobie - Zenek miał pewne kłopoty ze Zdrowym Rozsądkiem. W wyniku
                            pewnego ....bezkompromisowego wyznania stracił życie. Pragnę was uspokoić.
                            Zenek ma się dobrze i wraca do życia. Śmierć trochę krępowała jego swobodę
                            ruchów. Znacie Zenka - Zenek to działanie. - Jose przemawiał jak lider
                            Samoobrony. Bez sensu, lecz sugestywnie. Sprzęty słuchały.-Pewne koła
                            decyzyjne, których pochodzenia nie mogę wam wyjaśnić z przyczyn ode mnie nie
                            zależnych, zdecydowały o przywrócenie Zenona Yhy światu, powierzając mu ważne
                            zadanie a mnie czyniąc jego prawą ręką i doradcą. - Jose zamilkł i delektował
                            się wrażeniem jakie zrobił na słuchaczach.
                            - Pieprzysz Jose - Wykładzina jako pierwsza pokusiła się o recenzję wystąpienia
                            Anioła Stróża. - ten idiota ma problemy z wykonaniem tak trudnego zadania,
                            jakim jest codzienne odkurzanie a ty nam tu wciskasz...
                            - Jak śmiesz! - Odkurzacz zaczął astmatycznie oddychać - on mnie tylko
                            oszczędzał, biorąc pod uwagę mój fatalny stan zdrowia...- znów niebezpiecznie
                            przysuwał się do krawędzi załamania nerwowego.
                            - Spokój ma być!!!- Jose nadepnął w ostatniej chwili przewód Odkurzacza, który
                            już zaczął zsuwać się w stronę Bezdennej Depresji. - Zenek ma zadanie a wy mu w
                            tym pomożecie. I tak ma być! Bo ja tak chcę i Zenek tak chce i ...i...- Anioł
                            nagle zmienił ton- musicie nam pomóc. Proszę, zgódźcie się - zakończył szeptem.
                            - Dobra, dobra. Gadaj o co chodzi. - Telewizor utkwił swe cyklopie ślepie w
                            twarzy Jose. Nie odrywał od niej spojrzenia.
                            - Zenek...Zenek ma zdobyć serce Rudej Tygrysicy z New World - lodowatym tonem
                            oświadczył Jose.
                            - Zmień ton, jest listopad - Tylko Kaloryfer zdobył się na odpowiedź. Jak
                            zwykle nie związaną z tematem rozmowy. Tak już miał.

                            ***

                            Znów błysnęło. "Co oni z tym błyskaniem? Nie można tak spokojnie, bez
                            fajerwerków? Oczy już mnie bolą od tego błyskania". Zenon Yhy wypuścił w
                            przestrzeń trzy myśli, które poszybowawszy chwilę nad jego głowa odleciały do
                            Przeszłości. Stał pod murami zamku Rudej. "Chłopczyk jak
                            walczyk" pomyślał jeszcze, przeglądając się w Wyobrażeniu o Samym Sobie.
                            Rzeczywiście wyglądał wyjątkowo schludnie. Wizyta u krawca Czterdzieści i
                            Cztery nie była straconym czasem. "No dobra - zaczynamy". Zdecydowanie zapukał
                            do bramy.
                            - Kto tak zdecydowanie puka ? - rozległ się głos Irenki, bony księżniczki
                            Calindry.
                            - Nazywam się Zenon Yhy. Jestem znajomym Jaśnie Panienki. Irenka mnie sobie
                            przypomina? - Irena miała dwie pasje. Układanie fryzury i zapominanie. Obie
                            jednakowo silne.
                            - Yhy, Yhy...nie przypominam sobie. Czy był pan umówiony? - skrzydło bramy
                            uchyliło się. Zenon zastanawiał się, jak uchylić się od odpowiedzi.
                            - Śliczna fryzura - uśmiechnął się lizusowsko - Bardzo pani ładnie w tej
                            fryzurze. Jak piękna fryzura na pani głowie. Pani fryzura jest bardzo ładna. O,
                            jak pięknie pani w tej fryzurze! - zakończył z dobrze udawanym zachwytem.
                            - Jaki dobrze udawany zachwyt - zachwyciła się Irena. Komplementy trafiły do
                            niej najwidoczniej, bo uśmiechnęła się do Zenona prezentując rząd lśniących
                            zębów i lśnienie czegoś jeszcze, czego Zenon nie zauważył, bo uśmiech był
                            wyjątkowo krótki.
                            - Czy panienka w domu? - Zenon po śmierci stawał się z każdą chwilą coraz
                            bardziej konkretny.
                            - Tak, pracuje. Ale myślę, że pana przyjmie - Irena wpuściła go do środka. -
                            jest na górze. Poproszę, Żabcię, by do pana zeszła.
                            "Żabcię - niezłe" uśmiechnął się do wewnątrz Yhy i pokazał język Staremu
                            Franciszkowi, pełniącemu funkcję major domusa. Franciszek zachował kamienną
                            twarz i nie zareagował na zaczepkę...



