_soso_
07.11.02, 11:14
Szanowni Panstwo
Pomysł nie jest nowatorski. Napiszmy wspólnie powieść. Reguły są proste.
Każdy kolejny wpis jest kontynuacją poprzedniego. Unikamy logiki i "zdrowego
rozsądku". Dbamy o dynamizm i nagłe zwroty akcji. Nurzajmy się w
absurdzie.Zapraszam.
_soso_
Zenon Yhy otworzył oczy. Przez chwilę zastanawiał się gdzie jest, kim jest i
o co chodzi w tym wszystkim. Na żadne z pytań nie znalazł odpowiedzi. Jak
zwykle.
"Muszę dać sobie trochę czasu. Czas - tego potrzebuję. Dowiem się
wszystkiego...na pewno...yhy.... wszystko ustalę".
Po kwadransie już wiedział. "Nazywam się Zenon Yhy, jestem w swoim
mieszkaniu, istnieję bo tak się jakoś złożyło".
Zadowolony wstał niespiesznie.
- Dzień dobry - papierosy zawsze witały go pierwsze.
- Cześć - mruknął i pomyślał, że kiedyś je rzuci, tak bez słowa, tak po
prostu.
- Zapalisz? - spytały.
- Chętnie...
Dom zaczynał swe życie razem z Zenkiem. Fotele skrzypiąc cichutko przeciągały
się leniwie, telewizor łypał swym czerwonym od ciągłego czuwania ślepiem,
stół nerwowo przestępował z nogi na nogę. Zawsze tak robił, gdy Zenek na
niego patrzył.
- Cześć Zenek - to była łazienka
- Strzała - głęboko zaciągnął się papierosem, który aż zamruczał z
rozkoszy. Czekał na kolejne pytanie. Zawsze padało. Jednakowo niepewnie
zadane.
- Wejdziesz? - "Zawsze pyta, choć zna odpowiedź. Musze z nią kiedyś o tym
porozmawiać. Zaczyna mnie to drażnić" - pomyślał i odpowiedział z uśmiechem. -
Jasne - mówiąc to mrugnął znacząco okiem w stronę kaloryfera. Kaloryfer był
ciepły i za to ciepło Zenek go lubił. Grzejnik zabulgotał na znak, że wie, że
rozumie…
- To co zwykle, prawda? Mycie głowy, kąpiel, mycie zębów i golenie? - w jej
głosie słychać było napięcie.
- Yhy, to co zwykle... - "Koniecznie muszę z nią o tym pogadać" obiecał sobie
niesłyszalnie i dodał - Mogę wejść z papierosem?
- Nie. Zgaś go. Nie lubię jego zapachu. - odpowiedź była bardzo stanowcza.
- Za chwile zadzwonię!!! Czuję, że za chwilę zadzwonię!!! Będę dzwonił!!! To
był telefon. Stary histeryk i gwiazdor. Lubił przyciągać uwagę. To była jego
największa wada. Miał jeszcze kilka pomniejszych.
"Zaczyna się" pomyślał Zenek. Telefon dzwonił...
(cdn albo i nie)