                            • _soso_ Re: Życie po życiu cz.7 "Krach operacji Lilith" 19.11.02, 11:17
                              - Zenek, draniu jeden. Pogłoski o twojej śmierci okazały się mocno przesadzone.
                              Świetnie wyglądasz, jak na umarlaka. - Ruda stała u szczytu schodów i
                              uśmiechała się ślicznie.
                              - Przy tobie jestem tylko tłem - Zenon postanowił od razu przejść do ataku - I
                              to dość wyblakłym...
                              Ruda lubiła Komplementy, ale tylko te oryginalne. Ten jej się spodobał
                              najwidoczniej, bo łaskawie wyciągnęła przed siebie dłoń, by mógł na niej
                              przysiąść.
                              - Chodź ze mną Yhy. Włożę go do klatki.- Tygrysica miała osobliwe hobby -
                              hodowała otrzymane komplementy. Miała ich ogromny zbiór, w tym jeden od Zenona,
                              otrzymany na początku ich znajomości. "Ale Jesteś Piękna... Kurwa Mać" należał
                              ponoć do jej ulubionych... Rzadki okaz.
                              - Co cię sprowadza Zenonie?- Ruda wpuściła Komplement do klatki i przyglądała
                              się uważnie jak czyści swoje piórka - Stęskniłeś się, wiem. Ale co cię
                              sprowadza prócz Tęsknoty?
                              W głowie Yhy zapanował chaos. Już miał zacząć deklamować: "Ja deszczowym dniem,
                              Ci przyniosę z ziem, gdzie nie pada deszcz, pereł deszczu sznur...Kiedy umrę
                              to, z nieba do Twych rąk, spłynie światła krąg - i to będę ja...". Gdyby
                              zaczęła oponować, miał jeszcze w zanadrzu "Przecież zdarza się, że największy
                              żar wyda wulkan co, niby dawno zmarł. Pól spalonych skraj, więcej wyda zbóż,
                              niż zielony maj w czas wiosennych burz.". Z drugiej strony, być może lepszym
                              rozwiązaniem byłoby powiedzenie pani na New World całej prawdy... Postanowił
                              tak uczynić. Tak! Powie jej Prawdę. Tylko, że Prawda mieszkała na Języku
                              Dziecka lub na Dnie Dzbana z Winem. Miał problem.
                              - Jest tu jakieś dziecko? - Zenek postanowił mówić wprost.
                              - Dziecko? Tutaj? Zenek tu nie ma dzieci...- Tygrysica uniosła brew. Jej oczy
                              powiedziały cichutko "Zbyt dużo pijesz Yhy", co powiedziawszy zaczęły się
                              uśmiechać.
                              - A może napijemy się wina? - Zenek postanowił spróbować inaczej
                              - Wina? Tak wcześnie? Oj Zenek, Zenek. Franciszku, niech Franciszek przyniesie
                              wina. Pan Yhy jest spragniony...
                              - Si, seniorita - Kamienna twarz Franciszka pękła w miejscu gdzie powinny
                              znajdować się usta.
                              Milczenie zawisło nad nimi i przyglądało się obojgu.
                              - Coś wisi w powietrzu. Czuję to. - Ruda poprawiła niesforny kosmyk włosów
                              opadający na jej policzek - Zenek, ty coś knujesz
                              - Gdzie to cholerne wino. Franek nie nalewaj do kieliszka - wypiję z
                              dzbanka...łee...cienkie jakieś, ale może być - trudno - Yhy jeszcze nigdy w
                              życiu tak się nie spieszył. Po chwili poczuł jak Prawda wdziera się do jego
                              Duszy bez pukania. - Ruda - muszę mieć twoje serce. Koniecznie - Powiedział
                              Prawdę, prawie całą.
                              - Nic z tego - odpowiedziała - Jak zwykle nic z tego Zenonie. Moje serce należy
                              do mnie. Idź już, jeśli to wszystko, co cię sprowadza.
                              "Dupa blada" pomyślał Yhy. Rzeczywiście sprawy nabrały niekorzystnego dal
                              operacji "Lilith" obrotu. Na zewnątrz czekał Jose. Dłubał w nosie. Przestał,
                              gdy zobaczył wyraz twarzy Zenona.
                              - Ale masz wyraz twarzy, kurcze nooo...- Anioł był lekko wstawiony
                              - Dupa blada - tym razem głośno powiedział Yhy...

                              • gregorij Re: Życie po życiu cz.7 'Krach operacji Lilith' 19.11.02, 15:58
                                - Blada powiadasz? – Jose Zenkowi ściągnął spodnie, obejrzał jego dupe i rzekł –
                                Fakt, blada.
                                Konsternacja przechodniów nie przeszkadzała prowadzić im długiej dyskusji na
                                temat bladości dup. I tak sobie stali 3 godziny z opuszczonymi spodniami na
                                chodniku Nowego Światu.

                                ******

                                Czterdzieści i Cztery był niepocieszony. Nikt go nie chciał pocieszyć.
                                Pocieszał się sam ale to nie miało większego sensu – jego poczucie humoru
                                podobało się tylko jednej osobie. Jeszcze jej nie spotkał, ale wiedział w głębi
                                czarciego, czarnego serca że taka osoba istnieje.
                                - Sprawdzę jak się sprawdził Zenek na tym sprawdzianie – pomyślał. Pomyślał też
                                że często się powtarza.
                                Wyjął telefon,
                                - Memory, fine, Siara – a nie to nie „Killer”, to powieść. W porę się
                                zorientował i już bez udawania kogoś, kim nie był, wykręcił numer.
                                - Cześć Zenek, jak zadanie?
                                - Dupa blada.... – odpowiedź musiała tak brzmieć – nic z tego nie będzie
                                - Co poszło nie tak?
                                - Wszystko poszło nie tak, Żabcia nie odda mi swojego serca – głos Zenka lekko
                                się łamał. Jose wyciągnął plaster, chciał kleić ale złamania były zbyt
                                skomplikowane.
                                Czterdzieści i Cztery przewidywał taki rozwój wypadków, ba, był ich pewien.
                                Miał przygotowany plan awaryjny.... znaczy zaczął przygotowywać plan awaryjny
                                na wypadek awarii ale jakoś nie mógł nic wymyślić....
                                - Tia, przydałby się zwrot akcji – diabeł był o tym więcej niż przekonany.....



                                • _soso_ Re: Życie po życiu cz.8 'Nieoczekiwany Zwrot' 20.11.02, 14:04
                                  ...Tylko jak to zrobić?

                                  ***
                                  Bóg ziewnął i założył okulary. - Gabi!!! - wrzasnął nagle.- Gabii!!! Gdzie się
                                  szwendasz do cholery!!!
                                  Archanioł Gabriel, pieszczotliwie przez przyjaciół zwany Gabi, przykleił do
                                  twarzy uśmiech "Jak Się Cieszę, Że Istnieję, By Ci Służyć" i połknął tabletkę
                                  panadolu.
                                  - Słucham Panie?
                                  - Nudzę się Gabi. Opowiedz mi jakąś ładną historię z dobrym zakończeniem...Albo
                                  nie. Opowiedz co u mojego Obrazu i Podobieństwa. Znów się zabijają?
                                  - Gdzieniegdzie tak. Jedna wojna staje się początkiem drugiej. Bawią się już
                                  tak od stuleci.
                                  - Ech, dzieci, dzieci...ilu już ich jest? - Bóg znów ziewnął i poprawił się na
                                  tronie - Gdzie moje cygaro Gabi?
                                  - Już podaję. - Archanioł podsunął Stwórcy ozdobną szkatułkę z cygarami ,
                                  prezentem od Fidela Castro - Ok. 6 miliardów, z czego ciut ponad miliard to
                                  Chińczycy. Pamiętasz Panie, to ci od zielonej herbaty....
                                  - Taaak. Sporo... Kiedy był ostatni potop? -
                                  - Jakiś czas temu. Ale nie to wydaje się być najważniejsze Panie...- Gabi
                                  nerwowo poruszył prawym skrzydłem. Taki tik. - Mamy kłopot.
                                  - Zenek Yhy, prawda? - Wszechwiedzący lubił popisywać się wszechwiedzą.
                                  - Tak. Zenek narozrabiał. Nasz wywiad donosi, że jego Anioł Stróż pracuje
                                  również dla Czarnych. Sprawa jest poważna... Yhy , choć nie żyje, nie ma
                                  stałego meldunku. Ani u nas, ani w Piekle. Pracujemy nad tym, by dowiedzieć się
                                  o co chodzi. Na razie bezskutecznie...

                                  • _soso_ Re: Życie po życiu cz.8 'Nieoczekiwany Zwrot' 20.11.02, 15:41
                                    ****
                                    - Świetnie! Pan Prawdomówny wyłożył kawę na ławę! - Jose był wściekły -
                                    Postąpiłeś nieodpowiedzialnie, wiesz? Jestem skończony...moja
                                    kariera...marzyłem, że kiedyś zostanę Archaniołem...wszystko przepadło. Szef
                                    mnie wywali w najlepszym wypadku. W piekle nie mam czego szukać. Bycie Demonem
                                    nie interesuje mnie...Co ja teraz zrobię? Samobójstwo nie wchodzi w grę.
                                    Wszystko przez twoją pieprzoną Prawdomówność...Ty...ty...łajzo jedna ...ty! -
                                    Jose usiadł na tkwiącym przy drodze Wyrzucie i ustylizował się na anioła
                                    z "Melancholii" Dürera
                                    - Ładna poza. Do twarzy ci z tym zamyśleniem Jose - Zenek próbował załagodzić
                                    sytuację - Coś wymyślimy. Na razie idziemy do mnie. Diabli nadali to
                                    wszystko...
                                    • Gość: ech... Re: Życie po życiu cz.9 'Nieoczekiwany Zwrot' IP: 62.233.130.* 21.11.02, 08:31
                                      Co jest? Dzień Świstaka?
                                      To już absurd czy tylko manipulacja?
                                      Nie, to ona, tak to ona- czysta krystalicznie, ślicznie
                                      "...równo cześnie stripti zuje
                                      równo grzecznie recy tuje:
                                      ty smutasie, ty szpiclu, ty klakierze, ty pozerze,
                                      ty picerze, ty picusiu, ty lalusiu, ty pomponie,
                                      ty playboyu, ty modny przeboju, ty astamaniano,
                                      ty moja droga ja cie wcale nie kocham,
                                      ty dzwonie bez serca, ty talencie na zakręcie,
                                      ty wajszwajcu od awansu, ty awangardo ariergardy,
                                      ty konweniujący kołnierzyku, ty literacki żywociku,
                                      ty lilio w kibici łamana, ty prostowaczu banana,
                                      ty wyciśnięta cytryno, ty kotlecie sponiewierany,
                                      ty pięć minut za krzakiem rozmarynu,
                                      ty złap mnie za pukiel, ty wskocz mi na kant,
                                      ty nie śpiewaj nie mam drobnych,
                                      ty ciągnij smugę, ty stleń się, ty spłyń z lodami,
                                      ty giń, dzyń, dzyń, dzyń...
                                      • _soso_ Re: Życie po życiu cz.10 'Diabli nadali...' 21.11.02, 10:33
                                        Yhy i Jose stali w progu mieszkania Zenona i słuchali. Z rozdziawionymi gębami.
                                        Obaj. Zenon był zdziwiony, Jose ziewał.
                                        Przeznaczenie Yhy obróciło głowę w ich stronę i uśmiechnęło się smutno.
                                        - Zaskoczony? Zrobiłam ci niespodziankę? Mam nadzieję, że niemiłą... Myślałeś,
                                        że możesz mnie zostawić z wyciągniętą dłonią w niedokończonym wątku? Byłeś tak
                                        naiwny, że sądziłeś, iż uda ci się uskoczyć w bok przed własnym Przeznaczeniem?
                                        Nic z tego! Oto jestem i zostaję!
                                        - Na stałe? - Jose przestał ziewać a Zenon wykrztusił pytanie, chowając
                                        Zdziwienie za plecami, jak bukiet kwiatów - niespodzianek.
                                        - Jeszcze nie wiem. Jeszcze się zastanawiam. - Przeznaczenie Zenona Yhy, mimo
                                        że ten nie żył od pewnego czasu, nie wyglądało na spełnione. Wręcz przeciwnie.
                                        - Diabli ją nadali - szepnął w lewe ucho Zenona Jose - Czuję, że kłopoty mamy
                                        większe, niż by się mogło wydawać. - Jak się cieszę, że cię widzę w dobrym
                                        zdrowiu - Anioł tym razem głośno rzucił w Przestrzeń. Rzutowi towarzyszył
                                        anielski wyraz twarzy. Kto nie znał Jose, ten dał by się nabrać...Przestrzeń
                                        nie zwlekała z ripostą.
                                        - To ja się cieszę Jose...i tylko ja się będę uśmiechała w finale...Na razie
                                        uwierz mi na słowo...Na razie. Przysyła mnie Czterdzieści i Cztery. Zrobię
                                        sobie herbaty, dobrze Zen? Też chcecie? - Przeznaczenie zmieniło Ton tak nagle,
                                        że Yhy i Jose uskoczyli niemal w ostatniej chwili. Groźny Ton Głosu, jak
                                        rozjuszony nosorożec staranował drzwi i wybiegł na zewnątrz. Wszyscy wiedzieli,
                                        że jeszcze powróci... Zawsze wracał. Jak bumerang.
                                        - Pooowróóócęęę - rozległo się jeszcze i znów zapadła Cisza...

                                        • Gość: ech... Re: Życie po życiu cz.11 'Diabli nadali...' IP: 62.233.130.* 21.11.02, 12:26
                                          Dobra, jestem... Zamknij tę rozdziawioną buzię, niewdzięczniku- łobuzie.
                                          Dług masz u mnie, paskudo! Zjawo, maro senna, ułudo.
                                          Więc: "Nie kochasz? Nie patrzysz na mnie? Przeklęty! Twa piękność zdradziecka...
                                          O, jak serce moje zamiera! Czyżby życie ze mnie uciekło?"
                                          O,o,o! właśnie pochłania mnie piekło!
                • Gość: och_ach Re: Do Och ach IP: 62.233.130.* 14.11.02, 11:08
                  Miała byc zabawa,
                  wyszła jakaś sprawa.
                  Znikam systemem bezszmerowym,
                  mając w głowie przysłowie
                  o pewnej dużo ryczącej krowie.

                  Na braki nie ma siły.
                  A początek był taki miły...

                  Pa- itp, itd, itp

                  • _soso_ Re: Do Och ach systemem literowym 14.11.02, 11:47
                    Droga Och_ach...już ktoś do Ciebie jedzie (złowieszczy szept)
                    Będzie zabawa. Już nie ryczę. Pozdrowię tylko.
                    Pozdrawiam.:)
                    • Gość: och_ach Re: Do Och ach systemem literowym IP: 62.233.130.* 14.11.02, 12:34
                      Może to listopad tak na Ciebie wpływa,
                      że Jakże Wysoka Inteligencja jakoś się rozmywa.
                      Szkoda miły Brachu,
                      nie rób więcej obciachu.
                      Znów nie zrozumiałeś - ta krową miałam być ja.Jak tak dalej pójdzie wpadnę
                      przez Ciebie w wirtualną nerwicę natręctw.
                      Dlaczego ten szept ma być złowieszczy? i po co do mnie? Na nic nie czekam.
                      Nie rozumiem i zaczyna mnie to martwić...


                      • _soso_ Re: Brach Soso do Siostry Och_ach raz jeszcze... 14.11.02, 14:04
                        Wredny listopad - bardzo, bardzo wredny listopad. Nic nie rozumiem. Ojjj wredny
                        listopad!

                        • Gość: och_ach-cytując Re: Brach Soso do Siostry Och_ach raz jeszcze... IP: 62.233.130.* 14.11.02, 14:43
                          "Choć nie kryję admiracji dla twych miłych inklinacji
                          Do ciągłej kontynuacji dogłębnej fraternizacji
                          Ani szczerej fascynacji w obliczu tej demonstracji
                          Niezwykłych kwalifikacji na polu reanimacji,
                          Mimo przyjemnych sensacji towarzyszących kontemplacji
                          Potencjalnej eskalacji znowu do partycypacji,
                          Wybacz,że w tej sytuacji, z desperacji, a nie z racji
                          Jakichkolwiek implikacji co do twojej reputacji,
                          Uchylę się od elacji tej przelotnej integracji.
                          przekładając na potoczny język, com wyżej" rozwinęła:

                          ...wena ma zniknęła.
                          Soso - OSO!
                          Uczuliłam się właśnie na Twe Żądło.
                          Urlop biorę, idę leczyć me uzależnienie i uwielbienie.
                          :-)))
                          :-*
                          :-P
                        • Gość: och_ach Re: Brach Soso do Siostry Och_ach raz jeszcze... IP: 62.233.130.* 18.11.02, 13:03
                          Chciałam zniknąć bezszmerowo, wtedy Ty pomyliłes siebie z krową.
                          Raz ryczałeś , raz mówiłeś szeptem... Poszłam więc na leczenie i przeszłam
                          zupełne odczulenie. Dziś pomogę Ci w diagnozie. Otóż: czasem gadam jak w
                          hipnozie i jestem z lekka popieprzona. Bo w publicznym będąc miejscu, toczę
                          boje z jakimś sosem (jeszcze żeby z beszamelem - byłoby smaczniej i weselej). A
                          tu nie! O ja głupia d..., w domu nie ugotowana zupa, piątka dzieci, boski
                          mąż... a tu na forum wciąż ktoś goni lub łapie króliczka.
                          I choć niewinne moje liczka zmuszona jestem powiedzieć: Sorry za zmartwienia-
                          niezrozumienia. Nie znamy się nawet z widzenia. Zaśpiewam ci ostatni raz, jak
                          Eminem- o zgrozo! - pełna pokory: Sorry...Soso- Mimozo- sorry...
                          • _soso_ Re: Mimoza rozwija listki z westchnieniem ulgi... 18.11.02, 14:58
                            Drobiazg:)
                            Całusy dla dzieci i ukłony dla ich ojca. Lepiej chyba gonic niż łapać. Nie
                            rycz, mała nie rycz...:)
                            Pozdrawiam i leciutko macham gałązką (trzecia z lewej- ta od Ostatecznych
                            Pożegnań")

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka